Nie będziemy razem, bo nie ma przyzwolenia na zdradę o świcie i na fałsz przekraczający ludzką miarę. Nie możemy być razem, bo nasz gniew jest dziś bezsilny, gdy zabrano nam tylu niezastąpionych. Nigdy nie będziemy razem, bo pamiętamy - kto siał nienawiść i chciał zebrać jej żniwo.
Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania WOLNOŚĆ POD SPECJALNYM NADZOREM, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty
Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania WOLNOŚĆ POD SPECJALNYM NADZOREM, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty

środa, 16 kwietnia 2008

KTO PRZEPROSI MACIEREWICZA?

„Obejmując urząd Prezesa Rady Ministrów, uroczyście przysięgam, że dochowam wierności postanowieniom Konstytucji i innym prawom Rzeczypospolitej Polskiej, a dobro Ojczyzny oraz pomyślność obywateli będą dla mnie zawsze najwyższym nakazem." - to tekst przysięgi, jaką przed kilkoma miesiącami złożył Donald Tusk. Ten sam tekst wypowiadali podczas zaprzysiężenia ministrowie Klich i Schetyna.

Równie łatwo było im te słowa wypowiedzieć, jak o nich zapomnieć.

Od kilku miesięcy jesteśmy świadkami jak ministrowie tego rządu składają publiczne oświadczenia o łamaniu prawa, narażają Skarb Państwa na straty i nakłaniają obywateli do ignorowania prawa. Ci sami ministrowie, za aprobatą premiera, bojkotują wykonywanie ustaw sejmowych, nakłaniają szefostwo służb specjalnych do ich łamania i narażają urzędników państwowych na szykany ze strony tych służb? Pisałem o wielu konkretnych przykładach takich działań, podejmowanych przez ten rząd, dla reaktywacji układu triumwiratu III RP, w tekstach - CZYJE PAŃSTWO? , OSTATNI STOPIEŃ ZAGROŻENIA, WSI - REAKTYWACJA, WOJNA SŁUŻB i innych.

Likwidacja WSI – jednego z trzech i podstawowego składnika tego układu, spowodowała, że stał się on niewydolny i poważnie osłabiony. Dlatego bezwzględnym priorytetem rządu Tuska, stało się przywrócenie wpływów środowiska WSI i powrót do wzorca służb, ustalonego w roku 2004. Częścią tej operacji, prowadzonej przez ulokowanych w mediach agentów wpływu, była kampania oszczerstw i pomówień, pod adresem byłego szefa Komisji Weryfikacyjnej i szefa SKW Antoniego Macierewicza oraz kampania dezinformacji społeczeństwa, na temat skutków likwidacji wojskowych służb kontrwywiadu. Zadanie to było o tyle ułatwione, że zdecydowana większość Polaków, nie mając żadnej wiedzy merytorycznej, na temat działania służb i historii ostatnich 20 lat, ulegała emocjonalnym komunałom, podawanym przez media. Z chwilą przejęcia władzy przez Platformę, wszelkie działania rządu Tuska zostały ukierunkowane na zatrzymanie dalszego procesu weryfikacji żołnierzy WSI, zniszczenie nowopowstałych służb wywiadu i kontrwywiadu wojskowego i pełną rehabilitację postkomunistycznego układu służb. Podjęto w tym celu środki prawne, jak: wniosek grupy posłów z 9.11.2007r. do Trybunału Konstytucyjnego, o stwierdzenie niezgodności z Konstytucją i prawami międzynarodowymi niektórych przepisów ustawy wprowadzającej ustawę o SKW i SWW oraz ustawę o służbie funkcjonariuszy SKW i SWW oraz szereg zawiadomień do prokuratury przeciwko członkom Komisji Weryfikacyjnej oraz zawiadomień i pozwów przeciwko Antoniemu Macierewiczowi.

Jednocześnie, bojkotowano pracę Komisji Weryfikacyjnej, dyskredytowano i zastraszano jej członków, pomawiano szefa komisji, a wokół procesu likwidacji WSI wytworzono atmosferę afery i klimat działań nielegalnych.

Dobrze się, więc stało, że zapadło orzeczenie sądowe, które powinno przypomnieć panu Tuskowi i innym, treść składanej przez nich przysięgi.

- Antoni Macierewicz udzielając wywiadu prasowego o ITI oraz właścicielu spółki Janie Wejchercie działał w granicach prawa, nie jako osoba prywatna, ale urzędnik państwowy - szef Komisji Weryfikacyjnej ds. WSI - tak Sąd Okręgowy w Warszawie uzasadnił dziś oddalenie pozwów Wejcherta oraz ITI. o ochronę dóbr osobistych.

O tym, że koncern ITI i telewizja TVN powstały z inspiracji i za fundusze wojskowych służb specjalnych, pisałem obszernie w tekście WOLNOŚĆ POD SPECJALNYM NADZOREM.

Orzekając o oddaleniu powództwa, Sąd Okręgowy zwrócił uwagę, że Macierewicz nie występował w prasie jako osoba prywatna, lecz jako "umocowany zgodnie z prawem urzędnik państwowy", który wypowiadał się "w zakresie dokumentu urzędowego, jakim jest raport" i w związku ze swoją funkcją.

Sąd stwierdził również, że powództwo zostało oddalone, bo „ nie taki jest tryb podważania prawdziwości informacji z dokumentów urzędowych.”

http://www.wprost.pl/ar/127834/Macierewicz-mial-prawo-mowic-o-raporcie-WSI/

Innymi słowy – sąd przypomniał, że proces likwidacji WSI oraz prace Komisji Weryfikacyjnej, były działaniami umocowanych zgodnie z prawem, legalnych urzędników państwowych, którzy wykonywali postanowienia ustawy, a Raport z weryfikacji WSI jest dokumentem urzędowym.

To orzeczenie bardzo ważne, bo zadające kłam trwającej od miesięcy medialnej kampanii dezinformacji, w której Macierewicza przedstawia się jako nieodpowiedzialnego szaleńca, a likwidację WSI jako proces szkodliwy dla państwa i półlegalny. Przypomnienie, że chodzi o urzędników państwowych i działalność zgodną z obowiązującą ustawą sejmową, stawia w jak najgorszym świetle panów Tuska, Klicha, Grasia, Schetynę i innych członków tego rządu, którzy wielokrotnie i publicznie głosili kłamstwa na temat działań komisji weryfikacyjnej, oczerniali jej pracowników i traktowali jako twór nielegalny i szkodliwy.

Utrudnianie prac komisji, odmowa wydania certyfikatów bezpieczeństwa jej pracownikom, ujawnienie ich danych osobowych, pomówienia wobec jej szefa, próby wymuszenia kontroli – są łamaniem obowiązującego prawa

Nadal, bowiem obowiązuje ustawa z 9 czerwca 2006 r. Przepisy wprowadzające ustawę o Służbie Kontrwywiadu Wojskowego oraz Wywiadu Wojskowego oraz ustawę o służbie funkcjonariuszy Służby Kontrwywiadu Wojskowego oraz Wywiadu Wojskowego i jak dotąd, rząd Tuska jej nie zmienił. Nadal też obowiązuje ustawa o Służbie Kontrwywiadu Wojskowego oraz Służbie Wywiadu Wojskowego, uchwalona za czasów rządów PIS-u. Próby niszczenie tych służb, szykanowania ich funkcjonariuszy, przeprowadzanie czystek personalnych, jest działaniem sprzecznym z prawem i godzącym w nasze bezpieczeństwo.

W państwie prawa, jakim mieni się III RP, złe prawodawstwo poprzedników zmienia się w drodze procesu legislacyjnego, a nie za pomocą esbeckich metod.

Identyczny mechanizm, wobec legalnych działań ministra spraw wewnętrznych, zastosował układ III RP w roku 1992, gdy manipulując faktami i dezinformując społeczeństwo, dokonał nocnego zamachu na rząd Jana Olszewskiego, nazywając Macierewicza groźnym szaleńcem i imputując rządowi działania sprzeczne z prawem.

Dlatego dzisiejsze orzeczenie Sądu Okręgowego jest o tyle ważne, że przypomina prawdę z pozoru tylko oczywistą – proces likwidacji WSI, powołanie nowych służb, prace Komisji Weryfikacyjnej, to działania zgodne z obowiązującymi ustawami sejmowymi, a osoby w nich uczestniczące mają status urzędników państwowych.

Rząd Tuska, występując przeciwko tym legalnym procesom, dyskredytując je, utrudniając ich przeprowadzenie – działa wbrew interesom państwa i prawom Rzeczpospolitej i zachowuje się jak reprezentant mafijnego układu.

poniedziałek, 14 kwietnia 2008

WOLNOŚĆ POD SPECJALNYM NADZOREM

Słowa i obraz były w komunizmie narzędziem propagandy. Zmierzając do upowszechnienia trwałych postaw społecznych, poprzez narzucenie lub zmuszenie odbiorców do przyjęcia określonych treści, stanowiły podstawowy element indoktrynacji.

- Słowa mają w komunizmie znaczenie odwrotne albo nie mają żadnego. – pisał Józef Mickiewicz. - „Odbierz ludziom pierwotny sens słów, a otrzymasz właśnie ten stopień paraliżu psychicznego, którego dziś jesteśmy świadkami. To jest w swej prostocie tak genialne, jak to zrobił Pan Bóg, gdy chciał sparaliżować akcję zbuntowanych ludzi, budujących wieżę Babel: pomieszał im języki”

Media publiczne, które powstały w wolnej Polsce miały ten przywilej, że mogły słowom przywrócić ich prawdziwy sens i zamiast spełniania roli służebnej wobec partii czy grupy interesów, zdobyć się na rolę rzecznika społeczeństwa. Zapewne nie można tego postulatu stawiać wobec mediów prywatnych, gdzie właściciel ma prawo decydowania o zakresie przekazywanych informacji i metodach pracy dziennikarzy. I nic nam do tego. Jeśli jednak media prywatne, pretendują do roli głównego źródła informacji i mają ambicje bycia opiniotwórczymi, czy nie należy do ich oceny przykładać tej samej miary i wymagać rzetelności i bezstronności?

Telewizja TVN, należąca do koncernu medialnego ITI z pewnością rości sobie prawo bycia medium opiniotwórczym, a co ważniejsze, tak właśnie jest odbierana przez wielu Polaków.

Czy słusznie? Można by powiedzieć – kto chce, niech słucha, kto chce, niech wierzy i pozostawić odbiorcy ocenę wiarygodności informacji przekazywanych przez TVN i inne media tego koncernu ( Tygodnik Powszechny, ONET). Może jednak warto wiedzieć, że intencje twórców tej telewizji i historia jej powstania, mają swoje źródło w inspiracji komunistycznych służb specjalnych, a wszystko wskazuje na to, że nadal tej inspiracji podlegają.

Przedstawiam poniżej dwa dokumenty, których lektura może ułatwić zrozumienie również obecnej „polityki informacyjnej” TVN.

Sekretarz Stanu przy Radzie Ministrów. Warszawa 22 lutego 1983r.

Rzecznik Prasowy Rządu

Tow.Generał Czesław Kiszczak

Minister Spraw Wewnętrznych

Proponuję utworzenie w MSW oddzielnego pionu ( służby) propagandowej, działającej także w obrębie MO. Znaczna część politycznie ważnych w skali kraju przedsięwzięć polityczni-propagandowych ma związek domeną działalności MSW. Dopóki w kraju toczyć się będzie walka polityczna, MSW będzie planować i realizować przedsięwzięcia o największym znaczeniu z punktu widzenia jej przebiegu. Niezbędny jest, więc poważny, instytucjonalny instrument umożliwiający lepsze wykorzystanie propagandowe tych operacji, bezpośrednie oddziaływanie na społeczeństwo w pożądanym kierunku. (…)

Służba propagandowa MSW powinna mieć możliwość dawania do TV, radia i prasy gotowych programów do druku, albo też dostarczania TV, radiu i prasie półproduktów, którym ostateczny kształt nadadzą redakcje TV, radia i prasy.(..) W przypadku tego rodzaju rozbudowy służby propagandowej, decydujące znaczenie będzie mieć obsada kadrowa. Trudno jednak znaleźć dobrych dziennikarzy, którzy zdecydują się przejść do MSW. Nie mniej mam pewne propozycje, które jak uważam, warto przynajmniej rozważyć:

  1. Mariusz Walter nadaje się na głównego konsultanta, jakiegoś szefa propagowania, szefa realizacji programów radiowo-tv – jednym słowem na kierownika pionu propagandy, lecz główną siłę koncepcyjno – fachową. (…) Pozytywnie zweryfikowany w 1982r. Sam się usunął z TV, mając dość nękania go. (…) Walter zwleka z decyzją powrotu, żądając satysfakcji i pognębienia jego wrogów.(…) Walter jest więc w tej chwili do wzięcia i wkrótce będzie za późno, bo ma otrzymać wysokie stanowisko w TV, jak mu się tam oczyści przedpole. (….)

Gdyby udało się pociągnąć Waltera, on zaproponuje dużo młodych, zdolnych ludzi. Ja dalej będę myśleć, rozglądać się, szukać.

Jerzy Urban

Źródło: Biuro Udostępniania i Archiwizacji Dokumentów IPN IPN BU MSW, II 1013, k 36-41, oryginał, mps. Biuletyn IPN 11.12.2006r. str.104-109. – link do biuletynu i treści całego listu: http://www.ipn.gov.pl/download.php?s=1&id=8534

Uodpornionym na retorykę Urbana, polecam lekturę całości tego listu.

Pomysł Urbana – stworzenia służby propagandowej, kierowanej przez MSW, nie doczekał się realizacji w czasach PRL- u. Władza uznała, że „ bazując na osiągniętych doświadczeniach, rozwijając bardziej inicjatywy można osiągnąć cele zakładane w koncepcji tow.Urbana, bez sięgania do form konwencjonalnych, bez powoływania instytucji specjalnej z całym warsztatowym zapleczem, nadzwyczaj kosztownym w fazie organizacji i eksploatacji”

Dokument – „Uwagi dotyczące koncepcji utworzenia w MSW odrębnego pionu propagandowego ( propozycja tow.Urbana)„ - Biuro Udostępniania i Archiwizacji Dokumentów IPN IPN BU MSW, II 1013 k.33

Minęło kilka lat i władza zrozumiała, że zmiany w koncepcji funkcjonowania państwa komunistycznego, zainicjowane przez towarzyszy radzieckich i wspierane przez służby sowieckiego imperium, wymagają jednak utworzenia „biznesowego” zaplecza i „nowej polityki informacyjnej”, służącej interesom transformacji ustrojowej. Z tego okresu pochodzi opis, zawarty w drugim dokumencie.

Sąd Okręgowy w Warszawie sygn. akt VIIIK37/98 t. IV, akta tajne

Przesłuchanie Grzegorza Żemka

„Odpowiedzialnym z ramienia II Zarządu Sztabu Generalnego WP za lokowanie agentów w sferze mediów był Ryszard Pospieszyński, najpierw pracownik Komitetu Centralnego ZPR, a później dyrektor generalny Filmu Polskiego. Ja dostałem od służb specjalnych wojskowych zadanie po konsultacjach z Pospieszyńskim aby znaleźć za granicą firmę, która mogłaby pełnić rolę „konia trojańskiego”, to znaczy która mogłaby służyć do wprowadzenia agentów na obszar na Zachodzie, w dziedzinie mediów. Był to rok 1987.

Jedyną firmą zagraniczną w dziedzinie mediów, którą znałem była firma należąca do Jana Wejherta, ulokowana w Irlandii, na obszarze doków portowych, które stanowiły wydzielony w Irlandii obszar tzw. „raju podatkowego”. Mechanizmy działań tego raju podatkowego były analogiczne do tych, które funkcjonowały na Guernsey.

Firma ta nazywała się Cantal , a później zmieniono jej nazwę na I.T.I. Ta firma finansowała się z kredytów banku handlowego International w Luksemburgu.

Zapytałem służb wojskowych czy mogę podjąć kontakt z Wejhertem. Otrzymałem wówczas informację, że on już współpracuje ze służbami wojskowymi, więc będzie to proste. W tym czasie byłem dyrektorem Departamentu Kredytów w BHI. Poznałem w czasie tych rozmów z Wejhertem jego współpracowników m.in. Marcina* Waltera. Zasugerowali mi, że jeżeli jest potrzeba zorganizowania – znalezienia przykrycia dla agentów działających w dziedzinie mediów i ich finansowanie, to najlepiej stworzyć międzynarodowy koncern z udziałem Filmu Polskiego. (…) Przekazałem te sugestie do wojska, ale postawiłem warunek że jeżeli mam się tym zająć to muszę dostać ludzi którzy znają się na mediach i byliby w stanie taki koncern zorganizować. (…) Ten biznesplan przekazałem do WSI oraz Wejchertowi, do oceny.(…)

Przyznaję jednak, że przez cały czas miałem naciski ze służb specjalnych czy to ze strony Pospieszyńskiego żeby jak najszybciej zorganizować ten koncern medialny na zachodzie. W związku z tym rozpoczęła się pierwsza faza tworzenia tego koncernu; muszę przyznać że trochę „na wariackich papierach”. (...)

Chcę przypomnieć, że w końcu 1988 r. z konta W.K. Nebeling, tj. zaszyfrowanego konta wojskowego w banku International w Luksemburgu (BIL) dokonywano wypłat na konto pana Weinfelda, oznaczone Group Weinfeld, nie pamiętam w tej chwili w jakim banku. Mnie zlecono żebym takie wpłaty przekazywał jako dysponent konta. Wiem, że kwoty przekazywane we frankach belgijskich Weinfeld zamieniał na dolary i przekazywał do Attachatu Wojskowego w Brukseli. Będąc już dyrektorem FOZZ-u też dokonywałem takich operacji , a nawet osobiście zamieniałem pieniądze i zanosiłem do Attachatu Wojskowego przy Ambasadzie Polskiej w Brukseli. Attache był Wojciech Myszak. Chcę sprecyzować wyglądało to tak, że ja przekazywałem do Weinfelda pieniądze z konta wojskowego w BIL a on przywoził mi czek na franki belgijskie. Ja je zamieniałem na dolary i zanosiłem do Attachatu. Wynikało to stąd, że wojsko rozliczało się tylko w dolarach. Informacje o których mówię zawierają również dokumenty w aktach tajnych na k. 113,116. W późniejszym okresie czasu Weinfeld szantażował służby wojskowe , że ujawni operacje gotówkowe prowadzone przez wojsko na terenie Belgii. (...)

* - oczywista pomyłka w imieniu

Dokument znajduje się w Raporcie Komisji Weryfikacyjnej o działalności żołnierzy i pracowników WSI. Str. 302-303 i stanowi aneks nr.9 http://www.wsi.emulelinki.com/aneks_9.htm

xxxxxxxxxxxxxxxxxx

Tak, w świetle powyższych dokumentów, wyglądają „historyczne” podstawy, na jakich powstał koncern medialny ITI i rzeczywiste inspiracje jego twórców. Nie ma żadnych powodów, by sądzić, że współpracujący z wojskowymi służbami specjalnymi Wejchert i Walter zakończyli tę współpracę w wolnej Polsce. Takich ludzi i takiego majątku służby nie wypuszczały z rąk. Jeżeli przyjąć, że układ PRL –owskich służb wojskowych przetrwał w niezmienionej formie do obecnych czasów, w takim samym stopniu przetrwała również szeroko rozumiana agentura.

Jak wyraźnie wynika z zeznań Grzegorza Żemka – kadrowego oficera WSI, finansowanie koncernu medialnego odbywało się poprzez Bank International w Luksemburgu, służący wywiadowi PRL do dokonywania nielegalnych operacji finansowych. Jasno też określono zadania operacyjne medialnego „konia trojańskiego”. Dalekowzroczna strategia służb sowieckich, zakładała proces transformacji ustrojowej, w której przeprowadzeniu szczególną rolę przypisano „wolnym mediom”. W tworzeniu pozorów państwa demokratycznego, konieczne były struktury propagandy, kamuflowane pod przykryciem prywatnych mediów, dające solidne zaplecze finansowe i służące manipulacji opinią publiczną. Innym sposobem, była zgoda komunistycznych służb na powołanie mediów, zarządzanych przez koncesjonowaną opozycję – czego przykładem może być Gazeta Wyborcza, powstała na skutek ustaleń, zawartych przy Okrągłym Stole.

Jeżeli z tej perspektywy spojrzeć na informacyjną działalność TVN –u, nietrudno dostrzec, że jej priorytetem jest obrona status quo, zwanego umownie III Rzeczpospolitą. To wokół mediów takich jak TVN czy Gazeta Wyborcza, powstały środowiska opiniotwórcze i tam należy szukać pierwszej linii obrony frontu - ustaleń Okrągłego Stołu. Łatwość, z jaką tego typu media, posługują się materiałami uzyskanymi od służb specjalnych, znajduje swoje uzasadnienie w słowach Jerzego Urbana – „Służba propagandowa MSW powinna mieć możliwość dawania do TV, radia i prasy gotowych programów do druku, albo też dostarczania TV, radiu i prasie półproduktów, którym ostateczny kształt nadadzą redakcje TV, radia i prasy.”

niedziela, 16 listopada 2008

OSTATNIA MISJA EMERYTA

Polacy lubią mitologię. Szczególnie, gdy dotyczy okresu PRL-u, a jej źródłem są tzw. wolne media, w rodzaju TVN. Rola tej stacji telewizyjnej w szerzeniu mitów o Polsce Ludowej nie powinna dziwić, jeśli pamięta się, że Mariusz Walter i Jan Wejchert – dzisiejsi władcy imperium ITI byli współpracownikami wywiadu PRL. W stacji powstałej z funduszy Departamentu I MSW, najwyraźniej nadal obowiązuje dyrektywa, wyrażona 25 lat temu przez ówczesnego rzecznika rządu Jerzego Urbana: „Służba propagandowa MSW powinna mieć możliwość dawania do TV, radia i prasy gotowych programów do druku, albo też dostarczania TV, radiu i prasie półproduktów, którym ostateczny kształt nadadzą redakcje TV, radia i prasy.” – pisał Urban w piśmie w z dnia 22.02.1983r , skierowanym do gen.Kiszczaka, rekomendując jednocześnie Mariusza Waltera nagłównego konsultanta, jakiegoś szefa propagowania, szefa realizacji programów radiowo-tv - jednym słowem na kierownika pionu propagandy”. Jak radził Urban – tak zrobiono.

Od kilku miesięcy TVN wprowadza do świadomości Polaków obraz „superszpiega PRL”, „polskiego Bonda” Mariana Zacharskiego. Obraz ten ma tyleż wspólnego z rzeczywistością, ile pan Zacharski z działaniem na rzecz Polski, co nie przeszkadza przecież milionom odbiorców tej stacji zachłystywać się rewelacjami szpiega na emeryturze. Do budowania wizerunku „superszpiega” przystąpił również „Dziennik”, zamieszczając obszerny wywiad z zacnym emerytem.

Ponieważ ilością kłamstw, jakimi ów emeryt nakarmił dociekliwych publicystów można obdzielić kilku inteligentnych pracowników medialnych, nie sposób w krótkim tekście ukazać wszystkich bezpieczniackich mitów, rozpowszechnianych przez Zacharskiego. Choć takie sformułowania jak „przestaję wierzyć w to państwo” ( to o III RP), opowieść o 3 tysiącach emerytury lub twierdzenia - „ja jednak nie jestem materiałem na zdrajcę”, czy „Rosjanie darzyli mnie naturalnym szacunkiem” – powinny znaleźć stałe miejsce w kanonach PRL- owskich kłamstw. Mistrzostwo, z jakim Zacharski wodzi za nos swoich rozmówców, umiejętnie dozując im informacyjną „papkę”, wzbudziło moje szczere uznanie dla umiejętności pana generała i programu szkoleniowego KGB.

Bardziej interesująca wydaje mi się jednak refleksja nad przyczyną obecnej aktywności Zacharskiego i usilnym promowaniem jego wynurzeń przez „wolne media”. Tak się, bowiem składa, że spotykamy tego pana w tych momentach naszej najnowszej historii, gdy dzieją się rzeczy ważne, a szczególnie takie, w których rozgrywane są interesy wschodniego imperium.

W pionierskich czasach naszej „ustrojowej transformacji”, w roku 1994 pozytywnie zweryfikowany Zacharski, został przecież na krótko szefem wywiadu UOP. Jak pamiętamy –był to okres, gdy Polska starała się o członkostwo w NATO, zatem awans człowieka, na którym ciążył w USA wyrok dożywotniego więzienia nie mógł wywołać zadowolenia naszych przyszłych sojuszników. Nominacja Zacharskiego nastąpiła dosłownie w przededniu 8 października 1994 r., gdy Kongres USA uchwalał tzw. poprawkę Hanka Browna i Paula Simona, upoważniającą prezydenta do rozszerzenia współpracy wojskowej NATO o Polskę, Czechy, Słowację i Węgry. Niewiele brakowało, by z tego powodu decyzja Kongresu została zablokowana.

W kilka tygodni po nominacji Zacharskiego, tak pisał Jan Nowak Jeziorański: „Bezpośrednim następstwem [nominacji Zacharskiego] byłaby zmiana nastawienia kongresu Stanów Zjednoczonych, który w przygniatającej większości popiera włączenie Polski do NATO. Upadłaby ustawa, o którą walczymy, a która rozciąga na Polskę przywileje przysługujące członkom NATO; nabywania, wypożyczania i otrzymywania nadwyżek broni amerykańskiej oraz dostęp do amerykańskiej technologii wojskowej. Przejście tej ustawy, które wcale nie jest pewne, będzie miało ogromną wymowę symboliczną. Prawdopodobnie kongres odrzuciłby przyznanie Polsce 22 milionów dolarów obiecanych przez Clintona na wspólne ćwiczenia wojskowe. Nominacja na szefa wywiadu człowieka, który zadał tak olbrzymie straty Ameryce, mogłaby przekreślić wszystkie zabiegi i starania kongresu Polonii. Dlatego ubolewam nad tym, że minister Milczanowski próbuje ponownie tę sprawę otworzyć. W interesie Polski leży, aby ją jak najszybciej zamknąć i unikać wokół niej dalszego rozgłosu.”

Rola „propaństwowca” Milczanowskiego, jaką odegrał w sprawie nominacji Zacharskiego i prowokacji z „Olinem” to już osobny, choć równie ciekawy temat.

Równie ważne wydaje się zadanie, jakie przypadło Zacharskiemu w słynnej aferze „Olina”, gdy zdemaskował Oleksego jako rzekomego sowieckiego agenta. Medialny dramat, jakiego byliśmy świadkami w drugiej połowie 1994 roku, rozpoczęty nominacją Zacharskiego na szefa polskiego wywiadu, a zwieńczony 19 grudnia 1995 roku tzw. aferą Oleksego rozegrał się w momencie, gdy Polska znajdowała się w obliczu strategicznych decyzji, określających nasz narodowy i państwowy byt na następne pokolenia.

W wywiadzie dla „Dziennika” znajduje się wypowiedź Zacharskiego, która nawet u słabo zorientowanego czytelnika powinna wywołać uśmiech. Oto „superszpieg” tak relacjonuje okoliczności, w których od sowieckiego agenta Jakimiszyna uzyskał wiedzę o „Olinie” :

„Sytuacja wyglądała tak, że odbijaliśmy piłkę na kortach Mery, kończymy grę i przebieramy się w kanciapie. Zupełnie bezwiednie chlapnąłem, że nie podoba mi się jakieś posunięcie Oleksego. Po tenisie idziemy do hotelu Vera na piwko. Nagle Rosjanin mówi: "Słuchaj powinieneś być ostrożny z taką krytyką". "Ale dlaczego, żyjemy w wolnym państwie?" - pytam. A on do mnie: "Bo Oleksy jest nasz!". Myślałem, że spadnę z krzesła. Oczywiście zaraz po przyjściu do domu sporządziłem notatkę i powiadomiłem szefów. W trakcie następnych rozmów źródło ujawnia, że Oleksy jest informatorem Rosjan o kryptonimie "Olin".

Na jakże inteligentne pytanie dziennikarzy - „To wygląda, jakby Rosjanin pana wkręcał. Po latach jest pan pewien, że to nie była rosyjska inspiracja, której celem było spowodowanie gigantycznego zamieszania w Polsce? - Zacharski odpowiada:
Ja to wykluczam. Wiem też, że na szczeblu szefa wywiadu informacje te były weryfikowane i porównywane z innymi materiałami. Proszę pamiętać, że szef wywiadu ma wgląd w całość materiałów zdobywanych przez tę służbę.”

Zacharski zapomniał dodać, że otwartość Jakimiszyna nie była bezinteresowna. Oferowano mu nie tylko "godne życie" w Polsce lub gdzie indziej, ale przede wszystkim przekazano wynagrodzenie (około 39 tys. dolarów, obiecując jeszcze większe pieniądze), które skwapliwie przyjął. Po powrocie do Rosji Jakimiszyn został „ukarany” przez swoich szefów intratnym stanowiskiem w biznesie, a uzyskane od polskiego wywiadu pieniądze musiały stanowić niezłe uzupełnienie pensji agenta KGB.

Widząc łatwość, z jaką Zacharski przekonuje dziennikarzy, że ludzie sowieckich służb byli kordialnymi kretynami, zdradzającymi w „kanciapach” własną agenturę, można mieć pewność, że również własnych rodaków szacowny emeryt uważa za stado idiotów.

Warto przypomnieć przebieg ówczesnych zdarzeń i rolę Zacharskiego. W czerwcu 1995 r. pan pułkownik miał otrzymać od pozyskanego przez siebie oficera służb specjalnych Rosji informację, jakoby Józef Oleksy był od dłuższego czasu kwalifikowanym informatorem wywiadu ZSRR. Oleksy miał zostać zwerbowany do współpracy w 1983 r. przez kadrowego oficera, pełniącego zarazem funkcje dyplomatyczne - Władymira Ałganowa. Po wyjeździe Ałganowa z Polski w 1992 r. dalsze kontakty z Oleksym miał przejąć inny wywiadowca i dyplomata ppłk Grigorij Jakimiszyn. Zacharski miał również otrzymać od swego źródła informacji odręczny dokument w języku rosyjskim, zawierający - według niego - ocenę wartości informacji pozyskiwanych przez obcy wywiad od J. Oleksego. W tym właśnie dokumencie polskie źródło oznaczone było literą "O", według agenta rosyjskiego oznaczającą pseudonim „Olin”. Informacje te (za zgodą wyższych przełożonych) Zacharski i kpt. Dariusz Izgórski mieli potwierdzić w rozmowie operacyjnej z Ałganowem na Majorce. Przebieg i wyniki owej rozmowy uznano w UOP za potwierdzenie wcześniej uzyskanych informacji, choć z utrwalonej na taśmie treści spotkania wynikało, że polscy wywiadowcy ponieśli kompletną klęskę. Śledztwo w tej sprawie, prowadzone przez Prokuraturę Warszawskiego Okręgu Wojskowego wykazało szereg poważnych uchybień w działaniach UOP i w rezultacie zostało umorzone.

Najważniejsze jednak wydają się efekty afery „Olina” – wszystkie zadziwiająco korzystne dla Rosji. Informacja o sowieckim szpiegu na stanowisku premiera rządu polskiego, musiała skutecznie schłodzić zapał Amerykanów, w sprawie przyjęcia Polski do NATO. Na ile sprawa ta zaważyła na opóźnieniu w przyjęciu nas do Paktu Atlantyckiego, być może dowiemy się, gdy upadnie III RP. Zaniepokojenie aferą było na tyle duże, że wiosną 1995 roku, Amerykanie skierowali do Warszawy specjalną misję, z Richardem Holbrookem na czele, by ocenić zasadność zagrożenia. Po umorzeniu przez wojskową prokuraturę śledztwa, prawdziwy „Olin” i zapewne jeszcze kilku sowieckich agentów wpływu mogło spokojnie kontynuować swoją misję w Polsce, będąc pewnym, że nigdy już polskie służby nie odważą się „grzebać” przy sprawie.

Rosjanie pokazali też, że w tak newralgicznym dla Polski momencie są w stanie wpływać na kształt sceny politycznej i dokonywać na niej realnych zmian. Po wyeliminowaniu Oleksego, kolejny gabinet, utworzony został przez Włodzimierza Cimoszewicza (TW Carex) i skompletowany z ludzi Leszka Millera. Znalazły się w nim osoby, określane mianem partyjnego betonu SLD. Również liczba tajnych współpracowników bezpieki, którzy tworzyli rząd Cimoszewicza, (że wymienię tylko niektórych – Jagieliński, Kołodko, Rosati, Kubicki, Rydlewski) – przekraczała nawet niewybredne w tym względzie standardy III RP. Nie jest też tajemnicą, że za sprawą „Olina” stał Lech Wałęsa, którego pomysły o „NATO-bis” musiały bardzo podobać się Sowietom i człowiek Wałęsy - „specjalista od służb” Andrzej Milczanowski - wykonujący w tym zakresie dyrektywy M.Wachowskiego. Na ile roszady na ówczesnej scenie politycznej, miały przygotować Polskę do przyjęcia do NATO, według scenariusza napisanego w Moskwie i stanowiły wielostopniową kombinację operacyjną rosyjskich służb – będzie jeszcze długo pytaniem otwartym.

Wracając jednak do pytania o obecną przyczynę aktywności pana Zacharskiego i udział w uświadamianiu społeczeństwa przez stację Waltera i Wejcherta, przy współudziale „Dziennika”, warto zwrócić uwagę na pewną wypowiedź pana generała z wywiadu, udzielonego Reszce i Majewskiemu. Oto na pytanie dziennikarzy, dotyczące okoliczności odwołania ze stanowiska szefa wywiadu UOP, mogliśmy przeczytać:

Zrzucanie mnie ze stanowiska było niemal klasyczną wewnętrzną polsko-polską wojenką, a wyjątkową aktywnością w tym pojedynku wykazywali się szef dyplomacji Andrzej Olechowski i ówczesny szef UOP Gromosław Czempiński. To im w dużym stopniu należy zawdzięczać, że Amerykanie w końcu zdecydowali się i złożyli notę protestacyjną. Ale o wielu znanych mi w szczegółach elementach tej rozgrywki opowiem w mojej książce.”

W innym miejscu Zacharski ciepło wyraża się o Adamie Michniku, informując, iż był on autorem tekstu rezygnacji ze stanowiska w UOP i opisuje wzajemne stosunki obu panów - „Mówiliśmy sobie po imieniu, byliśmy dobrymi znajomymi. To ciekawy człowiek, lubiłem z nim rozmawiać. Czasem spotykaliśmy się u niego w "Gazecie". Dwa, trzy razy byłem u niego w domu. Może on raz był u mnie.”

Otóż, tak się składa, że wymienieni dżentelmeni – Olechowski i Czepiński są dziś „ojcami założycielami” formacji politycznej o nazwie „Platforma Obywatelska”, a gazeta Adama Michnika dzielnie wspiera wszystkie działania obecnego rządu. Te trzy osoby, imiennie wspomniane przez Zacharskiego to najważniejsze wsporniki, podtrzymujące konstrukcję Platformy i ich wpływ na decyzje polityczne rządu Tuska wydaje się bezsporny. O wpływach założycieli PO – agentów Departamentu I MSW pisałem obszernie w tekstach „POLITYCZNA AGENTURA WPŁYWU”.

Z wielowątkowej operacji medialnej, pod roboczym tytułem – „Patriota Zacharski – tropiciel sowieckich agentów, w służbie III RP” można odnieść nieodparte wrażenie, że:

1. Zacharski jest „superszpiegiem”, który z pobudek patriotycznych chciał pracować dla Polski, ( nie bił opozycji, nie poniżał księży),

2. Działając w UOP, przyczynił się do wykrycia sowieckiej agentury na najwyższych szczeblach władzy państwowej.

3. Za tę działalność dla wolnej Polski, został zmuszony przez komunistów (agentów sowieckich) do opuszczenia kraju, zniszczono jego karierę i uniemożliwiono pracę dla III RP.

4. Wiedza Zacharskiego to „bomba”, której siła może radykalnie zmienić kształt polskiej sceny politycznej.

Z tak zarysowanej koncepcji medialnego przekazu, wyłania się obraz człowieka, który wiele wie i równie wiele może ujawnić, jeśli tylko nadejdzie stosowna chwila. Kontekst, w jakim Zacharski wymienia nazwiska „ojców” Platformy jest o tyle negatywny, że wyraźnie sugeruje, iż działania Olechowskiego i Czempińskiego były „elementami rozgrywki”, o której obiecuje napisać więcej w przyszłej książce. Jakiej rozgrywki – mając na uwadze wyszczególnione powyżej tezy medialne – można łatwo się domyśleć. Kto za nią stał i kto ją mógł inspirować, by pozbyć się genialnego „superszpiega”, tropiącego sowieckich agentów – również nietrudno dociec.

Jeśli jest to szantaż, to wyrażony w jak najbardziej „ekskluzywnej” formie, właściwej dla ludzi pokroju Zacharskiego.

Osoba Adama Michnika pojawia się, jak sądzę, w dwojakim kontekście. Po pierwsze, by uzmysłowić odbiorcy, że przyjacielskie stosunki łączące obu panów to okoliczność uwiarygodniająca Zacharskiego, jako człowieka „po właściwej stronie” sceny politycznej III RP. Dla wielu niewybrednych adresatów medialnych manipulacji, powołanie się na Michnika to przecież oznaka uczciwość osoby, którą z szefem „Gazety Wyborczej” łączą bliskie więzy. Lecz niewykluczone również, że przywołanie Michnika ma „przypomnieć” redaktorowi, że Zacharski doskonale pamięta o ich przyjaźni i treści wspólnych rozmów. Ostatecznie, to właśnie „Gazeta Wyborcza” zainicjowała w sierpniu 1994 roku, aferę z nominacją Zacharskiego na szefa UOP-u, co wobec mocno eksponowanych tez, o ewentualnym podłożu tej „rozgrywki”, może stawiać Michnika w niezręcznej sytuacji.

Aluzyjna i wielowątkowa wypowiedź Zacharskiego, powinna budzić szczere uznanie i zapewne spotkała się z żywym zainteresowaniem wymienionych przez pana generała osób.

Jestem dziwnie przekonany, że głos emeryta Zacharskiego ma nadal wielką moc sprawczą i wydaje się echem ważnych, mocarstwowych interesów. Należałoby może poważnie zastanowić się - na ile ostatnie „rewelacje” tego pana i promocja jego osoby przez „zaprzyjaźnione” media mają np. związek z decyzjami ministra Sikorskiego wobec Rosji, o wznowieniu rokowań o partnerstwie, a w szerszej perspektywie – ze stanowiskiem polskiego rządu w sprawie tarczy antyrakietowej. Choć zawsze będzie odczuwalny niedosyt „twardych” dowodów, to nie wolno wykluczać, że pan Zacharski nadal rzetelnie wypełnia swoją misję.


WOLNOŚĆ POD SPECJALNYM NADZOREM

http://www.tvn24.pl/12690,1549019,wiadomosc.html

http://www.dziennik.pl/opinie/article259161/Slynny_szpieg_uderza_w_Kwasniewskiego.html

http://www.lex.com.pl/czasopisma/znusrp/bial_ksi.html#19

http://www.dziennik.pl/polityka/article263778/Sikorski_Sprzeciw_wobec_Rosji_nic_by_nie_dal.html#reqRss