Nie będziemy razem, bo nie ma przyzwolenia na zdradę o świcie i na fałsz przekraczający ludzką miarę. Nie możemy być razem, bo nasz gniew jest dziś bezsilny, gdy zabrano nam tylu niezastąpionych. Nigdy nie będziemy razem, bo pamiętamy - kto siał nienawiść i chciał zebrać jej żniwo.

piątek, 18 maja 2012

JAKA NIEZALEŻNOŚĆ

Niemal każdy, kto obserwuje życie publiczne w III RP ma świadomość, że przestrzeń medialna jest zalewana rozlicznymi tematami zastępczymi. Tylko w ostatnim czasie można było wskazać co najmniej kilka spraw, których rozmyślne nagłaśnianie posłużyło do odwrócenia uwagi Polaków od rzeczy prawdziwie istotnych. Począwszy od epatowania opinii publicznej sprawą zabójstwa dziecka, po celebrowanie wrzasków i bełkotu przedstawicieli grupy rządzącej. To ostatnie narzędzie bywa wykorzystywane coraz chętniej – szczególnie od chwili, gdy rządowi propagandyści dostrzegli, jak wyreżyserowane wystąpienia Tuska bądź błazenada  posła na P. wywołują nerwowe reakcje wśród publicystów i polityków opozycji.
W ten sposób umiejętnie zwekslowano treść uchwały PiS-u dotyczącą zwrotu przez Rosję dowodów katastrofy smoleńskiej (a szerzej – sprawy związane z obchodami drugiej rocznicy tragedii) czy temat ustawy emerytalnej, zastępując je nagłaśnianiem występów Tuska i bluzgów posła na P. Te dość łatwe i prostackie zabiegi socjotechniczne będą stosowane w przyszłości, bo nie przynoszą grupie rządzącej żadnych szkód, skutecznie za to absorbują uwagę społeczeństwa i rozpalają emocje opozycji. Pozwalają również na bezpieczne sondowanie reakcji oraz pokonywanie kolejnych barier akceptacji dla chamstwa i głupoty. Dla rządowych propagandystów i ich medialnych pomagierów, badanie kwestii: jak dalece schamiało polskie społeczeństwo i jak bardzo przypomina  bezwolny motłoch – musi stanowić fascynującą zabawę.
W tym samym czasie, gdy uwagę Polaków rozpalają słowa wynajętych klakierów - w zaciszu gabinetów handluje się koncesjami na polskie łupki, planuje ofensywę Gazpromu czy przygotowuje wdrożenie systemu Indect służącego inwigilacji obywateli.
Gdy większość z nas  pasjonuje się roztrząsaniem bulgotu furiata – wprowadza się ustawę o zasadach małego ruchu granicznego z Rosją i bez rozgłosu otwiera kilkadziesiąt centrów wizowych, skazując nasz kraj na rolę rosyjskiej „wycieraczki” - państwa tranzytowego.  Spektakl posła na N. został zręcznie wykorzystany do zaciemnienia skutków ustawy emerytalnej i planów wprowadzenia podatku dochodowego oraz posłużył do ukrycia zamachu na kolejną instytucję historyczną.
Dzięki nagłaśnianiu tych incydentów, na plan dalszy zeszła także sprawa włamania do telefonu prezydenta Kaczyńskiego i kłamstw rządu na temat „blokowania kart SIM” czy niezwykle ważne wnioski wynikające z raportu dr Grzegorza Szuladzińskiego o wewnętrznej eksplozji w tupolewie.
W ostatnich 4-5 latach można byłoby znaleźć pewnie z kilkadziesiąt zdarzeń, o których Polacy nie usłyszeli tylko dlatego, że zasypano je tematami zastępczymi i obłożono klątwą milczenia,  a jeśli nawet opozycja próbowała je wydobyć – zakrzyczano jej głos zgiełkiem medialnych błaznów. Za rezygnację z drążenia tematów: afery marszałkowej, umowy gazowej z Rosją, ustawy o IPN, poszerzania uprawnień  specsłużb czy reaktywacji układu byłych WSI –do dziś płacimy bolesną cenę.
Wprawdzie większość z nas deklaruje znajomość tych mechanizmu lub zapewnia o nabytej odporności, to nietrudno zauważyć, że wraz z pojawieniem się kolejnego substytutu – gra zaczyna się od początku.  Sprzyjają temu zachowania polityków opozycji, którzy chętnie podejmują tematy zastępcze i brylują w programach propagandowych.
Tymczasem lektura 156 tekstu na temat chamstwa Palikota, komentarz do bełkotu Tuska czy opis gulgotania posła na N. – zapewne wzbudzają emocje, zaprzątają uwagę, a nawet mobilizują elektorat wokół słusznego oburzenia  – jednak nawet na krok nie zbliżają nas do pokonania przeciwnika. Gdyby było inaczej, kilkuletni spektakl łgarstw, podłości i chamstwa w wykonaniu ludzi PO dawno już zmiótłby ich z życia publicznego. Jeśli zachowania tych postaci podlegałyby ocenom moralnym, a Polacy byliby zdolni do dokonania takich ocen – rządy PO-PSL skończyłyby się z dniem 10 kwietnia 2010 roku.
Jakkolwiek trudno zaakceptować ten fakt, to polskie społeczeństwo nie wymaga od grupy rządzącej ani „standardów demokratycznych” ani nawet elementarnej uczciwości. Odwoływanie się do tych wartości – w odniesieniu do postaci PO – musi brzmieć co najmniej infantylnie. Szczególnie po tragedii z 10 kwietnia i ujawnionych obecnie patologiach.  Zasada: kto ma media, ten ma władzę – dopełnia obrazu klęski, bo o wyborach dokonywanych przez Polaków i ich zainteresowaniach decydują wyłącznie mali demiurdzy, zaś wiara w pokonanie tego mechanizmu poprzez uczestnictwo w nagłaśnianiu bredni, przypomina obłędną taktykę potyczek na terytorium kontrolowanym przez wroga, zamiast wymuszenia walki na własnym terenie. Można sobie roić o skuteczności erystyki bądź uprawnianiu makiawelizmu, ale nie wolno zapominać, że o ostatecznym przekazie decyduje ten, do kogo media należą i czyje interesy reprezentują.
Tematy zastępcze, w tym rozpamiętywanie reakcji ludzi PO nie dostarczają nam żadnej wiedzy o polskiej rzeczywistości, nie pokazują niczego, o czym byśmy już nie wiedzieli. Dlaczego więc miałyby mnie poruszać jakkolwiek haniebne słowa Tuska skoro wiem, że wypowiada je tchórz uciekający przed odpowiedzialnością? Czym zadziwi mnie poseł na N.,  gdy mam świadomość, że chamstwo jest metodą prostaków na ukrycie histerycznego lęku?
Nie czuliśmy się przecież zaskoczeni peerelowską rzeczywistością, w której partyjny funk łgał, a esbek sięgał po pałkę. Skąd zatem zdziwienie u tych, którzy dostrzegają powrót do relacji z tamtego okresu i rosnące przerażenie władzy? 
Zachowanie racjonalnej postawy wobec takich zachowań – przyjmujących dziś formę tematów zastępczych - nie może oczywiście prowadzić do ich akceptacji lub lekceważenia chamstwa i podłości. Nie sądzę jednak, by istniała potrzeba czynienia z nich motywów godnych wielodniowych akcji i absorbowania uwagi Polaków.
Tym bardziej, jeśli w tym samym czasie dzieją się rzeczy istotne. Gdy odbiorcy przekazu medialnego pochłonięci byli śledzeniem wypowiedzi kilku pajaców, miały miejsce dwa ważkie wydarzenia:  Kongres Mediów Niezależnych i Kongres Polska Wielki Projekt. Oba zostały zgodnie przemilczane przez ośrodki propagandy – co dziwić nie może. Niestety, również media niezależne nie poświęciły obu kongresom wiele uwagi, choć były to wydarzenia, których przekaz należało mocno nagłaśniać i mówić o nich przez kilka dni.
Nie tylko ze względu na  doskonałe wystąpienia uczestników i treści prezentowane podczas obrad, ale przede wszystkim dlatego, że były to inicjatywy niezależne od dyktatu władzy, a ze względu na tematykę pozwalały podjąć próbę przełamania monopolu tematów zastępczych. Jeśli w trakcie takich wydarzeń serwuje się głównie doniesienia o zachowaniach ludzi PO i po raz setny roztrząsa atak posła na N. – odbiorcy mają prawo sądzić, że również środowiska opozycyjne nie przywiązują do nich większej wagi.
Decydujące znaczenie ma zapewne fakt, że łatwiej jest nagłaśniać sprawy wywołujące najprostsze emocje niż rzeczowo napisać o tym, co działo się podczas kongresów i co z nich wynika dla Polski. Prościej też epatować kolejnym aktem słowotoku niż zwrócić uwagę na groźne następstwa ustawy lub dostrzec ukryte intencje władzy.  Takie tematy nie tylko nie wyglądają atrakcyjnie i nie zapewniają poczytnego newsu, ale wymagają samodzielnych poszukiwań i niezależności od ośrodków propagandy.
Na przestrzeni ostatniego roku można wskazać co najmniej kilkanaście wydarzeń, które zostały szybko porzucone przez niezależne media na rzecz powielania bieżącej sieczki i tematów zastępczych. Począwszy od listu w sprawach polityki zagranicznej, treści Białej Księgi parlamentarnego Zespołu PiS ds. zbadania katastrofy smoleńskiej i sprawy inwigilacji prezydenta Kaczyńskiego, po prezentację „Raportu o stanie Rzeczpospolitej” (zastąpionego tematem „śląskości” i rzekomego nacjonalizmu partii opozycyjnej) czy  wysłuchania publicznego w Brukseli.
Ile wypowiedzi Jarosława Kaczyńskiego, wystąpień Antoniego Macierewicza bądź inicjatyw środowisk opozycyjnych zostało zasypanych natychmiastową kontrą tematów zastępczych i było niewykorzystanych przez niezależne media?  O ilu działaniach Komorowskiego i groźnych posunięciach rządu nie powiedziano Polakom tylko dlatego, że w tym samym czasie ośrodki propagandy  rozgrywały kolejną kampanię dezinformacji?
Jeśli niezależność ma znaczyć cokolwiek poza „byciem w opozycji” i prowadzić nas do odkrywania prawdy - powinna zaczynać się od samodzielnego myślenia i autonomii w sferze informacji. Oznacza to kierowanie uwagi tam, gdzie dostrzegamy sprawy dla nas najważniejsze i potrafimy je ocenić w perspektywie pewnego systemu wartości, ale też według własnych potrzeb i celów.
Niezależność oznacza zatem podejmowanie takich tematów, które my uznajemy za ważne - nie zaś tych, które narzucają nam ośrodki propagandy lub politycy grupy rządzącej.
Podczas Kongresu Mediów Niezależnych Krzysztof Czabański stwierdził: „My chcemy grupować media, które szukają jakiejś prawdy o rzeczywistości, nawet jeżeli się mylą i błądzą”. Trzeba więc zapytać: skoro media III RP nie przynoszą tej elementarnej prawdy – czy wolno nam korzystać z ich przekazu, a nawet powielać go w tych nielicznych miejscach gdzie istnieje jeszcze wymiana wolnej myśli?  Gdybyśmy normę prawdy przyjęli jako wyznacznik pracy dziennikarskiej – gdzie usytuować większość publikacji mainstreamu i wytwory telewizyjnych  „gwiazdek”? Przywiązywanie do nich wagi jest równie rozsądne, jak obdarzanie ludzi władzy przymiotami honoru.
Konsekwencją tej wypowiedzi, jak i całej koncepcji tworzenia wolnych mediów byłby postulat odrzucenia  przekazu ośrodków propagandy i próba samodzielnej oceny rzeczywistości. Takiego postulatu nie postawiono jednak podczas Kongresu, choć dopiero on byłby podstawą do poważnej rozmowy o niezależności.
Jest dla mnie oczywiste, że kto chce tworzyć niezależne media, musi wpierw uwolnić się od podległości informacyjnej i zdobyć na własny głos. Niezależność to również zdolność do dokonywania wyboru i podejmowania zmagań z narzuconymi schematami. Nie jest zatem wartością dostępną dla wszystkich, bo wymaga dojrzałości, głębokiej wiedzy o świecie i odwagi w formułowaniu własnych ocen.
Budowanie "wolnych mediów" tylko w kontrakcji z przekazem ośrodków propagandy, komentowanie tego co inni zrobili, powiedzieli lub napisali, bierne uczestnictwo w medialnych spektaklach czy podgrzewanie nastrojów bez cienia głębszej refleksji - nie ma nic wspólnego z niezależnością.



Tekst tego artykułu zaproponowałem "Gazecie Polskiej". Niestety, z uwagi na „obszerne plany redakcyjne” odmówiono jego publikacji w najbliższym i kolejnym numerze tygodnika. 

12 komentarzy:

  1. Panie Aleksandrze,
    miło mi Panu zaprzeczyć :)
    Pisze Pan:
    Takiego postulatu nie postawiono jednak podczas Kongresu, choć dopiero on byłby podstawą do poważnej rozmowy o niezależności.

    Wyjaśniam. W czasie dyskusji padły z ust niektórych uczestników KMN takie postulaty. Nie przybrały one formy uchwały samego kongresu, ale postaram się by były realizowane przez organ międzykongresowy jakim jest Prezydium.

    Wstępne propozycje działań prezydium m.in. dotyczą portalu informacyjnego właśnie :

    Idea portalu informacyjnego. Widzę to jako dostępne dla inicjatyw niezależnych miejsce gdzie będzie można :

    Podać na portalu zdobytą informację (ranga redaktora przysługiwałaby każdemu z członków prezydium). [...]
    Pobrać i rozpowszechnić każdą zamieszczoną na portalu informację z bezwzględnie wymaganym podaniem źródła: nazwy portalu ale także autora czyli tego kto tę informację na portalu umieścił - jeżeli oczywiście osoba ta chce być wymieniona. [...]
    Oczywiście na portalu może być realizowane kilka innych zadań. Kategorie, edukacyjne, kulturalne czy prawne umieściłbym w osobnych sekcjach.
    Równolegle, koniecznie, informacje o planowanych wydarzeniach.

    Pozdrawiam
    MarkD

    OdpowiedzUsuń
  2. Szanowny Panie Marku,

    Być może takie postulaty padały ze strony uczestników, ale pozostały w sferze życzeń. Jedyna znana mi uchwała Kongresu (a chętnie dowiem się o innych) dotyczyła sprawy posła na N. i ten fakt najlepiej oddaje zakres obecnych zainteresowań.
    Proszę też zapytać - ilu Polaków słyszało o tym Kongresie, skoro w tym samym czasie media nagłaśniały wyłącznie tematy zastępcze - w tym sprawę N. Jeśli sami uczestnicy Kongresu nie zadbali o dotarcie z informacją do społeczeństwa, źle to wróży na przyszłość.

    Budowanie wolnych mediów nie polega natomiast na tworzeniu kolejnych portali internetowych, zarządzanych w sposób, jaki ma to miejsce w przypadku niezalezna.pl. To przykład działań całkowicie sprzecznych z ideą niezależności.
    Trzeba dążyć do uwolnienia się od języka propagandy, a to można osiągnąć tylko poprzez tworzenie własnych agencji informacyjnych (na wzór PAP) oraz samodzielnej pracy dziennikarzy - wolnych od układów właścicielskich.
    Jestem przeświadczony, że pan Czabański nie daje gwarancji takiej niezależności, skoro III RP diagnozuje jako państwo "starające się wypełniać standardy demokratyczne, wolnorynkowe i wolności słowa", za "media prawicowe" uznaje "Rzepę" i "Uważam Rze" oraz zaleca nam "doceniać pluralizm i się nie kłócić".
    Budowanie niezależności w kooperacji z medium zarządzanym przez Hajdarowicza, z ludźmi pokroju Lisickiego czy Jankego - to farsa, która skończy się katastrofą i roztrwonieniem kolejnej inicjatywy.
    Za niezwykle istotne uważam, że ze strony Czabańskiego oraz dziennikarzy uczestniczących w Kongresie nie padła zapowiedź dokonania rzeczy fundamentalnej - odrzucenia w całości narracji ośrodków propagandy.
    Bez tego - postulat tworzenia wolnych mediów będzie tylko spektaklem "bicia piany".

    Pozdrawiam Pana

    OdpowiedzUsuń
  3. Panie Aleksandrze

    Podzielam w całości Pana opinię. Miło mi będzie komentować tutaj, bowiem na S24 mój blog został zablokowany. Prawda czasem boli właścicieli takich "niezależnych" portali . Do tego stopnia, że zamykają usta piszącym..

    serdecznie pozdrawiam

    fotoamator

    OdpowiedzUsuń
  4. Panie Aleksandrze,

    Tu nie ma sytuacjji "albo to, albo tamto", trzeba robic i jedno i drugie. Trzeba korygowac wrzutki medialne i dawac odpor napasciom wychodzacym z mediow i ze sfer rzadzacych. Bez tego dojdzie do kolejnej zbrodni porownywalnej ze Smolenskiem. Rownoczesnie trzeba organizowac wlasne podworko, w tym niezalezne media.
    Rzecz w tym, ze niezalezne media sa wielopietrowe, "od dziennikow po roczniki" i nalezy sie spodziewac, ze im wyzsze pietro tym szerszy horyzont. Najwyzsze pietra w Polsce maja duzo nieobsadzonych stanowisk, tego ukryc sie nie da. Ludzi z horyzontami wlasciwymi gazecie codziennej nie wpychalbym na te wakaty na wyzszych pietrach, bo skonczy sie to tak jak chinska rewolucja kulturalna.
    Zle jest nawet z miedzypietrowa wspolpraca w tych rodzacych sie wolnych mediach. Bardzo niedobrze sie dzieje, gdy na przyklad idol "niezaleznej" Coryllus korzystajac ze swojej perspektywy zaby schowanej w wysokiej trawie pokpiwa sobie z Jana Filipa Stanilko, ktorego wzrok siega az po rzeczywisty horyzont.

    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  5. fotoamator -
    Miło mi będzie Pana gościć.
    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  6. viilo -
    To prawda, że taki podział jest widoczny, ale myślę, że o przyszłości niezależnych mediów zdecydują te z "niższego piętra" -dzienniki czy tygodniki.
    Potrzeba natomiast, by media chcące uchodzić za niezależne potrafiły narzucić własny język: twardy, konkretny i wyrazisty - mówiły wprost o tematach i sprawach nieobecnych w oficjalnym przekazie. Nie bały się jednoznaczności i stawiania trudnych pytań.
    Nie czytam blogera coryllusa, jednak obecność na niezaleznej.pl postaci z "Nowego Ekranu" uważam za kpinę z czytelników.


    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  7. Uwaga z pozoru formalna, ale jednak chyba ważna. Napisał szanowny Pan, cytuję: wiara w pokonanie tego mechanizmu poprzez uczestnictwo w nagłaśnianiu bredni, przypomina obłędną taktykę potyczek na terytorium kontrolowanym przez wroga, zamiast wymuszenia walki na własnym terenie.

    Otóż sądzę, że chodzi o przejęcie inicjatywy, co jest niezbędne do odniesienia sukcesu w każdej walce. Chodzi o zmuszenie przeciwnika do przejścia do defensywy, celem jest narzucenie przeciwnikowi naszych reguł.
    A jeśli chodzi o sprawy terytorialne to naprawdę wolalbym przejmować inicjatywę na terenie przeciwnika, niż rujnować własne miasta i wioski.
    michael

    OdpowiedzUsuń
  8. michael -

    Myślimy zatem o tym samym, ale obawiam się, że Pan nie dostrzegł jakiej materii dotyczy problem i o co toczy się walka.
    Mamy bowiem do czynienia z semantycznymi terrorystami, którzy uczynili ze słów narzędzia destrukcji. Zawłaszczyli oni cały obszar mediów i sprowadzili ich funkcje do niewolniczych służebności.
    W tym obszarze nie ma miejsca na toczenie walki, bo ich słowa i nasze słowa nie niosą tych samych treści.
    Tak jak pojedynek z Golemem jest skazany na porażkę, tak potyczki z semantycznymi terrorystami muszą zakończyć się klęską.
    Trzeba podjąć walkę na naszym terenie, a to oznacza przywrócenie słowom ich pierwotnych znaczeń i opisanie rzeczywistości według kryterium prawdy.

    OdpowiedzUsuń
  9. O umiejsowieniu pola walki w przestrzeni semantycznej rzeczywiściwe nie pomyślałem, ale trafia to do mojej wyobraźni. Rzeczywiście, gdy chodzi o SŁOWO, to ich terytorium jest haniebną strefą nieprawdy.
    Wyobrażam sobie nawet skuteczną konfrontację w strefie absurdu, ale ich terytorium rzeczywiście jest nie do zaakceptowania.
    michael

    OdpowiedzUsuń
  10. Ten "poziom" niezależności jet najtrudniejszy bo wymaga wizji i kreatywności. Ludzie chcą coś zrobić, to robią to co potrafią. Komentują rządową wersję i tak tkwią w narzuconym nurcie. Pan chciałby oddzielnego nurtu, podawania faktów, własnych do nich analiz i komentarzy. To mi przypomina taktykę zastosowaną przez rząd na otwarte zarzuty o zdradę, rozminęli się z tym, nie podjęli dyskusji, jakby nie słyszeli tego i umarło śmiercią naturalną. Pan Kaczyński mówiąc o województwie środkowopomorskim też zastosował tę technikę. Media trąbią o Euro, o przejezdności dróg itp. a tu PIS spokojnie o sprawach dotyczących Polski , gdzieś na prowincji. Piękny ruch. Media rządowe zostały zmuszone to podjęcia tego tematu. Podaję te znane fakty bo w prosty sposób pokazują, że ma Pan rację. Ale..jest pewne ale. Pieniądze. Jest techniczna strona tworzenia niezależnych mediów. Tego nie da się minąć. Nie będę rozwijać tego tematu bo to temat rzeka.

    OdpowiedzUsuń
  11. Trafna diagnoza mediów niezależnych. Jestem zdania, że media niezależne bezpośrednio od tych propagandowych nie są w stanie zamilczeć ich przekazu. Przykład: portal wpolityce.pl musi tematycznie "łączyć się" z gazeta.pl, interia.pl, wp.pl itd. dlatego, że dzięki temu wartość strony w oczach pana googla rośnie. A jak wartość rośnie to i pieniądze większe.

    Wykluczając całkowicie te wszystkie tematy zastępcze serwowane przez media propagandowe, media niezależne stawiają się w trudnej sytuacji. Może to doprowadzić do spadku wpływów z reklam, spadku wejść na stronę, spadku klikalności, ale też co ważne ludzie podążający za wiadomościami z wp.pl, wyborcza.pl i innych nie trafią na stronę np. wpolityce.pl

    Zgadzam się z Panem, że nie powinno komentować się aż tak obszernie zachowań posła na N. i P., zachowań prezydenta Wałęsy i innych, ale robienie szumu wokół tych postaci, przekłada się na bardzo konkretne pieniądze. A bez pieniędzy żaden portal czy gazeta się nie utrzyma.

    Wyjściem z tej sytuacji jest stworzenie kilku pism, kanałów telewizyjnych, portali internetowych pod jedną marką. Do tego, to o czym Pan wspomniał - własna agencja prasowa. To wszystko wymaga ogromnych pieniędzy i wielu uczciwych ludzi. Sukces zawsze jest możliwy.

    Problemem jest ustalenie, ilu osobom tak naprawdę chce się zrobić Coś Konkretnego dla przyszłości Polski. Od regularnych wpłat pieniężnych po wyjście na ulice.


    Pozdrawiam. Ryszard Orlicki (www.Polska2.pl)

    OdpowiedzUsuń
  12. "Nocna Zmiana" - W wyniku “Nocnej zmiany” agenci przetrwali. Czy w wyniku “Smoleńska”, udało im się przetrwać po raz drugi? - Analogie są widoczne gołym okiem - 04 czerwca 1992 r. - http://www.youtube.com/watch?v=yJrOt3wPcxE

    - w dniu obalenia rządu Olszewskiego, Kuroń notuje:
    - „W jakie parszywe mafijne układy wepchnęli nas nasi byli przyjaciele. Zresztą chyba obrażam mafię tym porównaniem. Tam przecież jak w rodzinie obowiązuje wierność wobec swoich aż po grób. Zaś kto zdradził swoich, przestaje być swój. Wiem, Olszewski, Macierewicz i jak się tam inni nazywają, z pełną świadomością zerwali zasady tej rodzinnej czy — jak pewnie wolą — mafijnej moralności. Dla nich ja z zasadami, które głoszę, jestem głęboko niemoralny. - Bo ja głęboko wierzę, że ojca, brata, przyjaciela nie wolno sprzedać. Sprzedać - tak mówią złodzieje o zeznaniach obciążających kolegę. Więc wierzę, że nie sprzedam brata nigdy. Może się zdarzyć, dopuszczam to z bólem, że zabiję, ale nie sprzedam.” - pisał Kuroń. http://rekontra.salon24.pl/24457,kuron-lechu-idz-w-zaparte-a-borsuk-wciaz-milczy

    Czy “Smoleńsk” jest odpowiedzią na to, co 04 czerwca 1992 roku, miał na myśli J. Kuroń?

    Leszek Szymowski “Zamach w Smoleńsku”: Członek Komisji Weryfikacyjnej WSI: “Na biurko prezydenta Kaczyńskiego trafiła wersja aneksu, ale prezydent ją poprawił, pewne rzeczy kazał wykreślić. Sporządzono więc drugą wersję. Było tak samo. Ostatecznie chyba dopiero jedenasta wersja - okrojona prawie o połowę w stosunku do pierwszej - znalazła akceptację w oczach Głowy Państwa. Prezydent zwlekał z jej upublicznieniem, choć Macierewicz, Olszewski i inni doradzali mu, aby odtajnił to jak najszybciej. Ale Kaczyński się wahał i wahał. W zgodnej opini nas wszystkich, czekał z ujawnieniem aneksu do okresu poprzedzającego kampanię wyborczą. Wydaje się zasadny pogląd, że liczył na to, iż opublikowanie aneksu pomoże mu pogrążyć Komorowskiego, w którym upatrywał głównego rywala w walce o powtórną kadencję. A może chciał poczekać na właściwy moment do ujawnienia tej zabójczej wiedzy.” - 10 kwietnia 2010 roku wczesnym rankiem, dysponent tej zabójczej wiedzy- prezydent Lech Kaczyński - wsiadł do tupolewa lecącego do Smoleńska.” - http://bezdekretu.blogspot.ca/

    BLOG* :http://kacpro.salon24.pl/422011,kryzys-kontrolowany-przelew-krwi-schetyna-premierem
    BLOG*: http://kacpro.salon24.pl/400351,leszek-szymowski-zamach-smolenski
    BLOG*: http://kacpro.salon24.pl/406761,jak-komorowski-na-finiszu-belweder-zdobyl * Aby otworzyć te linki musisz się zalogować do swojego konta w Salon24.pl i zmienić "Ustawienia konta" - włączyć - "Pokaż wszystkie treści w salon24.pl - Dostęp do blogu utrudniono. Cenzura?

    OdpowiedzUsuń