Był
cień, który biegł koło mnie - to wyprzedzał mnie, to zostawał w
tyle. Cieniów takich było mnóstwo, cienie te otaczały mnie
zawsze, cienie nieodstępne, chodzące krok w krok, śledzące mnie i
przedrzeźniające.
Cień
ten nieodstępny koło mnie ścigał mnie i prześladował. Zapluty,
potworny karzeł na krzywych nóżkach, wypluwający swoją brudną
duszę, opluwający mnie zewsząd, nie szczędzący niczego, co
szczędzić trzeba - rodziny, stosunków, bliskich mi ludzi, śledzący
moje kroki, robiący małpie grymasy, przekształcający każdą myśl
odwrotnie - ten potworny karzeł pełzał za mną jak nieodłączny
druh, ubrany w chorągiewki różnych typów i kolorów, krzyczący
frazesy, wykrzywiający potworną gębę, wymyślający jakieś
niesłychane historie, ten karzeł był moim nieodstępnym druhem,
nieodstępnym towarzyszem doli i niedoli, szczęścia i nieszczęścia,
zwycięstwa i klęski. (...)
Potworny
karzeł, wylęgły z bagien rodzimych. Bity po pysku przez każdego z
zaborców, sprzedawany z rąk do rąk, płatny. (...)
Nie
znam zjawiska bardziej stałego, bardziej metodycznie prowadzonego
jak to dotykanie rodzinnych stosunków, przed którymi każdy
człowiek się zatrzymuje, jak to dotykanie moich przyjaciół,
mojego otoczenia, każdego nieledwie człowieka, który się do mnie
zbliżył, brudnymi rękoma, brudną duszą, brudnymi słowami i
brudnym, stęchłym powietrzem.
Miałem
przyjaciół, którzy się zmęczyli i odeszli, miałem
współpracowników, z którymi źle czy dobrze współpracowałem,
którzy w ten czy inny sposób ode mnie odchodzili.
Ale
to paskudztwo duszy, które do mnie przylepiano, było tak
nieodłączne, tak systematyczne, że gdy myślę o przeszłości,
zawsze się oglądam, czy ubranie moje jeszcze nie cuchnie. (…)
Wylęgać
się takie zjawiska mogą tylko w bagnie niewoli, przez które narody
przechodzą.
Józef
Piłsudski,w Hotelu Bristol,3 lipca 1923r.