Nie będziemy razem, bo nie ma przyzwolenia na zdradę o świcie i na fałsz przekraczający ludzką miarę. Nie możemy być razem, bo nasz gniew jest dziś bezsilny, gdy zabrano nam tylu niezastąpionych. Nigdy nie będziemy razem, bo pamiętamy - kto siał nienawiść i chciał zebrać jej żniwo.

poniedziałek, 18 lipca 2011

METODA „NA ŚCIOSA”

Ilością bredni napisanych na „temat Ściosa” można byłoby obdzielić wielu blogerów lub zespół redakcyjny niejednej gazety. Część z owych dywagacji czerpie inspiracje z  elaboratu zatytułowanego „Aleksander ŚCIOS, czyli - IV prawda...” autorstwa „byłego wieloletniego oficera Kontrwywiadu i Wywiadu RP 2 i 1/2 oraz RP 3” zamieszczonego przed trzema laty na portalu Związku Byłych Funkcjonariuszy Służb Ochrony Państwa. Inni korzystają z cennych myśli zawartych w paszkwilu Michała Podobina ze stowarzyszenia Pro Milito, dziś blogera Nowego Ekranu. Zainteresowanych odsyłam do linków umieszczonych pod tekstem
Pracy tych zacnych autorów i ich epigonów, zawdzięczam rolę agenta służb chińskich, rosyjskich i izraelskich oraz miano cenzora i manipulanta. Od kilku miesięcy, dzięki wzmożonym wysiłkom ludzi z Nowego Ekranu, stałem się dla odmiany Piotrem Bączkiem, cynglem Sakiewicza oraz niszczycielem środowisk prawicowych. Ta diagnoza bliska jest również zadomowionej na S24 grupce „rozumnych inaczej”, którzy śledząc z zapałem moje publikacje przyjmują wdzięczną rolę analityków, podsikujących nogawki autora.
Pomny, że mogło być gorzej, a owi wrogowie mogliby stać się moimi przyjaciółmi – nie narzekam. Nie próbuję też polemizować z ocenami tej maści adwersarzy, mając na uwadze, że nic tak nie deformuje kręgosłupa jak obcowanie z karłami.
W ostatnim czasie pojawiły się jednak oskarżenia znacznie większego kalibru. Ich wspólnym mianownikiem jest przypisywanie mi intencji, jakich nigdy nie wyrażałem oraz imputowanie poglądów nieobecnych w moich tekstach.
Prekursorami tej „metody na Ściosa” byli publicyści „Rzeczpospolitej” - Michał Szułdrzyński i Piotr Skwieciński, którzy z finezją ciężkozbrojnych kafarów wyczytali w moim artykule zamieszczonym w „Gazecie Polskiej” rzeczy kwalifikujące autora na wieloletnią zsyłkę lub co najmniej leczenie psychiatryczne. Dokonując manipulacji moimi cytatami, publicyści „Rzepy” doszli do wniosku, że lekceważę „wręcz samą demokratyczną procedurę wyłaniania władz” i wzywam do rewolucji. Nie potrafiąc sprostać logice artykułu, Szułdrzyński napisał: „Ścios jednak posuwa się znacznie poza granice racjonalnej krytyki: odmawia prawomocności wyłonionej w wyborach władzy, lekceważy wręcz samą demokratyczną procedurę wyłaniania władz. Należałoby więc zapytać autora tekstu z "Gazety Polskiej", jak wyobraża sobie swój własny scenariusz dla Polski? Bo jego manifest brzmi jak wezwanie do wypowiedzenia demokratycznej umowy społecznej, do rewolucji.”
Opinie autorów „Rzepy” zasługiwałyby na polemikę, gdybym był przekonany, że powstały pod wpływem błędu, a nie intencjonalnej manipulacji. Ponieważ trudno uwierzyć, by ludzie rozumni nie potrafili odczytać prostego przekazu, dyskusja stała się zbędna, a jedyną odpowiedzią mógł być satyryczny manifest „Przeciw obłudnym żurnalistom”.
Błazeństwo owych panów byłoby zaledwie niewinną przypadłością, gdybyśmy żyli w państwie, w którym krytyka rządzących nie grozi przykrymi konsekwencjami, a zarzut wzywania „do wypowiedzenia demokratycznej umowy społecznej, do rewolucji” nie przypomina donosu. Po doświadczeniach ostatnich miesięcy trudno jednak podzielać wiarę, by III RP była takim państwem.
Na zakończenie swojej analizy, Michał Szułdrzyński napisał:
Przypomnijmy: od długiego czasu grono rozhisteryzowanych przeciwników PiS podkreśla, że partia Kaczyńskiego jest antysystemowa i antydemokratyczna, powinna więc zostać wyeliminowana z życia publicznego. Teraz Aleksander Ścios nie tylko przemówił językiem bliskim wypowiedziom Stefana Niesiołowskiego, ale przy okazji dał przeciwnikom partii, z którą sympatyzuje, doskonały argument.”

Nie upłynęły trzy miesiące od życzliwego ostrzeżenia dziennikarza „Rzepy”, gdy w dzisiejszym wywiadzie Stefana Niesiołowskiego w „Newsweeku” padły słowa: „Od katastrofy w Smoleńsku nie było właściwie dnia, by nie padały oskarżenia, że zamordowaliśmy świetnego prezydenta, że okupujemy Polskę. Jest taki publicysta Aleksander Ścios, który w „Gazecie Polskiej” wprost stwierdził, że trzeba obalić władzę Tuska wszelkimi metodami.”
Pracownicy medialni Newsweeka przytomnie zareagowali: „Gazeta Polska” to 60 tysięcy nakładu...”, dając tym kłamstwem wyraz swojej frustracji spowodowanej spadkiem sprzedaży "Newsweeka” o 39,2 procenta, podczas gdy sprzedaż „Gazety Polskiej” w kwietniu br. wyniosła 81,7 tys. (średnia ze stycznia br. 88,7 tys.)
Niesiołowski nie miał jednak wątpliwości o szkodliwym wpływie GP: „Ale to organ PiS. Zresztą taktyka Kaczyńskiego jest podobna. On bojkotuje prezydenta, premiera, nie uznaje rządu. Przekonuje, że obalenie Tuska jest patriotycznym obowiązkiem. Pan Ścios jest głupszy od Kaczyńskiego, bo dodaje, że nawet użycie siły byłoby tu uzasadnione. Platforma tego nie mówi. Dlatego nie przyjmę, że w tej sprawie jest jakakolwiek symetria.”
Ponieważ próba prostowania bełkotu Stefana Niesiołowskiego byłaby nieskuteczna, napiszę krótko: polityk Platformy kłamie. W żadnym moim tekście opublikowanym w „Gazecie Polskiej” nie ma stwierdzenia: „trzeba obalić władzę Tuska wszelkimi metodami” ani słów „nawet użycie siły byłoby tu uzasadnione”.  To rzecz łatwa do sprawdzenia i samodzielnej weryfikacji. Tak bezczelny i oparty na fałszu atak dyskwalifikowałby  każdego polityka w normalnym państwie. W III RP kłamstwa Niesiołowskiego zostaną podchwycone i uznane za wiarygodny opis poglądów „Gazety Polskiej”.
Warto natomiast dostrzec, że tego rodzaju oceny znajdują swoje źródło w artykule Michała Szułdrzyńskiego i stanowią twórcze rozwinięcie hipotez autora. Z obserwacji dynamiki tego procesu wynika, że rzucone w przestrzeń medialną dywagacje dziennikarza, ewoluują obecnie w formę wypowiedzi prominentnego polityka grupy rządzącej, a miejsce hipotez i przypuszczeń zajmują już twarde stwierdzenia. Niezmienna pozostaje sugestia, że retoryka Ściosa jest szkodliwa dla PiS- u, dając  przy okazji przeciwnikom partii, z którą sympatyzuje, doskonały argument.”
„Proroctwo” Szułdrzyńskiego już się wypełniło, ja zaś znam odpowiedź na pytanie: co dalej i wiem, skąd nastąpi kolejne uderzenie.
Wiem także, że metoda „na Ściosa” to tylko jeden z elementów manipulacji i propagandowego „dorabiania gęby” PiS-owi. W tej grze, moja osoba i publikacje są zaledwie pretekstem i nie one wydają się najważniejsze. To, co widzimy jest bowiem projekcją lęku.
Tego samego, który po 10 kwietnia stał się nieodłącznym towarzyszem ludzi z grupy rządzącej. Prowadząc ostatnią grę wierzą jeszcze, że ewolucja metody „na Ściosa”  pozwoli im oszukać lub przestraszyć Polaków.
Spróbujmy zniszczyć ich wiarę.  


http://www.newsweek.pl/artykuly/sekcje/polska/dziekuje-za-bulteriera--stefan-niesiolowski-dla-newsweeka,79629,1

2 komentarze:

  1. http://www.youtube.com/watch?v=3EgZBb31rfs&feature=player_detailpage

    OdpowiedzUsuń
  2. http://wzzw.wordpress.com/2011/07/19/zomo-wraca/

    OdpowiedzUsuń