Nie będziemy razem, bo nie ma przyzwolenia na zdradę o świcie i na fałsz przekraczający ludzką miarę. Nie możemy być razem, bo nasz gniew jest dziś bezsilny, gdy zabrano nam tylu niezastąpionych. Nigdy nie będziemy razem, bo pamiętamy - kto siał nienawiść i chciał zebrać jej żniwo.

niedziela, 18 maja 2014

JAK POWSTAWAŁA III RP - TRZY RAZY NIE!


Lokator Belwederu i skupione wokół niego środowiska chcą zafundować Polakom propagandowy spektakl pod hasłem „obchodów dnia wolności 4 czerwca”. W ramach tego spektaklu ośrodki propagandy narzucają nam fałszywą wizję historyczną, w której wysiłek wielu pokoleń Polaków przelewających krew za Niepodległą, zrównuje się z zaprzaństwem grupki przyjaciół Kiszczaka, przelewających z komunistami wódkę w Magdalence.
Obchody tzw. święta wolności oparto na farsie wyborczej z 4 czerwca 1989 roku. W zamyśle propagandystów, ten dzień  ma wyznaczać datę równorzędną lub zastępczą wobec autentycznego Święta Niepodległości.
Z cyklu „Jak powstawała III RP” przypominam dziś kolejny, wyjątkowy tekst z tamtego okresu. Jego autorem jest śp. Sławomir Bugajski – naukowiec, fizyk, po 13 grudnia 1981 współtwórca Konspiracyjnego Komitetu Oporu Uniwersytetu Śląskiego, założyciel Solidarności Walczącej Oddział Katowice, pomysłodawca i redaktor naczelny pism „Wolni i Solidarni” oraz „Podziemny Informator Katowicki”. Jeden z tych, których III RP skazała na zapomnienie.
W czerwcu 1989 r. w Serwisie Agencji Informacyjnej Solidarności Walczącej znalazł się tekst Alfreda B. Gruby (pseudonim S. Bugajskiego) zatytułowany „Trzy razy „NIE”. Z perspektywy 25 lat III RP – tekst ten zadziwia trafnością ocen i przewidywań. Zawiera świadectwo prawdy o genezie obecnego państwa i przynosi wiedzę o wydarzeniach, których sens próbuje się dziś zafałszować. Choć jest to tekst obszerny, szczerze zachęcam do uważnej lektury, a szczególnie, do udostępnienia tego materiału ludziom młodym, nieznającym realiów „transformacji ustrojowej”.



 „TRZY RAZY "NIE!"

Przyjmiemy wszystkie korzyści, które nam
dacie, ale kwitu nie damy. My chcemy Polski
przedrozbiorowej niepodległej. Pójdźcie precz
od nas, jedyne załatwienie sprawy.
(Andrzej Zamoyski w liście do cara, 1863)

1. Muszę krzyczeć.

Jesteśmy zmęczeni i zniechęceni - całe społeczeństwo. Patrzymy bezsilnie, jak się wali wszystko dokoła. Ceny rosną, każdy zastanawia się z trwogą, jak będzie żył za pół roku, za rok, jak będą żyły jego dzieci. Służba zdrowia, komunikacja, budownictwo mieszkaniowe, zaopatrzenie, szkolnictwo, kultura, ochrona środowiska - wszystko w stanie upadku i zacofania. Wszechmocne państwo, które zagarnęło całą gospodarkę i zabiera cały dochód z pracy społeczeństwa, twierdzi, że nie ma pieniędzy. Może to nawet być prawdą, skoro (jak pisze E. Szumiejko w "Gazecie Związkowej", nr 4 z 31 marca 1989) PRL składa roczną daninę w wysokości 5O miliardów dolarów na rzecz "obozu pokoju i socjalizmu".
Żadnej nadziei, tylko ciężka praca i coraz trudniejsza codzienna walka o byt. Zdrowe, normalne społeczeństwo w takiej sytuacji staje do walki, buntuje się, odmawia posłuszeństwa. Jest przecież wiele form cywilnego nieposłuszeństwa i walki z przemocą państwa, wśród nich walka zbrojna jest możliwością skrajną, stosowaną w ostateczności. My jednak wolimy angażować się w "wybory" do PRL-owskiego Sejmu.
Przypominamy wszyscy człowieka chorego na raka. Czuje, że jest z nim źle, staje się nerwowy, chudnie, ma boleści - ale nie chce słyszeć o operacji. Woli udawać, że nic się nie dzieje, woli zaufać znachorom i oszustom niż zaryzykować i wyzdrowieć. Pełne troski rady przyjaciół wprawiają go we wściekłość. Prawda często bywa trudna i przykra, prawda zmusza do działania, a chować głowę w piasek jest najwygodniej.
Ciężko chore społeczeństwo, jak tonący brzytwy, uczepiło się nadziei na porozumienie, porozumienie "przedstawicieli społeczeństwa" z rakowatą naroślą na jego ciele - komunistycznym państwem. Jeśli ktoś chce być oszukany, to będzie. Nie myślmy, nie dyskutujmy, zostawmy wszystko Wałęsie - on już zadba o nasze interesy. A każdy, kto ma wątpliwości, naraża się na wybuch histerycznego gniewu, na oskarżenia i wyzwiska.
Bo chować głowę w piasek jest najwygodniej.
Mimo to trzeba mówić, a nawet trzeba krzyczeć. Trzeba stawiać sprawę na ostrzu noża, nazywać rzeczy po imieniu, trzeba prowokować, jątrzyć, podburzać ! Przecież toniemy, przecież giniemy, z europejskich wyżyn staczamy się w azjatycką dzicz ! Nie mogę milczeć, choćbym miał zostać za to zlinczowany przez ogłupionych i wystraszonych rodaków.
Kłótnie i spory Polaków w kwietniu 1989 r. obracają się wokół trzech pytań :
-          Czy należało przystąpić do rozmów z komunistami ? 
-          Czy wynik tych rozmów (porozumienia "okrągłego stołu") jest sukcesem
społeczeństwa ?
-          Czy należy wziąć udział w nadchodzących wyborach ?
Moja odpowiedź jest: Trzy razy "NIE"! I chociaż mój głos nie przebije się przez pienia połączonych chórów propagandy Wschodu i Zachodu, muszę krzyczeć: NIE !

2. "NIE !" po raz pierwszy

Kto chciał mógł od dawna zauważyć, że kapral Wałęsa wykazuje nienormalną wręcz gotowość do kompromisu z komunistami. Przypuszczalnie pierwszym wyraźnym sygnałem było tzw. "porozumienie warszawskie", kończące sprawę prowokacji bydgoskiej w 1981 r. Najpierw jednak nie chcieliśmy tego widzieć, potem widząc - nie chcieliśmy wyciągnąć wniosków. Ale tak niestety było: cała polityka Wałęsy nastawiona była konsekwentnie na wyciszenie buntu i doprowadzenie do bezpiecznego dla komunistów porozumienia. Nieodparcie nasuwa się porównanie z samobójczą taktyką przywódców Powstania Listopadowego, którzy tak jak Wałęsa nie chcieli zwyciężyć ale zawrzeć kompromis (patrz - J. Łojek: "Szanse Powstania Listopadowego").
Przez lata komuniści odrzucali ofertę Wałęsy, ich pewność siebie symbolizowały bandyckie wyczyny Kiszczaka i arogancja Urbana. Ale i na nich przyszła chwila opamiętania: okazało się wreszcie bez żadnych wątpliwości, że Zachód nie da już nowych kredytów za darmo. Ceną, jaką muszą zapłacić władcy PRL, jest legalizacja "Solidarności" i "porozumienie się" ze społeczeństwem (to ostatnie oznacza przypuszczalnie złagodzenie ostrych konfliktów między społeczeństwem a państwem). Bez tego nie będzie dolarów.
I tu dochodzimy do "okrągłego stołu". W czasie drugiej fali strajków 1988 r. (sierpień wrzesień) stało się jasne, że komuniści muszą ustąpić. Rzeczą przywódców "Solidarności" było otwarte sformułowanie żądania legalizacji związku., Nikt jednak tego nie zrobił, a Wałęsa energicznie i zdecydowanie wygasił strajki w zamian za mgliste obietnice "rozmów przy okrągłym stole". Mimo że czerwoni musieli pod naciskiem społeczeństwa i Zachodu zgodzić się na "Solidarność", przywódcy "konstruktywnej opozycji" dali się wciągnąć w zawiłą grę przetargów i szantaży. Przystąpili do rozmów, w których - wiadome było od początku, bo na tym polegają negocjacje – będą musieli ustępować, zgadzać się, płacić jakąś cenę. A przecież można było bez tego ! 
Czyż nie byłoby prościej, piękniej i skuteczniej, gdyby Wałęsa jeszcze w sierpniu 1988 r. poparł strajki, ogłosił żądanie ponownej legalizacji "Solidarności" i odmówił wszelkich negocjacji na ten temat ?
Może mielibyśmy "Solidarność" parę miesięcy później niż mamy, ale chyba mielibyśmy wcześniej - bo komuniści wiedzą, kiedy muszą ustąpić.
Tymczasem już samo przystąpienie "konstruktywnej opozycji" do rozmów, samo podanie ręki ministrowi policji jest zwycięstwem czerwonych. Bo w ten sposób ludzie powszechnie szanowani, uznawani za autentycznych przedstawicieli tego udręczonego społeczeństwa, wchodzą w kręgi władzy - pokazują całemu światu, że społeczeństwo uznaje czerwonych za partnera, że w jakimś sensie uznaje władzę komunistów. Wielotygodniowe rozmowy "okrągłego stołu", natrętnie reklamowane przez propagandowy aparat państwa, zostawiają nieodparte wrażenie, że oto rozmawiają ze sobą ludzie zatroskani losami tego kraju, że obie strony chcą naszego dobra, a różnią się tylko poglądami na sposób jego osiągnięcia. W tym wielkim oszustwie musieli współuczestniczyć przywódcy opozycji.
Tak więc przystąpienie Wałęsy i jego grupy do rozmów z czerwonymi było poważnym błędem politycznym. Komuniści, ustępując pod naciskiem społeczeństwa i Zachodu, odnieśli propagandowy sukces zamieniając wymuszone ustępstwo na historyczny gest politycznego "realizmu" i "liberalizmu". Zmusili przy okazji znanych i cieszących się autorytetem przywódców społecznych do uznania przestępczego reżimu za partnera i do poparcia przez nich swej oszukańczej gry.
Dlatego nie należało przystępować do rozmów z komunistami.

3. "NIE !" po raz drugi

Nie będę komentował przebiegu rozmów "okrągłego stołu", tej skomplikowanej i wielostronnej gry propozycji i kontrpropozycji, taktycznych sojuszy i taktycznych ustępstw, blefów i szantaży. Nie będę też ubolewał, iż to lub tamto nie zostało przy "okrągłym stole"
poruszone. Jedno tylko chciałbym podkreślić - całkowitą tajność negocjacji, jakże sprzeczną z powszechnymi wyobrażeniami o "Solidarności". Właściwie do tej pory, a piszę ten tekst w niedzielę, 23 kwietnia 1989 r., nie są znane wszystkie ustalenia. A to, co jest znane, potwierdza moje najgorsze przypuszczenia.
Przede wszystkim uderza zgoda strony "społecznej" na dalsze pozostawienie komunistów przy władzy. Ci, którzy doprowadzili do katastrofalnej sytuacji kraju, opisywanej w "Porozumieniach okrągłego stołu", nie mają moralnego prawa, by rządzić tu dalej. Niestety, przedstawiciele opozycji przy "okrągłym stole" przyjęli jako oczywisty i naturalny punkt wyjścia założenie o dalszym trwaniu komunistycznej władzy - chociaż mogli przynajmniej zrobić z tego element przetargu.
Jeżeli już się godzić z dalszym panowaniem czerwonych, to raczej na zasadzie: "wy zepsuliście, to wy naprawiajcie". Tymczasem strona opozycyjna w imieniu nas wszystkich wzięła na siebie współodpowiedzialność za stan gospodarki i wychodzenie z kryzysu gospodarczego, społecznego i politycznego. Wałęsa po raz drugi wykrzyknął: "Pomożemy", ale tym razem nie była to jego prywatna deklaracja. W ten sposób społeczeństwo PRL zostało wmanewrowane w sztuczną i niewygodną sytuację: staliśmy się współodpowiedzialni za coś, na co nie mamy wpływu i co nie my doprowadziliśmy do ruiny. Pozbawia to nas moralnego prawa do protestu - chyba, że odrzucimy przywódców, którzy do tego doprowadzili, i ich "Porozumienia" z komuną. A związek "Solidarność" zamiast zgodnie ze swym podstawowym powołaniem, bronić interesów robotników przed pracodawcą - państwem, będzie zobowiązany pilnować byśmy wydajnie i sprawnie "przezwyciężali kryzys". 
Mało tego, komuniści zdołali nakłonić stronę opozycyjną do kilku dalszych, zgoła katastrofalnych ustępstw, jeszcze skuteczniej wiążących ręce "Solidarności". Najpoważniejszym z nich jest zgoda na osiemdziesięcioprocentową "indeksację", czyli na częściowe wyrównanie wzrostu cen podstawowych artykułów przez wzrost płac, stanowiący 8O % wzrostu cen. Oznacza to zgodę przedstawicieli "opozycji konstruktywnej" na dalszy, systematyczny wyzysk społeczeństwa przez komunistyczne państwo. Oto jak to widzi reżimowy dziennikarz ("Przegląd Tygodniowy", nr 16 z 1989 r.): "Skrupulatnie indeksując płace wskaźnikiem O,8 na początku każdego kwartału - a więc z opóźnieniem do narastających cen- okaże sie, że po upływie roku średni wzrost płac będzie i tak około dwukrotnie niższy, niż przyrost cen w tym samym czasie. Nawet stuprocentowa indeksacja nie rekompensuje w pełni kosztów utrzymania. Płace, w ostatecznym rozrachunku przegrają wyścig z cenami (...)". Nie dość na tym: dopłaty z tytułu indeksacji mają być uzależnione od "możliwości płacowych przedsiębiorstw", a te z kolei, jak wiadomo, zależą od zupełnie dowolnych decyzji władz centralnych (szczególnie, że strona rządowa nie zgodziła się na wycofanie "ustawy o konsolidacji gospodarki" z 24.2.1988 r., dającej szerokie możliwości "ręcznego sterowania" gospodarką przez administrację). Otwiera to dla władz nieograniczone pole nadużyć i manipulacji, a uniemożliwia "Solidarności" obronę poziomu życia pracowników. Wałęsa będzie musiał "gasić" strajki spowodowane ubożeniem społeczeństwa, bo sam zgodził się na to ubożenie. Jak mógł się na to zgodzić pozostanie tajemnicą jego sumienia. Tłumaczenie się naciskiem zachodnich wierzycieli PRL-u i opinią ekspertów MFW jest kolejnym skandalem. Nawet laik spostrzeże bez trudu, że zachodni "eksperci" nie mają żadnego pojęcia o funkcjonowaniu gospodarki PRL, a któż jak nie Wałęsa powinien im to powiedzieć ?
O ile chodzi o strajki, to rząd załatwił sobie kolejne zabezpieczenie. "Porozumienia" zakładają, że prawo do strajków jest regulowane przez ustawę o związkach zawodowych z 8.1O. 1982 r. Ponieważ rozdział VI statutu "Solidarności" z 198O r. jest sprzeczny z tą ustawą, nowa "Solidarność" została zarejestrowana ze statutem, w którym ów rozdział jest (do czasu zwołania zjazdu krajowego "Solidarności"). Wspomniana ustawa obwarowuje prawo do strajku tyloma wstępnymi procedurami, że w praktyce uniemożliwia jakikolwiek legalny strajk. W ten sposób nowa "Solidarność" zostaje pozbawiona kłów i pazurów.
Zostaje również pozbawiona prawa głosu: strona opozycyjna zgodziła się na cenzurowanie przez państwo wszystkich wydawnictw związkowych z wyjątkiem biuletynów wewnątrzzwiązkowych, a uzyskała jedynie symboliczny dostęp do państwowych środków masowego przekazu.
Wszystko to powoduje, że związek zawodowy zarejestrowany 17 kwietnia 1989 r. pod nazwą "Solidarność" będzie poważnie różnił się od "Solidarności" jaką pamiętamy. Będzie to neo "Solidarność", skrępowana, pozbawiona możliwości protestu i strajku, niezdolna do obrony swych członków, a raczej zobowiązana do popieranie ich wyzysku. Wobec tego stanu rzeczy drobiazgiem staje się fakt oddania komunistom majątku "Solidarności" zagrabionego w stanie wojennym i rezygnacja z odszkodowań.
Skoro już mowa o neo-"Solidarności" to zauważmy, chociaż nie wiąże się to z porozumieniami "okrągłego stołu", że jest ona tworzona dokładnie odwrotnie w porównaniu z dawną "Solidarnością". Wtedy, w pamiętnym wrześniu 198O r. "Solidarność" powstawała spontanicznie i oddolnie wśród powszechnego entuzjazmu. Najpierw były masy członków, dopiero z tego żywiołu kształtowały się zręby struktury organizacyjnej i wyłaniali się przywódcy. Teraz w sytuacji, gdy "Solidarność" to Wałęsa, budowę związku zaczęto wręcz odwrotnie: najpierw przewodniczący i jego świta, potem zarządy regionalne wybrane jeszcze przed rozpoczęciem rozmów "okrągłego stołu" spośród ludzi wiernych Wałęsie, a dopiero teraz struktury zakładowe i szeregowi członkowie. Przy takim systemie neo-"Solidarność" powstaje jako organizacja scentralizowana, niedemokratyczna, ściśle podporządkowana przewodniczącemu. Jest to karykatura dawnej "Solidarności" - mówię to z wielkim żalem. Poza neo-"Solidarnością" muszą pozostać legendarni działacze związkowi: Jurczyk, Gwiazda, Kołodziej, Rulewski, Słowik. Poza neo-"Solidarnością" pozostaną też ci, którzy są wrogami każdej dyktatury, którzy chcą walczyć o swoje prawa, którzy chcą walczyć z komunizmem. Neo-"Solidarność" będzie grzeczną "Solidarnością".
Wspomniane wyżej przyjęcie przez stronę opozycyjną odpowiedzialności za stan PRL ma, oprócz pacyfikacji neo-"Solidarności", jeszcze inne groźne skutki. Otóż działacze neo-"Solidarności" chcąc nie chcąc stają teraz po stronie władzy, muszą utożsamiać się z interesami komunistycznego państwa. Jeszcze w czasie trwania negocjacji "okrągłego stołu" przedstawiciele opozycji dwukrotnie apelowali do rządów Zachodu o pomoc finansową dla PRL (dla komunistycznego państwa, nie dla nas !). Inny przykład to zagraniczne podróże Wałęsy - zarówno jego pobyt w Paryżu (grudzień '88), jak i w Rzymie (kwiecień '89) to imprezy propagandowe komunizmu. Wałęsa, uważany za przywódcę społeczeństwa doprowadzonego przez komunistów do nędzy, wychwala na Zachodzie pieriestrojkę, Gorbaczowa, "przemiany" w PRL i prosi o kredyty dla czerwonych. Żaden komunista nie byłby skuteczniejszy - czy przewodniczący nie zdaje sobie z tego sprawy ? 
Listę zastrzeżeń do "Porozumień" można ciągnąć dalej. Ale skończmy na tym, bo wstyd słuchać. Myślę, że wystarczająco uzasadniłem swój pogląd: utworzenie neo-"Solidarności", główny wynik rokowań "okrągłego stołu", nie jest sukcesem społeczeństwa. Jest raczej sukcesem komunistów, którzy wydarli nam niemal pewną legalizację "Solidarności" w dawnym kształcie.

4. "NIE !" po raz trzeci

I na koniec sprawa wzbudzająca najżywsze spory: udział w nadchodzących wyborach. W całym kraju powstają komitety obywatelskie "Solidarność", zajmujące się wysuwaniem kandydatów do poselskich i senatorskich foteli. Działacze neo-"Solidarności" zamiast organizować związek, tworzyć struktury zakładowe, oddali się bez reszty akcji wyborczej. Aktywiści większości partii i ugrupowań opozycyjnych gorączkowo zbierają głosy i fundusze, by wepchnąć "swoich" do PRL-owskiego "Sejmu". Nawet uchodząca za radykalną KPN deklaruje "czynną postawę wobec wyborów, która wyrazić się może zarówno w uczestnictwie, jak i bojkocie" - na razie jest to jednak uczestnictwo (cytat z Uchwały Rady Politycznej KPN z 1O kwietnia 1989 r.). Solidarność Walcząca w swoim zdecydowanym bojkocie wyborów sprawia wrażenie żałobnika, który zamiast na stypę przez przypadek trafił na bal karnawałowy. Zewsząd słychać zachwyty nad pierwszymi "prawie demokratycznymi" wyborami w PRL.
Gdzieś w tym sterowanym zbiorowym entuzjazmie zagubił się artykuł Kuronia w "Tygodniku Mazowsze" (nr z marca 1989). Z zadziwiającą szczerością pisze jeden z liderów "opozycji konstruktywnej": "Warto przypomnieć, że kiedy nasza strona szła do rozmów, to myślała tak: dostaniemy 'Solidarność' i może coś jeszcze, zapłacimy za to niedemokratycznymi wyborami". Otóż to, niedemokratyczne wybory były ceną za "Solidarność" - cóż się więc stało, że teraz wszyscy przedstawiają je jako sukces społeczeństwa ? Mogę jedynie snuć domysły.
Ogólnikowe sformułowanie: "zapłacimy niedemokratycznymi wyborami" można rozumieć na wiele sposobów. Mogło ono oznaczać, że opozycja nie wezwie do bojkotu, albo, że nie będzie starała się kontrolować frekwencji wyborczej, albo, że zachęci społeczeństwo do udziału w wyborach, albo nawet, że przedstawiciele opozycji zgodzą się zasiąść w "sejmie" PRL.
Można przypuszczać, że negocjatorzy rządowi zmusili stronę opozycyjną do "zapłaty" w znaczeniu najsilniejszym: opozycja nie tylko ma zasiąść w spełniającym czysto dekoracyjną rolę "Sejmie", ale i zorganizować społeczny entuzjazm w stosunku do niedemokratycznych jak zwykle "wyborów". Po wyrażeniu zgody na taką cenę, Wałęsa nie mógł już powiedzieć prawdy. Zaangażowanie tylu ludzi w akcję wyborczą i masowy udział w "wyborach" można było osiągnąć tylko przedstawiając ów tradycyjny komunistyczny obrządek jako "sukces" społeczeństwa i wielki krok w kierunku "demokracji". Jest to, niestety, oszustwo. Udział społeczeństwa w tych "wyborach" i wejście opozycji do "Sejmu" PRL są ceną jaką Wałęsa zobowiązał się zapłacić, a więc są ustępstwem na rzecz komunistów, a więc służą im, naszym wrogom, a nie nam.
Cóż za interes mają w tym czerwoni ? Komuniści już dwa razy zdołali wciągnąć opozycję do współpracy: przed wyborami w styczniu 1947 r. i przed wyborami w styczniu 1957 r. Teraz udało się im po raz trzeci. Historia powtarza się aż do znudzenia: za każdym razem komuniści byli w ciężkim kryzysie politycznym i ich władza wisiała na włosku, za każdym razem przywódcy niezależni zgodzili się poprzeć czerwonych za marną cenę paru miejsc w bezsilnym "Sejmie", za każdym razem komuniści wciągali ich do współpracy hasłami w rodzaju: "Polska jest jedna", "płaszczyzna wspólnych interesów władzy i społeczeństw", "uznanie stanu faktycznego", "realizm polityczny". Nawet "ratowanie biologicznej substancji narodu" już było ! I za każdym razem kończyło się tak samo: po opanowaniu kryzysu politycznego i przejęciu pełni władzy, komuniści eliminowali naiwnych przywódców "niezależnych" z życia politycznego, chociaż ci zaklinali się na wszystkie marksistowsko-leninowskie świętości, że chcą współpracować przy "budowie socjalizmu". Ku rozweseleniu i przestrodze przytoczę parę cytatów (za Józefem Mackiewiczem, "Zwycięstwo prowokacji"):
"Polityka Polski Ludowej stanęła na mocnym fundamencie, wybrała sojusz odpowiadający interesom narodu, sojusz zgodny z perspektywami rozwojowymi naszego narodu. Jest to sojusz ze Związkiem Radzieckim."
"Stwierdzaliśmy wielokrotnie /.../, że ogólny kierunek rozwoju społeczno-politycznego wytyczony dla Polski po drugiej wojnie światowej uważamy za słuszny. Przemiany w Polsce Ludowej zrealizowane dały nam wreszcie zdrową strukturę /.../"
Któż to mówił ? Trudno uwierzyć, ale są to fragmenty przemówień sejmowych z lat 196O-61 posła "niezależnej" grupy "Znak" Stanisława Stommy, obecnie przywódcy "opozycyjnego" Klubu Myśli Politycznej "Dziekania".
Oto dlaczego wejście opozycji do "Sejmu" PRL jest na rękę czerwonym - będzie to widome potwierdzenie odwiecznego kłamstwa komunistów, że ich rządy są rządami z woli ludu. Z tych samych powodów zależy im na naszym masowym udziale w niedemokratycznych ceremoniach "wyborczych". W ten sposób mamy pokazać wszystkim i samym sobie, że godzimy się z tym systemem, że akceptujemy brak demokracji i dalsze rządy komunistów. Obecnie jest to dla czerwonych szczególnie ważne, bo "porozumie- nie narodowe", czyli pogodzenie się społeczeństwa z państwem komunistycznym, jest warunkiem zachodnich kredytów dla PRL. Do tej roli przygotowuje nas teraz neo-"Solidarność".
Słyszy się opinie, że nowy "Sejm" będzie się jednak różnił od starego, że będzie mógł jednak "coś zrobić" wbrew czerwonym. Pogląd taki bierze się z naiwnego rozumienia mechanizmów władzy. W państwie takim jak PRL żadne ciało przedstawicielskie nigdy nie miało i nie będzie mieć żadnej władzy, bo władza jest tam, gdzie siła, a siła jest całkiem gdzieś indziej. Żaden z fundamentów władzy komunistów: pełna kontrola gospodarki, pełna kontrola aparatu przemocy, pełna kontrola aparatu propagandy nie został w istotny sposób osłabiony przez "porozumienia okrągłego stołu" Zrozumienie, że władza komunistów opiera się koniec końców na przemocy nie wymaga szczególnej przenikliwości i pisze się o tym już od dawna. Na przykład w tygodniku "Jedność", wydawanym przez NSZZ "Solidarność" Pomorza Zachodniego, czytam (nr 47 z 27 listopada 1981 r.): "/.../ związek zmuszony będzie do ponoszenia odpowiedzialności za politykę, na którą nie będzie miał wpływu, a nie będzie miał na tę politykę wpływu tak długo, jak długo poza sferą politycznej kontroli pozostają instytucje przemocy, zwłaszcza aparat bezpieczeństwa". Ciekawe, że tą prostą prawdę rozumiał świetnie w 1981 r. Adam Michnik, bo to właśnie on jest autorem przytoczonej wypowiedzi, a całkowicie o niej zapomniał teraz, po siedmiu latach dodatkowo bolesnych doświadczeń z komunizmem.
Wobec tego nawet 35 % posłów "niezależnych" (zakładając, że uda się nie dopuścić na te mandaty komunistycznych marionetek) będzie mogło zrobić akurat tyle, co kilkanaście procent posłów PSL w 1947 r. i parę procent posłów "Znaku" w 1957 r. - czyli dokładnie nic, oprócz ewentualnych rejtanowskich gestów. PRL-owski "Sejm" zawsze był i będzie oszukańczą dekoracją, listkiem figowym "demokracji", przysłaniającym totalitarną w swej istocie dyktaturę. To samo dotyczy "Senatu", tym bardziej, że jego rola już nawet od strony formalno- -prawnej będzie czysto dekoracyjna.
Nie będzie natomiast dekoracją stanowisko prezydenta. Strona społeczna zgodziła się na wyposażenie prezydenta w uprawnienia dyktatorskie. Zgodziła się również, co jest już hańbą, na to by tym dyktatorem został "z woli społeczeństwa" Jaruzelski. Właśnie on, morderca "Solidarności" i winowajca ośmiu lat gospodarczej zapaści ! I my udając się do urn wyborczych, mamy na to wszystko wyrazić zgodę.
A więc udział opozycji w "Sejmie" i udział społeczeństwa w "wyborach" przyniesie polityczne korzyści jedynie komunistom. Ci, którzy twierdzą inaczej, mylą się lub kłamią. O ile chodzi o "reprezentantów społeczeństwa" przy "okrągłym stole", to w grę wchodzi ta druga możliwość, bo nie można ich wszak podejrzewać o intelektualną słabość i nieznajomość historii. Jedynym ich usprawiedliwieniem może być, że i to kłamstwo uważają za cenę, jaką trzeba zapłacić za "Solidarność". Jednakże nie trzeba było nic płacić, należało po prostu wziąć! Dlatego zaangażowanie się "opozycji konstruktywnej" w komunistyczną farsę wyborczą jest kolosalnym błędem politycznym.
O rozmiarach tego błędu świadczy fakt, który każdy może stwierdzić kręcąc gałkami swego radioodbiornika. Otóż na wszystkich falach, ze wschodu i z zachodu, z "Wolnej Europy" i z "Polskiego Radia" słyszymy ten sam entuzjazm wyrażany nieomal w tych samych słowach. Czyż to nie jest podejrzane ? Wiemy przecież z licznych i długoletnich doświadczeń, że propaganda komunistyczna nadaje rozgłos tylko tym zjawiskom, które uważa za korzystne dla czerwonych.
A jak to wszystko ocenić z moralnego punktu widzenia ? Dla żadnego myślącego człowieka nie jest tajemnicą, że państwo zwane PRL jest specyficzną formą obcego panowania nad nami, jest państwem narzuconym nam przemocą i podstępem. Departament Stanu USA, a w ślad za nim cała polityka Zachodu, uznaje za wskazane podtrzymywanie fikcji formalnej suwerenności PRL. Jest to rzekomo (Bóg wie czemu) świetny środek politycznego nacisku na Sowiety. Oczywiście namiestnicy Kremla w Polsce też są zainteresowani w nachalnym podkreślaniu tej fikcyjnej "niepodległości". Niemniej jest to fikcja.
Miarą politycznej i moralnej słabości Wałęsy i całej "opozycji konstruktywnej" jest, że nigdy nie poddali oni w wątpliwość obowiązującej tezy o "niepodległości" PRL, nigdy nie upomnieli się o niepodległość. Niemniej zdają sobie świetnie sprawę z faktycznej sytuacji (we wspomnianym artykule Kuroń twierdzi, że wszystko, co się dzieje w Polsce, dzieje się za zgodą Gorbaczowa). Wobec tego wejście do "Sejmu" PRL i udział w "niekonfrontacyjnych wyborach" to nie jest tylko poparcie powszechnie znienawidzonej władzy, która doprowadziła kraj do bezprzykładnej ruiny. Jest to coś znacznie gorszego, bo jest to poparcie dla władzy okupacyjnej. Kiedyś, gdy ludzie nie bali się nazywać rzeczy po imieniu, takie postępowanie określano jednoznacznie: zdrada i kolaboracja. Piszę to z prawdziwą przykrością, bo jeszcze nie tak dawno temu szanowałem działaczy obecnej "opozycji konstruktywnej".
Udział w wyborach jest więc politycznie szkodliwy i moralnie naganny. Bojkot jest jedynym wyjściem rozsądnym i godnym.

5. Po trzykroć "NIE !"

Obecny chorobliwy entuzjazm wokół wyborów to początek końca przywódców "opozycji konstruktywnej". Zacytuję znów Kuronia ze względu na jego brutalną szczerość (wywiad dla "Washington Post", marzec 1989) "Jeśli uda się nam zbudować demokratyczne instytucje, część radykalnej opozycji przyłączy się do nas, a reszta będzie odgrywać tylko marginalną rolę. Ale jeśli nam się to nie uda, będziemy zdyskredytowani i radykałowie zyskają ogromny kapitał polityczny. A to będzie miało katastrofalne skutki dla kraju". Nigdy nie uda się panu, panie Kuroń, zbudować demokratycznych instytucji w totalitarnym państwie. To absurd. A więc zostanie pan zdyskredytowany, oby jak najszybciej. A tym "katastrofalnym skutkiem" będzie wolność !
Początek końca "opozycji konstruktywnej", którą zmiotą nadciągające młode pokolenia, jest też, niestety, końcem "Solidarności". Neo-"Solidarność" będzie związkiem scentralizowanym, rządzonym po dyktatorsku przez przewodniczącego Wałęsę i jego wasali, współpracujących z komunistami. Neo-"Solidarność" to nie "Solidarność". Naszą "Solidarność" zabrali nam komuniści tak jak zabrali symbole i sztandary narodowe, zabrali Mickiewicza i Piłsudskiego, zabrali ZHP, PCK, "Caritas" i wszystko czego nie zniszczyli. Społeczeństwo to czuje, nie ma tego entuzjazmu i nadziei co we wrześniu 198O r., jest zamieszanie i zagubienie.
Wszystko to, chociaż smutne, jest też optymistyczne. Musimy odrzucić stare struktury i starych przywódców, choćby to nie wiem jak bolało.
Musimy odświeżyć stare idee i wymyślić nowe. A na dziś, jeśli nie możemy zaszkodzić czerwonym, to przynajmniej im nie pomagajmy. A więc PO TRZYKROĆ "NIE!"

Alfred B. Gruba – czerwiec 1989 r.

71 komentarzy:

  1. A więc??? udział w kolejnych wyborach III RP zwanej poprawnie PRL-bis to czysta fikcja, bo parlament, prezydent, samorząd to tylko dekoracja, a rzadzą i tak macherzy z zaplecza??? więc co pozostaje młodym takim jak ja??? emigruj albo strzelaj??? emigrować nie chcę bo Jan Paweł II mówił, że trzeba się nie poddawać i walczyć bo tu jest moja Ojczyzna!....... pozostaje więc polski Majdan, tak?????

    OdpowiedzUsuń
  2. @Szanowny Panie Aleksandrze

    Bardzo dziękuję za publikację tego wielkiego tekstu, wielkiego człowieka. Ileż tu przenikliwych trafnych uwag. Ileż odświeżających pamięć fragmentów opisujących okoliczności zdrady okrągłego stołu. Bogactwo fraz i przemyśleń, po których uczciwy historyk powinien zmienić wydzięk swojego wykładu.

    W zakończeniu swojego tekstu Sławomir Bugajski pisze:

    "Naszą "Solidarność" zabrali nam komuniści tak jak zabrali symbole i sztandary narodowe, zabrali Mickiewicza i Piłsudskiego, zabrali ZHP, PCK, "Caritas" i wszystko czego nie zniszczyli. Społeczeństwo to czuje, nie ma tego entuzjazmu i nadziei co we wrześniu 198O r., jest zamieszanie i zagubienie".

    Myślę, że dziś też społeczeństwo czuje fałsz i bezczelną, ruską propagandę. Obezwładniającą, dojmującą, wciskającą się drzwiami i oknami, lejącą się z ekranów, cuchnącą na falach eteru, płynącą ulicami reklam. Zwykli, uczciwi ludzie to widzą. Cała propaganda idzie dziś w kierunku zniechęcenia ich do jakiegokolwiek działania, do odbrania im nadziei i zastąpienia beznadzieją - poczuciem nieuchronności odejścia w niebyt znanego im świata.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  3. Jarosław J.,

    Odpowiedź znajdzie Pan w tekście Sławomira Bugajskiego: "Zdrowe, normalne społeczeństwo w takiej sytuacji staje do walki, buntuje się, odmawia posłuszeństwa."
    Tak również reagują (a przynajmniej powinni reagować) ludzie młodzi w zetknięciu z realiami III RP.

    OdpowiedzUsuń
  4. Szanowny Panie Kazefie,

    Ten tekst ma dla mnie wymowę tragiczną. Diagnoza Bugajskiego - tak trafna i mocna, ma już 25 lat. To oznacza, że od ćwierć wieku wiemy, jakim państwem jest III RP i na jakich fundamentach została zbudowana. Wiem - lecz nie potrafimy tej wiedzy wykorzystać, nie potrafimy według niej działać, nie potrafimy uczynić z niej drogi do wolnego państwa.
    Może dlatego, że gdybyśmy chcieli to zrobić, wymagałoby to zbyt wiele odwagi i determinacji.
    To wielka wina naszego pokolenia.
    Tragizm polega również na tym, że prawdy, o których pisał Bugajski są dziś nieznane dla ludzi młodych. Oni nie tylko nie wiedzą, jaka była geneza tego państwa i kim są jego samozwańcze "elity", nie tylko nie uwierzyliby w przekaz, tak odmienny od podręcznikowych łgarstw, ale obawiam się, że nie potrafiliby zrozumieć tych prostych słów: "Musimy odrzucić stare struktury i starych przywódców, choćby to nie wiem jak bolało. Musimy odświeżyć stare idee i wymyślić nowe. A na dziś, jeśli nie możemy zaszkodzić czerwonym, to przynajmniej im nie pomagajmy."

    Pozdrawiam Pana

    OdpowiedzUsuń
  5. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  6. Panie Aleksandrze

    Bardzo piękny, mądry i aktualny tekst. To prawidłowość w ludzkich dziejach, że tacy ludzie jak Sławomir Bugajski, za swój wkład w dobro wspólne, za odwagę, troskę o człowieka i jego wolność, pozostają na uboczu, są niszczeni, szykanowani. „Coś ty Atenom zrobił Sokratesie…” – ordery, piękne mowy, nagrody, blask fleszy od miernot dla miernot. Dla ludzi wybitnych zapomnienie, wykluczenie, śmierć cywilna i biologiczna.

    Świetny tekst Jarosława Marka Rymkiewicza o mrocznej, morderczej historii-micie Popiela, którego zjadły myszy.

    http://niezalezna.pl/55341-myszy-krola-popiela

    Czy polskość zrodziła się ze zła? Nie, ona powstała niszcząc zło, u jej zarania był imperatyw dobra.

    Tak będzie i tym razem, polskie Ateny postawią statuy swoim prawdziwym bohaterom.

    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  7. viva cristo rey,

    III RP nie jest państwem dla takich ludzi jak Sławomir Bugajski. Dobrze się stało, że w roku 2007 prezydent Lech Kaczyński odznaczył go pośmiertnie Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski. To jedyny wyraz uznania dla człowieka, którego ogromna wiedza i zdolności intelektu przekraczały miarę nędznych "autorytetów".

    Pozdrawiam Pana

    OdpowiedzUsuń
  8. Szanowny Panie Aleksandrze, Goście Pana Aleksandra,

    Posiadam w swoich prywatnych zbiorach

    TU pod tym linkiem:

    https://plus.google.com/photos/103496042747550098779/albums/5981804642848636321/5982424977946216658?pid=5982424977946216658&oid=103496042747550098779

    Pod którym można powiększyć fotografię i przeczytać pierwszą stronę tego szczecińskiego Tygodnika. oraz jego fotografię, która jest ulokowana pod tym linkiem:

    https://lh4.googleusercontent.com/-5HDPkowUvQs/UwXX0jnoiNI/AAAAAAAACtQ/m4-9X0hSAGA/w264-h393-no/SAM_3401.jpg


    moja fotografia pierwszej strony Tygodnika NSZZ Solidarność JEDNOŚĆ z wywiadem Michnika, na który w swoim tekście powołuje się śp. Sławomir Bugajski.
    Jeśli będzie zapotrzebowanie na skan tego wywiadu lub jego plik tekstowy Worda, to mogę takowe wykonać na osobiste życzenie Pana lub Pana Gości.

    W tygodniku w rubryce "Tydzień w Solidarności" czytamy m.in.:

    "GDAŃSK. 18 listopada (1981 r. - Onwk) Lech Wałęsa zwrócił się z "Apelem do ludzi pracy i do związków zawodowych Europy Zachodniej", w którym prosi aby związkowcy Zachodu wystąpili do swoich rządów o udzielenie natychmiastowej pomocy żywnościowej Polsce. Wałęsa zobowiązał się , że pomoc ta będzie realizowana pod kontrolą społeczną. W odpowiedzi na ten apel O. Kersten, Sekretarz Generalny Międzynarodowej Konfederacji Wolnych Związków Zawodowych zwrócił się do afiliowanych w niej związków o podjęcie apelu. Jako pierwsi odpowiedzieli związkowcy brytyjscy apelując do premiera aby Rada EWG zapewniła dodatkowe dostawy żywności dla Polski"

    A wszystko to w przeddzień stanu wojennego, tak by pierwsze dostawy trafiły na stoły w kantynach koszar ZOMO i LWP, które już nogami przebierało by napaść na Polski Naród nocą. Już wówczas w 1981 roku TW Bolek angażował się w pomoc marki POMOŻEMY.

    Przypomnę, że 24.11.1981 roku doszło w Warszawie do spotkania prymasa Glempa z delegacją Komisji Krajowej w składzie L. Wałęsa, A. Tokarczuk i J. Waszkiewicz z "ekspertami" Solidarności. Przedmiotem rozmów był. m.in. stosunek do Frontu Porozumienia Narodowego.

    O podobnej inicjatywie zatytułowanej "Przymierze Społeczne "Odrodzenie" tygodnik "JEDNOŚĆ" i w tym samym numerze poświęcił aż cała stronę 6, publikując dwa artykuły pod wspólnym tytułem "Szukając ocalenia"..

    Pozdrawiam serdecznie.

    PS
    Bardzo dziękuję za przypomnienie tego arcyciekawego, aktualnego i na czasie tekstu.


    Ponadto w tym tygodniku jest ciekawy tekst Piotra Buczkowskiego "Dziś i jutro związku"

    OdpowiedzUsuń
  9. Trietija eR`Pie i jej sędziowie się rozgrzewają

    http://niezalezna.pl/55384-skandal-kibice-skazani-na-areszt-za-protest-podczas-wykladu-baumana

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. viva cristo rey,

      W tej sprawie wyrok nie jest zaskakujący. Identyczny zapadłby w roku 1984 lub 1986, zatem tylko głupiec może to państwo nazywać demokratycznym.
      Skandaliczna jest natomiast postawa partii opozycyjnej, która nie udzieliła żadnej pomocy tym młodym, odważnym ludziom. Nie udzieliła zaś, bo byli sympatykami "innej opcji" politycznej.

      Usuń
  10. Szanowny Panie Aleksandrze,

    Ilu z nas czuje ten smak goryczy i poczucia utraconych szans?
    Ilu z nas, tak na prawdę, dopuszcza do siebie prawdę, iż to My winni jesteśmy grzechu zaniedbania w walce o przyszłość naszego kraju, losy naszych dzieci i wnuków?

    " Tragizm polega również na tym, że prawdy, o których pisał Bugajski są dziś nieznane dla ludzi młodych. Oni nie tylko nie wiedzą, jaka była geneza tego państwa i kim są jego samozwańcze "elity", nie tylko nie uwierzyliby w przekaz, tak odmienny od podręcznikowych łgarstw,..." - ten cytat oddaje w pełni stan umysłów młodego pokolenia.

    Córka, z wykształcenia historyk, absolwent UJ, czasem pyta o takie szczegóły życia codziennego tamtych lat, jakby chciała ogarnąć "czuciem"orwellowski porządek ówczesnej rzeczywistości, bo rozumem nie potrafi.
    Choć przecież pamieta sklepy jedynie z octem, kolejki po kawę, papier toaletowy itp.
    Co powiedzieć o innych, nie majacych dostępu do takich narzędzi i wiedzy, urabianych codziennie do "radosnego jutra" i czekoladowego orła?

    System z którym wtedy nie potrafiliśmy sobie poradzić, dysponuje dziś tyloma narzędziami indoktrynacji, że bez "domowych fakultetów" i dostępu do takich materiałów jak cytowany artykuł pana Bugajskiego, nie sposób mu sie przeciwstawiać.

    Podzielam w pełni Pański pogląd na wymowę tekstu.
    W szczególności uderza i przekonuje zawartość ujęta w dwóch ostatnich akapitach!
    Wypowiedziane tam słowa dotyczace przywodców, z dzisiejszej perspektywy, były by zbytnim wyprzedzaniem rzeczywistości.
    Sądzę jednak, że po spełnieniu się jednego z tych gorszych scenariszy wyborczych, takie nerwowe reakcje się pojawią, i co łatwo przewidzieć, zostaną szybko spacyfikowane i zneutralizowane.

    Dla ludzi takich m.in. jak Pan, tutejsi Komentatorzy i Goście, z chwilą wygranej BK rozpocznie się nowy etap.
    Nie nazywam go jeszcze podziemiem, ale łatwo wywieść z logiki zdarzeń, że w niedługim czasie takim się z przymusu stanie.
    I o tym już dzisiaj też warto pomyśleć.

    Pozdrawiam Pana,

    Zaścianek



    OdpowiedzUsuń
  11. Tak, to wina moja, naszego pokolenia.

    Więcej, to wina codzienna - mojej, Waszej, każdego z nas zgody na niesprawiedliwość i złodziejstwo różnych struktur Państwa (nie Polski - "Państwa"):

    1. ZUS-u - który okrada ludzi z ich oszczędności i te przekazuje klasie politycznej na rozkurz
    2. US-u - który kradnie wprost owoce naszej pracy, również tej, do której Państwo nie wniosło nic albo nie przyczyniło się w najmniejszym stopniu
    3.Sądy - które są dyspozycyjne i wykonują już nawet nie polecenia, nie sugestie rządzących, ale wykonują działania uprzedzające, odgadując sugestie zanim powstały
    4. Prokuratury - które działają w interesie klasy rządzącej, najczęściej absurdalnie i wbrew oczywistej sprawiedliwości
    5. Watahy komornicze i windykacyjne - roje pasożytów niezdolnych do własnych pomysłów, do normalnej pracy, ale wystarczająco służalcze wobec rządzących i wymienionych wyżej gremiów

    Jak powinna wyrazić się niezgoda? W dzisiejszych czasach wyłącznie otwartym buntem, nadszedł już czas.

    Wiózł mnie dziś młody taksówkach do Urzędu Lotnictwa Cywilnego, ma 3-letnią córkę. Długo wymieniał, kto z kolegów uciekł już do Anglii (ta się wyrażał: "uciekł"), kto planuje. Prawie wszyscy jego znajomi "uciekli". On tez już planuje, ale boi się nowego miejsca, językowej bariery. Teściowie i żona nalegają, żeby uciekać.

    Wśród moich znajomych jest podobnie - może dlatego, że przeważają wśród nich ludzie młodzi i bardzo młodzi, poznani na lotnisku, z którymi zawiązała się głębsza więź, co w sytuacjach lotniczych jest przecież naturalne. Oni także, w zdecydowanej większości, szukają okazji nie do "wyjazdu" z kraju, tylko do "ucieczki". Niepostrzeżenie to właśnie słowo, "ucieczka", zastąpiło "wyjazd".

    To na mnie, na Was, na nas spada wina za ten stan Polski. O ile bowiem w Austrii Conchita Wurst śmieje się sam/sama z siebie, o tyle Krzysztof Bęgowski jest głęboko osadzony w nieodeszłym, prześladującym nas jak Szary systemie, jest jednym z widocznych filarków tej zgnilizny, która kryje prawdziwą budowlę, smutną jak dusza Ahaba, którą podpierają takie filary jak Starszak, Urban, Dukaczewski, Tacik, Waga, etc.

    Nasze miejsce jest na ulicach. Nie da się zmienić tego systemu metodami politycznymi lub demokratycznymi. W kraju, w którym za opozycjonistę uchodzi niespełniony szachista pod muchą, który pierwszy latał z artykułami polemicznymi do Polityki, ba, który uchodzi za "narodowca", tylko kryterium uliczne okaże się skuteczne.



    OdpowiedzUsuń
  12. Aleksander Ścios na niezaleznej...

    http://niezalezna.pl/55405-wojna-z-terroryzmem-wojna-z-rosja-od-breivika-do-snowdena

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. viva cristo rey/ przemek łośko,

      Na niezaleznej to rzecz niezwykła. Widzę również, że skierowano pod ten tekst kilku wybitnych fachowców, których styl i argumentacje miałem okazję poznać przed laty.

      Usuń
  13. - -

    Nie poczuwam się do żadnej winy.
    Win "zbiorowych" nie uznaję.
    Zawsze jest to decyzja indywidualna.
    Nawet w przypadku władzy politycznej.

    Wyselekcjonowani opozycjoniści, siadający do rozmów z komunistami, przegrali siebie i nas.

    Dzisiaj wiadomo, że wielu z nich od początku było zdrajcami, jak ich TW przywódca, który został po agencie NKWD - Jaruzelskim, prezydentem III RP. Potem było 10-lecie Kwaśniewskiego i triumfalny powrót komuny. Rok 2005 i rząd Jarosława Kaczyńskiego (jak przedtem 1992 i rząd Jana Olszewskiego) nie mógł prawdziwie zaistnieć, bo do rządzenia = większości w sejmie potrzebował głosów V kolumny (UD - 1992, SO, LPR - 2007). Niepodległą RP uosabiał jedynie prezydent Lech Kaczyński.

    Po likwidacji suwerenności Polski w Zamachu Smoleńskim* - jesteśmy jako państwo i jako naród w niezwykle ciężkiej sytuacji. Po raz pierwszy w swej historii instytucjonalny kościół polski, dotąd zawsze z narodem, a przeciw okupantowi, przeszedł na stronę Targowicy. Od początku pierestrojki wspierał zarówno Okrągły Stół jak i pojednanie z komuną. Wspiera też "władzę obywatelską" III RP. 17 maja prymasem został mianowany gorący zwolennik "pojednania" tysiącletniego Kościoła Polskiego z Putinowsko-Cyrylową cerkwią KGB.

    Pozdrawiam

    * Uważam, że Polskę opanowano (i ustanowiono w niej namiestniczą władzę), bez wypowiadania wojny, 10 kwietnia 2010. PRZED UKRAINĄ!

    4 czerwca 2014r. zostanie to prawdopodobnie usankcjonowane "drugą Jałtą" przez przywódcę wolnego świata, prezydenta USA. Być może (?) ocali to Ukrainę.

    OdpowiedzUsuń
  14. Obibok na własny koszt,

    Bardzo Panu dziękuję za udostępnienie tych materiałów. Jeśli wspomina Pan o postawie Wałęsy, to warto przypomnieć fragment tekstu Kornela Morawieckiego,opublikowany w tym samym wydaniu Serwisu Agencji Informacyjnej Solidarności Walczącej.

    "Wybory odbyły się po myśli Solidarności Walczącej. Wzywaliśmy do bojkotu, a każdego, kto będzie głosował, do skreślania kandydatów partyjnych i wyboru solidarnościowych. Tak też się stało. Nie głosowało ponad 10 mln (38 %). Więcej niż w wyborach do Sejmu PRL w 1985 r. bojkotowanych przez całą podziemną "Solidarność" i opozycję (frekwencja 66 % wg ocen "Solidarności"). Kandydaci rządowi odpadli, a solidarnościowi przeszli niemal wszyscy już w pierwszym podejściu. W drugim - lokale świeciły pustką.
    Politycznym skandalem należy określić zachowanie Lecha Wałęsy agitującego 3 i 4 czerwca za Listą Krajową. Takimi wystąpieniami w telewizji Przewodniczący "Solidarności" - związku zrodzonego z buntu przeciw komunizmowi - ustawił się po stronie władzy. Związkowa propaganda przedwyborcza łączyła nas, bojkotujących, z tzw. "betonem partyjnym", choć właśnie my nawet gestem nie daliśmy przyzwolenia na ten system. A Lech Wałęsa głosował na komunistów."

    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szanowny Panie Aleksandrze,

      Zeskanowałem wywiad Michnika z listopada 1981 roku, o którym pisałem wyżej i zawiesiłem na moim blogu.

      Można bez lupy przeczytać go w całości TU:

      http://obiboknawlasnykoszt.blogspot.com/2014/05/co-adam-michnik-wyjaka-w-listopadzie.html

      PS
      Panie Aleksandrze, miałem okazję i niewątpliwą przyjemność dwa razy wyrżnąć w pień komuchów w czasie wyborów i tak w dniu 4 czerwca 1989 roku jak i w dniu 27 maja 1990 roku. W 1991 roku moim największym przeciwnikiem byli aferałowie z KLD z Tuskiem, Merklem, Lewandowski..... na czele.

      PPS
      Wytyczne PKW z 18 maja 1989 roku - skan, możemy przeczytać TU:

      http://obiboknawlasnykoszt.blogspot.com/2014/05/wytyczne-pkw-z-dni-18-maja-1989-r.html

      Pozdrawiam serdecznie



      Usuń
  15. - -

    Niżej już chyba nie można upaść:

    TVR: "Dorn u boku Komorowskiego buduje „partię prezydencką”.

    Chociaż... podobno w niektórych kościołach księża nakazują modlitwę "za generała Jaruzelskiego".

    OdpowiedzUsuń
  16. Szanowny Panie Zaścianku,

    Bunt jest prawem ludzi młodych, dlatego wierzę, że słowa Bugajskiego - "Musimy odrzucić stare struktury i starych przywódców, choćby to nie wiem jak bolało. Musimy odświeżyć stare idee i wymyślić nowe" - są przesłaniem skierowanym do naszych następców.
    Nam nie udało się tego zrobić.

    Pozdrawiam Pana

    OdpowiedzUsuń
  17. przemek łośko,

    To są słowa, które w pełni podzielam:
    "Nie da się zmienić tego systemu metodami politycznymi lub demokratycznymi. W kraju, w którym za opozycjonistę uchodzi niespełniony szachista pod muchą, który pierwszy latał z artykułami polemicznymi do Polityki, ba, który uchodzi za "narodowca", tylko kryterium uliczne okaże się skuteczne."

    Dodałbym jedynie, że problemem nie jest samo kryterium, ale to, że mogę je zorganizować tacy "opozycjoniści" jak ów szachista.

    OdpowiedzUsuń
  18. Pani Urszulo,

    Co mogli zrobić ci, których głos (tak wówczas jak i dziś) jest przemilczany:

    "Solidarność" nie wygrała wyborów, gdyż na skutek umów "okrągłego stołu" wygrać ich nie mogła. "Solidarność" wygrała z miażdżącą przewagą głosowanie, gdyż Polacy nie chcą komunizmu i od ponad 40 lat demonstrują to przy każdej nadarzającej się okazji. Jeśli to kogoś dziwi i jeśli ktoś spodziewał się innego obrotu spraw, to znaczy, że żył dotąd na Księżycu a nie w Polsce. "Solidarność" wygrała, czy wygrał jednak także Komitet Obywatelski?
    Jest jasne, że głosowano nie na Komitet, lecz na idee, dorobek i legendę "Solidarności". Gwarantem tych wartości w oczach opinii publicznej był Lech Wałęsa. Jak trafnie w "Gazecie Wyborczej" podsumował sytuację Komitetu Jerzy Holzer: "opieramy się na dwóch symbolach, na owym czterosylabowym haśle pisanym gdańską kursywą i na jednym nazwisku". To wystarczyło, by 15 milionów dorosłych Polaków poszło głosować.

    Ale blisko 11 milionów do urn nie poszło i opowiedziało się za bojkotem. Trzeba sobie uświadomić, że te 38 % nie głosujących, to więcej niż bojkotujących referendum przed dwoma laty. Wówczas do bojkotu wzywała "Solidarność" i wszystkie ugrupowania opozycyjne. Dziś Komitet Obywatelski apelował o masowy udział w wyborach, twierdząc, że będzie to wydarzenie rozstrzygające w naszych powojennych dziejach.
    Bojkot głosiły grupy nieliczne i jak dotąd politycznie marginalne.
    Trudno sądzić, by tak powszechne odrzucenie "niekonfrontacyjnych wyborów" było reakcją na hasła ugrupowań radykalnych. Był to raczej masowy objaw nieufności do rozwiązań proponowanych przy "okrągłym stole", w tym także do linii politycznej Komitetu Obywatelskiego. Te 11 milionów dorosłych Polaków to nie są zapewne skrajni radykałowie
    czyhający z nożem w zębach na głowę generała Jaruzelskiego. Nie są to też przede wszystkim frustraci i "wewnętrzni emigranci", jak sugeruje Jerzy Holzer.
    Sądzę raczej, że ci, którzy nadzieje pokładali w tradycyjnych ideałach "Solidarności - demokratycznej i pluralistycznej, a dziś widzą, jak tworzy się lewicową partię polityczną pod nazwą Komitet Obywatelski o monopolistycznych tendencjach. Są to zapewne także ci, którzy odrzucają linię polityczną Komitetu, linię porozumienia lewicowych przywódców z władzami kosztem demokratycznych zasad, związkowych uprawnień "Solidarności" i rzeczywistych reform gospodarczych. 4 czerwca było ich blisko 11 milionów. Ale jeśli sytuacja polityczna nie ulegnie zmianie, a gospodarcza się pogorszy, ich liczba z pewnością niepomiernie wzrośnie.
    A ugrupowania skrajne - dotąd marginalne - staną się siłą zasadniczą. Czy o to chodzi ?

    "Solidarność" to wielka legenda, ideały Sierpnia 198O roku, a wreszcie związek zawodowy, którego kształtu wciąż nie znamy. Komitet Obywatelski to pewna koncepcja polityczna i grupa osób wokół niej skupiona. Legenda wygrała, ale koncepcja zawisła w próżni. Ostatni
    więc czas, by ją zmienić.

    Antoni Macierewicz – czerwiec 1989r.

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  19. Panie Aleksandrze!

    Nie mogli zrobić nic. Byli (i są!) w 38% mniejszości.
    A u nas zarządzono "suwerenną demokrację".

    DLA MNIE POZOSTAJĄ BOHATERAMI.

    Jak cytowany przez Pana Antoni Macierewicz.

    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  20. Tymczasem Milicja Obywatelska 3RP, Obywatelska Służba Bezpieczeństwa 3RP oraz czarne ZOMO 3RP powróciło w koleiny i na tory PRL w drodze do swojej odradzającej się ojczyzny komunizmu ZSRS oraz swojej komuszej stolicy Moskwy.

    http://niezalezna.pl/55422-przesladowania-w-pienieznie-policja-wypytuje-o-dewastacje-sowieckiego-pomnika

    PS
    Gdyby daj Boże Polacy się opamiętali i zaczęli burzyć sowieckie pomniki tak jak burzyli pomniki Lenina Ukraińcy to dzisiejsze zbrojne ramię przebierańców w policji znaczy Milicji Obywatelskiej , ABW znaczy z SB, WP znaczy LWP strzelali by w potylicę jak ich bracia z Katynia Miednoje, Charkowa, Ostaszkowa, Kozielska oraz innych obozów i więzień na terenie okupowanej II RP przez bolszewicką Rosją.

    PPS
    Żyjemy w jakiejś całkowicie niedorzecznej aberracji i matriksie, który podaje się za rzekomo demokratyczną, wolną, suwerenną, niepodległą krainę, w którą rządzą dziwki świnie i alfonsy wieprze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziwnym, naprawdę niezwykłym trafem, akcja najsmutniejszych dramatów egzystencjalnych - Życie jest snem, Calderona, czy Król Ubu, Jarry'ego - umiejscowiona jest w Polsce. Jesteśmy sławni.

      Usuń
    2. Ach, co mi tam!
      Choć raz powołam się na własny komentarz :)))

      ŻEBY NIE BYŁO! Z MARCA!
      ----------------------------------------------------------------------


      III RP – CZYLI: TU SIĘ (PRAWIE) NIC NIE DZIEJE NAPRAWDĘ!


      I. Partia i rząd (PO + Belweder) nie mają żadnej władzy, nawet nie rządzą, tylko nasłuchują wytycznych z Moskwy.

      - kamuflaż 1. - że 'nasłuchują' także z innych części świata, zwłaszcza z Niemiec, podporządkowanych Rosji, jak za czasów NRD, tylko obszar podporządkowania obejmuje całą BRD.

      - kamuflaż 2. - że oczekują czegokolwiek od USA / NATO - przeciwnie, zarówno tam jak i w UE pełnią rolę konia trojańskiego Moskwy.


      II. Opozycja udaje, że jest opozycją.

      De facto stanowi od 2010 nieszkodliwą, wbudowaną w SYSTEM, "opozycję konstruktywną". O czym dobitnie przekonują jej ostatnie poczynania. Sądzę, że wysiłki większości skupione są na uzyskaniu jak najlepszych wyników w kolejnych wyborach, gwarantujących ciepłe (i tłuste) posady w parlamencie lokalnym, bądź europejskim. Ci, którym chodzi w tym wszystkim o Polskę (lub przynajmniej: także o Polskę) - raczej stanowią mniejszość. Bowiem: po owocach poznajemy...

      Cyklicznie mobilizuje swój elektorat urządzając "miesięcznice" i rocznice smoleńskie. [] Przy czym: gdyby nie ZP A. Macierewicza, o zamachu smoleńskim wiedzielibyśmy tyle, ile wie świat, gdzie nadal obowiązuje rosyjska wykładnia tzw. raportu MAK. Raport ten został również przyjęty przez "rząd" III RP, który za to konsekwentnie podważa ustalenia ZP AM.


      III. Jesteśmy z powrotem w Jałcie. (?)

      Nie wiem czy można aż tak uogólniać, ale zaryzykuję:

      Zarówno Ukraina jak i USA (reszta potencjalnych 'sprzymierzeńców Polski' się nie liczy) - "postawiły" na PO*. Podobnie zresztą jak Rosja.

      Jesteśmy więc z powrotem w Jałcie, Krym, jak wówczas, należy tam gdzie trzeba, zamiast Stalina mamy Putina, zamiast Roosevelta na wózku inwalidzkim mamy sprawnego (fizycznie) Obamę, tylko tym trzecim są - w miejsce Anglii - "przegrane" (w II WŚ) Niemcy. Pomimo 72 mln ofiar, holokaustu - za który, jak wiadomo, winę ponosi Polska -, etc. etc.

      Ukraina - ...???
      __________________
      * czyniąc tak postąpiły/postąpią racjonalnie: sprzymierzać należy się z partią u władzy, nie zaś z opozycją, z marnymi widokami na rządzenie.

      Rzeczywiście: 2005 rok i podwójna wygrana PiS - to był klasyczny "wypadek przy pracy", który nie powinien był się zdarzyć, i który szybko skorygowano w wyborach 2007, a przypieczętowano w Smoleńsku, w 2010.

      UD - 24 marca 2014 15:52


      Pozdrawiam serdecznie




      Usuń
  21. „Polityka Zachodu podczas wojny kierowała się względami narzuconymi jej przez sojusz z Sowietami; polityka Zachodu po wojnie kieruje się względami narzuconymi jej przez chęć pokojowej koegzystencji z Sowietami.” - J. Mackiewicz


    Panie Aleksandrze,

    20 marca 2014 w znakomitym "POWROCIE DO JAŁTY" pisał Pan - w zakończeniu:

    "Realizm nie pozwala oczekiwać rzeczy niemożliwych, a zatem wierzyć, że sojusze militarne i polityczne uchronią nas od napaści i rosyjskiej dominacji. Po roku 1939 i 1945, kolejna data nie przyniesie przełomu w łańcuchu dyplomatycznych draństw, zdrady i zawiedzionych nadziei. Żadna z „zachodnich demokracji” nie będzie umierać za Polskę, tak jak dziś nikt nie chce nadstawiać głowy za wolną Ukrainę.

    Realizm każe jednak rozumieć, że historię tworzą fakty i ten czas musi być wykorzystany do podważenia „magdalenkowego” porządku, na którym zbudowano III RP. Stanowi on wierne odbicie ładu pojałtańskiego i wszelkich „samoograniczeń” jakie narzucono Polakom.

    Polski silnej i niezależnej, jakiej chciał prezydent Lech Kaczyński, nie da się zbudować z obecnym układem rządzącym, jego pseudoelitami i antypolskim systemem wartości. Oparty na podległości wobec silniejszych i logice kłamstwa smoleńskiego, reżim ten stanowi dziś główne zagrożenie przed którym stoją Polacy. Nigdy wcześniej nie było to tak oczywiste, jak w dniach, w których widzieliśmy trupy na ulicach Kijowa.

    Tak długo, jak agresja rosyjska zaprząta uwagę opinii światowej i decyduje o politycznych koniunkturach, jest czas na obalenie tego układu.

    Później wrócimy do Jałty."


    Nie skorzystano z Pańskich podpowiedzi, nikomu najwyraźniej ani się śni podważanie "porządku magdalenkowego".


    # # #


    Minęły dwa miesiące.

    Dzisiaj szykują nas (niemrawo) do eurowyborów,
    ale już na horyzoncie pojawia się to, na co ONI
    RZECZYWIŚCIE CZEKAJĄ: groźna i upiorna data:
    4 CZERWCA 2014, Nasza "Jutrzenka Wolności",
    choć raczej: Strzyga Powtórnego Zniewolenia.

    Po "parafowaniu" przez następcę Roosevelta,
    oraz dokonaniu podobnego zabiegu w Kijowie,
    będziemy - wraz z Ukrainą, z powrotem w Jałcie.
    Nazwijmy ją JAŁTĄ - BIS.

    Spełni się wtedy - suflowane w 1991 przez tych co trzeba -
    "proroctwo" chłopka-roztropka - o NATO-BIS i UE-BIS.
    Z Zachodem Sowiety "się" dogadają, a my znów na wiek (?)
    pogrążymy się w Unii Eurazjatyckiej.

    Odtąd będziemy rok w rok czcili zarówno "Magdalenkę"
    jak i "mądrych i przewidujących architektów OS I & II",
    którzy przynieśli nam upragnioną wolność.
    I to (wyjątkowo) z pominięciem ruskich bagnetów.

    A po 25 latach tę "RUSKĄ WOLNOŚĆ" nam pięknie "utrwalili".
    Z błogosławieństwem NATO, UE, "Zachodu" i wszystkich
    możnych tego świata. Amen.


    Widząc jakie spustoszenia dokonują się, kiedy nie powie się w porę:

    3 x NIE !!!

    i po raz kolejny pozwoli wymknąć się z rąk nieprawdopodobnej szansie
    OBALENIA UKŁADU, nie mogę się oprzeć przywołaniu na zakończenie
    tych słów:


    Jeśli pozwolisz, by robactwo się rozmnożyło, rodzą się prawa robactwa.
    I rodzą się piewcy, którzy będą je wysławiać

    Antoine de Saint Exupéry



    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  22. PUST' ŻIWIOT I UKRIEPLIAJET NIERAZRYWNAJA SWIAŹ ROSSIJA - KITAJ! URRRRAAAA!!!

    Panie Aleksandrze,

    Podczas gdy Pan, powołując się na chińską agencję prasową Xinhua - pisze na TT:

    "To zła wiadomość: chińsko-rosyjska deklaracja o współpracy została podpisana".

    Chinese President Xi Jinping (R) and Russian President Vladimir Putin sign a joint statement aimed at expanding cooperation in all fields and coordinating diplomatic efforts to cement the China-Russia all-round strategic partnership of cooperation after their talks in Shanghai, east China, May 20, 2014. (Xinhua/Pang Xinglei)

    - "NASZE" w piętkę goniące portale, w których poziom dziennikarstwa jest odwrotnie proporcjonalny do poziomu gwiazdorstwa - zachłystują się z radości jak stado przygłupów, wiedzionych przez PAP:

    Chiny i Rosja nie podpisały kontraktu gazowego o wartości 400 mld dolarów!
    | PAP |

    Wizyta Putina w Pekinie skończy się fiaskiem? Chiny i Rosja nie podpisały kontraktu gazowego.
    http://niezalezna.pl/55432-wizyta-putina-w-pekinie-skonczy-sie-fiaskiem-chiny-i-rosja-nie-podpisaly-kontraktu-gazowego

    Rosja i Chiny nie podpiszą kontraktu gazowego?
    http://telewizjarepublika.pl/rosja-i-chiny-nie-podpisza-kontraktu-gazowego,7088.html

    Itd., itp.

    To wszystko rzeczywiście MUSI PRYSNĄĆ!** Z hukiem!


    Pozdrawiam serdecznie

    ** eufemizm

    OdpowiedzUsuń
  23. A jednak.

    "Petycja na stronie Białego Domu nawołująca do uznania przez Waszyngton Rosji za „państwo sponsorujące terroryzm” zebrała już ponad 100 tysięcy podpisów. Oznacza to, że Biały Dom będzie musiał rozpatrzyć dokument.

    W swojej niezapowiedzianej wojnie przeciwko Ukrainie Rosja opiera się na tajnych operacjach, które można zdefiniować jako „międzynarodowy terroryzm” zgodnie z art. 18 (Przestępstwa i postępowanie karne – przyp. red.) § 2331 Kodeksu Stanów Zjednoczonych. W szczególności chodzi o uzbrojonych agentów Rosji, działających pod przykryciem, próby wywarcia wpływów na politykę ukraińskiego rządu poprzez zastraszanie lub zmuszanie. Rosja próbuje także wpływać na zachowanie Kijowa poprzez zabójstwa i porywania, opanowując siłą budynki rządowe, posterunki policji i bazy wojskowe Ukrainy. Te działania są prowadzone na wielką skalę i przez dłuższy czas, mimo potępienia ze strony USA, grupy G7, NATO, UE i ONZ” – czytamy w petycji."

    http://niezalezna.pl/55446-rosja-panstwem-sponsorujacym-terroryzm-juz-100-tysiecy-podpisow-na-stronie-bialego-domu

    Chociaż nie pokładam w tej petycji jakichkolwiek nadziei, to jednak informacja o tym, że putinowska Roja jest państwem bandyckim pójdzie w świat, co będzie jedynym z tego sukcesem informacyjnym.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobre i to. Na początek!


      A potem niechby się zdarzyło jako rzecze Aleksander Ścios: :-))

      "Zburzenie "ładu jałtańskiego" będzie możliwe tylko poprzez wydarzenie podobnej miary, jak to, które ten ład stworzyło. Jednym słowem, Rosja musi "dopełnić swojej miary" i wywołać totalną zawieruchę, a następnie ...zniknąć z mapy świata. Dopiero ten dzień będzie prawdziwym triumfem wolności."

      AMEN

      Usuń
  24. A źródło wciąż bije...

    http://wpolityce.pl/smolensk/196504-prof-binienda-od-prokuratorow-uslyszalem-ze-ich-zadaniem-jest-sluzenie-grupie-ktora-nie-zyczy-sobie-aby-prawda-ujrzala-swiatlo-dzienne-wywiad

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Płynie rzeka wąwozem jak dnem koleiny, która sama siebie żłobiła,
      Rosną ściany wąwozu, z obu stron coraz wyżej, tam na górze są ponoć równiny;
      I im więcej tej wody, tym się głębiej potoczy
      Sama biorąc na siebie cień zboczy...

      Piach spod nurtu ucieka, nurt po piachu się wije, własna w czeluść ciągnie go siła.
      Ale jest ciągle rzeka na dnie tej rozpadliny, jest i będzie, będzie jak była,
      Bo źródło
      Bo źródło
      Wciąż bije.

      A na ścianach wysokich pasy barw i wyżłobień, tej rzeki historia, tych brzegów
      Cienie drzew powalonych, ślady głazów rozmytych, muł zgarnięty pod siebie - wbrew sobie
      A hen, w dole blask nikły ciągle ziemię rozcina,
      Ziemia nad nim się zrastać zaczyna...

      Z obu stron żwir i glina, by zatrzymać go w biegu, woda syczy i wchłania, lecz żyje
      I zakręca, omija, wsiąka, wspina się, pieni, ale płynie, wciąż płynie wbrew brzegom -
      Bo źródło
      Bo źródło
      Wciąż bije.

      I są miejsca gdzie w szlamie woda niemal zastygła pod kożuchem brudnej zieleni;
      Tam ślad, prędzej niż ten kto zostawił go, znika - niewidoczne bagienne są sidła.
      Ale źródło wciąż bije, tłoczy puls między stoki,
      Więc jest nurt, choć ukryty dla oka!

      Nieba prawie nie widać, czeluść chłodna i ciemna,
      Niech się sypią lawiny kamieni!
      I niech łączą się zbocza bezlitosnych wąwozów,
      Bo cóż drąży kształt przyszłych przestrzeni
      Jak nie rzeka podziemna?

      Groty w skałach wypłucze,
      Żyły złote odkryje -
      Bo źródło
      Bo źródło
      Wciąż bije.

      Usuń
  25. W dniu wczorajszym przypadkowo obejrzałem fragment programu TV z udziałem Halickiego z PO i Waszczykowskiego z PiS, którzy gaworzyli o możliwym przyszłym POPiS-ie po europejskich wyborach parlamentarnych w PE w ramach tej samej partii ludowej, w której dziś jest PO.
    I chociaż ta informacja nie miała już żadnego wpływu na moją wcześniejszą decyzję o nie braniu udziału w tej "wyborczej" farsie, to te publiczne zapowiedzi o kolejnym tym razem europejskim POPiSie utwierdziły mnie w słuszności mojej wcześniejszej decyzji.

    Są ważniejsze i pilniejsze sprawy nie cierpiące zwłoki do wykonania, nad którymi nie pochyli się żadna z dobrze okopanych parlamentarnych pookrągłostołowych opcji politycznych, które doprowadziły Nas Polaków i Polskę do takich oto poniżających i godnych Naszego największego oburzenia i pogardy sytuacji, jak ta w "sądzie" wrocławskim.

    https://www.youtube.com/watch?v=D9ikgV7jzL4

    Nie jest w stanie zmienić w dzisiejszym tworze jakim jest III RP żadna kartka wyborcza.

    OdpowiedzUsuń
  26. |PAP| Chiny wzywają do stworzenia w Azji nowego układu bezpieczeństwa.

    Prezydent Chin Xi Jinping wezwał dzisiaj na konferencji w Szanghaju do stworzenia w Azji nowego układu zapewniającego bezpieczeństwo i ułatwiającego współpracę. Organizacja miałaby się opierać o państwa regionu poszerzone o Rosję i Iran, ale bez udziału USA.

    Prezydent Chin przemawiał podczas IV Konferencji na temat Współdziałania i Budowy Środków Zaufania w Azji. Wśród zgromadzonych gości znaleźli się m.in. prezydenci Rosji i Iranu: Władimir Putin i Hasan Rowhani. Podczas swojego przemówienia Xi podkreślił, że "potrzeba stworzyć własne modele współpracy i zbudować w regionie nowy układ zapewniający bezpieczeństwo".

    http://wiadomosci.onet.pl/swiat/chiny-wzywaja-do-stworzenia-w-azji-nowego-ukladu-bezpieczenstwa/yebw1

    --------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

    Panie Aleksandrze,

    To są chyba najpoważniejsze światowe przegrupowania polityczne ostatnich lat. Wydawało mi się, że USA "wyszły z Europy", m. in. aby skoncentrować się na budowaniu - opartego głównie na dobrych relacjach z Iranem (i z Chinami?) - bloku azjatyckiego. Wygląda na to, że Iran wybrał sojusz z Rosją i Chinami, a USA zostały "wymiksowane" z Azji.

    Czy w kontekście powyższego można odczytywać doniesienia Washington Post jako próbę "interwencji dyplomatycznej" USA za pośrednictwem Arabii Saudyjskiej?

    RIYADH, Saudi Arabia — Saudi Arabia said Tuesday that it had invited Iran’s foreign minister to visit Riyadh, breaking the ice in one of the most hostile relationships in the Middle East ahead of key talks on Iran’s nuclear program in Vienna this week.


    Naturalnie, ponieważ sprawa wykracza poza spoty wyborcze i codzienną odmóżdżającą młóckę pseudopolityków i pseudodziennikarzy, nie znalazłam (poza doniesieniem PAP) żadnego komentarza na ten temat w którymkolwiek z polskich mediów.

    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  27. Obibok na własny koszt,

    Petycja będzie miała znaczenie informacyjne, jednak już dziś widać, że administracja Obamy będzie dążyła do "ocieplenia" relacji z Rosją. Najgorszy w historii prezydent USA nigdy nie zdecyduje się na realne działania wobec Putina, zaś uznanie Rosji za państwo sponsorujące terroryzm w ogóle nie wchodzi w rachubę.
    Wprawdzie w ostatnim czasie Amerykanie dostali przynajmniej trzy siarczyste policzki od Putina (Boston, Syria i Snowden), ale bez mrugnięcia okiem przyjmą kolejne.
    Póki obowiązuje reguła - pokój ponad wszystko, każdy światowy bandyta może czuć się bezkarny.

    OdpowiedzUsuń
  28. Z faktami się nie dyskutuje, a jakie one są każdy roztropny obserwator widzi.
    Lecz jak to mówią, lepszy wróbel na dachu Białego Domu niźli gołąb na dachu stodoły warszawskiej Waldemara Pawlaka.

    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  29. Pani Urszulo,

    Sprawa relacji Rosja-Chiny jest wielce pouczająca z perspektywy naszego podwórka. Z jednej strony mamy bowiem deklarację pierwszego stratega III RP, gen.Kozieja, który przed kilkoma dniami oświadczył: "Moim zdaniem sojusz chińsko-rosyjski nie jest możliwy. Chiny są bardzo mocno powiązane z USA", z drugiej zaś infantylne pseudoanalizy "naszych" publicystów, którzy w przeddzień podpisania (co było wręcz oczywiste) umowy Rosja-Chiny zaklinają rzeczywistość i próbują udowadniać, że do kontraktu nie dojdzie.
    W tej materii można przytoczyć tezę pani Aleksandry Rybińskiej, która jeszcze wczoraj dowodziła, iż "Chiny nie traktują Rosji jak sobie równego partnera. Zwrot ku Azji, wzorem Waszyngtonu, Putinowi się nie uda" i przewidywała, że nie dojdzie do podpisania umowy.
    Znamienne jest również, że o ile wczoraj wszystkie "nasze" portale chętnie rozpisywały się o fiasku umowy gazowej, o tyle dziś w ogóle nie dostrzegły, że została jednak podpisana.
    W przypadku Kozieja (gdyby ktoś chciał to zdefiniować) możemy oczywiście mówić o poważnej kompromitacji, ponieważ rzeczy, które ten pan wypowiadał np. 14 maja br. są więcej niż nonsensowne.
    http://www.bbn.gov.pl/pl/wydarzenia/5533,Szef-BBN-dla-Radia-Plus-Agresja-moglaby-sie-przeistoczyc-w-wojne-podobna-do-tej-.html
    Poważniej sprawa wygląda z "naszymi" mediami, które od dość dawna kształtują przekaz według prostego wzoru: piszemy to, co pozwala "krzepić" ducha, przemilczamy to, co niewygodne lub nazbyt trudne.
    W efekcie czytelnik otrzymuje zbiór PAP-owskich bredni, okraszony kilkoma dyrdymałami polityków PiS. Treści w tym żadnej, ale do wyborów da się dociągnąć.

    Podzielam Pani opinię, że jesteśmy świadkami najpoważniejszych światowych przegrupowań.
    Efekty wizyta Putina w Chinach mogą zaskoczyć tylko tych, którzy nie rozumieją logiki wspólnej strategii jawnego i utajnionego komunizmu. Ta strategia przybiera dziś bardzo wymierny kształt i nie mam wątpliwości, że w najbliższych latach będzie decydowała o losach świata. Już wiele lat temu, amerykański analityk i sowietolog Jeffrey R. Nyquist pisał o przygotowaniach wojennych Rosji, podkreślając, że mają one ścisły związek z zawiązanym w latach 90. rosyjsko - chińskim sojuszem militarnym.
    „Przypuszczać, że Rosja i Chiny są wrogami – pisał Nyquist - to jest przestarzałe myślenie. Trzeba wreszcie przyjąć do wiadomości, że oba państwa są drugorzędnymi mocarstwami, w walce o supremację ze Stanami Zjednoczonymi. Jedyną sensowną strategią jest dla nich zjednoczenie przeciw Amerykanom. I to dokładnie robili przez ostatnich dziesięć lat.”

    W III RP nie ma poważnych analityków i publicystów, którzy potrafiliby dostrzec ten problem.Dominuje myślenie powierzchowne i schematyczne.
    Nie ma nawet takich, którzy chcieliby odpowiedzieć na pytania: dlaczego od kilku lat ośrodek belwederski traktuje Pekin jako "strategicznego sojusznika" lub, dlaczego szef ABW Bondaryk udał się w czerwcu 2010 roku z wizytą do Chin?

    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  30. Panie Aleksandrze!

    Bardzo się cieszę, że potwierdził Pan moje, wykoncypowane na bazie PAP-owskich strzępów, domniemania. Oparte na dwóch zasadniczych przesłankach:

    1. Nigdy nie uwierzyłam w zmierzch komunizmu, ani w Sowietach, ani w "kapitalistycznych" Chinach.

    2. Podobnie - nie dałam się nabrać na suflowane natrętnie "rozdźwięki" miedzy ZSSR i ChRL, przeciwnie, zawsze byłam pewna nierozerwalnego sojuszu między tymi potwornymi krajami.

    Na blogu "cogito.salon24.pl" przez długi czas widniał link do wspaniałej strony Jeffa Nyquista:
    http://www.jrnyquist.com/ - zwany obecnie przez Autora "A Website For Patriots Who Think", i dopóki tam był, często do JN zaglądałam. Ale wiadomo: co z oczu to i z serca :), więc skoro na "Bezdekretu" odnośnika zabrakło, czytać przestałam.

    I teraz z zaciekawieniem studiuję to, co ostatnio Nyquist napisał i wiele rzeczy zaczyna mi się wreszcie logicznie układać.

    Dla zachęty fragment:

    Ideology vs. Truth

    Commentary for 12 May 2014

    There is a tendency, especially today, to reduce all political analysis to an ideological formula, and to judge everything according to this formula. Such a reduction is usually erroneous, even dangerous, when applied to a complicated world. It is, of course, easier to simplify everything in order to make it more comprehensible. But the world does not become simpler when we ideologically simplify. We become simpler – to the point of stupidity.

    Most people ideologically simplify because they are distracted and have no time for political studies, or historical studies, so they adopt an ideological template. This allows them to quickly categorize all political phenomena into two categories: (1) that which agrees with their own ideological template; (2) and that which disagrees with their own ideological template. Here is a corrupt practice which says that if something disagrees with the adopted political ideology, it is wrong or evil. If it agrees, it is right and proper.

    Piękne, prawda?


    Pozdrawiam serdecznie i dziękuję za wyjaśnienia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Brednie Kozieja w kwestii rzekomego braku sojuszu Moskwa-Pekin mają dezinformować.
      To samo w "naszych mediach" i "naszych publicystów" - krzepić serca: "za Uralem będą Chiny" itd., itp. Inna sprawa, że jak twierdził Marian Hemar (bodajże), "ku pokrzepieniu serc pisze się dzieciom", a nawet dzieci są w stanie pojąć, na podstawie jakichkolwiek medialnych doniesień, że mówienie o "nieuniknionym konflikcie chińsko-rosyjskim" jest pozbawione podstaw.

      Btw: http://jaszczur09.blogspot.com/search/label/o%C5%9B%20Moskwa-Pekin

      Pan Aleksander pisze m.in.: jesteśmy świadkami najpoważniejszych światowych przegrupowań.
      Efekty wizyta Putina w Chinach mogą zaskoczyć tylko tych, którzy nie rozumieją logiki wspólnej strategii jawnego i utajnionego komunizmu. Ta strategia przybiera dziś bardzo wymierny kształt i nie mam wątpliwości, że w najbliższych latach będzie decydowała o losach świata.
      Nie bez racji, proponuję też przyjrzeć się kontaktom na pozostałych szczeblach w ostatnim czasie, pomiędzy chrlowskimi czynownikami a kremlowskimi czekistami:

      http://jaszczur09.blogspot.com/2013/10/geopolityczne-przebiegunowanie-1.html
      http://jaszczur09.blogspot.com/2014/03/geopolityczne-przebiegunowanie-2.html

      Usuń
  31. Teraz szach, za rok mat

    http://niezalezna.pl/55498-teraz-szach-za-rok-mat

    Nie sieją, bo sami się rodzą.

    Żałosne.

    OdpowiedzUsuń
  32. A |PAP| dalej pieprzy wieprza...


    "Umowa gazowa Rosja-Chiny świadczy o słabości Kremla"

    I dalejże przytaczać: a to korespondenta z Berlina, który przytacza FAZ (proszę koniecznie posłuchać - niecała minuta -, ja się popłakałam ze śmiechu - klik), a to "analityków" z FT:

    Zawarty przez Rosję kontrakt na dostawy gazu do Chin to nie triumf Kremla ani dowód na strategiczny zwrot w jego stosunkach z ważnym sąsiadem; dowodzi raczej słabości rosyjskiej gospodarki i jej zależności od Państwa Środka - pisze "Financial Times".

    Za PAP jak stado baranów podążają "wasze" i "nasze" portale, w których Przekaz Dnia zostaje powielony (do wdrukowania w umysły obywatelskie).

    Wojna to pokój.
    Wolność to niewola.
    Ignorancja to siła.



    http://stooq.com/n/?f=888798&search=umowa%2Bgazowa%2Brosja-chiny

    http://stooq.com/n/?f=888846&search=umowa%2Bgazowa%2Brosja-chiny

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tego korespondenta jednak trzeba uwiecznić także drukiem:


      22.05.2014 (IAR) - Podpisany wczoraj kontrakt gazowy między Rosją, a Chinami nie jest sukcesem Moskwy - ocenia prasa w Niemczech. Zdaniem komentatorów umowa nie jest też problemem dla Europy.

      Komentator „Frankfurter Allgemeine Zeitung” pisze, że Rosja podpisując umowę z Chinami wysyła zachodowi sygnał, iż ma także innych klientów. Ale ilość gazu jaka ma trafić do Chin to zaledwie jedna piąta tego co Gazprom może sprzedawać na zachód. Nie ma obawy, że Chińczycy wykupią gaz Europie. Komentator „Sueddeutsche Zeitung” dodaje, że cena gazu, który popłynie na wschód, będzie zapewne niższa niż w przypadku zachodu. Jak można przeczytać, fakt, że Gazprom nie chce podać wartości kontraktu jest wymowny. Niewykluczone, że umowa jest nawet szkodliwa dla rosyjskiego budżetu. Ale Władimir Putin gotowy jest ponieść straty, aby dokuczyć zachodowi.(!!!)

      Gazeta dodaje, że Putin uzależnił swój kraj od sprzedaży surowców. Ale kontrakt z Szanghaju pokazuje, że Rosji nie udaje się wynegocjować takich cen jakich oczekuje.

      Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Wojciech Szymański/Berlin/

      Usuń
  33. Panie Aleksandrze,

    Zgodne zaklinanie rzeczywistości przez cały Eurosojuz zaczyna wyglądać na działania paniczne. Widać jak wielkiego stracha napędził rusofilnej Europie ten chiński kontrakt.

    Wstępny przegląd prasy amerykańskiej też każe się zastanawiać czy ten świat czasem do reszty nie oszalał?

    In a policy report, Skalamera goes on to unpack why this deal doesn't necessarily reflect a new Eurasian entente: China and Russia still eye each other warily over a host of issues, including budding naval tensions in the northern Pacific and Arctic, as well as Russia's unhindered supplying of arms to Chinese neighbors. While the optics may suggest a new challenge to the West, the deal ultimately boils down to cash and gas. This time for Moscow and Beijing, the numbers made sense.


    Arise! Men of the West!

    https://www.youtube.com/watch?v=rCZ3SN65kIs


    Pozdrowienia dla wszystkich :)

    OdpowiedzUsuń


  34. Dziś mija 30 lat od wydanego zaocznie wyroku kary śmierci dla płk. Ryszarda Kuklińskiego.

    W dniu 20.05.2014 roku odwiedziłem gdańską Bazylikę Mariacką, w której jak zwykle zostawiłem ślad mojej tam obecności.
    Wykonałem jak zwykle serię fotografii w tym miejsc nie dla wszystkich dostępnych, bo ukrytych za stalowymi ciężkimi drzwiami, do których wstęp mają nieliczni.
    Jak zwykle moje kroki w pierwszym rzędzie skierowałem do nawy poświęconej tym którzy walczyli z ginęli za Polskę.
    To w tej nawie w eksponowanym miejscu jest zainstalowana tablica pamiątkowa z 3 maja 2008 roku poświęcona płk. Ryszardowi Kuklińskiemu, którą ufundowali działacze Stowarzyszenia GODNOŚĆ.

    Tak wyglądała tablica pamiątkowa w dniu 20.05.2014 r.:

    http://1.bp.blogspot.com/-Jmm51EuOPyA/U35XN0INIjI/AAAAAAAAXAM/2QUniNrr9iU/s1600/SAM_5574.JPG

    Tu na moim blogu jest informacja o przypadającej 30. rocznicy wydania zaocznego wyroku oraz dwie fotografie z uroczystości nadania płk. Ryszardowi Kuklińskiemu Honorowego Obywatelstwa Miasta Gdańska.

    http://obiboknawlasnykoszt.blogspot.com/2014/05/30-lat-od-zaocznego-wyroku-kary-smierci.html

    Pozdrawiam Gospodarza i Jego Gości.

    Obibok na własny koszt

    PS
    Tę fotografię tablicy pamiątkowej wykonałem z myślą o Panu, Panie Aleksandrze, jako o orędowniku i obrońcy dobrego imienia i honoru śp. Pułkownika Ryszarda Kuklińskiego.
    Onwk.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Obibok na własny koszt,

      Bardzo Panu dziękuję za fotografię i przypomnienie tej daty. Dziękuję także za tak wyjątkową i cenną dla mnie dedykację.

      Pozdrawiam

      Usuń
  35. Ciekawe, czy ta pokojowa nagroda Nobla dla Obamy w 2009 nie była też sponsorowana przez jakichś dziwnych zielonych ludzików, żeby mu troszkę skrzydełka przyciąć co do późniejszych działań Ameryki.

    OdpowiedzUsuń
  36. http://wiadomosci.onet.pl/kraj/wojciech-jaruzelski-nie-zyje/jxqh8


    Szkoda, że skończył nie na sznurze, ale i tak dziś pod to wypiję

    pozdrawiam wszystkich

    OdpowiedzUsuń
  37. Kolejna czerwona menda zdechła w spokoju nie niepokojona przez wychowanków z konstruktywnej opozycji Kiszczaka pomimo podłączonej do niej kroplówką polskiej krwi.

    Bydlę, to zbyt łagodne określenie dla tej bolszewickiej kanalii.

    Powinien wisieć a nie zdychać w łóżku szpitalny na Nasz, Polaków koszt.

    OdpowiedzUsuń
  38. Pogrzeb z honorami.
    PO zwycięska.
    IIIRP w rozkwicie.

    Mówią, że gdy Pan Bóg chce kogoś pokarać, to spełnia jego prośby.

    To społeczeństwo nie zasługuje na normalne życie. Trzeba mu ruskiego zamordyzmu i buractwa, to spełnienie jego aspiracji.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. skoro pogrzeb ma być z honorami, proponuję przyjść gremialnie w takich wdziankach: http://koszulki-historyczne.spreadshirt.pl/wrona-skona-A11961627

      Usuń
  39. Zapewne podczas tej komunistycznej żałoby wywieszą swoje czerwone szturmówki wyciągnięte ze skrytek i przyozdobią je czarną wstęgą, znaczy się kirem.
    Będzie więc kolejne kolorowe święto PO moskiewsku.

    PS
    Dziś moja żona na wieść, że skonała ta menda, ubrała się wyjściowo i poszła do osiedlowego kupić piwo Karmi, lecz Karmi nie było - więc kupiła piwo Warkę cytrynową, a po powrocie je z dumą wypiła, tak więc jest już po stypie. Ja niestety po zdechłych mendach toastów nie wznosiłem i nie wznoszę. Niech zdychają, ino żwawo.
    Onwk.

    OdpowiedzUsuń
  40. Po raz kolejny po roku 2005 ruskie serwery się przegrzały i zawiodły namiestników i zdrajców z małego i dużego pałacu.
    A ja się nieśmiało spytam opozycję PiS.

    Gdzie byli i gdzie są ci strażnicy wyborów, o których tak szumnie i głośno zapowiadano od bardzo dawna?

    Nie było ich - jak w znanej piosence, prawda, bo znów skończyło się na słowach słowach słowach?

    Słowa uleciały gołębiem, a wróciły otrzeźwiającym i tępym obuchem, tuż przed kolejną utratą świadomości powyborczej.

    Mężowie zaufania jak zwykle zawiedli, prawda?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Obibok na własny koszt

      Mimo wszystko na wybory poszedłem, nie wiem, może potrzebnie, a może nie. Czytając blog A. Ściosa mam świadomość, że "kartka wyborcza nie jest żadną bronią" w sytuacji III RP.

      Jeśli jednak te wybory się odbywają, a Szanowny Autor, pomimo wszystkie wpadki PiS, wskazuje, że trzeba tę partię popierać, no i samemu ma się takie przekonanie - to "nasi" powinni by się przyłożyć.

      W KAŻDYM LOKALU wyborczym powinien być nie jeden, a dwóch ludzi kontrolujących pracę komisji. I trzeba tym ludziom zapłacić parę groszy i wybrać naprawdę solidnych, nikomu się nie przelewa, a świadomość pracy społecznej po to, żeby zapewnić naszym posłom fajne diety, nie wpływa stymulująco na morale. Trzeba to przeprowadzić, a nie o tym tylko gadać.

      I muszą to być ludzie, którzy będą patrzyli na łapy non stop, bo nie brak ubeków na prowincji i na dole. Przekręty zaczynają się właśnie tam - oni wiedzą jaki dziadek przyjdzie i za kogo można się podpisać.

      Serwery swoją drogą: nasze już się przegrzały

      http://niezalezna.pl/55687-nasz-news-serwery-pkw-sa-atakowane-problemy-z-dostepem-do-wynikow-wyborow

      Pozdrawiam Pana serdecznie

      Usuń
    2. @viva cristo rey

      Wiele razy i w różnych miejscach pisałem /od 2005 roku/ w przedmiocie pilnego i koniecznego powołania i utworzenia stałego korpusu wyborczego przy PiS.
      Dla większości jestem jak zdarta płyta z niemodną melodią, a mimo to moje próby nie ustawały, chociaż nie zyskiwały i nie zyskują poparcia wśród samych zainteresowanych osobistym sukcesem wyborczym.
      Temat jest obszerny i dlatego pozwoliłem po raz kolejny opisać go pobieżnie na moim blogu - jest adresowany do Pana osobiście.

      http://obiboknawlasnykoszt.blogspot.com/2014/05/korpus-wyborczy-jako-remedium-na.html

      Pozdrawiam Pana serdecznie

      Usuń
  41. Obibok na własny koszt / viva cristo rey,

    Obawiam się, że nic się "nie przegrzało", a wynik w pełni odpowiada oczekiwaniom. Waga wyborów do PE, w porównaniu z realnym znaczeniem wyborów prezydenckich i parlamentarnych, jest wręcz znikoma. Tzw. wygrana PiS nie przynosi żadnych skutków ujemnych dla reżimu i w niczym nie zagraża jego interesom. Pozwala natomiast utwierdzić partię Kaczyńskiego w przeświadczeniu, że jest "na dobrej drodze do zwycięstwa" - co zresztą powtarzają od wczoraj politycy opozycji i "nasze" media. Tradycyjnie zatem zabraknie refleksji nad ogromem klęski strategii opozycyjnej. Ogromem, bo po 7 latach rządów reżimu, nie sposób inaczej nazwać 30 procentowego wyniku PO. Takie oceny nigdy jednak nie przedostaną się do świadomości "naszego" elektoratu.
    Słusznie Panowie pytacie o sposób pilnowania tych wyborów, bo wprawdzie nie są one znaczącą potyczką, to należało je wykorzystać do przetestowania niektórych mechanizmów kontrolnych.
    Milczenie oznacza prawdopodobnie, że PiS nie kiwnął palcem, by przeprowadzić taką akcję. Szkoda, bo warto byłoby np. ustalić, z jakich serwerów korzystała firma Pixel Technology, którą tradycyjnie wybrano jako administratora? Jeśli były to serwery UNIZETO TECHNOLOGIES S.A (a tak wynika z pobieżnej oceny) to należało uważnie przyjrzeć się tej wielce ciekawej firmie.
    Link, który zamieścił Pan VCR skomentowałem już przed południem, bo nieczęsto (nawet na niezaleznej) można poczytać równie głupowaty tekst. Nie chodzi tam bowiem (jak można się domyśleć) o jakiś "atak" lecz o naturalne przeciążenie strony internetowej PKW, które nastąpiło w momencie, gdy nagle odwiedziło ją wiele tysięcy osób. Jeśli zaś był jakiś "atak", to obowiązkiem dziennikarzy jest ustalenie faktycznych okoliczności i poinformowanie o tym czytelników. Takie publikacje zaciemniają jedynie obraz rzeczywistych zagrożeń i służą wywoływaniu prymitywnych emocji.

    Pozdrawiam Panów

    OdpowiedzUsuń
  42. Aleksander Ścios,

    Tak, pełna zgoda, co do znaczenia tych wyborów bez większego znaczenia dla losów Polski jak i samych Polaków.

    Najważniejsze będą przyszłoroczne wybory, a te nie zapowiadają się korzystnie dla całej opozycji z PiS włącznie i to jakby na nie nie patrząc.
    Moimi starymi oczyma widzę przyszłą i zbliżającą się wielkimi krokami nieuchronną i totalną porażką kandydata PiS.

    Obym to tylko ja się w tym względzie mylił, daj Boże oby to tylko ja był w błędzie.

    Pozdrawiam Pana serdecznie ze słonecznego Gdańska.


    PS
    Najgorszy z najgorszych posłów PiS Ryszard Czarnecki w TV Polsat przed chwilą stwierdził, że najważniejsze przyszłoroczne to, proszę usiąść i nabrać powietrza - "wybory parlamentarne". Kiep jak to kiep zawsze musi czymś się wyróżnić z tłumu.
    Onwk.

    OdpowiedzUsuń
  43. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  44. „Bo generale nie znasz godziny
    Gdy przed Najwyższym Dowódcą świata
    Złożysz ostatni raport za swe czyny
    Z piętnem Kaina, krwią swego brata”.

    http://blogpublika.com/2014/05/26/ks-jacek-bo-generale-nie-znasz-godziny-z-pietnem-kaina-krwia-swego-brata/

    Piłat mógłby się cieszyć, że znalazł we współczesnych kościele polskim tak dużo swoich naśladowców. Smutne ,że niektórzy hierarchowie wykorzystują słowa Ewangelii o niesądzeniu i potępianiu człowieka. Smutne, że przelęknieni nie potrafią wypowiedzieć z mocą słów prawdy o czynach zmarłego. Każdy wierzący doskonale wie, że osąd należy do Bożej Sprawiedliwości i nie nam orzekać, czy może w przypadku tego człowieka nie zwycięży Boże Miłosierdzie. To nie nasza ani Wasza sprawa drodzy hierarchowie z długimi frędzlami. Ten kto służy Bogu służy Prawdzie i to daje jemu moc głoszenia Słowa. Jeśli stchórzyliście oddajcie sakry biskupie, ściągnijcie suknie, odziejcie się w wory pokutne i proście Boga o Światło Rozumu. Nie jesteście godni przewodniczyć Ludowi Bożemu. Nie jesteście pasterzami ale najemnikami i mordercami swojej owczarni.

    OdpowiedzUsuń
  45. Tzw. prezydent podjął decyzję, którą wyartykułował Tomcio Ślinianka. Pochówek będzie państwowy. Ofiary kanalii państwowego pochówku nie otrzymały.

    Nasza "Opozycja" woli w tym czasie bredzić o sfałszowaniu wyborów do PE. Aż ciśnie się, aby przypomnieć "opozycji" prawdę z wieku gimnazjalnego: 'nie uważałeś jak robisz, to rób jak uważasz'.

    Ogarnia mnie wielki smutek na to, co dzieje się z Polską, z nami. Nie tylko z nami jako Polakami, ale przede wszystkim z nami - ludźmi. Znika człowieczeństwo, szacunek do wyobraźni i pomysłów, znika PRZEKONANIE, ŻE PRAWO POCHODZI OD SPRAWIEDLIWOŚCI. To dotyczy nie tylko spraw narodowych, politycznych, historycznych, ale także codziennych. Liczy się zapis, jego interpretacja, ale przede wszystkim kto i w jakim celu interpretuje, w interesie jakiego grona. Liczą się tabelka, papierek i kolesiostwo. Takie cechy jak odwaga, prawdomówność, własne zdanie i pomysłowość są pewną receptą na zawodową i społeczną klęskę. Tak wychowani Polacy nie mogą przetrwać jako Naród, muszą stać się szlamem i spłynąć do oceanów głębszych, bardziej dalekosiężnie myślących nacji.

    Zamiast promować charaktery i zdolności, promujemy odtwarzanie i posłuszeństwo. Zaczyna się w szkole, gdzie celującą oceną premiowana nie jest samodzielność myślenia, odwaga sądów i niebanalność rozwiązań, tylko najwierniejsze odtworzenie wzorców. Wzorce zaś ciągle się zmieniają i "przychodzą z góry". Rodzicom perswaduje się, że "dzieci muszą nauczyć się szybko dostosowywać do zmian w pędzącym i zmiennym nurcie świata". Ten, kto lepiej się podlizuje, kto lepiej się ładzi, wreszcie lepiej odtwarza - najlepiej pamięciowo, bez sięgania do podstaw problemowych - podaną papkę, ten jest "celujący". W taki sposób hodujemy intelektualne zera, estetyczne i etycznie upośledzone istoty człekokształtne.

    Taki chów przekłada się na jakość obywateli. "Stróż prawa", policjant, nie zawaha się uderzyć starszego człowieka, który wiele wycierpiał w stanie wojennym, jeśli tylko takie dostanie polecenie. Ma być porządek, kanalię chowamy z honorami, I TO JEST SPRAWA NADRZĘDNA DLA SUMIENIA POLICJANTA. Wydaje się to niebywałe, absurdalne i haniebne, ale w dzisiejszej Polsce JEST TO NORMALNE.

    Cały kraj przegnił i zrakowaciał. Jest nas bardzo niewielu, jak sądzę. Może jeden, może dwa procent społeczeństwa. Reszta wybrała trudną przemianę w tkankę rakową - tak jest bezpieczniej i wygodniej. W literaturze taką przemianę opisał Kafka: Gregor Samsa, jak pamiętamy, przemienił się w żuka, bacznie obserwując ten proces. Nie potrafił mu zaradzić. Kolejne lata życia doprowadziły Kafkę do napisania Zamku. Jak wiadomo powieści nie ukończył, a my, naszymi losami, piszemy jej zakończenie, wcielamy się w Pana K. mieszkając w globalnej wiosce i nie możemy dostać się do Zamku, do jego rządców, nie możemy zmienić praw wioski.

    To już nie jest gniew, ani bezsilność. To krach całej estetyki, w którą na końcu przyjdzie każdemu z nas wierzyć w zupełnej izolacji, w osamotnieniu. Robinsonowie, Plemię K. - pozostaje ostatnie pytanie: czy po jakimś czasie, po kilkuset latach, ta estetyka człowieczeństwa w którą wierzymy, powróci? Już tylko w to wierzę, że aluwialny plusk nie może trwać w nieskończoność, że sprawiedliwość to cecha ponadludzka.

    Zauważcie, że "państwowy pochówek" odbywa się przy umiarkowanym poparciu także środowisk narodowych. Społeczna niechęć jest zauważalna, ale kat nie budzi już gniewu, jego zbrodnia została oswojona i przedstawiona jako konieczna, jako dobro dla nas wszystkich.

    OdpowiedzUsuń
  46. I jak tu nie lubić pana Antoniego Macierewicza?:)))

    Kilka bardzo jasnych, dosadnych stwierdzeń.

    I przede wszystkim wielka dawka nadziei, oczywiście nie bezwarunkowej.

    Może ster nawy rzeczywiście zaczyna się odchylać?

    Daj Boże!

    http://www.stefczyk.info/publicystyka/opinie/macierewicz-wladza-tuska-chyli-sie-ku-upadkowi,10735453560

    Pozdrawiam wszystkich bardzo serdecznie:)))

    OdpowiedzUsuń
  47. Nie zgadzam się. Myślę, że panu Macierewiczowi udzieliła się gorączka wyborcza albo są to typowe brednie na użytek mediów. Z rzetelną analizą ten wywiad nie ma nic wspólnego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wydaje mi się, aby Antoni Macierewicz był "gorączką". Postrzegam go raczej jako człowieka o stalowych nerwach, niezwykle opanowanego, który nie rzuca słów na wiatr. Znajduje to potwierdzenie w jego konsekwentnej, wieloletniej działalności i umiejętności sprowadzania do parteru przeróżnych Kraśków i temu podobnych pismaków.

      Sam materiał to też nie analiza, tylko krótki wywiad, trudno więc wymagać, by spełniał on wszystkie warunki materiału analitycznego. Jeśli jednak ten człowiek wypowiada takie słowa, to ja osobiście uważam, że są solidne podstawy, by mu wierzyć.

      Usuń
    2. Macierewicz wg mnie zasługuje na pomnik. Ja nie żartuję. Ale nie traktuję go... pomnikowo, tzn. bezkrytycznie.
      On również czasem popełnia błędy, także wypowiadając się nt 10.04. Nie będę się rozpisywał ale mógłbym wskazać kilka nielogiczności, które przeciwnik może wykorzystać.

      To były najbardziej irytujące dla elektoratu wybory. Wszyscy wiedzą: 4 lata laby za milionowe uposażenie i karnet na wizyty w brukselskich gabinetach odnowy.
      PiS ma dla mnie właśnie wypielęgnowaną twarz posła Czarneckiego.
      To samozadowolenie PiSu mnie drażni bo nie ma podstaw (dla elektoratu, bo dla NICH są podstawy). To było wybitnie głosowanie na partie a nie na ludzi.
      W tym wypadku to prosty komunikat z TVNu ma rację: PO wygrało te wybory.
      A, że dla mnie liczy się tylko i wyłącznie stosunek do 10.04 to koalicja antysmoleńska bierze absolutnie wszystko w Polsce.

      Ile osób nie poszło na te ważne psychologicznie wybory?
      Proszę przeczytać wypowiedź Macierewicza z postu: Aleksander Ścios 19 maja 2014 23:57

      Usuń
    3. Nie do końca jest tak, jak Pan pisze. Ponad 76% Polaków NIE POSZŁO do wyborów. PO otrzymało 7% głosów, podobnie PiS.

      Co to oznacza? Otóż oznacza to, że jeśli pojawi się partia polityczna naprawdę przejęta losem kraju i obywateli, to ma szansę zgarnąć 80% głosów.

      Usuń
  48. Już dawno nie słyszałem tak dobrego pytania:
    "Dlaczego udaje pan patriotę, a jest zdrajcą Polski?"

    http://niezalezna.pl/55747-nasz-news-tusk-jedzie-do-gorzowa-bo-licealistka-zada-odpowiedzi-dlaczego-jestes-zdrajca

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przecież ona nie zdemaskowała Tuska tylko miernotę „naszych” dziennikarzy…

      Usuń
  49. przemek łośko,

    W.Jaruzelski MUSI zostać pochowany z honorami. To rzecz całkowicie naturalna, ponieważ zmarły jest symbolem i "ojcem założycielem" III RP - tej kolejnej hybrydy komunizmu.
    Problem nie polega na naszych protestach (będą one nieskuteczne) lecz na wykorzystaniu tej chwili dla uświadomienia Polakom - czym w istocie jest obecna Rzeczpospolita. skąd się wywodzi i jakie "elity" jej przewodzą.
    Tu upatruję ogromną winę opozycji, która nie tylko nie jest w stanie powiedzieć Polakom prawdy, ale podtrzymując tezę o demokracji i wolności, współuczestniczy w ordynarnym kłamstwie.

    OdpowiedzUsuń
  50. viva cristo rey,

    Wypowiedź Antoniego Macierewicza jest zgodna z "przekazem dnia" prezentowanym przez polityków PiS. To samo mówią panowie Czarnecki, Hofman i Poręba.
    W żadnym stopniu nie podzielam takiej oceny. O ile prawdą jest, że "władza Tuska chyli się ku upadkowi", nie uprawnia to do stwierdzeń, że przyszłoroczne wybory będą zwycięstwem opozycji. Zastąpienie Tuska przez układ mniej skompromitowany wydaje się oczywiste, nie ma to jednak nic wspólnego z wygraną PiS-u. Decydentem w tej sprawie będzie lokator Belwederu, ponieważ partia Kaczyńskiego (jak się wydaje) "odpuściła" wybory prezydenckie.
    Fatalny jest stan samozadowolenia polityków opozycji, którzy wróżą sobie zwycięstwo z jakiś procentowych machinacji wyborczych. Fakt najbardziej istotny - czyli 30 procentowe poparcie dla reżimu nie wywołuje żadnej refleksji.

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  51. Marcin Ís,

    To bardzo celna uwaga: "przecież ona nie zdemaskowała Tuska tylko miernotę 'naszych' dziennikarzy".
    Zachłystywanie się słowami nastolatki dowodzi jedynie ogromnych kompleksów przedstawicieli "naszych" mediów i usilnego poszukiwania tzw. pozytywnych bohaterów. Czasem przybiera to formy karykaturalne.
    Ta młoda osoba nie powiedziała nic zaskakującego, choć na tle pustosłowia polityków opozycji i wodolejstwa "naszych" publicystów, jej wypowiedź brzmi trafnie i dosadnie.

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  52. Przypomina mi to wypisz i wymaluj TW Bolka, który sam z Danusiom obalił komunizm.

    http://naszeblogi.pl/46853-najkrotsze-podsumowanie-mojego-wyniku-w-eurowyborach-ad2014

    Niczym Bolek Bufon II

    OdpowiedzUsuń