Nie będziemy razem, bo nie ma przyzwolenia na zdradę o świcie i na fałsz przekraczający ludzką miarę. Nie możemy być razem, bo nasz gniew jest dziś bezsilny, gdy zabrano nam tylu niezastąpionych. Nigdy nie będziemy razem, bo pamiętamy - kto siał nienawiść i chciał zebrać jej żniwo.

środa, 3 sierpnia 2011

ZAMACH W NORWEGII

W STRONĘ „DEMOKRACJI KIEROWANEJ”


W lutym br., podczas narady Narodowego Komitetu Antyterrorystycznego we Władykaukazie prezydent Rosji Miedwiediew przewidywał, że „należy nauczyć się walczyć z ekstremizmem w internecie”. Podkreślając „konieczność wypracowania metod walki z ekstremistami, w  tym również religijnymi, w internecie”  zwracał uwagę, że „w walce tej konieczne są decyzje wyprzedzające”. Zdaniem Miedwiediewa, „ekstremizm nie uznaje ani religii, ani przynależności narodowej. Dotyczy wszystkich, i tylko zespolone wysiłki potrafią pokonać to zjawisko.” Prezydent Rosji zapewnił jednak, że jego kraj wypracowuje coraz skuteczniejsze metody zapobiegania atakom ekstremistów, a obowiązujący w Federacji Rosyjskiej system zapewnia bezpieczeństwo jej obywatelom.

Rosyjskie inspiracje

Dopiero po zamachu w Norwegii, społeczność międzynarodowa miała okazję docenić przenikliwość myśli rosyjskiego przywódcy. Anders Breivik mógł nawet dostrzec ją wcześniej, bo w opublikowanym w internecie manifeście „chrześcijańskiego fundamentalisty” napisał: „"Niefunkcjonująca w Europie demokracja mas powinna zostać zastąpiona przez formę demokracji kierowanej, przypominającą tę w Rosji".
Norweski zamachowiec musiał zatem wiedzieć, że „demokracja kierowana” wymaga inspirowania poszczególnych zdarzeń, a nawet tworzenia pożądanych faktów. Choćby takich, o których wspomina diaboliczny sekretarz ambasady rosyjskiej Vladimir w „Tajnym agencie”  Conrada, gdy mówi o „spowodowaniu jakiegoś określonego, znaczącego faktu, powiedziałbym niemal – faktu przerażającego”.
Wiedzę o tworzeniu takich faktów, Breivik mógł czerpać nie tylko z internetu. Jak twierdzi   opozycyjny polityk białoruski Michaił Reszetnikow, Norweg był kilkakrotnie na Białorusi, gdzie m.in. miał uczestniczyć w szkoleniu sabotażowo- terrorystycznym prowadzonym przez byłego białoruskiego oficera KGB. Do państwa Łukaszenki Breivik miał wjechać z fałszywym paszportem, a podczas szkolenia używać pseudonimu "Viking".
Niezależnie od wartości tej informacji, istnieją dość mocne poszlaki, by postać „prawicowego ekstremisty” łączyć również z działalnością rosyjskich grup nacjonalistycznych i nazistowskich, a w kontekście zamachu dostrzec rolę rosyjskich służb specjalnych.  Wiele  tego typu organizacji działających w Rosji jest głęboko infiltrowana przez służby, a członkowie tych grup wykonują często zadania zlecone przez FSB. Można nawet sądzić, że rola  „straszaków” i „czyścicieli”, jaką organizacje te wykonują wobec „czarnych” przybyszów z Kaukazu, jest jednym z powodów ich trwałej obecności w realiach Federacji Rosyjskiej.
Jak dotąd, w publikacjach dotyczących zamachu, wątek rosyjski nie pojawia się niemal w ogóle. Jest to o tyle zaskakujące, że służby norweskie już wiele miesięcy przed tragicznymi wydarzeniami mogły obserwować szczególną aktywność rosyjskich organizacji ekstremistycznych, a wzmianka na ten temat znalazła się nawet w oficjalnym raporcie Policyjnej Służby Bezpieczeństwa (PST). W opublikowanym w lutym 2011 roku dokumencie ostrzegano, że „związki rosyjskich neonazistów z norweskimi grupami antyislamskimi stanowią zabójczy koktajl, który może wybuchnąć w każdej chwili”.
Służby norweskie musiał również zaalarmować fakt, że dwa miesiące przed zamachami, na stronie internetowej jednej z rosyjskich organizacji neonazistowskich pojawiły się fotografie 82 osób zatrzymanych przez norweską policję podczas manifestacji antyfaszystowskich. Były to zdjęcia pochodzące z kartotek, jakie policja sporządza standardowo wobec każdego zatrzymanego. O publikacji zdjęć zawiadomili policję młodzi Norwedzy, przerażeni zapowiedzią odwetu ze strony rosyjskich nacjonalistów.  Większość z osób widniejących na zdjęciach twierdziła, że nie miała żadnego związku z organizacjami antyfaszystowskimi, a na manifestacjach znalazła się przypadkowo. Choć norweska policja zdawała się bagatelizować sprawę, obawy młodych ludzi wywołały groźby zamieszczone pod zdjęciami oraz informacja, że Rosjanie dysponują adresami zamieszkania Norwegów. Nie wiadomo, w jaki sposób zdjęcia z  policyjnych kartotek trafiły na rosyjską stronę.

Na pontonie po azyl


Niewykluczone, że zdarzenie to można łączyć z pobytem w Norwegii Wiaczesława Datsika -  byłego komandosa, zawodnika MMA (Mixed Martial Arts), członka rosyjskiego ugrupowania nazistowskiego „Słowiański Sojusz”., Datsik, nazywany w Rosji „Red Tarzanem”, był znany jako brutalny zawodnik w widowiskowych „walkach bez zasad”.  Jego karierę zakończyło aresztowanie w marcu 2007 roku,  pod zarzutem udziału w 50 napadach z bronią, m.in. na sklepy z telefonami komórkowymi. Do zatrzymania przestępcy użyto oddziału Specnazu, ponieważ milicja obawiała się sama interweniować. Podczas przeszukania w mieszkaniach rodziny Datsika znaleziono m.in. pojemniki z trującym cyjankiem potasu, którym można było wytruć połowę miasta. Wkrótce Datsika uznano za człowieka chorego psychicznie i osadzono w pilnie strzeżonym szpitalu psychiatrycznym. W lipcu 2010 roku niespodziewanie przeniesiono go do zakładu o łagodnym rygorze. Na tyle łagodnym, że kilkanaście dni później „Red Tarzan” uciekł z „psychuszki” i (jak twierdził) przy pomocy przyjaciół z ugrupowania „Słowiański Sojusz” przedostał się na pontonie do Norwegii. We wrześniu 2010 roku Datsik sam zgłosił się biura emigracyjnego w Oslo i wręczając urzędnikom kilka sztuk broni, poprosił o azyl polityczny. Przedstawił się jako ofiara politycznych prześladowań, mówił o torturach i wymuszaniu zeznań. Po badaniach przez psychiatrów norweskich został uznany za człowieka zdrowego i aresztowany pod zarzutem nielegalnego posiadania broni.
Gdy przed kilkoma dniami przedstawiłem na swoim blogu „rosyjski ślad”, zwracałem uwagę, że przed norweskim sądem ekstradycyjnym Datsik złożył sensacyjne oświadczenie twierdząc, jakoby jego ucieczka do Norwegii została zorganizowana przez rosyjskie służby specjalne i była związana ze zleceniem, jakie otrzymał od oficerów FSB. Mieli oni nakazać Datsikowi zamordowanie przywódcy czeczeńskiej diaspory i szefa emigracyjnego rządu Czeczenii Ahmeda Zakajewa.  Nie można wykluczyć, że oświadczenie to było elementem korzystnej dla Datsika linii obrony i miało mu zapewnić azyl polityczny w Norwegii. Warto jednak dostrzec grę, jaką rozpoczęły wówczas służby rosyjskie.
W czasie, gdy uciekinier pojawił się w Norwegii, FSB natychmiast przekazała służbom tego kraju ostrzeżenie przed planowanym zamachem na ambasadę Rosji w Oslo, sugerując również, że celem ataku mogą stać się Norwedzy lub norwescy muzułmanie. FSB zabiegała, by policja podjęła działania wobec Datsika, zaś ambasada Rosji przekazała zdjęcia Rosjanina paradującego po ulicach Oslo, informując również, że ma on przy sobie dwa rewolwery. Dane były na tyle szczegółowe, że podano, iż w jednym z rewolwerów znajduje się pięć kul. Dzięki pomocy FSB, w grudniu ubiegłego roku norweskie służby przeprowadziły akcję, podczas której pod zarzutem przygotowania zbrojnego zamachu zatrzymano w Oslo trzech Rosjan związanych ze „Słowiańskim Sojuszem”, a w trakcie rewizji przeprowadzonej w studiu tatuażu, w którym mieszkał Datsik znaleziono arsenał broni, mundury policyjne oraz sprzęt wojskowy. Informacje przekazane Norwegom przez szefa ochrony rosyjskiej ambasady w Oslo były niezwykle precyzyjne "Broń jest ukryta w kanapie narożnej ze skóry, która stoi w recepcji w studio tatuażu" – zawiadamiali Rosjanie. 

Front współpracy terrorystycznej?

W marcu br. podczas procesu ekstradycyjnego Datsika prasa norweska przypomniała tezę zamieszczoną w raporcie PST : „Istnieją przesłanki, że doszło do kontaktu między norweskimi prawicowymi ekstremistami, a zorganizowanymi grupami przestępczymi. Może to ułatwić ekstremistom łatwiejszy dostęp do broni, zwiększając tym samym zagrożenie użycia przemocy”. PST próbowała ustalić, czy broń znaleziona u Rosjan miała trafić do norweskich organizacji neonazistowskich i analizowała ich kontakty z angielskimi i rosyjskimi grupami.  Zdaniem Janne Kristiansen z PST, szczególnie groźne były kontakty z rosyjskim „Słowiańskim Sojuszem”, który miał reprezentować Datsik. Przywódca tej organizacji Dmitrij Demuskin twierdził, że posiada ona w Norwegii 15-20 członków. W ocenie PST, pobyt Datsika w Norwegii miał służyć zbudowaniu w tym kraju „przyczółka Unii Słowiańskiej”.  W tym celu wykorzystano m.in. popularność, jaką Datsik cieszył się kręgach fanów MMA. Anders Breivik wyznał w swoim internetowym „manifeście”, że również zalicza się do miłośników tej dyscypliny.
Organizacje neonazistowskie w Norwegii i w Europie organizowały akcje obrony „Czerwonego Tarzana”. W grudniu 2010 roku odbyła się w Oslo manifestacja jego zwolenników. Chociaż Norwegia nie ma umowy ekstradycyjnej z Rosją, władze tego kraju, po ustaleniach z prokuraturą rosyjską zdecydowały się jednak wydać Wiaczesława Datsika i w marcu br. został on deportowany do Rosji.
Można przypuszczać, że obecność Datsika w Norwegii została wykorzystana przez służby rosyjskie w dwóch celach. Przede wszystkim, pozwoliła Rosjanom na nawiązanie ścisłej współpracy z Norwegami i zaprezentowanie się jako sprzymierzeniec w walce z terroryzmem „prawicowych nacjonalistów”. Uwiarygodnienie FSB w roli ważnego sojusznika państwa natowskiego, to dostateczny powód, by rozegrać spektakl z udziałem „Słowiańskiego Sojuszu” i poświęcić kilku pionków.  Drugi cel, mógł być równie ważny. Akcje przeciwko grupom ekstremistycznym, podjęte po uzyskaniu szczegółowych informacji od Rosjan, stanowiły niezwykle dogodną okazję do zbadania reakcji Norwegów w sytuacji zagrożenia terrorystycznego i poznania  stopnia sprawności ich służb.  Mogły również być rodzajem testu dla norweskiego kontrwywiadu, pozwalając określić, jak dalece jest on zdolny przeciwdziałać rosyjskim wpływom i aktywności agentury. 
Wydaje się również, że to wówczas nastąpiło precyzyjne ukierunkowanie działań służb norweskich i ograniczenie obszaru penetracji zagrożenia terrorystycznego do „prawicowych” grup neonazistowskich i nacjonalistycznych. Odtąd to one miały stać się wrogiem numer jeden.

Zamach i „przyjacielska” pomoc

Kompletny chaos panujący w pseudofilozoficznych dywagacjach Breivika, mógł wówczas ulec uporządkowaniu, a w dotychczasowym masonie i „prohomoseksualnym antyrasiście” odezwał się duch „krzyżowca” i „chrześcijańskiego ekstremisty”, który z nienawiści do muzułmanów, zapragnął zabijać rodowitych Norwegów. 
Cała rzekoma ideologia Breivika nie przypadkiem sprawia wrażenie nie tylko narzędzia propagandowego, ale też rodzaju użytecznej kurtyny, za którą łatwo ukryć prawdziwe cele i motywacje.
Następnego dnia po zamachu, to FSB (jako pierwsza) zaproponowała pomoc służbom norweskim, powołując się przy tym na swoje „ogromne doświadczenie w walce z ekstremizmem.” Rosjanie mogą w tej grze występować z pozycji wnikliwych i dalekowzrocznych partnerów, opierając się na wcześniejszych sukcesach.
Od dnia zamachu możemy bowiem obserwować zadziwiająco zgodny chór głosów wskazujących na zagrożenia płynące ze strony „prawicowego ekstremizmu”. Ilustracją tego zjawiska może być publikacja „Głosu Rosji” zatytułowana „Breivik nową twarzą terroryzmu”. Zdaniem jednego z ideologów kremlowskich, dyrektora Centrum Informacji Politycznej Aleksieja Muchina, Breivik został „specjalnie wymyślony do promocji nowego „brendu terrorystycznego i jest liderem pewnej grupy, która zaprezentuje się, kiedy ucichną wszystkie emocje.”  Muchin, podobnie jak dziesiątki żurnalistów, ekspertów od terroryzmu, a polskich warunkach  - polityków Platformy, zwraca uwagę na „prawicowych radykałów” i wyjaśnia, że „z upływem czasu, kiedy będzie podkreślane ideologiczne podłoże tej tragedii, kiedy ucichnie ból po śmierci ludzi, najprawdopodobniej ten brend będzie wykorzystany w ramach jednej bądź kilku grup ultraprawicowych i ultraradykalnych.”
Nie jest wykluczone - dopowiada Muchin, „że Breivik traktuje siebie jako część pewnego systemu, którego interesy miał prezentować”. W zgodnej opinii postępowych mediów oraz rzeszy rezonatorów, ten nowy, zbrodniczy system to świat prawicowych i chrześcijańskich wartości, sprowadzonych do miana „ekstremistycznych myśli i poglądów”. Na przykładzie Breivika wiemy już, że propagowanie nowego „brendu terrorystycznego” odbywa się głównie poprzez internet. Dopiero w tym kontekście nowego znaczenia nabierają cytowane na początku słowa Miedwiediewa o  „konieczność wypracowania metod walki z ekstremistami, w  tym również religijnymi, w internecie”.  

Wszystko przez internet

Na tle innych państw Rosja jawi się tu jako państwo „w awangardzie”. Już w maju br. zaproponowała  opracowanie specjalnej konwencji ONZ w sprawie walki z przestępczością cybernetyczną, ostrzegając, że internet, w tym portale społecznościowe i blogi, stały się miejscem rozpowszechniania „ideologii terrorystycznej, rekrutacji członków grup ekstremistycznych  i przygotowania terrorystów-samobójców”. Zdaniem Rosjan „powstał taki kraj z miliardową ludnością – internet – gdzie nie ma prawa”. Zaproponowali więc służbom specjalnym NATO i Unii Europejskiej opracowanie wspólnej strategii działania wobec zagrożeń wynikających z wolnego Internetu. Wprawdzie początkowo projekt został przyjęty bez entuzjazmu, jednak obecnie, po wydarzeniach w Norwegii i potwierdzeniu internetowych kontaktów i inspiracji Breivika, można się spodziewać, że stosunek ten ulegnie radykalnej zmianie.
Warto odnotować pojawienie się również „polskiego śladu”, choć usytuowanego w obszarze całkowicie innym, niż próbuje go odnaleźć ABW. To z inicjatywy polskiej prezydencji, natychmiast po zamachu  zwołano posiedzenie unijnych ekspertów COTER (komitetu ds. terroryzmu) oraz TWG (grupy roboczej ds. terroryzmu), a w ramach Europolu powołano zespół ekspertów ds badań „zagrożenia niemuzułmańskiego”. Działania te mają na celu nie tylko zmianę unijnych przepisów dotyczących obrotu i śledzenia na rynku UE substancji chemicznych, ale zmierzają w stronę zrewidowania zasad bezpieczeństwa wewnętrznego. Zwraca się przy tym uwagę, że policja, jak też służby specjalne nie były przygotowane na pojawienie się zjawiska terroryzmu wewnętrznego i okazały bezradność wobec działalności „osób o nastrojach radykalnych, nosicieli skrajnie prawicowych poglądów”.
Na uwagę zasługuje wypowiedź dyrektora Europolu Roba Wainwrighta, który dwa dni po zamachach orzekł: „Są pewne oznaki, że skrajna prawica jest coraz bardziej aktywna, zwłaszcza w internecie. Jest bardziej obyta i używa mediów społecznościowych, aby przyciągnąć młodych ludzi”.

Na kłopoty – Rosjanie

Nie ulega wątpliwości, że doświadczenia Rosjan – sojuszników w walce z wewnętrznym terroryzmem, okażą się niezastąpione dla unijnej wspólnoty. Redaktor naczelny rosyjskiego czasopisma „Nacionalnaja oborona” Igor Korotczenko podkreśla, że "system priorytetów został ukształtowany w Norwegii w działalności służb specjalnych w sposób nieprawidłowy” i zwraca uwagę, że wobec nowego zagrożenia Europa musi podjąć  zdecydowane działania:
"Zrewidowane będzie ustawodawstwo dotyczące radykalnych osób i organizacji, wyrażających ekstremistyczne myśli i poglądy. Odpowiednio zaktywizowana zostanie praca związana ze skrajnie prawicowymi organizacjami. Wszystko to, jak można zakładać, uzyska kształty zmiany priorytetów w działalności służb specjalnych szeregu  państw europejskich. Można zakładać, że na porządku dziennym znajdzie się kwestia ewentualnego utworzenia jednolitego europejskiego banku danych dotyczących organizacji ekstremistycznych oraz osób, mogących być uznanymi za nosicieli poglądów ekstremistycznych. Ponadto, w znacznie większym stopniu, niż dotychczas, będzie sprawdzany Internet i poczta elektroniczna. W sumie, system bezpieczeństwa w Europie - przy pozornym zachowaniu praw i swobód obywateli - zostanie usztywniony.” – przewiduje Korotczenko.
O trafności tej prognozy można się przekonać, słuchając wystąpień polityków unijnych. W  większości dominuje nawoływanie do „niezwłocznego wypracowania wspólnych posunięć mających przeciwdziałać ksenofobii i nietolerancji.” Rosja, postrzegana jako doświadczony partner i sprzymierzeniec, będzie odtąd odgrywać znacznie większą rolę w kształtowaniu polityki bezpieczeństwa unijnego, a istniejące w tym kraju rozwiązania w zakresie „demokracji kierowanej” mogą okazać się przydatne w warunkach UE.
Dziś jeszcze jest za wcześnie, by ocenić globalne skutki norweskiej tragedii. W sprawie zamachu, pojawiają się dziesiątki wątpliwości dotyczących nie tylko przebiegu zdarzeń i działań służb norweskich, ale przede wszystkim prawdziwych motywacji i źródeł inspiracji sprawcy. Zawarte w jego „manifestach” sugestie i towarzysząca zdarzeniu narracja europejskich mediów, zdają się stanowić bardziej rodzaj propagandowego humbugu i wyznacznika politycznych intencji, niż przynosić odpowiedź na  podstawowe pytanie: cui bono?


Artykuł opublikowany w nr 31/2011 Gazety Polskiej.  
(śródtytuły pochodzą od redakcji)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz