Nie będziemy razem, bo nie ma przyzwolenia na zdradę o świcie i na fałsz przekraczający ludzką miarę. Nie możemy być razem, bo nasz gniew jest dziś bezsilny, gdy zabrano nam tylu niezastąpionych. Nigdy nie będziemy razem, bo pamiętamy - kto siał nienawiść i chciał zebrać jej żniwo.

wtorek, 28 sierpnia 2018

NIE IDZIEMY ZA PARTIĄ ANI POD OBCĄ FLAGĄ. ZMIERZAMY DO POLSKI


Fałsz i nędza polityki prowadzonej przez obecnych rządców III RP, ma prawo odstręczać i napawać odrazą ludzi rozumnych.
Jako autor setek tekstów z lat 2008-2015, w których niezwykle krytycznie oceniałem reżim PO-PSL, mogę napisać – tak prostackiej propagandy, takich pokładów zakłamania i ordynarnego fałszu, nie widziałem nawet w tamtych latach. I nie z powodu tego, iż rządy PiS miałyby być gorsze od nieszczęść tamtego okresu, ale z prostej przyczyny – istniały wówczas media i politycy, którzy potrafili dokonywać krytycznych ocen i działać w społecznym interesie.
Dziś brakuje tej fundamentalnej wartości, a termin „wolne media” jest tylko jałowym frazesem.
     Opisywanie obecnych zjawisk lub komentowanie poszczególnych wypowiedzi, postaw i decyzji, nie miałoby najmniejszego sensu. Zakładam, że czytelnicy bezdekretu znają moje teksty z ostatnich trzech lat i doświadczając codziennej hipokryzji luminarzy „dobrej zmiany”, potrafią też dokonać racjonalnej oceny tej polityki. To, co napisałem w tekście „FAŁSZYWA ALTERNATYWA”, wydaje się dostateczną konkluzją.
Z kolei - kierowanie takich opisów do wyznawców i apologetów PiS, tym bardziej byłoby niedorzeczne. Ogromna rzesza wyborców tej partii, nie tylko nie jest zainteresowana sprawami polskimi i w głębokim poważaniu ma przyszłość mojego kraju, ale w rezygnacji z używania rozumu i niewolniczym serwilizmie wobec rządowej propagandy, zeszła poniżej poziomu pogardzanych „lemingów”.
Chcąc więc zachować szacunek do czytelników bloga, ale też uniknąć „syzyfowej”, bezcelowej pracy, niełatwo znaleźć obszar, w którym publicystyka nie byłaby tylko agitacją, a myśl podążała na przekór utartym schematom.
Z jednej strony - istnieje silna pokusa totalnej krytyki zastanej rzeczywistości, z drugiej - nęci postawa bojkotu i „wzniosłego milczenia”.
Obie są mi zasadniczo obce, dlatego w czasach trudnych wyzwań, trzeba obrać drogę unikalną, stawiając sobie i czytelnikom równie wysokie wymagania.
Drogę, która pozwoli uniknąć pułapek zastawionych przez szalbierzy III RP, nie doprowadzi na polityczne manowce i skieruje uwagę na sprawy dalece ważniejsze, od bełkotu pana Kaczyńskiego i żałosnych wolt pana Dudy.
     Od kilku lat, konsekwentnie i z uporem próbuję wytyczać taką drogę, nadając jej w roku 2011 nazwę długiego marszu. Nie z powodu skojarzeń historycznych, które nijak się mają do naszej rzeczywistości, ale dlatego, by uzmysłowić ogrom pracy, jaka czeka ludzi pragnących dojść do wolnej Polski. Nie jest to projekt dla tych, którzy państwo zbudowane w Magdalence uznają za urzeczywistnienie polskich aspiracji i oceniają je miarą Niepodległej.
Za każdym razem, gdy ze strony odbiorców moich tekstów, padają „sakramentalne” pytania: „ale jakie ma pan lekarstwo, które „mniejsze zło” wybierać, na kogo głosować, komu teraz zaufać” - nabieram pewności, że będzie to długi i męczący marsz.
By zobrazować problem, pozwolę sobie na analogię.
Uwzględniając wszelkie różnice formalne i historyczne, stawianie takich kwestii, można porównać do pytań kierowanych w stronę osamotnionej garstki „szaleńców” z Pierwszej Brygady: dla którego zaborcy będziecie walczyli, pod jaką „flagą” toczycie boje, który z nich zagwarantuje nam niepodległość ?
Analogia jest uprawniona, bo wówczas i dziś podobna jest skala ignorancji, zagubienia, błędnych ocen i nadziei.
Na początku XX wieku wytyczały ją rozmaite „koncepcje polityczne”, oparte o rachuby małych politykierów, upatrujących polską przyszłość w przychylności Francji, Niemiec czy Rosji.
Dziś wytycza ją ciężar pojałtańskiej mitologii „georealizmu”, w której polskie aspiracje sprowadzono do poziomu „integracji europejskiej” i kultywowania „przyjacielskich relacji” z odwiecznymi wrogami. Partie rozdzielające między sobą rządy w III RP, nie próbują nawet ukrywać, że służba pod obcą „flagą” - rosyjską, niemiecką, amerykańską czy izraelską, należy do głównych powinności „georealistów”.
W polityce wewnętrznej, przygniata nas ciężar jeszcze większy – zaszczepiona przez „ojców założycieli” mitologia demokracji, która wszelkie perspektywy zmian każe rozpatrywać poprzez zatrutą wizję „parlamentaryzmu” i mamidła „demokratycznych wyborów”.
Jak więc nie mówić o długim marszu, jeśli w powszechnej świadomości naszych rodaków, narzędzia narzucone przez beneficjentów sukcesji komunistycznej, mają służyć do zbudowania niepodległej państwowości?
Ile trudu wymaga obalenie rozlicznych mitologii III RP, jeśli ich wyznawcy nie potrafią inaczej postrzegać rzeczywistości, jak tylko oczami tych, którzy zakpili z naszych marzeń o Niepodległej?
A wreszcie - czy i jaka byłaby II Rzeczpospolita, gdyby garstka kadrowych „szaleńców” i ich dowódca, przyjęli dyktat zaborców lub pokładali nadzieje w łaskawości wersalskich graczy?
     Mogło się wydawać, że trzy lata „dobrej zmiany”, spośród 30 lat podobnych „eksperymentów” , to dość, by otrzeźwić ludzi głosujących na partię Kaczyńskiego i zmusić ich do refleksji.
Podobno – nie dla szalbierczych „programów+”, nie z powodu atencji wobec „opozycji” i nie dla populistycznego bełkotu obdarzono tych polityków zaufaniem.
Nie trzeba też szczególnej wiedzy politycznej, by po doświadczeniach tych lat zrozumieć – jak bardzo zostaliśmy oszukani i z kim naprawdę mamy do czynienia.
Nie trzeba głębi analiz, by dostrzec nędzę ludzi mieniących się „patriotyczną prawicą” i pod płaszczem rozlicznych świństw, ustępstw i łgarstw, zobaczyć realną „wspólnotę brudu” systemowych oszustów.
Skoro i tego nie chcą widzieć nasi rodacy, skoro i tym, którzy plują im w twarz przyznają miano „strategów” i „mężów stanu” - jak mogliby wejść na drogę długiego marszu i porzucić wygodny stan wegetacji?
Proszę nie winić mnie, że – w zgodzie z własną wiedzą i sumieniem, nazywam długim marszem drogę do Niepodległej i z tych samych powodów, odrzucam każdą chimerę „sił politycznych” działających w III RP. Żadna z nich – przyjmując reguły ustalone przez magdalenkowych szalbierzy i biorąc udział w mistyfikacji „świąt demokracji”, nie może zmienić ani obalić pokomunistycznego truchła.

Trzeba świeżej wizji, otwarcia myśli i perspektywy przekraczającej ramy III RP.
Trzeba zerwania ze schematami narzuconymi przez partyjnych macherów: prymatem „demokracji” nad bezpieczeństwem i racją stanu, wyborem „mniejszego zła”, w miejsce walki o dobro, wiarą w moc karty wyborczej, na rzecz potencjału społecznego buntu i sprzeciwu.
Wymaga to odrzucenia wszystkiego, co oferuje obecne państwo – z jego kontrolowanym „systemem wyborczym”, mediami i retoryką parcianych„elit”. Wymaga rewizji dotychczasowych ocen, rozstania z próżnymi nadziejami i porzucenia wiary w szybkie, polityczne „recepty”. Wymaga rezygnacji z budowania „alternatyw” i skupienia sił na rzeczy stokroć trudniejszej niż powołanie kanapowej partyjki.
     Zmiana świadomości – to zadanie burzenia mitów, obalania półprawd i zabobonów, jakimi zatruwają nas ludzie III RP. Począwszy od wiary, że sukcesja komunistyczna jest wolną Rzeczpospolitą, po dogmat, jakoby partia Kaczyńskiego (czy jakakolwiek inna systemowa formacja) była reprezentacją narodowych dążeń.
Póki takie zmiany nie nastąpią, a nasi rodacy będą obracali myśli wokół małych hochsztaplerów i nędznych „mechanizmów demokracji”, nie zrobimy kroku na drodze do Niepodległej.
Zmarnujemy ten czas na jałowe dywagacje i czcze nadzieje.
Będziemy toczyli boje na rzecz, coraz to innych „zaborców” i czekali na łaskę wrogów polskości. Roztrwonimy dar, jakim jest „ostre widzenie rzeczy” i „uciekniemy ze skowytem przekleństw”.
Ani mnie ani Państwu nie odpowiada taka wizja.
Nie po to doszliśmy do ważnych konkluzji i – za sprawą obecnych rządców, doświadczamy ciężaru pseudo-demokracji, by uchylić się od podjęcia wyzwania.
     Trzeba jednak uczynić krok dalszy. Chciałbym dowiedzieć się od Państwa – co zrobić, by w przeddzień kolejnych „świąt demokracji”- tzw. wyborów samorządowych, parlamentarnych i prezydenckich, podjąć skuteczną walkę z mitologią karty wyborczej?
Wiara, że z jej pomocą można dokonać zmian na lepsze, jest kamieniem dla naszych marzeń o Rzeczpospolitej.
Nie ma wątpliwości, że czas rządów PiS przyniesie wielkie rozgoryczenie i gniew „twardego elektoratu” - tych wyborców, którzy poważnie potraktowali „przełom” roku 2015 i uwierzyli, że partia Kaczyńskiego chce i potrafi obalić sukcesję komunistyczną.
Wielu z nich odwróci się w ogóle od spraw polityki, inni dostrzegą „alternatywę” w rozmaitych partiach narodowych lub zwrócą się w stronę sklecanych naprędce „trzecich sił” - zwykle inspirowanych przez ludzi służb.
Każdy z tych „wyborów” będzie daremny i bezużyteczny i pozostanie bez wpływu na sprawy polskie.
Rozwiązaniem racjonalnym – bo adekwatnym do skali draństwa, jakim obdzielają wyborców kolejne ekipy rządzące, byłby całkowity bojkot kolejnych „świąt demokracji”.
Racjonalnym tym bardziej, im mocniej zdajemy sobie sprawę z genezy tego państwa i logiki „systemu politycznego”, w którym nie ma i nie będzie miejsca dla partii głoszącej postulat obalenia III RP i twardej rozprawy z komunistyczną spuścizną.
Bojkot byłby zaledwie początkiem, nie celem samym w sobie.
Im więcej naszych rodaków zrozumie bezcelowość uczestnictwa w farsie wyborczej, tym rośnie szansa, że dobry potencjał tego sprzeciwu zostanie skierowany na drogę długiego marszu.
Z tego potencjału, może wyrosnąć autentyczny ruch społeczny – niekontrolowany przez państwo i niezależny od ograniczeń „systemowych”.
Ci ludzie – wzorem garstki „szaleńców” wyruszających onegdaj z Oleandrów, będą mogli odpowiedzieć na pytania dociekliwych: nie walczymy dla żadnego „zaborcy”, nie idziemy za „partią” ani pod obcą „flagą”. Zmierzamy do Polski.



Serdecznie dziękuję wszystkim, którzy - mimo mojej długiej nieobecności, wspierali blog bezdekretu. Ten tekst i - da Bóg następne, mogą pojawić się tylko dzięki Państwa pomocy.

66 komentarzy:

  1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  2. Panie Aleksandrze, dzień dobry :)
    Może się mylę, ale chyba po raz pierwszy Pan pyta o coś czytelników, bo do tej pory to my zasypywaliśmy Pana pytaniami - co robić? jaka alternatywa? itp. Już sam ten fakt, o ile moje spostrzeżenie jest trafne - wydaje się zastanawiający, ale doprawdy nie wiem jak go sobie interpretować... Czy to już czas? Na co? Pyta Pan - co zrobić, by w przeddzień kolejnych „świąt demokracji”- tzw. wyborów samorządowych, parlamentarnych i prezydenckich, podjąć skuteczną walkę z mitologią karty wyborczej? Odpowiem krótko - nie mam pojęcia i liczę na mądrzejszych ode mnie. O ile sama mogę zbojkotować wybory oraz zachęcać otoczenie do tej postawy, to jakoś nie wyobrażam sobie, by zasięg tego działania był znaczący. Owszem, mały krok, ale nie wiem czy o to właśnie chodzi... Gdyby znalazły się osoby mające wpływ na jakieś większe grupy ludzi, to byłoby już coś. Ciekawa jestem, co o tym sądzą inni. A jeszcze - gdybyśmy my tutaj, czytelnicy mogli jakoś skoordynować swoje działania, może jakaś część społeczeństwa by to zauważyła. Zdaję sobie sprawę, że niewiele wniosłam do dyskusji, ale w sytuacji kiedy odrzucamy mitologię demokracji, pozostaje "długi marsz" czyli jak to rozumiem przebudowa świadomości albo powstanie. Tej ostatniej ewentualności nie biorę serio pod uwagę, bo takie działania biorą przecież swój początek w jakimś ośrodku (osoba lub grupa), a tego jakoś nie widać. A może właśnie widać?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wrzucać link do tego artykułu na swoje konta na FB i TT, i podpinać, aby był na początku zawsze, to już coś...Rozsyłać, gdzie sie da.

      Usuń
  3. Dzięki za tekst prostujący nachylone wszechobecna blagą plecy. A szczególnie za to: "Trzeba świeżej wizji, otwarcia myśli i perspektywy przekraczającej ramy III RP. Trzeba zerwania ze schematami narzuconymi przez partyjnych macherów: prymatem „demokracji” nad bezpieczeństwem i racją stanu, wyborem „mniejszego zła”, w miejsce walki o dobro..."

    Gdyby "nasi" wypasteryzowani z polskości, kosmopolityczni hierarchowie wykazywali w listach obowiązek udziału w wyborach to moja odpowiedz będzie taka oto: nie głosując wybieram lepiej i godniej.
    Niskie ukłony.
    jr

    OdpowiedzUsuń
  4. Dla formalność. Zgadzam się właściwie ze wszystkim o czym Pan pisze. Mój komentarz sam usunąłem, ponieważ znalazłem w nim tzw literówki a przedewszyskim nic nowego nie wynosi do dyskusji i tematu, po za powielaniem zwątpienia (czego nie chcę). Pozdrawiam Pana Serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  5. Panie Aleksandrze,
    Przede wszystkim miło, że Pan powrócił. Podczas pańskiej nieobecności na blogu codziennie tu zaglądałem oczekując powrotu, bo prześladowało mnie uczucie przegranej. Wielu środowiskom, uznawanym przez nas za wrogie, bardzo zależało na uciszeniu Pana i trudno było przywyknąć do myśli, że im się udało.
    Odnosząc się do pytania w tekście. W mojej ocenie wybory samorządowe są jedynymi, których nie powinniśmy bojkotować. Są to wybory, gdzie mamy szansę osobiście znać kandydatów, spotkać się z nimi, zapytać osobiście o pilne kwestie dla naszych "małych ojczyzn". Bojkotować tylko w przypadku, gdy nie ma godnego kandydata. By zmniejszyć skalę fałszerstwa, być może warto zaangażować się np. w Ruch Kontroli Wyborów? (Pytanie zarówno do Gospodarza jak i komentatorów).
    Co do wyborów parlamentarnych, uważam za słuszną akcję przekonywania znajomych, by głosowali zgodnie ze swymi preferencjami, ale na ostatnie miejsca na listach. Jeżeli choć jedna "jedynka" czy "dwójka" w kraju wypadłaby z sejmu po takiej akcji, byłby to duży sukces.
    Wybory prezydenckie, o ile nie pojawi się dobry kandydat, bojkotować.

    Szanowni komentatorzy,
    Wielu z nas jeszcze tego nie dostrzega, ale z biznesowego punktu widzenia żyjemy w innym świecie (nie tylko kraju), niż jeszcze kilka lat temu. Klasyczne modele biznesowe odchodzą do lamusa (wystarczy spojrzeć jak "face" zmienił świat reklamy, "booking" hotelarstwo, a jutub media - przykładów można wymieniać wiele). Czy nam się podoba, czy też nie, publicystyka też jest inna niż jeszcze kilka lat temu. Pomijając bojkoty i prześladowania takich "głów" jak nasz gospodarz, realia dzisiejszego świata są takie, że jeżeli chcemy teksty - musimy za nie płacić, a autor, by zarobić musi te pieniądze brać. Autorzy, którzy nie pobierają "darowizn" od czytelników, nie są, bo nie mogą być, niezależni i dzięki temu obiektywni.

    Panie Aleksandrze,
    Może warto wspomnieć o kosztach ponoszonych przez Pana na regularne pisanie i zamieszczanie tekstów i odpowiedzi do komentarzy. Pomogłoby to uruchomić wyobraźnię i zachęciło do dobrowolnej i regularnej wpłaty na rzecz tego bloga.
    Pozostawiam pod rozwagę.

    OdpowiedzUsuń
  6. W pełni sie zgadzam. Przyszłe wybory i parlamentarne, i prezydenckie- BOJKOTUJĘ.
    Podjęłam tą decyzje na długo przed przeczytaniem Pana, czyli zgadzamy sie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. kibur,

      Cieszę się z takiej zgodności i dziękuję za świadectwo decyzji zbojkotowania wyborów.

      Pozdrawiam Panią

      Usuń
    2. Absolutnie zgadzam się z bojkotem wyborów prezydenckich i parlamentarnych!!!
      Bojkotuję je od wielu lat widząc beznadziejność zarówno ich wyników jak i poziom kandydatów!
      Popieram jednak postulat wzięcia udziału w wyborach samorządowych!!!
      Tu przynajmniej wiemy na kogo głosujemy!

      Usuń
  7. Martyna Ochnik,

    Zawsze twierdziłem, że kobieca intuicja jest darem wyjątkowym. A okazuje się, że pomocnym nawet w kwestiach politycznych :)
    Zadałem Państwu to pytanie, bo sprawę bojkotu uważam za bardzo ważną.
    Owszem, jak ktoś słusznie zauważył na Twitterze, w III RP blisko 45 proc. obywateli w ogóle nie uczestniczy w „święcie demokracji”, to przecież nie o takich decyzjach i nie takich wyborcach traktuje mój tekst.
    Przyjmuje bowiem, że „rdzeniem” i bodaj największą siłą partii Kaczyńskiego, są wyborcy nazwani przeze mnie „twardym elektoratem”. To ci ludzie, którzy w rządach PiS pokładali najwięcej nadziei i oczekiwali solidnej rozprawy z watahą pustosząca nasz kraj.
    Oni właśnie maja największe prawo czuć się oszukanymi i wielu z nich stanie wkrótce przed dylematem: wspierać nadal szalbierzy z „dobrej zmiany”, szukać innych „alternatyw”, czy odwrócić się od „klasy politycznej” III RP, odrzucić mitologię demokracji i – w bliskiej perspektywie, utworzyć ruch społeczny dążący do obalenia komunistycznej sukcesji.
    Dlatego za arcyważne uważam podjęcie działań służących przekonaniu tych ludzi, że tylko droga długiego marszu daje szansę na odzyskanie Polski.
    Moje pisanie, sprowadza się do przedstawienia rzeczowych ( i mam nadzieję – przydatnych) argumentów oraz wskazania wagi takiej decyzji.
    Pytanie, jakie zadałem jest konieczne, ponieważ to na Państwa barkach będzie spoczywał obowiązek dotarcia z tą argumentacją i przekonania innych osób, że warto.
    Napisała Pani - „O ile sama mogę zbojkotować wybory oraz zachęcać otoczenie do tej postawy, to jakoś nie wyobrażam sobie, by zasięg tego działania był znaczący”.
    O nic innego nie chodzi.
    Wystarczy, by takie działania podjęło kilkaset osób, a kwestia bojkotu dotrze już do tysięcy.
    Nie postrzegam tych działań, jako jakiejś „akcji społecznej”. Widzę w nich raczej elementarny obowiązek ludzi rozumnych, rzecz oczywistą.
    Jeśli zaś chodzi o pytanie - „czy to już czas” , odpowiedź może być tylko jedna: tak, to jest ten czas.

    Pozdrawiam Panią

    OdpowiedzUsuń
  8. jan kowalski,

    Nie wiem, jaka będzie postawa hierarchów wobec apeli wyborczych PiS-u, ale można się domyślać, że pojawią się wezwania do spełnienia „obywatelskiego obowiązku”.
    Hierarchowie Kościoła są jednym z kluczowych elementów systemu III RP i zawsze (podkreślam) będą bronili „zdobyczy” tej sukcesji.
    Wynika to bezpośrednio z „pragmatyki operacyjnej” kombinacji zwanej „transformacją ustrojową” i jest efektem włączenia tej grupy wpływu w zakres ustaleń magdalenkowych.
    Podoba mi się odpowiedź: „nie głosując wybieram lepiej i godniej”.
    Nieuczestniczenie w farsie wyborczej, jest również wyborem.
    O tyle uczciwszym, że nie wspiera się nim żadnego „mniejszego zła”(ten sofizmat uknuł sam szatan), nie uczestniczy w okłamywaniu i mamieniu innych i wykazuje odwagę porzucenia fałszywych nadziei, na rzecz realizmu i twardej walki.

    Dziękuję Panu i pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  9. Glenn,

    Rozumiem Pańską decyzję, choć nie podzielam opinii, jakoby komentarz zawierał tylko „powielanie zwątpienia”. I ono jest nieuniknione, a nawet konieczne, jeśli przyjąć, że oceny mojego tekstu dokonują ludzie rozumni.
    Zdaję sobie sprawę, że istnieje i będzie istniał problem z akceptacją dla wielu „szalonych” lub „utopijnych” twierdzeń, zawartych na tym blogu.
    Uważam to za rzecz całkowicie naturalną, bo półwiecze okupacji sowieckiej i trzy dekady potężnej indoktrynacji obecnego państwa, muszą znajdować odbicie w poglądach i postawach Polaków.
    Jeśli przez tyle lat karmi się nas opowieściami o „państwie prawa i demokracji”, wychwala rzekomą „potęgę karty wyborczej”, symuluje „procesy demokratyczne”, mami obietnicami „trzech kadencji”, a nawet imituje „walki polityczne” i nachalnie wzywa do „mobilizacji” - nie można się dziwić, że wielu naszych rodaków ulega tej mitologii.
    Prowadzi ona do zniewolenia i realnej kastracji naszych marzeń o Niepodległej, a całą sferę polityki – która jest (powinna być) domeną ludzi odważnych, sprowadza do karykatury uprawianej przez ludzi obecnej władzy.
    Wielu Polakom wydaje się oczywiste, że nie wolno nawet myśleć o innym systemie politycznym, nie wolno łamać fałszywych „zasad demokracji”, ani żądać i wymagać od polityków tego, co my, a nie oni sobie wymarzyli. Tym bardziej, zakazane są podziały na My-Oni, ostra krytyka władzy, podważanie „sojuszy” czy żądania twardej rozprawy ze zdrajcami.
    Cały ciąg fałszywej retoryki – od nienaruszalnego dogmatu „integracji europejskiej” (proszę zobaczyć histeryczne zapewnienia, że „nie będzie żadnego Polexitu”), po niedorzeczne brednie o „unikaniu prowokacji”, „nieotwieraniu wielu frontów” itp. jest narzędziem służącym zniewoleniu i ubezwłasnowolnieniu naszych rodaków.
    Dlatego z uporem będę się odwoływał do „narodowego symbolu” - żołnierzy Pierwszej Brygady, których czyny, myśli i działania, były w tamtym czasie równie „szalone” i „utopijne”.
    Kto miał rację i gdzie wiodła droga do Polski – rozstrzygnęła historia II Rzeczpospolitej.

    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  10. Rafał Stańczyk,

    Panie Rafale,

    Napisał Pan, że „wybory samorządowe są jedynymi, których nie powinniśmy bojkotować” i przedstawił pewne argumenty. W kwestii wyborów parlamentarnych, sugeruje Pan głosowanie „na ostatnie miejsca na listach”, zaś wybory prezydenckie „o ile nie pojawi się dobry kandydat”, radzi Pan zbojkotować.
    Przyznaję - jest w takim podejściu pewien walor racjonalności, ale proponowana przez Pana taktyka „dzielenia włosa na czworo” stoi w jaskrawej sprzeczności ze wszystkim, co tyczy długiego marszu, naszej wiedzy o tym państwie oraz oceny mitologii demokracji.
    Zdaje się Pan bowiem wierzyć, że system wyborczy III RP został tak zbudowany i tak jest kontrolowany, iż każdy z nas może z łatwością go oszukać i „ograć”.
    Co więcej – sugeruje Pan, że narzędzie, które od roku 1947 służyło komunie i do dziś służy jej sukcesorom, można wykorzystać w naszym interesie.
    Jednym słowem – proponuje Pan, by pójść na wybory i wygrać je.
    Wbrew intencjom tych, którzy rozdali karty w roku 2015 i zafundowali nam „patriotyczny wentyl bezpieczeństwa” i wbrew wiedzy, że system wyborczy III RP, nadzorowany przez ten sam PKW, który w roku 2014 dopuścił do jawnego sfałszowania wyborów samorządowych, jest zamknięty dla ludzi, którzy chcieliby dokonać realnych zmian.
    Przepraszam, ale uważam to za kompletny nonsens. A skoro w tym kontekście - „by zmniejszyć skalę fałszerstwa”, przywołuje Pan Ruch Kontroli Wyborów, proponuję lekturę dwóch dobrych tekstów zamieszczonych na tym forum:
    Wypowiedzi pana Jerzego Targalskiego dla Frondy - „Lokalne mafie będą fałszować wybory!” -
    https://stowarzyszenierkw.org/3305-lokalne-mafie-beda-falszowac-wybory-prezes-rkw-jtargalski-dla-frondy -
    odnośnie Pańskich rozważań o uczestnictwie w wyborach samorządowych, oraz tekstu -”RODO zablokuje legalne przeprowadzenie wyborów generując przestępstwa”
    https://stowarzyszenierkw.org/3302-rodo-zablokuje-legalne-przeprowadzenie-wyborow-generujac-przestepstwa
    Tekst pana Targalskiego jest szczególnie ważny, bo autor bardzo precyzyjnie wskazuje na zagrożenia fałszerstw wyborczych.

    Jest jeszcze jeden aspekt Pana propozycji. Otóż – taki, wybiórczy sposób traktowania „święta demokracji”, nie może prowadzić do wzbudzenia świadomości, iż uczestnictwo w tym procederze służy legalizacji kolejnych ekip zarządzających III RP i nie służy obaleniu mitologii karty wyborczej. Przeciwnie – wzmacnia ją i poszerza o zwodnicza nadzieję, że - „może tym razem się uda”.
    Tej władzy – jak każdej innej w ostatnim trzydziestoleciu, nie chodzi o to, by Pan dokonał wyboru zgodnego z własnymi poglądami, ocenami i dążeniami. Gdyby tak było, w III RP mielibyśmy przynajmniej kilka partii o radykalnym programie rozprawy z komunistyczną spuścizną.
    Chodzi natomiast o to, by Pan „poszedł na wybory” - czyli uwiarygodnił ów „akt wyborczy” i miał poczucie, że wyraził swoją opinie oraz uzyskał wpływ na sprawy polskie. To jest bardziej akt psychologiczny niż rzeczywisty akt polityczny.
    Warto też pamiętać, że narzędzie w postaci „wolnych wyborów” jest powszechnie używane w państwach zniewolonych i zostało doskonale opanowane przez różnych bandytów i zamordystów.
    Przykład Rosji -skąd pochodzi projekt eksperymentu „transformacji ustrojowej” doskonale pokazuje, że to narzędzie nie stanowi najmniejszego zagrożenia dla komunistów i ich sukcesorów.

    cd

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Panie Rafale, bardzo dziękuję,że zwrócił Pan uwagę na problem dotyczący funkcjonowania tego bloga. Problem kosztów, ale też „regularnego pisania i zamieszczania tekstów i odpowiedzi do komentarzy”.
      Tu – niestety, mogę jedynie odwoływać się do wyobraźni czytelników, ponieważ szczegółowe wyjaśnienia okoliczności, mogłyby przynieść więcej kłopotów niż korzyści. Są to kwestie związane z zapewnieniem „sieciowego BHP”, kwestie sprzętowe czy dotyczące korzystania z pewnych aplikacji.
      Nie zwykłem też – jak to czynią niektórzy luminarze III RP, opisywać rozmaitych problemów, gróźb czy ciekawych kombinacji, podejmowanych wobec autora bloga.
      Są „wpisane” w moją publicystykę od wielu lat i nie muszą zaprzątać głowy czytelnika.
      Epatowanie takim sprawami uważam za nietakt.
      Prawdą jest natomiast, że niezależność kosztuje. Jakkolwiek to brzmi, wiąże się z rezygnacją z podejmowania współpracy z różnymi „oferentami”, odmową pisywania dla niektórych wydawców, ale też, z potrzebą radzenia sobie z „ciekawością” różnych środowisk.
      Dlatego cieszę się niezmiernie, że wciąż są ludzie, którzy chcą wspierać bezdekretu.
      To także jest dla mnie dowodem istnienia autentycznej wspólnoty.

      Pozdrawiam Pana

      Usuń
  11. 1/2
    Jeśli można (może przejdzie przez ściosową cenzurę): Co mi się wydaje (jak zwykle trochę chaotycznie i wyrywkowo i przemycając sprawy nie na temat).

    Nie znajdzie się jednej odpowiedzi. Skazani jesteśmy na liczne niekonsekwencje, kompromisy, wzajemne nieporozumienia. Źródłem tarć i podziałów wśród szczerych patriotów (czyli bez ukrytych dalszych celów, np. proruskich) jest wg mnie rozkładanie akcentów i stawianie granic non possumus w tym albo innym miejscu.
    Druga sprawa: na ile dyskusja może być otwarta (i często zażarta) a więc szczera.

    Rosja.
    Faktem jest, że to właśnie proruskie akcenty wyczuwam zarówno u Michalkiewicza jak i np. Łukasza Bugajskiego (lansującego się na #kimjestdaniels i #synowieukrainy). Oni podnoszą ważne i prawdziwe problemy ale przemycają przy tym takie głupiosprytne naprowadzanie na alternatywę, która ma się logicznie wyłonić, że co jak co ale z Rosjanami to się w końcu porozumiemy (w odróżnieniu od Ukraińców!). A ja uważam, że właśnie szczere (oparte na prawdzie a nie zwodniczym bełkocie) porozumienie Polski z Ukrainą byłoby czymś niesamowitym, na co (wszyscy! Ale najbardziej Rosja) wielcy gracze nie mogą sobie pozwolić bo, razem z mniejszymi państwami, byłaby to potęga!

    Wspominam o tym na wstępie bo jest to rzecz która mnie najbardziej wkurza w całym środowisku Ruchów Narodowych. A ruchy te, szczerze, odwalają gigantyczną dobrą patriotyczną robotę i siłą rzeczy wszyscy je (te ruchy i ich robotę) obserwujemy.

    Smoleńsk.
    To już wcześniej było rozpatrywane ale utwierdziłem się w tym, że jednym z większych źródeł wielkiego rozchwiania i zamętu jest postawa A. Macierewicza po dymisji. Jest on zdeklarowanym, gorącym zwolennikiem „dobrej zmiany” i po dymisji zrobił objazd po parafiach zachęcając ludzi do dalszego wsparcia i (przede wszystkim) głosowania na PiS. (szukałem nagrania z przemówienia w kościele, chyba w styczniu).
    Jeśli z prac podkomisji wynika, że podejrzewamy zamach (i w rezultacie podejrzewamy konkretne państwo) to należało przyjąć odpowiednią postawę jako polityk, wygłosić jasną deklarację i odciąć się od całego kisielu, który rozmywa sprawę.
    Wg mnie AM się pogubił, stracił busolę, ostrość widzenia i przenikliwość (to częste - patrz np. prem. Olszewski) i wybrał trwanie (patrz tekst Targalskiego pt. Gnicie).

    OdpowiedzUsuń
  12. 2/2
    Wpływy żydowskie.
    Tak, to przekroczyło wszelkie moje wcześniejsze wyobrażenia. Serio, myślałem, że sprawa jest sztucznie nagłaśniana, oszołomska i rozgrywana. (Taki np. Kękuś jest rozchwiany bo chyba wiele przeszedł, lecz jego duuuużo wcześniejszych rewelacji np. o Patryku Jakim w Warszawie i gigantycznym skoku szykowanym przez żydów po prostu nie sposób obalić).
    Niewątpliwie na tej sprawie lansują się z drugiej strony niezbyt godni zaufania ludzie ale sprawa jest faktem, dlatego lansują się nie na wymyśle ale na rzeczywistym problemie. Bo przecież coś takiego jak Daniels to jest czysty Monty Python (z Panem też ma selfie? ;-)
    Pan był skłonny kiedyś sugerować chyba porozumienie z Izraelem. Dziś wydaje mi się to aberracją z oczywistych już względów - niebywałej wrogości, podstępu i oszustwa z ich strony. Określam to zagrożenie na równi a obecnie nawet wyżej niż zagrożenie rosyjskie.
    Rosjanie nas uważają za wroga, który zdobył Moskwę i pobił ich żołnierzy. Żydzi uważają nas za sprawców ich holokaustu.
    Jeśli w IIIRP kariera, obsada stanowisk, promocja w tak dużym stopniu wiążę się z nieformalnie znanym pochodzeniem (często zmienionym nazwiskiem) to skala tego zjawiska wydała mi się nieprzypadkowa.
    Swoją drogą, nie wątpię, że lobby żydowskie jest gigantyczne również na Ukrainie.
    I jeszcze przewrotne a'propos: Żydzi zabijali Polaków „pod obcą flagą”. Ciekawy byłby ostateczny bilans.
    Reasumując: mi oczy dopiero otworzył Macierewicz jasno pokazując która sprawa potrafi zadziwiająco pogodzić ponad podziałami obie strony rzekomego konfliktu. #ustawaipn (oni jak zwykle sponsorują obie strony?)
    A Izrael to jakich umów groził, że nie podpisze - na dostawę grejfrutów?

    Ukraińcy.
    Mam wiele sympatii do tego narodu ale znów: skala zjawiska przekroczyła racjonalne granice.
    Jeśli (w uproszczeniu) Tusk wygnał 3mln ambitnych, chcących więcej zarabiać, pracowitych młodych Polaków na zachód a Kaczyński sprowadził 3mln Ukraińców po to by nie podnosić w Polsce płac (na życzenie zagranicznych często firm) to tej konsekwentnej operacji nie powstydziłby się, za przeproszeniem, Stalin!

    Niemcy.
    Zaczynam się zastanawiać jaka jest różnica między USA a Niemcami jeśli oba państwa kierują się wyłącznie swoim gospodarczym interesem wypranym z jakichkolwiek (wspólnych z nami) wartości. Serio. Niemcy na nas nie napadną (Rosja zresztą też - bo po co?), mają tu swoje interesy i swoich ludzi, ale to żydzi z USA (przy pełnym legalnym wsparciu tego państwa) chcą wydrenować Polskę na niespotykaną od IIWŚ skalę.

    USA.
    To państwo chyba nic nie umie, nic nie wie, i nic nie może (oprócz konsumowania na kredyt). Czemu oni są tak głupi jak ich prezydent? Rozgrywani są jak szkolniacy na wszystkich frontach - mówię o czystej inteligencji. Powiedzieć, że Putin to bandyta to każdy głupi może ale ten KGBista zrobił z nich kmiotków.

    Kościół
    Znikąd nadziei. Obecnie szczytem mocy i wolnej myśli w KK są chyba księża (tzn. konta podające się za księży) udzielający się na tłiterku. Lipa, panie.


    Podsumowując w temacie.
    Nie mam pojęcia co robić. Wiele miesięcy temu pisałem, że się wyłączyłem. Pozostaję wyłączony w 90%. To mi dobrze robi na psychikę, higienę umysłu.
    Mogę poprzeć kogoś kto mądrze prawi, szczerze działa i WYDA MI SIĘ uczciwy. Ale są przecież przykłady znikania zbyt gorliwych działaczy już za rządów PiSu i... nic.
    Jak to ktoś (ObibokNWK) napisał, państwo PiSu to już nawet nie jest kupa kamieni ale sama kupa. Największą troską i pietyzmem otoczona jest gówniana „opozycja” czyli targowica.

    I jeszcze jedno, myślę że jesteśmy już w punkcie (ale nie tylko Polska lecz w ogóle świat) gdzie zwykłe myślenie logiczne i wyciąganie wniosków jest zakazane.

    P.S. Prywatnie mam problemy zawodowe dlatego od dłuższego czasu nie wspieram Pana bloga.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Marcin Ís,

      Dziękuję za ten „przegląd tematów”, ale obawiam się, że żaden nie dotyczy mojego tekstu. Dlatego – choć „ściosowa cenzura” dopuściła komentarz, pozwoli Pan, że nie odniosę się do tych refleksji.
      Pańska konkluzja - „Nie mam pojęcia co robić”, wydaje się dość powszechna. Jak również oczekiwanie - „Mogę poprzeć kogoś kto mądrze prawi, szczerze działa i WYDA MI SIĘ uczciwy”.
      Byłoby jednak doskonale, gdyby nie czekać na pojawienie się tego kogoś, lecz samemu wykazać inicjatywę.
      Choćby taką, jak próba przekonania osób z najbliższego otoczenia, że uczestnictwo w „święcie demokracji” służy przedłużeniu patologii III RP i nie przybliża nas do Niepodległej.

      Usuń
    2. Pewnie mnie Pan zbanuje, Panie Aleksandrze, ale skoro mamy być odważni, to wygłoszę tutaj "herezję": Tekst p. Marcina Is jest pouczający i zarazem przekonujący (panoramiczne przedstawienie sytuacji)- może przekonać tych, którzy są chwiejni co do oceny naszej rzeczywistości i nie wiedzą, komu wierzyć. Ludziom do ruszenia wyobraźnią potrzebne są bowiem zestawione fakty i szersze tło. Lunetowe spojrzenie (bez tła) nawet bardzo precyzyjnego obserwatora jest znakomite dla znawcy tematu, ale tzw. zwykły człowiek musi mieć obrazowo, z tłem, z połączonymi faktami, wyłożoną "kawę na ławę". A wtedy -jest prawdopodobne- zatęskni za bycie mężnym Polakiem. Pozdrawiam Pana : )

      Usuń
  13. Panie Aleksandrze,
    Jako umysł analityczny nie potrafię przejść obojętnie obok danych liczbowych. Frekwencja wyborcza w pierwszej turze w 2014 r. wyniosła wg oficjalnych źródeł 47,4%. Daje to około 14mln wyborców. Blog ten miał od wczoraj 1200 odsłon i myślę, że to jest przybliżona liczba osób, które potencjalnie mogą próbować namawiać innych do bojkotu wyborów. Super optymistycznie – jeżeli każdy z nas przekona 100 osób, potencjalnie 120 tys. ludzi zbojkotuje wybory. Te 120tys. mniej głosów obniżyłoby frekwencję w 2014r. do poziomu około 46%. Zakładamy przy tym (nie wiem na jakiej podstawie), że „mafia” fałszuje wynik wyborów, a nie rusza frekwencji…
    Załóżmy, że nie byłoby to 120tys. ludzi, a wielokrotnie więcej (jakaś reakcja łańcuchowa). Na jaki efekt możemy liczyć? Opierając się na sondażach politycznych (tak, wiem że są manipulowane, ale dla tych rozważań wystarczą), całkowicie skompromitowana .N ma ciągle ponad 4% poparcia. W mojej ocenie oznacza to, że ponad milion osób widzi swój partykularny interes w trwaniu tej partyjki u koryta. Przy największych kompromitacjach PO ich poparcie nie spadło poniżej 15%. To 4,5 mln ludzi, którzy nie zbojkotują wyborów. Można założyć, że podobną liczbą twardego elektoratu dysponuje PiS i należy pamiętać, że z każdym rokiem ich rządów otoczenie polityczno – biznesowe będzie się powiększać. Jeżeli dorzucimy tylko po milionie głosów na PSL, SLD i K’15 to mamy 13mln kart wyborczych dających około 43% frekwencję. W mojej ocenie bojkot daje tylko (albo aż?) poczucie nieprzykładania ręki do tego szalbierstwa.
    Panie Aleksandrze, nie twierdzę o tym systemie, że „każdy z nas może z łatwością go oszukać i „ograć”. Pamiętam jednak rok 2005, który udowodnił, że ten system nie jest w 100% szczelny i zdarzył się w nim błąd, którego korekta zabiła porządnych ludzi, ale otworzyła wielu oczy. Wiem, że ludzi oburzają fałszerstwa wyborcze, a socjalne media internetowe mają już siłę, by je nagłośnić do poziomu ulicznych protestów. Ale o tych fałszerstwach trzeba najpierw się dowiedzieć – stąd moja propozycja RKW, ale może Pan lub inni goście bloga mogą podać skuteczniejszy sposób, gdyż widzę ryzyko wykorzystania RKW do legalizacji fałszerstw.
    O ile świadomy jestem masowego fałszerstwa w 2014r. to i tak uważam, że warto spróbować wyeliminować z samorządów znane nam osobiście kreatury. W małych gminach o byciu radnym decyduje często kilkadziesiąt głosów – tu jest realna szansa. Zwłaszcza, jeżeli dana komisja wyborcza nie była nigdy pod presją wzroku niezależnego obserwatora.
    Co do mojego wpisu o niegłosowaniu na „jedynki” w wyborach parlamentarnych:
    1) Łatwiej przekonać ludzi do oddania głosu na koniec listy niż na inną listę;
    2) Twardy elektorat nie da się namówić do bojkotu, do głosu na koniec listy może;
    3) Taka zmiana preferencji wyborczych (zwłaszcza, gdyby udało się choć jedną osobę wywalić z sejmu) musi wprowadzić zamieszanie w szeregach baroników partyjnych;
    4) Może wymusić zmiany w ordynacji, a to daje możliwość błędów.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeżeli uda sie namówić do bojkotu wyborów to kogo. Jedynie wyborców PIS. Czy o to panu chodzi, żeby wygrali dranie i zdrajcy? Nie namówi pan nikogo z tamtej strony do niegłosowania. Dobrze będzie jak wygra PO, N, PSL? O to w tym wszystkim chodzi?

      Usuń
  14. O ile analiza jest trafna o tyle nie zgadzam się zupełnie z receptą.
    Realnie patrząc osób które wezmą udział w wyborach (po obu stronach) jest odpowiednia ilość aby osiągać progi wyborcze. Protest taki nie zmieni niczego. Powiększy się wyłącznie grupa ignorująca wybory która i tak wynosi ok 60-70%. Należy głosować na kandydatow prawicowych, nie licząć że osiągną zwycięstwo lub że stowrzą koalicję ale że uzyskają głos, będą mówić publicznie i prezentować polskość i prawicowość prawdziwą.Niech zapładniają umysłu tezami, prawdą, demaskowaniem fałszu.Wzór należy brać moim zdaniem właśnie z przełomu wieków , z zaborów. Z kultywowania polskości, z podkreślania dychotomii "my-oni", z ujawniania magdalenkowej zmowy. Pseudo prawica może być zdemaskowana wyłącznie w zestawieniu z prawdziwą prawicą. Ale prawicą widoczną , aktywną. Co więcej należy organizować się w grupy, paramilitarne,sportowe, rekonstrukcji historyczne, jakiekolwiek które mają zaczyn polskości. Uczyć się strzelać,walczyć lub zachęcać do tego innych. Podobnie jak strzelcy Marszałka. Gdy przyszedł moment wykorzystali go. Ale byli gotowi,zorganizowani, wyszkoleni.
    Oni chcą żebyśmy siedzieli w domach, nie wydawali swojego głosu. Po co nas zabijać skoro już jesteśmy martwi ?
    Uratować świadomość i w milczeniu zbroić się - to przystoi mężom.

    OdpowiedzUsuń
  15. Witam Pana. Witam all.

    Cieszę się, że znowu mogę Pana "czytać".
    I muszę przyznać, że wbił mi Pan tym wpisem "klina".
    Bo co mają teraz zrobić kandydaci startujący w październikowych wyborach, a czytający Pański wpis?
    Wycofać się? Machina przecież ruszyła. Jak bojkotować?

    P.S.
    A jeszcze na dodatek nijaki Joachim B. chrzanił dziś przed Stocznia w Szczecinie, że to tam przed 30 laty zaczął się przecież "DŁUGI MARSZ"* ku wolności.

    * - DŁUGI MARSZ - dokładnie użył tego określenia! Granda!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tego określenia, Pani Halko, parę miesięcy temu użył też niejaki Schetyna ;)... Wszyscy politykierzy idą w marszu po "demokrację",zawłaszczając marsz Polaków po wolność.
      A co do wyborów, to od dawna myslałam, że je po prostu zbojkotuję, bo nie mam ochoty uczestniczyć w tych seansach fałszu, ale co by to dało? Nic, bo inni (wystarczająco dużo) polecą do run, zwłaszcza ci kupieni kiełbasą wyborczą +. Więc myśle, żeby do wyborów pójść, ale głosować np. na ostatnie miejsca list narodowców.
      W tak zabagnionej rzeczywistości, w takich oparach fałszu nie da się wiele zrobić. Czy naprawdę pozostaje nam czekać na jakiś wielki akt desperacji osoby znanej światu? Albo na interwencję kosmitów?

      Usuń
    2. Pani Halko,

      Rozumiem „tło” tego pytania :) Odpowiedź może być jedna: nie rezygnować.
      Po pierwsze – nie sądzę, by jakikolwiek kandydat startujący w wyborach samorządowych podjął decyzję o rezygnacji, z powodu przeczytania mojego tekstu. To wyraz realizmu.
      Po drugie – zakładam, że pyta Pani o ludzi uczciwych i prawych, którzy nie kandydują „dla władzy”, ale z potrzeby dokonywania zmian w najbliższym otoczeniu. Skoro wiedzą, jak to zrobić i potrafią to zrobić, nie powinni rezygnować.
      Po trzecie – skoro już podjęli taką decyzję, rezygnacja byłaby daremna. Prawdopodobnie nie znalazłaby zrozumienia wśród wyborców, a jej efektem byłoby zastąpienie takiego kandydata przez osobę, która nie daje gwarancji rzetelnej służby na rzecz lokalnej społeczności.
      Za odpowiedzią – nie rezygnować, przemawia więc trzeźwy osąd.

      Jeśli zaś chodzi o banialuki Joachima B., są to rzeczy bez znaczenia. Określenie „długi marsz” ma różne konotacje historyczne i bywało wykorzystywane przez rozmaitych oszustów, a nawet bandytów.
      Dla ludzi z partii Kaczyńskiego jest tylko elementem szalbierczej retoryki, którą tłumaczą własną słabość i uczestnictwo w systemie magdalenkowym.
      Ich „długi marsz” zaczyna się i kończy w III RP i nigdy nie przekroczy granic tej sukcesji.

      Pozdrawiam serdecznie

      Usuń
  16. Rafał Stańczyk,

    Jeśli wykazuje Pan wiarę w tzw. „sondaże”, mechanizmy „przepływu elektoratu”, „walki wyborczej”, itp. elementy mitologii demokracji, obliczenia byłyby sensowne. Rozumiem też, że oczekuje Pan szybkich i spektakularnych efektów.
    Ani to oczekiwanie ani wiara w sondażowe projekcje, nie ma jednak nic wspólnego z długim marszem.
    Bojkot wyborów nie jest bowiem po to, by „obniżyć frekwencję” o kilka procent.
    To nie ma najmniejszego znaczenia. Nie jest też po to, by ułatwić lub utrudnić wygraną jakiejś partii.
    Gdyby stawiać sobie takie cele, trzeba by wierzyć, nie tylko w demokrację III RP, ale mieć pewność, że wybory są tu zawsze uczciwe.
    Jeśli natomiast podziela Pan przeświadczenie, że w tym państwie dochodziło do fałszerstw wyborczych, a nadzór nad tym procesem nie daje żadnych gwarancji rzetelności (PKW, sądy)- po co zaprzątać sobie głowę „danymi liczbowymi”?
    W obecnym systemie – pieczołowicie zakonserwowanym przez PiS, nie ma cienia pewności, że frekwencja zostanie obliczona starannie, a oddany przez wyborcę głos nie zostanie zmarnowany.
    W tej sprawie nie pomoże żaden „nadzór społeczny” (RKW), bo- po pierwsze – znalezienie 60 tys. ochotników byłoby cudem (odsyłam do art. J.Targalskiego), zaś ostateczne wyniki i tak są generowane w centrali – PKW.
    Osobnym i nader ważnym tematem, jest kwestia rosyjskiej ingerencji – całkowicie przemilczana i pomijana przez obecną władzę. Z wielu powodów – głównie z uwagi na fakt, że wynik wyborów samorządowych będzie miał ogromne znaczenie dla kształtowania nastrojów przed kolejnymi „świętami demokracji”, można się spodziewać wielorakich działań ze strony państwa Putina.
    Działań, wobec których III RP i jej tzw. służby, są kompletnie bezradne.
    W konkluzji: nie ma Pan najmniejszej pewności, że wynik owych wyborów będzie odpowiadał intencjom wyborców, a tylko taka pewność uprawnia do wiary w prawdziwość obliczeń.
    To jeszcze jeden argument za tezą, iż uczestnictwo w tej mistyfikacji jest bezcelowe.
    Podkreślę jeszcze raz – nie chodzi o to, by zmienić tzw. wynik wyborczy.
    Chodzi o świadomość naszych rodaków, o zrozumienie, że żaden „wybór” dokonywany narzędziami narzuconymi przez to państwo i w zakresie ograniczonym do „fałszywych alternatyw”, nie będzie miał wpływu na obalenie sukcesji komunistycznej.
    To tylko kolejny akt konwalidacji zła, jakie zafundowano nam w Magdalence.

    OdpowiedzUsuń
  17. Mikrobi,

    Nie zgadza się Pan z czymś, co „receptą” nie jest. Bojkot to środek do celu, a nie żaden protest czy sposób na zmianę wyniku wyborczego.
    Początkiem działania jest myślenie. Nigdy odwrotnie.
    Dlatego trzeba zmienić świadomość naszych rodaków i uzmysłowić im, że powinni odrzucić narzędzia politycznych szalbierzy.
    A jak to zrobić, jeśli uczestniczy się w podstawowej mistyfikacji - „święcie wyborczym” i wykazuje wiarę, że przy pomocy narzędzia wyborczego można zmienić rzeczywistość ?
    Ponieważ w tym zakresie powtarza Pan argumentację Pana Rafała Stańczyka, odsyłam też do udzielonej mu odpowiedzi.

    Z ciekawości natomiast zapytam: gdzie w III RP jest ta „prawdziwa prawica”, na która chciałby Pan głosować? Która z partii politycznych reprezentuje taka wartość?
    Ja nie znam takich środowisk, bo wszędzie tam, gdzie znajduję akceptacje dla mitologii III RP – choćby okraszoną najtwardszą retoryka, wiem, z kim mam do czynienia.
    W zakresie wskazanych przez Pana „wzorów” - „podkreślania dychotomii "my-oni", ujawniania magdalenkowej zmowy”, dostrzegam poważną niekonsekwencję.
    Jakże można podkreślać taką dychotomię i jak „ujawniać zmowę”, jeśli uczestniczy się w inscenizacjach organizowanych przez to państwo i akceptuje reguły ustanowione w Magdalence – wraz z regułą podstawową: dopuszczenia do „systemu politycznego” tylko tych formacji, które afirmują III RP i nie dążą do obalenia magdalenkowego tworu?
    W takim myśleniu tkwi poważna skaza – amnezji historycznej, w której zapomina się o genezie tego państwa i sfałszowanych wyborach z roku 1989 i 1991.
    Dziś powinniśmy też brać pod uwagę rzecz bardzo istotną. Oto partia (jedyna w tym systemie), która jawiła się (i deklarowała) jako opozycja wobec sukcesji komunistycznej, okazała się kolejnym wspornikiem tego systemu i bierze udział w umacnianiu jego patologii.
    Podam tylko jeden, acz mocno charakterystyczny przykład.
    Wprawdzie elektorat PiS karmi się retoryką „walki” z grupą zwaną „sędziami” i imituje tzw.”reformę sądownictwa”, to już ukrywa się fakt, że w ustawie 2.0 Gowina zawarto zapis, który gwarantuje wszystkim sędziom dożywotnią posadę na wyższych uczeniach (niezależnie od wyników pracy naukowej) i zachowanie wpływu na kształcenie młodych prawników.
    Z jednej strony jest więc kosmetyczna korekta, z drugiej – ochrona tej kasty i gwarancja, że „system sprawiedliwości” nadal będzie zatruwany.
    Takich przykładów – łącznie z zachowaniem w stanie nienaruszonym służb, prokuratur czy policji, można wskazać wiele.
    By osłonić to draństwo i ukryć zamysł kontynuacji systemu magdalenkowego, mami się wyborców brednią o „trzech kadencjach” lub tłumaczy mitem „oblężonej twierdzy” i koniecznością unikania „walki na wielu frontach”.
    W takiej rzeczywistości – zakłamanej i zafałszowanej przez partyjne ośrodki propagandy, bojkot wyborów jest jedynym aktem racjonalnym.
    Nie trzeba „protestować”. Wystarczy zachować się jak człowiek godny i rozumny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szanowny Panie Aleksabdrze,
      "Z jednej strony jest więc kosmetyczna korekta, z drugiej – ochrona tej kasty i gwarancja, że „system sprawiedliwości” nadal będzie zatruwany".

      Powiem krótko: kastą kast jest kasta politykierów-wybrańców "mitycznego suwerena"! Żadne zatem dywagacje na temat "konieczności" ukrócenia samowoli "kasty sędziowskiej" nie powinny zaprzątać uwagi Maszerujacych w Długim Marszu Przeciwko Mitom. Jeżeli żadne Pana argumenty nie są wystarczające dla rezygnacji z uczestnictwa w wyborczym oszustwie, to niech dotrze wreszcie, że wszystko co jest, co nas boli stało się za sprawą "świąt wyborczych"! Uczestnicząc w szopce demokratycznej nie mamy na nic wpływu, a ponosimy bezpośrednią i największa odpowiedzialność legitymizując prawo do bezgranicznego rozpasania "naszych nominatów" uprawnionych przez "nas" do największych świństw i zbrodni.

      Pozdrawiam Pana i wszystkich zdeterminowanych, by dawać świadactwo
      braku zgody na szalbierstwo w imię "poprawności demokratycznej".

      Usuń
  18. Na moje oko laika z powyższych komentarzy wyłania się niecierpliwość i głód sukcesu, szybkiego sukcesu, podczas gdy idea "Długiego Marszu" ex nomine zakłada cierpliwość i tenże sukces odległy w czasie.
    Ale.... niedawno, bo dzisiaj w pewnym środowisku zadeklarowałem "nasz" sposób czyli brak udziału w wyborach i co ???? Wywołało to sporą dawkę dezaprobaty i nagabywanie, że to mój błąd etc.
    Wniosek z opisanej rozmowy dla mnie, że dobrze myślę i robię nie przykładając ręki do zła i obłudy. Takie własne małe, maciupkie: bądź wierny...

    PS Swój wkład w utrzymania bloga realizuję za pomocą pośrednika :) ale jednak tak.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jan Kowalski
      Jaka niecierpliwość, Panie Janku? Prawie wszyscy Polacy, odliczając tych, którzy liczą 80 i więcej lat, urodzili się w niewoli. I wielu z nas także w niewoli umrze! Jaka to zatem niecierpliwość całe życie być niewolnikiem? Chcieliby chociaż przed śmiercią ujrzeć światełko wolności, niechby gdzieś daleko, na horyzoncie, ale jednak.
      Oczywiście, że należy całe życie się starać, aby być przyzwoitym człowiekiem i twardo przy tym postanowieniu trwać. To już Chrystus nam radził ponad 2tys. lat temu :-). Ale, jak widać nawet okres 2 tysięcy lat jest za krótki, by coś się w świecie zmieniło na lepsze. I to pomimo Jego apostołów, którzy poszli w lud, aby nieść oświecenie, wiedząc, że tym samym narażają się na śmierć.
      Gdyby chociaż 60% z nas postarało się o przyzwoitość, to jutrzenka nadziei by zaświtała. Ale to, jak widać, musiałby się zdarzyć cud. (Tu koniecznie chcę dodać, że wiele osób nie jest z gruntu zła, ale zmanipulowana i nieoświecona; ludzie także boją się szykan; chociaż z drugiej strony największe zło, to jednak głupota).
      Dziękuję Panu, Panie Aleksandrze, za ponowne zjawienie się tutaj. I za możliwość poczytania również obecnych tu Kolegów komentatorów.

      Usuń
  19. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  20. Witam,

    pytanie Autora "co zrobić, by w przeddzień kolejnych „świąt demokracji”- tzw. wyborów samorządowych, parlamentarnych i prezydenckich, podjąć skuteczną walkę z mitologią karty wyborczej?" jest dla mnie celową prowokacją, aby pójść dalej.

    Odpowiedź zakłada, że podejmiemy jakieś, małe, ale konkretne działania. Pytanie jest o to, co ZROBIMY. Nie o to, co pomyślimy, napiszemy etc.

    I z tych małych naszych działań może się wyłonić coś Dobrego.

    Dzięki temu blogowi mam już gotową listę argumentów, zwrotów, którymi się posługuję w rozmowach ze znajomymi, rodziną. Jak kukułka podrzucam im tezy od Ściosa. i to działa.


    Odpowiadając na pytanie Autora, udzielę Rymkiewiczowskiej odpowiedzi:

    "Nawet nazywać ich nie warto - w ogóle nie warto się nimi zajmować, najlepiej jest uznać, że ich nie ma. Trzeba wychodzić, kiedy wchodzą, odwracać się, kiedy do nas podchodzą. Polska należy do nas, a oni niech sobie gadają w swoich postkolonialnych telewizjach, co chcą, niech sobie piszą w swoich postkolonialnych gazetach, co im się podoba. Nas to nie dotyczy."

    Cytat znam na pamięć i stosuję za każdym razem, gdy pytają mnie o wybory, III RP, media "niezależne" i inne "zdobycze demokracji".

    Wykruszyła się tylko niewielka część znajomych i jeden wujek.

    Wybory nawet nie nazywam wyborami. Poziom zakłamania i pomieszania pojęć jest ogromy (kazef lub jaszczur bardzo mądrze to kiedyś opisali na tym blogu).

    "To nie są żadne wybory. To kolejne potasowanie i rozdanie kart przez tych samych pijanych magdalenkowych skurwysynów" - taka jest moja odpowiedź na te ich "święta demokracji".

    "Nie ma żadnego 100lecia niepodległości. Jest 100lecie, ale powiększenia klatki, a nie żadna wolność" - to na okoliczność 11 listopada.

    Początkowo chciałem nawet pójść i napisać na tych ich kartach, co myślę ("środkowy palec szmaty") ale nawet na to nie zasługują.

    Nie mam pretensji do tych, którzy startują. Sporą grupę znam i jest w nich chęć zmian na lepsze oraz równie wielka wiara w siłę karty wyborczej.

    Czasem im powtarzam, że "nowotwór nie jest lekiem na raka". Reaguję jak spora grupa - "a jak inaczej chcesz cokolwiek zmienić?".

    "Siłą, brutalną siłą - taką samą jakiej użyli Oni, aby sobie Nas podporządkować i zniewolić".

    Wielu by chciało Wolności za darmo, za free, bez ponoszenia ryzyka i kosztów, bez przelewu krwi, cierpienia, z pilotem w ręku i ciepłych kapciach - ile warta jest taka "wolność" widzimy dziś.


    Pozdrawiam

    Król Ryszard X

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wasza Królewska Mość, chociaż nazywa siebie X, mówi jak Ryszard I, Lwie Serce."(...)bez ponoszenia ryzyka i kosztów, bez przelewu krwi, cierpienia, z pilotem w ręku i ciepłych kapciach", nie wywalczymy wolności. Oczywiście! Dodam, że zbrojenie się jedynie w cierpliwość to stanowczo za mało. A'propos, czy ktoś z Państwa wie, co dalej z oddziałami Obrony Terytorialnej?
      Kłaniam się Waszej Wysokości i oczekuję dalszych wpisów, może będą to następne wieści z frontu przekonywania chwiejnych? -- to podnosi nas na duchu. Także wiadomości o odrzuceniu przez dawnych dobrych znajomych a nawet przyjaciół czy krewnych są pocieszające- nie czujemy się w tej goryczy i bólu osamotnieni.

      Usuń
    2. Królu Ryszardzie - zapytam - jakąż to brutalną siłą dysponujesz ? Do tego trzeba broni, tysięcy sztuk broni, i tysięcy wprawionych rąk umiejących i chcących tą bronią posłużyć się. Jeżeli tym nie dysponujesz to musisz zacząc od podstaw. Naucz się Ty, naucz swoje dzieci, przekonaj sąsiadów.
      Wstąp do WOT (największy sukces min. Macierewicza). Przekonai i namów innych. Wbrew pozorom w WOT jest wielu myślących podobnie. Dlatego system tak się tego boi i zwalcza. Bo to Polskie Wojsko.Wbrew pozorom nie korporacycjne, nie systemowe ,nie wojsko elit.
      Wojsko Polskie. Zacznijmy od tego.

      Usuń
  21. Szanowni Państwo,
    Muszę przyznać się do pewnych trudności w zrozumieniu toku myślenia autora tego bloga. Popełniłem też trzy komentarze pod tym tekstem, które były wyrazem tego niezrozumienia (ostatni usunąłem, dwa poprzednie zostawiłem z racji udzielenia na nie odpowiedzi przez autora). Podstawowy błąd jaki popełniałem, to założenie, że da się ograć szulera grając przy jego stoliku i jego kartami, o ile sprowokuje się go do błędu.
    Od trzydziestu lat jesteśmy świadkami rozgrywania czasami nawet ciekawych i zaskakujących spektakli, co może sugerować, że system jest nie całkiem szczelny. I wielu nas się na to nabrało i nabiera. Jednak gdy popatrzymy na decyzje polityczne pod kątem ich przydatności do odrzucenia partyjno – mafijnego układu obecnej Polski, łatwo zauważyć, że w tej kwestii wszystkie siły polityczne są wyjątkowo zgodne. Można wyciągnąć wniosek jeden: realne decyzje od trzydziestu lat zapadają gdzieś indziej. W takim kontekście jasnym staje się twierdzenie, że niezależnie od ogłoszonych wyników wyborów realną władzę mają wciąż ci sami ludzie. Stąd już łatwo wysnuć wniosek, że pewna „zmiana” polityki po ostatnich wyborach nie jest wynikiem dojścia PiS do władzy, ale to z powodu korekty niektórych kierunków polityki zewnętrzne znamiona władzy powierzono PiS. Gdyby PiS wyborów nie wygrał, dokładnie takie same decyzje by zapadły, tylko firmowane byłby innymi nazwiskami. I w takim kontekście obawy o to, że „jak te sk.. z pod szyldu PSL/SLD/PO/.N itd. dojdą do władzy to będzie jeszcze gorzej” są całkowicie bezpodstawne. Nie będzie ani gorzej ani lepiej, bo realna władza pozostaje w tych samych rękach, a wybrać możemy jedynie kto nam podjęte decyzje zakomunikuje.
    Z powyższych rozważań wniosek można wysnuć tylko jeden: NIE UCZESTNICZYĆ w tym szalbierstwie.

    Pozdrawiam
    Rafał Stańczyk

    OdpowiedzUsuń
  22. Panie Aleksandrze.
    Bojkotować wybory. Tyle powinniśmy obecnie. Spokojnie pozostać w domu z poczuciem dobrze wykonanej PRACY. Dla prawdy i dla Polski. Na początek tylko tyle. Z przekonaniem, jak na wolnych obywateli przystało, odrzucić z obrzydzeniem uczestnictwo w kłamliwym spektaklu, które latami narzucano nam jako obowiązek, obowiązek wyboru. Choćby to było tylko mniejsze zło. Koniec. I zobaczymy co z tego wyniknie. Nic nie tracąc, wywalczymy w sercach większa przestrzeń dla wolności i prawdy. Choćby nikt z piewców kłamstwa nie zauważył naszej nieobecności obowiązkiem sumienia jest odrzucić kłamstwo. Bezwzględna, moralnie przejrzysta, jednoznaczna prawda. O tyle ważniejsza, że pozwala oddzielić się ostro od oceanu fekaliów. Dla zdrowia duszy. A to daje moc:-)
    Panie Aleksandrze. Wrócił Pan. Tak rozpoznaje się tych , którym należy się zaufanie i systematyczna zapłata.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Panie Meewroo,

      Serdecznie dziekuję za te słowa. Mocne, trafne i doskonale oddające intencje tego tekstu.
      A wróciłem z oczywistego powodu - bo inaczej nie można.

      Pozdrawiam Pana

      Usuń
  23. Pomum,

    Odwaga jest dobrą cechą, ale nie wobec wyimaginowanych zagrożeń. Jak choćby związanych z obawą „zbanowania”.
    Wyjaśnię przyczynę pominięcia rozważań Pana Marcina Is.
    Po pierwsze – podjęcie niektórych tematów wymagałoby przedstawienia riposty i ostrej polemiki- co w kontekście obecnego tekstu sprowadziłoby dyskusję na manowce.
    Przykład: jeśli Pan Marcin pisze o zagrożeniu ze strony Izraela- „Określam to zagrożenie na równi a obecnie nawet wyżej niż zagrożenie rosyjskie”, nie mogę przejśc do porządku nad dywagacjami, które tak dalece ignorują okoliczności historyczne, geopolityczne i formalne.
    Takie stwierdzenie – całkowicie zgodne z narracją Moskwy, kompletnie podważa zaufanie do innych refleksji autora i sprawia, że oceniam je jako projekcję fałszywej perspektywy.
    Zdaję sobie sprawę, że podobne opinie podziela wielu naszych rodaków, ale zwracam uwagę, że są one bardziej efektem ulegania tzw.”bieżączce” (tematom rozgrywanych obecnie) niż mają walor racjonalnej analizy.
    Widząc uległość tej władzy wobec roszczeń Izraela, dostrzegając rolę postaci takich jak Daniels oraz doświadczając łgarstw i haniebnych zachować środowisk żydowskich – łatwo o podobną konkluzję. Tyle tylko, że z oceną realnych (militarnych, agenturalnych, politycznych) zagrożeń, nie ma ona nic wspólnego.
    Po drugie – wywody Pana Marcina należą do katalogu tzw. „trudności obiektywnych” – zbioru rozmaitych ocen i dywagacji, których konkluzja sprowadza się do końcowego sformułowania: „Nie mam pojęcia co robić. Wiele miesięcy temu pisałem, że się wyłączyłem. Pozostaję wyłączony w 90%.”
    To nie jest postawa warta naśladownictwa i jeśli do tego miałoby sprowadzać się „zestawienie faktów” - odrzucam taką optykę.
    Przez dziesiątki lat ogranicza się i tłamsi nasze aspiracje przy pomocy podobnych „faktów”. Narracja: „jest źle, będzie jeszcze gorzej”, „jesteśmy pod butem Rosji,Niemiec, Izraela, USA (do wyboru)”, „nikt nam nie pomoże”, „jesteśmy za słabi” - nie jest godna postawy Polaka.
    I nie dlatego, że miałaby prowadzić do lekceważenia zagrożeń, ale z tej przyczyny, że koncentracja na takich „trudnościach obiektywnych” jest drogą do zniewolenia, bierności i zaniku woli walki.
    I cokolwiek napisałby sam Pan Marcin Is lub obrońcy takiej narracji, konkluzja -„nie mam pojęcia co robić”, potwierdza moją ocenę.

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  24. rodakvision,

    Szanowny Panie Mirosławie,

    Uczestnictwo w „świętach demokracji” III RP jest zawsze wyborem „mniejszego zła”. Myślę, że po kilku latach rządów PiS, coraz więcej naszych rodaków rozumie to ograniczenie.
    A jeśli tak – to po co uczestniczyć w inscenizacji, która wyborem nie jest i dopuszczać do narzucenia sobie iście szatańskiej „alternatywy”?
    Czy tak postępują ludzie wolni?
    To kwestia odwagi i odpowiedzialności.
    Odwagi, bo wymaga zerwania z próżnymi nadziejami i wiarą w moc karty wyborczej.
    Odpowiedzialności zaś, bo nakłada obowiązek innej aktywności niż proponują nam magdalenkowi szalbierze, w ramach „demokracji III RP”.

    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  25. jan kowalski,

    Trafna uwaga. Istnieje „głód sukcesu” i niecierpliwe oczekiwanie. Potrzeby zrozumiałe w świecie ludzi oszukiwanych i spragnionych dobra.
    Tu też ujawnia się szczególnie haniebny proceder partyjnych szalbierzy i ich tub propagandowych.
    Bo z jeden strony, partia Kaczyńskiego wykazuje bezmierną słabość, inercję i niezdolność do walki.
    Z drugiej (i tu rola propagandystów) tłumaczy je „obiektywnymi trudnościami”, „siłą wroga” itp. zbiorem pustosłowia.
    Wzbudzając nadzieje – nie chce i nie potrafi ich zrealizować.
    Zapowiadając walkę – przyjmuje „drogę kompromisu”.
    Składając obietnice – wie, że ich nie spełni.
    Wyjściem z tego klinczu mitologii demokracji, jest wzbudzenie kolejnych pokładów fałszywej nadziei i przekonanie wyborcy, że „sukces” leży na wyciągnięcie ręki. Tak podsyca się fałszywe oczekiwania i utwierdza nowe mity.
    Trzeba tylko - co przecież wydaje się oczywiste, kolejnych lat i „trzech kadencji” dla kamratów Kaczyńskiego, by III RP stała się krajem mlekiem i miodem płynącym, a ludziom żyło się dostatnio.

    A skoro już cztery dni to nadto, by wyborca zapomniał, co mu obiecano i czego oczekiwał, tym bardziej, po czterech latach kadencji polityczni szalbierze mają do czynienia z kompletną „tabula rasa” i mogą na nowo głosić swoje łgarstwa.
    Dlatego nie dziwię się tej niecierpliwości i oczekiwaniu na „szybki sukces”. Na takim fundamencie żerują wszyscy politykierzy i rozmaici oszuści z kanapowych partyjek.
    Łatwo wzbudzić takie oczekiwania i równie łatwo porzucić, bo nasze społeczeństwo – całkowicie podległe propagandzie medialnej, nie jest zdolne do wyrażenia sprzeciwu, do samodzielnej refleksji ani dążeń przekraczających ramy „demokracji III RP”.

    Dziękuję Panu za wkład w utrzymanie bloga.

    OdpowiedzUsuń
  26. Król Ryszard X,

    Podoba mi się odpowiedź słowami J.M.Rymkiewicza, które wielokrotnie tu przywoływałem:
    "Nawet nazywać ich nie warto - w ogóle nie warto się nimi zajmować, najlepiej jest uznać, że ich nie ma. Trzeba wychodzić, kiedy wchodzą, odwracać się, kiedy do nas podchodzą. Polska należy do nas, a oni niech sobie gadają w swoich postkolonialnych telewizjach, co chcą, niech sobie piszą w swoich postkolonialnych gazetach, co im się podoba. Nas to nie dotyczy."

    W tych prostych słowach zawiera się kwintesencja relacji My-Oni. Relacji kompletnie zapomnianych i obcych naszym rodakom.
    Powodem ich odrzucenia jest problem z identyfikacją – określenia tego, co nasze, polskie i oddzielenia tych wartości od tego, co wrogie, obce.
    Wiąże się z tym niezdolność do podejmowania decyzji i lęk przed odpowiedzialnością.
    Wielu wyborców zdaje sobie sprawę, że zostali oszukani przez partie Kaczyńskiego, że zadrwiono z ich nadziei i prawa do życia w państwie wolnym od dyktatu Obcych. Ci, którym zawierzyli i których obdarzyli włądzą, okazali się ludźmi słabymi, uwikłanymi i niezdolnymi do walki.
    Jeśli tacy wyborcy tłumaczą dziś sobie – pójdę na wybory, dam im jeszcze jedną szansę, bo nie ma „alternatywy”, nie tylko okłamują samych siebie, ale swoją postawą zachęcają innych do fałszu i dają dowód obojętności na sprawy polskie. Bo skoro już wiedzą, z kim mają do czynienia, skoro dostrzegają, że PiS jest częścią magdalenkowego systemu kłamstwa, a nie potrafią powiedzieć - „dość” ani odrzucić tej „fałszywej flagi” - czy na pewno wybierają dobro Polski?
    Jeśli uparcie i wbrew faktom, identyfikują polskość z interesem partii Kaczyńskiego i zamiast egzekwować własne oczekiwania, poddają je partyjnej retoryce – czy nie mylą dobra własnego kraju z dobrem jakiejś partii?
    Tkwi w tym lęk przed uświadomieniem sobie, że oto i ta „nadzieja” runęła, oto i ci politycy okazali się szalbierzami i poza prymitywnym rozdawnictwem „fantów”, nie mają nic do zaoferowania ludziom upokorzonym trzema dekadami tej niby-państwowości.
    Dokonują więc wyboru – między „wolnością za darmo, za free, bez ponoszenia ryzyka i kosztów, bez przelewu krwi, cierpienia, z pilotem w ręku i ciepłych kapciach”, a wolnością prawdziwą, która wymaga wyrzeczeń, walki, a czasem ofiar.

    Ma Pan rację – pytanie jest prowokacją i zachętą, by pójśc dalej. Jako realista zdaję sobie sprawę, że trzeba wybrać drogę małych kroków, wśród których bojkot „świeta demokracji” jest zaledwie pierwszym wyzwaniem.
    Mity budowac jest łatwo, trudniej je burzyć.
    Rozstanie z tym, szczególnie groźnym mitem, otwiera drogę do pokonania kolejnych ograniczeń – jak wiara,że większość ma rację, czy dogmat o nieprzekraczaniu „zasad demokracji”.
    Tą są pęta, którym zniewolili nas twórcy magdalenkowego tworu, by tym łatwiej i skuteczniej sprawować swoje „rządy dusz”.

    Pozdrawiam Pana

    OdpowiedzUsuń
  27. Panie Aleksandrze!
    "Tą są pęta, którym zniewolili nas twórcy magdalenkowego tworu, by tym łatwiej i skuteczniej sprawować swoje „rządy dusz”."
    Kto, z trzech tzw. akuszerow, byl przy OS i przypieczetowal tym samym to szalbierstwo? Kto jak nie hierarchowie KK sprawuja rzeczywiste rzady dusz?
    To nie jedynie partia PiS (czyli WSI), o ktorej na blogu pelno, ale tez ci ONI.
    Jak juz piszemy to piszmy cala prawde! Zdaje sobie sprawe z trudnosci tematu, ale nie mozna go pominac, bo taka jest prawda.

    Uklony!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. M. Lappalainen,

      Jeśli wskaże mi Pan precyzyjnie – w jaki sposób rola hierarchów KK ma związek z treścią mojego tekstu oraz, gdzie pominąłem udział tego środowiska w budowaniu magdalenkowego tworu, podejmę z Panem dyskusję.
      Dość zapoznać się z moimi tekstami spod tagu ”kościół”, by zrozumieć, że zarzut „pomijania tematu” jest całkowicie absurdalny.
      Wprawdzie można, przy okazji takich wpisów, jak niniejszy, wyciągać jakieś poboczne kwestie, to proponuję zachować dyscyplinę i umiar w wylewaniu różnych urazów czy pretensji.

      Pozdrawiam

      Usuń
  28. Chwalebne i piękne marzenie o prawdziwie wolnej i niepodległej Polsce, jednak przypomina mi przysłowie o indyku, który marzył o niedzieli, a w sobotę łeb mu ścieli. Jesteśmy w podobnej sytuacji. Nie pójście do wyborów, to wygrana zdrajców i złodziei. Ten długi marsz, to w niewoli i w obliczu zniszczenia Polski i Polaków przez żądne pieniędzy Żydostwo światowe, przez wtórującą mu UE i zawsze dołączającą się Rosję oraz setki tysięcy muzułmańskich emigrantów, którzy opanowują Europę, a nie blokowani przez rząd, z braku przestrzeni do życia oblezą także Polskę. Tak pan sobie wyobraża ten długi marsz? Proszę wyjaśnić jak to ma wyglądać. Gdzie wtedy będziemy? W jakim przetrwalniku, żeby jeszcze zachować chociaż pewne elementy polskości i naszej wiary katolickiej? Jeżeli się roztacza jakąś wizję dobrą dla Polski, to należy objaśnić ją do końca, bo inaczej to nie budzi żadnej nadziei. Marzeniami nie zbudujemy nowej Polski.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kora Jabłońska,

      „Kierowanie takich opisów do wyznawców i apologetów PiS, tym bardziej byłoby niedorzeczne. Ogromna rzesza wyborców tej partii, nie tylko nie jest zainteresowana sprawami polskimi i w głębokim poważaniu ma przyszłość mojego kraju, ale w rezygnacji z używania rozumu i niewolniczym serwilizmie wobec rządowej propagandy, zeszła poniżej poziomu pogardzanych „lemingów”.
      Ten cytat z tekstu, którego (jak sądzę) nawet Pani nie przeczytała, powinien wystarczyć za odpowiedź.
      Bo cóż mogę odpowiedzieć komuś, kto wykazuje tak ogromne pokłady niezrozumienia prostego przekazu i atakuje autora zbiorem bełkotliwych wywodów?
      Wystarczy to Pani zdanie - „Nie pójście do wyborów, to wygrana zdrajców i złodziei”, by zrezygnować z próby rzeczowej dyskusji.
      Czy to oznacza, że „pójście na wybory” uchroni nas od rządów „zdrajców i złodziei”?
      W takiej kwestii, musiałbym powtórzyć, nie tylko wszystkie argumenty z tekstów „Fałszywa alternatywa” , ale sięgnąć po wpisy z lat 2015-2018, w którym wskazywałem, że logika rządów owej „dobrej zmiany” w niczym nie odbiega od intencji poprzedników.
      Mamy tylko inną „flagę” i zmienioną retorykę.
      Brak woli wyjaśnienia sprawy smoleńskiej oraz najpoważniejszych afer reżimu PO-PSL, ukrycie Aneksu, ochrona środowiska b.WSI, uległość wobec dyktatu Obcych, konserwacja patologii tego państwa – to tylko część spraw, które pozwalają sytuować obecnych rządców III RP w tej samej lidze, w jakiej występowali poprzednicy.
      Dlatego w tekście „PYTANIE – CO DALEJ? - MUSI BYĆ ZADANE” z roku 2017 mogłem napisać:
      „Lepiej, by zło było jawne i nazywane po imieniu, niż kryło się za fasadą „dobrej zmiany” i czyniło spustoszenie w umysłach moich rodaków.
      Lepiej, żeby Polacy zostali siłą doprowadzeni pod mur upodlenia i hańby i musieli spojrzeć w prawdziwe ślepia Obcych, niż stojąc pod tym murem, nie dostrzegali zagrożenia i sławili tych, którzy wiodą ich do zagłady.”

      Wobec miałkości Pani wywodu i – aż nadto widocznych pokładów napastliwej nieświadomości, poświęcanie czasu na tłumaczenie rzeczy po stokroć tu wyjaśnianych, uważałbym za stratę czasu.
      Proszę pozostać przy swoich projekcjach.

      Usuń


  29. DLACZEGO, SIR?

    "Jeśli zaś chodzi o pytanie - „czy to już czas” , odpowiedź może być tylko jedna: tak, to jest ten czas.



    * Odp. dla Pani Martyny z 29 sierpnia 2018 20:03


    Pozdrowienia serdeczne dla Państwa

    OdpowiedzUsuń
  30. AŚ&All

    Nie umiem tego skomentować, brakuje słów, najlepiej po prostu przepiszę tweet p. Aleksandra z 3 września 2018:

    "Zgodnie z intencją J.Kaczyńskiego i A.Dudy, trwa wygaszanie spr. Smoleńska. Inf. ujawniona przez @Macierewicz_A* potwierdza udział prokuratury w rosyjskiej grze. Cel: pogłębienie konfliktu prokuratura-komisja, podważenie tezy o wybuchu oraz spreparowanie wniosków zgodnych z narracją Moskwy."

    * https://twitter.com/RadioMaryja/status/1036520277499412480

    OdpowiedzUsuń
  31. !!!

    Niemal zapomniałam o najważniejszym:

    Uroczyście deklaruję, że dopóki nie odzyskamy wolnej Polski, nigdy już nie pójdę na żadne wybory.

    Pytana (często!) o moje zamiary oświadczam jw. i nie wdaję się w żadne dyskusje. Chyba że ktoś prosi o wyjaśnienie bez złych (lub "misyjnych") intencji. Wtedy tak.

    Pozdrawiam ponownie Pana Aleksandra i wszystkich czytelników i komentujących. Piosenkę na pokrzepienie posyłam :)

    Urszula

    https://www.youtube.com/watch?v=klmHYu4BaAQ

    OdpowiedzUsuń
  32. Pani Urszulo,

    Cieszę się z Pani obecności na blogu i choć zadane mi na wstępie pytanie – dlaczego – może nastręczać problemy z czytelną odpowiedzią (nie wszystko możemy sobie napisać), spróbuje mu sprostać.
    Dlatego, że uczestnictwo w kolejnych „świętach demokracji” uważam za współudział w szalbierstwie, jakiego dokonuje partia Kaczyńskiego.
    Dlatego, że w tym systemie sa tylko fałszywe "alternatywy".
    Dlatego, że „pójście na wybory” oznacza przedłużanie obecnego status quo, stratę czasu, porażkę nadziei i umocnienie truchła III RP.
    Dlatego, że ludzie zdecydowani na inną drogę – długiego marszu, muszą stanąć wobec konkretnej decyzji i podjąć ją z pełną świadomością.
    Dlatego, że ta próba jest okazją do „policzenia” grupy „szaleńców”, którzy odrzucili jeden z fundamentalnych mitów III RP.
    Dlatego – wreszcie, że wydarzenia najbliższego roku, pozwolą realnie zweryfikować szansę na utworzenie ruchu społecznego.

    Za „uroczystą deklarację” bardzo dziękuje i serdecznie pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Panie Aleksandrze,

      I ja się cieszę, że Pan dziś na blogu, a nie tylko na TT.
      Także z tego, że (hurra!) drugi dzień z rzędu coś "pozwala mi" zalogować się na BD i nie muszę prosić o pomoc drogiego Pana Mirosława, ani samego JE Autora :))

      U mnie na pierwszym miejscu było "policzenie się".

      U Pana najbardziej podoba mi się: dlatego, że w tym systemie są tylko fałszywe "alternatywy". I podkreślenie, że: ludzie zdecydowani na inną drogę - długiego marszu, muszą stanąć wobec konkretnej decyzji i podjąć ją z pełną świadomością.

      Dlatego moja piosenka "na pokrzepienie" była z tych poważnych.

      Pozdrawiam bardzo serdecznie

      Usuń
  33. może rację mili ci co nie chodzili na wybory czyli nie popierali fikcji ,ja napewno nie będę wybierać mniejszego zła, bojkot i sprzeciw zachowanie resztek godności

    OdpowiedzUsuń
  34. pomum,

    chwiejnych nie należy przekonywać - trzeba im dodać sił, aby utrzymali się na własnych nogach. Nie wyręczać, ale dawać przykład. Odwagą odważnych i Herbertowską "postawą wyprostowaną" sami się "zarażą" i nawet nie spostrzegą, gdy z chwiejnych przerodzili się w takich, którzy "idą wyprostowani wśród tych co na kolanach".

    Taki jest zaiste zamysł i godny naśladowania Plan Pana Aleksandra. Taki jest Plan na Długi Marsz.

    Zaś ci, którzy z wściekłością zaciskają pięści przeciw Nam, przeciw Naszym dążeniom do Wolnej Polski zasługują na przemilczenie i pogardę. I na Mackiewiczowskie " My musimy komunizm wyniszczyć, wyplenić, wystrzelać!" - jeśli ktoś w żyłach ma komunizm zamiast Polskiej Krwi nie zasługuje, aby żyć. Istotą komunizmu, zawężając tylko w odniesieniu do Polskości, jest Nas i Polskę zniszczyć, wyplenić, wystrzelać. Dlaczego mamy okazać im łaskę, gdy będą w końcu w odwrocie?

    Do przemyślenia dla osób religijnych: Kiedy możemy nadstawić drugi policzek? Dopiero, gdy się wyprostujemy po przyjęciu pierwszego, niespodziewanego ciosu. Dopiero, gdy po ciosie się podniesiemy i staniemy na wprost oprawcy, potwora bez twarzy. Czy Jezus powiedział "dajcie się uderzyć w drugi policzek"? Wiedział, że bez postawy wyprostowanej nie można nadstawić drugiego policzka. A to, co zrobimy, gdy się wyprostujemy zależy od nas. Dalej nie ma instrukcji.

    Jako Król Ryszard X użyję wszystkich sił, aby zniszczyć to, co zaatakowało. Będę do tego zachęcał również Moich Poddanych.

    Czy wyrażenie "Ryszard I Lwie Serce" przeczytano by "Ryszard duże i Lwie Serce" ? To samo dotyczy Ryszard X. Nie będę tłumaczył dlaczego "dziesiąty", gdyż wszystko wyjaśni się w swoim czasie.


    mikrobi3,

    nie jest zadaniem Króla walka z karabinem w ręku. Nie dlatego, że jestem lepszy, ale dlatego, że jako Król mam dbać, aby wola walki i wewnętrzny Ogień moich rycerzy nie wygasł. Nie uda się to, gdy będę jednym z nich.

    Nierozsądkiem jest opisywanie jak wygląda i gdzie się znajduje "brutalna siła", której w stosownym czasie użyję przeciwko Onym. Zwłaszcza, że Oni dobrze znają tego bloga.

    "Do tego trzeba broni, tysięcy sztuk broni" - takiego właśnie myślenia oczekują od Nas Oni. Oczekują Strachu i poczucia bezsilności. Oczekują, że będziemy ich postrzegali przez pryzmat załganej niby-wielkości. Takie myślenie przystoi jedynie niewolnikom, którzy potrzebują jakiegoś pana i bata nad sobą. Odrzucam je w całości.

    Na początek zachęcam niech "bronią" będzie niezwracanie na Onych uwagi. Nie mówienie o nich, nie słuchanie, tego co gadają i żadnej dyskusji, żadnego sporu na argumenty. Niech naszą "bronią" będzie postawa zaproponowana przez Rymkiewicza.

    Oni "oddychają naszymi płucami" i to nie dlatego, że im wolno, ale dlatego, że im pozwalamy. Nasza uwaga, dyskusja z nimi, przypominanie ich nazwisk, tweety itd. to dawanie im "naszych płuc i naszego tlenu". Dlatego prowokują, jątrzą, podrzucają tematy zastępcze, kłamią, żeby wywołać emocje i zwrócić na siebie uwagę. I niestety dostają od nas ten "tlen".

    Jako Król nie spocznę dopóki "nie uduszą się". Od Moich Poddanych oczekuję tego samego.


    Pozdrawiam i życzę wytrwałości w używaniu "broni".

    Król Ryszard X

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z największą radością pragnę oznajmić Waszej Wysokości, że wytyczone zadania są w trakcie realizacji.

      Chylę czoła.
      Długomarszowa poddana

      Usuń
    2. Alicja Kluz,

      Skoro na naszej drodze nie będzie poddanych ani jeńców, traktuje ten „raport” jako dobrą wiadomość od Przyjaciółki bezdekretu :)

      Pozdrawiam Panią

      Usuń
  35. Szanowny Panie Aleksandrze. Szanowni Państwo.

    Nie zaglądałem na blog Pana Aleksandra z przekonaniem, że w tej chwili Pan Aleksander nie ma o czym pisać i ta długa przerwa był właśnie podyktowana brakiem sensownego tematu. Dzisiejsza sytuacja polityczna została opisana przez Pana Aleksandra już o wiele wcześniej.

    O czym tu pisać - o miałkim Szczerskim, który bajdurzy coś o tym, że wizy dla Polaków to strata dla USA, ponieważ tracą na tym, że Polacy nie mogą swobodnie przyjeżdżać do tego kraju ze swoimi świetnymi pomysłami, kapitałem i zdolnościami. Taki tekst to po prostu przejaw kompletnej ignorancji, albo próba gadania i wmawiania społeczeństwu byle czego.
    Przystąpienie Polski do programu Visa Waiver niczego w powyższej kwestii nie zmieni - bo żeby legalnie pracować i prowadzić biznes na terenie USA trzeba mieć pozwolenie na pracę, a do tego to już dłuższa droga.
    Jak takie dyrdymały może opowiadać prezydencki minister? Żałosne i zarazem niegodne komentarza tak poważnego blogera, jakim jest Pan Aleksander...
    Co sądzić o prezydencie, który zatrudnia takich matołków?

    Już kiedyś napisałem na tym blogu, że każde nadchodzące wybory będą dylematem dla Polaków, którzy w sercu mają Polskę.
    Szalbierze sprytnie podzielili Polskę, a raczej Polaków między siebie i trudno będzie wyrwać naszą Ojczyznę tym kanaliom.

    Sądzę, że bojkot wyborów to może być sygnał dla wszystkich tych, którzy zastanowią się, dlaczego tak dużo ludzi nie poszło do wyborów. Być może przyjdzie jakieś opamiętanie, że głosując na obecnych polityków nie zmieniamy Polski na taką, którą sobie wymarzyliśmy - wolną i niepodległą - z politykami, którym można zaufać choć w małej części...

    Sam szarpię się z tym, aby zbojkotować najbliższe wybory, choć serce podpowiada inaczej, kiedy widzę, jak moje rodzinne miasto podupada, będąc rządzone przez totalnego nieudacznika. (Poznań)

    Pozdrawiam Panie Aleksandrze i wszystkich Państwa. :)

    OdpowiedzUsuń
  36. Panie Aleksandrze,
    Wiem, że unika Pan komentowania tzw. „bieżączki”, ale myślę, że warto odnieść się do kilku z pozoru nieznaczących, ale gdy się je powiąże dość istotnych ostatnich wydarzeń. Otóż 28 sierpnia gruchnęła wiadomość o „zaproszeniu” niemieckiego sabotażu do Trójmorza. Tego samego dnia Biały Dom podał termin wizyty PAD. Cztery dni później, 1 września, nastąpiło uderzenie w „pogrążonego w żalu..” byłego premiera, o którym swego czasu mówiono, że przewerbował się do Amerykanów, a ostatnio dość znacząco jest pompowany w mediach i sondażach. 3 września W. Sumliński podał datę publikacji książki o Tusku i tego samego dnia M. Wassermann przesuwa datę jego przesłuchania. Tłumaczy decyzję wyborami, ale datę wyborów znała przynajmniej od trzech tygodni (decyzja ogłoszona 14 sierpnia). Kowboje, jakby na zachętę i dowód swego zainteresowania zdecydowali się wczoraj na wydanie Przywieczerskiego, tymczasem jeden z ministrów przekonuje w niemieckich mediach, że Polska zastosuje się do wyroku TSUE, choć Niemcy ustami prezydenta Francji odgrażają się, że dadzą po łapach buntownikom z Warszawy i Budapesztu. Nie bez znaczenia jest też prośba Macrona z 27.08: „panie Putin daj pan jakiś pretekst, byśmy mogli zacząć krzyczeć o twej łaskawości w stosunku do Ukrainy, bo inaczej trudno będzie nam wytłumaczyć się z kolaboracji z Rosją”. Polskojęzyczna prasa natomiast spekuluje, gdzie powróci A. Macierewicz, bo że „wraca” uznają za pewnik. Wygląda na to, że wojna między ABW i WSI rozpoczęta przez „kelnerów” nabiera ponownie smaku, ale w tym wszystkim może upaść (moim zdaniem jedyna) inicjatywa dająca perspektywę wyrwania się z uścisku rusko – germańskiego. Jeżeli tak się stanie, obecny przy władzy Jarosław K. formalnie przypieczętuje definitywne zamknięcie otwartego przez swego brata rozdziału pod nazwą Trójmorze, a rozpoczęty "dialog" ws. reparacji może może przehandlować roszczenia za podrapanie "polskiego kundelka" za uszkiem (choćby łagodnym wyrokiem TSUE), podczas gdy Polacy pełni nadziei emocjonować się będą zaciętą walką przedwyborczą lemingów a oszołomami.
    Ciekawie zapowiada nam się koniec lata.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  37. Utworzenie ruchu społecznego, który w przyszłości ma się rozwinąć w nowe społeczeństwo polskie, jest wspaniałą myślą, porywającą do marzeń. Jednak próbuję sobie wyobrazić jakie będą represje, a nawet osobiste ataki wyspecjalizowanych służb PO i PSL, które, jak dorwą się teraz do władzy nie pozwolą na wzrastanie jakiegokolwiek wolnościowego ruchu społecznego, ani partii patriotycznej. Taki długi marsz, jak rozumiem przez pokolenia, w podziemiu, zapewne kiedyś doprowadzi do zmian, jeżeli, jak w roku 1918 wytworzy się sprzyjająca Polsce sytuacja polityczna, na którą zawsze przyszłe pokolenia mogą liczyć, mając w sercu Polskę. Panie Aleksandrze proszę nie odrzucać mojego rozważania. Proszę mi raczej wytłumaczyć na czym ma polegać ten długi marsz i jak ma on być w Pana założeniu długi. Bardzo chcę się przekonać do takiej alternatywy dla Polski, bo chociaż jestem wyborcą PIS, bardzo dużo mi się w ich obecnej polityce nie podoba.

    OdpowiedzUsuń
  38. Dzień dobry. Myślę że jedyny sposób na Wolną Polskę to stworzenie partii na wzór partii republikańskiej USA.Skupić ludzi wokół idei, a nie wokół prezesa. Nie byłoby to bardzo trudne ponieważ polacy jak nikt inny w Europie kochają wolność. Jest tylko jeden potężny problem, mianowicie kościół katolicki (anty Boży). Pozdrawiam W.S.

    OdpowiedzUsuń
  39. Dialog melijski to zgubna strategia. Tu już nie chodzi o wyższość Republiki nad Demokracją (w którą wierzę), ani o to, czy Prawo ma bazować na kanonie boskim albo ludzkim. Nie chodzi o stosunek do Anarchii (nie mylić z anarchizmem). Chodzi o siłę: organizacyjną, medialną, finansową i militarną. Dobra Zmiana ją zawlaszczyla będąc w służbie Magdalenki (w uproszczeniu).

    Co zrobić? Bojkot to pierwszy, konieczny krok. W drugim kroku trzeba zacząć budować kolejne, wymienione wyżej filary Siły.

    OdpowiedzUsuń
  40. Piotr K,

    Prawda, komentowanie bieżących wydarzeń uważam za zbędne. W mojej ocenie, dochodzimy do stanu, w którym obecna władza wypracowała na tyle stabilny mechanizm szalbierstw i demagogii, że niczym nie może nas zaskoczyć. W tym zakresie, analogia z czasami reżimu PO-PSL jest uprawniona.
    Napisał Pan o dylemacie, przed którym stoi wielu z nas – co zrobić „kiedy widzę, jak moje rodzinne miasto podupada, będąc rządzone przez totalnego nieudacznika”?
    Odpowiedziałbym – robić to, o czym pisałem w tekstach „Fałszywej alternatywy”: budować wspólnoty na poziomie relacji osobistych i organizować się w obszarze osób bliskich, środowisk zawodowych, kręgu towarzyskiego.
    To sposób na dokonywanie realnych zmian w najbliższym środowisku.
    Wybory samorządowe – jak każde inne w III RP, są obarczone istotną „skazą polityczną”. Oznacza to, że system wyborczy został tak skonstruowany, by promować tylko takie osoby i organizacje, które znajdują „umocowanie” w partiach politycznych lub są od nich zależne. Ta cecha sukcesji komunistycznej, z zasady wyklucza możliwość „wygrania” wyborów przez osoby niezwiązane konotacjami politycznymi lub przeciwne obecnym regułom i mitologii III RP.
    Sprawia również, że „wygrywający” te wybory ludzie, częściej są zakładnikami swoich partii niż reprezentantami lokalnych społeczności.
    Droga, którą proponuję, jest metodą „obejścia” owych ograniczeń i wykorzystania małych „grup oporu” do wywierania nacisku i presji na środowiska „władzy” oraz kształtowania najbliższego otoczenia poprzez realne działania i presję społeczną.
    Owszem – w ten sposób trudno zostać prezydentem miasta, burmistrzem czy wójtem, ale -w żadnym, zakresie, nie oznacza to rezygnacji z zabiegania o sprawy naszych „małych ojczyzn”.

    Pozdrawiam Pana

    OdpowiedzUsuń
  41. Rafał Stańczyk,

    Dziękuje za to interesujące zestawienie bieżących informacji.
    Jak już odpowiedziałem Panu Piotrowi K. unikam komentowania „bieżączki” i nie uważam za konieczne skupianie uwagi na problemach obecnej władzy.

    Jedno jest pewne – rzeczy, które oglądamy, a raczej, które pozwala nam się oglądać, nie są pełnym obrazem rzeczywistości i przypominają spektakl w teatrze cieni. Fakt – widzimy grę tych cieni i ekscytujemy się bieżącą akcją, ale ukryci za kurtyną aktorzy nie pozwalają nam dostrzec figur, które cienie te rzucają ani poznać metod, jakimi figury są poruszane.
    Sprawia to, że 99 procent analiz, objaśnień i komentarzy związanych z takim teatrem, dotyczy wyłącznie oceny samego spektaklu i w żaden sposób nie wnika w zakulisowe mechanizmy i „warsztat” aktorski.
    Z mojej perspektywy – zaproszenie Niemiec do Trójmorza, nie jest niczym zaskakującym. Obecna władza praktykuje skrajny „georealizm”, co oznacza całkowite poddanie dyktatowi „zachodnich demokracji” i akceptację dla dominacji niemieckiej. Warto przyjąć, że nie ma i nie będzie na tyle wrogich decyzji państwa niemieckiego (a w ostatnim czasie namnożyło się takich posunięć), które mogłyby skłonić „georealistów” do zmiany patologicznych relacji polsko-niemieckich.
    Władze III RP prędzej zrezygnują z istotnych cech suwerenności (jak uczyniły to w stosunkach polsko-izrealskich,godząc się na zmianę prawa) niż przeciwstawią dyktatowi obcych.
    Niemcy to wiedzą, dlatego w najbliższym czasie oczekuję znacznie więcej przykładów wrogich działań i (jednoczesnego) serwilizmu ze strony „dobrej zmiany”.

    Pozdrawiam Pana

    OdpowiedzUsuń
  42. przemek łośko,

    „Ateńczycy opuścili obrady. Melijczycy, pozostawszy sami, powzięli decyzje zgodną z tym co mówili podczas spotkania z Ateńczykami i dali następująca odpowiedź:
    Ateńczycy! Nie zmieniliśmy naszych poprzednich poglądów; nie damy w jednej chwili odebrać wolności miastu, które od siedmiuset lat zamieszkujemy, lecz ufając losowi kierowanemu ręką boską, który dotychczas zapewnił nam przetrwanie, oraz przy pomocy ludzi, mianowicie Lacedemończyków, będziemy starali się ocalić. Wzywamy was, żebyście nam pozwolili być waszymi przyjaciółmi i zachować neutralność oraz żebyście zawarłszy z nami układ, jaki wyda się stosowny oby stronom, odeszli z naszego kraju.
    Taką odpowiedź dali Melijczycy. Ateńczycy zaś, przerywając rozmowy, oświadczyli:
    Na podstawie waszych decyzji wydaje nam się, że jesteście jedynymi ludźmi na świecie, którzy bardziej liczą na przyszłość niż na teraźniejszość, którzy kierując się własnymi życzeniami, patrzą na rzeczy niepewne jakby na pewna rzeczywistość. Im bardziej liczycie na Lacedemończyków, szczęście i nadzieję, tym większego doznacie rozczarowania”.

    Ten fragment dialogu melijskiego z „Wojny peloponeskiej” Tukidydesa, rozbrzmiewał już wielokrotnie. Również w dziejach naszego narodu. Słychać go było podczas powstań przeciwko zaborcom, w trakcie Powstania Warszawskiego, w czasie walki Żołnierzy Niezłomnych.
    Rozbrzmiewał w roku 1914, gdy garstka „szaleńców” - nic nieznacząca wobec ogromnych armii zaborczych, wyruszała z Oleandrów.
    Rozbrzmiewał zawsze tam, gdzie realizm „wielkich”, oparty na poczuciu siły i racji mocarstwowych, ścierał się z „idealizmem” ludzi odwołujących się do prawa i moralności. Ze skutkiem znanym w historii – ogromnych ofiar, zagłady i fizycznej klęski „idealistów”.
    Napisał Pan, że „Dialog melijski to zgubna strategia” i byłoby doskonale, gdyby zechciał Pan rozwinąć tą myśl.
    Bo ocena tych postaw zależy od perspektywy, w jakiej oczekujemy na „efekt historyczny”. Jeśli dotyczy ona wygrania bitwy, narzucenia okupacji, rezultatu osiągniętego tu i teraz, realizm Ateńczyków zawsze będzie zwyciężał, a Melijczyczy będą skazani na porażkę.
    Jeśli perspektywa wybiega poza taki obszar, obejmuje byt narodowy i tożsamość, jeśli przekracza czas pokolenia, konsekwencje tych postaw okazują się zgoła inne.
    Bez powstań narodowych, nie byłoby II Rzeczpospolitej. Nie byłoby jej bez „szaleństwa” garstki legionistów.
    Bez Powstania Warszawskiego i walki Żołnierzy Niezłomnych, utracilibyśmy dar tożsamości narodowej – dumę z bycia Polakami.
    Dialog melijski to jedna z najważniejszych lekcji historii.
    Sprowadziłbym ją do konkluzji: trzeba budować państwo silne, samodzielne, w pełni niepodległe.
    Nie po to, by w tym dialogu mówić głosem Ateńczyków, ale dlatego, by podobna sytuacja nigdy nie miała miejsca.

    Prawda – bojkot wyborów to krok pierwszy. Decyzja na miarę zrzucenia ciężaru mitów i ograniczeń. Bardzo ważna, bo bez uwolnienia od tego ciężaru, nie można zrobić kroków następnych ani rozpocząć budowy autentycznej elity narodowej.

    OdpowiedzUsuń
  43. Widzę to inaczej.

    Dialog to rozmowa, nie działanie. Wyjście z Oleandrow to było działanie. Oparte o kalkulację chwili jedynie w niewielkiej mierze, bardziej o wiarę w zasoby kraju, w tym ludzkie i o wiarę we własną konsekwencję. Przypomnijmy, Melijczycy istotnych zasobów nie posiadali. Nie posiadali także wiary we własne siły. Powstanie Warszawskie było z kolei sytuacją bez wyjścia. Działanie nie wynikało z dialogu - z powstancami nikt nie rozmawiał, ani Niemcy, ani Sowieci, i, co najbardziej gorzkie - "sprzymierzeńcy". Powstańcy musieli spróbować wyjść poza realizm, bo realizm nie dawał żadnego wyjścia. Niemcy musieli przegrać, było więc pewne, że Sowieci zgwalca już zgwałcona Polskę. Było po Jalcie.

    Miałem na myśli melijski dialog PiSu z UE. Miałem na myśli dialog antymagdalenkowcow z PiS. Dialog tych, który widzą dranstwa PiS, ale popierają PiS, bo jest złe PO. A o czym tu rozmawiać?

    Trzeba działać, nie rozmawiać. Dla naszej garstki PiS to Atenczycy. Dla PiS Atenczykami jest UE. USA to odległa Sparta. Innym przykładem melijskiego dialogu są rozmowy ministra Becka w 39-ym.

    Ale nie to jest w tej historii z Wojny peloponeskiej najcenniejsze. Najwarosciowsza jest obawa Atenczykow, iż najgroźniejszy dla ich imperium jest niezauwazony wzrost siły niewielkiej, peryferyjnej wyspy.

    I właśnie dlatego przywołałem ten dialog.



    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wow, Panie Przemku! Zainspirowało mnie Pańskie skojarzenie!

      A może sam by Pan napisał dialog - ja już nie mam siły, ale sprzedaję kilka pomysłów na rozgrzewkę i ew. mogę skonsultowć, a Pan ma dobry skrót. No bo, chyba już pora na kolejny dramat narodowy typu "Wesele", ale tym razem pod tytułem "Wybory" i z okazji 100 rocznicy tego,co mamy, niechby miał i 100 scen.
      Na przykład:
      Scena 1. Jest piątek, słońce już zaszło i kto teraz będzie zapalał światło? Małżeństwo byłych polskich dyplomatów (Radek i Ania) stoi przed WC..., ups! przed WBC (World Betrial Center); nie dostali zgody na pracę w USA i rozważają trudny wybór: które z nich ma zatrudnić się na czarno w Hologram Industry (Unlimited), on czy ona? Najlepiej sam pracodawca wybierze... (dalej mały casting). Scena 2. Na cmentarzu w Warszawie, starsza pani i cwany kamieniarz; złomiarze ukradli litery z jej rodzinnego grobu, a nowe kosztują po 15 zł za sztukę i teraz emerytka ma wybór: nie jeść przez miesiąc albo napisać imiona i nazwiska zmarłych flamastrem... (itd.) Scena 3. Warzywniak,zmiemniaki po 2 zł kg, ale przychodzi klient i reklamuje, że zaraza, po rozkrojeniu wszystkie zepsute; sklepikarz ma dylemat: resztę wyrzucić czy sprzedawać po 1 zł (itd)...Scena 4. Patriota w salonie samochodowym, do wyboru droga japońska hybryda na raty we frankach i tani polonez ohyda, z muzeum... (itd.) [...] Scena 99. Poranek w dniu wyborów, jest jeszcze ciemno i radio budzi kandydata z partii rządzącej, 1 miejsce na liście; jest wykończony po kampanii ale wreszcie wolny i on też może wybrać: odda głos sam na siebie czy na lepszego, którego wygryzł na początku. Nie, lepiej zrobi im wszystkim na złość! Ale co tu wybrać: głos nieważny czy na jeszcze gorszego drania z partii opozycyjnej (prezes sie nie dowie). Może też nie pójść, ale jak prezes się dowie... (itd). Scena 100. Parodia poloneza ze studniówki licealnej: na ekranie film amatorski, a na scenie tylko jedna lub dwie pary, które tańcząc, podkładają słowa piosenki. Można by ją napisać jako pastisz "Białego konwoju" Jana Pietrzaka, czyli też z łacińską sentencją. Na przykłady złożyć dwie, które dadzą się wtłoczyć w rytm poloneza: TOLLE POLONAE CAPUT! ("Podnieś głowę, Polaku!"; Klemens Janicki, Variarum elegiarum liber VI,101) TOTUM IN EO EST, UT TIBI IMPERES ("Cała [rzecz] w tym jest, abyś sobą władał" - Cyceron, Tusculanae disputae II,22).

      Pozdrawiam serdecznie Pana Aleksandra! Ten wpis był bardzo dla mnie.

      Usuń
    2. https://m.youtube.com/watch?v=IRT3BWqdhSQ&list=PLRGcOPxwkYhPvrExexesAePU08Q0bGqOF&index=2&t=49s

      Zamiast :)

      Usuń
  44. Witam.Panie Aleksandrze,tylko fakty.Bez wojny,zamordowano nam dwóch prezydentów,całe dowództwo sił zbrojnych,prezesa NBP,prezesa IPN,posłów i senatorów.Uprzejmie nadmieniam,że jesteśmy "członkiem" NATO.Mija ósmy rok od zbrodni i jako odpowiedź"Niepodległej" mamy schody i "ufajcie",fakt.Dokumenty programowe UE z Ventotene,otwarcie informują o likwidacji państw narodowych,fakt.Poparcie dla członkostwa "Polaków" w UE wynosi ok.80%,fakt.To,że jesteśmy Narodem "z resztek",faktów nie zmienia.Podziwiam Pana wiarę w długoterminowy marsz ku Niepodległej,wiarę,że obecnie garstka Pięknych,jest w stanie zwyciężyć miliony łotrów.Mnie jednak tylko iskierka naiwności,no dobra NADZIEI,dzieli od "Porzućcie wszelką nadzieję,wy którzy się tu urodziliście".Moje uszanowanie.

    OdpowiedzUsuń
  45. Szanowny Panie Aleksandrze
    jeśli zaakceptuje Pan prostotę mojej piosenki (jestem muzykiem nie poetą)
    to jest to mój głos przedwyborczy:

    PIOSENKA PRZEDWYBORCZA

    Słuchanie obietnic kosztuje niewiele
    A w ludziach zachłannych rozbudza nadzieję,
    Że prawie za darmo, może coś dostaną,
    Więc karmią tych ludzi głupotą pijaną.

    By stali w miejscu, by się nie męczyli,
    By byli leniwi, by niegroźni byli. (– By się nie ruszyli!)
    By z siebie odwagi nie śmieli wykrzesać,
    By planu zniewolenia nie mogli pomieszać.

    OdpowiedzUsuń