Nie będziemy razem, bo nie ma przyzwolenia na zdradę o świcie i na fałsz przekraczający ludzką miarę. Nie możemy być razem, bo nasz gniew jest dziś bezsilny, gdy zabrano nam tylu niezastąpionych. Nigdy nie będziemy razem, bo pamiętamy - kto siał nienawiść i chciał zebrać jej żniwo.

niedziela, 18 października 2009

POWRÓT KSIĘDZA JERZEGO

Choć od zabójstwa księdza Jerzego minie 25 lat, III RP nie zdobyła się na odwagę wyjaśnienia tajemnicy Jego śmierci. Porozumienie z komunistami, zawarte przez grupę samozwańczych reprezentantów narodu, dotyczyło również zapewnienia bezkarności zbrodniarzom. Ta zbrodnia, jak wiele innych komunistycznych morderstw, została objęta zapisem milczenia i do chwili obecnej nie może zostać wyjaśniona.

Przez 25 lat, w oparciu o ustalenia procesu toruńskiego wmawiano opinii publicznej, że wszyscy winni ponieśli już karę. Ówczesna władza stworzyła powtarzaną do dziś legendę o wyłącznej winie czterech funkcjonariuszy SB. Legendę tę uwiarygodnili sami esbecy, do końca odgrywając swoje role. Poprzez zabójstwo księdza Jerzego władcy PRL-u realizowali plan, którego zwieńczeniem był „okrągły stół” i transformacja ustrojowa pozwalająca komunistom na zachowanie swoich przywilejów. W niezmienionej formie to kłamstwo, narzucone siłą komunistycznej propagandy zostało przyjęte i zaakceptowane w III RP. Wszystkie środowiska uczestniczące w tej zmowie, stały się jego zakładnikami i przyjęły na siebie ciężar odpowiedzialności za ukrywanie prawdy o śmierci księdza Jerzego. Zmowa zawarta przy „okrągłym stole” obowiązuje nadal, czego dowodem są dzieje śledztwa w sprawach księdza Jerzego, ks. Suchowolca, Zycha, oraz wielu innych zbrodni komunistycznych.

W licznych tekstach na temat „mordu założycielskiego III RP” przypominałem, że wszelkie próby zdemaskowania prawdziwych okoliczności zabójstwa były i są skutecznie blokowane. W niewyjaśnionych okolicznościach ginęli świadkowie, innych zastraszano i nakłaniano do milczenia. Ludzi, którzy wykazali dość odwagi, by naruszyć tajemnicę bezpieki nazwano szaleńcami i fantastami. Odmówiono im prawa do zajmowania się sprawą, przemilczano ich argumenty, szykanowano lub skazano na zapomnienie. Tak postąpiono z prokuratorem Andrzejem Witkowskim, tak również potraktowano Wojciecha Sumlińskiego.

Po 25 latach dysponentem tajemnicy o zabójstwie Kapłana nadal jest Czesław Kiszczak. Dość przypomnieć jego list z 2003 roku, skierowany do prezesa IPN, którym spowodował odebranie śledztwa prokuratorowi Witkowskiemu i skutecznie zamknął drogę do prawdy. To w tym liście Kiszczak zamieścił znamienne słowa, których sens jednoznacznie świadczy o porozumieniu z ludźmi Kościoła i wskazuje na prawdziwe przyczyny stosunku elit III RP do tajemnicy śmierci księdza Jerzego. Kiszczak przypomniał wówczas:

W czasie procesu toruńskiego zobowiązaliśmy oskarżonych do zachowania tajemnicy służbowej i państwowej (jeżeli coś nie dotyczy sprawy zabójstwa i nie przeszkodzi w ich obronie, to nie mają prawa tego ujawniać). Chodziło zwłaszcza o to, żeby nie ujawniać agentury pośród księży oraz faktów kompromitujących niektórych duchownych. Wiedzieli o tym obrońcy, osobiście lojalnie poinformowałem także sekretarza Episkopatu Polski, abp. Bronisława Dąbrowskiego”.

Matactwa wokół tej sprawy nie skończyły się wraz z PRL. Przez ostatnie 20 lat, strażnicy komunistycznych zbrodni strzegli tajemnicy nadal, mając do swojej dyspozycji ogromny arsenał środków; poczynając od fizycznej eliminacji lub zastraszania niewygodnych świadków, poprzez polityczne naciski, tworzenie fałszywych tropów i medialne manipulacje.

Przed 25 laty autor artykułu „W walce o władzę”, zamieszczonego w 105 nr. „Tygodnika Solidarność” z 8.11.1984r.” pisał:

W oficjalnych wypowiedziach i „przeciekach” sugeruje się, że prowokacja miała być wymierzona w rządy Jaruzelskiego i że frakcja „twardogłowych” chciała przejąć władzę […] Oficjalna wersja została natychmiast przyjęta przez Kościół. Zaakceptowała ją zachodnia opinia publiczna i politycy[…] W swych działaniach - choć nie zawsze w słownych deklaracjach przyjęły ją też niezależne ośrodki opiniotwórcze w kraju, począwszy od Lecha Wałęsy i różnych struktur „S”, a skończywszy na nieformalnych grupach środowiskowych. Ta niezwykła zgodność opinii – a zwłaszcza jej zgodność z wersją , na której zależało Jaruzelskiemu – jest może najbardziej znaczącą cechą obecnej sytuacji politycznej w PRL”.

Wielu historyków zwracało uwagę, że relacje władz komunistycznych z Kościołem uległy zasadniczej zmianie po zabójstwie księdza Popiełuszki. Mimo, iż oświadczenia hierarchów z tego okresu wyrażają sprzeciw wobec zabójstwa kapłana, próżno poszukiwać w nich wskazania winnych zbrodni lub potępienia prawdziwych intencji inspiratorów. Można odnieść wrażenie, że z chwilą zabójstwa Kapelana „Solidarności” odblokowały się możliwości porozumienia, usunięta została przeszkoda oddzielająca od siebie dwie, przeciwstawne siły. Otworzyła się droga do „historycznego kompromisu”. Powstał nienazwany obszar, w którym mogło nastąpić spotkanie katów i ofiar, gdzie zatarto różnicę między dobrem i złem, a nakazy moralne i etyczne sprowadzono do poziomu własnej miernoty, nieludzkiej pychy i kazuistycznego zaprzaństwa. Ten obszar, „płaszczyznę porozumienia” nazwano później IIIRP.

Kłamstwo, zasiane wspólnie przez Kiszczaka, Kuronia, Wałęsę, ale też przez wielu ludzi Kościoła przetrwało w niezmienionej formie do dnia dzisiejszego i stało się spoiwem, na którym zbudowano sojusz „okrągłego stołu”. 

Państwo, w którym żyjemy stoi dziś na straży tajemnicy o śmierci księdza Jerzego, a strzegąc jej, staje się wspólnikiem komunistycznych oprawców. Nie dziwi konsekwencja postaw ludzi, którzy w 1984 roku pisali o „determinacji generała w dążeniu do wyjaśnienia tej zbrodni”. Są dziś po tej samej stronie, po które stoją sprawcy.

Można pytać - czy strażnicy tej zbrodni, również ci po stronie „solidarnościowej” przestaną kiedyś rozgrywać śmierć księdza Jerzego we własnym, marnym interesie? Czy III RP, która zaczęła się nad grobem księdza Popiełuszki skończy się dopiero wówczas, gdy tajemnica zostanie ujawniona? Tym ludziom, na zawsze powinny brzmieć w uszach ostatnie słowa księdza Jerzego, wypowiedziane do oprawców – Panowie, dlaczego mnie tak traktujecie...

Ksiądz Jerzy pozostawił nam przedziwne i trudne przesłanie. Podczas mszy za Ojczyznę 27 maja 1984 roku wygłosił kazanie, którego treść doprowadziła do wściekłości władców PRL-u. Powiedział wówczas m.in.:

W dużej mierze sami jesteśmy winni naszemu zniewoleniu, gdy ze strachu albo dla wygodnictwa akceptujemy zło, a nawet głosujemy na mechanizm jego działania. Jeżeli z wygodnictwa czy lęku poprzemy mechanizm działania zła, nie mamy wtedy prawa tego zła piętnować, bo my sami stajemy się jego twórcami i pomagamy je zalegalizować".

Dość widzieć dzisiejszą Polskę, by zrozumieć - jak bardzo ta przestroga jest aktualna.

Ale prawdziwą trudność sprawiają nam słowa z 19 października 1984 r. gdy ksiądz Jerzy głosił ostatnią w swoim życiu homilię w kościele p.w. Świętych Polskich Braci Męczenników w Bydgoszczy i zakończył rozważania słowami:

- Módlmy się, byśmy byli wolni od lęku, zastraszenia, ale przede wszystkim od żądzy odwetu i przemocy.

Tylko człowiek prawdziwie święty i wolny był zdolny wypowiedzieć takie słowa, mając przeczucie męczeńskiej śmierci. Dlatego jestem przekonany, że nie musimy odczuwać obaw przez zbliżającą się beatyfikacją księdza Jerzego. Wyniesienie Go na ołtarze nie może być równoznaczne z definitywnym zamknięciem sprawy, nie musi oznaczać, że nigdy nie poznamy prawdziwych okoliczności tego mordu, jego sprawców i inspiratorów. Przeciwnie.

Nawet, jeśli podczas uroczystości beatyfikacyjnych obecni będą ludzie chroniący faktycznych morderców, nawet gdyby oni sami próbowali wykorzystać świętość księdza Jerzego, by na zawsze ukryć swój udział w zbrodni – w niczym nie zmieni to faktu, że Kapłan - męczennik stanie się Patronem nowej, wolnej i solidarnej Rzeczpospolitej.

Świadectwo męczeństwa nie może kolidować z szukania prawdy, nie może też stanowić przeszkody w jej odkryciu. Wbrew woli rządzących, wbrew intencjom fałszerzy – ta prawda zostanie ujawniona.

Myślę, że ksiądz Jerzy nie mógł dożyć czasów III RP. Ci ludzie, to państwo, powstałe na kłamstwie o Jego śmierci, będące zaprzeczeniem ideałów Solidarności, zabiłoby Go ponownie. Dlatego musi wrócić - jako święty.

http://www.przeglad-tygodnik.pl/index.php?site=artykul&id=3523

http://mojadroga.urs.pl/m_ludz4.htm

CZY IIIRP ZACZĘŁA SIĘ NAD GROBEM KSIĘDZA POPIEŁUSZKI?

BO ZŁYCH INACZEJ POKONAĆ NIE MOŻNA

IIIRP CZY TRZECIA FAZA - cz.2 -NA POCZĄTKU BYŁA ZBRODNIA

3 komentarze:

  1. Coroczna złudna nadzieja na wyjaśnienie prawdy. Trzeba jednak przypominać i wierzyć, że prawda wyjdzie na jaw, mamy czas, a zapewne i archiwa się znajdą.

    OdpowiedzUsuń
  2. Solidny tekst. Również od lat uważam że to był mord założycielski który dał podwaliny porządkowi po 1989 r. Pozwoliłem sobie zamieścić Twój tekst w moim serwisie Obywatelskie nieposłuszeństwo - obnie.info
    Ma nadzieję, że nie masz nic przeciwko.

    OdpowiedzUsuń
  3. Warto posłuchać ostatniego kazania ks. Jerzego Popiełuszki. Jest nieprawdopodobnie aktualne mimo że minęło już 25 lat - http://tiny.pl/hq8kq

    OdpowiedzUsuń