Nie będziemy razem, bo nie ma przyzwolenia na zdradę o świcie i na fałsz przekraczający ludzką miarę. Nie możemy być razem, bo nasz gniew jest dziś bezsilny, gdy zabrano nam tylu niezastąpionych. Nigdy nie będziemy razem, bo pamiętamy - kto siał nienawiść i chciał zebrać jej żniwo.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą PKW. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą PKW. Pokaż wszystkie posty

sobota, 15 listopada 2014

„RUSKIE SERWERY” I SWOJSKA GŁUPOTA


Nigdy nie czytałem tylu banialuk na temat „zagrożeń procesu wyborczego” i nie słyszałem tylu niedorzecznych wypowiedzi, których autorzy prześcigają się w kreśleniu wizji sfałszowanych wyborów. 
Wielki musi być deficyt zdrowego rozsądku, jeśli nikomu nie przyjdzie do głowy, że lament nad kontr-działaniami przeciwnika jest oczywistym nonsensem, nie tylko niegodnym człowieka rozumnego, ale niewartym poważnego traktowania. Nawet średnio rozgarnięty odbiorca powinien wiedzieć, że przeciwnik jest po to, by przeszkadzać, psuć szyki, oszukiwać i kłamać i jeśli po siedmiu latach doświadczeń kogoś zaskakują postępki reżimu, niech nie zawraca sobie głowy polityką i zajmie bardziej pożytecznym zajęciem.
Odnoszę wrażenie, że ten powszechny harmider ma usprawiedliwić lenistwo opozycji i przygotować elektorat na gładkie przełknięcie kolejnej porażki.
Najbardziej absurdalnie brzmią dziś tezy, w których działaniom PKW związanym z testowaniem oprogramowania wyborczego przypisuje się nieudolność lub obdarza je mianem błędu. Tymczasem w kombinacjach opartych na kreowaniu „mętnej wody” nie może być mowy o jakiejkolwiek przypadkowości. Im więcej zamieszania, nieokreśloności i chaosu – tym lepiej dla tych, którzy kontrolują procesy wyborcze. Jestem przekonany, że starsi panowie z szacownej instytucji PKW doskonale wiedzą na czym polega zabawa z „awariami systemu” i nie po to przez wiele miesięcy selekcjonowali firmy administrujące ten system, by udzielać dziś rzeczowych wyjaśnień lub obawiać się konsekwencji. W sukurs ich odczuciom idą opowieści „naszych” mediów o indolencji „leśnych dziadków” i równie miłe dla ucha insynuacje o możliwych nieprawidłowościach i błędach. Głoszone w przeddzień wyborów zdają się usprawiedliwiać własne nieróbstwo i niekompetencje.
Póki trwa ten szum, nikt nie zada pytania – co przez wiele miesięcy robiła opozycja i wtórujący jej żurnaliści „wolnych mediów”, by zapobiec takim scenariuszom i zapewnić wyborcom udział w uczciwych wyborach? Ile pieniędzy przeznaczono na kontrolowanie procesu wyborczego, jak informowano opinię publiczną na Zachodzie o przypadkach fałszowania wyników, ilu niezależnych obserwatorów ściągnęła dziś opozycja?   
Zamiast dziwić się, że przeciwnik robi swoje, może od takich pytań należy zacząć refleksję nad farsą wyborczą?
Wprawdzie zapowiedzi kontrolowania procesu wyborczego słyszymy od wielu polityków PiS i ludzi środowisk opozycyjnych, to poza wymiarem propagandowym nie mają one najmniejszego znaczenia. Od roku 2010, w podobnym tonie deklarowano nadzór nad wszystkimi wyborami. Niestety, na deklaracjach się kończyło, bo mimo wsparcia udzielanego przez wyborców, np. w ramach akcji „Uczciwe wybory.pl”, nigdy nie udało się znaleźć dostatecznej liczby wolontariuszy ani powołać mężów zaufania w większości komisji wyborczych. Wina leżała zwykle po stronie struktur PiS-u i miała związek z postawą tzw. lokalnych działaczy.

czwartek, 11 lipca 2013

CZY CZEKA NAS POWTÓRKA Z ROSYJSKICH SERWERÓW ?

Musimy się nieustannie przygotowywać do przejęcia władzy, do upilnowania uczciwości wyborów. To wielkie zadanie Prawa i Sprawiedliwości" – oznajmił Jarosław Kaczyński podczas obrad kongresu PiS w Sosnowcu. Zapowiedzi kontrolowania procesu wyborczego, a nawet powołania "ruchu pilnowania wyborów" słyszymy od wielu polityków PiS-u i ludzi środowisk opozycyjnych. Przypomina to sytuację sprzed wyborów parlamentarnych 2011, gdy w podobnym tonie deklarowano nadzór nad prawidłowym przebiegiem wyborów, a nawet powołano w tym celu Korpus Ochrony Wyborów.
Niestety, na deklaracjach się skończyło, bo mimo wsparcia udzielonego przez kluby Gazety Polskiej i Solidarnych2010 w ramach akcji „Uczciwe wybory.pl”, nie udało się znaleźć 25 tysięcy wolontariuszy ani powołać mężów zaufania w większości komisji wyborczych. Nie zadbano również o kontrolowanie przetargów organizowanych przez PKW oraz obsadę stanowisk pełnomocników ds. obsługi informatycznej, nadzorujący pracę operatorów obsługujących obwodowe komisje.
Jak istotne były to zaniedbania mogliśmy się przekonać we wrześniu 2012 roku, gdy Gazeta Polska opublikowała treść raportu zatytułowanego „Państwowa Komisja Wyborcza uzależniona od rosyjskich serwerów”. Sporządzony pod kierunkiem prof. Jerzego Urbanowicza raport zawierał sugestie, że „sfałszowanie ostatnich wyborów było możliwe i stosunkowo proste.” Wskazywano, iż sieć PKW była obsługiwana przez serwery DNS firmy Internet Partners wchodzącej w skład rosyjskiej firmy GTS, działającej w Polsce pod nazwą GTS- Energis Polska. Firma ta obsługiwała przez wiele lat Wojskowe Służby Informacyjne i kilka ważniejszych instytucji państwowych. W raporcie napisano m.in.:
Nasi eksperci obejrzeli z zewnątrz sieć DNS-ów, które brały udział w agregacji danych wyborczych. DNS-y są własnością Krajowego Biura Wyborczego. Jeden serwer znajdował się w firmie Internet Partners, drugi w firmie ATM. Firma ATM zbudowała rejestrator (tzw. czarną skrzynkę) dla Tu-154 M. Potem wygrała przetarg w PKW na obsługę wyborów (GTS przegrała przetarg). Znając polskie realia, przypuszczaliśmy przed wyborami, że GTS dysponująca nieporównanie większą siecią niż ATM będzie faktycznym zwycięzcą tego przetargu. I tak się stało.[…] Wątpimy, czy ATM wspólnie z rosyjską firmą Internet Partners mogą gwarantować nam rzetelność wyborów?”.