Nie będziemy razem, bo nie ma przyzwolenia na zdradę o świcie i na fałsz przekraczający ludzką miarę. Nie możemy być razem, bo nasz gniew jest dziś bezsilny, gdy zabrano nam tylu niezastąpionych. Nigdy nie będziemy razem, bo pamiętamy - kto siał nienawiść i chciał zebrać jej żniwo.

piątek, 30 września 2011

POJEDNANIE ZE SZCZEGÓLNYM BŁOGOSŁAWIEŃSTWEM

Podczas osobistej rozmowy Donalda Tuska z płk Putinem w Katyniu uzgodniono powołanie odrębnych instytucji państwowych - centrów odpowiedzialnych za „krzewienie idei dialogu polsko-rosyjskiego”. Zbudowany na wzór Towarzystwa Przyjaźni Polsko-Radzieckiej urząd miał doprowadzić do „społecznej „ratyfikacji” polsko-rosyjskiego procesu dialogu i porozumienia.”
Tragedia smoleńska nie stanowiła przeszkody w realizacji tych planów. Przeciwnie - natychmiast po 10 kwietnia 2010 roku przystąpiono do zadekretowania sojuszu zawiązanego nad katyńskimi grobami. Głównym architektem tych działań był ambasador tytularny w Moskwie Tomasz Turowski, którego słowa: „z tej krwi wyrośnie to, na co my wszyscy czekamy - nowe, dobre stosunki pomiędzy Polską i Rosją” –wyznaczają dziś podstawowy kierunek myślenia „elit” III RP. W grudniu 2010 roku, podczas wizyty prezydenta Rosji Miedwiediewa w Polsce, uroczyście podpisano list intencyjny w sprawie powołania Centrum Polsko-Rosyjskiego Dialogu i Porozumienia.
Obecna władza w błyskawicznym tempie przeforsowała uchwalenie specjalnej ustawy o utworzeniu Centrum. Jej projekt wpłynął do Sejmu w dniu 3 grudnia 2010 roku, a już 25 marca 2011 roku ustawa została przyjęta głosami klubów PO i PSL. Przeciwko głosowało jedynie 138 posłów PiS-u. 7 kwietnia br. - w rocznicę spotkania Putin-Tusk, ustawę podpisał Bronisław Komorowski, a 19 kwietnia weszła w życie.
Cele działalności rządowego Centrum są  identyczne z zapisami zawartymi w peerelowskich  statutach TPPR. Nie próbowano nawet maskować tej zbieżności i poddając tekst stylistycznej kosmetyce zapisano w nowej ustawie wszystkie zadania wyznaczane dotąd Towarzystwu przez komunistycznych ministrów spraw wewnętrznych.
Wzniesienie rządowej instytucji na fundamentach organizacji sławiącej „przyjaźń” z okupantem cofnęło nas w relacjach z Rosją do okresu Polski Ludowej i jest świadectwem wręcz niewiarygodnej podległości obecnych władz III RP. Wynika to również z faktu, że w Rosji nie powstało podobne Centrum, zatem Polska występuje z pozycji petenta zabiegając o „ratyfikację polsko-rosyjskiego dialogu i porozumienia” z państwem, które ostentacyjnie okazuje nam wrogość i pogardę. Podczas zorganizowanego we Wrocławiu w czerwcu br. I Polsko-Rosyjskiego Kongresu Mediów, miała zostać ogłoszona decyzja o powołaniu analogicznej instytucji w Rosji. W odczytanym podczas kongresu liście prezydenta Miedwiediewa nie było jednak słowa na ten temat, zatem „polscy przyjaciele” nadal cierpliwie oczekują na wzajemność Rosjan.
Tymczasem Centrum, na którego potrzeby przeznaczono z budżetu 4 mln zł prowadzi już działalność. Włączyło się np. w patronat nad  konkursem dla młodzieży szkolnej "Historia bliska". Honorowym patronem tego konkursu jest Bronisław Komorowski. Nie powinno dziwić, że w tym roku wygrała praca nawiązująca do tematu „Polska – Rosjanie..”. W komunikacie jury z XV edycji konkursu można przeczytać: „Temat polsko-rosyjski wydawał się pozornie najłatwiejszy, przynajmniej w wymiarze źródłowym – można się było bowiem odwołać do okresu powojennego, mniej odległego i dobrze obecnego w pamięci pokolenia dziadków i rodziców. Ale i tu na uczestników czyhały pułapki; jednym z najczęstszych historycznych uproszczeń było badanie stosunków polsko-rosyjskich rozumianych jako polsko-radzieckie i niemal wyłącznie z perspektywy „doznanych przez nas-Polaków krzywd”. Temat wymagał od uczestników wysiłku zmierzenia się z pokutującymi w naszym myśleniu uproszczeniami.”
Przemawiając na uroczystości wręczenia nagród, pełnomocnik ministra kultury ds. organizacji Centrum Polsko-Rosyjskiego Dialogu i Porozumienia Sławomir Dębski wyraził nadzieję, że  „nowe pokolenia Polaków i Rosjan doprowadzą do końca wielką sprawę sprawiedliwego wyrównania wzajemnych stosunków w oparciu o prawdę historyczną, wyrwania ich z gorsetu – jak to ujął Juliusz Mieroszewski – "emocji, niekontrolowanych reakcji i głuchej a upokarzającej nienawiści". Centrum Polsko-Rosyjskiego Dialogu i Porozumienia będzie takie wysiłki wspierać!”
By współczesna postać TPPR-u mogła „wspierać wysiłki” i wypełniać ustawowe powinności, Centrum potrzebował nowej siedziby. I to siedziby nie byle jakiej. Trwa obecnie przeprowadzka do warszawskiego biurowca Centrum Jasna, położonego przy zbiegu ulic Świętokrzyskiej i Jasnej. Właścicielem tego luksusowego budynku jest  Centrum Jasna sp. z o.o. - założona przez Archidiecezję Warszawską w celu zarządzania nieruchomością. We władzach spółki zasiadają ksiądz prałat Marian Raciński, ekonom Archidiecezji Warszawskiej oraz salezjanin ks. Kazimierz Olędzki.
Trudno uwierzyć, by ulokowanie Centrum Polsko-Rosyjskiego Dialogu i Porozumienia w biurowcu należącym do Archidiecezji Warszawskiej było dziełem przypadku lub mogło się dokonać bez wiedzy i zgody ordynariusza archidiecezji. W Centrum Jasna mają swoje siedziby m.in.: Biuro Informacyjne Parlamentu Europejskiego oraz Przedstawicielstwo Komisji Europejskiej w Polsce. Z informacji zamieszczonej na stronie internetowej spółki wynika, że cała powierzchnia ośmiokondygnacyjnego budynku jest od dawna wynajęta, zatem znalezienie miejsca dla rządowego Centrum nie było rzeczą łatwą i zapewne nie mogło umknąć uwadze właściciela.
Można przypuszczać, że ta konkretna decyzja jest kolejną oznaką sojuszu łączącego władzę państwową i kościelną w kwestii zadekretowania „pojednania” z Rosją. Po 10 kwietnia wielokrotnie z ust hierarchów Kościoła słyszeliśmy nawoływania do „otwarcia na pojednanie”. Już w trakcie pogrzebu pary prezydenckiej na Wawelu, kard. Dziwisz przypomniał, jak „przed blisko półwieczem biskupi polscy wykonali prawdziwie proroczy krok w kierunku Niemców, mówiąc do nich w imieniu narodu polskiego: ,,Wybaczamy i prosimy o wybaczenie!“  i stwierdził: „Musimy dorastać do wypowiedzenia tych samych słów wobec braci Rosjan.” Metropolita warszawski kard. Kazimierz Nycz komentując zaś grudniową wizytę Miediwiediewa w Polsce uznał, że „może mieć ona pozytywny wpływ na prace wspólnej komisji Kościoła w Polsce i Rosyjskiej Cerkwi Prawosławnej, która opracowuje dokument o pojednaniu obydwu narodów.”  
Głos metropolity warszawskiego zabrzmiał w tym samym czasie, gdy władze Rosji niszczyły nie tylko ślady po smoleńskiej tragedii, ale bez żadnego sprzeciwu Kościoła zawłaszczały miejsce kaźni polskich oficerów w Katyniu stawiając na terenie Zespołu Memorialnego w Lesie Katyńskim Cerkiew Zmartwychwstania Chrystusa. Inicjatorem tej budowy jest zwierzchnik rosyjskiej Cerkwi Cyryl, podejrzewany o wieloletnią współpracę z KGB, a projekt finansuje koncern Rosnieft  zarządzany do niedawna przez oficera KGB - Igora Sieczina.
Obraz dzisiejszych, fatalnych stosunków polsko-rosyjskich wskazuje, że postulat pojednania miałby się wypełnić na mocy spec ustaw i fałszywych, werbalnych deklaracji. Takie „pojednanie” nie ma nic wspólnego z wymiarem religijnym bądź moralnym, jaki nadaje się tej chrześcijańskiej powinności.
Nie opiera się na uczciwym rachunku krzywd, nie wypływa z żalu i uznania winy.  Zachodzi również obawa, że powołana w szczególnym trybie rządowa agenda zostanie wykorzystana do dławienia głosów krytycznych wobec Rosji i posłuży do narzucenia Polakom oficjalnej interpretacji w sprawach stosunków polsko-rosyjskich. Ogromne zagrożenie wynika z prób indoktrynowania młodych Polaków podejmowanych przy współudziale tej instytucji i analizowania wspólnej przeszłości poprzez odrzucenie „historycznych uproszczeń”. Tak tworzy się pozory dialogu, próbując za pomocą fasadowych urzędów ukryć prawdę historyczną i zaprzeczyć istnieniu rzeczywistych podziałów. Władze kościelne, które takie instytucje wspierają, a nawet udzielają im gościny, nie służą dobrze Polsce ani Kościołowi.

Tekst opublikowany w Warszawskiej Gazecie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz