Nie będziemy razem, bo nie ma przyzwolenia na zdradę o świcie i na fałsz przekraczający ludzką miarę. Nie możemy być razem, bo nasz gniew jest dziś bezsilny, gdy zabrano nam tylu niezastąpionych. Nigdy nie będziemy razem, bo pamiętamy - kto siał nienawiść i chciał zebrać jej żniwo.

czwartek, 20 sierpnia 2015

CO Z ANEKSEM ?

Czy ten aneks jest w dyspozycji prawowitego dysponenta, jakim jest prezydent - to informacja publiczna. Nie ma przeszkód, by poinformować opinię publiczną, czy ten dokument jest. Jeśli jest - to niech prezydent zdecyduje, co dalej”.
Ta niedawna wypowiedź Piotra Woyciechowskiego na antenie Telewizji Republika, zawierała arcyważne pytanie o aneks do Raportu z Weryfikacji WSI. Czy dokument powstały w 2007 roku nadal znajduje się w tajnym sejfie prezydenckim? Czy nowy prezydent zdecyduje się na jego publikację – jak nakazuje ustawa z 14 grudnia 2006 r.?
Z chwilą przegranej B.Komorowskiego w wyborach prezydenckich, sprawa aneksu do raportu ponownie pojawiła się w debacie publicznej i wywołując żywe zainteresowanie sprowokowała też wypowiedzi osób uczestniczących w sporządzeniu tego dokumentu.
Ten dokument musi istnieć, w innym przypadku odpowiedzialność poniósłby osobiście Bronisław Komorowski” – przypominał Antoni Macierewicz. I dodawał – „Tylko prezydent odpowiada za publikację tego dokumentu. Nie ma żadnych warunków, jest tylko opinia marszałków oraz szefa i wiceszefów rządu, ale to tylko opinie. Nie są one wiążące dla prezydenta”.
Z kolei dr hab. Sławomir Cenckiewicz w rozmowie z Piotrem Woyciechowskim, stwierdził – „Nie chcę podpowiadać prezydentowi, co ma zrobić - jest głową państwa i suwerennym politykiem - ale nie ulega wątpliwości, że prezydent powinien ten dokument przeczytać. Prezydent musi być wyposażony w wiedzę. Ta wiedza jest osadzona w pewnym okresie czasu, ale prezydent powinien być wyposażony w tę wiedzę”.
O potrzebie publikacji aneksu jednoznacznie wypowiedział się premier Jan Olszewski w czerwcu br. - . „Uważam, że aneks powinien zostać opublikowany. (…) Przecięłoby to krążące w przestrzeni publicznej nieprawdopodobne i nieprawdziwe o nim informacje. Choć ze względu na upływ czasu aneks jest w części zdezaktualizowany, to opinia publiczna ma prawo do zorientowania się, czym jest ten dokument”.
Podobnie Antoni Macierewicz, komentując w grudniu 2014 roku przesłuchanie B. Komorowskiego w sprawie afery marszałkowej, nie miał wątpliwości, że publikacja aneksu jest konieczna – „Należy obecnie żądać, by aneks został upubliczniony. Opinia publiczna ma prawo wiedzieć, jak wygląda ten swoisty akt oskarżenia przeciwko Bronisławowi Komorowskiemu. On ma prawo się bronić, ale Polacy mają prawo wiedzieć, jakie dokumenty gromadzone były przez WSI, których tak przeraził się Bronisław Komorowski.”
Likwidator WSI odniósł się wówczas do treści zeznań Komorowskiego, z których wynikało, że lokator Belwederu jest przekonany, iż aneks został wymierzony właśnie w niego:
- „To również ma posmak sensacji” – stwierdził Macierewicz. – „Prezydent mówił, że aneks jest dokumentem wymierzonym w niego. Przecież to jest 800 stron tekstu, tam są dokumenty, nazwiska, dane pokazujące przestępcze działania WSI. Jeśli cały ten dokument, w przekonaniu prezydenta Bronisława Komorowskiego, jest wymierzony przeciwko niemu, a jest tam mowa o setkach przestępstw, jest aktem oskarżenia przeciwko niemu, to rzeczywiście Prezydent Komorowski ma się czego obawiać. To pozwala lepiej zrozumieć jego ostatnie działania. Jego działania z ostatnich siedmiu lat, a głównie pięciu lat, są obecnie znacznie lepiej zrozumiałe.”
Wiemy, że B. Komorowski musiał mieć istotne powody, by obawiać się ujawnienia treści aneksu. Były na tyle ważne, że polityk PO stał się uczestnikiem wielowątkowej kombinacji operacyjnej z udziałem byłych żołnierzy WSW-WSI, szefostwa służb specjalnych i kilku funkcjonariuszy medialnych, nazwanej przeze mnie aferą marszałkową. Polegała ona na próbie uzyskania nielegalnego dostępu do aneksu, a gdy okazało się to niemożliwe, na zdyskredytowaniu treści dokumentu oraz skompromitowaniu tych, którzy nad nim pracowali. Wiązało się to z rozlicznymi represjami i ogromną krzywdą wyrządzoną ludziom uczciwym.
Działania te mogły mieć również na celu uprzedzenie ewentualnych zarzutów dotyczących powiązań polityków PO ze środowiskiem byłych WSI i były rodzajem „uderzenia wyprzedzającego”. Priorytetem kombinacji pozostawała osłona politycznego „patrona” wojskowych służb - Bronisława Komorowskiego. Polityk PO nigdy nie ukrywał, że jest wyjątkowo zainteresowany treścią tajnego dokumentu. Już w roku 2007, gdy Kancelaria Prezydenta Lecha Kaczyńskiego poinformowała, że rozważa on ujawnienie aneksu, Komorowski oświadczył – „Muszę zobaczyć aneks przed publikacją”.
Jak podkreślił w grudniu ubiegłego roku Antoni Macierewicz, Komorowski – „robił wszystko, działał legalnie i nielegalnie, by zapoznać się z tym dokumentem i uniemożliwić jego opublikowanie, bądź go za wszelką cenę zdyskredytować.”
Można przypuszczać, że wobec tak silnego imperatywu i przymusu zapoznania się z aneksem, lektura tego dokumentu była pierwszą czynnością, jakiej oddał się Komorowski w dniu 10 kwietnia 2010 roku, po przeprowadzeniu akcji zajęcia kancelarii prezydenta Kaczyńskiego. Wolno zatem sądzić, że oświadczenie lokatora Belwederu złożone podczas przesłuchania przed sądem – „aneks jest wymierzony we mnie”, opiera się na bezpośredniej wiedzy Komorowskiego i znajduje potwierdzenie w treści tego dokumentu.
Myślę, że nie popełnię błędu, jeśli napiszę, że zdecydowana większość Polaków, a w szczególności wyborcy prezydenta Dudy oraz zwolennicy partii pana Kaczyńskiego, byliby wysoce zainteresowani publikacją uzupełnienia (aneksu) do Raportu z Weryfikacji WSI. Jeśli nawet przyczyny zainteresowania mogą być różne i oscylują między poszukiwaniem sensacji i prostą ciekawością, a racjami bezpieczeństwa i prawem obywateli do informacji, nie sposób nie podzielać opinii, że wraz z odejściem Komorowskiego i zakończeniem tej ponurej „tajnej kadencji”, nadszedł właściwy czas na zapoznanie Polaków z treścią ważnego dokumentu. Nie tylko dlatego, że zawiera wiedzę o mechanizmach rządzących tym państwem, o parcianych „autorytetach”, „biznesmenach” i „politykach”, że demaskuje moskiewskich sługusów uzurpujących sobie prawo decydowania o sprawach Polaków, ale i z tej przyczyny, że jego publikacja wpisuje się w kontynuację dzieła prezydenta Lecha Kaczyńskiego i stanowi logiczne, posmoleńskie  memento.
Czas wydaje się tym bardziej odpowiedni, że, jak zapewniają ludzie uczestniczący w sporządzeniu aneksu, nie ma żadnych, formalnych przeszkód, by został on opublikowany. Zależy to wyłącznie od woli nowego prezydenta. Wyraźnie mówił o tym Antoni Macierewicz i Piotr Woyciechowski, zaś Sławomir Cenckiewicz przypomniał, że „aneks jest dostosowany do reguł, które prezydentowi narzucił Trybunał Konstytucyjny”. Dodam, że chodzi o wymóg anonimizacji danych osób objętych raportem.
Cóż zatem stoi na przeszkodzie? Przyznam, że nie potrafię odpowiedzieć na to pytanie i choć przedstawię poniżej rozmaite przypuszczenia, nie znajduję racjonalnych argumentów. Nie znając też motywacji pana prezydenta Dudy, nie ośmielę się również oceniać – czy i jak dalece są one słuszne.
Rzeczą niezmiernie trudną, jest już próba odpowiedzi – dlaczego do tej chwili nie wiemy nawet, czy tajny dokument znajduje się w prezydenckim sejfie? Nim uzyskał do niego dostęp prezydent Duda, pojawiały się przypuszczenia, że aneks mógł zostać zniszczony lub wywieziony z Belwederu. Czytelne, jednoznacznie oświadczenie pana prezydenta lub któregoś z jego urzędników, pozwoliłoby przeciąć te wątpliwości. Dlaczego więc nie słyszymy potwierdzenia lub zaprzeczenia o istnieniu aneksu? To – jak twierdzi Piotr Woyciechowski – jest przecież informacją publiczną.
Jeśli nie wiemy, czy dokument w ogóle istnieje, tym trudniej spekulować – czy i kiedy zostanie opublikowany. Ci, którzy każde wątpliwości potrafią rozwiać przy pomocy użytecznych sofizmatów, stwierdzą z pewnością, że „nie jest to dobry czas”, „nie można dawać powodów do ataku”, „trzeba prowadzić spokojną grę i uśpić przeciwnika” i skonkludują - „przyjdzie na to pora po wygranych wyborach”. Takie wyjaśnienia słyszę nieodmiennie od ćwierćwiecza, a pojawiają się wówczas, gdy dla zachowania dobrego samopoczucia wyborcy próbują rozgrzeszać zaniechania polityków lub przypisują im zdolności makiaweliczne i posądzają o talenty szachistów. Wprawdzie żadne fakty nie potwierdzają prawdziwości tych tłumaczeń i nigdy nie słyszano, by hordy barbarzyńców zaniechały ataków z powodu uległości ofiary, sofizmaty te znajdują wciąż wyznawców i zastępują najpoważniejsze argumenty.
A warto wspomnieć o jeszcze jednym. Do żarliwych przeciwników ujawnienia aneksu, należą ludzie z obecnej ekipy rządzącej. Nie dziwi, że są to ludzie najbliżsi środowisku B. Komorowskiego. Człowiek ściśle wykonujący dyrektywy Belwederu, oddelegowany na stanowisko ministra obrony narodowej, miał nawet czelność kłamać, że „prezydent Lech Kaczyński nie chciał tego aneksu pokazywać” i apelować do prezydenta Dudy, by „kierował się odpowiedzialnością za państwo” i postąpił tak, jak chciał tego Lech Kaczyński.
Gdybyśmy na chwilę przyjęli, że III RP jest państwem prawa i demokracji, a o wynikach wyborczych decyduje wolny głos obywateli, wsparty na wiedzy o postaciach politycznego establishmentu, obawy rządzących, związane z publikacją oficjalnego dokumentu, zostałyby natychmiast i bezwzględnie wykorzystane przez partię opozycyjną.
Jeśli istnieje dokument „wymierzony” w Komorowskiego (o czym zapewnia sam zainteresowany), opisujący przestępcze praktyki tryumwiratu politycy-służby-biznesmeni, jeśli dokument ten dotyczy osób sprawujących dziś władzę i przynosi ożywczą wiedzę o państwie sprowadzonym do „kupy kamieni” – jakże można go nie wykorzystać?
Nie znam takiej logiki ani pragmatyki politycznej, która stając przed perspektywą – tuż przed wyborami mamy szansę ujawnić prawdę o naszych przeciwnikach – cofałaby się za wywodem: nie zrobimy tego, bo obawiamy się ich krzyku, boimy reakcji gadzinówek, posądzeń o „grę hakami”.  Takim postawom można przydawać najmądrzejsze nazwy, ale żadna z nich nie przysłoni absurdalności owej konstrukcji myślowej.
Biorąc pod uwagę powszechność sofizmatów o „taktykach wyborczych” lub „nieuleganiu prowokacji” (z którymi łatwo identyfikują się politycy opozycji), można przyjąć, że o zaniechaniu publikacji decyduje jednak „partyjna strategia” i obawa przed „kampanią nienawiści”. Wydaje się też , że do obrazu „bezstronnego” i „łączącego ponad podziałami” prezydenta Dudy, nie pasuje dziś rola wykonawcy ustawowych uprawnień - w tak „kontrowersyjnym” zakresie.   
Czy to oznacza, że do czasu wyborów parlamentarnych, Bronisław Komorowski i jego partyjni kompani mają gwarancje nieujawniania aneksu? Ogromna buta byłego lokatora Belwederu, coraz śmielsze ataki na prezydenta i opozycję, zdają się potwierdzać takie przypuszczenia. Tak nie zachowuje się człowiek, stojący przed groźbą rozliczeń i demaskacji. A jeśli za tą decyzją stoją mętne kalkulacje, tym bardziej nie należy wierzyć, by dokument uzupełniający raport ujrzał światło po zakończeniu wyborów.  
Jeśli wygra je PiS, temat może zostać zamknięty przy pomocy użytecznego sofizmatu – po co ujawniać aneks, jeśli wygraliśmy i osiągnęliśmy pełny sukces? Nastrój hurraoptymizmu zagłuszy zaś każdy głos refleksji. Jeśli PiS przegra, ci sami egzegeci wyjaśnią, że nie przeminęły dotychczasowe przeszkody i nie wolno prezydenta Dudy stawiać w ogniu medialnych oskarżeń, pod pręgierzem nienawiści.  
Dla tych, którzy nie zatracili zdrowego rozsądku, jedno powinno być pewne. Dziś jest czas na publikację aneksu, bo  tylko teraz może on stać się elementem prawdziwego katharsis.

25 komentarzy:

  1. Mnie też ciekawi treść Aneksu jaki był w posiadaniu ś.p. Lecha Kaczyńskiego.
    Na miejscu Komorowskiego próbowałbym przy pomocy służb sfałszować Aneks i zostawić go w innej formie i treści, gwoli przyszłej kłótni o treść dokumentu i polaryzowaniu społeczeństwa.
    Bo nawet jakby fałszerstwo zostało odkryte, to może zastosować formułę - " Sfałszowaliśmy , i co nam zrobicie ? "
    Wtedy dyskusją przejdzie na inne tory, czyli co było w pierwotnym tekście, co zostało zmienione, kto to zrobił, a może to prezydent Duda z J. Kaczyńskim itd.
    Tego się boję najbardziej.
    Każdy dzień zwłoki w opublikowaniu, albo chociaż sprawdzeniu czy ktoś w międzyczasie przy nim nie grzebał, działa na niekorzyść obecnego prezydenta.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Stanley Panama,

      Sfałszowanie aneksu jest mało prawdopodobne.Pisałem już o tym.
      Myślę, że decyzja o publikacji lub odmowie ujawnienia aneksu, ma przede wszystkim znaczenie dla naszego, Polaków bezpieczeństwa. To nie jest tylko kwestia zabezpieczenia obecnej prezydentury i wiedzy pana prezydenta Dudy.
      Póki nie wiemy, czego tak panicznie bał się były lokator Belwederu i nie znamy powiązań ludzi reżimu z posowieckimi służbami, jesteśmy zdani na rozliczne manipulacje, fałszerstwa i kombinacje operacyjne.
      To bardzo groźny stan, którego nie wolno przedłużać.

      Usuń
  2. To bardzo ciekawe jest - ujawni czy nie ujawni ? Stawiam , że jeśli nie ujawni we wrześniu to nie zrobi tego nigdy .
    A wtedy...ch...d... i kamieni kupa... ze wszystkim co dziś budzi taką nadzieję.

    OdpowiedzUsuń
  3. Szanowny Panie Aleksandrze,
    Pański "głos wołającego na puszczy" nie zostanie i tym razem dosłyszany. Najbardziej ewidentna racja nie przebije się w kakofonii przekazu, któremu ton nadają główne media obu zwalczających się stron.
    Napisał Pan w komentarzu pod poprzednim tekstem :
    "Nieszczęściem dla Polaków, nie mamy innych "ekspertów". 
    Jest zatem wybór - między "ideą" poddaństwa wobec Niemiec lub Rosji, a "ideą" budowania relacji opartych na "partnerstwie i współpracy". Jedni są niewolnikami swoich zafajdanych życiorysów, lęków i fobii, drudzy niewolnikami pseudonaukowych "eurodoktryn", objaśniających pospólstwu zasadność ładu jałtańskiego "
    To chyba najtrafniejsze sformułowanie jakie spotkałem, nie tylko w sieci, dotyczące opisu naszej tzw. "klasy politycznej" i "środowisk opiniotwórczych".
    Nie mamy co liczyć na odrzucenie więzów III RP przez środowiska zdeterminowane tym opisem. Oni nie są w stanie tego zrobić!
    Korzystajmy jednak z innych efektów i szans powstających w ramach tego, co niesie obecny wiatr odnowy nazywany "potrzebą dobrej zmiany". Mamy zatem (to akurat przy tym prezydencie wydaje się pewne) szansę na przywracanie pamięci ofiar największych totalitaryzmów XX w., propagowania najlepszych życiorysów i postaw, możemy odbudowywać znaczenie pojęć.
    Dzięki temu, być może przyjdzie czas, że łatwiej będzie Polakom zrozumieć to czym być powinniśmy i co nam odebrano. To wielkie, ale realne zadanie na najbliższe lata. Zadanie, które jak wszystko na to wskazuje, można będzie realizować z "błogosławieństwem" wszystkich znaczących sił (poza oczywiście głównymi "hamulcowymi" z PO, SLD itp.). Moda na "patriotyzm" ma swoje dobre strony. Nie mam jednak nadziei na autentyczne rozliczenie i zadośćuczynienie ofiarom III RP . Śmierć Kulczyka (a w każdym razie formalne jej stwierdzenie) zamyka, w sensie symbolicznym i w znacznej mierze praktycznym, okres konstytucji i rewalidacji systemu okrągłostołowego. W naszej cywilizacji, dzieci trudno osądzać i winić za grzechy ojców. Dzieciom nawet nie bardzo można i wypada odbierać cokolwiek, nawet pochodzącego z przekrętu. A dodatkowo wiadomo przecież, że co ojcowie nakradli, już dawno zamieniono, sprzedano, podzielono.
    Przerwać to i zapobiec temu mogło by już tylko wdrożenie myśli politycznej reprezentowanej przez pana Antoniego Macierewicza, myśli obecnej również na tym blogu, w aktualnym tekście.
    Nie widzę jednak żadnych przesłanek wskazujących na taką możliwość.
    1/2

    OdpowiedzUsuń
  4. -cd

    Odrębnym, niezwykle drażliwym i trudnym zagadnieniem jest stanowisko Kościoła.
    Z dużym smutkiem obserwuję od lat postawę "płynięcia z prądem" wielu hierarchów, całkowity brak chęci wytłumaczenia wiernym nieodległych przecież zdarzeń i postaw. Mam wrażenie, że w oczach wielu z nich nie zasługujemy na uczciwe i partnerskie traktowanie, że większość z nich utknęła w przestrzeni pomiędzy potrzebą prawdy a pragmatyzmem zarządzania. Zapomnieli, kogo sami za Ojcami Kościoła zwą "ojcem kłamstwa" i o tym, że napominali oni nas słowami " mowa wasza niech będzie tak, tak, nie, nie, co nadto, od Złego pochodzi". To krwawiąca rana naszego Kościoła!
    Wracając do treści artykułu, zgadzam się z Panem całkowicie, że to faktycznie ostatni moment na skuteczne działanie mające na celu, częściowe przynajmniej, cofnięcie niekorzystnych i tragicznych w konsekwencji efektów 89' roku, oraz zablokowanie znanych nam środowisk w drodze do całkowitego ograbienia Polski.
    "Długi marsz" może ulec skróceniu jedynie wskutek zaistnienia nadzwyczajnych okoliczności, w tym tych najtragiczniejszych. One kiedyś pewnie i tak nadejdą!
    Musimy wtedy być lepiej przygotowani niż byliśmy ostatnie ćwierćwiecze.

    Pozdrawiam


    2/2

    OdpowiedzUsuń
  5. Włąśnie , jest w tej chwili na Wirtualnej Polonii wywiad z prymasem ale , przyznaję się , nie mam ani ochoty , ani siły tego czytać.
    Episkopat - po nagrodach jakie ostatnio wręczał kard Dziwisz polakożercy , po "rozmowie" kard Nycza - jedynym efekcie hucpy w kościele Panien Wizytek, po łagodnym traktowaniu twórców świętokrafczych ustaw - stracił powagę i autorytet.
    A już pisanie "synowskich" listów do Franciszaka.... kpina i poruta.

    "nigdy nie słyszano, by hordy barbarzyńców zaniechały ataków z powodu uległości ofiary," - to kluczowe zdanie z tego ważnego tekstu demaskujące 'grubokreskową " niebezpieczną , wręcz samomobójczą politykę, ktorej oby ostatnie objawy w rodzaju listów do czytelników pachciarskiej gazety, obserwujemy. Oby!

    Nie umiem pisać dalej, wolę czytać . :)


    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jan kowalski,

      Jeśli zwrócił Pan uwagę na to zdanie, chciałbym dodać pewną refleksję.
      To, co nazwano "kampanią nienawiści", nie jest (jak tłumaczą nam "niezależni" egzegeci) efektem sporów politycznych i partyjnych antynomii. Nie wynika z różnić światopoglądowych ani z pragmatyki walki politycznej.
      Gdyby tak było, być może ugodowe, grzeczne zachowanie opozycji wygasiłoby jazgot medialnych terrorystów. Tak jednak nigdy się nie zdarzyło. Wie to każdy, kto pamięta "taktykę" wyborczą opozycji z roku 2010 i następnych.
      Przyczyna tych zachowań tkwi bowiem znacznie głębiej, sięga poziomu ludzkich sumień i systemów wartości, dotyka samych podstaw człowieczeństwa i narodowej tożsamości. To dlatego, tak ważna dla diagnozy rzeczywistości III RP jest tragedia smoleńska.
      Nie rozbiła nas ona na „dwie Polski” i nie przecięła linią „politycznych podziałów”. Obnażyła to tylko, co ukrywano przez dziesięciolecia i odsłoniła prawdę, której bano się wykrzyczeć. Fundamentem tej prawdy jest istnienie głębokiej dychotomii My-Oni, ujawniającej całkowite wyobcowanie i wynarodowienie ogromnej części społeczeństwa. Ta prawda przynosi wiedzę o spustoszeniach jakie poczynił komunizm, ukazuje ogrom degeneracji „elit” i milionów ofiar „nowej świadomości”. Uczciwość tego stwierdzenia wywołuje lęk nawet wśród najzagorzalszych krytyków obecnego układu. Prawda ta jest wypychana z obszaru publicystki, pomijana przez intelektualistów, niedostrzegana przez polityków opozycji. Zauważalny jest silny opór przed uznaniem tak oczywistego podziału. Samo mówienie o nim bywa postrzegane, jako gorszące i niewygodne.
      Dlatego takiej diagnozy nie usłyszymy z ust polityków opozycji i nie sformułują jej autorytety "wolnych mediów". Jest zbyt wymagająca i nazbyt straszna, by przydała się w partyjnej retoryce.
      Dopiero zrozumienie, że u podstaw "kampanii nienawiści" leży antypolskość "elit" III RP i wrogość wobec polskiej tradycji, pozwala dostrzec, że będzie ona trwała - niezależnie od zachowania prezydenta Dudy czy słów polityków PiS. Ci, którzy prowadzą kampanię, nie czynią tego z "powodów politycznych". Oni nienawidzą nas dlatego, że jesteśmy Polakami, że chcemy być wierni naszej tradycji, że czcimy polskich bohaterów i odrzucamy podległość wobec obcych. To wystarczy.

      Pozdrawiam Pana

      Usuń
  6. A. Ścios,

    Nie znamy Aneksu, ale znamy np. argumenty z książki ,,Niebezpieczne związki Bronisława Komorowskiego". Jest to gotowy nie tylko akt oskarżenia za zdradę stanu i kolosalne przestępstwa kryminalne, ale i bomba wyborcza, bo nawet jeśli PiS uważa, że elektoratu o który walczy nie interesują sprawy ,,ideologiczne" (czyli Smoleńsk, WSI itd.), a tylko ,,chlebowe", to w tej książce aż zanadto afer gospodarczych na gigantyczną skalę.

    Odnośnie taktyki PiSu: ,,drażliwe tematy na po-wyborach", można zatem wskazać, że przynajmniej kwestie np. potężnych wyłudzeń finansowych dokonywanych przez Pro Civili pod auspicjami Komorowskiego powinny być jednak przydatne taktycznie już na dziś - w nie mniejszym stopniu, niż pytania o wiek szkolny.

    Ale nie są.

    Może tow skazywać, ze PiS jest wprawdzie zainteresowany wygraną, ale już niekoniecznie rozliczeniami. Także taktyka personalna prezydenta Andrzeja Dudy wywołuje w tym kontekście spore wątpliwości.

    Ani słowa o Aneksie, ani słowa o Smoleńsku, ani słowa o WSI i Pro Civili. Ani słowa o aferach gospodarczych Tuska i Komorowskiego, zwłaszcza wyparowaniu milionów złotych z funduszy emerytalnych. Ani słowa o wielu sprawach.

    Zobaczymy, czy ta taktyka to tylko element wielkiej strategii, czy podgotowka do zwykłego świństwa.

    Pozdrawiam Pana

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wojciech Miara,

      Książka pana Sumlińskiego nie bardzo nadaje się na akt oskarżenia. Nie ma też potrzeby mieszania pewnych porządków i zestawiania publicystyki z wagą oficjalnego, urzędowego dokumentu. Takim bowiem jest Raport z Weryfikacji WSI, jak i każdy aneks do tego raportu.
      Dlatego publikacja aneksu mogłaby mieć tak kolosalne znaczenie.
      Jeśli jest on "wymierzony" w Komorowskiego, mamy gotowy i pełny akt oskarżenia. Jeśli zawiera informacje o przestępczych działaniach innych osób, w tym polityków reżimu, mamy ogromny ładunek bezcennej wiedzy, jaka powinna być udostępniona Polakom przed wyborami.
      Podkreślam - przed wyborami, bo to w tym czasie nasi rodacy mają prawo poznać, na kogo głosują.
      Wprawdzie panie i panowie z PiS-u chętnie szermują hasłem "wsłuchiwania" się w głos Polaków i mają usta pełne zapewnień o poczuciu służby wobec społeczeństwa, to w tym wypadku (co bardzo symptomatyczne) zwycięża partyjna "taktyka" i mętne, skrywane przed nami intencje. Bo nie wiemy nawet, czy dokument istnieje i już tylko ta wiedza staje się przedmiotem jakiś zakulisowych rozgrywek.
      Nie ma więc sensu twierdzić, że jest to element "wielkiej strategii", skoro jej "wielkość" ogranicza się do manipulowania opinią publiczną i ukrywania prawdy.

      Jest jeszcze jedna strona tej sytuacji. Bardzo ważna, bo związana z bezpieczeństwem nowego prezydenta, z możliwością prowadzenia przezeń skutecznych działań, ale też ze stanem wiedzy i świadomości ludzi pracujących dziś dla prezydenta Dudy.
      Zwrócę uwagę na fragment wypowiedzi dr. Cenckiewicza w TV Republika:
      "Przez osiem lat pracowałem w IPN i wiem, jak wygląda wytwarzanie dokumentów służbowych, ich rejestracja… Wszystko to jest odnotowane w księgach kancelaryjnych prezydenta RP. Trzeba studiować dzienniki korespondencyjne. Ten dokument musi być odnotowany, choć pewnie był złożony w tajnym sejfie prezydenta. Trzeba dokonać wewnętrznego audytu - tego nie może robić szef kancelarii tajnej zastany tam 6 sierpnia. Tu państwo polskie musi mieć daleko idące podejrzenia wobec tych ludzi. To potencjalnie aparat wrogi nowemu prezydentowi. Smoleńsk jest jakąś cezurą".
      Proszę teraz skonfrontować tą wypowiedź ze słowami nowego szefa BBN P.Solocha - "Mam do BBN stosunek sentymentalny. W najbliższych dniach będę się przyglądał, jak działa BBN. Część osób, które spotkałem w Biurze pracowały jeszcze za czasów śp. Lecha Kaczyńskiego. Ja chcę się obecnie zapoznać z tym, co tam zostało zrobione, w uzgodnieniu z prezydentem Dudą uzgodnimy zadania i priorytety. Dalej będziemy myśleć, w jaki sposób wykorzystać te struktury i ludzi, którzy obecnie pracują w Biurze".
      O S.Kozieju - moskiewskim kursancie, członku egzekutywy PZPR i człowieku, który tuż po Smoleńsku podpisywał tajne porozumienia z putinowskimi organami bezpieczeństwa, pan Soloch ma tyle do powiedzenia - "Jeśli chcemy oceniać BBN, to oceniajmy przez pryzmat zadań, jakie stawiał mu szef, czyli prezydent kraju. Na tym etapie jednak nie chcę się wypowiadać. Wolę mówić o przyszłości."

      Myślę, że gdyby w tzw. wolnych mediach pracowali ludzie, którzy rozumieją sprawy bezpieczeństwa i ponad partyjną zależność przedkładają troskę o dobro nowego prezydenta, zatrzęsłyby się one od krytyki pod adresem Solocha.
      Ta kwestia również pokazuje kondycję pewnych środowisk i skalę otumanienia.

      Pozdrawiam Pana

      Usuń
  7. Szanowny Panie Zaścianku,

    Bardzo się cieszę, że zechciał Pan podkreślić istnienie owych "efektów i szans powstających w ramach tego, co niesie obecny wiatr odnowy nazywany "potrzebą dobrej zmiany". Trzeba je bezwzględnie wykorzystać.
    Tę "modę na patriotyzm" można zaliczyć do pierwszych (i jakże ważnych) dóbr wynikających z prezydentury Andrzeja Dudy.
    Trzeba jedynie pilnować. by nie był to patriotyzm ograniczony do gestów, symboli i bogoojczyźnianej retoryki - a zatem taki, jaki obowiązuje w wielu środowiskach mieniących się opozycją. By za czcią dla polskich bohaterów i podziwem dla ich dokonań, szła solidna refleksja w odniesieniu do czasów współczesnych. By te przykłady mówiły nam, jak żyć i postępować wobec dzisiejszych zagrożeń.
    Prawdziwy patriotyzm wymaga przede wszystkim odwagi i jest drogą, w której rzadko wybiera się kompromisy ze złem. Odwagi nie tylko w manifestowaniu miłości do Ojczyzny, ale (co może dziś trudniejsze), w podejmowaniu tematów niewygodnych, kolczastych, idących "pod prąd". Takich, które służą ujawnieniu prawdy o rzeczywistości III RP.
    Kwestia aneksu z pewnością należy do takich tematów. Tymczasem, z jednej strony mamy milczenie "niezależnych" żurnalistów (co doskonale ukazuje obecność autocenzury), z drugiej, przeświadczenie, że podejmowanie tej sprawy przed wyborami jest czymś zgoła niewłaściwym, a nawet szkodliwym dla PiS-u.
    W tekście, tylko skrótowo, próbowałem rozprawić się z taką sofistyką, ale wiem, że to ona zatryumfuje. Jest łatwa, powszechna i rozgrzeszająca z samodzielnego myślenia.

    Pozdrawiam Pana

    OdpowiedzUsuń
  8. Panie Aleksandrze,

    Tytułowy "ANEKS" i wynikające z tchórzostwa, kunktatorstwa lub oportunizmu "problemy" z jego publikacją, stają się dla mnie, w jakiejś mierze, odzwierciedleniem "przezwyciężania komunizmu" w III RP.

    Pozwoli Pan, że zamiast własnych wywodów przytoczę słowa największego współczesnego pisarza polskiego, który o komunizmie wiedział wszystko.

    = = = = = = = = = = = = = = = =


    "Neapol, 18 marca [1993 roku]

    Ostatnio miewam pokusę sparafrazowania admirała [Cagni, "Książę Niezłomny", 1956] w taki mniej więcej sposób:

    Jeśli nie przestaniecie wciągać mnie w rozmowy i dyskusje o komunizmie, ucieknę natychmiast i zatrzasnę za sobą drzwi. Przez pół przeszło wieku patrzyłem na komunizm i walczyłem z nim, jak umiałem. Dosyć.

    Potem przychodzi chwila refleksji, a raczej opamiętania. Został pokonany, podobno leży w gruzach, ale czy pora na "uroczysty bankiet" (triumfalny), czy wolno wypalić go gorącym żelazem z pamięci i z myśli? Wiem dobrze, że nie. Skonał niby, a przecież daje znaki życia [].Jest po jakiemuś nieśmiertelny, jest smokiem, któremu wciąż odrasta odrąbany ogon.

    [...]

    Komunizm (i w ogóle totalitaryzm) wydobył tylko na powierzchnię z sekretnych, głęboko ukrytych zakamarków czowieka to wszystko, co w szczególnych okolicznościach może go uczynić podłym i okrutnym; "wnosi więc do naszej wiedzy o człowieku" świadomość, że taka sfera istnieje i że zdruzgotanie wszelkich hamulców moralnych jest wyobrażalne, gdy zaczajone w duszy ludzkiej siły zła dochodzą do głosu w "ideologicznej" aureoli nowych "praw". Znamienne, że o "innym człowieku" najwięcej uczą nas kataklizmy. Defoe opisał zdegradowane społeczeństwo dżumy londyńskiej z 1665 roku; Camus posłużył się dżumą jako metaforą ludzkiego upadku, z którym usiłuja walczyć dwie świętości: chrześcijańska i laicka; ja, pisząc opowiadanie Dżuma w Neapolu, miałem przed oczami stan wojenny w Polsce. Komunizm jest owocem i wyrazem społecznej, politycznej i duchowej dżumy.

    W roku 1920 Bertrand Russell pojechał do Rosji na miesiąc zaledwie, a jego mała książeczka, napisana zaraz po powrocie, The Practice and Theory of Bolshevism, jest wznawiana do dzisiaj, bez skreślenia, czy dodania choćby jednego słowa. Co w ciągu miesiąca zauważył, w przeciwieństwie do rosnącej wciąż sfery "entuzjastów", którzy na wyścigi pielgrzymowali do "ojczyzny proletariatu światowego"? Zauważył wcześnie i szybko istotę rzeczy. "Zło bolszewizmu polega na tym, że jego źródła tkwią w nieszczęściu ludzkim".

    22 marca

    Największą zbrodnią komunizmu wobec człowieka jest pozbawienie go godności. Ściślej, zmuszenie go, by sam wyzbył się godności w drodze pseudoreligijnego zaczadzenia i przebiegłego poniżenia".

    Gustaw Herling-Grudziński Dziennik pisany nocą Tom 3, 1993-2000.


    = = = = = = = = = = = = = = = =

    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń

  9. "Oni nienawidzą nas dlatego, że jesteśmy Polakami, że chcemy być wierni naszej tradycji, że czcimy polskich bohaterów i odrzucamy podległość wobec obcych. To wystarczy."

    A. Ścios - w odpowiedzi p. Janowi Kowalskiemu.

    OdpowiedzUsuń
  10. Pani Urszulo,

    Dziękuję za te wyśmienite cytaty. Odpowiem słowami Józefa Mackiewicza -pisarza, który równie dobrze, jak Herling-Grudziński rozumiał, czym jest komunizm. Cytowałem je w tekście opublikowanym w "Gazecie Polskiej"- "WIDMO "CZARNEGO SUFITU":
    "My musimy komunizm wyniszczyć, wyplenić, wystrzelać! Żadnych względów, żadnego kompromisu! Nie możemy im dawać forów, nie możemy stwarzać takich warunków walki, które z góry przesądzają na naszą niekorzyść. Musimy zastosować ten sam żelazno-konsekwentny system. A tym bardziej posiadamy ku temu prawo, ponieważ jesteśmy nie stroną zaczepną, a obronną!".

    To jest prawdziwa i jedynie skuteczna taktyka postępowania wobec komunizmu. I wobec tych, którzy tkwią w nim mentalnie lub są zniewoleni więzami własnych życiorysów, poglądów,własnego zaprzaństwa. Na tym też polega antykomunizm - postawa całkowicie nieznana współczesnym Polakom i tym, którzy mienią się opozycją.


    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  11. Panie Aleksandrze,

    Doskonale pamiętam zarówno "WIDMO CZARNEGO SUFITU", jak i ten - chyba najmocniejszy? - cytat, z "Drogi donikąd" Józefa Mackiewicza. Pamiętam też odzew rozmaitych funkcjonariuszy medialnych. Dlatego aż musiałam sprawdzić, kiedy to "Gazeta Polska" ośmieliła się Panu opublikować tak "obrazoburczy" :) tekst.

    http://cogito.salon24.pl/297734,widmo-czarnego-sufitu

    Jasne! W kwietniu 2011, w pierwszą rocznicę zamachu smoleńskiego.

    Obawiam się, że dzisiaj, w dobie "jednoczenia społeczeństwa", głoszonego przez prezydenta Dudę, "zasypywania rowów" i ogólnego "kochajmy się", byłoby to absolutnie niemożliwe. :)

    Bez względu na to, że resortowe dzieci - trzecie pokolenie bolszewickiej zarazy, jak i nazi-córki i nazi-synowie - najchętniej by nas wszystkich powyrzynali. Za to tylko, że jesteśmy Polakami, że chcemy być wierni naszej tradycji, że czcimy polskich bohaterów i odrzucamy podległość wobec obcych. (A.Ś)

    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  12. Taka myśl mnie naszła podczas czytania pani Urszuli.
    Otóż w polskich realiach punkt zaczepienia do skutecznego zwalczania zarodków i toksyn komunizmu musi być umiejscowiony w stanie ducha hierarchii kościelnej.
    Wiemy , że Vat .II nie ośmieliło się potępić tej ludobójczej ideologii co sprawia , że obecny Kościół ciężko choruje. A chory człowiek jest ciężarem, podczas gdy oczekuje się iż powinien być oparciem . Polski Episkopat wprost musi dokonać oficjalnego, uroczystego potępienia komunizmu, jako chyba pierwszy w świecie . To będzie , może dla niektórych ale nie dla mnie , paradoksalnie , ta osławiona iskra miłosierdzia , która uratuje świat.
    Bo nazwania zła złem to początek diagnozy dającej szanse na uleczenie sepsy trawiącej obecny Kościół pielgrzymujący.
    Prof Jaroszyński uczy , że herezja krzyżactwa , nigdy nie potępiona przez Urząd Nauczycielski , zmutowała do nazizmu/hitleryzmu. Stan obecny niemieckiego Kościoła czy raczej Kościoła w Niemczech wprost prowadzący do schizmy , wydaje się być naglącym wezwaniem do naprawienia i tego zaniedbania.
    Strach pomyśleć do czego jeszcze , oprócz dotychczasowych dziesiątek milionów ofiar ,doprowadzić mogą w skali globalnej dalsze umizgi ( a te są faktem !) do prawdziwie apokaliptycznego , komunistycznego , o wciąz odrastających mordach, czerwonego potwora.

    O, tak właśnie myślę .

    OdpowiedzUsuń
  13. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  14. Pisze Pan o p.Komorowskim : "Tak nie zachowuje się człowiek, stojący przed groźbą rozliczeń i demaskacji. A jeśli za tą decyzją stoją mętne kalkulacje ..." - także obawiam się, ze takowe kalkulacje on ma ...a co, jeśli ogłoszą stan klęski żywiołowej na terenie całego kraju i odsuną wybory o 90 dni ?
    Nie mam pewności, czy nasze wsparcie osłoni Prezydenta.
    Po wtóre /wiem, drobiazg, czepiam się - ale jestem baba/ - nie życzę sobie, żeby moje podatki szły jeszcze przez rok na utrzymanie mieszkania b. prezydenta.

    OdpowiedzUsuń
  15. Nie ma żadnych sensownych względów przemawiających za wstrzymywaniem publikacji Aneksu.

    Właśnie teraz, kiedy aparat polityczny u aparat władzy rozspajają się, antagonizują wewnetrznie, jest najlepszy czas na publikację. Publikacja Aneksu spowoduje lawinę: pytań, protestów, ale i dochodzeń, postępowań karnych.

    Kwestia My albo Oni jest fundamentalna. I podobna do wyboru My albo Oni w kwestii rosyjskiej. Nie ma pokojowej, a zapewne również bezkrwawej drogi do usunięcia "onych": apatrydów, towarzyszy Szmaciaków, Maczugów, Buców i Rurek.

    Jeśli przed publikacją powstrzymuje prezydenta obawa, że powtórzy się 4 czerwca 1992 roku (bo zbuntuje się aparat), to powinien natychmiast wymienić głównodowodzącego, sztab generalny, i Aneks ogłosić, a garnizony postawić na nogi.

    Dochodzimy do momentu zwrotnego w historii. W maju przyszłego roku będziemy świętować 90 rocznicę przewrotu majowego, który zażegnał niebezpieczeństwo pogrążenia Polski w chaosie inspirowanym przez zewnętrzną agenturę i wewnętrzną ciasnotę poglądów oraz chęć szybkiego zysku. W roku '89 byliśmy zbyt naiwni (nie, nie byliśmy słabo, choć już podzieleni, z podmienioną "Solidarnością" - ale nie słabi) i krótkowzroczni, aby użyć siły. Trzeba jej użyć, aparat nie odda władzy bez walki.







    OdpowiedzUsuń
  16. Witam. Nie wyobrażam sobie innej opcji,jak opublikowanie Aneksu. Każdy,kto jest za lustracją,powinien i musi docenić wartość zarówno Raportu jak i wartość Aneksu dla procesu odzyskiwania polskiej suwerenności i oczyszczenia z obcych,szczególnie sowieckich,wpływów. To byłby b.dobry sygnał-powiedzmy z okazji mijającej rocznicy 85. urodzin premiera J.Olszewskiego.Termin?- im szybciej tym lepiej,bez czekania na kolejne "wybory".Podobnie uważam w stosunku do wszystkich "zbiorów zastrzeżonych",to jednak-w przeciwieństwie do gotowej treści dokumentu,jakim jest Aneks,praca zapewne długofalowa; jako przeciwnik cenzury z serii "tajne przez poufne" doceniam ośmielający "fortel" anonimizacji, natomiast nie liczę na jakiekolwiek pozytywne reakcje okrągłostołowego systemowego wytworu,jakim jest TK. Stąd dość prosty wniosek,mnie więcej zgodny z opinią pana @PŁ: publikacja Aneksu może być taką iskrą,która wskrzesi tamten bunt,ale bunt bogatszy o wiedzę i doświadczenie,aby zapobiec przekrętom z okrągłostołowej serii. Pozdrowienia.

    OdpowiedzUsuń
  17. OT => BORUSEWICZ

    Panie Aleksandrze, Szanowni Państwo - komentatorzy i czytelnicy "Bezdekretu".

    Od dawna zadaję sobie pytanie, jak jest możliwe, że przez trzydzieści pięć lat utrzymuje się w głównym nurcie politycznym jedna z najbardziej ponurych postaci PRL/III RP, od 10 lat marszałek Senatu RP, Bogdan Borusewicz.

    Dzięki Cenckiewiczowi i Gontarczykowi w 2005 ostatecznie runął mit Lecha Wałęsy - współpracownika bezpieki, TW Bolka. Dlaczego, pomimo od lat wysuwanych najcięższych oskarżeń wobec Borusewicza, ten człowiek nadal pozostaje bezkarną świętą krową?

    Wczoraj na portalu WZZW opublikowano (za portalem blogpress.pl) tekst: "Borusewicz – jak poseł upicki" oraz wstrząsające nagranie z 2011: "Kim jest marszałek Borusewicz?"

    Bardzo gorąco wszystkim polecam, (szczególnie film) i spodziewam się, że znajdą się badacze, którzy zajmą się wyjaśnieniem prawdziwej historii Borusewicza.

    LINKI:

    https://wzzw.wordpress.com/2015/08/24/%E2%96%A0%E2%96%A0-borusewicz-jak-posel-upicki/

    https://www.youtube.com/watch?v=t4B7DgzDxsY

    OdpowiedzUsuń
  18. oj chyba Aneks sie zawieruszył przy przeprowadzce.....
    nowy szef BBN
    "Według informacji, które dostałem formalnie z archiwum – w kancelarii tajnej nie ma aneksu, o który panowie pytają. Nie ma go na terenie Biura Bezpieczeństwa Narodowego. Poinformowałem o tym prezydenta i to wszystko, co w tej sprawie mogę na tę chwilę powiedzieć."

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Komentarz do wywiadu Prof. Cenckiewicza:

      "Ciekawy wywiad z ministrem Pawłem Solochem, szefem BBN, na wpolityce.pl. Wiele wątków godnych osobnego omówienia a może i małej polemiki (np. radość z powodu tego, że w BBN zastano wielu pracowników z czasów Lecha Kaczyńskiego - pytanie w jaki sposób oni przetrwali "miotłę" która czyściła wszystko, co pachnie "kaczyzmem"?)

      Muszę jednak uznać odpowiedź w sprawie aneksu z likwidacji WSI za nieco naiwną, to znaczy obliczoną na to, że my to przyjmiemy bez żadnej uwagi. Otóż aneks nie był - z tego co jest wiadomo - archiwizowany nigdy w kancelarii BBN, tylko w kancelarii tajnej Prezydenta RP, więc mówienie o tym, że aneksu nie ma w BBN pozbawiona jest chyba większego sensu.

      Zabrakło też - zapewne ze względu na nie dociekliwość dziennikarza przeprowadzającego wywiad - pytania o analizę dzienników korespondencyjnych pod kątem informacji o dacie wpłynięcia aneksu do Kancelarii, jego archiwizacji i ewentualnego usunięcia. Gdyby było tak jak mówi Minister, po analizie zapisów kancelaryjnych, można by prześledzić drogę jaką przeszedł aneks, i ewentualnie pomyśleć o odpowiedzialności ludzi, którzy doprowadzili do jego "zagubienia".

      Innymi słowy, bez audytu i analizy, nie da się jednak tego zrobić. O tym ostatnim wspomina zresztą minister Soloch, za którego trzymamy kciuki bo Polsce i ekipie Prezydenta Dudy należy dobrze życzyć!


      https://www.facebook.com/permalink.php?story_fbid=1473662149625892&id=100009463637739

      Usuń
  19. Z FB Michała Rachonia nt. wczorajszego wywiadu K. Gójskiej-Hejke z P. Kukizem:

    "W czasie tego wywiadu nie padła żadna obraźliwa wrzutka, nie ma ani jednego wątku, który nie został dokończony przez Pawła Kukiza. Pytania zadane w czasie odpowiedzi gościa są przyjętą praktyką w rozmowach z politykami, bo na tym polega między innymi doprecyzowywanie wypowiedzi. Bez wątpienia rozmowa stanowi inny standard niż w TVN. Do tej pory, pomimo wielu wizyt w Moniki Olejnik (to wrzutka Pawła Kukiza z tej rozmowy) lider ruchu Kukiz'15 nigdy nie podniósł moim zdaniem arcyważnej sprawy: swojej bliskiej. wieloletniej towarzyskiej znajomości z Jerzym HYBIŃSKIM, funkcjonariuszem Służby Bezpieczeństwa, który zajmował się osłoną procesu toruńskiego. W trakcie tego wywiadu i to bezpośrednio pod wpływem Katarzyny Gójskiej Hejke Paweł Kukiz przyznał się nie tylko do tej znajomości, ale również do tego, że korzysta z informacji płynących od "ludzi służb", aby pozyskać informacje na temat swoich konkurentów politycznych. Wynika to bezpośrednio ze słów Kukiza, jakie ten wypowiedział w programie: "Jeżeli potrzebuję informacji z zakresu funkcjonowania Służby Bezpieczeństwa, czy aby dowiedzieć się na przykład kto w danej opcji politycznej co robił, muszę mieć osobę ze służb, która doskonale zdaje sobie sprawę i wskaże mi - ten był w eSBecji, ten był w ZOMO, ten był w jakiejś tam innej instytucji". W mojej ocenie to zdanie, wypowiedziane przez Pawła Kukiza jest prawdziwym powodem, dla którego chciał z całych sił uniemożliwić emisję tego materiału i jest powodem, dla którego wychodząc ze studia rzucił pod adresem prowadzącej program (tak, mojej żony) obraźliwe słowa."

    https://www.facebook.com/michal.rachon/posts/10206356825613952

    Fragmenty rozmowy:

    "eSBecy w otoczeniu Kukiza"

    https://www.youtube.com/watch?v=w2ljYFuxWRk

    OdpowiedzUsuń
  20. Witam Pana Ściosa i Komentatorów.

    Uważam, że niewykorzystanie aneksu w trakcie kampanii wyborczej byłoby tym bardziej niezrozumiałe, że dostęp do tego dokumentu jest (o ile jest) tylko częściowym wyrównaniem szans w sytuacji, gdy ciągle druga strona ma przewagę w mediach, PKW, sądach itd. Nie tylko niezrozumiałe, ale wręcz karygodne, gdyż oznaczałoby zmarnowanie szansy na rzeczywistą zmianę, która może się szybko nie powtórzyć, być może nigdy. Natomiast jeżeli aneks „zgubił się” – należałoby ten fakt jak najszybciej nagłośnić, łącznie z działaniami zmierzającymi do wyciągnięciem konsekwencji w stosunku do osób odpowiedzialnych, szczególnie do osobnika najbardziej odpowiedzialnego (rzeczywiste ukaranie winnych w obecnej sytuacji byłoby oczywiście mało realne, ale ważne aby podjąć takie działania i je nagłośnić, dotyczy to również innych bezprawnych działań stwierdzonych w Kancelarii Prezydenta). W każdym razie w obu przypadkach - o aneksie lub jego braku – powinno być głośno, i to teraz, przed wyborami. Przesłanką wskazującą że jednak tak się nie stanie jest fakt, iż w poprzedniej kampanii praktycznie nie wykorzystano wiedzy zawartej w samym Raporcie z likwidacji WSI, dostępnym od dawna, a wymagającym tylko szerokiego upowszechnienia. Dokument ten stanowił gotową broń wyborczą, po którą wystarczyło tylko sięgnąć – o czym pisał Pan Aleksander w jednym z wcześniejszych tekstów.

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  21. Myślałem, że ekipa reżimowa będzie bardziej finezyjna w tym aby Aneks do raportu nie trafił do oczu własnych Prezydenta Andrzeja Dudy , a może i do wiadomość publicznej, w wersji jaka istniała za ś.p. prezydenta Lecha Kaczyńskiego.
    Nawet nie zadali sobie trudu aby go fałszować.
    Po prostu go nie oddali... ( ?) !

    Powiem szczerze , że na taką bezczelność nie liczyłem.
    Okazuje się , że ta reżimowa ekipa jest w stanie zrobić największe świństwo ze zdradą , zabójstwami, zamachami, włącznie.
    Zapewne do wyborów parlamentarnych na jesieni Polacy usłyszą i zobaczą jeszcze niejedne świństwo, którego nie powstydziły by się obecne najgorsze reżimy w Afryce czy też bolszewickie lub putinowskie zza wschodniej granicy.

    OdpowiedzUsuń