Nie będziemy razem, bo nie ma przyzwolenia na zdradę o świcie i na fałsz przekraczający ludzką miarę. Nie możemy być razem, bo nasz gniew jest dziś bezsilny, gdy zabrano nam tylu niezastąpionych. Nigdy nie będziemy razem, bo pamiętamy - kto siał nienawiść i chciał zebrać jej żniwo.

piątek, 17 września 2010

UMOWA GAZOWA – SYMBOLIKA WASALI.

Mimo dość powszechnej świadomości, że ostatnie decyzje grupy rządzącej  (zagarnięcie krzyża, zatrzymanie Zakajewa) służą przykryciu spraw istotnych, niewiele osób ma odwagę uwolnić się od przekazu narzuconego przez funkcyjne media. Dotyczy to nie tylko publicystów czy blogerów, ale przede wszystkim polityków opozycji, zwykle ślepo podążających za „piarowskimi” kombinacjami.  Być może, dzieje się tak dlatego, że w obu tych ( i wielu innych z tego czasu) decyzjach zawarta jest sugestywna symbolika, pozwalająca dostrzec, że grupa rządząca III RP odrzuciła podmiotowość polityki państwa i wprowadza Polskę na najwyższy – wasalny stopień relacji z putinowską Rosją.
Podobnie jak matactwa wokół śledztwa dotyczącego tragedii smoleńskiej, czy niszczenie pamięci o  Prezydencie Kaczyńskim, tak rezygnacja z napiętnowania zbrodni ludobójstwa i haniebna relatywizacja okupacji rosyjskiej w Czeczenii są faktycznie działaniem na rzecz interesów Rosji i nie znajdują żadnego usprawiedliwienia w polityce suwerennego państwa, jakim mieni się III RP. Szantaż stosowany przez Rosjan w sprawie organizacji Światowego Kongresu Narodu Czeczeńskiego, zawarty w oficjalnej tezie, iż zdarzenie to „zahamuje resetowanie, które zarysowało się w ostatnim czasie w stosunkach rosyjsko-polskich” pozwala dostrzec pozycję wyznaczoną Polsce przez kremlowskich „siłowników”.
Przekazy prasy rosyjskiej, jak i liczne wypowiedzi moskiewskich polityków nie pozostawiają wątpliwości, że rząd Donalda Tuska i inne organy państwa polskiego  traktowane są jako adresaci żądań i wykonawcy poleceń. Na tak uwłaczającą relację pozwolono Rosjanom już we wrześniu 2009 roku, przyjmując jako podstawę przyszłego kontraktu gazowego dyrektywy płk Władimira Putina. Zaakceptowano ją ponownie, w okresie przygotowań do uroczystości katyńskich, pozwalając rosyjskim decydentom na wypowiedzi dyskredytujące Prezydenta Kaczyńskiego, rozgrywanie konfliktu na linii prezydent – premier, a w efekcie na narzucenie scenariusza zdarzeń prowadzącego do pułapki smoleńskiej.
Wszystkie późniejsze decyzje grupy rządzącej są logiczną konsekwencją wcześniejszych zaniechań, a nazwanie tego procesu „pojednaniem” stało się możliwe z chwilą śmierci ostatnich przedstawicieli polskiej elity i przypieczętowało ustalone już relacje.
Gdy z tej perspektywy spróbujemy oceniać zdarzenia ostatniego roku, nie sposób nie zauważyć, że ich główną osią jest sprawa wieloletniej umowy gazowej, prowadzącej do energetycznego uzależnienia Polski i uczynienia z naszego kraju rzecznika ekonomicznych interesów Rosji. Ta podstawowa, (a w dzisiejszym świecie równie ważna jak polityczna) zależność została już obnażona w związku z wezwaniem Komisji Europejskiej i zarzutami stawianymi przez unijnych urzędników. Ujawniła ją reakcja grupy rządzącej i wypowiedzi jej lidera Donalda Tuska, który stwierdził, że „Warszawa nie pozwoli, by nasze umowy gazowe były poddawane większym restrykcjom niż umowy innych krajów z tymi samymi eksporterami surowca” i zastrzegł, iż „umowa gazowa z Rosją zabezpiecza interes Polski i interesy polskich obywateli”.
Dotąd służalczy wobec unijnych urzędników szef rządu okazał się nagle „politycznym tygrysem”, gotowym za wszelką cenę bronić „interesów Polski i polskich obywateli”.
Jaki „interes Polski” chce bronić Donald Tusk dowodzą twarde fakty:
-         za gaz dostarczany z Rosji zapłacimy znacznie więcej, niż inni odbiorcy (330 USD 1000m/3) ze świadomością, że cena ta będzie wzrastać,
-         stawki za tranzyt gazu, jakie Gazprom ma płacić Polsce są niższe nawet od stawek, jakie Rosjanie płacą Białorusi. Od marca br. za tranzyt 1 tys. m sześc. gazu na odległość 100 km Gazprom płaci Polsce równowartość 1,74 dol.(Białorusi – 1,88, Ukrainie – 2,74)
-         zrezygnowaliśmy z roli decydenta i wpływów w zarządzie i radzie nadzorczej spółki tranzytowej EuRoPol Gaz poprzez niekorzystne zapisy w jej statucie, wykluczenie spółki Gas Trading i zaniżenie dochodów spółki z tranzytu i rocznego zysku do 21 mln zł rocznie,
-         zrezygnowaliśmy z zasądzonych (przez rosyjski sąd) 25 mln dolarów od Gazpromu za tranzyt w 2006 roku oraz należności za kolejne  trzy lata w wysokości ok. 180 mln dolarów,
-         zobowiązaliśmy się do odbioru 10,25 mld m sześć. gazu w 2011r., co stanowi blisko 2,8 mld m3 więcej niż odbieramy teraz w ramach kontraktu jamalskiego i 11 mld m sześc. w latach 2012-2037,
-         za nadwyżki gazu zapłacimy, niezależnie od tego czy zostaną wykorzystane,
-         nadzór nad polskim odcinkiem gazociągu jamalskiego powierzyliśmy firmie zależnej od Gazpromu, (to zagrożenie było jednym z powodów reakcji KE)
-         przyznaliśmy Gazpromowi monopol na tranzyt gazu przez leżący na terenie Polski rurociąg do roku 2045,
-         godząc się na utrzymanie indeksacji ceny gazu do cen ropy do 2037 r. skazaliśmy się na wysokie ceny tego paliwa przez cały okres umowy,
-         podpisując kontrakt na 27 lat godzimy się na dyktat cenowy Gazpromu i przyznajemy Rosji monopol na dostawy gazu,
-         rezygnujemy z poszukiwań i eksploatacji własnych źródeł energii (gaz łupkowy) oraz z polityki dywersyfikacji dostaw.
Ta ostatnia kapitulacja staje się oczywista w kontekście już podjętych, (a przemilczanych przez media) decyzji. W marcu 2008 roku doszło w Ministerstwie Gospodarki do samo rozwiązania Departamentu Dywersyfikacji Dostaw Nośników Energii, a zarządzeniem nr.39 z dn.14 czerwca 2010 roku Donald Tusk. dokonał likwidacji Zespołu do spraw Polityki Bezpieczeństwa Energetycznego, który zajmował się dotąd opracowaniem polityki bezpieczeństwa energetycznego państwa i przedstawiał propozycje inicjatyw dotyczących polityki energetycznej na forum międzynarodowym. Uczynił to, mając zapewne świadomość zbyteczność tych organów, bowiem od dnia podpisania kontraktu z Rosją polityka energetyczna III RP zostanie podporządkowana interesom kremlowskich decydentów. Pod wielkim znakiem zapytania stawia to również inwestycję gazoportu w Świnoujściu.
Biorąc pod uwagę, że umowa gazowa zawiera liczne, szczegółowe załączniki, a grupa rządząca nie informuje Polaków o uzgodnieniach z Gazpromem, wolno się spodziewać, że mieści ona szereg innych, równie niekorzystnych dla Polaków rozwiązań jak wyżej wymienione, a cały proces jej negocjacji był pasmem klęsk i ustępstw strony polskiej.
 Na jakiej podstawie zatem Donald Tusk twierdzi, że zabezpiecza interesy Polaków?
Warto zwrócić uwagę na jeden argument, bo jest on w istocie esencją wasalnych relacji, łączących tę grupę z płk Putinem.
Otóż w dzisiejszym wywiadzie dla „Sygnałów dnia” w I PR Tusk wyznał, że podstawowa korzyść z umowy ma polegać na „zabezpieczeniu Polski na długie, długie lata w gaz, a przede wszystkim zabezpieczenie Gazociągu Jamalskiego to był priorytet nie tylko mojego rządu, tylko że mojemu rządowi udało się to wreszcie uzyskać”. Usłyszeliśmy też, że „najważniejszym zadaniem dla polskiego rządu jest nie ideologiczne wojny z jakimś państwem, tylko zabezpieczenie polskich domów w trwałe dostawy gazu, na długie lata. I za cenę, która jest ceną porównywalną z innymi takimi kontraktami. I to uzyskaliśmy”.
Na jakich warunkach zawarto kontrakt – wskazałem powyżej. Tylko indolencji (a zapewne i tchórzostwie) dziennikarza  zawdzięczamy, że nie zadano Tuskowi kilku, konkretnych pytań o „porównywalność” z innymi kontraktami by obnażyć hipokryzję tej wypowiedzi.
Istotne jednak jest to, że premier Polski za niebywały sukces uznaje „zabezpieczenie Polski na długie, długie lata w gaz”, insynuując jakoby okres 27 lat ( na jaki zawarto umowę) dawał Polakom szczególną gwarancję nienaruszalności i bezpieczeństwa energetycznego.
Trudno o bardziej fałszywy argument i wie to każdy, kto śledził losy umów z Rosją na przestrzeni ostatnich lat.  Szantaż gazowy, tzw. „przykręcenie kurka” stanowił popularną i często wykorzystywaną broń w kontaktach z tymi państwami, które miały nieszczęście podpisania długoletnich kontraktów z Gazpromem lub uzależniły się od jego rurociągów. Przykłady Ukrainy, Białorusi czy Turkmenistanu, (by wymienić tylko ostatnie przypadki) świadczą nadto wymownie do czego prowadzi wiązanie się „na długie lata” z Moskwą.
Trzeba też przypomnieć, że nadal obowiązuje umowa gazowa z Rosją z roku 1993 (podpisana wówczas przez W.Pawlaka) zawarta do roku 2022 i to Gazprom w roku 2009 wymusił na Tusku renegocjację tej umowy na szczeblu rządowym, stosując szantaż po zerwaniu dostaw gazu przez spółkę RosUkrEnergo. Nikt nie zagwarantuje, że sytuacja nie powtórzy się w przyszłości, tym bardziej gdy w spółce –operatorze rurociągu Rosjanie będą mieli głos decydujący. Ogłaszanie przez prasę rosyjską kolejnych „kryzysów gazowych” w Polsce lub wieszczenie przyszłych „zapaści energetycznych” stało się od dawna skuteczną metodą dyscyplinowania rządu III RP, ale też mocnym i chętnie stosowanym straszakiem wobec polskiego społeczeństwa.
Jest zatem oczywiste, że „długie, długie lata” kontraktu z Gazpromem,  na jakie skazuje nas grupa rządząca nie stanowią żadnej gwarancji bezpieczeństwa dostaw gazu, uzależniają nas natomiast od politycznych „kaprysów” Rosji.
Nie jest też prawdą, jakoby Polska musiała podpisać kontrakt z Gazpromem nie mając innych, alternatywnych rozwiązań. Takiej tezie zaprzeczyło samo PGNiG, potwierdzając, iż ma zawarty także kontrakt z niemiecką spółką E.ON AG. Spółka ta była w stanie dostarczyć nam gaz pod warunkiem, że będzie zgoda polityczna na przesył tego surowca np. z kierunku ukraińskiego.
Nie jest również tajemnicą, że Rosja traktuje eksport swoich zasobów energetycznych jako narzędzie ekspansji gospodarczej i politycznej, służące wzmocnieniu jej pozycji strategicznej. Z tego powodu długoletnia umowa międzypaństwowa odgrywa w rosyjskiej polityce tę samą rolę, jaką w czasach Związku Sowieckiego odgrywała ideologia komunistyczna lub czołgi i rakiety Czerwonej Armii, strzegące nienaruszalności interesów Imperium Sowieckiego. Czy taką strategię nazwiemy ideologią podboju czy  określimy mianem gry politycznej, nie ma większego znaczenia wobec faktu, że rosyjski gaz to podstawowy instrument władzy kremlowskich decydentów. Kto tego nie chce dostrzec, nie powinien w ogóle zajmować się polityką.
Zatem premier rządu, który twierdzi, iż „zadaniem dla polskiego rządu nie są ideologiczne wojny z jakimś państwem”, sugerując, że w sprawie umowy chodzi wyłącznie o kwestie ekonomiczne jest albo kompletnym ignorantem, nie nadającym się na żadne stanowisko państwowe albo politycznym sabotażystą, przedkładającym obcy interes nad interesy własnych obywateli. To jedno zdanie Donalda Tuska doskonale obrazuje nie tylko hipokryzję grupy rządzącej, odżegnującej się od „kwestii ideologicznych” w imię iluzorycznych, nieokreślonych korzyści ekonomicznych, ale przede wszystkim porażającą słabość i zależność wobec dyktatu Rosji.  
Jeśli bowiem wierzyć Tuskowi - dla którego podstawowa wartość kontraktu gazowego z Rosją polega na długotrwałości – pozostaje przyjąć za pewnik, że w całej sprawie chodzi o jak najdłuższe i najściślejsze związanie polskiej gospodarki z interesami Rosji. Bez względu na straty i zagrożenia własne. Czy nie jest to w istocie „ideologia” wasalna, w której wartością nadrzędną pozostaje interes hegemona, przykryty kilkoma  propagandowymi hasłami? Czy fakt, że Rosja zażyczyła sobie negocjowania i podpisania umowy na szczebli rządowym – choć tego rodzaju kontrakty w Europie zawierają między sobą spółki handlowe – nie świadczy, że obecna grupa rządząca ma formalnie stać się zakładnikiem tej umowy i zawrzeć personalny „pakt” z płk Putinem?  
Mając na uwadze, że w umowie brakuje wyrazistych, ekonomicznych pożytków, jej podstawowym celem będzie długoletnie i wyniszczające związanie naszej gospodarki potrzebami rosyjskich eksporterów źródeł energii i uczynienie z Polski organizmu uzależnionego od  paliwowego „krwioobiegu” Federacji Rosyjskiej. W powiązaniu z rolą „konia trojańskiego” wspomagającego Rosję w europejskiej ekspansji politycznej i militarnej, taka koncepcja wydaje się logiczna i korzystna w długofalowej strategii podboju Europy.
Wydaje się zatem, że właśnie umowa gazowa jest tym najważniejszym kluczem do zrozumienia scenariusza zdarzeń z ostatniego roku i stanowi punkt centralny wokół którego rozgrywają się inne, mniej lub bardziej symboliczne dramaty. Wszystkie one będą jedynie odbiciem koncepcji, która leży u podstaw traktatu gazowego.




8 komentarzy:

  1. Panie Aleksandrze,

    gratuluję trzeźwości oceny, mimo ogromnej ilości bomb mgielnych (fog bombs - Nebelbomben) rozrzuconych wokół tego tematu.

    Dodałbym ważną okoliczność, że kontrakt ten zawierany ma być w dolarach USA. Obciążony jest więc on ryzykiem walutowym w całości ponoszonym przez stronę Polską. Przypuszczam, że samo ubezpieczenie tego ryzyka (hedging) do roku 2037 to koszt z pewnością wielu miliardów dolarów USA.

    Jeśli już taki kontrakt miałby służyć interesom Polski, to ryzyko walutowe powinno być ponoszone przez beneficjenta pobierającego korzyści finansowe, czyli FR. Podejrzewam, że nasz Premier nie ma pojęcia o takich mechanizmach rządzących rynkami finansowymi. W tych kategoriach trzeba rozpatrywać kontrakt na kilkaset miliardów dolarów USA.

    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  2. "Rosja traktuje eksport swoich zasobów energetycznych jako narzędzie ekspansji gospodarczej i politycznej, służące wzmocnieniu jej pozycji strategicznej(...),(spelnia) tę samą rolę, jaką w czasach Związku Sowieckiego odgrywała ideologia komunistyczna lub czołgi i rakiety Czerwonej Armii".

    Amen.
    Nic dodac, nic ujac, od jakiegos czasu podtrzymuje, ze "rozpracowanie" umowy gazowej przez Pana Aleksandra ustala zasadniczny motyw Zamachu pod Smolenskiem.
    Pozostajac w tym kontekscie, neobolszewie/POlszewie nie mozna posadzac o ignorancje polityczna , mozna zas o arogancje , ktorej fundamentem jest ZDRADA.

    Dzisiaj kolejna przemilczana rocznica - 17 wrzesnia 1939 r. (de facto IV krwawy rozbior Polski).

    W naszej przytomnosci dokonuja V rozbioru, z "chirurgicznym" rozlewem krwi 96 wybitnych Polakow (w zbrodniczych rachunkach rezimu Putina liczby nie maja znaczenia).

    Saczona jadem mass mediow socjoinzynieria, demoralizacja i zaklamywanie historii zrobi z nas wkrotce niewolnikow bez duszy i bez pamieci...

    W smutku,
    zoom

    OdpowiedzUsuń
  3. @ - To ważne uzupełnienie. Dziękuję. Mamy do czynienia z największym w historii III RP kontraktem i tym bardziej trudno wytłumaczyć bierność wielu środowisk.
    Ta sprawa powinna być bezwzględnym priorytetem.

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  4. @zoom - Z całą pewnością można wytyczyć ciąg poszlak łączących sprawę umowy gazowej z tragedią smoleńską. Choćby poprzez fakt, że zginęli tam ludzie, których aktywność mogła pokrzyżować intencje Putina.
    Prócz Prezydenta Kaczyńskiego planującego sprzeciw wobec umowy, wiele ważnych pytań zadawał Janusz Kochanowski.
    Dzisiejsza, historyczna data w zestawieniu ze skutkami kontraktu gazowego sprawia, że szczególnie mocno słychać "chichot Stalina".

    Dziękuję Panu i pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  5. Panie Aleksandrze,

    Chciałbym nawiązać do Pana poprzedniego tekstu, w którym pojawia się temat Zakajewa. Problem ten najwyraźniej będzie rzutował na dalszą ocenę stosunków polsko-rosyjskich, dlatego konieczne jest pewne odbrązowienie oficjalnego przekazu medialnego. Obawiam się bowiem, że coraz więcej środowisk opiniotwórczych i politycznych w Polsce (także tych szczerze patriotycznych) pozwala się prowadzić zręcznej rosyjskiej manipulacji.
    Kilka dni temu, gdy nagle pojawił się temat kongresu czeczeńskiego w Pułtusku i przyjazdu Ahmeda Zakajewa do Polski, pozwoliłem sobie przejrzeć komentarze czeczeńskego serwisu informacyjnego Kavkaz Center, który, choćby ze względu na dominujące tam treści, trudno posądzić o prorosyjskie sympatie.
    Zjazd kongresu czeczeńskiego w Polsce był tam bardzo szeroko komentowany, ale zarazem odczytywany wyjątkowo krytycznie i podejrzliwie. Serwis Kavkaz Center twierdzi mianowicie, że całe przedsięwzięcie zostało rozreklamowane oraz przygotowane przy współudziale rosyjskich i polskich władz. W jednym z artykułów autorzy wymieniają szczególną rolę nowego ambasadora Rosji wPolsce, pana Aleksandra Aleksiejewa, który w sposób zamierzony nadał kongresowi w Pułtusku rangę "światowego". W rzeczywistości, jak podają, większość czeczeńskiej diaspory zbojkotowała zjazd w Polsce. Przedstawiciele "środowisk czeczeńskich w Polsce, Austrii, Niemczech, Francji, Belgii,Gruzji, Finlandii, w imieniu których zgromadzenie zostało rzekomo zorganizowane, potępili zjazd w Pułtusku". Wśród podawanych przyczyn dominują ciężkie zarzuty kolaboracji grupy Zakajewa z Rosją. On sam przyznać miał w wywiadzie dla BBC, że otrzymał od władz rosyjskich zgodę na zorganizowanie w Europie kongresu czeczeńskiego. Współorganizator kongresu Deni Teps pracuje z kolei w Akademii Służb Publicznych w Petersubrgu i podejrzewany jest o kooperację z rosyjskim MSW. Krytyczni wobec Zakajewa Czeczeni nie mają wątpliwości, że polski rząd jest podporządkowany interesom Rosji. W związku z tym utrzymują, że "aresztowanie" Zakajewa stanowiło centralny element wspólnej politycznej gry. Już 16 września pisali, że Zakajew "prawdopdobnie zostanie tymczasowo aresztowany dla zwiększenia efektu". Jakiego efektu? Zamiarem jest przede wszystkim uwiarygodnienie grupy Zakajewa jako prawomocnej reprezentacji Czeczenii,która deklaruje wolę powstrzymania "samobójczej walki zbrojnej przeciwko rosyjskiej agresji" w imię "pokojowego rozwiązania konfliktu między Rosją i Czeczenią". Drugim celem,o którym Czeczeni już nie piszą,jest jednoczesne wzmocnienie wiarygodności rządu Donalda Tuska, bez narażania na szwank stosunków polsko-rosyjskich. Istotnie, Deni Teps zapowiedział, że kongres nie spowoduje pogorszenia stosunków Polski z Rosją. Najwyraźniej wiedział, co mówi. Oczywiście krtytycznie spoglądać należy na każdy medialny przekaz, także ten, który wydaje się nam interesujący i wiarygodny. Radykalni Czeczeni z KC nie widzą na przykład użyteczności swego postulatu "państwa islamskiego" i walki zbrojnej na Kaukazie dla międzynarodowych interesów Rosji. Dlatego tym ostrożniej wypadałoby oceniać wydarzenia związane ze zjazdem w Pułtusku i wszelkimi "czeczeńskimi" przedsięwzięciami. Nie wyglądają one bowiem na autentyczne i noszą znamiona prowokacji. Szum medialny wokół Zakajewa przypomina teatr kukiełkowy, w którym występują zwolennicy, przeciwnicy, oburzeni i przerażeni, a każdy z uczestników gra w skrzętnie ustawionej rosyjskiej orkiestrze symfonicznej. Pamiętajmy też, że wszystko odbywa się w cieniu negocjacji polsko-rosyjskiej umowy gazowej.

    Poniżej linki do stron KC:

    http://www.kavkazcenter.com/eng/content/2010/09/18/12530.shtml

    http://www.kavkazcenter.com/eng/content/2010/09/16/12529.shtml

    Pozdrawiam,

    Krzysztof

    OdpowiedzUsuń
  6. @- Szanowny Panie Krzysztofie,

    Stronę kavkazcenter.com znam i często odwiedzam. Zauważyłem zatem jaki jest stosunek do Zakajewa i kongresu. Sądzę, że tego rodzaju oceny to wynik wewnętrznych sporów (często personalnych) wśród środowisk czeczeńskich. Sporów również o metody walki z okupacją rosyjską i wizję wolnej Czeczenii.
    Nie czuję się na siłach rozstrzygać, kto i dlaczego ma rację.
    Wiem też, że na stronie kavkazcenter pojawiły się zarzuty, iż Zakajew i ludzie organizujący Kongres w Polsce są fałszywą opozycją, inspirowaną przez służby FR. Czy tak jest w istocie - również nie potrafię ocenić, choć z uwagi na treść rezolucji przyjętej przez Kongres ta teza wydaje się ryzykowna.
    Mój tekst o zbrodniach ludobójstwa w Czeczenii był jedynie relacją, opartą na przekazach ludzi którzy przeżyli spotkanie z żołnierzami płk Putina. Świadomie starałem się uniknąć ocen politycznych, bo nie one wydają się najistotniejsze w obliczu tragedii będącej udziałem narodu czeczeńskiego.

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  7. Petycja do Kongresu USA w sprawie katastrofy pod Smoleńskiem

    http://www.petycje.pl/petycjePodglad.php?petycjeid=5790

    tupki

    OdpowiedzUsuń
  8. Darem jest człowiek, który potrafi trzeźwo spojrzeć na sytuację polityczną w naszym kraju i dzielić się otwarcie swoimi spostrzeżeniami. Dziękuję Panu za to, bo nierzadko zdarza się tak, że nie potrafię przedrzeć się przez "medialną kotarę" zasłaniającą sprawy ważne.

    OdpowiedzUsuń