Nie będziemy razem, bo nie ma przyzwolenia na zdradę o świcie i na fałsz przekraczający ludzką miarę. Nie możemy być razem, bo nasz gniew jest dziś bezsilny, gdy zabrano nam tylu niezastąpionych. Nigdy nie będziemy razem, bo pamiętamy - kto siał nienawiść i chciał zebrać jej żniwo.

środa, 11 stycznia 2012

REFORMA SŁUŻB CZY POWRÓT „KUŁAKA” ?

W powszechnej opinii, ostatnie roszady i dymisje w MSW mają być efektem wewnętrznych rozgrywek w PO i świadczyć o pozbywaniu się urzędników związanych z Grzegorzem Schetyną. Ta prosta interpretacja, narzucona odbiorcom przez rządowe media pozwala oceniać zakres zmian w kategoriach walk frakcyjnych, a tym samym, skutecznie skrywa prawdziwe intencje grupy rządzącej i utrudnia głębszą ocenę zjawiska.
W podobny, mocno uproszczony sposób opiniuje się decyzję o powołaniu na stanowisko szefa MSW Jacka Cichockiego, dostrzegając w niej m.in. zamysł przejęcia przez premiera kontroli nad służbami specjalnymi. Jest to opinia o tyle błędna, że zawiera w sobie ukrytą supozycje, jakoby do tej pory Donald Tusk formalnie nie posiadał takiej władzy lub musiał o nią zabiegać. Warto zatem przypomnieć, że już w listopadzie 2007 roku Tusk zapowiedział likwidację stanowiska koordynatora ds. służb specjalnych i oświadczył, iż on sam będzie ponosił odpowiedzialność za funkcjonowanie tych formacji. Deklarację powtórzył w styczniu 2008 roku, obejmując osobisty nadzór nad pięcioma służbami specjalnymi. Była to decyzja o tyle zasadna, że grupa rządząca od początku traktowała służby instrumentalnie i po okresie personalnych czystek, uczyniła z nich narzędzie dla ochrony partyjnych interesów. Zapoczątkowany wówczas proces „bondaryzacji”, doprowadził do powstania szeregu patologii w funkcjonowaniu służb i  przyczynił się do budowy „rzeczpospolitej aferalnej”.
Na obecne działania Donalda Tuska warto jednak spojrzeć z perspektywy wyzwań czekających wkrótce grupę rządzącą i ocenić je w świetle wspólnych interesów Pałacu Prezydenckiego i Kancelarii Premiera, definiowanych głównie poprzez strategię utrzymania władzy. Sprawa dymisji i roszad personalnych wskazuje więc, że planowane są wspólne działania, które pozwolą rządzącym przetrwać najtrudniejszy okres kryzysu ekonomicznego i umożliwią zneutralizowanie zagrożeń wynikających np. z wybuchu protestów społecznych.
W tym celu sięgnięto po rozwiązania sprawdzone w okresie PRL-u, a praktykowane obecnie w putinowskiej Rosji. Dotyczą one wprowadzenia specyficznej koncepcji bezpieczeństwa - rozumianej jako zapewnienie gwarancji bezkarności i samowoli grupy rządzącej. Wymagają zatem objęcia społeczeństwa nadzorem służb specjalnych, stosowania różnorakich form kontroli i  represji oraz działań służących marginalizowaniu, a następnie eliminacji autentycznej opozycji.   
Z tego też powodu, wszelkie regulacje prawne podejmowane przez rząd Tuska w sferze bezpieczeństwa, zmierzały zawsze w kierunku zbliżonym do rozwiązań rosyjskich i dotyczyły m.in. koncepcji centralizacji specłużb, przeprowadzonej zgodnie z sowieckim modelem „kułaka” – czyli „zaciśnięcia” wszystkich formacji wokół jednej struktury, powstałej na wzór KGB. Wydaje się, iż warunkach III RP rolę tę spełniała dotychczas Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego, wyposażona m.in. w potężne instrumenty nadzoru nad procesami gospodarczymi czy przepływem informacji. Wszystkie regulacje łączył wszakże wspólny mianownik; prowadziły do zwiększania (i tak niebotycznych) uprawnień służb oraz rozbudowy systemu kontroli nad społeczeństwem. Sprawiały również, iż formacje siłowe były w pełni dyspozycyjne wobec grupy rządzącej i zapewniały ochronę jej interesów.
Wbrew obiegowym opiniom - działania podejmowane dziś przez ministra Cichockiego, szczególnie w zakresie planowanej reformy służb, nie są pomysłem rządu Donalda Tuska. Ich autorów należy poszukiwać w strukturach prezydenckiego Biura Bezpieczeństwa Narodowego, nie zapominając jednak o możliwych źródłach inspiracji. Warto więc przypomnieć, że według ustaleń dziennikarzy „Gazety Polskiej”, tuż po ogłoszeniu wyników wyborów parlamentarnych doszło w Warszawie do konsultacji polsko-rosyjskich, w których udział wzięli przedstawiciele BBN i aparatu Rady Bezpieczeństwa Federacji Rosyjskiej. W październikowym spotkaniu uczestniczył m.in. szef BBN Stanisław Koziej oraz zastępca szefa Biura Zdzisław Lachowski – zidentyfikowany niedawno przez „GP” jako tajny współpracownik komunistycznej bezpieki.  14 października ub.r., dzień po tajemniczych konsultacjach odbyły się zaś rozmowy „ekspertów” obu krajów, których tematem była „Polska w polityce bezpieczeństwa Rosji. Rosja w polityce bezpieczeństwa Polski”.
Nie sposób oczywiście ocenić – czy i na ile tego rodzaju konsultacje wywarły bezpośredni wpływ na koncepcje bezpieczeństwa powstające w BBN, trudno wszakże nie dostrzec, że plany reformatorskie Tuska i Cichockiego zostały opracowane w środowisku Bronisława Komorowskiego i powstały tuż po spotkaniach z rosyjskimi „ekspertami”.
W nr 20/2011 kwartalnika BBN, z listopada 2011 roku, zatytułowanym „Ku nowej strategii bezpieczeństwa Unii Europejskiej” znajdujemy bowiem opracowanie Lucjana Bełzy „Pozycja szefów służb w sferze bezpieczeństwa pozamilitarnego”, w nim zaś - wszystkie pomysły  związane z planowaną obecnie reformą, w tym  - przeprowadzenia gruntownych zmian systemowych w zakresie kontroli nad służbami specjalnymi. Na stronie 124 dokumentu BBN widnieje zatem postulat podporządkowania ABW ministrowi spraw wewnętrznych (przy założeniu wydzielenia spraw administracji do odrębnego resortu), z ograniczeniem jej zadań do spraw ochrony kontrwywiadowczej”, zaś pozostałe wnioski prowadzą do sugestii  podporządkowania Służby Kontrwywiadu Wojskowego (SKW) ministrowi obrony narodowej oraz utworzenia jednej Agencji Wywiadu powstałej z połączenia Agencji Wywiadu ze Służbą Wywiadu Wojskowego (SWW) z wyodrębnionym pionem cywilnym i wojskowym.
Warto przypomnieć, że gdy na początku stycznia 2011 roku „Gazeta Polska” twierdziła, iż jedną z pierwszych decyzji Komorowskiego było zlecenie Biuru Bezpieczeństwa Narodowego przygotowania zmian systemowych w zakresie kontroli nad służbami – informacja ta spotkała się z dementi rzeczniczki prasowej BBN. Tymczasem treść oficjalnych dokumentów Biura świadczy, że opracowano szczegółową koncepcję, której wykonaniem ma zająć się ekipa stworzona przez ministra Cichockiego. Jeśli obecny szef  MSW twierdzi, iż będzie chciał „przedstawić panu premierowi kilka wariantów zmian systemowych, bazując na doświadczeniach z minionych 4 lat” – wiele wskazuje, że nie będą to pomysły nowego ministra, a ich autorów należy poszukiwać w środowisku Bronisława Komorowskiego. 
Na uwagę zasługuje fakt, że projekty powstałe w BBN postulują włączenie SWW oraz SKW w strukturę Sił Zbrojnych RP – czyli sugerują powrót do rozwiązań sprzed 2006 r., kiedy to Wojskowe Służby Informacyjne znajdowały w strukturze MON, a funkcje dowódcze mogli pełnić wyłącznie żołnierze zawodowi. Obecna koncepcja połączenia, według której funkcjonariusze cywilni nie mogliby być szefami służb wojskowych, zmierza zatem do odtworzenia układu personalnego WSI. Dokument opracowany w BBN zawiera taki właśnie postulat, ze szczegółowym uzasadnieniem: „Połączenie struktur wywiadu cywilnego i wojskowego (przy założeniu istnienia pionu wojskowego w nowej strukturze i zastrzeżeniu, że stanowiska w tym pionie powinny być obsadzane przez żołnierzy zawodowych) poza ewidentnym ograniczeniem kosztów wyeliminowałoby dublowanie zadań i usprawniłoby proces koordynacyjny i decyzyjny”.
To również w BBN-ie można poszukiwać genezy pomysłu podziału MSWiA i utworzenia nowego ministerstwa administracji i cyfryzacji. W cytowanym opracowaniu zawarto bowiem wniosek o „przekazanie z ABW i SKW do wyodrębnionej struktury w sferze administracji (np. przy Kancelarii Prezesa Rady Ministrów) zadań o charakterze administracyjnym wynikających z ustawy o ochrony informacji niejawnych”. W nowym resorcie, kierowanym przez Michała Boniego, znajdą się właśnie sprawy administracyjne z zakresu ustawy o ochronie informacji niejawnych.
Jeśli dostrzec, że pomysł włączenia Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego do struktur MSW (związany ze znaczącym ograniczeniem jej kompetencji) jest także autorstwa BBN, można sądzić, że istota proponowanych przez Cichockiego zmian systemowych zmierza do odebrania Agencji dotychczasowej pozycji „kułaka” i zbudowania „nowego” modelu służb, funkcjonującego w oparciu o układ personalny byłych WSI.  Byłby to powrót do peerelowskiej koncepcji – nie tylko z powodu lokalizacji w MSW cywilnego wywiadu i kontrwywiadu, ale głownie z uwagi na uprzywilejowaną pozycję służb wojskowych i faktyczny zakres ich uprawnień. W „nowym” układzie nie przewidziano możliwość sprawowania parlamentarnej kontroli nad służbami. Zadbano o to na początku grudnia ub.r. konstruując taki skład sejmowej komisji ds.specsłużb, iż brak profesjonalizmu jej członków zapewnia całkowitą szczelność, a zatem i bezkarność działań służb.
Patrząc z tej perspektywy na dokonane już i planowane dymisje, można przypuszczać, że ich kluczem nie jest bynajmniej przynależność do frakcji „schetynistów” lecz użyteczność urzędników w zakresie funkcjonowania nowej struktury służb specjalnych oraz związana z tym potrzeba bezwzględnej dyspozycyjności. Odejście Andrzeja Matejuka, a szczególnie dymisja Adama Rapackiego mogą świadczyć, że byli oni przeciwnikami planowanych zmian lub zgoła inaczej postrzegali swoje zadania. Powołanie w ich miejsce ludzi nieznanych, za to w pełni dyspozycyjnych wobec premiera, ujawnia również powód nominacji Jacka Cichockiego na stanowisko szefa MSW.  
Dokonywane zmiany wskazują jednocześnie, że realna władza nad służbami specjalnymi nie musi należeć do premiera, a tym bardziej do marionetkowych ministrów jego rządu. Już zagadkowa rezygnacja Donalda Tuska z kandydowania w wyborach prezydenckich, ujawniła rzeczywisty zakres przywództwa polityka PO. Wzniesiona na tej rezygnacji kandydatura Komorowskiego – szczególnie w kontekście późniejszej o dwa miesiące tragedii smoleńskiej - wydawała się wówczas efektem zawarcia swoistego konsensusu między głównymi graczami polskiej sceny. Tymczasem zdarzenia ostatnich miesięcy, a wśród nich spektakl medialny wokół Gromosława Czempińskiego, mogły świadczyć, że w obszarze gry interesów i podziału ról, narasta poważny konflikt.  „Nowe rozdanie” w służbach specjalnych i realizacja przez rząd koncepcji zatwierdzonych w BBN wydają się sugerować, że centrum decyzyjne leży dziś w Pałacu Prezydenckim, zaś beneficjantów planowanych rozstrzygnięć należy upatrywać wśród przyjaciół Bronisława Komorowskiego.  



Artykuł zamieszczony w nr 2/2012 Gazety Polskiej 

3 komentarze:

  1. Czegoś nie rozumiem. Czy CIA nie widzi ruchów tych POsowietów?
    Czy Amerykanie są głusi i ślepi? A NATO?

    OdpowiedzUsuń
  2. „Nowe rozdanie” w służbach specjalnych i realizacja przez rząd koncepcji zatwierdzonych w BBN wydają się sugerować, że centrum decyzyjne leży dziś w Pałacu Prezydenckim, zaś beneficjantów planowanych rozstrzygnięć należy upatrywać wśród przyjaciół Bronisława Komorowskiego... W MOSKWIE NA KREMLU!

    OdpowiedzUsuń
  3. Przeciez usa dogadalo sie z rosja i sprzedala polskę w zamian za nie wtracanie w sprawy izraela i iranu

    OdpowiedzUsuń