Nie będziemy razem, bo nie ma przyzwolenia na zdradę o świcie i na fałsz przekraczający ludzką miarę. Nie możemy być razem, bo nasz gniew jest dziś bezsilny, gdy zabrano nam tylu niezastąpionych. Nigdy nie będziemy razem, bo pamiętamy - kto siał nienawiść i chciał zebrać jej żniwo.

czwartek, 18 marca 2010

SB. ZBRODNIE NIEPRZEDAWNIONE.

Polityka antykościelna komunistów zawsze była sterowana przez centralne władze partyjno-rządowe. Tak było za rządów Władysława Gomułki, Edwarda Gierka, jak i w czasach gen. Jaruzelskiego. Systematycznie rozbudowywanym pionem prowadzącym walkę z Kościołem był Departament IV Ministerstwa Spraw Wewnętrznych. Jego działania przeciwko Kościołowi były koordynowane z Urzędem ds. Wyznań. W 1973 r. obok dotychczasowych wydziałów Departamentu IV powstała nowa operacyjna Grupa "D" do specjalnych zadań dezintegracyjnych. W 1977 r. Grupa "D" została podniesiona do rangi osobnego Wydziału VI Departamentu IV, a do walki z Kościołem w kilku miastach powstały komórki "D".

Praca funkcjonariuszy tej formacji była głęboko zakonspirowana. Planowane zadania do spełnienia wyznaczał im poufnie bezpośrednio sam dyrektor departamentu; nie prowadzono żadnej dokumentacji, od razu niszczono materiały operacyjne. O działaniach na bieżąco było informowane kierownictwo resortu, kilku najwyższych członków KC PZPR i szef Urzędu ds. Wyznań Adam Łopatka.

Po raz pierwszy w III RP, próbę ujawnienia zbrodniczej działalności bezpieki podjęła w 1991 r. Komisja Nadzwyczajna do Zbadania Działalności Ministerstwa Spraw Wewnętrznych w PRL, powołana przez Sejm X kadencji, pod przewodnictwem Jana Rokity. Komisja, zgodnie z poleceniem Komitetu Helsińskiego, miała zbadać przypadki niewyjaśnionych zgonów w czasie stanu wojennego. Istniało uzasadnione domniemanie, że ich sprawcami mogli być ludzie z kręgów podległych MSW. Mimo ogromnych utrudnień i ograniczeń tzw. Komisja Rokity w sprawozdaniu ze swoich badań uznała na 122 przebadane przypadki - aż 88 niewyjaśnionych zgonów zdecydowanie kwalifikujących się do wszczęcia postępowania karnego. W podanej liczbie 88 nie badano okoliczności zabójstwa księży: Jerzego Popiełuszki, Stefana Niedzielaka i Sylwestra Zycha, albowiem w ich sprawie prowadzono już postępowania prokuratorskie. Oprócz tych księży na liście niewyjaśnionych zgonów znalazły się nazwiska: ks. Stanisława Suchowolca, ks. Antoniego Kija, ks. Stanisława Kowalczyka i ks. Stanisława Palimąki. Kończąc pracę komisja skierowała do specjalnego Zespołu do spraw Nadzoru Szczególnego wnioski i zarzuty dotyczące poszczególnych, niedokończonych dochodzeń w sprawach niewyjaśnionych śmierci, porwań, podpaleń. W aktach większości z nich, powtarzały się te same sformułowania: "Nie można ustalić sprawcy oraz okoliczności zdarzenia, brak przesłanek, aby podjąć śledztwo na nowo, brak możliwości jednoznacznej oceny okoliczności śmierci". Istotna część Raportu komisji Rokity została utajniona w 1991 r. decyzją ministra spraw wewnętrznych Henryka Majewskiego, natomiast sam raport jest dostępny w Bibliotece Sejmowej. Prokurator Andrzej Witkowski, który w latach 90. prowadził śledztwo zmierzające do wykrycia mocodawców zabójstwa księdza Jerzego był zbulwersowany faktem utajnienia części dokumentu i twierdził, że decyzja ta służyła ochronie konkretnych osób, wcześniej pracujących w komórkach „D” MSW, a później w Urzędzie Ochrony Państwa. Znamy jednak nazwiska esbeków „pracujących” w komórkach „D”, a jednym z nielicznych, zachowanych śladów ich bandyckich działań jest lista duchownych archidiecezji warszawskiej z 25 września 1984 r., których „wrogą działalność” należało „przerwać”. Znajdują się na niej nazwiska: ks. Teofila Boguckiego, ks. Jerzego Popiełuszki, ks. Jana Sikorskiego, ks. Stanisława Małkowskiego, ks. Leona Kantorskiego.

Wiemy dziś, że ksiądz Jerzy – nie był pierwszym, ani ostatnim kapłanem zamordowanym za wiarę. Jego beatyfikacja z pewnością sprawi, że stanie się symbolem kapłana – męczennika, uosobieniem tych wszystkich kapłanów, którzy przed Nim i po Nim ponieśli męczeńską śmierć z rąk komunistycznych oprawców. Większość tych zabójstw było zaplanowanych i bezpośrednio nadzorowanych przez funkcjonariuszy partii komunistycznej. Listy niewygodnych dla władz księży pojawiały się na biurkach przywódców partii co najmniej od 1948 r., a poszczególne przypadki omawiano na posiedzeniach partyjnych instancji do lat osiemdziesiątych. Wielokrotnie cytowałem na tym blogu cyniczne słowa gen. Jaruzelskiego z posiedzenia Rady Ministrów z listopada 1984 roku, wypowiedziane tuż po zabójstwie księdza Jerzego.

W oczekiwaniu na beatyfikację Patrona „Solidarności”, warto dziś przypomnieć niektóre postaci kapłanów zamordowanych w okresie lat PRL-u. Poza powszechnie znanymi przypadkami księży: Suchowolca, Niedzielaka i Zycha, wiadomo o przynajmniej kilkudziesięciu zabójstwach księży za wiarę. Choć nie wszystkie dotyczą okresu działalności Grupy „D” – to każdy z nich jest dowodem nienawiści, z jaką zbrodnicze struktury komunistycznego państwa traktowały polski Kościół.

Jako pierwszą, znaną ofiarę wymienia się kapelana ZWZ-AK, kapłana diecezji przemyskiej Michała Pilipca (1912–1944), zamordowanego przez funkcjonariuszy UB w grudniu 1944 r. Pewne okoliczności tej zbrodni znane są z relacji Stanisława Rybki, który był razem w celi z ks. Pilipcem i cudem uszedł śmierci z rąk oprawców: „Upłynęła prawie godzina czasu, gdy otworzono drzwi i do celi wepchnięto księdza Michała Pilipca. Znęcano się nad nim zajadle. Nie mógł stać o własnych siłach. Doskoczyłem do niego z Józefem Batorem i pomogliśmy mu podejść do siennika. Następnie położyliśmy go na nim. Był strasznie zmasakrowany. Sutanna jego była w wielu miejscach popękana. Na ciele miał wiele ran. Z pęknięć skóry na głowie sączyła się krew. Wił się z bólu”. Wkrótce odbył się doraźny „sąd” pod przewodnictwem wojewódzkiego komendanta MO w Rzeszowie, kpt. Zygmunta Bieszczanina, który skazał ks. Pilipca na śmierć. Po północy, z 7 na 8 grudnia 1944 r. ksiądz i inni skazańcy zostali wywiezieni do Lasów Głogowskich i zamordowani strzałem w tył głowy. Zwłoki, częściowo spalone, porzucono w lesie, nawet ich nie zakopując.

Kolejną ofiarą komunistów był jezuita ks. Władysław Gurgacz (1914–1949) małopolski kapelan „Żandarmerii” - Polskiej Podziemnej Armii Niepodległościowej na Sądecczyźnie, skazany na śmierć w 1949 r.. Ksiądz Gurgacz dobrowolnie oddał się w ręce UB, nie chcąc opuścić aresztowanych towarzyszy broni. Wojskowy Sąd Rejonowy w Krakowie skazał go 13 sierpnia 1949 r. (przewodniczący składu, sędzia ppłk Władysław Stasica, prokurator Henryk Ligięza; Bolesław Bierut nie skorzystał z prawa łaski). Wyrok wykonano 14 września w krakowskim więzieniu na Montelupich.

Ksiądz Lucjan Niedzielak (1904–1947), kuzyn zamordowanego w 1989 r. ks. Stefana Niedzielaka, - proboszcz w Huszlewie w diecezji siedleckiej, kapelan AK i WiN, zamordowany przez miejscowego pracownika UB. Scenariusz działań bezpieki, prowadzący do zgonu kapłana, był analogiczny jak te, które doprowadziły do zgonów księży w latach osiemdziesiątych, w tym jego kuzyna Stefana. Ksiądz skarżył się, że UB przez swoich konfidentów rozpuszcza plotki o planowanym zamachu WiN na jego życie i że nic dobrego to nie wróży. „Ja najprawdopodobniej zginę – mówił z przekonaniem.. Zamordował go 5 lutego 1947 r. Edmund Szczęśniak z PUBP w Radzyniu. Ubek, jeszcze w 1945 r. w radzyńskim areszcie śledczym PUBP namawiał torturowanego żołnierza AK „Urwisa”, by za cenę zwolnienia zamordował księdza Niedzielaka. Bezskutecznie. Sam mówił: „Księdza tyz spzątniem. I świnty krucyfiks nie pomoze!

Nieco bardziej znany jest przypadek księdza Jana Szczepańskiego (1890–1948) – ze względu na podobieństwo z zabójstwem księdza Jerzego, nazywanego „lubelskim Popiełuszką”. Duchowny „słynął z ostrych wystąpień antykomunistycznych”, za co był wielokrotnie napominany przez urzędników partyjnych oraz funkcjonariuszy UB i milicjantów z Lubartowa. W nocy z 22 na 23 sierpnia 1948 r. na plebani w Brzeźnicy Bychawskiej rozpoczął się dramat księdza. Napastnicy weszli przez okno do budynku, następnie dokonali pozorowanej rewizji, podczas której rozsypali pieniądze z tacy i rozrzucili różne osobiste rzeczy po mieszkaniu. Niczego nie zabrali z plebani, natomiast wypili kilka butelek wina mszalnego. Gospodynię proboszcza zamknęli w piwnicy. Księdza Szczepańskiego zmusili do założenia butów, płaszcza i kaszkietu, związali mu ręce i wyprowadzili na dwór. Następnie kazali położyć się na wozie i przykryli derką.

Po dwóch tygodniach poszukiwań, 3 września, mieszkanka wsi Wola Skromowska zauważyła na Wieprzu zaczepione o korzenie ciało człowieka. W obecności rodziny księdza dokonano lekarskich oględzin zwłok – według opinii lekarza duchowny zginął trzeciego dnia po uprowadzeniu. Ciało nosiło ślady nieludzkich tortur – ręce były związane, twarz opuchnięta, liczne siniaki na plecach, paznokcie jednej ręki i nogi zerwane, oczy wydłubane, język i genitalia wycięte, bok głowy przestrzelony. Jednakże strzał w głowę nie stanowił bezpośredniej przyczyny śmierci. W płucach znajdowała się woda, co świadczyło, że powodem śmierci było utopienie.

Po latach – dzięki śledztwu prowadzonemu przez lubelską Okręgową Komisję Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu, okazało się, że mieszkańcy z okolicznej wsi widzieli morderców uprowadzających księdza. Jeden z nich na łożu śmierci przyznał się do zbrodni. Inicjatorem był lubartowski UB, gdzie sporządzono listę kilkudziesięciu osób przeznaczonych „do likwidacji”. Na liście widniało również nazwisko ks. Szczepańskiego

Ksiądz Roch Łaski (1902–1949) był kapłanem diecezji łódzkiej. W latach 1941–1945 więzień obozu hitlerowskiego w Dachau, następnie jako major służył w Polskich Siłach Zbrojnych na Zachodzie. Kiedy w 1946 r. powrócił do Polski przez punkt repatriacyjny w Legnicy, miał na sobie mundur wojskowy z dystynkcjami i krzyżem w klapie. Zachowanie księdza drażniło ubowców. Wielokrotnie był szykanowany, wzywany na przesłuchania, a co jakiś czas wywlekano go do lasu i tam katowano.

W Wielki Piątek 1949 r. księdza Łaskiego aresztowano przy ołtarzu i wywieziono na przesłuchanie, podczas którego był torturowany. Następnie przewieziono go na oddział neurologiczny szpitala w Łodzi. Tam powtórzył matce i siostrze, które uzyskały zgodę na odwiedziny, słowa jednego z ubeków: „Ksiądz mógł Dachau przeżyć, ale UB ma lepsze metody i tu ksiądz nie przeżyje”. Zmarł na skutek odniesionych obrażeń 13 maja 1949 r..

Ksiądz Roman Kotlarz (1928–1976) kapłan diecezji sandomierskiej. Szykanowany przez komunistów od końca lat pięćdziesiątych. Jednocześnie duchownego dręczyli uporczywie i regularnie funkcjonariusze SB. W tajemnicy, ale w istocie rzeczy na oczach parafian, umierał „na raty”. Na początku lat siedemdziesiątych był inwigilowany i wielokrotnie bity przez „nieznanych sprawców”. W 1976 r. brał udział w tzw. wypadkach radomskich: błogosławił manifestantów, mówił w kazaniach o buncie robotników z 1970 r. W lipcu i sierpniu 1976 r. esbecy wielokrotnie nachodzili księdza Kotlarza nocami. Świadkiem jednej z ich "wizyt" na plebani była Krystyna Stancel. Przygotowywała ks. Kotlarzowi posiłek, gdy usłyszała pukanie do drzwi. "Ja mówię: Proszę księdza, ktoś puka. - To otwórz. Ja pytam: Kto jest? - Koledzy księdza. Weszło trzech panów. No i ten pan do mnie: - Gdzie ksiądz? Ja mówię: W pokoiku. Zresztą sama otworzyłam drzwi i do księdza weszło dwóch panów, a trzeci został ze mną. (...) Przymknęli drzwi. Usłyszałam, jak ksiądz upadł na podłogę i zaczął jęczeć. Mówił: O Jezu, o Jezu! I zaczęłam krzyczeć. (...) Ksiądz mówi: Dziecko, uciekaj do dzieci! (...) Ja uciekłam". Wcześniej Krystyna Stancel została uderzona pałką w plecy. Ksiądz Kotlarz dostał takich ciosów zapewne o wiele więcej. Mechanizm bicia był najprawdopodobniej taki: jeden funkcjonariusz uderzał tak, aby ksiądz wpadł na drugiego, tamten zadawał kolejny cios i tak w kółko, aż uznali, że wystarczy. Gdy zależało im, aby nie było widocznych śladów na ciele, to zawijali księdza w dywan i tłukli drewnianą nogą od krzesła. Ostatni raz został pobity w sierpniu 1976 roku. Esbecy przyjechali w nocy i po wtargnięciu na plebanię odprawili opisany "rytuał". Gdy było po wszystkim, wyszli. Ich samochód nie chciał jednak ruszyć. Na swoje nieszczęście ksiądz zdołał się wyczołgać przed plebanię. Zauważył to jeden z esbeków i wrócił, żeby go uciszyć. Kapłan został skatowany po raz drugi. Tę historię funkcjonariusze SB opowiadali sobie później przy wódce. Ten, który jako ostatni miał pobić księdza, zapił się na śmierć, zmarł na nowotwór wątroby. Koledzy z pracy śmiali się, że to pewnie "za Kotlarza". Ksiądz po tym pobiciu stracił przytomność, podczas odprawiania mszy 15 sierpnia 1976 roku. Trzy dni później zmarł. Sprawę o morderstwo umorzono w 1991 r.

Już w latach osiemdziesiątych, do głośniejszych należała śmierć ks. Stanisława Kowalczyka (1935–1983), o. Honoriusza, dominikanina z Poznania. Był znanym i cenionym duszpasterzem akademickim. Służył jako kapelan strajkującej młodzieży w 1981 r., odprawiał za ojczyznę, pomagał internowanym. SB przez wiele lat prowadziła jego inwigilację. Został śmiertelnie ranny 17 kwietnia 1983 r. w tajemniczym wypadku, uderzając na równej drodze samochodem w drzewo we wsi Wydartowo k. Mogilna. Zmarł 8 maja ,w wieku 48 lat.

W podobnych okolicznościach zginął ksiądz Stanisław Palimąka (1933–1985) z diecezji kieleckiej, szykanowany przez komunistów od 1966 r. 27 lutego 1985 r. ks. proboszcz Palimąka zawiózł do punktu katechetycznego kleryka katechetę. W porze obiadowej siostra proboszcza, która pomagała bratu w prowadzeniu gospodarstwa, w oczekiwaniu na księdza wyszła przed garaż pod plebanią. Zobaczyła martwego kapłana przy jego samochodzie fiat 125, który zatrzymał się na drzwiach garażu. Deski z solidnie wykonanych drzwi zostały wybite z ram. Według oficjalnej wersji, auto - staczając się do garażu z podjazdu o długości 12 m i o nachyleniu 12 stopni - najechało na ks. Palimąkę, powodując jego śmierć. Wojewódzki Urząd Spraw Wewnętrznych w Krakowie musiał się bardzo spieszyć z ustaleniem przyczyny zgonu kapłana, skoro już 30 marca 1985 r. umorzył dochodzenie, nie stwierdzając przestępstwa. Sekcja zwłok ks. Palimąki wykazała; złamanie podstawy czaszki, stłuczenie mózgu, krwiak podpajęczynkowy, rany tłuczone twarzy po stronie prawej i złamanie prawego uda. Sprawę zamknięto, uznając śmierć księdza za nieszczęśliwy wypadek.

Osobnym sprawą są zabójstwa i próby zabójstw księży dokonane po 1989 r. W tajemniczym wypadku poniósł śmierć ks. Marian Rafała, pracujący w parafii NMP w Białymstoku razem z ks.Suchowolcem. Duchowny spał feralnej nocy w tym samym budynku plebani, w którym 30 stycznia 1989 r. zmarł na skutek zaczadzenia ks. Suchowolec. Następnie w mieszkaniu ks. Rafały dokonano włamania. Wieczorem 30 października 1995 r. odebrał telefon od osoby podającej się za księdza werbistę. Kilka godzin później, jadąc na spotkanie zginął koło wsi Radule, na trasie Białystok–Warszawa, w samochodzie, który wbił się w drzewo. W krwi zmarłego znaleziono ślady dużej dawki alkoholu, choć znajomi księdza twierdzili, że był abstynentem.

IPN od kilku lat prowadzi śledztwo w sprawie tajnej grupy przestępczej, działającej w ramach departamentów IV i III MSW - jakim była Grupa „D". Nie bez powodu, esbeków z tej grupy kojarzy się z zabójstwem ks. Jerzego oraz przypisuje się im wiele innych morderstw i aktów terroru. Prokuratorzy IPN zamierzają rozpracować tę strukturę - ustalić nazwiska, metody i zebrać twarde dowody zbrodniczej działalności. A na koniec - doprowadzić winnych pod sąd

Na przeszkodzie planom IPN może stanąć nowelizacja ustawy o Instytucie, forsowana przez polityków Platformy. Zakłada bowiem ona, że agenci i oficerowie służb PRL będą mogli dostawać z archiwum kopie wszelkich dokumentów na swój temat. Dziś osoby te nie mają dostępu do dokumentów wytworzonych przez nich w ramach działań w komunistycznych służbach. W uzasadnieniu zmian PO napisała, że „stało to w kolizji z prawem do obrony przez posądzonych o współpracę ze służbami PRL”. Z ustawy chce się również wykreślić artykuł o odmowie udostępniania akt służb PRL osobom, których służby te traktowały jako "tajnych informatorów lub pomocników przy operacyjnym zdobywaniu informacji". W praktyce – dostęp esbeków i donosicieli do akt IPN doprowadzi do zablokowania lub zafałszowania szeregu najważniejszych śledztw dotyczących zbrodni komunistycznych – w tym działań Grupy „D”.

Podobne znaczenie dla wielu spraw, może mieć wykreślenie z listy komunistycznych organów bezpieczeństwa Urzędu do Spraw Wyznań, co ma związek z orzeczeniem Trybunału Konstytucyjnego z maja 2007 roku.

Dziś wielu esbeków, zrzeszonych w różnego typu organizacjach „kombatanckich” uważa się za poszkodowanych i prześladowanych politycznie, odbierając m.in. w tych kategoriach tzw. emerytalną ustawę deubekizacyjną. Powstaje nawet inicjatywa utworzenia "fundacji wsparcia poszkodowanych przez IV RP". Dość odwiedzić stronę internetową Związku Byłych Funkcjonariuszy Służb Ochrony Państwa – by zrozumieć, jaką nienawiścią kierują się ci ludzie i jaki mają stosunek do swojej „pracy”.

Pomimo, iż znane są personalia funkcjonariuszy działających w Grupie „D”, żaden z nich nie poniósł dotąd kary za swoje czyny. W emitowanym przed kilkoma laty telewizyjnym dokumencie o prześladowaniu ks.Isakowicza - Zalewskiego przez bandytów z grupy „D", mogliśmy usłyszeć pełne chamstwa i buty wypowiedzi esbeków, nie kryjących nawet, że są dumni ze swojej działalności.

Tekst poświęcony kapłanom zamordowanym przez zbirów policji politycznej, niech stanowi otwarcie cyklu, w którym spróbuję przedstawić działalność funkcjonariuszy bezpieki, w tym Grupy „D” ; wskazać, czym zajmowali się w czasach PRL-u i kim są dziś, w III RP.

Dlaczego?

Odpowiedzią będą słowa dzisiejszego posła Platformy Antoniego Mężydły, którego w 1984 roku porwali toruńscy esbecy. Po przewiezieniu do lasu, przykuli go do drzewa i udawali, że kopią mu grób. Potem przewieźli do budynku pod Toruniem i torturowali. Odtwarzali przy tym z taśmy głos jego narzeczonej, którą też porwali.

Nie pytam – dlaczego dziś Mężydło należy do partii, która chce przed Polakami ukryć prawdę o zbrodniach bezpieki?

Organem, który łamał kręgosłupy, było SB” - mówił przed kilkoma laty Mężydło – „Dlatego uważam, że nazwiska pracowników SB powinny być publikowane. Społeczeństwo powinno znać prawdę”.

Źródła:

http://www.ipn.gov.pl/download.php?s=1&id=3935

Marek Lasota - O raporcie Sejmowej Komisji Śledczej poświęconym Grupie "D" w MSW Biuletyn IPN 1/ 2003

http://www.wiara.informacje.int.pl/czytaj-189.html

http://mtrojnar.rzeszow.opoka.org.pl/ksieza_niezlomni/roman_kotlarz/

http://www.wiara.informacje.int.pl/czytaj-354.html

http://cogito.salon24.pl/77790,bo-zlych-inaczej-pokonac-nie-mozna

http://cogito.salon24.pl/77770,iii-rp-czy-trzecia-faza-czesc-2-na-poczatku-byla-zbrodnia

http://cogito.salon24.pl/77747,gra-zbrodnia-falszerze-z-wsi

http://cogito.salon24.pl/77742,czy-iii-rp-zaczela-sie-nad-grobem-ksiedza-popieluszki

Jacek Żurek, „W obliczu śmierci. Zabójstwa osób duchownych w powojennej Polsce (1944–1989), [w:] Represje karne wobec osób duchownych i konsekrowanych w PRL w latach 1945–1989, red. A. Grześkowiak, Lublin 2004, s. 263–324.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz