Nie będziemy razem, bo nie ma przyzwolenia na zdradę o świcie i na fałsz przekraczający ludzką miarę. Nie możemy być razem, bo nasz gniew jest dziś bezsilny, gdy zabrano nam tylu niezastąpionych. Nigdy nie będziemy razem, bo pamiętamy - kto siał nienawiść i chciał zebrać jej żniwo.

niedziela, 18 stycznia 2009

III RP CZY „TRZECIA FAZA”? – cz.5 – ROLA AGENTURY

„Wdrażanie programu Dezinformacji może być w pełni zrozumiane tylko wtedy, jeśli weźmie się pod uwagę wykorzystywanie przez komunistów ich potencjału wywiadowczego, a szczególnie agentów wpływu, działających zarówno na Zachodzie, jak i w krajach komunistycznych. Ponieważ zwykle brakuje dokładnych informacji na ten temat, oceny wpływów komunistycznych w konkretnych krajach czy obszarach rzadko uwzględniają zasoby komunistycznych służb wywiadowczych”. – pisał Golicyn w książce „Nowe kłamstwa w miejsce starych, komunistyczna strategia podstępu i dezinformacji”- ilustrując na przykładzie Finlandii użycie sowieckiej agentury wpływu. Ta kategoria tajnych współpracowników nie ma ścisłego określenia. Oddanie łącznej, charakterystyki tej struktury utrudnia duże zróżnicowanie i zindywidualizowanie operacji wywiadowczych, odmienność lokalnych warunków działania oraz różnorodność motywów podejmowanej współpracy. W przeszłości najliczniejszą grupę stanowili agenci, działający z pobudek ideowych, ale korzystający z materialnego wsparcia tajnych służb, głównie dla utrzymania organizacyjnych form reprezentowanego ruchu i jego propagandy. Później zastąpili ich płatni agenci. Z takich właśnie związków rozwinął się w drugiej połowie XX w. wywiad polityczny i agentury wpływów.

„Zadaniem agentów wpływu jest urabianie opinii publicznej lub określonych środowisk w danym kraju. Urabianie w różnym kierunku. Najczęściej chodzi o pozyskanie sympatii dla państwa, dla którego się pracuje, czasami dla służb, dla których się pracuje. Mogą też być bardziej zawiłe kombinacje, na przykład tworzenie atmosfery niechęci wobec kogoś lub czegoś” – tak zadania agentów wpływu przedstawiał człowiek „dobrze poinformowany”, szef PRL-owskiej bezpieki Czesław Kiszczak.

Jest rzeczą oczywistą, że tak złożona, wielowymiarowa kombinacja, jaką było doprowadzenie do obrad „okrągłego stołu” musiała zakładać użycie agentury wpływu, ale też licznych osobowych źródeł informacji, w tym wszelkiej maści tajnych współpracowników. Trudno też zakwestionować fakt, że policja polityczna PRL miała ogromny – jeśli nie kluczowy – udział w przeprowadzeniu „transformacji ustrojowej”. Jednakże precyzyjne wskazanie konkretnych, udokumentowanych przykładów działalności agentury wpływu na procesy zachodzące w Polsce lat 80-tych, wydaje się nierealne. Trafnie przedstawiona, przez Rafała Brzeskiego charakterystyka działań najcenniejszej agentury, wyjaśnia przyczyny tego stanu:

„Agent wpływu nie wykrada tajemnic z sejfów i nie sposób go przyłapać na „gorącym uczynku”. Najczęściej nie kontaktuje się potajemnie z oficerem prowadzącym i nie otrzymuje od niego instrukcji wywiadowczej lub wynagrodzenia. Wyjeżdża na jawne seminaria lub konferencje naukowe, pobiera stypendia naukowe lub wykłada na zagranicznym uniwersytecie, zagraniczni wydawcy publikują jego książki, otrzymuje nagrody twórcze, spotyka się z politykami, ludźmi ze świata gospodarki i nauki. Zebrane „wrażenia” ubrane we „własne przemyślenia” publikuje w mediach lub rozpowszechnia w „politycznych salonach” albo podczas spotkań z politykami i decydentami własnego kraju. Formalnie nie robi nic nielegalnego, tylko skutki jego działalności są niszczące.”

Dlatego zawsze, gdy mamy do czynienia z sytuacjami, w których można dopatrywać się działań agentury wpływu – czy będzie to sugestia dotycząca wyjazdu księdza Popiełuszki do Rzymu, autorstwa Kiszczaka, przedstawiona przez hierarchę kościelnego jako własna, czy też artykuły prasowe i memoriały z propozycjami „paktów antykryzysowych” –będziemy zawsze poruszać się w sferze domniemań i spekulacji. Choć w dalszej części przedstawię przykłady takich działań, przestrzegałbym przed formułowaniem jednoznacznych wniosków. Wiele zdarzeń z lat 80-tych, związanych z działaniem struktur „Solidarności” czy stanowiskiem Kościoła Katolickiego, można zakwalifikować w kategoriach inspirowanych przez agenturę wpływu. Czy takimi były rzeczywiście – nie sposób odpowiedzieć.

Można natomiast, z całą pewnością, prześledzić proces adaptacji aparatu bezpieczeństwa PRL, do wyznaczonej mu przez sowieckich strategów roli moderatora i „konwojenta” polskich przemian. To niewątpliwie jeden z najważniejszych elementów, decydujących o powodzeniu operacji.

Momentem, który zapoczątkował ten proces, było powierzenie w roku 1981 nadzoru nad ministerstwem spraw wewnętrznych Czesławowi Kiszczakowi – oficerowi Informacji Wojskowej, szefowi WSW i II Zarządu Sztabu Generalnego. Z pewnością, ta nominacja stanowiła zapowiedź rozprawy z „Solidarnością”, ale jej głębszy sens ma związek z długofalową strategią sowiecką. Zadaniem Kiszczaka było skonsolidowanie wszystkich – wojskowych i cywilnych formacji policji politycznej PRL do walki z opozycją oraz rozbudowa sieci agenturalnej. Jeszcze jako szef służb wojskowych, w listopadzie 1980 r. Kiszczak wydał "Wytyczne do planowania działalności WSW na rok 1981", w których nakazał rozbudowę agentury zarówno w objętych kontrolą WSW jednostkach, wśród żołnierzy i ich rodzin, ale też w obiektach i zakładach przemysłowych, jak i w cywilnym otoczeniu ich działalności.

Ścisła integracja służb i rozbudowa sieci agenturalnej była, według koncepcji przedstawionej przez Golicyna, jednym z kroków na drodze zmierzającej do „transformacji ustrojowej”. Kiszczak wykonał swoje zadanie i doprowadził do ścisłej współpracy „wojskówki” z cywilną bezpieką. Było to o tyle łatwe, że obie służby łączył jeden, podstawowy cel – walka ze społeczeństwem w obronie dominacji sowieckiego okupanta. Wybór Kiszczaka – najwierniejszego z wiernych, stanowił dostatecznie mocne potwierdzenie, że był człowiekiem, którego Kreml obdarzał ogromnym zaufaniem. Na stanowisku ministra spraw wewnętrznych Kiszczak zastąpił Mirosława Milewskiego – topornego „sowieciarza”, generała MO, którego liczne, przestępcze działania( choćby afera „Żelazo”) Sowieci akceptowali, dopóki był im potrzebny. Ta zmiana „jakościowa” zapowiadała nowe zadania, jakie stawiano przed policją polityczną PRL.

Warto zauważyć charakterystyczną prawidłowość, związana z rozbudową sieci agenturalnej.

Od 1981 r. wzrost liczebności tajnych współpracowników miał charakter lawinowy i sięgał blisko 30 proc. rocznie. Dynamika wzrostu początku lat 80- tych, była porównywalna z pierwszą połową lat 50 -tych. Znamienny był najszybszy wzrost liczby tajnych współpracowników w roku 1982 oraz po zniesieniu stanu wojennego. W rekordowym 1984 r. liczba pozyskanych tajnych współpracowników w całym kraju (18 756) była ponad trzykrotnie większa niż liczba wyeliminowanych (5442). Gwałtowny wzrost liczby agentury nie wynikał wyłącznie z zagrożenia władz komunistycznych przez konspiracyjne struktury „Solidarności”, ale z celowej polityki kierownictwa resortu spraw wewnętrznych. Kiszczak forsował rozwój sieci agenturalnej jako podstawowej metody kontroli społeczeństwa. Liczba spraw operacyjnych pod koniec 1984 r. osiągnęła poziom 24 343, zbliżony do stanu z 1956 r. (24 170). W latach 1986–1988 odnotowano dalszy, choć już słabszy niż w początku lat 80. wzrost ogólnej liczby TW w pionach operacyjnych SB. Według dostępnych danych cząstkowych oraz wykonanych na ich podstawie szacunków najwyższy w historii PRL wzrost liczebności tajnych współpracowników nastąpił pod koniec 1988 r., gdy ich liczba sięgnęła niemal 100 tys. Było to więcej niż w szczytowym okresie epoki stalinowskiej. Jeśliby doliczyć do tej liczby kontakty operacyjne (około 15 tys. w roku 1985), służbowe oraz lokale kontaktowe, to ogólna liczba osobowych źródeł informacji znacznie przekraczała 100 tys. Dane te należałoby jeszcze zweryfikować o liczbę agentury służb wojskowych. Raport z Weryfikacji WSI wskazuje na blisko 10 tysięcy współpracowników tych służb w roku 1990. Wszystkie instrukcje operacyjne z tego okresu kładą szczególny nacisk na pozyskiwanie TW i ustanawiają limity werbunkowe. Podczas jednej z narad resortu MSW (październik 1982 r.) pod przewodnictwem gen. Kiszczaka, przedstawiono zalecenia dla KW MO, których przedstawicielom radzono, aby „zintensyfikować pracę nad pozyskiwaniem osobowych źródeł informacji oraz pracę z tymi źródłami […] uznano, że każdy pracownik operacyjny powinien mieć na łączności do 25 źródeł i średnio odbywać dwa spotkania dziennie”. Pod pojęciem „źródła” rozumiano TW, kontakty operacyjne, służbowe i konsultantów. Warto zaznaczyć, że skuteczna praca SB bez tajnych współpracowników oraz pozostałych osobowych źródeł informacji nie byłaby możliwa. Liczna sieć tajnych współpracowników umożliwiała SB szerokie kontrolowanie społeczeństwa, a także wpływanie na los konkretnych osób i środowisk.

Należałoby zatem postawić pytanie: o związek rozbudowy sieci agenturalnej, z celami komunistycznej strategii. Jak bowiem wyjaśnić, że najwyższy w historii PRL wzrost liczby tajnych współpracowników nastąpił właśnie w roku 1988 – w czasie – gdy władza komunistyczna otwarcie już zmierzała do zawarcia „historycznego kompromisu”?

Trzeba podkreślić, że aparat bezpieczeństwa, będąc policją polityczną państwa totalitarnego, nie ograniczał się jedynie do walki z przejawami opozycji politycznej i oporu społecznego, ale dążył do objęcia swoją kontrolą właściwie wszystkich form aktywności obywateli PRL-u. Wbrew rozpowszechnionemu przekonaniu, funkcja represyjna nie była jedyną funkcją bezpieki w komunistycznym systemie władzy. Obok niej aparat bezpieczeństwa wypełniał również funkcje kontrolną oraz funkcję diagnostyczno-zapobiegawczą (informacyjno-polityczną), które, choć stanowiły przez lata mniej znaną „twarz bezpieki”, były co najmniej równie ważne, jak funkcja represyjna.

Jak zauważa Zdzisław Zblewski z krakowskiego oddziału IPN, w opracowaniu „Aparat bezpieczeństwa wobec opozycji”- Bezpieka stanowiła dla kolejnych ekip rządzących jedno z najistotniejszych źródeł informacji o sytuacji w kraju. Przekazywane przez policję polityczną raporty i analizy pozwalały nie tylko rozpoznać stan nastrojów społecznych, ale także przewidywać pojawienie się ewentualnych zagrożeń w przyszłości. Znaczenie tej funkcji aparatu bezpieczeństwa wzrosło zwłaszcza w ostatniej dekadzie PRL-u”.

Autor opracowania zwraca również uwagę na zjawisko rosnących wpływów bezpieki w okresie lat 80-tych: „Oczywiście, możliwość wywierania wpływu na decyzje podejmowane przez, skupione wokół generała Jaruzelskiego, centrum władzy była przywilejem jedynie niewielkiej garstki wybranych funkcjonariuszy wysokiego szczebla z generałami Kiszczakiem, Pożogą oraz majorem Garstką na czele. Nie ulega jednak wątpliwości, że przedstawiane przez nich propozycje konkretnych przedsięwzięć politycznych były efektem wysiłków całego aparatu bezpieki. Sądzę również, że w miarę postępów procesu polskiej „normalizacji” wpływ „bezpieki” na polskie życie polityczne, w tym również na decyzje podejmowane w warszawskim „Białym Domu”, nie malał, a rósł, co prowadzi do być może nieco paradoksalnego stwierdzenia, że mimo nieporównanie mniejszego natężenia represji i terroru, rola policji politycznej w Polsce lat osiemdziesiątych była bardzo znacząca i może być porównywana jedynie ze znaczeniem, jakie bezpieka posiadała w latach 1948–1954”.

Czy rzeczywiście paradoksalnego? Oparcie przemian w całym Bloku Sowieckim na sprawdzonym aparacie bezpieczeństwa, było przecież jednym z założeń strategii podstępu i dezinformacji. Przypomnę – o czym pisałem już w poprzedniej części, że w 1957 roku, gdy zapadła strategiczna decyzja o stosowaniu dezinformacji, Komitet Centralny KPZR poprosił o tajne publikacje na ten temat będące w posiadaniu KGB i GRU, w szczególności o tajny podręcznik szkoleniowy „tylko do użytku wewnętrznego”, który napisał oficer GRU Popow. Podręcznik ten na około osiemdziesięciu stronach opisywał techniki dezinformacji. Poproszono także o instruktaż autorstwa pułkownika Rainy z KGB, zatytułowany „Wykorzystanie agentów wpływu”. Podręcznik Popowa definiował dezinformację jako środek tworzenia sprzyjających warunków do uzyskania przewagi strategicznej nad przeciwnikiem. Stwierdzał, że dezinformacja musi działać zgodnie z wymaganiami strategii wojskowej i dyplomacji i podkreślał, że w każdej sytuacji powinna być zależna od prowadzonej polityki. Wśród kanałów dezinformacyjnych wymieniał m.in. zagraniczne publikacje inspirowane przez oficerów służb specjalnych pracujących z dziennikarzami i ekspertami, specjalne operacje wspierające oraz agentów wpływu i inną agenturę. W myśl strategii sowieckiej tylko skonsolidowane, „odnowione” służby policyjne były zdolne podjąć się zadania praktycznej realizacji planów, związanych z „pierestrojką”, w tym polskiej „drogi do demokracji”. Przeprowadzenie fazy pierwszej (Solidarność) i drugiej (stan wojenny), było możliwe dzięki wykorzystaniu aparatu bezpieczeństwa oraz licznej agentury.

Przed jakościowym skokiem w fazę trzecią, należało przygotować do tej operacji opozycję i Kościół oraz wytworzyć w społeczeństwie polskim przeświadczenie, iż następuje naturalny proces osłabienia systemu komunistycznego, a wszelkie zmiany mają charakter spontaniczny i niezależny. To właśnie zadanie powierzono agenturze wpływu oraz całej rzeszy tajnych współpracowników, ulokowanych w strukturach „Solidarności”, Kościele Katolickim, organizacjach opozycyjnych, mediach, w środowiskach emigracyjnych. Z tej przyczyny przez całe lata 80- te obserwujemy wzrost liczby zarejestrowanych TW i nacisk kierownictwa resortu na pracę operacyjną z agenturą. Antoni Dudek w „Reglamentowanej rewolucji” cytuje opracowanie SB z 1987 r., w którym pisano, że choć całkowicie pod kontrolą operacyjną jest tylko 10% struktur nielegalnych, to w sposób operacyjny kontrolowanych jest 84%. Kilkadziesiąt stron dalej ocenia, że pojawienie się na fali protestów wiosennych 1988 r. nowych liderów robotniczych i studenckich utrudniło SB działalność operacyjną prowadzoną przy pomocy licznej agentury uplasowanej w strukturach konspiracyjnych jeszcze w pierwszej połowie dekady. Kulminacja liczby tajnych współpracowników w roku 1988, wskazuje na maksymalne wykorzystanie potencjału sieci agenturalnej w tym czasie i pełną synchronizację działań z inicjatywami politycznymi, podejmowanymi przez przedstawicieli partii komunistycznej. W kolejnej części spróbuję przedstawić przykłady takich działań i wskazać na ich rzeczywiste znaczenie w drodze do „porozumienia narodowego”.

Poza wymiarem praktycznym i doraźnym wykorzystania agentury, pozostaje do rozważenia kwestia budowania „społeczeństwa agenturalnego” - owego ideału „homo sovieticus” - poddanego samokontroli i ograniczeniom, podatnego na indoktrynację i sterowanie. Ulokowanie w społeczeństwie polskim ponad 100 tysięcznej armii tajnych współpracowników bezpieki ( nie licząc pracowników etatowych i agentury nierejestrowanej) musiało zaważyć na przebiegu procesów „transformacji ustrojowej” i mieć realny wpływ na decyzje kształtujące oblicze III RP. Wielu z nich uważa się przecież za dobrych Polaków, szczerych patriotów, którym dzięki kolaboracji z sowietyzmem udało się bezkrwawo rozmontować opresyjny system. Wiemy, że agenci chodzą w Polsce z dumnie podniesionym czołem, nie doznają dyskryminacji ani nie odczuwają moralnego dyskomfortu. Co więcej, tkwi w tym myśleniu pewne racjonalne jądro, gdyż komuniści z pewnością nie oddaliby władzy środowiskom niepodległościowym i rzeczywiście antykomunistycznym.

Skutki przejścia tej agenturalnej armii do rzeczywistości państwa niepodległego, odczuwamy i będziemy odczuwać jeszcze przez wiele pokoleń. To swoisty „koń trojański” komunistycznych namiestników i ich esbeckich pachołków, a jednocześnie „polisa ubezpieczeniowa”, gwarantująca im bezkarność.

CDN...

Źródła:

Anatolij Golicyn - Nowe kłamstwa w miejsce starych, komunistyczna strategia podstępu i dezinformacji.” Biblioteka Służby Kontrwywiadu Wojskowego .Warszawa 2007r.

„Generał Kiszczak mówi... prawie wszystko”, - Witold Bereś, Jerzy Skoczylas; wyd. Polska Oficyna Wydawnicza BGW Warszawa 1991 r.

http://ojczyzna.pl/ARTYKULY/BRZESKI-R_Wojna-Informacyjna.htm

Biuletyn IPN 3/2005 – Tadeusz Ruzikowski – „Agenci”

Biuletyn IPN 12(83) 2007 – Zdzisław Zblewski - „Aparat bezpieczeństwa wobec opozycji”

Antoni Dudek - „Reglamentowana rewolucja. Rozkład dyktatury komunistycznej w Polsce 1988-1990” (s. 67)

Andrzej Zybertowicz – „W uścisku tajnych służb. Upadek komunizmu i układ postnomeklaturowy”, Wydawnictwo ANTYK, Warszawa 1993, s. 19-56.

POLITYCZNA AGENTURA WPLYWU - 2 - POD SOWIECKIM NADZOREM

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz