Nie będziemy razem, bo nie ma przyzwolenia na zdradę o świcie i na fałsz przekraczający ludzką miarę. Nie możemy być razem, bo nasz gniew jest dziś bezsilny, gdy zabrano nam tylu niezastąpionych. Nigdy nie będziemy razem, bo pamiętamy - kto siał nienawiść i chciał zebrać jej żniwo.

sobota, 13 września 2014

NUDIS VERBIS – 1 Diagnoza


Żadnej współpracy z bolszewikami! Zasadą polskiej polityki zagranicznej winno być szukanie przeciwko Niemcom sprzymierzeńców na zachodzie, nigdy na wschodzie, W praktyce międzynarodowej nie ceni się przyjaciół całkowicie oddanych. […] Niemcy są naszym wrogiem zewnętrznym, bolszewicy i zewnętrznym, i wewnętrznym. Niemcy wojnę przegrali, bolszewicy ją wygrywają. Niemcy odchodzą, bolszewicy przychodzą” – pisał  Józef Mackiewicz w roku 1944, w wydawanym przez siebie piśmie „Alarm”.  
Jak dalece poglądy pisarza na sprawy polskie różniły się od opinii „autorytetów konspiracyjnych”, wyjaśniał Mackiewicz bez ogródek:
Oto w odróżnieniu od rozpowszechnionego dziś rewizjonizmu w dziedzinie teorii oporu wobec najeźdźcy, rewizjonizmu, który często powołuje się na wzory czeskie, byłem zdecydowanym zwolennikiem zbrojnego, bezkompromisowego przeciwstawiania się Niemcom, ale – jednocześnie – równie zdecydowanym przeciwnikiem wspomagania bolszewików. Przelewanie naszej krwi w walce z Niemcami uważałem za konieczne. Ale przelewanie tej samej krwi dla wspomagania bolszewików i przyśpieszenia zejścia Polski w jarzmo sowieckie – za zbrodnię. […] „Strzelanie do agentów Gestapo to akt samoobrony koniecznej, Wysadzanie pociągów z amunicją przeznaczoną do walki z bolszewikami, to świadectwo niedojrzałości politycznej. […] Podobne hasło uznane zostało przez niektóre „autorytety” konspiracyjne za – niezgodne z interesem Polski. Zważmy, że działo się to w czerwcu, lipcu 1944 r. Gdy klęska Niemiec była rzeczą przesądzoną, Gdy zamiary Sowietów w odniesieniu do Polski stały się już od dawna jawne i nie podlegające żadnej dyskusji!”
Sięgam po teksty Mackiewicza z „NUDIS VERBIS”, ponieważ nie ma w polskiej literaturze politycznej rzeczy równie uniwersalnych dla opisania naszej obecnej sytuacji. O doniosłości tekstów pisarza świadczą nie tylko miara historycznej weryfikacji i sprawdzalności jego prognoz politycznych, ale nienawiść, z jaką dwa bliźniacze twory: PRL i III RP, traktowały i traktują spuściznę Mackiewicza. Żaden inny pisarz nie został skazany na tak długoletnie zapomnienie i marginalizację, jak człowiek, który miał odwagę udzielać Polakom „artystycznej i publicystycznej lekcji antykomunizmu” (Jacek Trznadel).
Za tę lekcję, był równie często ignorowany przez „autorytety konspiracyjne”, jak zwalczany przez zaczadzonych komunizmem pseudointelektualistów oraz krytykowany przez małych demiurgów, którzy, jak red. Skwieciński dowodzili, iż „antykomunizm zawiódł Mackiewicza na manowce intelektualne”. Daj Boże, byśmy wszyscy znaleźli się na takich „manowcach”.
Gdzie przebiega analogia, między powojennymi diagnozami pisarza, a naszą współczesnością i co wspólnego z obecnym położeniem Polski może mieć opis realiów sprzed 60 lat ?
„Gdybym miał w obrazie odmalować ówczesną tragedię polityczną Kraju, przedstawiłbym naród w postaci pochodu, który z pieśnią na ustach, na przemian męczeńską i triumfalną, gnany jest przez siepaczy hitlerowskich w przepaść bolszewicką, a po bokach kroczące szpalery „autorytetów” konspiracji, pilnujących z pistoletami w garści, aby nikt z tego pochodu się nie wyłamał, nikt nie próbował zawrócić czy innych przed przepaścią nie ostrzegł.” – pisał Mackiewicz.
Jakkolwiek „siepaczy hitlerowskich” zastępują dziś szacowni politycy niemieccy, z pupilką Stasi na czele, a „przepaść bolszewicka” ma być zaledwie koleiną, wytyczoną politycznym „georealizmem” – obraz nakreślony przez pisarza powinien przerażać swoją aktualnością.
Wojna na Ukrainie przypomniała z całą bezwzględnością, że dwa żywioły: rosyjski i niemiecki, nigdy nie pogodzą się z istnieniem Rzeczpospolitej. Nawet obecne państwo, powstałe na fundamentach „Polski Ludowej”, jest nie do zaakceptowania dla naszych odwiecznych wrogów.
Ukraina jest zaledwie etapem, „polem doświadczalnym” nowego sojuszu Moskwy i Berlina. Akta niemieckich polityków, zgromadzone w archiwach Łubianki, dają pewność, że sojusz ten przetrwa każdą próbę. Putin doskonale odrobił lekcję najnowszej historii i zrozumiał, że nadrzędnym celem społeczeństw „wolnego świata” nie jest prawda historyczna bądź racje moralne, ale dobrobyt i spokój – i za obie te wartości gotowe są zapłacić każdą cenę.
Realizowany od siedmiu lat plan wasalizacji Polski, wkracza obecnie w kolejną fazę, w której Rosja i Niemcy mogą liczyć na wsparcie eurołajdaków i pełną współpracę ze strony „elit” III RP. Projekt Prusy Wschodnie – utrzymywania za wszelką cenę otwartej granicy z Kaliningradem, jest symbolem trwałości nowego przymierza i już dziś prowadzi do reaktywacji historycznych demonów. Z kolei, „awans” udzielony jednemu z wysokich przedstawicieli reżimu dowodzi, że cały aparat unijny zostanie zaangażowany w utrwalenie obecnego status quo  i będzie zabiegał o utrzymanie Polski w orbicie Moskwy i Berlina.
W ostatnich latach przynajmniej kilkakrotnie mogliśmy dostrzec prawdziwe intencje „wolnego świata”. Entuzjazm, z jakim na Zachodzie powitano zwycięstwo wyborcze Platformy, w roku 2007 i 2011, nie wypływał przecież z troski o polskie sprawy i nie był efektem wysokiej oceny przymiotów politycznych i intelektualnych przedstawicieli rządu Tuska. Podkreślano przede wszystkim, że pragmatyzm nowej władzy pozwoli poprawić relacje z Rosją i wygasić „polską rusofobię”. To dlatego, natychmiast po tragedii smoleńskiej pojawiły się na Zachodzie głosy nawołujące do pojednania polsko-rosyjskiego, zaś niemieckie media nie ukrywały, że „napięcia pomiędzy Polską a Rosją oznaczają dla Berlina kłopoty”.  Życzliwość komisarzy i polityków Zachodu, a w szczególności serdeczności Angeli Merkel, mają bardzo konkretny wymiar. W równym stopniu dotyczy on świadomości, że reżim III RP jest tworem wyjątkowo słabym i podatnym na unijne naciski, jak przekonania, że nie będzie on przeciwstawiał się Rosji ani tworzył przeszkód w realizacji polityki pojałtańskiej.
Warto sobie uświadomić, że po roku 1939, 1945 i 1989, kolejna data w polskiej historii nie przyniesie przełomu w łańcuchu dyplomatycznych draństw, zdrady i zawiedzionych nadziei. Żadna z „zachodnich demokracji” nie będzie umierać za Polskę, tak jak dziś nikt nie chce nadstawiać głowy za wolną Ukrainę.
Byłoby fatalnie, gdyby Polacy odrzucili tę lekcję historii.
Zbyt łatwo zapomnieliśmy, że postawę Zachodu wobec Sowietów/Rosji wyznaczyły słowa Churchilla o gotowości „sprzymierzenia się z diabłem, żeby tylko wypędzić szatana”. Tym diabłem był wówczas Stalin, mający obronić Europę przez Hitlerem-szatanem. Gdy „diabeł” wykrwawił „szatana” na ziemiach oddalonych od europejskich stolic, przyjęto dogmat, iż każdy, kto występuje przeciwko diabłu, będzie odtąd wrogiem cywilizowanej Europy. Rok 1989 i propagandowe ogłoszenie „upadku komunizmu” stanowił naturalną kontynuację tej mitologicznej postawy wobec „diabła”. Jego przejście na „stronę światłości” powitano jako ostateczne zwycięstwo nad szatanem totalitaryzmu i konsekwencję wspólnej walki z demonem – Hitlerem. Przyczyną tej zbiorowej mistyfikacji była m.in. konieczność moralnego usprawiedliwienia sojuszu z międzynarodowym komunizmem. Bez tego usprawiedliwienia, ideowa wykładnia wojny z Hitlerem, nie byłaby możliwa, albo co najmniej utrudniona. Dzięki niej, dokonano rozgrzeszenia hańby „ładu jałtańskiego”, zaaprobowano farsę procesu w Norymberdze i zapomniano komunistom zbrodnie ludobójstwa, przy których bledną wyczyny Hitlera.
W jednej, wielkiej tragedii Polski zawarły się trzy klęski: klęska militarna, klęska polityczna i klęska moralna. Przyczyny pierwszych dwóch omówione były dokładnie i są nadal dyskutowane z niewątpliwym pożytkiem dla naszej przyszłości. Klęska moralna kraju wydaje się wszakże najbardziej zasadnicza. Widmo "radzieckiej" Polski, nie tylko w jej sowieckiej formie i zewnętrznych granicach, ale wewnętrznej treści, straszne widmo sparaliżowanego bolszewizmem narodu stoi u progu” – ostrzegał Mackiewicz w roku 1944. Niewielu wówczas rozumiało to niebezpieczeństwo, a jeszcze mniej potrafiło ocenić rozmiar owej „moralnej klęski” – skutkami przewyższającej wszystko, czego dokonał niemiecki faszyzm. Dopiero z perspektywy półwiecza okupacji sowieckiej i społecznych następstw 25 lat istnienia hybrydy PRL-u, można dostrzec trafność refleksji Mackiewicza, ale też przeprowadzić istotną gradację zagrożeń. 
Gdyby ktoś zdobył się na wywód z historii alternatywnej i wykazał - jak wyglądałby nasz świat bez "czynnika rosyjskiego", zrozumiałby, jak prawdziwe były słowa Józefa Mackiewicza zapisane w „Zwycięstwie prowokacji”: "Katastrofa, to nie śmierć połowy ludzkości w wojnie atomowej. Katastrofa, to życie całej ludzkości pod panowaniem ustroju komunistycznego" - przy czym określenie "ustrój komunistyczny" bez wątpienia wolno dziś zastąpić "rosyjskim mirem", narzuconym światu przez kremlowskich bandytów.
Ponieważ Europa jest zbiorowiskiem społeczeństw wyjątkowo prymitywnych i słabych, nie ma innych możliwości zrzucenia "ładu jałtańskiego", jak poprzez wydarzenie podobnej miary, jak to, które ten ład stworzyło. Rosja, przy wsparciu Niemiec, musi więc wywołać totalną zawieruchę … a następnie zniknąć z mapy świata. To państwo nie jest zdolne do pokojowej egzystencji i nie powinno znajdować miejsca wśród cywilizowanych narodów. Dopiero dzień upadku Rosji, będzie prawdziwym triumfem wolności.
Nim to nastąpi, trzeba, byśmy potrafili pokonać jeden z najgorszych mitów pustoszących nasze myślenie o polskiej racji stanu: przekonanie, że bezpieczeństwo naszego kraju opiera się na sojuszu z państwami europejskimi i musi być wynikiem wypracowania georealitycznego konsensusu między Rosją, a Niemcami. To rozumowanie doprowadziło Polaków do zguby w wieku XVIII, zdecydowało o narzuceniu okupacji sowieckiej w roku 1945 i do dziś niweczy wszelkie próby wybicia na Niepodległość.     
Józef Mackiewicz pisał wprost o „zaślepieniu społeczeństwa, zaślepieniu w trzech kardynalnych błędach: 1) bezkrytycznym optymizmie (nazywało się „podnoszeniem na duchu”), 2) omnipotencji Anglii i jej bezwarunkowo dobrej woli, 3) usypianiu niebezpieczeństwa sowieckiego”.
Ówczesne „autorytety konspiracyjne” zgrzytały zębami, gdy pisarz przywoływał słowa Józefa Goebbelsa, który twierdził, że: „1) Polskę czeka marny los na wypadek zwycięstwa aliantów, 2) Anglia okaże się w rezultacie słaba i Polskę sprzeda, 3) bolszewicy Polskę zabiorą i zrobią z niej 17 republikę.”
Wprawdzie historia przyznała rację Mackiewiczowi i obnażyła cynizm i nielojalność aliantów, to przecież pisarza skazano na zapomnienie i marginalizację. Tryumf zaś święcą mitomani, deliberujący o „zwycięstwie Polski w II wojnie światowej” oraz umacnianiu sojuszu z państwami Zachodu. Niezależnie – czy mówią dziś o „zakopywaniu Polski aż po sam czubek głowy, razem z tym czakiem ułańskim, razem z czapką krakuską”, czy postulują „pogłębianie integracji europejskiej i budowanie polskiej pozycji w Unii Europejskiej” – reprezentują tę samą sektę utopistów i mistyfikatorów, którzy od dziesiątków lat niszczą nasze marzenia o niepodległości.
Trzeba wielkiego zaślepienia, by po doświadczeniach zaborów, wojen i 50-letniej okupacji - nie dostrzec klęski podobnych koncepcji.
Ich twórcy, nie tylko nie wierzą w potencjał Polaków i możliwość zbudowania silnej państwowości, ale porażeni własną niemocą, uczynili z naszego położenia geograficznego, najtrwalsze kajdany. Bo jeśli nie „współpraca” z Rosją, to wizja ekonomicznej kolonii niemieckiej. Jeśli nie "zbliżenie" z Zachodem, to moskiewski jasyr. 
Przekleństwo georealizmu będzie nam ciążyć tak długo, jak długo dajemy wiarę, że Polska musi być proniemiecka bądź prorosyjska. Albo nie istnieć w ogóle.


cdn.

25 komentarzy:

  1. GEOREALIZM, CZY MOŻE WYGODNE ALIBI?

    Panie Aleksandrze,

    Świat? Europa? Przecież nic nie jest im bardziej na rękę od państwa z pozorami niepodległości, ale bezwzględnie, niemal przez 30 lat, podporządkowanego obcej polityce. Które "zrestytuowało się" na mocy największego kłamstwa w historii: wszechświatowego mitu obalenia komunizmu!

    Przecież za coś/po coś mały krętacz z Sopotu otrzymał jedno z najwyższych stanowisk w potiomkinowskiej administracji unijnej? I tak wiadomo kto naprawdę rządzi, a Polska ma się nie burzyć, nie naruszać "odwiecznych" układów jałtańskich, tylko dostarczać taniej siły roboczej i być rynkiem zbytu na "zachodnie" towary III kategorii.

    "Polscy przywódcy" z III RP to nie utopiści, ani ludzie zaślepieni - taką alternatywą tylko ich Pan zaszczyca. To pospolici zdrajcy, tchórze, na których są zapisy w teczkach - lub płatni jurgieltnicy. Zresztą po 75 latach komunistycznej tresury dochowaliśmy się i takich, których nawet kupować ani szantażować papierami nie trzeba. "Z serca" służą! To ci z trzeciego pokolenia powojennych "rodów" komunistycznych. Towarzystwo mięszane: żydokomuna + szczeropolscy patrioci, którzy jak "tory grandee" bredzą o rosyjskiej duszy i braciach Słowianach. To też już zresztą było, wieki temu. Nawet wieszcz największy "towiańskim odchyleniem" splamiony!

    Służalcy, którzy przyuczyli się przez trzy pokolenia, a licząc zabory - przez dziesiątki pokoleń, wisieć u pańskiej klamki, nawet sobie nie wyobrażają - nie mają pojęcia, co to jest jest prawdziwa niepodległość. Taka jak we Francji, Anglii, Hiszpanii... I że czym innym są przemijające uwarunkowania polityczne, takie czy inne (czasowe) sojusze dla dobra własnego państwa, a czym innym poddańcza "suwerenna demokracja", zaspokajająca potrzeby obcego suwerena.

    Bo to tak wygląda, jakby Polski nie było, Polaków nie było... Jakby ziemi nawet nie było polskiej i tylko trzeba było wszystko pokazywać, bo wszystkiego zostało na okaz, po trochu; ... pokazywać, jakby srebra stołowe w zastawie, pokazywać, jakby kartki i karteczki zastawnicze - i kryć się, i udawać, i udawać.

    A Polska jest [naszej] duszy własnością i tęsknotą!



    Pozdrawiam serdecznie i dziękuję za I część cyklu niepodległościowego :)


    PS. Czy nie przecenia Pan red. S.? Jaki tam z niego "mały demiurg"? To swoj czeławiek: były korespondent "Rz" w Moskwie, a przedtem prezes PAP. "Intelektualne manowce", na które jakoby zawiódł Mackiewicza jego antykomunizm, świadczą o doskonałym opanowaniu ruskiej nowomowy przez towarzysza redaktora.

    OdpowiedzUsuń
  2. PS.

    Ci od zakopywania (na metr w głąb?) krakusek i czak ułańskich*, ci od Polski - kamieni kupy** - to odszczepieńcy, dla których "polskość to nienormalność", pozerzy udający mitycznych, nieistniejących "Europejczyków" - podczas gdy w głębi duszy są najczystszymi Azjatami. Jak farbowany hrabia z Budy Ruskiej, o manierach niepiśmiennego parobka, jak wyrodny prawnuk wielkiego pisarza mający "ambaras z polskością". Jak ta cała zbieranina "przyjezdnych" lub "powracających z wielkiego świata" chamów i prymitywów - stających się tu bonzami od "dyplomacji", "finansów" lub europosłami - także "opozycyjnymi".

    Dla nich wszystkich oraz dla obłąkanych sowietikusów, którzy na podobne (sobie?) indywidua od trzydziestu lat głosują - ode mnie: arcywiązanka inwektyw skomponowana przez IV wieszcza:


    Warchoły, to wy! - Wy, co liżecie obcych wrogów podłoże, czołgacie się u obcych rządów i całujecie najeźdźcom łapy, uznając w nich prawowitych wam królów. Wy hołota, którzy nie czuliście dumy nigdy, chyba wobec biedy i nędzy, której nieszczęście potrącaliście sytym brzuchem bezczelników i pięścią sługi. Wy lokaje i fagasy cudzego pyszalstwa, którzy wyciągacie dłoń chciwą po pieniądze - po łupież pieniężną, zdartą z tej ziemi, której złoto i miód należy jej samej i nie wolno ich grabić. Warchoły, to wy, co się nie czujecie Polską i żywym poddaństwa i niewoli protestem. Wy sługi! Drzyjcie, bo wy będziecie nasze sługi i wy będziecie psy, zaprzęgnięte do naszego rydwanu, i zginiecie! I pokryje waszą podłość niepamięć!

    WYSPIAŃSKI "Wyzwolenie"


    __________________________________________

    * Poseł Bronisław Komorowski

    "Proszę państwa, jest moim marzeniem, bo uważam - tak ja widzę interes państwa polskiego i narodu polskiego - że im głębiej się zakopiemy w integrację europejską, tym bardziej będziemy bezpieczni w sytuacji świata, który się zmienia. Wszyscy wiemy, że na Zachodzie było lepiej niż na Wschodzie. Jak ktoś z Polski wiał, to zawsze na Zachód, a nie na Wschód. Jak wiemy, to wyciągnijmy z tego wnioski. (Oklaski) Wyciągnijmy wnioski. Czas zdjąć nogę z hamulca, nie blokować procesu integracji europejskiej, przyspieszać - bo to leży w naszym, polskim interesie. (Oklaski)

    I powiem państwu tak, powiem w ten sposób: że w polskim interesie leży, żeby w wyniku współdziałania różnych i bardzo różnych sił politycznych w tej Unii Europejskiej zakopać Polskę aż po sam czubek głowy, zakopać razem z tym czakiem ułańskim, razem z czapką krakuską, z - kiedyś, swego czasu padło takie stwierdzenie - jedwabnym kapeluszem, a nawet z tymi moherowymi beretami też - też, a może przede wszystkim. (Oklaski)"

    http://orka2.sejm.gov.pl/Debata5.nsf/main/5F595289


    ** Min. SW Bartłomiej Sienkiewicz

    W odpowiedzi na pytanie, czy jego pradziadek Henryk Sienkiewicz zaważył na jego życiowych wyborach:

    " - zaważył w tym sensie, że stał się figurą pewnego rozumienia polskości, osobiście mi obcego, dosyć prymitywnego rozumienia."

    Wikicytaty

    OdpowiedzUsuń
  3. "Dekomunizacja to droga do zniszczenia demokracji. To bolszewizm."

    Powiedział bolszewik, lepiej: wzorzec bolszewika - nazwisko (dla mnie) niewymawialne.

    I zamiast gadzinę po prostu wyśmiać, wszyscy niedokomunizowani (?) "nasi" - analizują, ochają, achają, popularyzują. Dzięki temu podtrzymują zmurszały mit bywszego awtoritieta, co to i Kiszczaka do bandy "ludzi honoru" przyjął i Urbana i Olka K., który znów upija się jak nastojaszczij komunist - czyżby do krajowej polityki wracał?

    A wszyscy razem czapkują Putinowi, który - czego jestem pewna - ma ich wszystkich w głębokiej pogardzie. Choć sam też bolszewicki bandzior! Ciekawe, że jego bolszewizm nigdy "wzorcowi" nie przeszkadzał w otaczaniu tow. P czcią wiernopoddańczą.

    http://telewizjarepublika.pl/michnik-w-wywiadzie-dla-wlasnej-gazety-dekomunizacja-to-droga-do-zniszczenia-demokracji-to-bolszewizm,11516.html

    OdpowiedzUsuń
  4. Pani Urszulo,

    Jak zapewne Pani zauważyła, w tym tekście nie próbuję oceniać poszczególnych postaw tzw. georealistów. Nie obchodzą mnie przyczyny, dla których BK, DT czy JK są zwolennikami "integracji" z krajami Unii Europejskiej lub we współdziałaniu z przywódcami Europy upatrują przyszłość naszego kraju.
    Ewentualne różnice i niuanse, nie mają tu większego znaczenia. Kto wierzy, że w 1989 (czy chwilę później) skończył się komunizm, zaś III RP jest wolnym i demokratycznym bytem państwowym, na miarę polskich dążeń i aspiracji - należy do owej sekty utopistów i mistyfikatorów, którzy od dziesiątków lat niszczą nasze marzenia o niepodległości.
    Ponieważ od roku 1944 nie objawił się żaden polityk na miarę męża stanu, dzisiejsze "koncepcje geopolityczne" oraz wizje polityki zagranicznej, generują wszelkie błędy i mity nagromadzone przez dziesięciolecia.
    Przyjmuję to jako fakt. Choć w kategorii dopustu Bożego.
    Na czym polega różnica, miedzy politykiem-georealistą, a polskim mężem stanu, spróbuję zobrazować, przypominając mało znane wydarzenie z okresu dwudziestolecia międzywojennego.
    Warto je ocenić w kontekście dzisiejszych zachowań Rosji, reakcji tzw. przywódców unijnych oraz aktywności ludzi zwanych polskimi politykami. Również tych z marionetkowej opozycji.
    Myślę, że niewiele osób wie, że na początku roku 1933 Józef Piłsudski zaproponował rządowi francuskiemu wspólną akcję Francji, Polski i Małej Ententy dla zapobieżenia dozbrajaniu się Niemiec. Gdyby światli Europejczycy posłuchali wówczas polskiego Marszałka, oszczędzono by światu najstraszniejszej wojny.
    W książce "The Geneva Racket" z 1941 r., Robert Dell, wieloletni korespondent Manchester Guardian w Genewie podaje, że pierwszym krokiem akcji Piłsudskiego było żądanie, by Liga Narodów zbadała zbrojenia Niemiec na podstawie artykułu 213 Traktatu Wersalskiego,
    Gdyby Hitler odmówił zgody na taką inspekcję ( o czym Piłsudski był przekonany, również za sprawą doniesień polskiego wywiadu) pozostałe kraje miałyby prawo podjąć akcję zbrojną na podstawie Traktatu Wersalskiego i układu haskiego ze stycznia 1930r. Piłsudski proponował, by armie Francji, Polski i Małej Ententy zajęły większą część terytorium niemieckiego: Bawarię,Saksonię, Nadrenię i Prusy Wschodnie.
    Ponieważ w tym czasie Niemcy były niezdolne do stawienia skutecznego oporu, Hitler zostałby z łatwością pokonany, a jego reżim obalony.
    Propozycja wywołała pozytywną reakcję francuskiego sztabu generalnego, została jednak odrzucona przez rząd francuski oraz przez Brytyjczyków.
    Późniejsze działania Piłsudskiego (szczególnie po 6 marca 1933 i polskiej akcji zbrojnej na Westerplatte) również zasługują na ogromne uznanie. Tym większe, że Marszałek miał już świadomość intencji Zachodu i wiedział, że Polska będzie skazana na samotną walkę.
    Spróbujmy sobie odpowiedzieć - czy w realiach III RP moglibyśmy wskazać polityka zdolnego do tak "szalonych" projektów? Który z dzisiejszych "mężów stanu" miałby odwagę wzywać do zbrojnej rozprawy z kremlowskich cherlakiem?

    cdn.

    OdpowiedzUsuń
  5. Odniosę się jeszcze do Pani ostatniego komentarza, w którym trafnie oceniała Pani sens publikowania podobnych wypocin w "naszych" mediach.
    Obawiam się, że tej plagi już się nie pozbędziemy, bo cała (podkreślam) energia owych mediów jest nakierowana na komentowanie tego, co zrobili, napisali i powiedzieli Oni.
    To taka opozycyjność " w kontrakcji" do innych, co oznacza, że bez TVN-ów, Polsatów, ludzi PO i gazet michnikowskich - nie byłoby o czym pisać. Tamci narzucają tematy - my je komentujemy i (a jakże) krytykujemy. Póki ten mechanizm "się kręci", można udanie pozować na niezależność i opozycyjność.
    Przypominałem kiedyś, jak podczas tzw. Kongresu Mediów Niezależnych Krzysztof Czabański zadeklarował: „My chcemy grupować media, które szukają jakiejś prawdy o rzeczywistości, nawet jeżeli się mylą i błądzą”.
    Zadałem wtedy pytanie: skoro media III RP nie przynoszą tej elementarnej prawdy,czy wolno nam korzystać z ich przekazu, a nawet powielać go w tych nielicznych miejscach gdzie istnieje jeszcze wymiana wolnej myśli?
    Gdybyśmy normę prawdy przyjęli jako wyznacznik pracy dziennikarskiej – gdzie usytuować większość publikacji tzw.mainstreamu i wytwory telewizyjnych „gwiazdek”? Przywiązywanie do nich wagi jest równie rozsądne, jak obdarzanie reżimowych polityków przymiotami honoru.
    Gdyby "nasi" publicyści mieli dość rozumu i odrobinę konsekwencji, pierwszym zadaniem "wolnych mediów" byłby postulat odrzucenia przekazu ośrodków propagandy i próba samodzielnej oceny rzeczywistości. To jednak wydaje się za trudne.
    Panowie redaktorzy uważają bowiem, że rzeczą najważniejszą dla Polaków jest poznanie opinii jakiegoś Michnika czy Niesiołowskiego, zaś 1367 opis przymiotów Tuska wzbudza w rodakach silne uczucia patriotyczne i budzi wolę walki. W takim wypadku, mamy najczęściej do czynienia z projekcją własnych zainteresowań panów redaktorów, z różnymi fobiami i kompleksami oraz z wyziewami towarzyskiego "bagienka", w którym wypada bywać i o nim pisać.
    Logiczne pytanie: a co to obchodzi Polaków, w czym poszerza naszą wiedzę o świecie i buduje wolną myśl - pozostałoby pewnie bez odpowiedzi.

    Pozdrawiam Panią serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  6. A. Ścios,

    trudno dodawać do tego jakieś komentarze, bo trafia Pan bardzo blisko środka tarczy.

    Polska potrzebowałaby dziś mentalności ,,łokietkowej" - przeświadczenia o możliwości i zarazem konieczności wywalczenia sobie prawa do życia przede wszystkim w oparciu o własne siły. Tak jak właśnie za króla Władysława Łokietka, w gruncie rzeczy w o wiele gorszej sytuacji (bo wówczas wrogowie ,,ścigali mieczami polskiego króla do samego Krakowa", a dziś nie ma obcych wojsk w kraju). I bez oglądania się na interesy innych państw (Niemiec i Rosji - którym to słusznie przypisał Lech Kaczyński - a nie zawsze zgadzam się ze słowami ś. p. Prezydenta Kaczyńskiego - przeświadczenie podzielane na Zachodzie o jakichś wyjątkowych prawach w stosunkach międzynarodowych. Wstyd powiedzieć, ale jesteśmy dziś w tyle pod względem poczucia niezależności i własnej wartości nawet w stosunku do Ukrainy.

    Wydaje mi się, że wymaga taka sytuacja dwóch rzeczy: zbudowania zdrowej i prostej doktryny dającej Narodowi poczucie wartości samodzielnej, a nie klientelizmu mentalnego w stosunku do różnych form ,,społeczności europejskiej" czy ,,międzynarodowej", oraz TOTALNEJ wymiany prawicowych elit.

    Jeśli Polska upadnie pod naciskiem Rosji i Niemiec w nadchodzących latach, będzie to straszną hańbą dla nas, bo nasze zasoby i możliwości naszych wrogów dziś wcale nie przesądzają takiego finału.

    Pozdrawiam Pana serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  7. Panie Aleksandrze,

    W swoich komentarzach starałam się trzymać realiów III RP, stąd denerwujące także i mnie, odniesienia do ludzi, których nazwał Pan elegancko "georealistami", choć zasługują raczej na miano półświatka politycznego. Dlatego rozumiem, że szukając polskiego męża stanu musiał Pan sięgnąć aż po Piłsudskiego!

    Przyznaję, że i ja z trudem i niechęcią przebijam się przez pusty słowotok o niczym, którym zapchany jest od dawna internet, nieważne "nasz", "wasz", czy międzypłciowy. Podobnie, a właściwie znacznie gorzej wygląda tzw. blogosfera.

    Stąd jedyne wytchnienie daje Pański blog, gdzie można porozmawiać poważnie i poukładać sobie naszą biedną rzeczywistość. A cykl "Nudis Verbis" zapowiada się wyjątkowo interesująco. Dlatego nie pojmuję braku zainteresowania u komentatorów. W końcu ileż, na litość, można pytlować o powstającym rządzie Kopacz (to nawet brzmi jak hipostaza :), czy o tym, na co dzisiaj zezwala (albo nie zezwala) towarzysz Putin, który staje się (przynajmniej w mediach) pępkiem świata i niedługo wszystkie wiadomości będą się zaczynać od tego, co też aktualnie ogłoszono na Kremlu! Zupełnie jakby globalna wioska zamieniła się w globalną Koreę Północną.

    Na świecie dzieje się tak wiele, ale kiedy się czyta media (także zagraniczne) odnosi się wrażenie, że nie dzieje się nic, poza stroszeniem piór i robieniem min przez tych, którzy powinni podejmować decyzje. Stąd wnioskuję, że one już dawno zostały podjęte i chyba istotnie tylko jakieś wydarzenie "wstrząsowe" może nas wyrwać z panującego obłędu.

    Pozdrawiam Pana serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Urszula Domyślna,

      ja sądzę, że komentatorzy myślą, że to jest dopiero pierwsza część - i nie wiedzą, czy można już komentować.

      Za diagnozą muszą nastąpić propozycje leczenia, a to jest szczególnie ciekawe i wszyscy na to czekają....

      pozdrawiam Panią


      Usuń
    2. Oby Pan miał rację, Panie Wojciechu!

      Choć ja skłonna jestem przypuszczać, że w obliczu tak przedstawionej "nagiej prawdy" wielu po prostu spanikowało, albo zareagowało alergicznie (odmawiając przyjęcia do wiadomości) i pochowało się w przytulnych i bezpiecznych zakątkach pół- i ćwierćprawd. :)

      Pozdrawiam serdecznie

      Usuń
  8. Wojciech Miara,

    Zbudowanie "zdrowej i prostej doktryny dającej Narodowi poczucie wartości samodzielnej" (czego bardzo bym sobie życzył) to zadanie dla autentycznych elit. Rozciągnięte na pokolenia.
    W narodzie doświadczonym półwieczem okupacji sowieckiej i dwoma dekadami antypolonizmu, taka doktryna nie powstanie samoistnie. Trzeba ją wypracować; poprzez działania polityczne, publikacje, wzorce, idee.
    Proszę zauważyć, że argument z braku takiej doktryny, dobitnie dowodzi słabości naszych elit. Być może nawet, ich braku.
    Nie ma w przestrzeni publicznej osób ani środowisk, które w sposób spójny i logiczny głosiłyby potrzebę budowania polskiej państwowości w oparciu o własny potencjał. Zawsze gdzieś jest mowa o konieczności respektowania "zasad georealizmu", szukania sojuszy w najbliższym otoczeniu, wspierania na potencjale innych państw lub organizacji.
    Brak wiary we własne siły, tak dalece zatruł nam myślenie o wolnej Polsce, że zarysowane w tym tekście poglądy są (w najlepszym wypadku) traktowane jako utopia, w najgorszym zaś, jako groźny nacjonalizm.
    Trafnie Pan zauważył, że za diagnozą powinny nastąpić propozycje kuracji. Zostaną sformułowane w drugiej części, lecz nie spodziewam się ani entuzjazmu ani zwiększenia zainteresowania tematem.

    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  9. Pani Urszulo,

    Każdy mam prawo do własnych zainteresowań, zatem obszar tematyki blogowej, nie powinien być przez nas oceniany. Piszą, o czym chcą. Mogę jedynie powiedzieć, że od dawna nawet nie próbuję przebijać się przez "pusty słowotok o niczym".
    Pozwolę sobie natomiast zwrócić uwagę, na bardzo niepokojącą tendencję w "naszych" mediach. Szczególnie zaś na portalu niezalezna.pl, który przoduje w dwóch obszarach rosyjskiej dezinformacji. Najpierw, przez wiele miesięcy (wspólnie z ND i "wSieci) ugruntowywał termin "prorosyjscy separatyści", obecnie zaś wpisuje się doskonale w operację "strachy na Lachy".
    To, że straszą nas panowie Koziej, czy Skrzypczak, uważam za oczywiste, są jednak miejsca, w których powinniśmy oczekiwać rzetelnej informacji.
    Prócz niezaleznej, chyba tylko prasa rosyjska zamieszcza obecnie tyle idiotycznych straszaków i dętych opowieści o "projektach Putina" i groźbie wojny atomowej. Tego nie da się wytłumaczyć młodym wiekiem bądź brakiem wiedzy tamtejszych redaktorów. Jest to rzecz bardzo groźna, bo nie tylko dezinformująca czytelnika, ale utrwalająca strach i niewolniczą mentalność.

    Pozdrawiam Panią serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  10. Panie Aleksandrze,

    Ależ naturalnie, mamy prawo nawet do wypisywania bredni - choć, jak się okazuje, lepiej widziane są brednie "po linii" - partii i Belwederu, (bo rządu nie mamy i raczej mieć nie będziemy, chyba że malowany i podrasowany botoksem). Tylko że ja staram się unikać okolic magla (S24, onet, pudelek, TVN, gadzinówka, tabloidy, itp.) i usiłuję czytać tzw. "internet polityczny", gdzie już brednie nie przystoją!

    Propagitka, jaką uprawia niezależna.pl jest tak nachalna i głupia, jak głupie i niedorzeczne jest straszenie Polaków wojną, najlepiej atomową. Bardzo jej w tym pomaga cytowanie "dogłębnych analiz" rozmaitych dysydentów sowieckich, czy ostatnio - rosyjskich. Przyznaję, że zawsze z dużą ostrożnością odnosiłam się do ekspertyz Suworowa, Bukowskiego, nieżyjącego Bieriezowskiego, czy ostatnio - Felsztyńskiego. Zanadto zmieniają się w czasie, aby były wiarygodne. Od przedstawiania FR jako Postsowiecji - bezzębnego tygrysa na papierowych nogach, panowie eksperci płynnie przechodzą do ukazywania Rossiji w groźnej postaci atomowego supermocarstwa, gotującego się do III wojny światowej.

    Może się mylę, ale zanadto mi to wszystko przypomina ... Żyrinowskiego à rebours. :)


    Nie rozumiem dlaczego "nasze" media (Niezależna, wPolityce, TVR, NDz) uprawiają ruską propagandę i bez przerwy nas straszą, już to gazem, już to czyhającą wojną, ale bardzo mi się to nie podoba. Przecież akurat im, "opozycjonistom" nie powinno zależeć na terroryzowaniu i obezwładnianiu strachem swoich czytelników? Czy nie widzą, że napędzają w ten sposób wyborców "spolegliwej" platformie i Belwederowi?

    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  11. Panie Aleksandrze,

    Na portalu TVR przeczytałam wypowiedź dowódcy sił NATO w Europie tak kuriozalną, że postanowiłam przedstawić ją in extenso:


    "Naczelny dowódca sił NATO w Europie, gen. Philip Breedlove powiedział, że wiele wskazuje na to, że Rosja stosuje w Mołdawii elementy strategii wojny hybrydowej. Przypomniał, że dzięki takim działaniom udało się Moskwie oderwać Krym od Ukrainy.

    – Chodzi o zielonych ludzików, których obserwowaliśmy na Krymie, widzieliśmy realizację tej strategii na wschodzie Ukrainy. Zaczynamy dostrzegać to zjawisko w Mołdawii i w Naddniestrzu – powiedział generał Breedlove podczas poniedziałkowej dyskusji w Radzie Atlantyckiej - założonym w 1961 roku think tanku zajmujący się m.in. promowaniem stosunków międzynarodowych w obrębie wspólnoty euroatlantyckiej.

    Naczelny dowódca NATO w Europie powiedział, że Sojusz wie już w jaki sposób Rosja prowadzi wojnę hybrydową. – Dlatego należy opracować strategię powstrzymywania takich działań – podkreślił Breedlove.

    Jednocześnie przypomniał, że NATO musi wypracować także metody postępowania i ewentualnej pomocy dla państw, które nie są członkami Sojuszu.

    – Na razie NATO nie ma określonej strategii postępowania w państwach znajdujących się poza jej strukturami i nie będącymi członkami Federacji Rosyjskiej – dodał.

    http://telewizjarepublika.pl/dowodca-nato-w-europie-w-moldawii-rosja-stosuje-elementy-wojny-hybrydowej,11568.html

    = = = = =

    Nie wiem od kogo pobierał nauki "w temacie Rossija" pan generał Breedlove, ale skłonna jestem przypuszczać, że mógł to być pierwszy żołnierz WSI w NATO - gen. Janusz Bojarski, szef tej formacji w III RP, aktualnie: komendant NATO Defense College.

    Stąd prawdopodobnie luki w wykształceniu dowódcy z USA i odkrywanie rzeczy oczywistych dla każdego po tej stronie Odra River.

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  12. Dlaczego nie komentuje się Ściosa ? Podejrzewam, że wielu , tak jak ja, wpada tu …. Czyta, .. zgadza się z autorem, i dziwą się ze ktoś wyraził to , co oni myślą. Pracuję , po pracy w wolnym czasie … też pracuję . Wpadam do internetu – zaczynam od Ściosa .. i jeszcze kilka stron… I to wszystko na co mam czas. Autor tego bloga wyraża moje myśli, przekonania które gdzieś tam tworzą się w mojej intuicji …. I co ja mam komentować? Nie mam czasu na analizę dokumentów , wypowiedzi …. Szperania po internecie. Ja mu po prostu wierze , zgadzam się z nim …. Przynajmniej w większości poglądów jakie głosi. Cały czas mówimy o chorobie jak toczy Polskę. Czekam na receptę.
    Z innej beczki..
    Powiedziałem sobie kiedyś, że będę popierał PiS przez 3 kadencje, niezależnie jak będzie działać. Teraz psioczę na liderów PiS, bo są bardzo bezbarwni.
    Gdy jednak przyglądam się „liderom” PO, powstającemu rządowi… to czy tam są jakieś wybitne jednostki?... mężowie stanu , liderzy ? Zastanawiam się jak taka banda pół-świadka z kłamczuchą na czele … może nami rządzić. Jeżeli „elitę” PO powołała Kopacz do rządu, to może jednak z PiS-em nie jest tak źle jak myślę.
    Nurtuje mnie jeszcze jedno pytanie – JAK , ze strzępków elit oddanych Najjaśniejszej Rzeczypospolitej, poszczególnych jednostek rozproszonych w całym kraju, ludzi którzy się zdecydowali na „polskość” zebrać, zbudować, stworzyć siłę, która przywróci nam godność , szacunek, respekt i niepodważalne miejsce w środku Europy?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rob Roy,

      Wprawdzie nie powinno się oczekiwać recept od publicystów i blogerów, ale dziękuję Panu za potwierdzenie zgodności ocen.
      Trudno natomiast zgodzić mi się z propozycją stosowania "miary", o której Pan wspomina.
      Już w roku 2008 twierdziłem, że w ostatnim 50 - leciu nie było w Polsce większego zagrożenia niż stwarza zbieranina z PO. Żaden rząd komunistyczny nie poczynił takich spustoszeń, jakich dokonali ci ludzie.
      Nie można ich postaw i zachowań odnosić do polskich powinności lub taką miarą mierzyć obowiązki opozycji. Stwierdzenie, że "z PiS-em nie jest tak źle", wygłoszone w kontekście zachowań PO, świadczyłoby jedynie o mocno "przystosowawczej" mentalności i braku szacunku do Polaków. Trzeba je odwrócić i powiedzieć, że wobec takiej zbieraniny, ta opozycja okazuje się wyjątkowo nieudolna i słaba i nie spełnia naszych oczekiwań.
      Fakt, że moi rodacy godzą się na rządy podobnych miernot, nie może sprawiać, bym uznał to za normę. Nazywanie patologii po imieniu, to jeden z czynników koniecznych do odbudowy polskiej dumy narodowej.

      Pozdrawiam

      Usuń
    2. Panie Aleksandrze
      Dziękuję za odpowiedź i … postawienie mnie do pionu. Trudno się z Panem nie zgodzić. Dziękuję za to łagodnie określenie …o mocno "przystosowawczej" mentalności . Sam Pan widzi że ich propaganda robi swoje … nawet w głowach ludzi oddanych Polsce . Jednych trzeba prostować – innych pozyskiwać dla idei. Ogrom pracy przed Panem, dlatego życzę zdrowia i sił – na miarę potrzeb.
      Pozdrawiam.

      Usuń
  13. Pani Urszulo,

    Rzeczywiście, wypowiedź amerykańskiego generała jest kuriozalna, co najmniej z dwóch powodów.
    To słowa polityka, nie wojskowego stratega. Ten bowiem nie informowałby przeciwnika, że sojusz "nie ma strategii powstrzymywania takich działań", a tym bardziej nie dywagowałby publicznie, że nie wie, co zrobić z wojną toczoną przy granicy z państwami NATO.
    Tzw. wojna hybrydowa nie jest przecież żadną nowością. Nie tylko została dawno zdefiniowana w doktrynie amerykańskiego Departamentu Obrony, ale jest znana z wielu konfliktów, podczas których stosowano akcje partyzanckie i wypady formacji specjalnych korzystających ze wsparcia rozmaitych technologii.
    Wysoki rangą wojskowy, który wyraża zaskoczenie z powodu takiego zjawiska, mocno się kompromituje. Jeśli pan Breedlove nie wie, jak sobie radzić z "ludzikami", niech poczyta opracowania ukraińskich wojskowych, którzy już kilka miesięcy temu wskazywali na słabe punkty ruskiego desantu. Okazało się bowiem, że Rosjanie dysponują tak zaawansowaną techniką, iż nie byli w stanie stłumić sygnału GPS ze zwykłego satelity komercyjnego. Sygnał ten (w sposób całkowicie przypadkowy) na tyle skutecznie zakłócał łączność "zielonych ludzików", że lądowali oni na polach kukurydzy i dostawali się pod ostrzał własnej artylerii.
    Już wówczas stwierdzono, że gdyby NATO wsparło swoją technologią wojska ukraińskie i zakłócało łączność sił rosyjskich, zostałyby one całkowicie sparaliżowane w przeciągu kilku dni.
    Trzeba jedynie nie bać się reakcji Putina i zamiast opowiadać politpoprawne banialuki zachować się jak przystało na żołnierzy.
    Deklaracja Breedlova o braku strategii, na wypadek wojny obok granic NATO, jest jeszcze bardziej kompromitująca. To tak, jakby przyznać się, że wprawdzie mieszkanie zostało zabezpieczone, ale to, co dzieje się pod jego drzwiami, zupełnie nas nie obchodzi.
    Tezy wygłaszane przez tego pana, jeszcze raz potwierdzają, że NATO jest zaledwie pacyfistycznym klubem politycznym i (w obecnym kształcie) nie daje żadnej gwarancji bezpieczeństwa.

    Pozdrawiam Panią

    OdpowiedzUsuń
  14. Panie Aleksandrze,

    Po wczorajszej "zwycięskiej klęsce" Ukraina znika z wszystkich mediów III RP - jakby je włączała i wyłączała jednym przyciskiem jedna ręka.

    W mediach europejskich - podobnie. Znikają triumfalne tytuły, nie pojawia się w zamian żadna kontynuacja, ani refleksja.

    "Ukraine's historic EU deal breaks ties with Moscow"
    "After years of turmoil, Ukraine's EU agreement is a moment of history"

    Problem odfajkowano, niedźwiedzia szczęśliwie ułagodzono, dzisiaj już tylko Szkocja na tapecie.
    Jeszcze może ta sensacja sprzed paru godzin; w końcu 30 mln $ robi wrażenie. Zwłaszcza, że "za Osamę" dawali mniej - 25 mln!

    "Mysterious $30m reward offered for MH17 evidence
    An anonymous investigator offers $30m for indisputable evidence on who shot down Malaysia Airlines flight MH17 as it flew over the Ukraine-Russia border."


    = = = =

    Panie Aleksandrze, czy Doniecka Republika Ludowa i Ługańska Republika Ludowa , które przecież "wywalczyły suwerenność", też są stowarzyszone z Unią Europejską, czy może jednak nie?

    Pozdrawiam Pana


    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. PS. W miarę uczciwą analizę odnalazłam w...Washington Post:

      "Ukraine ratifies association with E.U., grants concessions to rebels"

      Z zastanawiającym zdaniem:

      "Any loss of sovereignty in the east hurts Ukraine’s chances to join NATO — a complication that Russia would welcome."

      ???

      Usuń
    2. Pani Urszulo,

      Gdy myśli się w kategoriach: co powie Rosja - takie opinie nie mogą być zastanawiające.

      Pozdrawiam serdecznie

      Usuń
  15. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń


  16. Wczorajsza wspaniała homilia abp. Marka Jędraszewskiego z Łodzi musi się znaleźć pod tym tekstem, Panie Aleksandrze. Jak zresztą pod każdą z Pańskich stu siedmiu publikacji z tagiem: komunizm.

    https://www.youtube.com/watch?v=wJ4QeX6tjx4

    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  17. OT

    Chyba nam "rozpirzają" TV Republika, Panie Aleksandrze!

    http://niezalezna.pl/59528-zmiany-w-tv-republika-odchodzi-bronislaw-wildstein-nowym-naczelnym-tomasz-terlikowski

    Nowy naczelny, zdecydowanie (po red. Lisie) najobrzydliwszy i najbardziej oślizgły z polskich dziennikarzy, po skutecznym wykończeniu "Frondy" i chrzcie bojowym u ponurego błazna z TVN (z bruderszaftem włącznie) KLIK - rzucił się (rzucono go?) do "ratowania" bardzo dobrze rokującej "naszej" RTV.

    OdpowiedzUsuń
  18. Pani Urszulo,

    Nazywanie "naszą" telewizji, w której pojawiają się twarze komunistycznych funkcjonariuszy, a propagandystów traktuje się z atencją, byłoby chyba przesadą.
    Dzisiejsza decyzja dowodzi, że dobrze zrobili ci, którzy zaoszczędzili sto kilkadziesiąt zł i nie wykupili abonamentu. Trudno byłoby mi wskazać postać bardziej "śliską" niż osoba pana Terlikowskiego.

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  19. Aleksander Ścios

    Bardzo Panu dziękuję za kolejny świetny tekst, który odbieram jakby był skierowany do mnie osobiście. Z niecierpliwością oczekuję kolejnych części. Brak, czy niewielka ilość komentarzy nie oznacza braku zainteresowania czytelników – myślę, że podobnie jak ja, po prostu słuchają z uwagą.

    Kolejny raz dziękuję też za wskazówki z twitterowego marginesu. Na jednym ze wskazanych przez Pana portali rosyjskojęzycznych, podaje się datę 15 października, jako przybliżony czas rosyjskiego ataku. Od połowy października trudniej bowiem toczyć wojnę partyzancką, jest chłodniej, nie da się spać pod chmurką, stąd ruska kalkulacja i oczekiwanie na „generała Mroza”. Tak czy inaczej, czy kolejny atak nastąpi około 15, czy jak twierdzą Izraelczycy, 1 października, lub może konflikt zostanie na jakiś czas zamrożony – maski opadły, sowiecko-wielkoruski, wymachujący atomową maczugą zombie, jest nagi.

    Szkoda mi strasznie tych dzielnych Ukraińców, rozstrzeliwanych, masakrowanych przez ruską artylerię, której mogą przeciwstawić tylko swoją rozpaczliwą odwagę. Szkoda mi i Poroszenki, który za cenę posądzeń o zdradę kupił chwilę wytchnienia dla swoich ludzi, a dziś odwołuje się do ideałów wolności, demokracji i sumienia zachodu i dobija - jak Powstańcy Warszawscy – dajcie nam broń! Szkoda mi też Polaków – mówię o tych bodaj 30% ludzi myślących po polsku – sfrustrowanych, wściekłych i bezsilnych, oczekujących na dźwięk Złotego Rogu, boć przecie Hannibal ante portas.

    Panie Aleksandrze, trzeba działać! Nie czekając na Pańską odpowiedź na pytanie „co robić”, zapytam: czy można wykorzystywać Pańskie teksty i szerzyć „w lud”? Oczywiście ze wskazaniem Autora, tytułów, miejsca publikacji (adresy www) itd. To może głupie, ale poza pracą dla najbliższych - to mogę robić.

    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń