Nie będziemy razem, bo nie ma przyzwolenia na zdradę o świcie i na fałsz przekraczający ludzką miarę. Nie możemy być razem, bo nasz gniew jest dziś bezsilny, gdy zabrano nam tylu niezastąpionych. Nigdy nie będziemy razem, bo pamiętamy - kto siał nienawiść i chciał zebrać jej żniwo.

sobota, 19 marca 2011

NASZE PODWÓRKO

Z punktu widzenia pewnej formacji kulturowej wyrosłej z PRL, która niestety nie doszła do tego momentu, w którym ludzie, którzy nie byli inteligentami, się nimi stają, być może rzeczywiście pan marszałek jest takim wzorem. Ale my tę barierę przebyliśmy już parę pokoleń przedtem i w związku z tym przykro mi bardzo, ale mamy zupełnie inne kryteria. To, co pan marszałek uważa być może za wzór elegancji, z naszego punktu widzenia jest czymś całkiem innym, po prostu nadmierną pewnością siebie i wynikiem kryzysu pewnej grupy społecznej, o której mówić tu nie będę, chociaż pan marszałek ma z nią związki.
Te słowa z grudnia 2008 roku, zaczerpnięte z sejmowego wystąpienia Jarosława Kaczyńskiego w sprawie uchwały o odwołanie Bronisława Komorowskiego z funkcji marszałka Sejmu, mogłyby posłużyć do opisu większość postaci z grupy rządzącej. Jak również tych, którzy po 1989 roku, licząc na głupotę i amnezję Polaków sami awansowali się do grona „nowej elity”, nazwanej przez Herberta „elitą intelektualną trupów”. Rok 2007 dał początek reaktywacji tego towarzystwa, gromadząc pod szyldem Platformy rzesze miernot, frustratów i niedouczonych ćwierćinteligentów, złączonych wspólną nienawiścią i żądzą odwetu. Jednak dopiero tragedia smoleńska, w której poniosło śmierć wielu przedstawicieli autentycznej elity pozwoliła zaistnieć ludziom, którzy w normalnych okolicznościach nigdy nie pojawiliby się w życiu publicznym i odegrali żadnej, znaczącej roli. Śmierć w Smoleńsku otworzyła szeroko drzwi nikczemnej bylejakości, obwieściła tryumf nienawiści i głupoty, wytyczyła ścieżkę ucieczki od odpowiedzialności i zasad, spychając jednocześnie ludzi honoru do egzystencji na marginesie życia publicznego. Człowiek, o którym mówił Kaczyński, jest dziś symbolem tej formacji i  jeśli kogoś dziwi poziom jego wystąpień, zdaje się nie rozumieć, że nie istnieje pojęcie rewolucyjnych przemian kulturowych, a „podwórkowych mężów stanu” czeka mozolny proces dorastania i wielopokoleniowa ewolucja – bez żadnej gwarancji sukcesu. W przypadku dzisiejszego lokatora Belwederu, wypominanie mu językowych lapsusów i gramatycznych błędów, jest raczej niedorzecznym zadziwienie nad aksjomatem, niż rzeczową krytyką.
Przypominam o tym, ponieważ nieczęsto się zdarza, by w sferze życia publicznego pojawiały się fakty tak bezwzględnie demaskujące poziom owej formacji, jak wczorajszy tekst Jarosława Kaczyńskiego „Samochwały droga przez mękę” zamieszczony w „Rzeczpospolitej”, jako  odpowiedź na artykuł Donalda Tuska z „Gazety Wyborczej”.
Usilnie zachęcam  do uważnej lektury tekstu Kaczyńskiego, bo stanowi w istocie genialny i może najważniejszy w ostatnim dwudziestoleciu akt dekonspiracji całej samozwańczej „elity” reprezentowanej dziś przez środowisko Platformy Obywatelskiej.  Jest również godnym naśladowania wzorcem, jak należy rozmawiać z kimś pokroju Donalda Tuska i jak traktować przekaz formułowany przez jego środowisko.
Ironia – napisał Kaczyński – jest najlepszą metodą – jak to się teraz mówi – dekonstrukcji napuszonego, autoreklamiarskiego, płytkiego, nielogicznego, niespójnego i często pretensjonalnego dziełka Donalda Tuska. Czegoś takiego nie mogłem potraktować zbyt serio.
Sposób, w jaki Kaczyński obnaża prawdziwy wymiar tuskowego elaboratu i osobę autora, odwołując się przy tym do postaci i dzieł literackich, nie stroniąc od faktów i rzeczowych argumentów – stawia tę polemikę w rzędzie autentycznych „pereł”  publicystyki politycznej.
 Świat według wójta Tuska”, ukazany dosadnie w artykule prezesa PiS-u , to rzeczywistość na poziomie zgrzebnej retoryki, w której „łańcuchy tautologii” plączą się z „pojęciami jak cepy”, a nędzna demagogia  nie wytrzymuje naporu logicznej refleksji.  
Warto poświęcić czas na tę lekturę, by zrozumieć, jak wielka i nieprzekraczalna przepaść dzieli obu polityków – z których jeden dawno przekroczył barierę, „za którą ludzie stają się inteligentami”, drugi zaś nawet do niej nie dotarł.  To tekst, który niesie nadzieję.
            Przed pięcioma laty, Donald Tusk w niezwykle agresywnym wywiadzie dla Gazety Wyborczej, groził wypowiedzeniem posłuszeństwa wobec legalnego rządu i „przejściem do ataku” na PiS. Stwierdził wówczas: „Jak ktoś się wychował na podwórku, to dobrze wie, że kluczowe znaczenie ma to, kto pierwszy uderzy”. Ta knajacka pogróżka wyrażała autentyczny zasób środków, jakimi dysponują ludzie  pokroju obecnego premiera i obnażała  zbójecki „świat według Tuska”. Komentujący te słowa, nieodżałowany Maciej Rybiński napisał wówczas „Podwórkiem Tuska jest teraz Polska, a my – obywatele – nie mamy możliwości zabrania swoich zabawek i pójścia na sąsiednie podwórko. Musimy przyglądać się bójce i niewykluczone, że wszyscy dostaniemy po mordzie”.
Donald Tusk, który zgromadził na swoim podwórku „policje - tajne, widne i dwu-płciowe”, zależne prokuratury, telewizje i gazety, jest dziś bezbronny wobec słów Jarosława Kaczyńskiego. Donald Tusk już „dostał po mordzie” i nawet nie wie, że musi odejść z naszego podwórka.

http://www.rp.pl/artykul/2,628950_Kaczynski--Samochwaly-droga-przez-meke.html

5 komentarzy:

  1. Panie Aleksandrze!

    Dziękuję za cenne zalecenie. Nie czytałem wywodów Tuska, bowiem uważałem, że szkoda na to czasu.

    Po przeczytaniu tekstu Jarosłąwa Kaczyńskiego doszedłem do wniosku, że "List" Tuska to lektura obowiązkowa podobna do "Aktu założenia federacji targowickiej" z 27 kwietnia 1792 roku.

    Tusk zasługuje sobie coraz bardziej na to porównanie.

    Serdecznie pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  2. piekny cytat z Rybińskiego, coraz bardziej trafny!

    OdpowiedzUsuń
  3. Szanowny Panie Aleksandrze!
    Czytałem tekst Jarosława Kaczyńskiego. Leży dalej na biurku bo Do dzisiaj chichoczę. Rzeczywiście świetne pióro, rewelacyjne spostrzeżenia, istna perełka.
    Z pozdrowieniami,
    J2H

    OdpowiedzUsuń
  4. Syneloi pragnie pozostać na zawsze w naszym świecie, w którym stał się osobom świadomą swego istnienia rozumiejącą, że do spełnienia jego marzeń potrzebne są jemu środki do życia wśród, których najważniejszym jest znajomość i przestrzeganie prawa przez osoby żyjące wraz z nim we wszechświecie; prawa te zapisał w Konstytucji Mieszkańców Planety Ziemia i zaproponował mieszkańcom Układu Słonecznego przyjęcie ich jako fundament zjednoczenia się z nimi w Organizacji Narodów Zjednoczonych.

    OdpowiedzUsuń