Nie będziemy razem, bo nie ma przyzwolenia na zdradę o świcie i na fałsz przekraczający ludzką miarę. Nie możemy być razem, bo nasz gniew jest dziś bezsilny, gdy zabrano nam tylu niezastąpionych. Nigdy nie będziemy razem, bo pamiętamy - kto siał nienawiść i chciał zebrać jej żniwo.

niedziela, 27 listopada 2011

ZABIĆ RAZ JESZCZE - SPRAWA KRZYSZTOFA OLEWNIKA

Od ponad 10 lat na naszych oczach rozgrywa się tragedia rodziny Olewników. Choć większość Polaków, tkwiąc w szaleńczym, medialnym matrixie, nie jest nią zainteresowana lub zgoła niewiele z niej rozumie – tragedia ta niesie z sobą okrutną prawdę o państwie zbudowanym na fałszu i zbrodni.  Nazwana przeze mnie „kręgami piekła” wywołuje znacznie większą grozę, niż czyni to dzieło literackie Dantego. Dotyczy bowiem realnej codziennej rzeczywistości, doświadczalnej przez każdego, kto zechce przedrzeć się przez zasłonę milczenia i zakłamania.
Najnowsza odsłona tej tragedii, w której państwo Donalda Tuska zmierza do odwetu na rodzinie ofiary i uczynienia z niej sprawcy własnego nieszczęścia – nie mieści się w żadnych kategoriach nikczemności i zdaje się świadczyć, że funkcjonariusze tego państwa za wszelką cenę zamierzają zrzucić brzemię odpowiedzialności i ukryć swój udział w fałszowaniu śledztwa. Tylko tym można tłumaczyć wściekły, medialny atak, rozpętany przez rządowe przekaźniki.

Nie wierzę w żadne państwo


Panie Premierze, nie ulega wątpliwości, że w porwaniu naszego syna, jego okrutnym i zwyrodniałym dręczeniem i w konsekwencji mordem brały udział osoby z organów państwowych, które powinny służyć obywatelowi do ochrony jego bezpieczeństwa, a które to gwarantuje konstytucja. W tej chwili dzieje się wszystko odwrotnie, pomimo nagłośnienia medialnego naszej sprawy, pomimo wręcz szydzenia mediów oraz społeczeństwa nawet wpływowych polityków z naszej sprawy.”– pisał przed rokiem Włodzimierz Olewnik w liście do Donalda Tuska. Powodem napisania tego dramatycznego listu stała się odmowa odtajnienia akt operacyjnych policji i CBŚ dotyczących sprawy porwanego i zamordowanego Krzysztofa Olewnika. Choć w liście padło szereg niezwykle poważnych zarzutów pod adresem polityków i funkcjonariuszy służb, żadna z poruszonych kwestii nie doczekała się nagłośnienia lub wyjaśnienia. W odpowiedzi udzielonej ojcu ofiary, premier obecnego rządu skłamał, pisząc jakoby „wszystkie materiały ws. śmierci Krzysztofa Olewnika, o które zwracała się prokuratura lub komisja śledcza, zostały tym instytucjom udostępnione". Kilka miesięcy później ujawniono, że w Radomiu znajdują się obszerne akta zawierające m.in. informacje o działaniach policji w czasie przekazywania okupu. Rodzinę Olewników zapewniano wcześniej, że takie dokumenty w ogóle nie istnieją. Ojciec ofiary powiedział wówczas: „Okłamują mnie ministrowie, a nawet premier. W odpowiedzi na mój list – skłamał”.
Te słowa nie mogły zostać zapomniane. Podobnie, jak inne, wypowiedziane  przed trzema laty w Sejmie III RP.  Ojciec zamordowanego Krzysztofa miał to nieszczęście, że stać go było wówczas na odważne wyznanie: „Politycy SLD zabrali nam syna” i równie mocne oskarżenie:  „Stosowaliście ubeckie metody szkalowania ludzi, oczerniania ich. Mówiono o moim synu, że sam się uprowadził”. Siostra ofiary wykrzyczała zaś wprost: „Dość kłamstw, dość ukrywania bandytów! Ja nie wierzę w żadne państwo, w żadną Polskę!”
Cisza, jaka zapadła po tych słowach świadczyła, że trafiły w próżnię. W języku tego państwa nie ma bowiem żadnego „dość”, gdy chodzi o ukrywanie interesów mafijnych i przestępczych powiązań na szczytach władzy. Nie ma słowa „dość”, gdy w grę wchodzi ochrona postesbeckich układów, tuszowanie win i nieudolności prokuratury czy osłona mafijnej „omerty” – ponadpolitycznej zmowy milczenia.

 

Wspólnota brudu


To istnieniu takiej zmowy zawdzięczamy, że utrata władzy przez partię komunistyczną w roku 2005, nie miała żadnego wpływu na przebieg sprawy Olewnika. Nie mogła mieć, ponieważ niezmienne pozostały nieformalne układy, których przedstawiciele sprawują faktyczną władzę w Polsce – niezależnie od wyników wyborczych i zmiany barw partyjnych. Trwałe ulokowanie w polskiej policji, a w jeszcze większym stopniu w służbach specjalnych ludzi z peerelowskiego aparatu represji, zapewniało postkomunistom bezpośredni nadzór nad przebiegiem postępowań i dawało pełne poczucie bezpieczeństwa. Wynikające stąd układy jednoczą w imię wspólnych interesów, tak z pozoru odległe środowiska, jak „prawicowców” ze „stajni” Artura Balazsa, ludzi SKL –u i Platformy Obywatelskiej, z esbecko – agenturalną grupą skupioną wokół Aleksandra Kwaśniewskiego czy Leszka Millera. „Wspólnotą brudu”– nazwał Andrzej Zybertowicz ową grupę ludzi, „którzy mają wspólnie coś za skórą, mają interes, żeby się wzajemnie chronić, ale jednocześnie trzymają się wzajemnie na uwięzi”.
Nieszczęście Włodzimierza Olewnika polegało na tym, że wskazując na mafię odpowiedzialną za śmierć syna, wyciągnął palec w kierunku ludzi, których III RP uznaje za polityków i mężów stanu. Wskazał umundurowanych łobuzów - traktowanych jak „stróże porządku” i bandytów z komunistycznej bezpieki, uznanych za profesjonalnych funkcjonariuszy wolnego państwa. Ci ludzie nigdy nie utracili wpływu na bieg śledztwa w sprawie Olewnika, a od chwili dojścia do władzy obecnej ekipy wykazują ogromną aktywność i poczucie bezkarności. To od czasu objęcia rządów przez PO-PSL mamy do czynienia ze najbardziej złowrogą sekwencją zdarzeń: likwidowaniem świadków, aktami zastraszania, niszczeniem dowodów. Przypomnę tylko niektóre z nich:
-    w kwietniu 2008 roku „samobójstwo” popełnił Sławomir Kościuk – jeden ze skazanych za zabójstwo Olewnika, (okoliczności tej śmierci nie wyjaśniono do dnia dzisiejszego);
- w maju 2008 roku splądrowano dom Danuty Olewnik – siostry zamordowanego. Włamanie zostało odebrane jako próba zastraszenia rodziny. Do tej pory nie ustalono sprawców;
- w czerwcu 2008 r. w magazynie dowodów rzeczowych olsztyńskiego CBŚ, gdzie przechowywano dowody ze sprawy Krzysztofa Olewnika doszło do „awarii sieci kanalizacyjnej”, przez co zniszczeniu uległo 46 pudełek i kopert, w których przechowywano istotne dla sprawy dowody. O tym fakcie poinformowano dopiero w 2009 roku;
-   w styczniu 2009 roku w celi więziennej w Sztumie „popełnił samobójstwo” Robert Pazik – skazany za zabójstwo Krzysztofa Olewnika. Brat Pazika twierdził, że więźnia zmuszono do samobójstwa;
- w lipcu 2009 r. „samobójstwo” popełnił strażnik więzienny, który w czerwcu 2007 roku pełnił dyżur w olsztyńskim więzieniu, gdy w celi powiesił się w Wojciech .Franiewski – jeden z zabójców Olewnika (prawdopodobnie wieloletni tajny współpracownik służb PRL). Prokuratura uznała, iż śmierć strażnika nie ma związku z jego czynnościami służbowymi;
- w lipcu 2009 r. doszło również do włamania w domu adwokat Jolanty Turczynowicz-Kieryłło – obrońcy policjantów podejrzanych o zaniedbania w sprawie porwania Olewnika. Sprawcy ukradli m.in. trzy laptopy. W jednym z nich były informacje dotyczące sprawy Olewnika i niepublikowany wywiad z Remigiuszem M., szefem policyjnej grupy poszukującej porwanego. Jednocześnie dokonano włamania do skrzynki mailowej męża prawniczki, blokując do niej dostęp. Znajdowały się tam te same materiały, co w skradzionych laptopach. Do tej pory nic nie wiadomo o sprawcach tych włamań.
- na początku 2010 roku ujawniono informację o śledztwie prowadzonym w sprawie gróźb karalnych kierowanych pod adresem detektywa Marcina Popowskiego, a także wywierania na niego wpływu w celu wymuszenia odmowy składania zeznań przed sejmową komisją śledczą. Działając na zlecenie Olewników, Popowski ujawnił błędy policji i prokuratury popełnione w czasie śledztwa. Odtąd odbierał anonimowe maile z pogróżkami, listy i nekrologi z własnym nazwiskiem. Prowokowano również  incydenty drogowe z jego udziałem;
- w październiku 2010 r. ujawniono, że z komendy Policji w Sierpcu zginęły dowody, które mogły pomóc w ustaleniach związanych z Ireneuszem Piotrowskim, skazanym w procesie o zabójstwo Olewnika;
- w grudniu 2010 r. . poluzowano śruby w kołach samochodu Danuty Olewnik-Cieplińskiej, siostry Krzysztofa. Według ekspertyzy biegłego, poluzowanie śrub we wszystkich czterech kołach samochodu było celowe - biegły wykluczył, by doszło do niego samoczynnie. Po tym zdarzeniu rodzina Olewników otrzymała ochronę policyjną;
- w lutym 2011 r. doszło do włamania w domu Jerzego Godlewskiego, prywatnego detektywa, który pomagał rodzinie Olewników. Włamywacze nie zabrali żadnych wartościowych przedmiotów, a splądrowali mieszkanie w poszukiwaniu dokumentów i notatek, które detektyw wykonywał w związku ze swoją pracą.

Obowiązkowa lektura studentów prawa


Nietrudno zrozumieć, że za rządów obecnego układu mocodawcy tej zbrodni poczuli się całkowicie bezkarni i postanowili definitywnie zakończyć temat. Okazało się to tym łatwiejsze, że prace sejmowej komisji śledczej, z którą wiązano pewne nadzieje, zakończyły się kompletnym fiaskiem. Ustalenia komisji zostały ograniczone do analizy błędów policji i prokuratury oraz opisu działań tych organów – czyli ujawniły to tylko, co można było bezpiecznie odsłonić, nie narażając głównych decydentów i mocodawców. Główna teza komisji została sprowadzona do konkluzji, iż szefostwo policji i MSWiA było wprowadzane w błąd przez policjantów niższego szczebla, a zatem wykluczona została nawet odpowiedzialność zwierzchników oraz polityków odpowiedzialnych za nadzór nad służbami. Konsekwencji nie poniosą również prokuratorzy prowadzący śledztwo w sprawie porwania i zabójstwa. Szokujące protokoły z przesłuchania tych osób przez sejmową komisję śledczą, powinny stanowić obowiązkową lekturę studentów prawa i stać się koronnym dowodem, że III RP nigdy nie była i nie jest państwem prawa. Z powodu przedawnienia nie istnieje już możliwość pociągnięcia kogokolwiek do odpowiedzialności karnej lub dyscyplinarnej.
Raport komisji śledczej nie zawierał żadnych wątków politycznych, a wręcz starannie omijał kwestię odpowiedzialności najwyższych przedstawicieli państwa. Warto zatem dostrzec, że obecna kampania medialna i prokuratorski atak na rodzinę Olewników, może znajdować podstawy w tym właśnie zaniedbaniu.
Nieszczęście Włodzimierza Olewnika polega zapewne na tym, że w sierpniu br., wykazując po raz kolejny cywilną odwagę, miał czelność powiedzieć: „Mam wrażenie, że poseł Kalisz czegoś się bardzo obawia” i stwierdzić: „żałuje, że komisja śledcza nie zbadała odpowiedzialności Kalisza w tej sprawie”. Ojciec zamordowanego przypomniał również, że  polityk SLD będąc w latach 2004 – 2005 szefem MSWiA, odmówił pomocy rodzinie.
Wypowiedź ta padła wówczas, gdy Kalisz – pełniący obowiązki przewodniczącego sejmowej Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka odrzucił wniosek posłów PiS o zwołanie specjalnego posiedzenia.  Posłowie opozycji chcieli, by na bazie raportu komisji śledczej ds. Olewnika ocenić funkcjonowanie prokuratury. Wbrew regulaminowi Sejmu, który nakazuje przewodniczącemu komisji bezwzględne zwołanie posiedzenia, o ile pod wnioskiem podpisała się jedna trzecia członków komisji, Kalisz odrzucił wniosek posłów PiS, zaś rzecznik SLD tłumaczył, iż „sprawa była prowadzona przez komisję śledczą, nie ma sensu zwoływać osobnej komisji. Chyba że PiS chce grać sprawą Olewnika politycznie”.
Pod koniec sierpnia, gdy zwołano wreszcie posiedzenie komisji, przedstawiciele Prokuratury Generalnej poinformowali o aktualnym stanie śledztw związanych ze sprawą Krzysztofa Olewnika. Obecna na posiedzeniu siostra zamordowanego uznała wówczas, że po sformułowaniu wniosków przez komisję śledczą nadal niewiele się zmieniło i trudno odzyskać jej zaufanie do państwa. Padło również pytanie: "Kto na dzień dzisiejszy, poza bezpośrednimi sprawcami, poniósł odpowiedzialność? Nikt, absolutnie nikt". Włodzimierz Olewnik ocenił zaś, że w działaniach prokuratury i służb nie nastąpiły żadne zmiany i nazwał dzisiejszy stan marazmem.

Dwa razy N, czyli nobilitacja nieudaczników


Można sądzić, że aktywność rodziny zamordowanego Krzysztofa i mocne wskazanie na zaniedbania prokuratury oraz krąg polityków odpowiedzialnych za dzisiejszy stan śledztwa, stanowiły główne przesłanki obecnej kontrakcji.
Wkrótce bowiem pojawiła się informacja, jakoby w śledztwie prowadzonym przez Prokuraturę Apelacyjną w Gdańsku nastąpił „przełom” , a śledczy uzyskali dowody  wskazujące na sfingowanie porwania i współdziałanie ofiary z porywaczami. Jest to ta sama koncepcja, którą przed laty forsowali policjanci i prokuratorzy odpowiedzialni za najpoważniejsze błędy i zaniechania. Koncepcja najwygodniejsza dla ukrycia prawdziwych mocodawców zbrodni i zatuszowania współudziału polityków i funkcjonariuszy służb w wieloletnich matactwach. Obecne ustalenia prokuratury stały się możliwe po zbadaniu akt znalezionych w roku 2010 w Radomiu – akt, o których włączenie do śledztwa od lat zabiegała rodzina Olewników. 
Warto dostrzec, że inicjatorem spektakularnego wniosku o przeszukanie miejsc zamieszkania członków rodziny Olewników, w celu „zabezpieczenia dowodów” było Centralne Biuro Śledcze. Tymczasem w cytowanym już liście do premiera Tuska z 2010 roku, Włodzimierz Olewnik pytał:
Panie Premierze jak jest to możliwe, że nieudacznik nad nieudacznikiem, a być może nawet jeden z decydentów w uprowadzeniu i zamordowaniu mojego syna Pan Janusz Czerwiński od samego początku z naszą sprawą ma do czynienia, gdyż od 2001 roku. Jest autorem ogromnej porażki Policji w tej sprawie zostaje wspólnie z drugim, być może mniej wdrożonym w naszą sprawę funkcjonariuszem organu Policji, ale działający razem z powyższym w tym czasie – zostają szefami CBA. Chcę podkreślić, iż Janusz Czerwiński był osobiście przeze mnie informowany o błędach i wątpliwościach w śledztwie, o których jest tak głośno w trakcie przesłuchań w Komisji Śledczej. Miał wiedzę i przyznawał mi rację, więcej - na moją osobistą prośbę ustalał fakty związane z moimi obiekcjami, co do przejęcia sprawy przez CBŚ”

Instrukcje zza grobu


W czasie, gdy doszło do największych zaniedbań w śledztwie, obecny wiceszef CBA Janusz Czerwiński oraz szef tej służby Paweł Wojtunik byli wysokimi funkcjonariuszami Centralnego Biura Śledczego. Jakkolwiek nigdy nie wyjaśniono ich roli w sprawie Krzysztofa Olewnika, obaj zostali  awansowani przez  Donalda Tuska na  stanowiska szefów CBA.
W nakręcaniu kampanii medialnej i nagłaśnianiu tezy o samouprowadzeniu nie cofnięto się przed wykorzystaniem osób, którym prokuratorzy stawiali poważne zarzuty:  udziału w zbrodni zabójstwa oraz poplecznictwa i niedopełnienia obowiązków. Rozmówcą stacji TVN stał się zatem Jacek Krupiński, zaś policjant Remigiusz M. – odpowiedzialny m.in. za niszczenie dowodów, wydał stosowne oświadczenie. Obaj – co nie powinno dziwić - wsparli sugestie o sfingowaniu porwania i przyłączyli się do prokuratorskich konkluzji.
Warto podkreślić, że w pogardzie dla faktów i dotychczasowych ustaleń, usunięto w cień wszystkie elementy sprawy nie pasujące do obecnej wersji, a nawet zapomniano o wcześniejszych interpretacjach związanych z rewelacjami prokuratury. Podstawą rzekomego „przełomu” mają być bowiem nagrania z policyjnego podsłuchu, w którym biegli dopatrzyli się głosu Krzysztofa Olewnika. Całkowicie bezpodstawnie narzuca się opinię, jakoby słowa ofiary – „niech Jacek z Iwoną jadą” - miały stanowić rodzaj instruktażu dla porywaczy i świadczyły o współudziale Olewnika w sfingowaniu porwania. Jest to ewidentna i niezgodna z wcześniejszymi ustaleniami nadinterpretacja.
Przypomnę więc, że jeszcze w marcu br. te same media i ci sami prokuratorzy badający sprawę niszczenia policyjnych podsłuchów zwracali uwagę, że z akt odnalezionych w Radomiu wynika, iż bandyci przez telefon odtwarzali głos nagranego wcześniej Krzysztofa Olewnika, któremu kazali powtarzać instrukcje o przekazaniu okupu. W roboczej wersji końcowego raportu sejmowej speckomisji znalazło się natomiast zdanie:
Remigiusz M. powinien przemyśleć, czy realnym jest, aby Krzysztof, który według treści faksu sam się uprowadził i wyjechał do Berlina, aby kraść samochody, aktualnie nakazuje rodzinie nagranym głosem wyjazdy z okupem w Polsce. W niedzielę 27 lipca M. wspólnie z L. jadą samochodem do Berlina. W tym miejscu warto zauważyć, że M. i L. wyjeżdżając powinni pamiętać, że w dniach 11 i 18 czerwca 2003 porywacze odtwarzali nagrany głos Krzysztofa, powtórzyli to 24 lipca kiedy nakazali wydanie okupu.”
Jeśli prokuratura wiedziała wcześniej, że ofiara porwania była zmuszana do wygłaszania instrukcji związanych z przekazaniem okupu, a jej głos nagrywano i wykorzystywano podczas rozmów z rodziną Olewników – na jakiej podstawie powrócono dziś do absurdalnego zarzutu o samouprowadzeniu i sformułowano tezę o rzekomym „instruowaniu” porywaczy? Dlaczego dysponując wiedzą o praktykach porywaczy odrzucono najprostsze wytłumaczenie , że głos ofiary został nagrany wcześniej lub nakłoniono ją do uczestnictwa w ustaleniach porywaczy, obiecując szybsze uwolnienie?
Nie znamy bowiem żadnych mocnych dowodów, poza dowolną interpretacją jednego zdania odsłuchanego z kopii nagrania. Wszelkie służebne dywagacje TVN-u i innych mediów opierają się na enigmatycznym komunikacie prokuratury, w którym stwierdzono, że okoliczności nagranej rozmowy i jej miejsce ustalono „na podstawie innych dowodów”. Jakich dowodów – należy pytać, skoro ciężar całej argumentacji na temat sfingowanego porwania oparto na kilku słowach wypowiedzianych przez  ofiarę?

Ta grupa działała zawsze


Trudno pozbyć się wrażenia, że celem obecnej akcji jest przede wszystkim rodzina Krzysztofa Olewnika, zaś medialna nagonka i sugestie prokuratury zmierzają do pozbawienia tych ludzi zaufania społecznego, skierowania na nich podejrzeń, a w rezultacie – zmuszenia do milczenia i kapitulacji. Inicjatorzy tej kampanii zdają się wiedzieć, że Polacy nie posiadają rzetelnej wiedzy na temat sprawy i chętnie przyjmą miałką argumentację medialnych demiurgów. Stawianie niezwykle poważnych oskarżeń, na podstawie tak wątłych przesłanek i powrót do skompromitowanej koncepcji samouprowadzenia, winny skłaniać do formułowania pytań o rzeczywiste intencje prokuratury i jej politycznych decydentów.
Nie wolno zapominać, że w tle tej zbrodni oraz w czasie wieloletniego procederu utrudniania i fałszowania śledztwa pojawiają się nazwiska szeregu prominentnych polityków SLD oraz postaci tworzących mafijno-esbecki układ funkcjonujący w służbach i w biznesie.
Zaledwie przed trzema laty minister sprawiedliwości w rządzie PO-PSL Zbigniew Ćwiąkalski śmiało odkrywał „układ płocki” mówiąc: „W Płocku działał lokalny układ, który mógł być zamieszany w porwanie i śmierć Krzysztofa Olewnika, a później w utrudnianie śledztwa i mylenie tropów. Mieliśmy tam do czynienia z przenikaniem się pewnych powiązań i znajomości”. Dwa lata wcześniej ówczesny szef MSWiA Ludwik Dorn, informował o jeszcze potężniejszej grupie, trwale osadzonej w strukturach władzy: „Różnie się układały losy III Rzeczypospolitej. Raz rządził SLD, innym razem siły niekomunistyczne. Ale ta grupa działała zawsze. Najbardziej prawdopodobna hipoteza jest taka, że mieli oni haki na ważnych ludzi w Polsce. Inaczej trudno jest wytłumaczyć fakt, że trwali przez tyle lat na kluczowych miejscach w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych i w policji.”
Obserwując sekwencję zdarzeń w sprawie Krzysztofa Olewnika i ich szczególne natężenie po 2007 roku, można sądzić, że ów patologiczny układ nadal funkcjonuje, a jego przedstawiciele mają realny wpływ na przebieg śledztwa. Twarde słowa ojca ofiary i zabiegi rodziny o wyjaśnienie wszystkich okoliczności zbrodni, nie mogły pozostać bez odpowiedzi. Przygotowana przy współudziale prokuratury medialna pałka, jest  - jak dotychczas - jedyną odpowiedzią, na jaką stać państwo Donalda Tuska.

Porzućcie wszelką nadzieję


Polityczni decydenci z lat 2001-2002 są dziś członkami tzw. lewicowej „partii opozycyjnej” i mają do odegrania jeszcze niejedną rolę w koncepcjach grupy rządzącej. Przywódca owej „opozycji” Leszek Miller, mówiąc przed kilkoma dniami – „PO to nasz rywal, a PiS to nasz wróg” – dał wyraźnie do zrozumienia o jaką „opozycyjność” chodzi i wskazał na rzeczywistą  wspólnotę z partią władzy.  Czy wobec takiej deklaracji „ludzi lewicy” i perspektywy walki ze wspólnym wrogiem można oczekiwać, że grupa rządząca będzie drążyła temat odpowiedzialności Kalisza, Piłata czy Siemiątkowskiego lub przyjrzy się związkom komunistycznych aparatczyków z mafią czy z zabójcami Olewnika?  Czy obecny rząd obierając kurs na represyjność i niszczenie opozycji zaryzykuje otwartą wojnę z prokuratorską kamarylą  lub zechce naruszyć esbeckie układy istniejące w służbach?

Tragedia rodziny Olewników, rozgrywając się na tle gigantycznych interesów związanych z przejęciem Orlenu, w trakcie gangsterskiej ekspansji politycznych cwaniaków, wielorakiej agentury i pospolitych kanalii - nie mogła mieć innego finału. Krzysztof Olewnik musi zginąć po raz drugi, a wraz z nim jego rodzina i bliscy. Stojący za tą zbrodnią ludzie wiedzą, że ujawnienie prawdy groziłoby rozbiciem całego politycznego przymierza III RP.
Siostra zamordowanego Krzysztofa, Danuta Olewnik, po latach doświadczeń z organami ścigania wyznała, że dziś szukałaby pomocy wyłącznie poza granicami Polski. Sądzę, że tylko takie działanie mogłoby przynieść jakąkolwiek nadzieję na wyjaśnienie tej ponurej zbrodni.
Jest w tym wyznaniu głęboki sens, bo dziś rodzina Olewników ma prawo doznawać podobnych odczuć, jakich doświadczał autor „Boskiej komedii”, gdy wchodząc do Piekła przeczytał nad bramą napis -„Lasciate ogni speranza, voi ch'entrate” - Porzućcie wszelką nadzieję, wy, którzy wchodzicie.



Artykuł zamieszczony w Gazecie Finansowej.
(śródtytuły od redakcji

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz