Nie będziemy razem, bo nie ma przyzwolenia na zdradę o świcie i na fałsz przekraczający ludzką miarę. Nie możemy być razem, bo nasz gniew jest dziś bezsilny, gdy zabrano nam tylu niezastąpionych. Nigdy nie będziemy razem, bo pamiętamy - kto siał nienawiść i chciał zebrać jej żniwo.

wtorek, 4 grudnia 2012

DONIKĄD


Wartość słów publicysty i polityka mierzy się stopniem wiarogodności. Od jednego i drugiego trzeba wymagać analiz rzetelnych i wspartych na faktach, co oznacza również możliwość zweryfikowania ich w czasie i poddania powtórnej ocenie.
Odbiorca, który nie potrafi zapamiętać, co polityk mówił przed kilkoma miesiącami lub jaką diagnozę stawiał wówczas publicysta – jest zapewne pożądanym partnerem dla obecnego reżimu. Na ludziach dotkniętych poważną amnezją pasożytuje dziś aparat propagandy, oni są podporą dla najgłupszych hipotez i medialnych dywagacji. Podążą za wszystkim, co zostanie im podsunięte i bez cienia refleksji przyjmą największą brednię.
Mechanizm tych zachowań nie jest skomplikowany. Wystarczy, że odbiorca słyszy to, co w danej chwili chce usłyszeć, a przekaz pochodzi ze źródła, które uznaje za wiarygodne i bliskie swojej wizji. Nowa (choćby sprzeczna z poprzednią) treść, natychmiast zastępuje dotychczasowe opinie i bezboleśnie wytycza obszar zabobonnej wiary.
Wydawałoby się, że hodowanie takich odbiorców nie powinno leżeć w interesie opozycji i „naszych” mediów. Człowiek podatny na manipulację, pozbawiony wiedzy o świecie i oddany na pastwę medialnych demiurgów, nigdy nie będzie  dokonywał wolnych wyborów i nie stanie się obywatelem wolnego państwa. Jak miliony sympatyków obecnego reżimu – jest zaledwie bezmyślną marionetką, rozstawioną w spektaklu politycznych cwaniaków, uczestnikiem gry, której reguł nie zna i nie potrafi ocenić. Wydaje się „bezużyteczny” dla celów opozycji – jeśli chce ona obalenia reżimu i zburzenia gmachu kłamstwa i obłudy.
 
Nie wykluczam, że dla niektórych partyjnych opozycjonistów taki odbiorca może być łakomym „materiałem wyborczym”, a dla zawodowych publicystów - wręcz idealnym czytelnikiem. Zakładam jednak, że po „naszej” stronie są to nadal postawy patologiczne, niemające nic wspólnego z troską o sprawy polskie i tezą, że „Polacy zasługują na więcej”. Zakładam tak, bo ludzie odpowiedzialni za słowa i traktujący Polaków serio nie muszą uciekać się do prostackiej kazuistyki ani sięgać po narzędzia manipulacji. Są gotowi postawić najtrudniejszą diagnozę i zdobyć  na najtwardsze słowa – byle niosły prawdę o naszej rzeczywistości.
Zjawiskiem ostatnich dni jest wysyp publikacji, w których pojawia się, nienowy przecież, temat strategii, mającej doprowadzić nas do rychłego zwycięstwa. Najkrócej problem można streścić pytaniem -  DŁUGI MARSZ CZY KRÓTKI BIEG ? – czyli tytułem, jaki nadałem jednemu z tekstów z marca br. Tamten artykuł powstał w reakcji na ówczesne wypowiedzi posłów PiS-u oraz publikacje, w których pojawiały się sugestie, że czas rządów Donalda Tuska dobiega końca, a w najbliższej perspektywie powinniśmy spodziewać się przyspieszonych wyborów parlamentarnych i upadku grupy rządzącej.
Bez cienia satysfakcji, jestem gotów przypomnieć szereg artykułów i analiz, których autorzy z namaszczeniem głosili, że „Platforma płonie i rozsadzają ją konflikty”, wieścili „wcześniejsze wybory”, pisali o czekającym nas wkrótce „nowym rządzie” i „wracającym do gry” Schetynie, nawoływali do „wiosny ludu”, pytali – „kto za Tuska” i „jak skończy PO”.
Żadna to bowiem satysfakcja, że upływ czasu zweryfikował te oceny i nadał im wymiar medialnego bełkotu. Ich autorzy nie przyznają się do błędu i nie zdobędą na głębszą refleksję. Być może rozgrzesza ich intencja, z jaką wypowiadali te sądy, może usprawiedliwia brak wiedzy i dawanie posłuchu plotkom.  To, że dziś są znów w awangardzie i nieodmiennie głoszą  te same banialuki, wskazuje jednak na coś groźniejszego.
Nie oni zaprzątają moją uwagę, ale ludzie czytający te wywody, którzy nie byli w stanie ocenić ich wartości ani zdobyć się na samodzielną ocenę. Czy również im zabrakło zdrowego rozsądku, czy może stało się tak, bo dano im przekaz na który czekali - zapowiedź szybkiego zwycięstwa i erzac politycznej diagnozy. Pozwolono im wierzyć, że „już” i „niebawem”. Ofiarowano namiastkę prawdy i  substytut nadziei, nie dbając o to, co stanie się z tym „darem” za kilka miesięcy. Jeśli tak – to postąpiono z nimi identycznie, jak reżim traktuje swoich wyborców i zastosowano ten sam mechanizm manipulacji.
Zapewne czytelnicy tamtych przekazów nie pamiętają nawet - kto i jakie głosił prognozy, o czym pisał i co obiecywał. Niewątpliwie, za kilka miesięcy nie będą pamiętali treści dzisiejszych artykułów i politycznych deklaracji. Z niesłabnącą estymą przyjmują głosy tych samych polityków i tych samych publicystów.
Nie potrafię ocenić, jak długo uda się karmić Polaków opowieściami o „ratowaniu demokracji” i „unikaniu podziałów”, wiarą, że „wystarczy wygrać wybory”, analizami o „przejmowaniu kontroli nad PO” i zapewnieniami o rychłym zwycięstwie. Być może - długo skoro gra toczy się od lat i nikt dotąd nie zapytał – na czym opiera się wiara w ową „demokrację”, jak wygrać wybory parlamentarne i skąd czerpać nadzieję na krótki marsz? Zadawanie tych pytań nie leży bowiem w interesie publicystów, a odpowiadanie na nie – w interesie opozycji.
Do kolejnego, złudnego „testu demokracji” dzielą nas trzy lata. Można je roztrwonić na uprawianie politycznej mitologii i przemierzanie wirtualnych stadiów „szybkiego zwycięstwa”. Można nawet uwierzyć w głupotę moich rodaków, w ich słabą pamięć i mocną wiarę.
Nie można jednak nie wiedzieć, że na końcu będzie pytanie – co dalej? 


http://bezdekretu.blogspot.com/2012/03/dugi-marsz-czy-krotki-bieg.html


22 komentarze:

  1. AS: "Wydawałoby się, że hodowanie takich odbiorców nie powinno leżeć w interesie opozycji i „naszych” mediów."

    - Tu jest ukryty klucz do czytania działań "prawicy". Obserwując różnorodne gremia patriotyczne i nasze elity, też używam w cytowanym zdaniu czasu przeszłego. Odnoszę wrażenie, że nasze elity tak samo pogardzają motłochem i uważają go za stado durniów. Nie robią też nic (z małymi wyjątkami), by edukować elektorat, by uodparniać go na manipulacje i uczyć samodzielnego myślenia. Żerują na mitach i stereotypach, bo to wygodne w doraźnej perspektywie i zapewnia im posłuch sporego grona odbiorców. Od dłuższego czasu piszę w "idź POD PRĄD", że jeśli nie zmienimy czegoś w fundamentach funkcjonowania naszego narodu, czeka nas bliski koniec (nawet bez "Co dalej?"):

    "Siły zakorzenione w dotychczasowych źródłach – tak, te wyczerpały się lub okazały się pozorne. Nie da się już niczego trwałego na nich zbudować. Tym właśnie należy tłumaczyć tak łatwe triumfy naszych wrogów – nie ich siłą, tylko naszą zadziwiającą słabością i głupotą. By zacząć myśleć o przyszłym zwycięstwie, MUSI w naszym narodzie pojawić się nowa idea! Nie wystarczy tylko pozyskanie dla polskiej sprawy jakiegoś zastępu młodych ludzi, niewiele dadzą pomysły profesjonalnego szkolenia ich czy łączenia w większe struktury Archipelagu Polskości. Wszystko to bez NOWEJ IDEI będzie wysiłkiem porównywalnym do działań konfederatów barskich." "Którędy do Polski?", "idź POD PRĄD", wrzesień-październik 2012

    Pozdrawiam

    Paweł Chojecki

    OdpowiedzUsuń
  2. Szanowny Panie Aleksandrze,

    Przynajmniej od 10 kwietnia 2010 roku widać pewną wyraźnie zarysowującą się logikę systemu tworzonego metodą małych, choć dość szybkich kroków przez obecny układ. Piszę układ, bo dla każdego rozsądnie myślącego rządząca partia polityczna jest zaledwie etykietką, nazwą, za która kryją się przeróżne koterie, sitwy, układy i układziki "nowego" i "starego". Ten specyficzny konglomerat po zamachu smoleńskim usztywnił swoje stanowisko i pokazał prawdziwą twarz, dotąd skrywaną za zasłoną haseł liberalnych, wolnorynkowych i demokratycznych. Ostatnie wydarzenia, jak choćby prowokacje 11 listopada, prześladowania osób biorących udział w marszu (przesłuchania krakowskich licealistów), ograniczanie wolności słowa, zmiany w prawie o zgromadzeniach oraz przygotowywana zmiana przepisów o "mowie nienawiści", to wszystko razem pokazuje, że system wszedł już jawnie na dawno utartą ścieżkę, którą szli towarzysze spod sierpa i młota, autorzy brutalnych pacyfikacji, esbeckich prowokacji i stanu wojennego. To są te same metody, te same chwyty, te same słowa.
    Władzy raz zdobytej nie oddadzą, to widać wyraźnie, za dużo mają do stracenia, zbyt wiele już zainwestowali, by oddać swoją przyszłość w ręce Polaków, którymi de facto gardzą.
    Wszelkie zaklęcia o końcu Tuska i związany z tym huraoptymizm prezentowany przez co poniektórych zawsze mnie śmieszył, gdyż to nie Tusk jest tutaj problemem, ale ci, którzy za nim stoją, a zwłaszcza ci, którzy stanowią zaplecze Komorowskiego. Tuska sami odsuną w stosownym momencie, ale układ pozostanie nietknięty, a śmiem twierdzić, zostanie nawet wzmocniony.
    Jak widzę przyszłość?
    Logika tego systemu wskazuje, że obecna władza będzie zmierzać w kierunku drastycznych rozwiązań, choć ładnie opakowanych, by tzw opinia publiczna mogła łatwiej to przełknąć. Ale do czasu.
    Kiedy i to nie wystarczy, będzie jeszcze bardziej brutalnie rozprawiać się z przeciwnikami, może na masową skalę. Ktoś powie: no dobrze, ale przecież Europa!
    Europa jest już odpowiednio "urabiana", by w chwili przesilenia nie ruszyć palcem w obronie Polaków. Kto bowiem wstawiłby się za tymi Polakami z "Pokłosia" - antysemitami, faszystami i wszelkiej maści ekstremistami?
    Dlatego tak hojnie Rosjanie sponsorują różne dzieła filmowe, bynajmniej nie z wielkiego zamiłowania do polskiej kinematografii.

    Czy jest wyjście z tej matni? To wymagałoby ogromnej pracy ze strony tzw zwykłych obywateli, przyspieszonego dojrzewania państwowego.Jednak muszą oni mieć jasny przekaz od partii opozycyjnej, bez światłocieni. Muszą mieć jasno zdefiniowaną sytuację, osoby i sprawy właściwie nazwane. Bez zaciemniania i stwarzania pozorów normalności, od której oddalamy się w zastraszającym tempie.

    Pozdrawiam serdecznie

    Martynka


    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Europa widzi nas tak jak namalował Bruegel w "Pejzażu z upadkiem Ikara". LINK
      Tyle samo ją, mniej więcej, zajmujemy....

      Pozdrawiam

      Usuń
  3. Paweł Chojecki,

    Jest to droga donikąd. Nie można przez lata wykorzystywać tych samych stereotypów i medialnych chwytów. Nie wolno grać nadzieją. Szczególnie po 10 kwietnia.
    Nie ma wprawdzie w polskiej polityce postaci tak skompromitowanych, by nie znajdywały elektoratu ani publicystów tak głupich, by nikt ich nie czytał - nie znaczy to jednak, że mamy upowszechniać wzorce "elit" III RP.
    Myślę, że po "naszej" stronie coraz mocniej uwidacznia się strach przed konsekwencjami prawdy smoleńskiej. Wówczas głos opozycji będzie zdominowany przez rzesze "hamulcowych" i "rozrzutników".

    Pozdrawiam Pana

    OdpowiedzUsuń
  4. Pani Martynko,

    Zawarła Pani w komentarzu bardzo ważną myśl - "Europa jest już odpowiednio "urabiana", by w chwili przesilenia nie ruszyć palcem w obronie Polaków. Kto bowiem wstawiłby się za tymi Polakami z "Pokłosia" - antysemitami, faszystami i wszelkiej maści ekstremistami?"

    Ta myśl powinna prowadzić do konkluzji, że w walce z reżimem i walce o prawdę smoleńską, nie powinniśmy liczyć na niczyją pomoc - tak długo, dopóki sami nie odzyskamy Polski.
    Gdyby dokonać rzetelnej analizy zachowań przywódców państw europejskich na przestrzeni ostatnich dwóch lat, należałoby obalić kolejny mit.
    Jest takich mitów wiele - od zdobyczy "demokracji" III RP poczynając, na wierze w pomoc Zachodu kończąc. Jeśli nie zostaną obalone - a byłby to obowiązek każdej antysystemowej opozycji - nie powinniśmy marzyć o wygranej.

    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  5. Panie Aleksandrze,
    widzę jeszcze jedno zagrożenie - powstanie "prawdziwej" "opozycji" "antysytemowej" (celowo tak rozmieściłem cudzysłowy), której liderzy bedą zaliczać PiS do "systemu wladzy", a sami przedstawiać się jako jedyni zdolni do "obalenia reżimu". Pierwszych publicystów tworzących taką (modnie ujmując) "narrację" już widać.
    Z drugiej strony wiara w demokrację, uczciwe wybory itp. jest wśród działaczy partii opozycyjnej powszechna; wydaje mi się, że podszyta jest takim podskórnym lękiem przed "wykluczeniem" z systemu politycznego (jakkolwiek ulomny by on nie był) i zrównaniem z "faszystami", ONRem czy Młodzieżą Wszechpolską

    OdpowiedzUsuń
  6. Donikąd - widać, że tak długa, jak strona narodowa czy patriotyczna będzie bezzębna, taki właśnie będzie wieczny rezultat - donikąd.
    Polacy muszą nie tylko dojrzeć w swojej ogólnej świadomości politycznej, ale i zrzucić strach przed realnym wystąpieniem wobec władzy.
    Na szczęście, ta władza jest dość tchórzliwa.
    A ci, co wrzeszczą o "krótkiej drodze", to ludzie małego serca, nawet jeśli dobrych intencji, bo drogę się skraca czasami, ale się o tym nie mówi nigdy głośno, nawet warunkowo.

    pozdrawiam serdecznie
    Mocny102

    OdpowiedzUsuń
  7. Kocislaw,

    Takie próby były i są podejmowane, choćby przez środowisko Nowego Ekranu. Rzekomy radykalizm poglądów jest tu bronią bardzo użyteczną i może skutecznie zmylić nieświadomych odbiorców.
    Zgadzam się z Panem, że lęk przed "wykluczeniem" ogarnia dziś kolejne środowiska opozycji. Jemu należy przypisywać deklaracje publicystów odcinających się od wypowiedzi Brauna czy zapewnienia o poszanowaniu "reguł demokracji".
    To jest lęk przed semantycznymi terrorystami, przed hordą najpodlejszych barbarzyńców, która szermując polskimi słowami uczyniła z nich sowieckie narzędzia represji i przemocy. O tych słowach - paralizatorach pisałem wielokrotnie. Mogą się im przeciwstawić tylko ludzie silni i niezależni.
    Reszta, będzie skomlała w obawie przed "wykluczeniem".

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla skomlących "niepokornych", którzy zawinęli przejściowo na najbardziej skompromitowany zamordystyczną cenzurą portal: OFERTA NIEWOLNIKA

      Pozdrawiam

      Usuń
  8. Mocny102,

    "Bezzębność" jest dobrym określeniem na niektóre z zachowań opozycji parlamentarnej. Ale, czy może być inaczej skoro na fotel premiera opozycja proponuje sympatyka UW, człowieka, który po publikacji Gmyza o śladach materiałów wybuchowych, publicznie oświadcza - "Nie podpisuję się pod tezą o zamachu w Smoleńsku".
    Należałoby powiedzieć temu panu - dobrze, nie podpisuj się, ale w takiej chwili miej dość rozumu i trzymaj język za zębami.
    Podobnych przykładów można wskazać wiele.
    To zaś oznacza, że ludzie słabi i lękliwi potrafią wyznaczać krótkie, doraźne cele, mówić o szybkim marszu i rychłym zwycięstwie.
    Wizja długiej i wyboistej drogi, nadto ich przeraża, zatem zrobią wszystko by ją odrzucić.

    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  9. Drogi, zmartwiony Panie Aleksandrze!

    Wiem [ domyślam się :) ], jak to jest, kiedy Pańskie słowa, pisane z głęboką troską i refleksją, w oparciu o wszechstronną analizę faktów i dostarczające gotowych ekspertyz, napotykają ze strony "NASZYCH" - na mur obojętności - a i to w najlepszym razie! Częściej, zwłaszcza ostatnio, jest to raczej mur niechęci. Przypadłość dotyczy zarówno "naszych" polityków jak i "naszych" dziennikarzy.

    Chcę dziś trochę napisać zarówno o Pańskim artykule, który na pewno NIE MÓGŁBY SIĘ UKAZAĆ W Gazecie Polskiej, Z UWAGI NA "OBRAZOBURCZE" :) TREŚCI oraz - nie do przyjęcia WYŁAMYWANIE SIĘ Z KARNYCH SZEREGÓW AKTUALNEJ MĄDROŚCI ETAPU, które dawno temu poetycko skondensował tow. Majakowski:

    "Kto tam znów rusza prawą?
    Lewa!
    Lewa!
    Lewa!"

    ----------------------------------------------------------

    1. Najpierw wykażę się kobiecym okrucieństwem i przytoczę niektóre tegoroczne hurraoptymistyczne wypowiedzi nie pomijając ich autorów.

    2. Postaram się przedstawić własny pogląd na tę sprawę.

    3. Dołączę didaskalia, ciekawostki i rzeczy "z ostatniej chwili".


    Na razie pozdrawiam Pana bardzo serdecznie,

    OdpowiedzUsuń
  10. Myśl polityczna: "JAK SKOŃCZY PO"


    2012-03-14

    Adam Lipiński

    Chyba wszystkich zaskoczyła seria poważnych wpadek PO, których konsekwencje są dla społeczeństwa widoczne i bolesne. A skoro już początek kadencji jest dla rządu tak tragiczny, to istotnie można oczekiwać jakiegoś przesilenia politycznego. Możliwych jest kilka wariantów.

    Platformie może gwałtownie spaść sondażowe poparcie. PO, uciekając przed odpowiedzialnością, może szukać rozwiązania w przyspieszonych wyborach, aby uzyskać jeszcze w miarę niezły wynik. Inna możliwość to utrata większości w parlamencie. Dla PSL gra z Platformą jest przecież bardzo niebezpieczna, bo może oznaczać, że przy dużej ofensywności PiS, ludowcy w ogóle nie wejdą do Sejmu.

    Z kolei koalicja z Palikotem, choć pewnie brana pod uwagę przez PO, jest niebezpieczna dla Palikota, bo na ogół koalicja dużego z małym i walka o wspólny elektorat, a w tym wypadku ewidentnie dochodzi do walki PO z RP o wyborców lewicowych, może doprowadzić do unicestwienia Palikota.

    Dlatego dziwię się tym, którzy twierdzą, że żaden z tych wariantów nie wchodzi w grę i Platforma dotrwa do końca kadencji.

    http://niezalezna.pl/25189-jak-skonczy-po

    -----------------------------------------------------------------

    Myśl polityczna: "Platforma płonie"

    2012-03-12
    Platforma płonie

    Grzegorz Broński, Magdalena Michalska, Współpracownicy:

    Konflikty rozsadzają PO. Z partii odchodzą kolejni działacze. PiS proponuje rząd ekspertów: zamiast Donalda Tuska prof. Zyta Gilowska.

    Jeżeli prawdziwi założyciele PO, a wiemy, że nie chodzi tu o trzech tenorów, tylko o ludzi, o których mówił Czempiński, zdecydowali się przestawić wajchę medialnej popularności Tuska jako tego, któremu wszystko się udaje, to PO się rozpadnie. Część, opierając się na Schetynie i Gowinie, będzie usiłowała budować coś bardziej konserwatywnego, a część ucieknie do Palikota, którego partia, jak twierdzą byli działacze, została założona w gabinecie u Tuska – mówi nam poseł PiS Joachim Brudziński.

    Zdaniem PiS należy stworzyć rząd techniczny, na którego czele stanęłaby prof. Zyta Gilowska.

    – Jeśli PiS wygra kiedyś wybory, wtedy ta propozycja będzie realna. Teraz rozmowa o rządzie technicznym, jakieś kombinacje absolutnie nie mają sensu – mówi „Gazecie Polskiej Codziennie” poseł PO Antoni Mężydło.

    Niewykluczone, że rząd ekspertów poprze większość opozycji.

    – Musielibyśmy dokładnie poznać szczegóły – zastrzega Dariusz Joński, rzecznik prasowy SLD.

    To, że partia rządząca coraz wyraźniej pęka, widzą nawet politycy koalicji. W wywiadzie dla Onet.pl krytycznie na temat rządu Tuska wypowiedział się Grzegorz Schetyna. Skrytykował niektóre posunięcia premiera, m.in. decyzję o utworzeniu Ministerstwa Administracji i Cyfryzacji. – Uważałem, że lepszym pomysłem byłoby przyłączenie resortu administracji do Ministerstwa Rozwoju Regionalnego – przekonywał były marszałek Sejmu. Schetyna stwierdził też, że nie odczuwa wrogości wobec Janusza Palikota. – W polityce nie ma wrogów na śmierć i życie – stwierdził.

    Zwolennikami Palikota są na pewno politycy związani z Bronisławem Komorowskim, a kolejne transfery to według naszych rozmówców tylko kwestia czasu. Problemy koalicjanta dostrzega nawet minister rolnictwa Marek Sawicki, który przyznał, że Platforma się kruszy. – Na razie tak leciutko – stwierdził na antenie RMF FM, a na pytanie, czy za Gibałą pójdą następni, odparł: „Powiem szczerze, że taka obawa zawsze jest”.

    http://niezalezna.pl/25063-platforma-plonie

    OdpowiedzUsuń
  11. -----------------------------------------------------------------

    Ewolucja myśli politycznej "KTO ZA TUSKA"?

    1. Palikot za Tuska

    2. Schetyna za Tuska

    3. Gowin za Tuska

    4. "Nasz" rząd techniczny za Tuska - (chyba?) aktualne.

    wersja A - Gilowska za Tuska
    wersja B - Gliński za Tuska

    5. Wersja (z ostatniej chwili): hybryda Gowin/Giertych/Sikorski (Radosław) za Tuska i PO

    ====

    Samuel Pereira, Przemysław Harczuk, | Źródło: Gazeta Polska Codziennie

    "Typowany na premiera Grzegorz Schetyna nie szczędzi krytyki na temat ostatnich poczynań rządu. – W Platformie Obywatelskiej jest sytuacja trudna, jesteśmy parę miesięcy po wyborach i nikt się nie spodziewał, że będziemy mieli tyle problemów – przekonywał były marszałek Sejmu w środowych „Faktach po faktach” w TVN. Wczoraj, zapytany przez reportera „Gazety Polskiej Codziennie” o konflikt z premierem i ewentualne zastąpienie Donalda Tuska, odmówił komentarza. Oddalił się z wymownym uśmiechem. Polityk PO zaprzeczył, jakoby unikał rozmów z dziennikarzami naszej gazety. – Nie udało się wam uzyskać komentarza? To straszne – rzucił ironicznie. Tyle główny konkurent Tuska. –

    Opozycja nie ma złudzeń. – Widać, że ten rząd ma coraz większy problem z podejmowaniem decyzji, po prostu z rządzeniem – tłumaczy poseł Adam Kwiatkowski (PiS). – Scenariusz administrowania krajem nie zdaje egzaminu. Bardzo możliwe, że działacze PO, którzy obserwują nastroje publiczne i sondaże, zdają sobie sprawę, że skuteczność tego rodzaju przywództwa dobiega końca – dodaje polityk. Jego zdaniem wariant ze zmianą premiera jest bardzo prawdopodobny. – Schetyna jest taką alternatywą, jest jednym z liderów PO. Mamy do czynienia z kryzysem władzy. Po tych stu dniach od zaprzysiężenia rządu PO jest kolosem na glinianych nogach – stwierdza Kwiatkowski w rozmowie z „Codzienną”."

    http://niezalezna.pl/23630-kto-za-tuska

    =====

    30 września 2012

    "Potrafimy liczyć do 231 - przekonuje Joachim Brudziński z PiS. Dodaje, że jego partia zdaje sobie sprawę z tego, iż w tym parlamencie nie uda się zebrać wystarczającego poparcia dla kandydatury Jarosława Kaczyńskiego. Jeżeli słyszymy z ust przedstawicieli innych klubów, że absolutnym priorytetem teraz jest odsunięcie Donalda Tuska od władzy to mówimy "Sprawdzam". Dlatego przedstawimy kandydata na premiera rządu przejściowego, technicznego - wyjaśnia. Jego partyjny kolega Adam Hofman stawia sprawę jednoznacznie. Albo nasz kandydat, albo dalej Donald Tusk. Taka jest alternatywa - mówi. Sam kandydat przedstawi swój pomysł, program, będzie do dyspozycji różnych klubów i ludzie w Sejmie będą mieć wyjście. Albo zagłosować za utrzymaniem Tuska, za tym wszystkim, co dziś w Polsce jest, albo dokonać zmiany - podkreśla."

    http://www.rmf24.pl/fakty/polska/news-kto-za-tuska-pis-ujawni-kandydata-na-premiera,nId,638859

    OdpowiedzUsuń
  12. Ad. 5 Z ostatniej chwili :)

    Przytoczę w całości... bo mi dech zaparło!

    2012-12-03

    Prof. Jadwiga Staniszkis: triumwirat Gowin-Sikorski-Giertych - chodzi o przejęcie kontroli nad PO

    "Uważna lektura „Rzeczpospolitej” pod nowym kierownictwem (i już po wyrzuceniu Pawła Lisickiego z „Uważam Rze”) prowadzi do hipotezy, iż mamy do czynienia z dalekosiężnym planem politycznym. Chodzi o przejęcie w przyszłości kontroli nad PO przez triumwirat Gowin-Sikorski-Giertych. I – na początek – wyartykułowanie konserwatywno-narodowej platformy programowej w wersji bardzo tradycyjnej i spokojnej. Miałoby to nie tylko odebrać PiS-owi tą przestrzeń retoryczną, ale powstrzymać młodsze, nie PiS-owskie jeszcze pokolenie, którego nie może porwać tuskowa „ciepła woda w kranie” - przed identyfikacją z radykałami z ostatniego marszu 11 listopada - pisze w felietonie dla Wirtualnej Polski prof. Jadwiga Staniszkis.

    Jarosław Gowin w tym trójkącie stanowi cenny zasób, bo nie tylko jest już w środku ale ma swoje realne zaplecze. Na tle ideowej miazgi i oportunizmu Platformy widać jego wyraziste poglądy i ambicje. Sikorski też jest ambitny, ale - bez własnego zaplecza. Jego kadry z MSZ to często ludzie jeszcze z czasów SLD i Kwaśniewskiego. A jego spektakularne, ale płytkie wolty intelektualne w kwestii przyszłości Europy nie budzą szacunku. Widać, że nie rozumie złożoności dzisiejszej Europy, w której jednym z kluczowych, choć ukrytych wymiarów jest sposób przeżycia problemu „formy”. Czy – jako nieteoretyzowanej praktyki jak na Południu (i w Brytanii, bo korzenie sięgają Imperium Rzymskiego). Czy – wehikułu pozwalającego przemycić własną wolę – jak król Gotów z V wieku n.e. – dostrzegający walor instytucji podbitego Rzymu zmieniających jego rozkazy w prawo. Czy wreszcie – jako idea formy w intelektualnej rewolucji nominalizmu i reformacji na Północy. Brak wiedzy ułatwia Sikorskiemu tworzenie projektów dla Europy – bez świadomości z czym się mierzy. Ale jest po prostu śmieszny.

    Giertych to – używając formuły Wirginii Woolf – osobnik "interesujący dopiero w introspekcji”. Gdy już można stworzyć anegdotę o jego przemianie – z Wszech Polaka w tradycyjnego konserwatystę. Ze wspólnym mianownikiem obu postaw, czyli instytucjonalną amatorszczyzną i naiwnością. To pozwala mu znaleźć wspólny język z Gowinem i Sikorskim. Ale równocześnie – blokuje szanse stworzenia nowoczesnej formuły racji stanu. Nie – pasywno – obronnej (podszytej oportunizmem) jak w wypadku Tuska. I nie – radykalnie obronnej w symboliczno-historycznym kostiumie, jak w main streamie PiS-u. Ale – aktywnej, łączącej wyłączenie z innowacjami instytucjonalnymi, jak próbują robić Węgrzy i Czesi.

    Przewidywalny eksradykał to nudne. Cynizm też nie czyni człowieka bardziej interesującym. To charakterystyczne że Hilary Clinton z postkomunistycznej Europy odwiedzi tylko Pragę. Bo pragmatyczni Czesi okazują się być pryncypialnymi romantykami. A my – tylko oportunistami działającymi na zasadzie półśrodków.

    Ewentualne przejęcie PO przez opisaną tu trójkę niewiele zmieni. Choć niestety ma szansę – jeśli uzyska wsparcie klasy politycznej, mediów i służb. Bo Palikot jako konkurent Tuska, zdolny do powstrzymania ofensywy PiS-u, okazał się – z ich perspektywy - niewypałem."

    http://wiadomosci.wp.pl/kat,1342,title,Prof-Jadwiga-Staniszkis-triumwirat-Gowin-Sikorski-Giertych-chodzi-o-przejecie-kontroli-nad-PO,wid,15144529,wiadomosc.html?ticaid=1fa5d

    OdpowiedzUsuń
  13. -
    OPOZYCJI "DROGA DONIKĄD" - CZYLI - "OPTYMIZM NIE ZASTĄPI NAM POLSKI"

    Tym bardziej zakłamany hurraoptymizm, oparty na 1) myśleniu życzeniowym "odwiecznych" posłów, którym jak zakaźną chorobą zarażają swój elektorat i 2) bredniach eksperckich (nomina sunt odiosa, ale i tak wiadomo o kogo chodzi).

    * * *

    Jeżeli - zamiast o niepodległość - opozycja będzie walczyć o "świętą demokrację" przy zachowaniu pozorów niepodległości - UZYSKA POZORY NIEPODLEGŁOŚCI; jak to w komunizmie: każdemu według potrzeb.

    Zostawią hymn (sam tow. Stalin skazał 'szto eto charoszaja piesniczka'), godło z pozłacanymi pazurami, pojednany Kościół, zblatowaną (dziedziczną) klasę panującą i każą się cieszyć prolom III RP, że nas nie rozstrzeliwują za chroniczny brak entuzjazmu.

    To co u nas jest - nawet nie wiem jak to nazwać, nie używając wulgaryzmów, może istnieć tylko dzięki tzw. "WYGRANIU PRAWDY" (ulubiony zwrot retoryczny Tuska & Co) - czytaj: oparciu się na powszechnym kłamstwie. Kłamstwie tak bezczelnym, że uczciwemu człowiekowi odbierającym mowę!


    Jest jeden sposób na wszechogarniające kłamstwo: PRAWDA. Do bólu. Całkowita. Bez znieczulenia łatwym optymizmem i zostawiania furtek, przez które na powrót wkracza świat odwróconych pojęć.


    JEŻELI OPOZYCJA ŚWIADOMIE REZYGNUJE Z TEJ - JEDYNEJ w czasach "papierowych
    rycerzy klawiatury" i zanikania wszelkiego virtus - BRONI, PRZESTAJE BYĆ OPOZYCJĄ.
    STAJE SIĘ CZĘŚCIĄ SYSTEMU!!!


    OdpowiedzUsuń
  14. Pamiętam swój własny zapał, na tym blogu, dwa miesiące temu. Dziś sądzę, że od normalności dzieli nas stulecie. A może dwustulecie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przemek Łośko,
      być może nie. Chodzi jednak o to, żeby nastawić się na porządną i solidną pracę państwową, z pełnym zrozumieniem stawki i środków w grze, nie płakać po jednej porażce, nie wahać się ani przed środkami demokratycznymi ani przed innymi, jeśli tak trzeba.
      Polskie elity opozycyjne i popierające je środowiska to dziś często ludzie skłonni do fajerwerków, natomiast mało skłonni do ryzyka, ciężkiej pracy, nierozwijający się intelektualnie. Bez pierwiastka męskiej, twardej gry o dużą stawkę. Chcą sejmować, a gdy się nie uda wygrać "demokratycznie", spokojnie i bezpiecznie osiąść na pensyjkach i trwać, trwać... aż Naród sam ich wyniesie. To wszystko.
      Z tym, że życie to rzeka , a nie skała. Wiele jeszcze może się wydarzyć w zakresie przywództwa.
      A i kredycik dla elektoratu kiełbasianego się kończy, ZUS i NFZ bankrutują - gra zaostrzy się zatem nieodwołalnie, stwarzając nowe szanse.

      pozdrawiam
      Mocny102

      Usuń
    2. Mocny 102
      "Polskie elity opozycyjne i popierające je środowiska to dziś często ludzie skłonni do fajerwerków, natomiast mało skłonni do ryzyka, ciężkiej pracy, nierozwijający się intelektualnie. Bez pierwiastka męskiej, twardej gry o dużą stawkę. Chcą sejmować, a gdy się nie uda wygrać "demokratycznie", spokojnie i bezpiecznie osiąść na pensyjkach i trwać, trwać... aż Naród sam ich wyniesie."
      Nad wyraz grzecznie Pan ich określił.
      Pozdrawiam

      Usuń
  15. Pani Urszulo,

    Serdecznie dziękuję za Pani pracę i przypomnienie tych publikacji. Staram się nie oceniać ich autorów, bo wolno im pisać dowolne rzeczy i dowolnie oceniać zdarzenia polityczne. Trzeba jednak wymagać - i to jest postulat do czytelników, by te opinie były poddawane weryfikacji i oceniane w perspektywie czasu. W przeciwnym wypadku, nie mamy do czynienia z publicystyką polityczną i analizą sytuacji, lecz z pospolitym wodolejstwem i propagandą.
    Warto pamiętać, że wielu z "naszych" dziennikarzy i publicystów, to ludzie doskonale zorientowani w aktualnych "trendach", z dostępem do informacji z pierwszej ręki.Trzeba wymagać, by potrafili mądrze je "filtrować" i poddawać rzetelnej refleksji. Pisałem już wielokrotnie, że wszelkie banialuki o "rozłamach w PO", tarciach i wojnach, są zwykle efektem klasycznej strategii nożyczek i kto nie rozumie jej mechanizmów nie powinien komentować spraw publicznych.

    Ten tekst nie powstał w obawie przed odrzuceniem lub obojętnością wobec moich analiz. Daleki jestem od przypisywania sobie nieomylności i mogę wskazać co najmniej kilka przykładów własnych, poważnych pomyłek. Zdaję też sobie sprawę, że moje tezy o długim marszu nie znajdą zrozumienia - ani wśród polityków PiS-u ani w środowisku "naszych" mediów. Powodem jest nie tylko kwestia anonimowości autora (bardzo ważna dla wielu osób), ale przede wszystkim obawa przed konsekwencjami wynikającymi z przyjęcia takiej tezy. Nietrudno sobie wyobrazić, jak wówczas powinna wyglądać strategia partii opozycyjnej i jakich działań należałoby spodziewać się po "naszych" mediach. Obie grupy, nie są tym zainteresowane. Może dlatego,że wymagałoby to wykonania deklaracji - "Polacy zasługują na więcej".

    Napisała Pani na zakończenie - "Jest jeden sposób na wszechogarniające kłamstwo: PRAWDA. Do bólu. Całkowita. Bez znieczulenia łatwym optymizmem i zostawiania furtek, przez które na powrót wkracza świat odwróconych pojęć."
    Myślę, że wiedzą o tym politycy opozycji, dziennikarze i "nasi" eksperci.
    Wiedzą, ale nigdy nie użyją tej broni. Nie tylko w obawie przed jej skutkami. Wymachiwanie orężem przeciwnika daje czasem namiastkę tryumfu.

    Pozdrawiam serdecznie


    OdpowiedzUsuń
  16. przemek łośko,

    Zapał jest rzeczą potrzebną i dobrą. Byle był osadzony w realiach, a nie w bajkowych scenariuszach.
    Nie jest moją intencją, by takimi tekstami podważać czyjś zapał lub osłabiać nadzieję. Zawsze podkreślam, że ten blog nie jest "ku pokrzepieniu", bo nie tego dziś potrzebujemy.
    "Krzepić" mogliśmy się przed Smoleńskiem. Teraz jest czas na działania i walkę, a od opozycji - zamiast pustych deklaracji - trzeba wymagać twardych konkretów.

    OdpowiedzUsuń
  17. Panie Aleksandrze,

    Przyznaję, że hasło "Polacy zasługują na więcej" zawsze doprowadzało mnie do białej gorączki.
    Kolejne może będzie brzmieć: Polacy zasługują na JESZCZE więcej?
    A wystarczyłoby: Polacy zasługują na PRAWDĘ !

    Żałosna jest namiastka triumfu w postaci kilkudniowej przewagi w sondażach, kiedy PiS nie mówi o sprawach najważniejszych, a zachowuje się jak koncesjonowana opozycja z wirtualnym "premierem rządu technicznego", który "nie podpisuje się pod tezą o zamachu w Smoleńsku".

    Ale co tam: byle do jutra....!

    Pozdrawiam serdecznie

    PS. Do Polski trafiły ponoć próbki samolotu Tu 104 M; fragmenty brzozy smoleńskiej, bohatersko odpiłowane przez polskich prokuratorów - już nie: stanowią przecież własność Rosji! O powrocie szczątków polskiego samolotu nadal nie ma mowy. Dlaczego? Bo nie! Jak usłyszał dziś od Ławrowa polski minister SZ.

    PS1. Zaniepokoiło mnie zakończenie artykułu Piotra Falkowskiego z NDz, cyt.

    Centrum Polsko-Rosyjskiego Dialogu i Porozumienia, które organizuje naszą wyprawę, ma na uwadze 150. rocznicę Powstania Styczniowego. Będziemy się koncentrować na pamiątkach zesłań i wywózek z tamtych czasów. Spotkamy Polaków żyjących nad Bajkałem i w Buriacji, spróbujemy uchwycić rzeczywistość współczesnej Syberii z jej realnymi, poważnymi problemami, jakie generuje wyludnienie i napór sąsiednich Chin. Tak jak zawsze, chciałbym przede wszystkim spotkać ludzi, zaczerpnąć z ich trudnego doświadczenia, pokazać Syberię jako ziemię tak bardzo polską i naprawdę bliską. (!!!)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pan Aleksander już to przewidział - RM w zamian za koncesję...

      Pozdrawiam

      Paweł Chojecki

      Usuń