Nie będziemy razem, bo nie ma przyzwolenia na zdradę o świcie i na fałsz przekraczający ludzką miarę. Nie możemy być razem, bo nasz gniew jest dziś bezsilny, gdy zabrano nam tylu niezastąpionych. Nigdy nie będziemy razem, bo pamiętamy - kto siał nienawiść i chciał zebrać jej żniwo.

środa, 15 czerwca 2011

CENA AFERY MARSZAŁKOWEJ

„Ci, co liche swoje przywileje okupują tylko milczeniem w obliczu świństwa, na które mogą reagować, będą musieli za te same przywileje płacić rychło aktywnym udziałem w świństwie” – napisał przed laty Kołakowski. Coraz dotkliwiej doświadczamy prawdziwości tych słów, widząc jak państwo zbudowane na historycznym „udziale w świństwie” upada przygniecione monumentalną  „sumą zaniechań”.
Do tych najważniejszych i najbardziej brzemiennych w skutki należy przemilczenie afery marszałkowej – „matki” wszystkich późniejszych afer za czasów rządów PO-PSL. Przypomnę, że chodzi o kombinację operacyjną z udziałem ludzi byłych WSW/WSI, szefostwa ABW oraz ówczesnego marszałka Sejmu Bronisława Komorowskiego rozgrywaną w latach 2007-2008. Scenariusz kombinacji .zakładał m.in. aresztowanie Wojciecha Sumlińskiego pod zarzutem płatnej protekcji i handlu tajnym aneksem. Liczono, że osadzony w „areszcie wydobywczym” dziennikarz zrobi wszystko, aby wyjść na wolność. W zamian, musiałby złożyć zeznania obciążające kluczowych polityków PiS w tym Antoniego Macierewicza. Pozwoliłoby to postawić zarzuty osobom rzekomo odpowiedzialnym za przeciek. W ten sposób skompromitowaną Komisję Weryfikacyjną WSI można byłoby natychmiast rozwiązać i zakończyć jej prace, a przez to umożliwić powrót do służby negatywnie zweryfikowanym żołnierzom WSI.. W toku działań dokonano również przeszukania w domach członków Komisji, licząc na znalezienie obciążających materiałów związanych z pracami weryfikatorów.
Przed kilkoma dniami przed sądem w Warszawie rozpoczął się proces Wojciecha Sumlińskiego, pomówionego o przez dwóch żołnierzy wojskowej bezpieki. Na liście świadków znajdują się m.in. Bronisław Komorowski, szef ABW Krzysztof Bondaryk, rzecznik rządu Paweł Graś, Antoni Macierewicz, a także znani dziennikarze oraz wysocy rangą byli oficerowie WSI. Mimo obecności takich postaci i politycznej wagi sprawy, proces nie wzbudził żadnego zainteresowania mediów i został przez nie zgodnie przemilczany.
To reakcja zrozumiała, bowiem te same media w latach 2007 – 2008 były aktywnym uczestnikiem kombinacji, a publikacje Anny Marszałek czy Pawła Reszki oparte na wiedzy operacyjnej służb i przeciekach ze śledztwa skutecznie służyły „moderowaniu” opinii publicznej, utrwalając fałszywe przekonanie o rzekomym „handlu aneksem”. Do działań skierowanych przeciwko legalnie działającemu organowi państwa – jakim była Komisja Weryfikacyjna WSI, zaprzęgnięto wówczas wielu dziennikarzy, rozpętując niebywałą w swej zaciętości kampanię medialną. Stworzona na podstawie ich publikacji fikcyjna „afera aneksowa” nigdy nie miała miejsca, a żadna z sensacji rozpowszechnianych wówczas przez media nie znalazła potwierdzenia.    
O prawdziwym przebiegu afery marszałkowej, Polacy nie zostali jednak poinformowani. Obowiązująca do dziś tchórzliwa zmowa milczenia sprawiła, że została ona ukryta przed opinią publiczną, a jej główny bohater nie musiał się tłumaczyć, nawet w trakcie kampanii prezydenckiej. Tej powszechnej manipulacji zawdzięczamy fakt, że większość Polaków nadal wykazuje porażającą niewiedzę co do postaci Bronisława Komorowskiego, a jedyny dostępny przekaz dotyczy rozlicznych gaf obecnego prezydenta i sprowadza się do wskazywania satyrycznego wymiaru tej postaci lub powielania „rewelacji” dotyczących rzekomego pochodzenia. Wobec wagi autentycznych zarzutów, takie zabiegi mogą służyć jedynie ośmieszeniu prawdziwej krytyki i obniżeniu rangi rzeczowych pytań.
Polacy nie mieli możliwości dowiedzieć się: dlaczego marszałek Sejmu przyjął korupcyjną ofertę płk Aleksandra L. - byłego szefa komunistycznego kontrwywiadu wojskowego i „wyraził zainteresowanie” przestępczą ofertą wykradzenia aneksu do Raportu, a następnie nie poinformował o tym organów ścigania? Nie wiemy, jakie relacje łączyły Komorowskiego z Aleksandrem L. choć ten wieloletni znajomy polityka PO był podejrzany o kontakty z rosyjskim wywiadem. Nie wiemy też: dlaczego w zeznaniach przed prokuratorem ukrył informację o spotkaniach z byłym oficerem WSW/WSI płk Leszkiem T. i nie poinformował o spotkaniu płk T z Krzysztofem Bondarykiem, Grzegorzem Reszką  i Pawłem Grasiem, podczas którego poczyniono ustalenia w zakresie postępowania z członkami Komisji Weryfikacyjnej? Polacy nie mieli możliwości dowiedzieć się:  dlaczego zeznając pod rygorem odpowiedzialności karnej oświadczył, że nie zna osobiście Wojciecha Sumlińskiego, choć sam dziennikarz składając wyjaśnienia przed sejmową komisją ds. służb specjalnych przypomniał, że spotykał się wielokrotnie z Komorowskim w roku 2007, a tematem ich rozmów był przygotowywany dla programu „TVP Info materiał o Fundacji Pro Civili?
Istnieje szereg zasadniczych pytań dotyczących faktycznej roli Komorowskiego w aferze marszałkowej i jego działań podejmowanych wspólnie z oficerami wojskowej bezpieki. Autor słów „muszę zobaczyć aneks przed publikacją” skutecznie uciekał od udzielenia odpowiedzi na pytania posłów PiS-u, odmawiał stawienia przed Komisją i wielokrotnie wykorzystywał swoją sejmową funkcję, by uchylić się od konfrontacji z trudnym tematem. Milczeniem zbył pytania podnoszone przez opozycję podczas debat nad odwołaniem marszałka Sejmu, choć w uzasadnieniu wniosku o odwołanie podkreślono, że „Jedną z decydujących spraw skłaniających wnioskodawców do sformułowania tego wniosku była sprawa związana z podejmowaniem przez Pana Marszałka działań służących uzyskaniu nielegalnego dostępu do tekstu „ściśle tajnego” Uzupełnienia nr 1 do Raportu Przewodniczącego Komisji Weryfikacyjnej, tj. tzw. aneksu do raportu o WSI”.
Do dziś,  dzięki szczelnej osłonie ze strony głównych mediów, ale też z powodu porzucenia tematu przez partię opozycyjną, większość obywateli nie miała możliwości poznania faktów z życia Bronisława Komorowskiego ani uzyskania wiedzy o bezprawnych działaniach służb wobec legalnego organu państwa.
Taką szansę mógłby dać rozpoczęty właśnie proces sądowy. Zwolennikiem jawności procesu jest Wojciech Sumliński, który wielokrotnie podkreślał, że nie musi obawiać się żadnych zarzutów, jeśli tylko umożliwi mu się publiczne ukazanie mechanizmów afery marszałkowej. Jednak już przebieg pierwszej rozprawy nie postawia złudzeń co do intencji prokuratury. Obecni na niej, Antoni Macierewicz i Piotr Bączek złożyli wniosek o umożliwienie uczestnictwa w procesie w charakterze oskarżycieli posiłkowych i choć wniosek poparł sam oskarżony i jego obrońcy, prokurator wyraźnie się temu sprzeciwił. Może to świadczyć, że istnieje zamysł, by proces toczył się według scenariusza narzuconego przez obecną władzę.
W tym planie, nie ma miejsca na jawność „procesu o korupcję”, podczas którego opinia publiczna mogłaby poznać kulisy działań ludzi WSI, rolę służby Krzysztofa Bondaryka i zachowania ówczesnego marszałka Sejmu. Próżno też oczekiwać, by wiedzę na temat sprawy Polacy otrzymali ze strony dziennikarzy, skutecznie wystraszonych casusem Sumlińskiego i pamiętających pouczenia Komorowskiego o „dużej wstrzemięźliwości w okazywaniu solidarności zawodowej dziennikarskiej”.
W tej sytuacji, rzetelne wyjaśnienie okoliczności afery marszałkowej powinno leżeć w interesie wszystkich osób domagających się jawności życia publicznego oraz środowisk patriotycznych dążących do usunięcia obecnej ekipy.  Winien być to priorytet w działaniach opozycji, ale też nakaz dla odważnych dziennikarzy i temat poruszany w blogerskich publikacjach. Tym ważniejszy, że głęboko związany z tragedią smoleńską
Chodzi bowiem o bezprecedensową sprawę, w której doszło do groźnego sojuszu polityków partii rządzącej, funkcjonariuszy służb oraz ludzi komunistycznej bezpieki wymierzonego w ustawowy organ państwa. W tle tej kombinacji są interesy obcych służb, dążących do zablokowania procesu weryfikacji i przywrócenia wpływów tego „peryskopu, za pomocą którego Rosjanie pozyskiwali wiedzę o mechanizmach funkcjonowania naszego państwa ” – jak nazwał WSI prof. Zybertowicz.
Powstały wówczas układ był wykorzystany w kolejnych działaniach z udziałem tych samych środowisk. Można go dostrzec w aferze stoczniowej czy hazardowej i wszędzie tam, gdzie grupa rządząca pokazywała swoje prawdziwe oblicze. Jednocześnie kluczem do zrozumienia wielu procesów zachodzących w ostatnich latach jest osoba Bronisława Komorowskiego. Wydarzenia z udziałem tego polityka – począwszy od afery marszałkowej, poprzez kampanię prezydencką, aż po skutki tragedii smoleńskiej – łączą ten okres logiczną klamrą i wyznaczają kierunek, w jakim zmierza obecnie III RP.
Gdyby afera marszałkowa została wyjaśniona wcześniej, a jej mechanizmy stały się jawne, zablokowałoby to karierę Bronisława Komorowskiego, uniemożliwiając mu start w wyborach prezydenckich i oszczędziło Polakom bolesnych doświadczeń i upokorzeń. Odsłonięcie tych relacji już w roku 2008, uchroniłoby nas od niebezpieczeństw wywołanych wpływem Rosji na polskie życie polityczne, zapobiegło obcym knowaniom w ramach konfliktu rząd-prezydent, a w rezultacie udaremniło pułapkę smoleńską i tragedię z 10 kwietnia. Nie trzeba tworzyć alternatywnej historii, by zrozumieć, że płacimy dziś cenę za zignorowanie zagrożeń i brak determinacji w wyjaśnieniu sprawy. Dramat tego  zaniechania nie powinien się powtórzyć, bo za przemilczenie sądowego epilogu afery marszałkowej zapłacimy kolejnymi latami  hańby.


Artykuł opublikowany w nr 24/2011 Gazety Polskiej.

2 komentarze:

  1. Dodałbym jeszcze, że rodzice, tfu, Pierwszej Damy pracowali w UB od 1947 do 1968 roku. Gdyby Kluzik Rostkowska nie została przekupiona przez Tuska i Komorucha i opublikowała tą informację w kampanii wyborczej, to ludzie w Polsce mają nienawiść do bezpieki we krwi i nigdy nie wybrali by męża ubeckiej córki. Poza tym osoby z tzw kręgu znajomych twierdzą, że teść "prowadził" Komorowskiego mimo, że był emerytem. O łamaniu Konstytucji przy przejęciu władzy nie wspomnę. A poloniści mogliby nam powiedzieć ile czasu zajęło napisanie przemówienia Komorowskiego i ile czasu zajęło wymyślenie hasła: "w tych trudnych chwilach bądźmy razem" Bo wg mnie to są dni albo tygodnie, a Bredzisław Gafa nawet w 1 zdaniu robi 2 błędy, więc orłem z literatury to on nie jest. I na wieść o Katastrofie to tego nie wymyślił. Czyli miał to od dawna przygotowane. Ale skoro Kutz reżyserował wystąpienia posła Walikonia, to już mało co mnie może zdziwić. /tomek579/

    OdpowiedzUsuń
  2. ja nie wiem, czy na JKL moze pojsc cala odpowiedzialnosc za to, ze Polacy sie o tym nie dowiedzieli.
    Opozycja powinna to oglosic, to jej obowiazek!

    OdpowiedzUsuń