Nie będziemy razem, bo nie ma przyzwolenia na zdradę o świcie i na fałsz przekraczający ludzką miarę. Nie możemy być razem, bo nasz gniew jest dziś bezsilny, gdy zabrano nam tylu niezastąpionych. Nigdy nie będziemy razem, bo pamiętamy - kto siał nienawiść i chciał zebrać jej żniwo.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą beatyfikacja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą beatyfikacja. Pokaż wszystkie posty

sobota, 5 czerwca 2010

ŚWIĘTY JERZY ZE SMOLEŃSKA

Papieski dekret o męczeństwie księdza Jerzego mówi, że został ucciso in odio alla Fede - zabity z nienawiści do wiary. To niezwykle ważne sformułowanie zadaje kłam wielokrotnie podnoszonej i przez lata powielanej tezie, jakoby Kapelan „Solidarności” został zamordowany z powodów politycznych, a zabójstwo było aktem politycznej prowokacji. Trudno też, o bardziej wyrazisty znak zwycięstwa nad fałszem, na którym zabójcy Księdza wspólnie z zakładnikami zbrodni zbudowali III Rzeczpospolitą.
Twierdzenia o politycznym charakterze mordu założycielskiego III RP można było wyczytać już z oświadczenia Episkopatu Polski z dn.22 października 1984 roku, w którym zawarto słowa, iż „posiadane dotychczas wiadomości o okolicznościach porwania, wskazują na to, że sprawcy działali z motywów politycznych”. 27 października propagandysta PAP-u pisał, iż „porwanie księdza Popiełuszki było prowokacją polityczną. Obecnie montowana jest kolejna prowokacja, cała seria prowokacji”. W identyczny sposób brzmiało stanowisko Rady Krajowej PRON, w którym m.in. napisano: „Rzeczą smutną jest fakt, że są ludzie, którzy nie czekając na ostateczny wynik śledztwa, z góry przesądzili sprawę i zgodnie z celami prowokacji wzywają do wystąpień, do aktów nienawiści, do działań szkodzących krajowi, ukrywając swe intencje pozornym przyłączaniem się do modlitwy Kościoła i jego troski o porwanego”. Ten sam sposób argumentacji, można było znaleźć w artykule Jacka Kuronia, zamieszczonym w 107 numerze „Tygodnika Mazowsze”z 22 listopada1984r: „A więc gen. Jaruzelski rozpoczął walkę ze swoim aparatem. Żeby mógł ją skończyć i umocnić się, musi mieć spokój społeczny. Jeśli damy mu ten spokój nie żądając nic w zamian, to oczywiście nie będzie musiał nam nic dać. Dlatego trzeba naciskać na władzę, ale w taki sposób, aby nie stało się dla niej konieczne zastosowanie terroru.”
Jeszcze w ubiegłorocznym wywiadzie dla KAI, prymas Glemp pytany: „czy po zamordowaniu kapelana „Solidarności”, prymas uważał go za męczennika” – odpowiedział:
„Nie miałem jasności. Pierwsza odpowiedź była taka, że powodem zabójstwa był fakt, iż ks. Popiełuszko nie podobał się SB jako przeciwnik polityczny. Trudno było od razu mówić o męczeństwie za wiarę – nie było to oczywiste. Czy był bohaterskim obrońcą wolności, czy też charyzmatyczną ofiarą za wiarę Kościoła.”
 Papieski dekret o męczeństwie przecina te spekulacje i potwierdza, że nie istniał żaden „motyw polityczny”. Mord na księdzu Jerzym nie był również „prowokacją wobec władzy”, ani efektem „walk w aparacie”.
Od 26 lat wszelkie próby wyjaśnienia okoliczności zabójstwa były i są skutecznie blokowane Oficjalny i powszechny stał się pogląd, jakoby twierdzenia poważające wersję stworzoną przez policję polityczną PRL było działaniem na szkodę Kościoła, a nawet miało opóźniać proces beatyfikacyjny księdza Jerzego. Pojawiały się głosy sugerujące, iż wszelkie odstępstwa od ustaleń sądowych są inspirowane przez środowiska wrogie Kościołowi. Postulator procesu beatyfikacyjnego, ks. Tomasz Kaczmarek wielokrotnie twierdził, że „można się domyślać sił, stojących za nagłośnieniem, burzących ustalony w 1985 r., podczas pamiętnego procesu toruńskiego, klarowny obraz porwania i morderstwa”.
Jak wytłumaczyć tę postawę, wobec wyzwania, jakim pozostał niespełniony testament Jana Pawła II, który 27 listopada 1984 roku w słowach: "Kościół nie może dopuścić, by zleceniodawcy zabójstwa księdza pozostali nieznani" zobowiązał polski Kościół do wyjaśnienia całej prawdy o śmierci księdza Jerzego?
Już w III RP, w zagadkowych okolicznościach ginęli świadkowie, innych zastraszano i nakłaniano do milczenia. Ludzi, którzy wykazali dość odwagi, by naruszyć tajemnicę bezpieki nazwano szaleńcami i fantastami. Odmówiono im prawa do zajmowania się sprawą, przemilczano ich argumenty, szykanowano lub skazano na zapomnienie. Tak postąpiono z prokuratorem Andrzejem Witkowskim, tak również potraktowano Wojciecha Sumlińskiego.
W tych działaniach, zdawała się tkwić moc upiornego paktu, w którym postanowiono, że faktyczni decydenci mordu pozostaną bezkarni. Ta haniebna zasada obowiązuje nadal, czego dowodem są dzieje śledztwa w sprawach księdza Jerzego, ks.Suchowolca, Zycha oraz wielu innych ofiar zbrodni komunistycznych.
Dla rzeszy donosicieli oplatających zdradziecką siecią księdza Jerzego, Jego rzekome „politykierstwo” i zaangażowanie w pomoc opozycji miało usprawiedliwiać ich własną nikczemność i dawać alibi aktom pospolitej zdrady. Stał za tym wybór „dialogu” z władzą, prowadzenia moralnie niepewnej, „dyplomatycznej gry” świadczącej jakoby o politycznej dojrzałości i pragmatycznym nastawieniu. Nie przypadkiem, w procesie beatyfikacyjnym księdza Jerzego najwięcej wątpliwości budziło to, czy można Go uznać za męczennika za wiarę. Część hierarchów, w tym prymas Glemp, skłaniała się początkowo do wersji, że zginął z przyczyn politycznych. To dzięki takim postawom otworzyła się droga do „historycznego kompromisu”. Powstał nienazwany obszar, w którym mogło nastąpić spotkanie katów i ofiar, gdzie zatarto różnicę między dobrem, a złem, sprowadzając nakazy moralne do poziomu własnej miernoty, pychy i kazuistycznego zaprzaństwa. Ten obszar, „płaszczyznę porozumienia” nazwano później IIIRP.
Był to w pełni świadomy wybór wizji świata, w którym wszystko ma wymiar względny, gdzie dobro i zło wzajemnie się przenikają, gdzie nie ma miejsca na świętość, a męczeństwo za wiarę zdaje się wyborem szaleńca. Według tej wizji ksiądz Jerzy zginął, bo „politykował”, „nie zachował ostrożności”, „był nieposłusznym mitomanem”, który „konspirował dowartościowując jakiś manieryzm, który zawsze reprezentował”. Tak widzieli tę śmierć donosiciele, tak postrzegali liczni biskupi, tym również uzasadniała komunistyczna propaganda.
Za najgroźniejszą uznano prawdę, że ksiądz zginął, ponieważ na drodze swojej świętości spotkał ludzi, którzy postawę wierności Ewangelii odebrali jako zagrożenie. Wielu z nich, w tym ludzie tego samego Kościoła, któremu służył Kapłan z Żoliborza nie potrafiło, nie mogło zaakceptować takiej postawy. Była ponad ich siły. Woleli widzieć w nim zaangażowanego politycznie duchownego, niż dostrzec prawdziwą, przerastającą wielkość. Zbyt mocno obnażała ich własną ułomność, zbyt wyraziście kontrastowała z załganą, ograniczoną wizją świata.
Wzbudzała nienawiść – jak zawsze, gdy zło czuje się zagrożone dobrem.
Państwo, w którym żyjemy stoi dziś na straży tajemnicy o śmierci księdza Jerzego, a strzegąc jej, staje się wspólnikiem komunistycznych oprawców. Ludzie, którzy w 1984 roku pisali o „determinacji generała w dążeniu do wyjaśnienia zbrodni” są dziś po tej samej stronie, po której stali sprawcy męczeńskiej śmierci.
Ksiądz Jerzy nie mógł dożyć czasów III RP. Ci ludzie i to państwo, powstałe na kłamstwie o Jego śmierci, będące zaprzeczeniem wszelkich ideałów Solidarności zabiłoby Go ponownie.

            26 lat po tamtej zbrodni czuję coraz mocniej, jak dzisiejsze doświadczenie tragedii smoleńskiej stanowi kontynuację tamtego kłamstwa i tamtej wizji świata, skazującej na śmierć księdza Jerzego. Jak wówczas, tak i dziś nienawiść wyznaczyła drogę - do tamy we Włocławku i do smoleńskiej pułapki.
Nienawiść do ludzi i wyznawanych przez nich wartości, do wiary przekraczającej miarę nędznych postaci. Ona kazała porwać, torturować i zabić księdza, za jej przyczyną zginął polski prezydent i dziesiątki towarzyszących mu osób. Jak wówczas, tak i dziś zbrodnię poprzedziła kampania nienawiści, w której nie cofnięto się przed żadną podłością, byle wykazać fałszywy obraz człowieka, oskarżając go przed śmiercią i po śmierci.
Analogie sięgają jeszcze głębiej, gdy dostrzegamy metodę, jaką zakłamuje się rzeczywistość. Ta sama zbrodnicza dialektyka nakazywała widzieć w kapłanie „politykiera” współwinnego swojej śmierci, jak w ofiarach smoleńskiej tragedii nakazuje postrzegać szaleńców gotowych do aktu samobójstwa. W tej samej retoryce były kłamstwa o „motywach politycznych” stojących za męczeństwem księdza Jerzego, jak dzisiejsze oskarżenia o „rusofobię”, „upór” i „obsesyjną nieufność”, mające zdeterminować przebieg katastrofy.
Wszystko, zatem – byle nie męczeństwo - byle nie uznanie, że zginęli świadkowie prawdy, że polem bitwy było starcie dobra ze złem, a czyn sprawców wynikał z najniższych, nienawistnych pobudek.
Przed 26 laty głosem tchórzów i zdrajców obwieszczono Polakom „konieczność szukania porozumienia” z mordercami księdza, podmieniając katów na rzeczników ofiar. Tym samy głosem mówi się dziś o „pojednaniu” z putinowską Rosją i każe wyrażać wdzięczność odwiecznym ciemiężycielom.
To decyzją samozwańczych „reprezentantów narodu” i szemranych „autorytetów” zarządzono „historyczny kompromis”, mordując przedtem ludzi nazbyt nieugiętych, których głos mógł zmącić plany garstki miernot. Dziś, gdy zginęli najlepsi reprezentanci narodu, te same postaci gardłują o „pojednaniu” głosząc, że „kość niezgody w relacjach Warszawy i Moskwy zostanie pochowana razem z prezydentem Kaczyńskim”.
Identycznie, – jak przed 26 laty buduje się koncepcję kłamstwa o przyczynach tragicznych zdarzeń; zaciera ślady, nęka niepokornych, zamyka usta świadkom prawdy. Na tej samej zasadzie utrwala się fałszywe wyobrażenia, i mocą medialnego przekazu wznosi konstrukcję cynicznej obłudy. Jak wówczas, tak dziś, za cenę marnych przywilejów i doraźnych korzyści ci sami ludzie i ich środowiska stają się zakładnikami zbrodni. Powstały z niej układ i zmowa milczenia mają na zawsze zamknąć drogę do wyjaśnienia prawdy, stając się „kamieniem węgielnym”, na którym zostanie zbudowane nowe przymierze katów i ofiar.
            Zawsze uważałem, że III RP, która zaczęła się nad grobem księdza Jerzego skończy się wówczas, gdy tajemnica śmierci kapłana zostanie ujawniona. To ona stanowiła gwarancję bezkarności komunistycznych oprawców, z niej uczyniono depozyt wiedzy, łączący ludzi bezpieki, Kościoła i opozycji. W państwie przez nich stworzonym, śmierć kapłana miała stać się użytecznym, niewyjaśnionym „mitem”, dławiącym dążenia narodu pod fałszywym nakazem „pojednania”.
Z tej perspektywy mogłoby się wydawać, że tragedia smoleńska przygniecie nas podwójnym ciężarem zbrodni, spod której już nigdy nie zdołamy powstać. Groza tego zdarzenia, jego wymiar moralny, polityczny i historyczny miały raz na zawsze zniszczyć marzenia o wolności, przeciąć ostatnią nić narodowych więzi.
Dziś wiem, że zamysły sprawców nie mogą się ziścić. Te sprzed 26 laty i te sprzed kilku tygodni. Wiem, bo ksiądz Jerzy pozostawił nam przedziwne i trudne przesłanie.
Tak trudne, że niezrozumiałe, aż do dnia wielkiej tragedii.
Podczas mszy za Ojczyznę 27 maja 1984 roku wygłosił kazanie, którego treść doprowadziła do wściekłości władców PRL-u. Powiedział wówczas:
W dużej mierze sami jesteśmy winni naszemu zniewoleniu, gdy ze strachu albo dla wygodnictwa akceptujemy zło, a nawet głosujemy na mechanizm jego działania. Jeżeli z wygodnictwa czy lęku poprzemy mechanizm działania zła, nie mamy wtedy prawa tego zła piętnować, bo my sami stajemy się jego twórcami i pomagamy je zalegalizować”.
Trudno o mocniejszy akt oskarżenia. Za Polskę 2010, za zło, które na chwilę zatryumfowało w Smoleńsku.
Jednak prawdziwa świętość nigdy nie przynosi świadomości winy, nie dając również daru nadziei. 10 kwietnia przypomniałem te słowa Kapłana z Żoliborza:
„Przezwyciężamy lęk, gdy godzimy się na cierpienie lub utratę czegoś w imię wyższych wartości. Jeżeli prawda będzie dla nas taką wartością, dla której warto cierpieć, warto ponosić ryzyko, to wtedy przezwyciężymy lęk, który jest bezpośrednią przyczyną naszego zniewolenia. Chrystus wielokrotnie przypominał swoim uczniom: "Nie bójcie się. Nie bójcie się tych, którzy zabijają ciało, a nic więcej uczynić nie mogą”.
Jestem przekonany, że fakt, iż Polacy nie ulegli grozie smoleńskiej pułapki, nie zerwali kruchej wspólnoty narodu zawdzięczamy księdzu Jerzemu. Wbrew zamysłom zła – wówczas, gdy w prezydenckim samolocie miał zginąć naród, Bóg sprawił, że naród się narodził.
Mógł się narodzić, odnaleźć i uwierzyć, bo towarzyszyła nam ostatnia modlitwa księdza Jerzego. Ta, z 19 października 1984 r. wypowiedziana w ostatniej homilii w kościele p.w. Świętych Polskich Braci Męczenników w Bydgoszczy, zakończona słowami:
- „Módlmy się, byśmy byli wolni od lęku, zastraszenia, ale przede wszystkim od żądzy odwetu i przemocy”.
Tylko człowiek święty i wolny, mógł wypowiedzieć takie słowa mając przeczucie męczeńskiej śmierci i tylko on miał prawo wskazać nam drogę w niełatwą przyszłość.
Ten przekaz: nie daj się zwyciężyć złu, ale zło dobrem zwyciężaj – stał się ponownie zrozumiały i czytelny po smoleńskiej tragedii.
Nie wiemy, czy do końca i w pełni - jednak po 10 kwietnia Polacy wypełnili przesłanie księdza Jerzego. Bez lęku i nienawiści.
Nawet, jeśli podczas uroczystości beatyfikacyjnych obecni będą ludzie chroniący faktycznych morderców, nawet gdyby oni sami próbowali wykorzystać świętość księdza Jerzego, by na zawsze ukryć swój udział w zbrodni, w niczym nie zmieni to faktu, że Kapłan - męczennik stanie się Patronem wolnej i solidarnej Polski.
W zamysłach morderców księdza, ta zbrodnia miała otwierać drogę do fałszywego „pojednania” i „ustrojowej transformacji”, legalizując pakt ponad głowami Polaków, zawarty w atmosferze zastraszenia i terroru. Ci, którzy się z nim nie zgadzali, byli eliminowani lub spychani na margines życia publicznego.
Po 26 latach, te same intencje mogły kierować sprawcami smoleńskiej pułapki. Zamysł zastraszenia, zakłamania i marginalizacji przeciwników haniebnego „pojednania” musi okazać się chybiony. Kres tego planu zwiastuje świętość księdza Jerzego i podążająca za nią prawda o Jego męczeństwie - zabity z nienawiści do wiary.
Bo jeśli z nienawiści do wiary - to beatyfikacja Kapłana jest dniem zwycięstwa wiary - nad nienawiścią i nad zamysłami morderców i zdrajców.
Ten, którego chcieli uczynić symbolem nienawiści, wrócił dziś jako święty.

niedziela, 20 grudnia 2009

ZABITY Z NIENAWIŚCI DO WIARY

Udowodnienie nienawiści do wiary u prześladowcy stanowi niewątpliwie najistotniejszy problem spraw najnowszych męczenników. Trudność ta odnosi się m.in. do systemów totalitarnych. Należy odróżnić nienawiść prześladowcy od sporów i różnic politycznych. Choć można stwierdzić ogólnie, że systemy: nazistowski i stalinowski były zbrodnicze, to jednak każdy fakt męczeństwa należy zbadać indywidualnie oraz zweryfikować motywację po stronie zadającego śmierć. Mogą wystąpić różne przyczyny, ale o męczeństwie mówimy, kiedy nienawiść do wiary jest elementem przeważającym” - ten fragment pracy „Współcześni męczennicy za wiarę – Wymagania procesu kanonizacyjnego” księdza Arkadiusza Damaszka SDB z Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie, zamieściłem w tekście „NIE BÓJCIE SIĘ ŚWIĘTOŚCI KSIĘDZA JERZEGO” z lutego 2009 roku.

To wówczas mogliśmy się dowiedzieć, że za sprawą osobistej interwencji Benedykta XVI przebieg procesu beatyfikacyjnego ks. Jerzego Popiełuszki uległ przyspieszeniu.

Dzisiejsza informacja o podpisie Papieża złożonym pod dekretem uznającym heroiczność cnót Jana Pawła II oraz dekretem o męczeństwie kapelana "Solidarności", zamyka proces beatyfikacyjny księdza Jerzego i umożliwia wyznaczenie daty wyniesienia na ołtarze.

Ta decyzja – o podwójnej, „polskiej” świętości - jest bodaj najlepszą wiadomością, jaką Polacy mogli otrzymać w kończącym się roku.

Papieski dekret o męczeństwie mówi, iż ksiądz Jerzy został ucciso in odio alla Fede - zabity z nienawiści do wiary. To niezwykle ważne sformułowanie – również dlatego, że zadaje kłam wielokrotnie podnoszonej i powielanej tezie, jakoby Kapłan został zamordowany z powodów politycznych.

Tego rodzaju twierdzenie można było wyczytać nawet z oświadczenia Episkopatu Polski z dn.22 października 1984 roku, w którym zawarto słowa, iż „Posiadane dotychczas wiadomości o okolicznościach porwania, wskazują na to, że sprawcy działali z motywów politycznych”. Kłamstwo o politycznym charakterze zbrodni zostało narzucone niemal natychmiast po porwaniu księdza Jerzego. Już 27 października 1984 roku propagandysta PAP-u pisał, iż „porwanie księdza Popiełuszki było prowokacją polityczną. Obecnie montowana jest kolejna prowokacja, cała seria prowokacji”. W identyczny sposób brzmiało stanowisko Rady Krajowej PRON, w którym mogliśmy przeczytać - „rzeczą smutną jest fakt, że są ludzie, którzy nie czekając na ostateczny wynik śledztwa, z góry przesądzili sprawę i zgodnie z celami prowokacji wzywają do wystąpień, do aktów nienawiści, do działań szkodzących krajowi, ukrywając swe intencje pozornym przyłączaniem się do modlitwy Kościoła i jego troski o porwanego”. Ten sam sposób argumentacji, można było znaleźć w artykule Jacka Kuronia, zamieszczonym w 107 numerze „Tygodnika Mazowsze”z 22.11.1984r. - „A więc gen. Jaruzelski rozpoczął walkę ze swoim aparatem. Żeby mógł ją skończyć i umocnić się, musi mieć spokój społeczny. Jeśli damy mu ten spokój nie żądając nic w zamian, to oczywiście nie będzie musiał nam nic dać. Dlatego trzeba naciskać na władzę, ale w taki sposób, aby nie stało się dla niej konieczne zastosowanie terroru.”.

Wszystkie te i wiele innych, powtarzanych przez lata twierdzeń miały sugerować, jakoby zabójcy księdza Jerzego działali z pobudek politycznych, a zbrodnia była polityczną prowokacją wymierzoną w Jaruzelskiego i Kiszczaka. Postać Kapłana – od czasu propagandowych seansów Urbana - przedstawiano jako człowieka zaangażowanego w sprawy polityczne, co miało usprawiedliwiać „ostateczne rozstrzygnięcie” w wykonaniu esbeckich morderców. Koncepcja taka wynikała z założeń systemowej walki z Kościołem katolickim, prowadzonej pod sztandarem zwalczania „rozpolitykowanego” kleru. I choć komuniści starali się przekonać społeczeństwo, że nie walczą z całym Kościołem, religią czy Bogiem, działalność duchowieństwa stanowiła dla nich zagrożenie ideologiczne, na tyle ważne, że w jednym z dokumentów SB księży nazwano wprost „nosicielami obcej nam ideologii”. Gdy, dbając o pozory legalizmu władza stawiała duchownych przed sądami, starała się zawsze pokazać społeczeństwu, że nie represjonuje księży za głoszone przez nich prawdy wiary, za wierność Ewangelii, za pomoc prześladowanym - lecz rozprawia się z rzekomymi przestępcami winnymi szpiegostwa, nadużyć finansowych, działalności antysocjalistycznej. Wyraźnie można tu dostrzec analogię do metody stosowanej w latach 30. przez hitlerowców, którzy walkę z Kościołem prowadzili w myśl hasła „Nie męczennicy, lecz przestępcy”. Tym celom służyło nagłośnienie pokazowych procesów „duchownych-przestępców”. Obraz księdza – rozpolitykowanego agitatora, zaangażowanego w polityczne spory i podziały służył komunistom jako doskonały pretekst do zwalczania Kościoła, do walki z wiarą i przesłaniem Ewangelii.

Ten sam obraz miał się wyłonić z akt śledztwa, prowadzonego przez Prokuraturę Wojewódzką w Warszawie w roku 1983. Gdy w grudniu 1983 r. ks. Jerzy został aresztowany, bezpośrednim powodem zastosowania tej sankcji były "antysocjalistyczne" i "wybuchowe" materiały znalezione w mieszkaniu przy ul. Chłodnej. Gdy 12 lipca 1984 r. skierowano przeciwko niemu akt oskarżenia, posłużono się artykułem 194 kodeksu karnego, który mówił o działaniu przeciwko porządkowi publicznemu.

Włączone do akt donosy tajnych współpracowników bezpieki, przedstawiały księdza jako kapłana zaangażowanego politycznie, karierowicza, żądnego politycznego przywództwa, podkreślały jego antykomunizm, mówiły o „krnąbrności” wobec władz kościelnych i państwowych, wskazywały na wypowiedzi i działania o rzekomo politycznym kontekście. Ten wizerunek, wyłaniający się z meldunków TW i KO nie był tworzony na potrzeby propagandy komunistycznej, nie stanowił projekcji życzeń esbeków. Sądzę, że tak naprawdę myśleli, tak postrzegali księdza Jerzego ludzie współpracujący z policją polityczną, w tych kategoriach widzieli rzeczywistość i dzieło Kapelana Solidarności.

"Z donosów wynika, że wielu duchownych nie było w stanie go zaakceptować, był dla nich chodzącym wyrzutem sumienia" – napisał Jan Żaryn. we wstępie książki „Aparat represji wobec księdza Jerzego Popiełuszki 1982–1984”, tom 1.

Identycznie jak TW, opisywali żoliborskie msze za Ojczyznę funkcjonariusze partyjni - „Na spektakle te składają się spreparowane urywki poezji i prozy polskiej o wydźwięku politycznym”. Pieśni śpiewane w kościele, mają również charakter „polityczny i antypaństwowy. […] „Ks. J. Popiełuszko staje się inspiracją dla różnego rodzaju ekstremistów”.– pisał towarzysz Jerzy Śliwiński - dyrektor Wydziału ds. Wyznań przy Urzędzie Prezydenta Warszawy.

Dla rzeszy donosicieli, oplatających zdradziecką siecią księdza Jerzego, jego rzekome „politykierstwo” i zaangażowanie w pomoc opozycji, miało usprawiedliwiać ich własną podłość, miało dawać alibi aktom pospolitej zdrady. Było wyborem „dialogu” z władzą, prowadzenia z nią moralnie niepewnej, „dyplomatycznej gry”, świadczącej jakoby o politycznej dojrzałości i pragmatycznym nastawieniu, przedkładającej „dobro Kościoła” nad utopijne mrzonki. To dzięki takim postawom otworzyła się droga do „historycznego kompromisu”. Powstał nienazwany obszar, w którym mogło nastąpić spotkanie katów i ofiar, gdzie zatarto różnicę między dobrem i złem, a nakazy moralne i etyczne sprowadzono do poziomu własnej miernoty, nieludzkiej pychy i kazuistycznego zaprzaństwa. Ten obszar, „płaszczyznę porozumienia” nazwano później IIIRP.

Był to w pełni świadomy wybór wizji świata, w którym wszystko ma wymiar względny, skoro dobro i zło wzajemnie się przenikają. W tak zamkniętej rzeczywistości nie ma miejsca na świętość, a męczeństwo za wiarę zdaje się być wyborem szaleńca.

Zatem, wszystko – byle nie męczeństwo, byle nie uznanie, że zginął męczennik, że doszło do starcia dobra ze złem, a czyn sprawców wynikał z najniższych, nienawistnych pobudek. Jeśli zginął - to dlatego, że „politykował”, że „nie zachował ostrożności”, „był nieposłusznym mitomanem”, który „konspirował dowartościowując jakiś manieryzm, który zawsze reprezentował”. Tak widzieli to donosiciele, tak postrzegali liczni biskupi, tak uzasadniała komunistyczna propaganda.

Dlatego dzisiejszy dekret o męczeństwie księdza Jerzego, – wydany w efekcie wieloletnich badań prowadzonych podczas procesu beatyfikacyjnego – w tych kilku słowach - ucciso in odio alla Fede mocno wskazuje na rzeczywiste intencje sprawców zbrodni i zadaje cios komunistycznemu kłamstwu

Wiemy, że wśród ludzi Kościoła dość powszechny jest pogląd, jakoby ustalenia prokuratora Witkowskiego i innych osób, domagających się weryfikacji oficjalnej, stworzonej przez policję polityczną PRL wersji wypadków z października 1984 roku, stanowiło działanie na szkodę Kościoła i opóźniało proces beatyfikacyjny księdza Jerzego. Pojawiały się głosy sugerujące, jakoby wszelkie odstępstwa od ustaleń sądowych były inspirowane przez środowiska wrogie Kościołowi. Postulator procesu beatyfikacyjnego, ks. Tomasz Kaczmarek wielokrotnie miał twierdzić, że „można się domyślać sił, stojących za nagłośnieniem, burzących ustalony w 1985 r., podczas pamiętnego procesu toruńskiego, klarowny obraz porwania i morderstwa

Wiemy również, że wszelkie próby wyjaśnienia prawdziwych okoliczności tego zabójstwa były i są skutecznie blokowane. W niewyjaśnionych okolicznościach ginęli świadkowie, innych zastraszano i nakłaniano do milczenia. Ludzi, którzy wykazali dość odwagi, by naruszyć tajemnicę bezpieki nazwano szaleńcami i fantastami. Odmówiono im prawa do zajmowania się sprawą, przemilczano ich argumenty, szykanowano lub skazano na zapomnienie. Tak postąpiono z prokuratorem Andrzejem Witkowskim, tak również potraktowano Wojciecha Sumlińskiego.

W tych działaniach, zdaje się tkwić moc upiornego paktu, na mocy którego postanowiono, że faktyczni decydenci mordu pozostaną bezkarni. Ta haniebna zasada obowiązuje nadal, czego dowodem są dzieje śledztwa w sprawach księdza Jerzego, ks.Suchowolca czy ks.Zycha oraz wielu innych zbrodni komunistycznych.

Słusznie zatem pojawia się obawa, że zamknięcie procesu kanonicznego zostanie wykorzystane jako pretekst do definitywnego zakończenia śledztwa w sprawie zabójstwa męczennika i uniemożliwi ustalenie wszystkich sprawców i współsprawców zbrodni. Tym samym – nigdy już nie uda się zakwestionować wersji zdarzeń, zatwierdzonej w procesie toruńskim.

W tekście NIE BÓJCIE SIĘ ŚWIĘTOŚCI KSIĘDZA JERZEGO próbowałem rozwiać te wątpliwości, wskazując m.in. na pewien chaos pojęć i możliwe niezrozumienie - czym jest proces beatyfikacyjny i jakie znaczenie będzie miał dla Polaków fakt wyniesienia księdza Jerzego na ołtarze. Wydaje się, że ewentualne ustalenie, (w drodze odrębnego procesu karnego) innej niż obecnie daty śmierci księdza Jerzego lub nawet wskazanie innych sprawców, nie może stanowić istotnej przeszkody w procesie beatyfikacyjnym. W żaden sposób potencjalne, nowe ustalenia nie podważają faktu męczeńskiej śmierci za wiarę, a tylko ta okoliczność ma zasadnicze znaczenie.

Opina taka znajduje potwierdzenie w słowach abp. Kazimierza Nycza, metropolity warszawskiego z października ubiegłego roku: „Nawet jeśli znajdą się dowody, że ks. Popiełuszko zginął później niż 19 października, nie przeszkodzi to beatyfikacji. Moment śmierci jest ważny, ale nie najważniejszy. Ważne są przede wszystkim szczegóły męczeństwa, a te są znane i opisane”. Słowa te zostały wypowiedziane w reakcji na hipotezy prokuratora Andrzeja Witkowskiego, jakoby ks. Popiełuszko zginął dopiero 25 października. „Jeśli komuś udałoby się to udowodnić, prowadzący proces beatyfikacyjny musieliby uzupełnić dokumentację. Ale ani ewentualna inna data śmierci, ani nieznajomość zabójców nie byłyby przeszkodą w dokończeniu procesu, gdyż mordercą ks. Jerzego był cały system, który działał z nienawiści do wiary” –stwierdził arcybiskup.

Powtórzę zatem to, co napisałem wcześniej - nie wolno bać się beatyfikacji księdza Jerzego. Ten akt świadectwa męczeństwa nie może kolidować z wymogiem szukania prawdy i nie stanie na przeszkodzie w jej odkryciu. Wbrew woli establishmentu III RP, wbrew nieszczerym intencjom fałszerzy – ta prawda zostanie ujawniona.

Nawet, jeśli podczas uroczystości beatyfikacyjnych obecni będą ludzie chroniący faktycznych morderców i mocodawców, gdyby nawet oni sami próbowali wykorzystać świętość księdza Jerzego, by na zawsze ukryć swój udział w zbrodni – w niczym nie zmieni to faktu, że Kapłan - męczennik stanie się Patronem nowej, wolnej i solidarnej Rzeczpospolitej.

http://212.77.1.245/news_services/bulletin/news/24860.php?index=24860&lang=it

http://www.cogito.salon24.pl/77779,nie-bojcie-sie-swietosci-ksiedza-jerzego