Nie będziemy razem, bo nie ma przyzwolenia na zdradę o świcie i na fałsz przekraczający ludzką miarę. Nie możemy być razem, bo nasz gniew jest dziś bezsilny, gdy zabrano nam tylu niezastąpionych. Nigdy nie będziemy razem, bo pamiętamy - kto siał nienawiść i chciał zebrać jej żniwo.

czwartek, 25 sierpnia 2011

SAMOBÓJSTWA DOSKONAŁE


Przez historię XX wieku przewija się długa lista organizacji przestępczych, które na „zbrodni doskonałej” zbudowały fundamenty komunistycznego porządku: Grupa Jaszy, Wydział II NKWD, Zarząd IV, Wydział DR MGB, Wydział IX WGU, Departament XIII PGU, VIII Departament Zarządu "S" PGU, Grupa „D" MSW..... Zastępy koncesjonowanych morderców, „nieznani sprawcy”, specjaliści od eliminacji idealnej. Działający w systemie, który ze zbrodni uczynił rzecz banalną i  powszechną.
Do dziś rosyjskie służby i ich filie w państwach bloku wschodniego stosują śmierć, jako narzędzie nacisku i kontroli. Zabójstwa przeciwników politycznych, niewyjaśnione zgony rywali czy samobójstwa niewygodnych świadków nikogo nie dziwią, a świat  Zachodu ze zrozumieniem przyjmuje tę współczesną postać opriczniny. Na przestrzeni dziesięcioleci to piętno „zbrodni doskonałej” najpełniej wskazuje na przynależność do kręgu moskiewskiego dominium i wyznacza obszar wpływów kremlowskich suwerenów.

Piętno obcego elementu


 III RP, której fundamenty zbudowano na zabójstwie księdza Jerzego Popiełuszki, przez ostatnie 20 lat doświadczyła również aktów takiej zbrodni. Jadwiga Popiełuszko, ksiądz Suchowolec, Niedzielak, Zych, Walerian Pańko, Michał Falzmann, Marek Karp, ale też Stanisław Trafalski, Piotr Jaroszewicz, Sylwester Kaliski, Jerzy Fonkowicz, Tadeusz Steć, Ireneusz Sekuła, Jeremiasz Barański,  to tylko najbardziej znane nazwiska ludzi, których dopadli  specjaliści od eliminacji.
Od czasu dojścia do władzy płk Putina i przejęcia rządów przez grupę  siłowików „eliminacja doskonała” stała się w Rosji nie tylko narzędziem umacniania wpływów ale również metodą rozwiązywania konfliktów. Obok zabójstw Litwinienki, Politkowskiej, Estemirowej czy dziesiątków niewygodnych dziennikarzy, reżim Putina nie waha się sięgać po środki ostateczne również wobec własnych, niewygodnych funkcjonariuszy. Rozpętana przez Putina „wojna służb” przynosi każdego roku  kolejne ofiary, które w oficjalnych statystykach figurują jako „akty samobójcze” i „nieszczęśliwe wypadki”.
We wrześniu 2008 roku w katastrofie samolotu na Uralu zginął generał Giennadij Troszew - doradca Putina do spraw kozackich, zwolennik publicznych egzekucji Czeczenów. 21 czerwca 2009 w Moskwie, w niewyjaśnionych okolicznościach zginął gen. mjr Konstantin Petrow, a 23 listopada tego samego roku został otruty w kawiarni w Iżewsku pułkownik GRU Anton V. Surikow. W sierpniu 2010 „utopił się” major Jurij Iwanow zastępca szefa Głównego Zarządu Wywiadu (GRU), zaś dwa miesiące później były szef Federalnej Służby Ochrony generał Wiktor Czerwizow wyszedł na klatkę schodową w swoim domu tylko po to, by strzelić sobie w głowę z pamiątkowego makarowa. Nie upłynął miesiąc, gdy w identyczny sposób rozstał się z życiem główny ekonomista Gazpromu, Siergiej Kljuka.
Przywołuję  realia współczesnej Rosji, by wskazać, że po roku 2007 również w polskim życiu publicznym odciska się piętno „obcego elementu”. W logice działań grupy rządzącej można dostrzec wiele źródeł rosyjskich inspiracji, nawet wówczas,  gdy wymóg zachowania fasadowej demokracji wymusza modyfikację metod.
Gdy przed kilkoma laty Wiktor Suworow ostrzegał: "kiedy u was w tajemniczych okolicznościach zaczną ginąć dziennikarze, to będzie znak, że władza moskiewskich służb rozlewa się na Polskę” , niewiele osób chciało wierzyć, że „wtedy będzie za późno". I choć w III RP nie giną jeszcze niewygodni dziennikarze, nie sposób nie zauważyć, że okres obecnych rządów to czas, gdy śmierć „w niewyjaśnionych okolicznościach” zagościła na stałe w naszej rzeczywistości. Oceniając kolejne, coraz liczniejsze przypadki, trudno zapomnieć o „złotej myśli” zabójców z KGB, którzy twierdzili, że  Każdy głupiec potrafi popełnić morderstwo, ale trzeba być artystą by popełnić naturalną śmierć”. W tym „artystycznym” pojęciu naturalnej śmierci zawiera się również akt samobójstwa, jako najbardziej dojrzała forma zbrodni doskonałej.

Polski korowód śmierci

Po 2007 roku mamy zatem do czynienia ze złowrogą sekwencją zdarzeń. Można ją dostrzec  w sprawie zabójstwa Krzysztofa Olewnika, gdzie doszło do likwidowania niewygodnych świadków, aktów zastraszania, niszczenia dowodów oraz wielu innych zdarzeń wskazujących na poczucie bezkarności mocodawców tej zbrodni. Cena „złotego milczenia” wymagała sięgnięcia po tak dobrane środki, by wykrycie prawdziwych przyczyn zgonu stało się niemożliwe.
W kwietniu 2008 roku „samobójstwo” popełnił Sławomir Kościuk – jeden ze skazanych za zabójstwo Olewnika. W styczniu 2009 roku w celi więziennej w Sztumie w identyczny sposób doszło do „samobójstwa” drugiego ze sprawców, Roberta Pazika, a w lipcu na rozstanie z życiem zdecydował się strażnik więzienny, który pełnił dyżur w olsztyńskim więzieniu, gdy w celi powiesił się Wojciech .Franiewski – przywódca grupy porywaczy. Już jeden przypadek równie zdumiewających, desperackich czynów stanowiłby ostrzeżenie dla każdej praworządnej demokracji. W Polsce, ta potrójna, samobójcza sekwencja wywołała ledwie kilka lakonicznych komunikatów prokuratury, w których zapewniono społeczeństwo, że samobójstwa zatwardziałych recydywistów należą do epizodów równie oczywistych, co incydentalnych. 
W tej samej konwencji przedstawiono Polakom inne, tajemnicze wydarzenia.
19 stycznia 2009 roku w swoim domku letniskowym w Owczygłowach koło Obornik powiesiła się funkcjonariuszka ABW ppłk Barbara P. Choć zmarła zostawiła list pożegnalny do rodziny, przyczyny targnięcia na życie nie zostały wyjaśnione i podane do publicznej wiadomości. „Barbara P. za rządów PiS zajmowała się najpoważniejszymi sprawami w ABW. Gdy do władzy doszła PO, oficer została odsunięta od śledztw” – twierdził wówczas portal  dziennik.pl. Kobieta w liście pożegnalnym oskarżyła obecne kierownictwo agencji o nagonkę oraz nękanie „ w związku z pełnieniem ważnych funkcji w czasach PiS”.
13 kwietnia 2009 roku zaginął chorąży Służby Wywiadu Wojskowego Stefan Zielonka, służący w wojskowych służbach od 30 lat. Zielonka dysponował wiedzą o tajnikach łączności w NATO oraz miał dostęp do najściślejszych danych, m.in. wiadomości nadawanych z placówek zagranicznych do centrali. Wielomiesięczny teatr medialnych spekulacji i celowych dezinformacji zakończono wiadomością o rzekomym samobójstwie szyfranta i odnalezieniu jego zwłok w Wiśle. W kreacji scenariusza samobójstwa posunięto się tak daleko, że przy ciele mężczyzny wyłowionego z rzeki odnaleziono torbę z dokumentami, wśród których znajdować się miały m.in. wyciągi z kont bankowych na nazwisko Stefana Zielonki. Informacja ta była sprzeczna z treścią pierwszych doniesień po zaginięciu szyfranta, w których podkreślano, że Zielonka zabrał z domu różnego rodzaju rzeczy pamiątkowe, ale pozostawił wszystkie dokumenty. Przyczyny śmierci Stefana Zielonki nie zostały ustalone, a prokuratura nie potwierdziła, że żołnierz popełnił samobójstwo. 
Kilka miesięcy później, 23 grudnia 2009 roku w niezwykle zagadkowych okolicznościach samobójstwo przez powieszenie popełnił Grzegorz Michniewicz - Dyrektor Generalny Kancelarii Prezesa Rady Ministrów, członek Rady Nadzorczej PKN Orlen. Natychmiast po śmierci Michniewicza znikła z internetu większość wiadomości i artykułów związanych z osobą samobójcy. Ponieważ operację w takim zakresie mogły przeprowadzić tylko służby ochrony państwa, zasadne wydaje się pytanie: jakie informacje i przed kim starano się ukryć? Na temat śmierci Michniewicza pojawiły się liczne hipotezy.  Po 10 kwietnia 2010 roku zwracano uwagę, że w dniu domniemanego samobójstwa do Polski wrócił remontowany w rosyjskiej Samarze Tu-154M nr 101, który potem uległ katastrofie pod Smoleńskiem, a śmierć urzędnika może mieć związek z organizacją wizyty prezydenta Kaczyńskiego w Katyniu. Również postępowanie prokuratury wzbudziło zasadne wątpliwości. W śledztwie nie sprawdzono bilingów rozmów Michniewicza. Nie zbadano także uwarunkowań zawodowych urzędnika, z których wynikało, że miał on dostęp do tajnych informacji w kancelarii Donalda Tuska. Lekarz dokonujący sekcji zwłok nie określił nawet godziny zgonu Michniewicza, zaś prokuratura nie odtworzyła przebiegu ostatnich godzin z życia rzekomego samobójcy. Prokurator uznał, że nie doszło do ingerencji osób trzecich, a śledztwo szybko zakończono.
12 czerwca 2011 roku samobójstwo przez powieszenie popełnił oficer Służby Kontrwywiadu Wojskowego, służący w Centrum Wsparcia Teleinformatycznego i Dowodzenia Marynarki Wojennej w Wejherowie. Centrum jest jednostką zabezpieczenia operacyjnego i odpowiada za całokształt przedsięwzięć związanych z funkcjonowaniem systemów łączności i informatyki Marynarki Wojennej. Żołnierz  posiadał najwyższą klauzulę dostępu do materiałów niejawnych. Samobójstwo oficera SKW miało nastąpić po godzinach służbowych i poza miejscem wykonywania obowiązków.
5 sierpnia br. w siedzibie Samoobrony w Warszawie znaleziono zwłoki byłego wicepremiera Andrzeja Leppera. Zdaniem policji i prokuratury, Lepper miał popełnić samobójstwo przez powieszenie. Taką wersję podano natychmiast po ujawnieniu zdarzenia, sugerując jednocześnie, że przyczyną samobójstwa miały być problemy finansowe zmarłego.  Dwa dni później redaktor naczelny „Gazety Polskiej” Tomasz Sakiewicz zgłosił się do prokuratury, by przekazać dowody wskazujące, że Andrzej Lepper chciał potwierdzić zeznania Jarosława Kaczyńskiego ws. afery gruntowej oraz że obawiał się o swoje życie. Sekcję zwłok rzekomego samobójcy przeprowadzono z trzydniowym opóźnieniem, nie stwierdzając „obrażeń, które wskazywałyby na udział osób trzecich”.  Lepper jako były wicepremier miał dostęp do wielu informacji niejawnych, był również ważnym świadkiem w sprawach prokuratorskich i sądowych.

Mord – przemilczana codzienność?

            Wszystkie wskazane powyżej zdarzenia łączą dwie zasadnicze cechy. Po pierwsze, dotyczą osób, które z racji swojej pracy zawodowej lub zajmowanego stanowiska posiadały unikalną, tajną wiedzę. W każdym przypadku były to informacje dotyczące bezpieczeństwa państwa lub spraw związanych z działalnością ośrodków władzy i najwyższych rangą decydentów. Depozyt takiej wiedzy stanowił o wyjątkowej pozycji zmarłych osób, ale niósł również realne zagrożenia dla ich osobistego bezpieczeństwa
Drugim wspólnym wyróżnikiem są niejasne okoliczności, w jakich miało dojść do samobójstw, brak istotnych ustaleń oraz charakterystyczne działania organów śledczych. W każdej ze spraw niemal natychmiast przyjęto wersję o śmierci samobójczej, choć późniejsze informacje ujawniały błędy lub zaniechania prokuratury i służb.
Można oczywiście zakładać, że spektakularne samobójstwa dokonywane przez najwyższych urzędników państwowych i oficerów służb specjalnych stanowią zaledwie ciąg przypadkowych incydentów, nie mających związku z sytuacją, w jakiej znalazła się Polska po roku 2007. Można zakładać, że służby ochrony państwa działają wzorowo, a III RP stanowi oazę, wolną od ingerencji obcych mocarstw, wewnętrznych konfliktów i walk grup interesów.
Wolno również sądzić, że brak kontroli nad służbami, poszerzanie ich uprawnień oraz wprowadzanie represyjnych ustaw, nie dowodzi inspiracji putinowskim modelem władzy i nie ma związku z polityką „pojednania” zawartego nad grobami ofiar Smoleńska.
Taka wiara cechuje jednak osoby żyjące w ahistorycznej amnezji, które z tchórzostwa lub wyrachowania rezygnują z daru samodzielnego myślenia i zadowalają się medialnym schematem interpretacji zdarzeń.
Tymczasem w każdym państwie tak niezwykła sekwencja aktów samobójczych musiałaby wzbudzić reakcje organów władzy, wywołać niepokój społeczeństwa i prowokować dziesiątki zasadnych pytań. Nie przypadkiem wskazuję w tym kontekście na realia rosyjskie, bo tylko tam „doskonałe samobójstwa”, a nawet mordy polityczne stanowią przemilczaną codzienność i tylko tamtejsze społeczeństwo potrafi przyjąć je jako zdarzenia naturalne.  Jeśli takie postawy zaczną dominować również wśród Polaków, nie musimy czekać innych znaków, by już dziś wiedzieć, że „władza moskiewskich służb rozlewa się na Polskę”.

 

Artykuł opublikowany w nr 34/2011 Gazety Polskiej. 

3 komentarze:

  1. Ja nie mam watpliwosci, ze Polska
    pod rzadami PO jest panstwem bezprawia, tak samo jak byla panstwem bezprawia za rzadow SLD.
    PiS probowal stworzyc panstwo prawa
    ale szybko oskarzono go o jego naduzywanie i sprytnie odsunieto od wladzy.
    Czy Polacy potrafia walczyc o pantwo prawa przekonamy sie w najblizszych wyborach. Smuci nikle zainteresowanie Polakow zyciem publicznym. Zamykanie sie w swoim ogrodku daje pewien komfort ale na krotko bo zyjemy w pewnej zbiorowosci wiec funkcjonowanie tej zbiorowosci ma wplyw na jakosc naszego zycia.

    OdpowiedzUsuń
  2. Państwo PO jest państwem bezprawia, tak jak państwo SLD w Polsce.
    Kierują się grubą kreską wobec SB i UB wprowadzają metody rzekomych samobójstw
    jak za czasów PRL-u Polacy muszą się obudzić i w najbliższych wyborach ten
    stan bezprawia zmienić, aby śmierć gen. S. Peteleckiego, prezydenta prof. Lecha
    Kaczyńskiego, Ryszarda Kaczorowskiego nie poszły na marne.

    OdpowiedzUsuń
  3. X───salasamobojcow.net────────────────
    │Forum wzajemnego wsparcia dla osób smutnych
    │Zarejestruj się i podziel się swoim problemem
    │Pełna akceptacja i zrozumienie.
    X───salasamobojcow.net────────────────

    OdpowiedzUsuń