Nie będziemy razem, bo nie ma przyzwolenia na zdradę o świcie i na fałsz przekraczający ludzką miarę. Nie możemy być razem, bo nasz gniew jest dziś bezsilny, gdy zabrano nam tylu niezastąpionych. Nigdy nie będziemy razem, bo pamiętamy - kto siał nienawiść i chciał zebrać jej żniwo.

środa, 9 grudnia 2009

SKĄD ICH RÓD

Trudno byłoby znaleźć większych obrońców praw człowieka i wolności słowa, niż ludzi służących w ludowej armii. Wraz z rzeszą byłych esbeków, stanowią dziś prawdziwą awangardę polskiej demokracji. Wizyta na stronie internetowej stowarzyszenia ProMilito czy równie zacnego Związku Byłych Funkcjonariuszy Służb Ochrony Państwa może wprawić w niemałe zakłopotanie zwolenników poglądu, jakoby komunistyczni funkcjonariusze byli ludźmi pozbawionymi zasad, lub za nic mieli obowiązujące prawo. Na stronach tych znajdziemy teksty orzeczeń Trybunału Konstytucyjnego, projekty i oceny ustaw, wystąpienia do najwyższych organów państwa, głosy w obronie wolności wypowiedzi i nawoływania do respektowania prawa.

Poświęcę kiedyś więcej miejsca tym wytworom myśli panów oficerów. Warto bowiem opisać heroiczną walkę tych środowisk z tzw. dezubekizacją, odbierającą esbekom wyższe świadczenia emerytalne, zacytować nawoływania do ograniczenia samowoli odwetowców z IPN-u, czy przedstawić wzruszającą twórczość ludzi piszących na blogu Pro Milito, zatroskanych o stan państwa, oficerskie emerytury i prawa do wolności wypowiedzi.

Władze stowarzyszenia, poruszone przed kilkoma miesiącami cyklem tekstów, w których przedstawiłem postaci i cele tej organizacji zapowiedziały wzniosłą obojętność wobec twórczości „fanatycznych publicystów” i z wysokości generalskich stanowisk oznajmiły, iż :

„Stowarzyszenie skupia się na zadaniach wynikających ze Statutu i nie będzie trwonić ani sił ani czasu na komentowanie, czy dementowanie kłamliwych oszczerstw wobec Stowarzyszenia i jego członków. Odstępstwo od tej zasady spowodowało by lawinę następnych bezpardonowych ataków ze strony wszelkiej maści fanatycznych publicystów. [...] Wplątanie nas w tego typu dyskusje i polemiki spowodowałoby, że musielibyśmy poświęcić na to nasz cenny czas, zamiast na działalność statutową”.

Gdy w sierpniu tego roku, główny publicysta Pro Milito, w tekście krytycznym wobec moich publikacji pytał dramatycznie - „A może, Pro Milito od władzy oczekuje prawdy i praworządności?” – przyznam, że nie bardzo wierzyłem w takie właśnie intencje stowarzyszenia. Niesłusznie.

Przed kilkoma dniami „Rzeczpospolita” poinformowała bowiem, iż od kilku miesięcy Prokuratura Okręgowa w Warszawie sprawdza, czy Antoni Macierewicz jako wiceminister obrony narodowej nie złamał ustawy o ochronie informacji niejawnych. Chodzi o podejrzenie, że udzielił on zgody na dostęp do informacji tajnych i ściśle tajnych "szeregu osobom nieposiadającym poświadczenia bezpieczeństwa".

Gazeta informuje, że „o możliwości popełnienia przestępstwa organy ścigania w połowie roku poinformowało Stowarzyszenie "Pro Milito", zrzeszające m.in. byłych oficerów zlikwidowanych Wojskowych Służb Informacyjnych”.

Na stronach Pro Milito, próżno szukać wzmianki o tego rodzaju czynach władz stowarzyszenia. Najwyraźniej oficerowie LWP, w akcie naturalnej skromności nie uznali za stosowne pochwalić się walką z przestępczymi działaniami Macierewicza i Komisji Weryfikacyjnej WSI. W kontekście tej informacji, łatwiej jednak zrozumieć słowa gen.Dukaczewskiego z niedawnego wywiadu dla dziennika „Polska”, gdzie ostatni szef WSI stwierdził:

Z doniesień medialnych wiemy, jakie informacje te komisje ujawniały. Inna sprawa, że prawie połowa członków komisji weryfikacyjnej w momencie jej tworzenia nie miała dostępu do informacji niejawnych. To ja się pytam, jak oni pracowali? Pytam też, dlaczego komisja likwidacyjna nie zakończyła swojej działalności sprawozdaniem. Tych pytań jest więcej, nie tylko od nas, szefów WSI. Wiele osób, które odeszło ze służb, zwraca się właśnie do nas i opowiada o konkretnych sytuacjach, kiedy przy likwidacji WSI łamano prawo.”

Podobny ton wypowiedzi znajdziemy w liście – apelu, jaki ośmiu byłych szefów WSI wystosowało we wrześniu br. do premiera.

"Rozwiązywaniu WSI towarzyszyła atmosfera likwidacji organizacji kryminalnej, dbającej o obce interesy, a służący w WSI żołnierze i pracownicy cywilni zostali potraktowani jak pospolici przestępcy" - piszą w liście byli szefowie WSI. "Do dziś nie potwierdzono tego w zarzutach prokuratorskich, aktach oskarżenia, czy wyrokach sądów"

Zdaniem tych ludzi, trzeba jak najszybciej uporządkować sprawy związane z działalnością wojskowych służb specjalnych.

"Działania naprawcze powinny być poprzedzone analizą dokonanej w tych służbach dewastacji, spowodowanej: nieznajdującym uzasadnienia ujawnieniem aktywów służb, zaniechaniem prowadzonych operacji, zwolnieniem wysoko wykwalifikowanych pracowników i zastąpieniem ich w wielu przypadkach niekompetentnymi amatorami, obniżeniem poziomu pracy informacyjnej, utratą wiarygodności w oczach sojuszników" - czytamy w liście.

Autorzy postulują "prześledzenie procesu likwidacji i weryfikacji służb pod kątem popełnionych w jego trakcie nieprawidłowości i przypadków łamanie prawa" i kończą swoje wystąpienie następującym apelem:

"Apelujemy również o przywrócenie godności, z której odarto żołnierzy i pracowników WSI oraz osoby udzielające służbom pomocy. Osoby te, postępując zgodnie z prawem, służyły Polsce, niejednokrotnie z narażeniem życia i zdrowia. Odebrano im honor i potraktowano jak przestępców.”

Ta argumentacja nie powinna dziwić. Jest od trzech lat stałym elementem propagandy rozpowszechnianej przez ludzi służących sowieckim okupantom, a powielana przez setki medialnych „pudeł rezonasowych” została przyjęta przez większość społeczeństwa – szczególnie tę - pozbawioną wiedzy o faktach najnowszej historii. Nie jest też niczym wyjątkowym, że ludzie komunistycznej policji politycznej mają czelność wypowiadać się właśnie teraz i z każdym miesiącem rządów obecnego układu, wykazują coraz większy tupet i napastliwość.

To dla nich przecież rząd Donalda Tuska w maju ubiegłego roku „otworzył furtkę” i przyjął rozwiązania prawne, służące przywróceniu do służby niezweryfikowanych oficerów WSI.

W komunikacie Ministerstwa Obrony Narodowej wyraźnie stwierdzono, iż „ MON stoi na stanowisku, iż nie można im odbierać szansy udowodnienia, że są dobrymi fachowcami, a ich wiedza i doświadczenie mogą być w dalszym ciągu wykorzystywane w odnowionych służbach wywiadu i kontrwywiadu wojskowego”.

To rząd PO-PSL, niezdolny do dokonania jakiejkolwiek modernizacji III RP, w miejsce zapowiadanych reform i „cudownych” ustaw zafundował nam totalną bondaryzację Polski, rozciągając władzę służb specjalnych na niemal wszystkie dziedziny życia publicznego.

Byłoby rzeczą zbędną, a nawet niegodną polemizowanie z tezami byłych szefów WSI, nawołujących dziś do rewizji sejmowego ustawodawstwa. W żadnym praworządnym państwie tego rodzaju wystąpienie nie byłoby możliwe – ponieważ dotyczy podważania obszaru działania legalnych organów państwa i żąda „przywrócenia godności” ludziom, którym zarzucono poważne przestępstwa i wykroczenia.

Warto jednak zwrócić uwagę, że w zapale medialnej konkwisty, ostatni szef WSW – Marek Dukaczewski pozwala sobie na twierdzenia, które nie sposób wytłumaczyć niczym innym, jak głęboką pogardą dla wiedzy historycznej Polaków. Ma bowiem pan generał ludowego wojska odwagę powiedzieć:

Trzeba było dać żołnierzom szansę przedstawienia swoich argumentów, które uzasadniłyby ich dalszą służbę. Jeżeli jednak autyt wykazałby, że w WSI zdarzały się błędy, jak w wielu innych instytucjach, należało je naprawić, a nie likwidować całe służby specjalne. Owszem, czystki personalne, szefów, dowódców - rozumiem. Ale dewastować służby z 90-letnią tradycją ? Mające swoje metody pracy, doświadczenie?”

Owa „90 –letnia tradycja” ma sugerować jakoby wojskowe służby PRL, przemianowane następnie na WSI były kontynuacją tradycji służb okresu międzywojennego i wywodziły się z Oddziału II Sztabu Generalnego Wojska Polskiego, utworzonego w 1918 roku.

Ponieważ jest to kłamstwo powielane nie po raz pierwszy przez ludzi peerelowskiego wojska i tego rodzaju argumentacja znajduje posłuch u części Polaków, należy przypomnieć panu Dukaczewskiemu i innym piewcom „tradycji” wojskowej bezpieki skąd wywodzi się „ich ród” oraz wskazać – jakie naprawdę cele miała wojskowa bezpieka.

W tym zakresie, cytowany w całości w Raporcie z Weryfikacji WSI dokument o nazwie „Instrukcja o pracy operacyjnej Zarządu II Sztabu Generalnego WP" z dn. 15.12.1976 roku, podpisany przez ówczesnego Szefa Zarządu gen. Kiszczaka nie pozostawia najmniejszych wątpliwości:

Głównym zadaniem wywiadu wojskowego jest zdobywanie, opracowywanie i przekazywanie kierownictwu Partii i Rządu, kierownictwu Ministerstwa Obrony Narodowej i siłom zbrojnym PRL materiałów i informacji wywiadowczych o potencjalnych przeciwnikach Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej i państw wspólnoty socjalistycznej”.

To na walce z „przeciwnikami Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej” tacy ludzie jak Dukaczewski, Lichocki czy Jaworski zdobywali swoje doświadczenie i doskonalili „metody pracy”. Nie Polsce i Polakom służąc, a „kierownictwu Partii i Rządu” – czyli zbrodniczej organizacji komunistycznej o nazwie PZPR oraz „współnocie państw socjalistycznych” – czyli sowieckiemu suwerenowi, okupującemu terytoria kilku państw..

Istnieje wszakże dokument, którego treść jednoznacznie wskazuje - jakiej tradycji kontynuatorami byli ludzie WSW/WSI. Został on przedstawiony w piśmie „GLAUKOPIS” nr.13-14 z 2009r w publikacji Piotra Gontarczyka „Pod przykrywką”. Rzecz o sowieckich organach Informacji Wojskowej w Wojsku Polskim”

Należy przypomnieć, że Główny Zarząd Informacji, powstały we wrześniu 1944 roku, na terenach Związku Sowieckiego, był poprzednikiem Wojskowej Służby Wewnętrznej, powołanej w styczniu 1957 roku, zaś w roku 1945 w ramach struktur Sztabu Generalnego Wojska Polskiego utworzono Oddział II Sztabu Generalnego LWP, przemianowany później na Zarząd II Sztabu Generalnego Wojska Polskiego.

Z połączenia tych dwóch formacji – WSW (kontrwywiad) i II Zarządu (wywiad), w roku 1990 utworzono Wojskowe Służby Informacyjne. Wielu żołnierzy szefostwa WSI rozpoczynało swoje kariery zawodowe w WSW, lub w Zarządzie II SGWP.

Z dokumentów organizacyjnych Informacji Wojskowej wynika, że od chwili swego powstania była podporządkowana dowódcy 1. dywizji, a następnie Korpusu Polskiego w ZSRS – sowieckiemu generałowi lejtnantowi Zygmuntowi Berlingowi. Piotr Gontarczyk podkreśla jednak, iż brak dowodów na to, iż rzeczywiście sprawował on nad nią jakiekolwiek zwierzchnictwo.

Autor publikacji twierdzi, że są za to świadectwa, że jego formalni podwładni Berlinga z Informacji Wojskowej – o czym Berling wiedział – składali raporty bezpośrednio swym sowieckim przełożonym. 17 kwietnia 1944 r. Berling wystosował telegram do sowieckich władz partyjnych w sprawie rzekomych niedociągnięć w pracy organów Informacji Wojskowej. Sugerował przy tym, żeby nadzór nad organami bezpieczeństwa w wojsku powierzyć dowódcy „ludowego” WP, czyli jemu. Pismo to trafiło do Wydziału Dymitra Manuilskiego w Głównym Zarządzie Politycznym Armii Czerwonej. Stamtąd przesłano je do ludowego komisarza bezpieczeństwa państwowego III rangi Georgija Żukowa, który odpowiadał za sprawy polskie, dotyczące nie tylko spraw tzw. „ludowego” Wojska Polskiego. Żukow sporządził prezentowane niżej pismo – będące oficjalnym stanowiskiem sowieckich służb specjalnych w sprawach poruszonych w telegramie Berlinga. Dokument ten wskazuje wprost, że nadzór formalnych przełożonych Informacji Wojskowej był od początku całkowicie fikcyjny. Co więcej – i chyba to jest tu najciekawsze – Sowieci nie traktowali organów Informacji Wojskowej jako oddzielnej, kontrolowanej tylko nieformalnie struktury „ludowego” WP. Żukow napisał wprost, że nazwa „wydziałów informacji” jest tylko legalizacyjną „przykrywką”, pod którą działalność w „ludowym” Wojsku Polskim prowadzą organa sowieckiego kontrwywiadu. Mundury polskie i szyld wydziałów informacji były tylko sposobem ukrycia regularnych struktur „SMIERSZ”.

.

Prezentowany dokument został opublikowany w książce „Sowietskij faktor w Wostocznoj Jewropie 1944–1953”. Dokumenty, wydanej w Moskwie w 1999 r.

m[iasto] Moskwa

[nie wcześniej niż 17 IV 1944 r.]

Tajne

KC WKP(b)

do tow[arzysza] D[ymitra] Z. Manuilskiego

W związku z telegramem Berlinga z 17 IV [19]44 r. w sprawie oddziałów specjalnych polskiej armii melduję:

1. Robotę kontrwywiadowczą w polskiej armii prowadzi „SMIERSZ”, którego organy istnieją w wojsku polskim pod przykryciem „oddziału informacji wojska polskiego”. Skład wydziałów informacji wojska polskiego jest kompletowany ze składu osobowego Zarządu „SMIERSZ” Ludowego Komisariatu Obrony, który kieruje jego działalnością. Funkcjonariusze wydziału informacji noszą polskie mundury.

2. Podczas formowania 1. dywizji, kiedy powstał problem formowania wspomnianych organów, Berlingowi oświadczono, że organizacja, kompletowanie i kierowanie ich działalnością nie leży w jego kompetencjach. Sądząc po treści otrzymanego telegramu, Berling chce wziąć w swoje ręce sprawy, których danie mu, wedle mojego przekonania, jest niecelowe.

3. Twierdzenie, że większość funkcjonariuszy oddziałów informacji to Rosjanie i nie znają polskiego języka odpowiada rzeczywistości. Jednak trzeba zaznaczyć, że w dyspozycji „SMIERSZ” NKWD SSSR i NKGB SSSR nie ma więcej ludzi, którzy władają językiem polskim.

4. O „poważnych i nienaprawialnych błędach”, które popełnia „SMIERSZ” w swojej pracy nic mi nie wiadomo, uważam, że to twierdzenie gołosłowne, tym bardziej, że Berling nie kieruje oddziałami informacji, i w związku z tym, nie może mieć podstaw do takich stwierdzeń.

5. Obecnie do szkoły NKWD w Kujbyszewie wybrano 300 Polaków z wojska polskiego, którzy przez 3 miesiące zakończą szkolenie i będą mogli zostać wykorzystani tak do obsady organów kontrwywiadowczych polskiej armii, jak i do obsady organów bezpieczeństwa przyszłej Polski.

6. W celu zwiększenia w oddziale informacji liczby ludzi, którzy mówią po polsku, uważam za celowe wydać polecenia dla tow[arzysza] Abakumowa8, żeby przyjął do służby w „SMIERSZ” Polskiej Armii 100–120 Polaków z liczby sprawdzonych oficerów Armii Czerwonej, obecnie służących e armii polskiej.

7. Jednocześnie uważam za celowe utrzymanie takiej sytuacji, w której Berling nie dowodzi organami „SMIERSZ” w Armii Polskiej.

Żukow

Piotr Gontarczyk trafnie zauważa, że trudno jednoznacznie stwierdzić, jak długo trwał taki stan rzeczy i kiedy formalnie kierownictwo organów kontrwywiadu wojskowego przekazano w ręce dowództwa LWP.

Wiemy, że przed rokiem 1990 nigdy faktycznie to nie nastąpiło.

Źródła:

http://www.promilito.pl/pro-milito-nagonka.htm

http://www.promilito.pl/komentarz.htm

http://www.rp.pl/artykul/2,401743__Prokuratura__Macierewicz_i_oficerowie_bylych_WSI.html

http://www.polskatimes.pl/fakty/wojsko/168153,dukaczewski-wojskowy-wywiad-dzis-juz-praktycznie-nie,id,t.html#material_2

http://info.wiara.pl/doc/337471.Apel-bylych-szefow-WSI

http://www.rp.pl/artykul/139314.html

http://www.wsi.emulelinki.com/aneks_2.htm

1 komentarz:

  1. Cy tu nie ma błędu?

    ostatni szef WSW – Marek Dukaczewski pozwala sobie na twierdzenia,

    OdpowiedzUsuń