Nie będziemy razem, bo nie ma przyzwolenia na zdradę o świcie i na fałsz przekraczający ludzką miarę. Nie możemy być razem, bo nasz gniew jest dziś bezsilny, gdy zabrano nam tylu niezastąpionych. Nigdy nie będziemy razem, bo pamiętamy - kto siał nienawiść i chciał zebrać jej żniwo.

sobota, 1 maja 2010

MY I ONI.

Bez podziału świata na My i Oni nie byłoby Polski. Nawet ten twór, zwany III RP powstał z dychotomii różnych postaw i poglądów, choć sprowadzonych do wspólnego mianownika „historycznego pojednania”. Bez podziału na My i Oni nie byłoby  patriotyzmu, poczucia dumy narodowej, ruchów politycznych czy religijnych. Bez tego podziału nie byłby możliwy opór przeciwko okupantowi, sprzeciw wobec komuny, wybór między dobrem, a złem.
Dychotomia My – Oni jest w życiu niezbędna. Organizuje i porządkuje nasz świat, pozwala odnaleźć grupową tożsamość, wydobyć się z nieokreśloności  Bez Oni nie byłoby My. To poczucie odrębności wyznacza granice tego, kim jesteśmy, do jakiego kręgu kultury należymy, co identyfikujemy jako nasze. Wskazanie wrogów, nazwanie obcych - pełni ważną funkcję i buduje grupową solidarność. Jest konieczne, by świat stał się uporządkowaną rzeczywistością, a nie chaosem przypadkowych, nienazwanych relacji.
Dlatego Oni boją się podziałów. Boją – szczególnie wówczas, gdy prowadzą do budowania narodu, gdy identyfikują nas wokół wartości godnych miana Polaka. Dlatego nie pozwolili dobić nam komuny, czyniąc z tego zaniechania największą winę mojego pokolenia.  Choć od dwóch dziesięcioleci dzielą nas sami, według mętnych kryteriów własnego interesu, boją się wówczas, gdy to my dokonujemy wyboru wprowadzając kategorię niedostępną dla ich mentalności.

Dziś doprowadzili nas do muru, poza którym nie ma drogi. Dzieląc nas nienawiścią do człowieka prawego, drwiąc z naszych wartości i z naszych marzeń.
Postawili nas pod murem obojętności na zło, przyzwolenia na rządy miernot i kanalii, wymagając zgody dla rzeczy niegodnych i fałszywych. Ale i tego było im mało. Gdy pod ciężarem ich nienawiści zginął mój Prezydent, zażądali od nas milczenia, wezwali do „pojednania”, do narodowej amnezji - w imię lęku przed katem. Zniewolenie każąc nazywać „pragmatyzmem”, kłamstwo  - „polityką pojednania”, a zdradę – „racją stanu”. W obronie zafajdanych życiorysów i marnych interesów narzucają nam semantyczne oszustwo i żądają odstąpienia od nazywania rzeczy po imieniu. Chcą dialektyki, w której prawa oprawcy mierzy się zdolnością do deptania grobów ich ofiar.
Historia nie znosi idiotów i błędów popełnianych ponownie. Doświadcza – lecz uczy.  Dla tych, którzy ją ignorują – bywa bezlitosna i spycha ich w otchłań zapomnienia.
Dlatego podział na My i Oni jest dziś konieczny. Nasz gniew jest dziś konieczny. I nasz sprzeciw. Nie okazaliśmy go, gdy był na to czas. Gdy żył nasz Prezydent, gdy mieliśmy wokół ludzi na miarę wolnej Polski. Nie okazaliśmy go wcześniej, gdy Książę Poetów wykrzyczał nam, że  „naród dostał w pysk, napluto na niego, na wszystkie jego marzenia.” Milczeliśmy tak długo, aż wina za smoleńską tragedię naznaczyła wszystkich dających przyzwolenie na zatarcie granic dobra i zła.
Dusza polska jest chora, to prawda. [...] Głównym symptomem tej choroby jest wszak przekonanie, że nic od nas nie zależy, bo wszystkie ważniejsze role rozdano. To jest mentalność człowieka zniewolonego. [...] Najważniejsze, żeby zobaczyć tę polską niemoc i się wkurzyć. Im więcej ludzi to zobaczy i się wkurzy, tym większa szansa, że coś się zmieni. Kiedyś widziałem w filmie taką scenę: mężczyzna otwiera okno w środku nocy i krzyczy, że ma już dość i tak dalej być nie może. Po jakimś czasie zaczynają tak się zachowywać inni i powstaje reakcja zbiorowa. Może to jest jakiś pomysł?” – pytał przed dwoma laty prof. Ryszard Legutko.
Trzeba się wreszcie wkurzyć i nie powtarzać bredni o naszej jedności. Trzeba się wkurzyć, by nie usypiać Polaków opowieściami, jak wspaniałym są społeczeństwem i jak zjednoczyli się w obliczu tragedii. Trzeba się wkurzyć, by zamknąć drogę do kolejnej kampanii nienawiści. To, co chcą z nami zrobić Oni , wymaga otwarcia okien i krzyku w środku nocy.
Wymaga wyznaczenia jawnej nieprzekraczalnej granicy - wobec retoryki rozmywania odpowiedzialności, wobec pokusy relatywizowania postaw. Wymaga wreszcie, by słowa i wybory były wyrażane według jasnych kryteriów dobra i zła, bez „światłocienia” , który jest mową oszustów.   
Jeśli ten podział nie nastąpi, będziemy skazani na „Polskę Ketmanów”, którzy usprawiedliwią każde łajdactwo i z zaprzeczenia rzeczom niezaprzeczalnym uczynią wspólną normę. To Oni  - „światli naprawiacze świata”, tchórzliwi konformiści, bufoni, karierowicze i pospolite kanalie stworzyli przestrzeń własnej miernoty, nieistniejące „państwo Ketmana”, w którym próbują dyktować fałszywą wersję zdarzeń, pisaną językiem łgarzy. W świecie który wznoszą – ich zaprzaństwo ma znieść wszelkie granice, zatrzeć hierarchie i zniszczyć normy. Ma przeczyć istnieniu naturalnego porządku, w którym wybór (choćby i polityczny) dokonuje się zawsze w kategoriach dobra i zła. Nie wolno do tego dopuścić, ponieważ „państwo Ketmanów” zabija nadzieję i niszczy prawdę o naszej rzeczywistości, drwiąc z ludzi zdolnych udźwignąć jej ciężar. Nie wolno – bo takie państwo jest śmiertelnym wrogiem człowieka, wszystkiego, co w nas słabe i potężne, co czyni nas wolnymi i pozwala się zmierzyć z wyzwaniem. Nawet wówczas, gdy przygniata nas ciężar tragedii.
My i Oni to podział dziś konieczny.  Kto boi się takiej dychotomii, niech zostanie w „Polsce Ketmanów”. Ten podział jest  konieczny, by stworzyć nową Polskę.

10 komentarzy:

  1. Panie Aleksandrze-do jak szerokiego grona dotrze panski glos,ilu wejdzie na ta strone.Same slowa nawet najpiekniejsze nie zmienia Polski i polakow.Trzeba dzialan na duza skale aby slowa i mysli takie jak w panskich komentarzach trafily do jak najszerszego grona rodakow.Mowia ze woda drazy skale, tak to prawda lecz my nie mamy czasu .Trzeba i to od zaraz cos wymyslic by jak najszersze kregi polskiego spoleczenstwa mogly to wolanie uslyszec.Mamy- co prawda mala -prase prawicowa moze by zaczela pisac takie wartosciowe przemyslenia.Trzeba sprobowac!

    OdpowiedzUsuń
  2. Zapewniam, że wielu jest wchodzących na tą stronę. Jedni czytają bezpośrednio, inni poprzez rss. Wielu czyta, a kto raz przeczyta, ten tu wraca. Pozdrowienia

    OdpowiedzUsuń
  3. @ Anonimowy
    To my czytelnicy musimy kolportować te teksty. Młodzi czy niezorientowani ludzie czytaliby takie teksty tylko trzeba im podsunąć jakieś ślady.
    Panie Aleksandrze, proszę się nie zrażać, czytamy Pana teksty.

    OdpowiedzUsuń
  4. Panie Aleksandrze,
    młodzi czytają, nawet Ci zagranicą i aż się włos na głowie jeży co będzie jeśli nic się nie zmieni..na lepsze.
    Oby więcej takich ludzi jak Pan, nie obawiających się pisać prawdy.
    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  5. Panie Aleksandrze, mam nadzieję, że nie odmówi mi Pan komentowania na swoim blogu, jak FYM na swoim blogspocie, w którym zostawiłam ostatnio swój komentarz. Nie dosyć, że nie odpowiedział na pozostawiony tam mój komentarz, to zabronił mi (?)w ogóle wypowiadania się (wyłączył opcję komentowania).

    Pozwolę sobie, przedstawić z nieco innej strony; taki jaki pozostawiłam pod blogiem FYM-a:

    "FYM napisał dzisiaj m.in.: "Psychologowie społeczni i socjologowie, gdy nastaną już w Polsce normalne czasy, tj. takie, w których naukowcy nie będą przedstawicielami agentury, powinni zbadać to szczególne zjawisko, jakim jest jednoczenie się ludzi we wściekliźnie."

    FYM-ie, poco Ci opinia jakiegoś psychologa społecznego, czy socjologa, jak możesz uzyskać już teraz odpowiedź, przynajmniej częściową od psychoanalityków "blogowych":) Pragnę przypomnieć, że cała psychologia społeczna i socjologia wyłoniły się z psychoanalizy. Obecnie wszystkie te trzy działy nauki wzajemnie się uzupełniają i rozbudowują swoje koncepcje teoretyczne na bazie doświadczeń i odkryć pozostałych dwóch. Tak to w tej chwili wygląda. A największe jednak doświadczenie mają psychoanalitycy (psychoanaliza ma już ponad 100 lat i ciągle ewoluuje).

    Jednak ja już wielokrotnie pisałam na swoich blogach, skąd takie zachowania. Ci wściekający i ujadający ludzie reagują paranoidalnie; w ich reakcjach ma miejsce tzw. identyfikacja projekcyjna; grupy społeczne potrafią reagować psychotycznie; często reagują z pozycji schizo - paranoidalnej, w której cechą charakterystyczną jest postrzeganie obiektu zewnętrznego jako prześladowcy; ujadając próbują przejąć kontrolę nad prześladowcą, który może w każdej chwili ich unicestwić. Cechą właściwą dla tego zjawiska jest konfrontacyjność zachowania, a brak dialogu. Jest atak, ponieważ obawiają się ataku. To jest atak na urojony atak. Inaczej mówiąc, pierwotne mechanizmy obronne na pierwotny lęk przed unicestwieniem. Reagując tak, tak naprawdę rzutują na zewnątrz, na zewnętrzne obiekty (np. na Kaczyńskich) własne części prześladowcze, a następnie z nimi się identyfikują (z tymi częściami prześladowczymi) i reagują jak prześladowcy. Na tej zasadzie np. polega zjawisko identyfikacji z katem - ofiara w pewnym momencie zaczyna zachowywać się jak kat. To zjawisko chce m.in. przypisać Reykowski także prawicy, która walczyła z lewicą i cały czas do niej jest nastawiona konfrontacyjnie. O ile kiedyś obóz Solidarnościowy był w tzw.pozycji ofiary w stosunku do totalitarystów i katów - lewicy - to teraz prawica chce przejąć pałeczkę "kata", a z lewicy uczynić ofiarę.

    OdpowiedzUsuń
  6. Hanna Segal pisała, że gdyby nie grupy, to pojedyncze jednostki tak reagujące uznano by za schizofreniczne, czy cierpiące na paranoję.

    Jeśli chodzi o Reykowskiego, w ogóle nie jest on dla mnie wiarygodny, choćby z tego względu, że sam od 1949 roku identyfikował się z totalitarystami; więc jak opowiada społeczeństwu, że Kaczyńscy to ludzie autorytarni i totalitaryści,że reagują z pozycji schizo - paranoidalnej, to z czym mamy do czynienia? Oczywiście z jego identyfikacją projekcyjną; tym b-j prawdopodobną, że on nigdy (w odróżnieniu od psychoanalityka) nie przeszedł własnej terapii szkoleniowej; nie ma więc wglądu we własne odszczepione części (np. prześladowcze) i nie zdaje sobie nawet sprawy, że wystawiając swoje diagnozy psychologiczno - polityczne, tak naprawdę projektuje na przeciwników politycznych swoje paranoje - swoich wewnętrznych prześladowców, odszczepione części swojego "ja".

    On próbuje nawiązywać w swych diagnozach do koncepcji psychoanalitycznych, ale jednocześnie nie ma żadnego wglądu w siebie samego (jest tylko teoretykiem). Jest więc niewiarygodny. W jego diagnozach jest wiele tzw. zmiennych zakłócających, tj. jego własnych projekcji. Jak może być wiarygodny psycholog, który od 1949 roku mocno identyfikował się z państwem totalitarnym (jakim był ZSRR), a jednocześnie te same cechy teraz gwałtownie odrzuca i przypisuje Kaczyńskim? Zaprzeczenie, to także mechanizm obronny,właściwy dla pozycji schizo - paranoidalnej.

    PS.
    Właśnie przeczytałam najnowszy wpis Kataryny, w którym zauważa, że Jarosław Kaczyński jeszcze po katastrofie publicznie nie zabrał głosu, a już w mediach pojawiają się głosy, że Kaczyński ZNÓW DZIELI naród. No i z czym mamy tu do czynienia? Z typową identyfikacją projekcyjną (mechanizmem obronnym z pozycji schizo - paranoidalnej) LIBERAŁÓW i LEWICY, którzy przypisują Kaczyńskiemu własne rozszczepienie i paranoje."

    http://venivenissa.blogspot.com/2010/04/fym-i-fenomen-wscieklizny.html

    PS.
    W Salonie już nie komentuję, ponieważ zlikwidowałam tam swoje konto.

    OdpowiedzUsuń
  7. Wie Pan, tylko problem jest następujący - oni mogą sobie zostawać w "Polsce Ketmanów".
    Tylko, że jak oni zostają to zostajemy i my.
    "Polska Ketmanów" od "Polski Zdradzanych" jest znacznie lepiej przygotowana do utrzymywania się w cuglach. Także o wiele lepiej potrafi wykorzystywać typową dla każdego społeczeństwa przewagę idiotów nad myślącymi.
    Potrafi bezbłędnie sięgnąć po tych z "ciepłymi" dowodami osobistymi, po tych z wyrokami i po tych co aspirują do awansu z ćwierćinteligenta na pełnego półinteligenta.

    Na dodatek oni tak fantastycznie wyglądają w garniturach...

    Niezmiennie przypomina mi się końcówka horroru Seven Finchera , w której pada coś takiego:

    Wanting people to listen... you can't just... tap them on the shoulder anymore.
    You have to use a sledgehammer.

    Then you'll get their strict attention.

    W wyniku katastrofy, a może raczej jej bezpośrednich skutków, oberwaliśmy solidnie młotem. Faktycznie, całymi latami wielu nie wystarczało proste w przekazie klepnięcie w ramię.
    Pozostaje mieć nadzieję, że niektórzy oberwali solidniej i się ockną zanim wróci mowa panów "Polski Ketmanów".

    Problem polega na tym, że wygranie prezydentury dla przedstawiciela "Polski Zdradzanych" nie wystarczy.
    Natychmiast po wyborach prezydenckich należałoby wyjść na ulice i zażądać aby parlament i rząd podał się do dymisji.
    Natychmiast, bez zbędnej zwłoki.

    Skala odpowiedzialności rządzących za to co się stało 10-4-10 i co się dzieje nadal jest tak przejmująca i tak przerażająca, że nie chcę się nawet domyślać jak będzie wyglądać rzeczywistość do dnia wyborów parlamentarnych.
    Jakoś nie spodziewam się żeby ci fantastyczni, nowocześni przywódcy mieli choć cień wątpliwości, że moralny mandat do sprawowania władzy stracili bezpowrotnie 10 kwietnia.
    Odbudowanie potęgi nędznych namiestników, których małość i tchórzliwość zobaczyliśmy i widzimy w pełnej krasie, będzie okupione erupcją soków IIIRP.

    Waldemar Łysiak opisał to kiedyś mniej więcej tak, że ludzi można podzielić według postawy na dwie grupy:
    - jedni, wychodzą z burdelu frontowym wyjściem z podniesionym czołem,
    - drudzy uciekają przez wybite w kiblu okienko, bijąc przypadkowych obserwatorów.

    My mamy jakby inną sytuację - woli do opuszczenia burdelu jakoś nie widzę ale baty dla mających odwagę nazwać z imienia publiczny przybytek i jego pensjonariuszy z pewnością będą.

    W przypadku gdyby "Polska Ketmanów" zwyciężyła to czeka nas cztery do ośmiu lat w wariancie grecko-węgierskim, z którego może być trudno się podnieść kiedykolwiek.
    Bez happy-endu made in Hungary.

    Pozdrawiam
    AdamDee

    OdpowiedzUsuń
  8. Obecnie mamy do czynienia z dwiema Polskami:
    (1) 2-gim PRL-em (cytuję za Zbigniewem Siemaszko z weekendowej Rzepy (PlusMinus)),
    (2) oraz IV RP.

    Przestrzenią wspólną dla tych dwóch bytów jest III RP, w której przedstawiciele 2-iego PRL-u od lat zdobywają władze, przywileje, posłuch i, co najgorsze, ...wychowują sobie młodzież. 'Polska Ketmanów' i Michników to twór jak najbardziej realny. Jego personifikacją i głównym bohaterem jest Donald Tusk, czyli wychowany przez 2-gi PRL pożyteczny i naiwny idiota (ja, być może też jestem idiotą to czyniąc, ale Tuskowi nie odmawiam mimo wszystko szczerej wiary w Polskę właśnie, a nie w 2-gi PRL. Mimo to, to jednak on jest produktem 2-giego PRL-u).

    Wybory z 20 czerwca pokażą, czy post-komuna odniesie ostateczne zwycięstwo i pozwoli pożytecznym idiotom zawiesić sobie ŻYRANDOL, czy też w Polakach drzemie siła, która da im siły dokonać wyboru Prezydenta właśnie.

    OdpowiedzUsuń
  9. Coś mi się wydaje, że ktoś miesza na blogach.
    Tu również nie mogłem się za pierwszym podejściem zalogować by przekazać informację o blogu Kataryny.
    Blog Kataryny nie działa.
    Proszę sprawdzić!
    Ktoś od wczoraj miesza na jej blogu.
    Pozdrawiam wszystkich gotowych budować nową prawą bez Ketmanów.

    Olać wymiotną i jej czerwone przybudówki!
    Do kosza na śmieci je WRZUĆ !!!!

    OdpowiedzUsuń
  10. CHCE SIE WOŁAC I KRZYCZEĆ POMÓZMY POLSCE. NIE POZWÓLMY POLSZEWICKIEJ PO ZAWŁADNĄĆ POLSKĄ. NIECH MŁODZI CI CO ZBIERALI PODPISY, A TO SUMA 1 MILION 650 TYS. GŁOSÓW JEST WYMOWNA, NIECH PRZEKAZUJA PRAWDE O GROŻBIE JAKA WISI NAD NASZYM KRAJEM Z KRWAWYM KOMOROWSKIM I PO. ŻADEN Z NICH JUZ NIE POWINIEN WEJŚĆ DO SEJMU RP. TO NASZE ZADANIE. WYBIERZMY POPROSTU POLSKĘ.

    OdpowiedzUsuń