Nie będziemy razem, bo nie ma przyzwolenia na zdradę o świcie i na fałsz przekraczający ludzką miarę. Nie możemy być razem, bo nasz gniew jest dziś bezsilny, gdy zabrano nam tylu niezastąpionych. Nigdy nie będziemy razem, bo pamiętamy - kto siał nienawiść i chciał zebrać jej żniwo.

poniedziałek, 17 lutego 2014

DLA TYCH KTÓRZY NIE MAJĄ WYJŚCIA


Zgoda Jarosława Kaczyńskiego na telewizyjną „debatę” z Donaldem Tuskiem stwarza całkowicie „nową jakość” w relacjach reżim-opozycja i wyznacza koniec pewnego etapu posmoleńskiej rzeczywistości. 
Na moim blogu miał dziś znaleźć się tekst o „Programie Prawa i Sprawiedliwości 2014”. Programie tyleż dobrym dla państwa prawa i demokracji, co całkowicie nieprzydatnym w III RP. Porażającym polityczną schizofrenią i niekonsekwencją, w którym wyśmienite czasem stwierdzenia kłócą się z fatalnymi receptami i strategią samobójcy.
Informacja o propozycji „debaty” z Tuskiem może prowadzić do wniosku, że partia Jarosława Kaczyńskiego nie traktuje tego programu serio, a tym bardziej nie oczekuje krytycznych ocen. Jeśli prezes Prawa i Sprawiedliwości składa taką deklarację dzień po ogłoszeniu dokumentu, w którym napisano: „Podstawową siłą „systemu Tuska” są media, które przez długi czas bezwzględnie i niezależnie od okoliczności go popierały, a i dziś, choć popierają go nieco słabiej, ciągle uczestniczą w procederze dezawuowania opozycji, a dokładnie jedynej realnej opozycji.” – mamy do czynienia z lekceważeniem własnych diagnoz albo z pogardą dla wyborców.
To bodaj najważniejsza konkluzja z obecnej sytuacji.
Nie da się również pogodzić propozycji „rzeczowej dyskusji” z innym stwierdzeniem „Programu”: „System Tuska” jest wypaczeniem istoty demokracji zarówno w odniesieniu do jej treści, jak również procedur i mechanizmów charakteryzujących ten ustrój polityczny. Ponadto „system Tuska” ujawnił już swój antyrozwojowy charakter, blokujący możliwości osiągania pozytywnych zmian gospodarczych i społecznych. Z tych powodów program Prawa i Sprawiedliwości na najbliższe lata nie jest wyrazem ani kontynuacji, ani reformowania dotychczasowego systemu. Jesteśmy zwolennikami głębokich i konsekwentnych zmian.”
Tak wyrazista deklaracja musi prowadzić do postawienia pytania: po co zatem i o czym rozmawiać z tymi ludźmi? Skoro nie znajdujemy innych odpowiedzi poza „standardami demokracji”, wrażenie niekonsekwencji jest tym bardziej przygnębiające.
Nie ma więc sensu tracić czasu i uwagi czytelników na roztrząsanie dokumentu, którego tezy mają zostać poddane młynom propagandy i stanowić okazję do medialnego „zaistnienia” kilku panów z PiS.
Trzeba jednak skomentować to szczególne wydarzenie – jeśli nawet do upragnionej „debaty” nie dojdzie. Jest to wskazane tym bardziej, że podobnych ocen nie możemy oczekiwać ze strony przedstawicieli „naszych” mediów oraz tzw. ekspertów. Z łatwością przychodzi im mówić o „praktykach z PRL-u”, deliberować o „metodach bezpieki” i „propagandzie rządowych mediów”, a nawet zachwycać się twardymi słowami prof. Cieszewskiego. Trudniej - przyjąć konsekwencje tych słów, zdobyć na adekwatne reakcje lub na nazwanie propagandystą kolegi- „dziennikarza”.  
Nawet świadomość, że „polityka wizerunkowa jest w istocie masowym systemem manipulacji służącej promocji osoby premiera i jego otoczenia, (…) nieprzebierającej w środkach w dyskredytowaniu głównej siły opozycyjnej i alternatywy programowej.”, zaś „manipulacja o podobnie wielkim zasięgu jest możliwa tylko przy poparciu udzielanym przez grupy interesu, które bezpośrednio lub pośrednio dysponują mediami” (z programu PiS) - nie chroni „naszych” środowisk przed akceptacją pomysłu „debaty”.
Jakie są  konsekwencje tego wyboru? Przede wszystkim burzy on dotychczasowe granice moralnego konsensusu wyznaczone słowami Jarosława Kaczyńskiego z dnia 10 lipca 2010 roku. Prezes Prawa i Sprawiedliwości powiedział wówczas: „Nie będę współpracował z nikim, kto był nie w porządku wobec mojego brata i innych poległych. Bo zachowania wobec nich były haniebne, one politycznie i moralnie wykluczają współpracę. Absolutnie wykluczam mój udział we współpracy do czasu daleko posuniętej ekspiacji z ich strony”.
Propozycja „debaty” z człowiekiem, wobec którego wielokrotnie wysuwano zarzut osobistej odpowiedzialności za kampanię nienawiści i pogardy, której rezultatem była tragedia smoleńska, człowieka, który nigdy nie dokonał najmniejszego aktu ekspiacji i od którego nazwiska Prawo i Sprawiedliwość wywodzi nazwę patologicznego systemu III RP – stanowi bez wątpienia „nową jakość” i przesuwa te granice poza normę przyzwoitości.
 Nie chcę twierdzić, że Jarosław Kaczyński właśnie zdezawuował ustalone przez siebie zasady i przekreślił powagę własnych deklaracji, ale przyznaję, że taka ocena nie byłaby pozbawiona podstaw.  
„Otwarcie” na rozmowę z politykami reżimu ma bezpośredni związek z zabobonną „wiarą w demokrację”, w media oraz tzw. wyniki sondaży. To druga, fatalna dla nas wiadomość.
W „Programie” PiS napisano: „Sytuacja zmieniała się jednak, gdy Prawo i Sprawiedliwość w sondażach wyprzedziło PO, co wiązało się zarówno ze znaczną utratą poparcia przez partię rządzącą, jak i ze wzrostem siły opozycji. Coraz gorsze oceny zaczął otrzymywać rząd, a z czasem także sam premier. Prawo i Sprawiedliwość wyszło na prowadzenie w sondażach i nie straciło go po ostrym ataku medialnym. Musiało to dodatkowo zwiększyć niepokój i wywołać przeświadczenie, że władze jednak można stracić”.
Nietrudno zrozumieć, że pomysł „debaty” z Tuskiem jest efektem przeświadczenia genialnych strategów PiS-u, iż podczas transmisji telewizyjnej dojdzie do publicznego obnażenia słabości i ograniczeń premiera, co w konfrontacji z „rzeczowymi argumentami” prezesa Kaczyńskiego wywoła korzystny dla opozycji efekt wizerunkowy.
Przekonanie to jest oczywiście sprzeczne z elementarnym doświadczeniem.
Prezes PiS-u najwyraźniej zapomniał swoją debatę z Bronisławem Komorowskim, z czasu kampanii prezydenckiej. Wprawdzie operował faktami i racjonalną argumentacją, wprawdzie rozgromił wówczas rozmówcę, zostawiając go z pustą szklanką i z pustą głową, to Polakom zafundowano dwudniowy spektakl propagandowy, w którym funkcjonariusze medialni prześcigali się w zapewnieniach o wygranej Komorowskiego. Ilustracją tej hucpy był sondaż telefoniczny GfK przeprowadzony natychmiast na zlecenie „Rzeczpospolitej”, w którym zwycięzcą okrzyknięto marszałka Sejmu.
Od wielu lat wiadomo, że podobne „debaty” nie mają najmniejszego znaczenia informacyjnego. Ich końcowe przesłanie jest zależne wyłącznie od ocen dokonywanych przez funkcyjne media. Cokolwiek zatem powie Kaczyński i jakkolwiek skompromituje się Tusk, ośrodki propagandy okrzykną zwycięzcą polityka PO i taki przekaz otrzymają Polacy.
Dlatego wyborców PiS powinna szczególnie zasmucić wiadomość, że politycy tej partii nawet po siedmiu latach srogich doświadczeń nie wyzbyli się zabobonnej wiary w magię „szklanego ekranu” i równie zgubnej wiary w „mechanizmy demokracji”.
Widok prezesa Prawa i Sprawiedliwości traktującego z atencją bełkot ludzi PO, potyczka faktów z blagierstwem, wiedzy z głupotą - szczególnie ucieszy ośrodki propagandy.  Obraz ten zostanie wykorzystany jako propagandowy glejt i posłuży uwiarygodnieniu polityki grupy rządzącej. Będzie swoistą legitymizacją dla „systemu Tuska” i zostanie użyty do podważenia moralnych fundamentów, na których opozycja zbudowała ocenę tego systemu.
Przekaz z takiego wydarzenia, nie tylko nie przyniesie korzyści Jarosławowi Kaczyńskiemu, ale zdecydowanie osłabił  jego wizerunek – jako człowieka o trwałych, moralnych zasadach.
Dla tych wyborców PiS, którzy uwierzyli, że „zasługują na więcej”, może być to nie do zaakceptowania.
Przed kilkoma laty, Tomasz Sakiewicz podzielił się taką uwagą: „Ostatnio znany z dyplomatycznych talentów polityk PiS Adam Lipiński przekonywał mnie, że wyborcy nie mają wyjścia i muszą poprzeć jego partię i wyznaczonego przez nich kandydata na prezydenta: bez względu na to, co PiS zrobi i z kim się zbrata.”
Myślę, że pan Lipiński oraz wielu innych polityków Prawa i Sprawiedliwości, nadal trwają w takim przeświadczeniu. Tym łatwiejszym, że znajdują wsparcie w przyzwalającym milczeniu „naszych” środowisk, którym każda krytyczna uwaga na temat PiS wydaje się niedopuszczalna. 
Do kolejnego „testu demokracji” dzieli nas zaledwie rok. Można go roztrwonić na uprawianie partyjniactwa i politycznej mitologii. Można uwierzyć w głupotę naszych rodaków oraz wierność tych, „którzy nie mają wyjścia”.
Nie wolno jednak zapomnieć, że przegrane wybory nie będą zaledwie „porażką” polityków opozycji, ale tragiczną, historyczną klęską Polaków. Taką, której się nie wybacza.

48 komentarzy:

  1. Właśnie przeczytałem wpis i analizę z ktorą się w pełni zgadzam. Media rozjadą Kaczyńskiego bez względu na miejsce i temat debaty. To może być koniec myślenia o wygranej PiS. Czy do czorta nie ma tam rozsądnych ludzi potrafiacych coś podpowiedzieć Kaczyńskiemu. Żadnych debat z tym "towarzystwem".
    Popieram Pana ocenę i spodziewam się opłakanych skutków tej debaty, bo to że się odbędzie jest już chyba przesądzone. Nie trzeba było wdawać się w zadne dyskusje a tym bardziej debaty.

    OdpowiedzUsuń
  2. Panie Aleksandrze,

    Myślę, że pan polityk Adam Lipiński, znany (chyba tylko red. Sakiewiczowi?) z talentów dyplomatycznych, - bo mnie np. kojarzący się głównie z ośmieszającą PiS "ustawką" z posłanką Beger, od której zaczęła się "równia pochyła" rządu Jarosława Kaczyńskiego, - może się tym razem srodze przeliczyć.

    Moralny szantaż to nie jest dobry sposób na zdobywanie nowych wyborców, za to najlepszy - na utratę tzw. elektoratu żelaznego, który, w większości, charakteryzuje się śmieszną, staroświecką przypadłością: jest nieprzekupny oraz - przede wszystkim - ideowy! Moralne wygibasy polityczne partii i jej przywódcy mogą okazać się dlań nieakceptowalne.

    Tych "żelaznych" jest/było - jak sądzę - 12-15%.

    Czy dla poprawienia sobie samopoczucia (w rodzaju celnego przyłożenia "łopatką") lub zdobycia 1-2 mandatów extra w eurowyborach warto aż tak ryzykować? Dla mnie graniczy to z szaleństwem!


    Pozdrawiam serdecznie,

    PS. Komentarz na temat dzisiejszych wydarzeń umieściłam pod poprzednim wpisem.

    OdpowiedzUsuń
  3. JAdaX,

    Warto przypomnieć, że od dnia tragedii smoleńskiej nie było sytuacji, w której PiS osiągnąłby jakąkolwiek korzyść z prowadzenia "dialogu" z przedstawicielami reżimu. Ta prawidłowość dotyczy w równym stopniu kontaktów z ludźmi PO-PSL, jak z funkcjonariuszami medialnymi. Każda konfrontacja z aparatem propagandy kończy się porażką Prawa i Sprawiedliwości.
    Dlatego ci, którzy nadal namawiają partię Kaczyńskiego do prowadzenia "polityki otwarcia" są (w najlepszym wypadku) skończonymi głupcami.
    Hasło - "żadnych debat !" powinno być jednym z podstawowych haseł opozycji. Tak, by nie dawać medialnym terrorystom nawet najmniejszych szans na prowokacje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nic dodać. Nic ująć. Prawda oczywista.

      Usuń
  4. Pani Urszulo,

    Dobrze, że przypomniała Pani o tej kompromitacji Lipińskiego, bo doskonale uwidacznia ona dwie cechy czołowego stratega PiS: polityczny infantylizm i miękki kręgosłup. Nie znam też żadnych szczególnych "osiągnięć"owego polityka, poza rolą klasycznego partyjniaka działającego z "tylnego siedzenia".
    Myślę, że tacy ludzie nie bardzo rozumieją, na czym polega poparcie "żelaznego elektoratu".
    Rzeczy, o których tu mówimy muszą wydawać się im obce.

    Dzisiejsza sytuacja zadziwia mnie w jeszcze jednym wymiarze. Wiemy bowiem, że identyczną grę sondażami prowadzono wobec PiS-u zawsze. I - o dziwo,zawsze skutecznie.
    Jedną bądź drugą lekcję można wytłumaczyć błędem. Ale jak wytłumaczyć uczestnictwo w kolejnej farsie i powoływanie się w dokumentach programowych na "wyniki sondaży"?
    Nie dziwię się, gdy taka przypadłość dotyka młodego adepta dziennikarstwa. Ma prawo być głupi. Mogę też zrozumieć zabiegi starego cwaniaka, który we wzroście notowań opozycji dostrzega szansę na większe zyski ze sprzedaży gazety.
    W wykonaniu polityków, którzy chcą wygrać wybory - jest to niewytłumaczalne. Ci ludzie stają się dobrowolnymi zakładnikami tzw. sondażowni i skazują na rolę przedmiotu w rozgrywce, na którą nie mają żadnego wpływu.

    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  5. Autor i Komentatorzy

    Pod poprzednim wpisem pani Urszuli zadałem (sobie) pytanie: PO CO???
    Woń zgnilizny obecnego reżimu jest już tak nieznośna, że w najbliższych wyborach parlamentarnych oddadzą na nią głos tylko ludzie o zdeklarowanych patologicznych inklinacjach. Zwykli zjadacze chleba oczekują tylko jednego: rozwalić III RP, złodziei i ubeków powsadzać do więzień, lub w najlepszym razie usunąć jak najdalej od wpływu na życie publiczne. Również i koniunktura zewnętrzna zdaje się odwracać i układać dla nas pomyślnie. PO CO więc w tak korzystnej sytuacji uwiarygodniać partię, która musi skonać?

    I nagle doznałem olśnienia: stratedzy PiS-u adresują tę debatę z Tuskiem (bez względu na to, czy ona się odbędzie) do członków i zwolenników PO, lub szerzej – do beneficjentów III RP. Skoro bowiem partia władzy wraz z przywódcą upaść musi, zaś w efekcie wyborów podział mandatów, pomimo zwycięstwa PiS-u, może ułożyć się tak, że powstanie koalicja „bandy trojga” (lub „czworga”) to wówczas trzeba będzie szukać sprzymierzeńców i kadr również po tamtej stronie.

    Jeśli również i taki był zamysł „debaty”, to Schetyna już poinformował idealistów z PiS, wierzących w „dobrych ludzi po tamtej stronie”, że w PO i wokół niej nie ma miejsca na inne typy osobowościowe, niż reprezentowane przez niego, lub Tuska właśnie:

    http://www.polskieradio.pl/7/129/Artykul/1052878,Schetyna-debaty-TuskKaczynski-nie-bedzie-Bedzie-gonienie-kroliczka

    „Żadnych złudzeń, panowie” – powiedziałby Aleksander II. Schetyna , z oczywistych względów, ujął to mniej wielkopańsko: „Jeżeli ktoś jest poważny i idzie po zwycięstwo w wyborach, to musi swoje obietnice wpisać w konkretny wymiar finansowy, określić ile to będzie kosztowało i skąd na to wziąć pieniądze”.

    Batalia o zwycięskie wybory, które miałyby zmienić dogłębnie Polskę i przetrącić wreszcie kręgosłup posowieckiemu zombie, prowadzona poprzez poszerzanie bazy wyborczej o mityczne „centrum”, skończyć ma się zatem koniecznością „określenia konkretnego wymiaru finansowego”, którego zażądają męty, złodzieje i zdrajcy?

    W imię „jedności”, „pojednania”, „odbudowy więzi narodowych” etc., ktoś chce nas poprowadzić drogą donikąd. Smutne to, szkoda mi nas, Polski, naszych dzieci.

    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  6. "Z Tuskiem się nie rozmawia". Staniszkis, Lipińskiego się nie słucha!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pani Halko,

      Zakładam, że panom z Prawa i Sprawiedliwości nie brakuje poczucia humoru i zdolności intelektu. Dlatego jedyną odpowiedzią na obecne zagrywki rządowym propagandystów powinien być fragment znanego wiersza Adama Mickiewicza "Tchórz na wyborach". Brzmi on:

      Gdy tchórz tak gadał, rada, wrąc entuzyjazmem,
      Gotowa za krasomowstwo
      Dać mu naczelne wodzowstwo,
      Odezwała się nagle w jeden głos: "Żyj, tchórzu!"
      On, stropion krzykiem tym wśród perory,
      Zmięszał się, owszem, dał czuć najwyraźniej,
      Że był w gwałtownej bojaźni.
      Dopieroż rozruch: "Precz z nim, fe, tchórz, a do nory!"
      Szczęściem tuż była; wskroś sarkań i śmiechu
      Wpadł w nię i rył bez oddechu.
      Aż gdy na sążeń czuł się pod podwórzem,
      Rzekł do siebie z ironią czystego sumienia:
      "Ot proszę, co też to jest przesąd urodzenia,
      Obrano by mnie wodzem, żebym nie był tchórzem".

      Pozdrawiam Panią

      Usuń
    2. Ech Pan to potrafi. Jakież to trafne.
      Swoją drogą Mickiewicza przedstawiają w IIIRP (uczą w szkołach) jako romantyka, takiego rozmemłanego marzyciela od romantyczności, od bujania w obłokach, od "onej co mu z kosza daje maliny, a on jej kwiatki do wianka...", takiego sfrajerzonego idealistę, a tymczasem... proszę jaki realista! Jak doskonały obserwator! Jaki psycholog! Jak wreszcie znakomicie potrafił "czytać" w ludzkich mózgach. Jak przenikać. I jak przewidywać. Jak zdemaskować wszelkich gównojedów, zdrajców, zaprzańców, wynaturzeńców, wrogów Polski i Polaków.
      Dziękuję i pozdrawiam.

      Usuń
  7. Do debaty nie dojdzie, zapamiętajcie moje słowa!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ola Kuc,

      Dobrze, zapamiętamy. Proszę jednak wiedzieć, że w moim tekście nie chodzi o to czy do owej "debaty" dojdzie czy nie dojdzie, lecz o rzecz zupełnie innej wagi.

      Usuń
  8. Bardzo dobry tekst.
    Opozycja, a szczególnie PiS , powinni wziąć sobie te słowa do serca i uczyć się od autora.
    Każde spoufalanie się , czy też debata z obecnym reżimem , to nic innego jak ich uwiarygadnianie.
    Zdrajcom i ludziom skompromitowanym, ręki się nie podaje, ani z nimi nie spotyka.
    Nie spotyka szczególnie w miejscach publicznych.

    OdpowiedzUsuń
  9. Zadziwia jednomyślność w stawianych ocenach, a przecież pozwolę sobie mieć odmienne zdanie. wydaje się, że całkowicie zapomniano o warunkach postawionych przez PiS, warunkach praktycznie nie do spełnienia, dlatego rację ma Pani Ola. PiS nie może stać "za żelazną bramą", należy brać pod uwagę również tych wyborców, którzy na taką debatę liczą, która może zachęcić jakąś część tych "milczących", że może jadnak na wybory pójdą. Bez nich nie będziemy w stanie zmienić nic...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Stanisław,

      Zdania odmienne są zawsze mile widziane, byle były racjonalnie uzasadnione. Wyraził Pan swoją opinię, ale nie przeczytałem żadnej rzeczowej argumentacji.
      Zaznaczam, że jeśli miałaby dotyczyć teorii o "elektoracie centrowym" bądź mówić o cudownym wpływie słów polityków PiS na wyznawców PO, poproszę Pana o zaoszczędzenie mi podobnych wywodów. Na tym blogu przerabialiśmy je wielokrotnie.

      Usuń
    2. Nie,Panie Aleksandrze, chodziło mi o te 50 % nie uczestniczących w jakichkolwiek wyborach, przede wszystkim o młodzież. Pewnie się mylę, ale zawsze trzeba mieć nadzieję...

      Usuń
    3. Stanisław,

      Ludzie nieuczestniczący w żadnych wyborach, są tymi, którzy (mówiąc kolokwialnie) nie interesują się polityką. Nie są zaś zainteresowani nie dlatego, by lubili Tuska lub podobała im się III RP, ale w ten sposób (jeśli nawet nieświadomie) wyrażają swój sprzeciw, gniew, a często rezygnację.
      Myślę, że decyzjami o "debatach" opozycja utwierdza tych ludzi w przekonaniu, że cała klasa polityczna III RP "jest taka sama" i tak naprawdę niczym się nie różni. To oczywiście uproszczony obraz, ale sądzę, że wiernie oddaje odczucia wielu naszych rodaków.
      Takie przeświadczenie nie otwiera bynajmniej drogi do pozyskania przez PiS dodatkowego elektoratu lecz stwarza przestrzeń dla działania różnych formacji "trzeciej siły". W ostatnich dwóch dekadach mieliśmy aż nadto dowodów trafności takiej tezy - począwszy od partyjek Stanisława Tymińskiego, po Samoobronę Leppera oraz projekty powstałe w roku 2011. Każdy z nich generował taką ilość elektoratu, która w efekcie osłabiała ostateczny wynik partii opozycyjnej.
      Gdyby partia Jarosława Kaczyńskiego miała rzeczywiście intencję "zagospodarowania" tego ogromnego elektoratu, musiałaby zerwać z mitologią III RP i określić się jako opozycja antysystemowa, dążąca nie do "modernizacji" zgniłego systemu lecz do jego obalenia.

      Usuń
  10. Panie Aleksandrze!

    Jak przewidywałam: już się zaczyna przysłowiowe "okładanie łopatką" (akurat na poziomie rzecznika Hofmana, ale jednak nie przystające prezesowi) ."Tuzy" dziennikarskie określają to "punktowaniem".

    Obserwujemy więc wysyp "podgrzewających" tytułów, np. wPolityce:
    "Kaczyński punktuje Tuska ws. debaty",
    "Hofman: "Mamy dowód, że Tusk po prostu stchórzył..." itd, itp.

    Żałosne.

    Za to wart odnotowania przytomny głos Piotra Semki w TVR:

    "Debata to typowy temat zastępczy. Smutne, że media w to wchodzą – ocenił na antenie Telewizji Republika publicysta tygodnika „Do Rzeczy” Piotr Semka. W ten sposób odniósł się do popularnego dziś tematu zorganizowania debaty między premierem Donaldem Tuskiem a prezesem PiS Jarosławem Kaczyńskim."

    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. PS. Jak zwykle przy podobnych tematach dotyczących krytyki PiS - pojawiają się na blogu nieznani nam wcześniej "dyskutanci" będący odmiennego zdania. Wg nich prezes PiS pozastawiał takie pułapki "przeddebatowe", że ten głupi Tusk zaraz w nie powpada.

      Prawdę mówiąc odwykłam już od podobnych infantylizmów (bo nawet WSI sobie Pana na blogu odpuściło, widząc, że nie podoła intelektualnie).

      Pozdrawiam stałych komentatorów

      Usuń
  11. Panie Aleksandrze,

    Myślę, że należy też odnotować JEDYNĄ dyskusję dziennikarską, której uczestnicy: Semka, Warzecha, Mucha oraz prowadząca Gójska-Hejke - zechcieli "zauważyć" Program PiS - 2014!

    Niestety, ponownie, jedynie sensownie wypowiadał się red. Semka, cyt.:

    "Piotr Semka żałował, że o programie nie dyskutuje się szerzej w mediach. – Obserwuję, że żadne z dużych mediów nie zdecydowało się na rzeczową analizę tego programu – stwierdził. Jak też dodał, ci, którzy próbują komentować ten program, starają się „wytworzyć kilka prześmiewczym grepsów na ten temat”.

    Reszty wypowiedzi przytaczać nie warto, natomiast nad red. Warzechą - wg mnie jednym z najgłupszych dziennikarzy III RP (choć już nie tak młodych) - należałoby spuścić już nie kurtynę, ale pancerną osłonę milczenia.

    Pozdrawiam



    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ważne jest, że dzięki fatalnej inicjatywie Kaczyńskiego propagandyści umiejętnie przykryli Kongres PiS i głęboko zakopali "Program".
      Dlatego w tekście napisałem, że nie ma sensu zajmować się dokumentem, którego PiS nie szanuje i nie potrafi zaprezentować.
      Nie po raz pierwszy zresztą, bo identyczna sytuacja miała miejsce w przypadku prezentacji „Raportu o stanie Rzeczpospolitej” z roku 2011. Kto dziś pamięta ten dobry tekst?

      Pozdrawiam

      Usuń
    2. Panie Aleksandrze,

      Własnymi rękami (przy pomocy "grepsów" fryzjerczyków i "polityków" a la Lipiński) zniszczyć możliwość prezentacji społeczeństwu dobrego, alternatywnego PROGRAMU PiS - 2014, nad którym, o czym mało kto pamięta (a najmniej chyba "sztabowcy" PiS) - natrudziło się - bezinteresownie - wielu mądrych ludzi, to - przyzna Pan, niezły wyczyn!

      Zaczynam się poważnie zastanawiać, czy marnowanie (oraz lekceważenie) potencjału intelektualnego ludzi skupionych wokół PiS, nierzadko z tytułami naukowymi, to nie jest aby domena tej partii.

      Przyznaję, że Raportu z 2011 ja też nie pamiętam. Proszę o link.

      Pozdrawiam

      Usuń
    3. Proszę:
      http://www.pis.org.pl/article.php?id=18568

      Jak może Pani pamięta, tamten dokument rozbito propozycją "debaty" Janke-Sadurski oraz atakiem na wątek dotyczący "śląskości", który posłużył do formułowania zarzutu o nacjonalizmie PiS.
      Gdy we wrześniu 2011 ważyły się losy owej "debaty", w jednym z tekstów napisałem:
      "Jarosław Kaczyński popełni największy błąd w trakcie kampanii wyborczej, jeśli zdecyduje się na debatę z Donaldem Tuskiem. Będzie to błąd na tyle istotny, że może zaważyć na końcowym wyniku wyborczym. Ludzie, którzy doradzają prezesowi PiS taką debatę lub powstrzymują go przed definitywnym zakończeniem dywagacji na ten temat – pełnią w partii opozycyjnej (w najlepszym wypadku) rolę użytecznych idiotów niezdolnych do racjonalnej analizy sytuacji. Pomysł z powierzeniem organizacji takiej debaty „zewnętrznej firmie producenckiej” stanowi w istocie próbę obejścia moralnych i politycznych przesłanek, które już dawno powinny zdecydować o kategorycznym odrzuceniu propozycji rozmów z Tuskiem."

      Usuń
  12. Pani Urszulo,

    Nie po raz pierwszy, tzw. przekaz dnia skierowany jest do odbiorcy o krótkiej pamięci. Ośrodki propagandy doskonale wiedzą, że nasi rodacy nie pamiętają rzeczy sprzed kilku tygodni, nie wspominając o wydarzeniach sprzed lat. "Pamięć telewizyjna" w równym stopniu obciąża "naszych" dziennikarzy i publicystów.
    Przedstawię poniżej kilka cytatów, by unaocznić problem:

    "Prezes PiS jest przekonany, że jeżeli elektorat będzie zmobilizowany: „mamy wygrane wybory”. Jarosław Kaczyński był pytany m.in. o najnowsze wyniki wewnętrznych sondaży PiS.
    - Ten ostatni jest bardzo obiecujący (...) Jeżeli nasz elektorat będzie zmobilizowany, mamy wybory wygrane - powiedział."

    "Premier, szef PO Donald Tusk skierował w poniedziałek list do Jarosława Kaczyńskiego w sprawie debat wyborczych. "Z zadowoleniem przyjmuję pozytywną reakcję PiS na naszą propozycję przeprowadzenia merytorycznych debat" - napisał Tusk w liście do prezesa PiS. Premier zadeklarował ponadto, że "w kwestii debat eksperckich sztab wyborczy PO jest gotowy do omówienia szczegółów".

    "Do propozycji Kaczyńskiego odniosła się rzeczniczka sztabu wyborczego PO. - Bardzo długo czekaliśmy na taką decyzję - powiedziała Kidawa-Błońska. - Jestem bardzo ciekawa, jaka to propozycja i jaka to firma zewnętrzna ma to przeprowadzać. Ale dobrze, że PiS zdał sobie sprawę, że ci co nie dyskutują, że ci co nie rozmawiają, są po prostu nieobecni. Dobrze, że doszedł to tego, że to jest konieczność, że polityk nie może się ukrywać i musi mieć odwagę rozmawiać z przeciwnikami - powiedziała dziennikarzom Kidawa-Błońska."

    "- Jestem ciekawa, jakie będą dalsze konsekwencje tej chęci prezesa Kaczyńskiego do debatowania, bo wydaje mi się, że to jest rzucone hasło, a potem usłyszymy znowu 150 powodów, żeby do takiej debaty nie doszło - oceniła Kidawa-Błońska.
    Odnosząc się do zarzutu prezesa PiS, że premier Donald Tusk "wywiesił białą flagę", Kidawa-Błońska oceniła, że "jest to jakaś chora i bezsensowna wypowiedź". - Ani nasz premier, ani nasze państwo nie muszą wywieszać białej flagi, nie muszą przed nikim się poddawać - podkreśliła"

    Trzeba wiedzieć,że nie są to cytaty z dnia dzisiejszego. Takie "dialogi medialne" były prowadzone we wrześniu 2011 roku. Czym się zakończyły i jaki "sukces" odniosła partia Jarosława Kaczyńskiego, doskonale pamiętamy.
    Niestety brak refleksji nad takimi przypadkami (a można też sięgnąć do kampanii z 2007r) jest przekleństwem polityków opozycji i "naszych" mediów. Dlatego nadal będziemy świadkami żenujących spektakli i uczestnikami gier dla idiotów. Ich efekt jest równie przewidywalny.

    Pozdrawiam Panią serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  13. @Szanowny Panie Aleksandrze

    Odświeżenie pamięci i przypomnienie wypowiedzi z przed niecałych 3 lat - bezcennne. Nie trzeba nic więcej dodawać - intencje reżimu aż nadto wyraźne.
    Ręce opadają...
    Od jakiegoś czasu było wiadomo, że ostatnią deską ratunku dla Tuska będzie kolejne wykrzesanie rechotu i obciachu wokół Jarosława Kaczyńskiego. "Jarosław na debatę się staw" - od tego wezwania, w istocie grepsu umizgującego się do najgłupszego platformianego elektoratu, rozpoczął akcję "debata" Tusk (z woli służb premier). Rozmawialiśmy tu nie jeden raz, że szykują nam nowy okrągły stół. Nową zdradę i wielką ściemę. Zdaje się, że mebel bez kantów nie będzie potrzebny, bo wracają do kantu z 2011 r. Załatwią rzecz debatą.

    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  14. OT - UKRAINA

    Zabijają ich, Panie Aleksandrze.

    Relacja na niezależna.pl, telewizjarepublika.pl

    "Rozpoczęli ostateczny szturm. Niech Bóg ma w opiece Ukraińców" - relacjonuje centrum prasowe Euromajdanu.

    Co najmniej dziesięć osób nie żyje. Berkut naciera na Majdan Niepodległości. Padły wszystkie barykady.

    Ale w swoim wielkim nieszczęściu mają (przynajmniej oni) kogoś, kto ich wspiera:

    19:41 - Zaraz po ataku w kościołach całego Kijowa zaczęto bić dzwony w ramach solidarności z Majdanem.

    TAK WYGLĄDA OBECNIE MAJDAN - ZDJĘCIE

    Boże, wspieraj Ukrainę!

    OdpowiedzUsuń
  15. .
    A UNIJNA EUROPA "SIĘ TRZĘSIE" !!!

    "Słysząc wiadomości o zabitych i rannych, cały się trzęsę. Przyszłość Ukrainy jest zagrożona" - powiedział unijny komisarz ds. rozszerzenia Sztefan Fuele.

    Cóż za łachudra!

    OdpowiedzUsuń
  16. I jeszcze jedno.
    Pamiętam bardzo dobrze ostatnią debatę przed wyborami Romney-Obama. Oglądałem ją w tv na żywo. Romney prowadził w sondażach, Obama miał ostatnią szansę na odrobienie strat. Nie chcę pisać o tym co mówili; o tym, że Obama zaatakował Romneya w czasie debaty i niesiony poparciem mediów i sondażowni został ogłoszony zwycięzcą.
    Zwróciłem uwagę na coś innego. Debata z pewnością została omówiona i uzgodniona przez sztaby w najdrobniejszych szczegółach. Kto, kiedy, ile czasu, po której stronie stołu, jak kadrować kandydatów, jak prowadzącego debatę itd. Mimo to delikatna, niedostrzegalna dla zaaferowanych widzów tendencyjność była istotną częścią przekazu.
    Prowadzący zadający pytania czynił to z ewidentną sympatią kierowaną do Obamy (mimo, że samej treści pytań nie można było zarzucić braku obiektywizmu) i neutralnym tonem w stosunku do Romneya. Obama zdawał się być bliżej kamery, bliżej widza w kadrze niż Romney. Minimalnie bliżej, na tyle, że fałszerstwo byłoby trudno udowodnić, ale jednak bliżej, intymniej. Po zadaniu pytania Obamie, prowadzący wyraźnie rozpoczynał słuchanie w skupieniu odpowiedzi, również na koniec wypowiedzi Obamy, gdy kamera znów pokazywała prowadzącego, widzieliśmy go zasłuchanego. Po zadaniu pytania Romneyowi, prowadzący schylał głowę do swoich notatek. Gdy kamera pokazywała jedynie odpowiadającego Romneya, przez dół kadru dwukrotnie "przelatywał" skrawek kartki prowadzącego - widać akurat coś przeglądał. W przypadku pokazywania na ekranie kadru z odpowiadającym Obamą sytuacja taka nie miała miejsca ani razu.
    Pomyślałem sobie wówczas: to jest koniec republikanów w USA, już nigdy nie wygrają wyborów, pozamiatane. I druga rzecz: skoro w Stanach Zjednoczonych, kraju gdzie rzekomo funkcjonują wolne media, demokracja i co tam jeszcze, są możliwe takie metody i w ten, jakże subtelny sposób dochodzi do manipulacji - i nikt nie protestuje - to co dopiero w Polsce, kraju, gdzie rządzą spadkobiercy komunistów, resortowe dzieci, agenci jawni i ukryci. Nad Wisłą w takie subtelności nikt nie musi się bawić. Tu się oszukuje na chama, robi ludziom lobotomię bez znieczulenia. Wszystko przy bierności opozycji i samozadowoleniu dziennikarzy "niezależnych".
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Panie Krzysztofie,

      polecam dzisiejszy artykuł G. Friedmana na Stratfor.com
      Wiele wyjaśnia, i chyba potwierdza Pańskie przypuszczenia.

      http://www.stratfor.com/weekly/american-publics-indifference-foreign-affairs

      Usuń
    2. A ja polecam Pani poniższe. Nie ze wszystkim się zgadzam, ale sporu tu ciekawych rzeczy:

      http://biznes.gazetaprawna.pl/artykuly/774625,kult-wolnego-rynku-to-patologia-neoliberalizm-prowadzi-do-samozniszczenia.html

      Usuń
  17. Aleksander Ścios ‏@SciosBezdekretu

    Pora zrozumieć, że nasi "sojusznicy z Zachodu" tkwią na poziomie świadomości historycznej z roku 1939. Dziś oddadzą Ukrainę, jutro Polskę.


    michal.rachon ‏@michalrachon

    @SciosBezdekretu "Dzisiaj Gruzja, jutro Ukraina, a potem być może mój kraj... Polska" Śp. Lech Kaczyński.

    OdpowiedzUsuń
  18. Szanowny Panie Kazefie,

    Wrażenie deja vu jest w tym przypadku przygnębiające. Gdyby chodziło tylko o podjecie tematu "debaty", rzecz nie byłaby tak kompromitująca, bo z tego zawsze można się wycofać.
    Tu jednak chodzi o tło decyzji Kaczyńskiego - czyli recydywę zgubnej wiary w "mechanizmy demokracji". Jest ona tym mocniej nieuprawniona, że "Program" Prawa i Sprawiedliwości zawiera wiele trafnych ocen "systemu Tuska" i (jak mogłoby się wydawać) przynosi trzeźwiącą diagnozę. Niektóre z tych ocen zacytowałem w tekście. Jeśli w takich kategoriach PiS ocenia obecny system władzy, jakże można zakładać, że w III RP są możliwe uczciwe debaty telewizyjne, wolne wybory czy istnienie niezależnych instytucji?

    Bardzo dziękuję za cenne spostrzeżenia z debaty amerykańskiej. Wprawdzie zdawałem sobie sprawę, że tamtejsze media usilnie "pracują" na rzecz Obamy, jednak tak wnikliwa analiza zachowań jest dla mnie nową i pouczającą przesłanką. W tej sytuacji pytanie - cóż dopiero w Polsce - wydaje się retoryczne.

    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  19. Pani Urszulo,

    Przyznam, że patrzę z przerażeniem na postawę tzw. Zachodu wobec wojny na Ukrainie. Ofiary tej wojny obciążają sumienia takich ludzi, jak ów unijny komisarz, trafnie nazwany tu łachudrą.
    Trzeba użyć słów adekwatnych, bo takim bełkocącym idiotom z ONZ,PE,KE, MSZ i innych gremiów, nie przysługuje nawet cień szacunku.
    Ci ludzie doskonale wiedzą, że za donieckim bandytą stoi Putin, a Ukraińcy są dziś mordowani w imię "dobrych stosunków" z Kremlem. Państwa "wolnego świata" mogłyby w jednej chwili powstrzymać aneksję Ukrainy. Jak napisałem na tt - wojnę Janukowycza z narodem mogłoby natychmiast powstrzymać wycofanie wszystkich ekip zachodnich z putinowskiej "olimpiady śmierci".
    To oczywiście nigdy nie nastąpi, bo cóż znaczy kilkadziesiąt ofiar (a choćby i kilkaset) wobec "emocji olimpijskich" i dobrych relacji z ludobójcami. Na marginesie - z obrzydzeniem obserwuję niektóre relacje "naszych" mediów z Soczi. Widzę też, że w tępym "zauroczeniu" tym zjawiskiem przodują niestety media o.Rydzyka.

    Dzisiejszy stan przerażenia jest tym bardziej usprawiedliwiony, że powinniśmy wyzbyć się jakikolwiek złudzeń i potraktować wydarzenia na Ukrainie jako arcyważną lekcję historii.
    Jeśli w najbliższych latach Putin otwarcie wyciągnie łapę po "priwislanskij kraj", reakcje Zachodu nie będą odbiegały od obecnej normy i z całą pewnością "nikt nie będzie umierał za Polskę".

    Pozdrawiam Panią

    OdpowiedzUsuń
  20. Panie Aleksandrze,

    Celowo użyłam słowa "łachudra", żeby określić zachowanie unijnego komisarza ds rozszerzenia UE. Przecież to m.in od tego typa zależało, czy UE przyzna Ukrainie status państwa europejskiego. A tak jeździły unijne komissary i komissarki do Kijowa, pozorując "debaty", łudząc i zwodząc ludzi na Majdanie, choć wszystko było zapewne z góry rozstrzygnięte poprzez "gorącą linię" UE - Rossija, wg nadrzędnej zasady kierującej wszystkimi tymi łachudrami: "czto-by Putin nie rozsierdywsia".

    Ma Pan 100% rację z bojkotem igrzysk śmierci. (W chwili, gdy to piszę snajperzy strzelają już do polityków stojących na scenie Majdanu). Przecież nawet precedens już był: w 1980 roku. Tylko że wtedy przywódcą wolnego świata były Stany Zjednoczone, które nie odżegnywały się, jak dzisiejsze USA, od agresywnej polityki zewnętrznej.

    Co do Putina i Polski - to, jeżeli przegramy wybory, on nawet łapy nie będzie musiał wyciągać: sami "przywódcy" mu ją w zębach przyniosą!

    Jeśli chodzi o media o. Rydzyka - od czasu uzyskania koncesji stają się one coraz bardziej "błagonadiożne" (SERWITUTY?) - więc pomału zaprzestaję ich lektury.


    Pozdrawiam serdecznie

    PS. Proszę koniecznie przeczytać artykuł George'a Friedmana oraz zalinkowany przez pana Kazefa świetny wywiad z twórcą reaganomiki Paulem Craigiem Robertsem.

    OdpowiedzUsuń
  21. (Ze względu na gorącą sytuację na Ukrainie, oraz dyskusji na ten temat forumowiczów pod tekstem autora pozwoliłem sobie na umieszczenie tego tekstu)

    Ukraina dzisiaj.

    To, że Janukowicz podjął taką, a nie inną decyzję, czyli rozwiązanie siłowe, to , jak sądzę, wynikło z sugestii jego przełożonego, czyli Putina.
    Nie sądzę , że argument finansowy miał tu decydujące znaczenie. Jestem raczej zdania, że Janukowicz, a także oligarchowie ukraińscy, co jest bardzo ważne, dostali od Moskwy propozycję nie do odrzucenia.

    Jeśli Putin, za którym stoją takie morderstwa jak : Smoleńsk, Litwinienko, napad na Gruzję, itd., przedstawił im alternatywę braku alternatywy, to wyżej wymienieni ze strachu przed konsekwencjami mogli podjąć tylko jedną decyzję, i ją podjęli.

    Ukraina to dla Moskwy coś więcej niż bliska zagranica, to sprawa jej mocarstwowości lub jej braku, dlatego Moskwa podjęła tak bardzo niepopularną decyzję, której wszystkie koszta, jak jej się wydaje, są mniejsze , niż to jakby Ukraina wyszła z ich strefy wpływu i znalazła się w europejskiej strefie wpływu.
    Myślę, że decyzja o ataku na Majdan i siłowym rozwiązaniu została podjęta na spotkaniu Putina z Janukowiczem w Soczi, bo tylko tam mogli rozmawiać prywatnie bez obawy o podsłuch, podobnie jak rozmowa Tuska z Putinem na molo przed zbrodnią smoleńską.

    Zachodnie sankcje, które zapewne wejdą w życie, zostały wkalkulowane w koszta podjęcia takiej, a nie innej decyzji.
    Myślę , że oligarchowie, oraz Janukowicz ze swoją świtą, już jakiś czas temu wyprowadzili pieniądze do rajów podatkowych, dlatego sankcje jako takie, nie wpłyną znacząco na ich sytuację finansową, a jak chodzi o Ukrainę jako państwo, to i tak, i tak, będzie związana z Rosją sowiecką, która będzie trzymała ich na krótkiej, kremlowskiej smyczy, pozwalając oligarchom na dalsze żerowanie na biednym, ukraińskim narodzie.
    Sankcje nic, lub prawie nic nie zmienią !
    Reset z Rosją prezydenta Obamy doprowadził to tej sytuacji.
    Jeśli amerykanie dalej będą prowadzili taką grzeczną i szczerze mówiąc wyjątkowo głupią politykę w stosunku do Rosji, to tylko patrzeć jak ona uzależni szantażem, czy operacyjną grą agenturalną inne kraje regionu, w tym POLSKI !!!
    Odnoszę wrażenie , że może nawet posunąć się do rozwiązań siłowych.
    Świat zachodni chce, czy też nie, ale znów zbliża się do zimnej wojny z Rosją, którego apogeum będzie można zobaczyć wtedy, gdy to Sowieci będą dyktować warunki nie tylko krajom bliskiej zagranicy, ale zachodnim krajom Unii Europejskiej.

    Mam nadzieję, że ten scenariusz się nie sprawdzi, ale wszystko wskazuje na to, że może być próba jego realizowania.

    Stanley Panama
    2/19/2014

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cyt: "pozwalając oligarchom na dalsze żerowanie na biednym, ukraińskim narodzie".

      W Polsce też mieliśmy takich oligarchów z nadania Moskwy. Tak robi się wielkie majątki w krajach pod okupacją rosyjską. Potem te interesy trwają nadal - wracam tu myślami do rozmowy na blogu nt. powiązań obecnego lokatora Belwederu z "rosyjskimi nieruchomościami".

      Anna Teresa Pietraszek, dziennikarką, wiceprzewodniczącą Obywatelskiej Komisji Etyki Mediów: "Natomiast „komuna” zawsze miała fundusze, choć nigdy nie były one przez nich wypracowane, tylko zawłaszczane. Również po 1989 r. błyskawicznie rozdzielono te wielkie kwoty między swoje grupy nacisku. „My” nie mieliśmy wówczas szans na utworzenie własnych grup nacisku i wprowadzenie „osób wpływu” odpowiednio wysoko i utrzymanie ich tam potem. Mieliśmy ideały i złudzenia. Tak więc to, co obserwujemy dzisiaj w mediach w Polsce, jest jedynie kolejnym etapem przepoczwarzania się postkomunizmu."

      Usuń
  22. Panie Aleksandrze,
    z Pana artykułu wynika, że lepszym rozwiązaniem pod względem politycznym dla p. Kaczyńskiego było by nie wchodzenie w debatę z p. Tuskiem. Dziś wiemy z mediów, że p. Kaczyński zapowiedział, że debata odbędzie się tylko w obecności ekspertów, co jest słusznym posunięciem.
    Wydaje mi się, że Pana pogląd, aby nie wchodzić w ogóle w rozmowy z osobami skompromitowanymi politycznie, a za taką osobę można uznać pana Tuska i jego rząd, jest tylko częściowo słuszny. Problem polega na tym, że cokolwiek zrobi pan Kaczyński, będzie zawsze w mainstream mediach, wcześniej czy później, ośmieszone. Zamknięcie się na debatę pozwoli pokazać, że pan Kaczyński to "tak zawsze ma", że jest "napuszony i zamknięty na innych". Otwarcie się na debatę odwleka w czasie ośmieszenie pana Kaczyńskiego w inny sposób. Dopóki w Polsce mamy "mediokrację" i to w rękach władzy, nie ma możliwości w żaden sposób podjąć merytorycznych dyskusji o stanie państwa i sposobach na wyprowadzenie z kryzysu.

    OdpowiedzUsuń
  23. DLA TYCH KTÓRZY NIE MAJĄ WYJŚCIA

    Panie Aleksandrze .

    "Program" PiS pomocy Ukrainie :

    /Krzysztof Szczerski, poseł PiS, były wiceszef MSZ: Obecnie jest czas na cztery konkretne rzeczy. Po pierwsze, to czas na solidarność z Ukraińcami, przygotowanie się na sytuację, która będzie wymagała pomocy natury humanitarnej wobec potencjalnych ofiar i represjonowanych../

    http://wpolityce.pl/wydarzenia/74645-szczerski-krew-na-majdanie-to-hanba-europy-sp-lech-kaczynski-wiedzialby-co-zrobic-w-tej-sytuacji-nasz-wywiad


    A gdzie są działania ?

    Czyżby wyrazem tych działań ,działań miały być brawa Jarosława Kaczyńskiego dla Donalda Tuska ?! ...za Smoleńsk i za nic nierobienie od Listopada ubiegłego roku w sprawie Ukrainy ?!

    Aleksander Ścios
    ------------------------------

    "Nie wolno jednak zapomnieć, że przegrane wybory nie będą zaledwie „porażką” polityków opozycji, ale tragiczną, historyczną klęską Polaków. Taką, której się nie wybacza." .

    Całkowicie się z Panem zgadzam .

    Bo , to już nie tylko są wybory do jakiegoś tam parlamentu .

    To są już wybory życiowe .Nie tylko danej osoby ,grupy czy też partii .

    Tą postawą PiS - egzaminu nie zdaje .


    TUSKOM i im podobnym nie można klaskać !


    Czyżby ta debata o której od dłuższego czasu jest mowa polegała na klaskaniu w sejmie Tuskowi ?!

    Czyżby znowu J.Kaczyński była na prochach jak wtedy ,gdy "dzieci kwiaty" (Migalski,Kluzik,Poncyliusz i inni) tańczyły przed wyborami prezydenckimi w okresie Żałoby Śmoleńskiej ?!

    W polskiej tradycji ,żałoba po stracie bliskich trwa minimum 1 ROK .

    Litwa już ogłosiła żałobę .
    =========================


    /Na Litwie jutro Dzień Żałoby Narodowej


    W związku z wczorajszymi wydarzeniami w stolicy Ukrainy litewski rząd rząd ogłosił czwartek dniem żałoby narodowej na Litwie.
    Oficjalny bilans wczorajszych starć w Kijowie to 26 zabitych, w tym 10 milicjantów, i ponad 240 rannych. Opozycja mówi o nawet 60 zabitych i tysiącu poszkodowanych.

    Dziś litewscy hierarchowie Kościoła katolickiego wezwali wiernych do modlitwy za ludzi na Majdanie. W wielu kościołach na Wileńszczyźnie już zostały odprawione msze w intencji protestujących Ukraińców. Wieczorem przed gmachem Sejmu odbędzie się wiec poparcia dla demonstrującej opozycji na Ukrainie. Odbędzie się ona pod hasłem "Ogniska solidarności z Ukrainą". "Paląc ogniska broniliśmy się 13 stycznia, ogniem bronią się dzisiaj ludzie na Majdanie" - mówią organizatorzy demonstracji.

    Do akcji zamierzają dołączyć wszystkie samorządy na Litwie. Uczestnicy wiecu - przedstawiciele wielu organizacji społecznych i pozarządowych - będą żądali nałożenia międzynarodowych sankcji na sprawującego władzę prezydenta Ukrainy Wiktora Janukowycza./

    http://www.bankier.pl/wiadomosc/Na-Litwie-jutro-Dzien-Zaloby-Narodowej-3064472.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. P.S.
      Przepraszam za literówki .

      Ale ,gdy porównuję działania Małej Litwy ,która jest "daleko " od Ukrainy z działaniami "wielkiej" partii PiS ,która idzie do władzy ...

      Przykrość mnie wielka ogarnia i nie mniejsze wzburzenie.
      Powoli się zaczynam wstydzić ,że tak mocno popierałem PiS .


      Usuń
  24. PDT
    "Odpowiedzialność za sytuację na Ukrainie jest jednoznaczna. Za przemoc odpowiedzialna jest władza w Kijowie".

    "Wydarzenia na Ukrainie nie mają precedensu. Ukraińskie władze tracą mandat demokratyczny"

    Powtarzanie takich zdań jest jak najbardziej w interesie Putina. Im bardziej "ukraińskie władze" sie pogrąża w oczach swoich obywateli i w oczach Zachodu tym wierniejsze bedą wobec Kremla.

    Ps.przepraszam gospodarza za wpis odbiegający od tematu artykułu

    OdpowiedzUsuń
  25. Anna13,

    Pozwolę sobie zwrócić uwagę na niekonsekwencję w Pani wywodzie. Jeśli bowiem prawdziwe jest twierdzenie (a ja z nim się zgadzam), że "cokolwiek zrobi pan Kaczyński, będzie zawsze w mainstream mediach, wcześniej czy później, ośmieszone", mamy do czynienia z sytuacją, w której każdy wybór (to warto podkreślić) dokonany w ramach ulegania retoryce medialnych terrorystów, będzie dla PiS-u złym wyborem.
    Jeśli tak - to decyzja o "debacie" jest złą decyzją, bo już otwiera drogę do medialnego "rozgrywania" partii opozycyjnej. O tym też mówię w moim tekście.
    Przyjęcie Pani twierdzenia musi zatem prowadzić do wniosku, że jedyną racjonalną postawą wobec reżimu i jego ośrodków propagandy jest całkowity bojkot poczynań tej grupy - począwszy od obojętności wobec ich zabiegów socjotechnicznych i medialnych "wrzutek", po odrzucenie każdej propozycji zbliżenia i współpracy.
    Gdyby partia Kaczyńskiego sformułowała czytelne stanowisko: żadnych debat z ludźmi reżimu, na nic zdałyby się próby uwikłania PiS-u w tak żenujące widowiska, jakich obecnie doświadczamy.
    Niestety, tam gdzie daje się palce, trzeba później dać rękę. I najczęściej ją stracić.

    OdpowiedzUsuń
  26. WiW,

    Dziękuję za zwrócenie uwagi, jak reaguje Litwa na wojnę na Ukrainie. To znamienny przykład.
    Problem z dzisiejszą reakcją PiS-u i deklaracją Kaczyńskiego, nie dotyczy natomiast tylko kwestii wizerunkowych. Wiem bowiem, że w wielu środowiskach ta deklaracja została przyjęta wręcz entuzjastycznie. Tytuł nadany przez niezalezną.pl sejmowemu wystąpieniu prezesa PiS - "Piękny i mądry gest Jarosława Kaczyńskiego", mówi wszystko.
    Pewnie moglibyśmy tu powtórzyć sobie stwierdzenia o błędnej taktyce czy legitymizacji reżimu, ale rzecz sięga jeszcze dalej.
    Myślę, że PiS chce tym sposobem pokreślić swoją opozycyjną "konstruktywność" i zdobyć wpływ na realne decyzje polityczne. To byłbym w stanie zrozumieć, gdyby wybrano inny temat i obszar działania.
    Taka gra wiąże się bowiem z ryzykiem "rozbrojenia" opozycji z jednej z jej najważniejszych broni: ukazania Polakom, że "system Tuska" wspiera się na "silnych mechanizmach uzależnienia od Rosji" - jak podkreślano w "Programie" PiS.
    Wojna na Ukrainie to moment, w którym to uzależnienie należy bezwzględnie podkreślać i pokazywać.
    Tymczasem wybrano sprawę najgorszą z możliwych, bo to właśnie Kreml podsyca tę wojnę i on jest głównym decydentem i rozgrywającym.
    Jeśli PiS ma świadomość, jak bardzo "system Tuska" oparty jest na relacji zakładników i wspólników kłamstwa smoleńskiego z wykonawcami tej zbrodni, a mimo to deklaruje wolę współdziałania z tym systemem w działaniach (de facto) skierowanych przeciwko Rosji, są tylko dwa wyjaśnienia: albo ktoś uprawia polityczną demagogię, albo chce rzucać "koło ratunkowe" dla moskiewskich rabów.
    W obu przypadkach, wróży to fatalny koniec.

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  27. WiW,

    Dodam jeszcze, że gdyby PiS miał rzeczywiście "program pomocy Ukrainie", nic nie stoi na przeszkodzie, by pierwszym punktem tego programu był postulat wycofania polskiej ekipy olimpijskiej z putinowskich "igrzysk śmierci" oraz wezwanie państw "wolnego świata" do podjęcia takich samych działań. To dziś wręcz minimum.
    Taka decyzja miałaby donioślejsze znaczenie niż żałosne pohukiwania lub sankcje dla Janukowycza. Uderzyłaby Rosję w jej najczulszy punkt i pokazała, że Polska i inne państwa Europy doskonale rozpoznały rolę Rosji w rozpętaniu wojny na Ukrainie.

    OdpowiedzUsuń
  28. Przepraszam, że pierwszy mój komentarz, na blogu, który czytam od dawna i bardzo cenię będzie nie na temat, ale jestem poruszona analizą niezaleznego prawnika nt "ustawy o bratniej pomocy". http://naszeblogi.pl/44396-hurys-o-ustawie-o-bratniej-pomocy
    Autor notki wykazał, że ra ustawa umożliwia wprowadzenie do naszego kraju:
    1) NIEOGRANICZONEJ ILOSCI "BRATNICH FUNKCJONARIUSZY" 2) NA OKRES CALKOWICIE DOWOLNY 3) Z DOWOLNEGO KRAJU.

    OdpowiedzUsuń
  29. Panie Aleksandrze, pomimo tak złej sytuacji dla PIS, w której, cokolwiek nie zrobi, i tak będzie ośmieszone, uważam, że należy podejmować rękawicę. Podanie palca nie zawsze oznacza późniejsze oddanie ręki. Zawsze trzeba określać swoje granice wyraźnie i tego się trzymać. Odrzucanie wszelkich kontaktów z obecnym rządem spowoduje, że stanowisko PIS, jego pomysły na zmiany i reformy, staną się wiadome tylko części społeczeństwa - poprzez "nasze" media.
    Nadmierny radykalizm może sprowadzić partię PIS do pozycji partii pana Marka Jurka - szlachetnej w zamiarach, lecz prawie nieistniejącej na scenie politycznej.

    OdpowiedzUsuń
  30. FELIETON AUTONOMICZNY WOJCIECHA RESZCZYŃSKIEGO - w Naszym Dzienniku.


    PiS chce debatować?

    Sprawa debaty między premierem a prezesem PiS staje się dla mediów kolejnym tematem zastępczym, świetną okazją do dziennikarskich igraszek i pseudonaukowych spekulacji różnych tzw. ekspertów. W reżimowych mediach można było nawet usłyszeć, że debata jako forma politycznego pojedynku między premierem a szefem opozycji jest tak ważna, że powinna być wpisana do Konstytucji jako norma prawna.

    Na taki pojedynek chętnie godzi się premier, na szczęście przeciwne zdanie ma prezes PiS Jarosław Kaczyński. Słusznie nie akceptuje debaty „w cztery oczy” z Donaldem Tuskiem, na czym premierowi tak zależy, gdyż – jak stwierdził uczciwie – obaj nie są w tej dziedzinie ekspertami. Nie powtórzy się więc sytuacja z wyborów parlamentarnych w 2007 roku, kiedy to Donald Tusk w debacie telewizyjnej z Jarosławem Kaczyńskim sypał jak z rękawa cenami chleba, ziemniaków, gazu ziemnego, kurczaków, no i jabłek, a te wzrosły wtedy, oczywiście, jak wmawiał Tusk, na skutek złej polityki rządu Jarosława Kaczyńskiego aż o 83 procent. Tak przygotowany do debaty Donald Tusk wykazał się tandetnym sprytem, uważając, że nieznajomość ceny jabłek zdyskwalifikuje jego przeciwnika jako kandydata na premiera. Zatem debata zaproponowana przez PiS na temat sytuacji w służbie zdrowia najprawdopodobniej odbędzie się z udziałem specjalistów, a ze strony rządu weźmie w niej udział minister zdrowia wydelegowany przez premiera.

    W związku z tym pojawia się pytanie o praktyczny sens takiej debaty opozycji z rządem, kiedy to krytyka władzy, która doprowadziła do kompletnej zapaści w służbie zdrowia, spotka się z zaciekłą obroną tejże. Pogadają i się rozejdą. Podobnie przecież wyglądają debaty sejmowe. Propozycje legislacyjnych zmian wysuwane przez opozycję odbierane są przez rząd jako polityczny atak, a kiedy już dojdzie do jakiegoś głosowania projektów zmian zgłoszonych przez opozycję, rząd mobilizuje swoją parlamentarną większość, aby je odrzucić. W przeciwnym wypadku, tak niezmiennie uważa partia Tuska, rząd wykazałby się słabością, rezygnując z arytmetycznej przewagi głosów w Sejmie. Może się mylę, ale stawiam butelkę dobrego wina temu, kto poda jakiś przypadek z ostatnich siedmiu lat, kiedy opozycji udało się przeforsować w Sejmie własne rozwiązanie prawne (merytoryczne, nie symboliczne) przy aprobacie Platformy Obywatelskiej.

    CZ. I

    OdpowiedzUsuń
  31. CZ. II

    Inna wątpliwość, znacznie poważniejsza, wiąże się z intencjami opozycji optującej za debatą z rządem. Bo albo „system Tuska” jest „wypaczeniem istoty demokracji”, co ogłoszono w oficjalnym dokumencie programowym Prawa i Sprawiedliwości, albo jest systemem, który wymaga jedynie korekt. Albo „system Tuska” ma „antyrozwojowy charakter”, albo nadaje się do reformowania. Tymczasem w dokumentach przedstawionych na ostatnim zjeździe programowym PiS można wyczytać, że „system Tuska” nie nadaje się ani do kontynuacji, ani reformowania.

    Dlatego pomysł debaty opozycji z rządem wydaje się jawnym zaprzeczeniem programowych deklaracji PiS. Wprowadza opinię publiczną w błąd, a PiS wciąga w pułapkę, która już od dłuższego czasu staje się strategią Platformy Obywatelskiej, a właściwie samego Donalda Tuska. Ta strategia to wciągnięcie opozycji PiS-owskiej w odpowiedzialność za skutki siedmiu lat rządów koalicji PO z PSL. My zaś, wyborcy, być może bardziej niż PiS pamiętamy przegraną tej partii w sądzie, kiedy to zmuszono Prawo i Sprawiedliwość do przeprosin za oskarżenie Platformy o plany prywatyzacji służby zdrowia. Wówczas to PO wybroniła się sformułowaniem „komercjalizacja”, co miało przeczyć zamiarowi prywatyzacji. Ostatnie lata pokazały jednak, że mamy do czynienia z prywatyzacją szpitali i że jest ona typowa dla III RP; po znajomości i za bezcen.

    Tym, którzy chcą debatować z Tuskiem, przypomnę pewną scenę z Brukseli. Gdy Lech Kaczyński, zmuszony opuścić część obrad szczytu UE, poprosił Donalda Tuska, aby mu zreferował, o czym będzie mowa w czasie jego nieobecności, usłyszał: „Chcieć to ty sobie możesz”.

    http://www.naszdziennik.pl/mysl-felieton/68760,pis-chce-debatowac.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szanowni Dyskutanci! Czy naprawdę nie dostrzegacie, ze Polską rządzi "grupa trzymająca władzę" a te wszystkie partie to tylko figuranci? czy tak trudno Wam zauważyć, że Prawdziwa Polska nie funkcjonuje od 1945 roku i najwyższa pora wrócić do polskiej państwowości? BEZ REPOLONIZACJI I DEBOLSZEWIZACJI ANI RUSZ!
      Jerzy Tatol

      Usuń