Nie będziemy razem, bo nie ma przyzwolenia na zdradę o świcie i na fałsz przekraczający ludzką miarę. Nie możemy być razem, bo nasz gniew jest dziś bezsilny, gdy zabrano nam tylu niezastąpionych. Nigdy nie będziemy razem, bo pamiętamy - kto siał nienawiść i chciał zebrać jej żniwo.

sobota, 6 czerwca 2009

PAŃSTWO „NIESPRZYJAJĄCYCH OKOLICZNOŚCI”

Opublikowany przed kilkoma dniami Raport Biura Bezpieczeństwa Narodowego – Analiza w sprawie oceny rzetelności działań podejmowanych przez urzędy państwowe w związku z uprowadzeniem i śmiercią Piotra Stańczaka” – zawiera, w moim przekonaniu istotny brak w zakresie ustalenia stopnia odpowiedzialności politycznej osób winnych zaistniałej sytuacji. 14 stron merytorycznego Raportu BBN, jest analityczną odpowiedzią na „Raport Ministerstwa Spraw Zagranicznych w sprawie polskiego obywatela porwanego w Pakistanie”, wypowiedzi polityków oraz doniesień medialnych (krajowych i zagranicznych) związanych z porwaniem i śmiercią Piotra Stańczaka” . I choć końcowa konkluzja dokumentu nie stanowi niespodzianki, – jest on ważnym potwierdzeniem zarzutów, formułowanych wielokrotnie pod adresem obecnego rządu.

O ile jednak - w dokumencie BBN- u dokonano rzeczowej analizy polityki MSZ, od dnia porwania krakowskiego inżyniera, do czasu odzyskania jego zwłok i precyzyjnie wskazano zakres odpowiedzialności ministra Sikorskiego, o tyle - z zupełnie niezrozumiałych przyczyn pominięto kwestię odpowiedzialności premiera rządu, za zaniedbania i brak koordynacji działań polskich służb specjalnych.

Już podstawowy, słuszny zarzut, zawarty w pkt. 2 raportu BBN-u, wskazujący, „ że brak było w Polsce jednego ośrodka koordynującego i decyzyjnego w sprawie uwolnienia Polaka”, zadziwił mnie stwierdzeniem, jakoby nie można było określić, kto koordynuje działania służb specjalnych. Punkt ten brzmi następująco:

Problem właściwej koordynacji działań był kluczowy w sprawie uwolnienia P.Stańczaka. Z wypowiedzi polityków udzielanych bezpośrednio po śmierci P.Stańczaka wynikało, iż w praktyce były dwa ośrodki koordynacyjne: w MSZ (w którym za koordynacje odpowiadał kierunkowy podsekretarz stanu) oraz na poziomie służb specjalnych, gdzie koordynacją zajmował się osobiście Sekretarz Kolegium ds. Służb Specjalnych, Sekretarz Stanu w KPRM Jacek Cichocki. Sprawą porwania Polaka w MSZ zajmowało się kolejno czterech wiceministrów spraw zagranicznych: Ryszard Schnepf, Przemysław Grudziński, Jan Borkowski i od grudnia 2008 r. Jacek Najder. Nie było natomiast wskazania, kto koordynował akcję dyplomatyczną oraz działania służb specjalnych.

Według MSZ, „…zgodnie z konstytucyjną powinnością zapewnienia opieki państwa obywatelom polskim za granicą, Ministerstwo Spraw Zagranicznych w dniu 28.09.2008 roku

podjęło się koordynacji działań na rzecz Polaka porwanego w Pakistanie” W zdaniu tym istnieje rozbieżność logiczna: jeżeli koordynacja była obowiązkiem MSZ, to sformułowanie „podjęło się” jest nieuprawnione.

Według Raportu MSZ, powołany sztab kryzysowy został przekształcony w Zespół Koordynacyjny. Nadzór nad jego pracą został powierzony Sekretarzowi Stanu oraz Podsekretarzowi odpowiedzialnemu za region Azji i Pacyfiku, a koordynacja pracy zapewniona została przez dyrektora Departamentu Konsularnego i Polonii.”

Ponieważ wnioski końcowe Raportu BBN, dotyczą Radosława Sikorskiego i zostały sformułowane na podstawie odpowiedzialności konstytucyjnej ministra spraw zagranicznych, podobnie należałoby postąpić w kwestii ustalenia osób odpowiedzialnych za koordynację działań służb specjalnych.

Przypomnę więc, że podczas wystąpienia sejmowego, w dniu 24 .11.2007 roku Donald Tusk zapowiedział likwidację stanowiska koordynatora ds. służb specjalnych i oświadczył, iż odtąd on sam ponosi odpowiedzialność w tym obszarze. Taką samą deklarację, Tusk powtórzył w styczniu ubiegłego roku, informując, że będzie sprawował osobisty nadzór nad służbami.

Wydaje się zatem rzeczą bezsporną, że odpowiedzialność za brak koordynacji działań służb specjalnych z działaniami dyplomatycznymi w sprawie porwanego Polaka, obciąża bezpośrednio premiera rządu.

Choć na str. 6 Raportu BBN postawiono pytanie o osobę koordynującą działania operacyjne – „ Powstaje wątpliwość kto podejmował decyzje (Zespół nie mógł czegokolwiek powierzać, bowiem miał charakter „ściśle konsultacyjny”). Kto weryfikował postęp działań operacyjnych i określał dynamikę działań dyplomatyczno-politycznych, skoro nadzorujący pracę Zespołu wiceminister nie miał dopuszczenia do informacji ściśle tajnych” – to w dalszej treści próżno szukać odpowiedzi na tę wątpliwość.

Odpowiedzialność Donalda Tuska jest o tyle poważna, a jednocześnie rażąca, że wszystkie trafnie zdefiniowane w Raporcie zarzuty (nazwane wątpliwościami) mają bezsporny związek z działaniami służb specjalnych. Zostały one wymienione w 4 punktach:

1.Istnieją rozbieżne informacje w sprawie żądań terrorystów.

2.Opublikowane materiały wskazują, że brak było w Polsce jednego ośrodka koordynującego i decyzyjnego w sprawie uwolnienia Polaka.

3.Brak było efektywnej współpracy z Pakistanem w sprawie uwolnienia P.Stańczaka.

4.W raporcie MSZ nie wspomniano w ogóle o problemie ewentualnego niedopełnienia obowiązków przez osoby zaangażowane w proces uwolnienia P.Stańczaka oraz ujawnienia tajemnicy państwowej.

Warto przede wszystkim zauważyć, że cały dokument sporządzony przez Biuro Bezpieczeństwa Narodowego, jest krytyką pod adresem dysponenta obecnych służb specjalnych. Nie może być inaczej, skoro stanowi negatywną recenzję Raportu MSZ z maja br., który według zapowiedzi wiceministra spraw zagranicznych Jacka Najdera, miał być „opisem działania, jakie zostały podjęte przez nasze służby oraz dyplomatów, aby uwolnić Piotra Stańczaka z rąk talibów”. Zgodnie z marcową zapowiedzią Najdera, „Raport nie będzie zawierał informacji o działaniach tajnych. [...] musi być tak skonstruowany, żeby nie ujawniać kuchni ani instrumentów, jakimi się posługiwały służby w czasie tej operacji.”

Z pewnością - Raportowi MSZ nie można odmówić wysokiego stopnia sekretności. Jego tajność rozciąga się przede wszystkim na nazwiska osób tworzących tzw. Zespół Koordynacyjny, oraz na okrycie tajemnicą działań poszczególnych osób bądź organów – przez co skutecznie uniemożliwia ustalenie stopnia i zakresu ich odpowiedzialności. Na 24 stronach pomieszczono bowiem opis sytuacji politycznej w Afganistanie i omówiono stan bezpieczeństwa w tym państwie oraz dokonano „analizy aspektów prawnych porwania Polaka w Pakistanie w kontekście zidentyfikowania, poszukiwania oraz ukarania sprawców”. Wszystko po to, by dojść do wniosku, że odpowiedzialność za zamordowanie Polaka ponosi „splot niesprzyjających okoliczności”.

Na ów „splot okoliczności”, składały się, zdaniem MSZ następujące czynniki:

1. brak gotowości rządu pakistańskiego do spełnienia żądań stawianych przez terrorystów,

2. brak woli porywaczy do zmiany żądań politycznych na inne warunki uwolnienia,

3.międzynarodowy charakter sytuacji zakładniczej obywatela RP, będącej elementem szerszych oczekiwań Talibów wobec rządu Pakistanu (w tym czasie Polak nie był jedynym uprowadzonym cudzoziemcem”.

Przez cały tekst rozwlekłego dokumentu MSZ, niczym uporczywa mantra przewija się zapewnienie, iż rząd polski „uczynił wszystko, co było możliwe” . Zaprezentowany w Raporcie „szczegółowy harmonogram zrealizowanych działań” ma uzasadniać owo „wszystko”. Dość zauważyć, iż zawiera nawet wyszczególnienie rozmów telefonicznych. Najwyraźniej ilość zdarzeń dyplomatycznych miałaby świadczyć o determinacji i woli działań polskiego rządu. Z łatwością natomiast można dostrzec, że nawet w obszarze dyplomacji były to działania bardzo nieregularne i mocno ograniczone, co jest widoczne np. w okresie od grudnia do stycznia br. Analiza tego dokumentu, sporządzona przez BBN niezwykle skrupulatnie wylicza wszystkie uchybienia.

W rażącej sprzeczności z deklaracjami MSZ i służb, iż „uczyniono wszystko” stoją ujawnione w Raporcie „zasady postępowania wypracowane przez Zespół Koordynacyjny”. Dowiadujemy się bowiem, że jedną z podstawowych zasad tego Zespołu było „…powierzenie stronie pakistańskiej prowadzenia działań na rzecz uwolnienia Polaka”, „…regularna kontrola i weryfikacja aktywności pakistańskiej…” oraz „…uzależnienie dynamiki działań dyplomatyczno - politycznych od wyników weryfikacji aktywności pakistańskiej i postępu działań operacyjnych”. Zgodnie z tymi zasadami, już w październiku 2008 r. zapadła decyzja Zespołu Koordynacyjnego o „powierzeniu stronie pakistańskiej prowadzenia działań na rzecz uwolnienia Polaka”.

Nie trzeba być ekspertem w dziedzinie służb specjalnych, by dostrzec rażącą sprzeczność, między rozpoznaniem przez służby wewnętrznej sytuacji w Pakistanie, a decyzją o scedowaniu na stronę pakistańską działań na rzecz uwolnienia Polaka. Jeśli bowiem na str, 3 Raportu MSZ czytamy, że do „niekorzystnych uwarunkowań, które pośrednio wpłynęły na nieskuteczność prowadzonych przez działań należy dodatkowo zaliczyć:

1. trudną sytuację międzynarodową Pakistanu, łącznie z zagrożeniem konfliktem zbrojnym z Indiami po zamachach w Mumbaju,

2. skomplikowaną sytuację wewnętrzną z wysokim zagrożeniem terrorystycznym,

3. rozbieżności w działaniach po stronie pakistańskiej,” –

to na jakiej podstawie i kto podjął decyzję o „powierzeniu stronie pakistańskiej prowadzenia działań na rzecz uwolnienia Polaka”?

Nie wiemy – jakie działania i w jakim zakresie zostały scedowane na Pakistańczyków, jednak decyzja Zespołu Koordynacyjnego, podjęta tuż po porwaniu wydaje się błędna – szczególnie, jeśli rozpoznanie sytuacji w Pakistanie winno skłaniać do działań samodzielnych i poszukiwania sprzymierzeńców w państwach mających realne wpływy w tym regionie.

W sposób wyjątkowo jaskrawy i dramatyczny, błąd ten staje się widoczny, gdy przeczytamy „relację z najważniejszych działań zrealizowanych w wyniku prac zespołu” ze strony 14 raportu MSZ, za miesiąc luty br. – czyli w czasie, gdy zamordowano naszego rodaka. Enigmatyczność tej „relacji” mocno kontrastuje z ostatnim jej punktem:

- gwałtowna intensyfikacja działań dyplomatycznych (ponowny wyjazd Specjalnego Wysłannika) i operacyjnych w związku z ultimatum,

- zapewnienia strony pakistańskiej o dobrym kierunku negocjacji,

- zaskakujące załamanie rozmów, śmierć porwanego,

Pamiętamy, że tuż po porwaniu Polaka pojawiły się w mediach wypowiedzi sugerujące przeprowadzenie operacji militarnej z udziałem jednostki „Grom”.

Zastanawiamy się nad wyborem skalpela, którym przeprowadzimy operację” – mówił we wrześniu 2008 roku gen. Roman Polko.” Nawet w ramach ćwiczeń przygotowuje się na taką operację, niezależnie od tego, czy zostały wydane odpowiednie rozkazy przez przełożonych - powiedział, komentując sprawę uprowadzenia Polaka. – „GROM jest gotowy do tego typu działań. Tego typu akcje to jednak także domena dyplomatów - przypomniał Polko. I dodał rzecz niezwykle istotną, komentując fakt wycofania z Pakistanu innych polskich pracowników.:

- Po raz kolejny wycofujemy się z miejsca, w którym sytuacja robi się trudna. Wycofanie wszystkich sił nie jest dobrym rozwiązaniem. Terroryści osiągnęli już więc częściowo sukces”.

W podobnym tonie wypowiadał się wówczas gen. Sławomir Petelicki, twierdząc, że „gdyby GROM wziął udział w operacji odbicia zakładnika, to Pakistańczycy byliby zadowoleni, gdyż spadłaby z nich duża część odpowiedzialności". "Z tego powodu sądzę – mówił były dowódca GROM-u,- że władze w Pakistanie powinny się zgodzić”.

W Raporcie MSZ próżno szukać odpowiedzi na pytanie - kto i kiedy zdecydował o rezygnacji z tej operacji i postanowił „powierzyć stronie pakistańskiej działania na rzecz uwolnienia Polaka”. Wicepremier Grzegorz Schetyna, już po śmierci inżyniera Stańczaka ujawnił, jakoby rząd miał plan odbicia porwanego. – „Ale bardzo szybko negatywnie zweryfikowany – przyznał Schetyna.

Jednocześnie, podczas konferencji prasowej w dn.10 lutego br. (tuż po zamordowaniu Polaka) mogliśmy usłyszeć, jak Donald Tusk i Jacek Cichocki, (który w kancelarii odpowiada za służby specjalne), zapewniali, że nie było możliwości użycia w Pakistanie naszych wojsk, czy oddziałów specjalnych w bezpośredniej akcji przeciwko porywaczom inżyniera.

"Gdyby ktoś porwał się na tego typu zadanie, to, bez żadnych szans na uwolnienie Polaka, naraziłby na śmierć kolejnych naszych obywateli, najlepszych naszych żołnierzy" - ocenił szef rządu. Cichocki zaś podkreślił, że „bardzo intensywne działania na poziomie służb podjęto natychmiast - od pierwszych chwil, kiedy dotarła informacja o porwaniu Polaka. Ani razu w ciągu tych czterech i pół miesiąca nie zaistniała sytuacja i możliwość (...), aby wysłać tam jednostki specjalne".

W kontekście wypowiedzi gen. Polko – którego trudno posądzać o dyletanctwo, szokująco brzmią słowa wypowiedziane wówczas przez Donalda Tuska: "Kiedy słyszę dzisiaj niektórych domorosłych ekspertów, którzy twierdzą, że taka możliwość była, to cieszę się, że nie oni podejmowali decyzję w tych krytycznych chwilach".

Przytaczam te wypowiedzi, ponieważ stanowią wyrazisty dowód braku koordynacji działań w początkowej, najistotniejszej fazie, po porwaniu inżyniera Stańczaka. Jeśli nawet pomysły z interwencją GROMU byłyby nierealne, to wyczekująca, bierna postawa Zespołu Koordynującego wskazuje, że od początku zakładano, iż sprawę uda się „załatwić” rękami Pakistańczyków, a realny udział strony polskiej ograniczono do kontaktów na szczeblu dyplomatycznym. Nie może zatem dziwić, jeśli po kilku miesiącach tego rodzaju „nacisków” polskie służby straciły sposobność do efektywnego działania. Błędna kalkulacja staje się tym mocniej widoczna, jeśli pamiętać, że faktyczną władzę w zakresie spraw bezpieczeństwa Pakistanu sprawuje wszechwładny wywiad pakistański - Inter Services Intelligence Departament. Tymczasem, w początkowym okresie po porwaniu ograniczano się wyłącznie do kontaktów na szczeblu dyplomatycznym z rządem Pakistanu, a polskie służby uaktywniły się dopiero pod koniec ubiegłego roku.

30 listopada 2008r ambasador Zenon Kuchciak spotkał się w Kabulu z przedstawicielami służb specjalnych Afganistanu (NDS) oraz w Ambasadzie USA z przedstawicielami służb amerykańskich (DIA, CIA, FBI i CJ2X). Jeszcze później, bo 23 stycznia br pojechał do Pakistanu Szef Sztabu Wojska Polskiego gen. Gągor, oraz płk Dariusz Zawadka, dowódca jednostki GROM, a 31 stycznia br odbyło się spotkanie przedstawiciela Ambasady RP w Islamabadzie z zastępcą Dyrektora Generalnego Departamentu ds. Walki z Terroryzmem Pakistańskich Służb Specjalnych ISI gen.. Waseemem Ayubem. Czy dopiero wówczas sondowano możliwość wsparcia ofensywy sił pakistańskich przez komandosów z GROM, w rejonie, gdzie uprowadzono Stańczaka,?

Możemy oczywiście zakładać, że polskie służby prowadziły działania na terenie Pakistanu i przekazywały rządowi bieżące informacje. Nic natomiast nie wskazuje, by doszło do nawiązania kontaktu z porywaczami i wykorzystania nieformalnych kanałów w dotarciu do uwięzionego inżyniera. Jeśli nawet Jacek Cichocki twierdzi, iż „udało się ustalić region operowania grupy porywaczy i gdzie mniej więcej Polak będzie przemieszczał się razem z terrorystami, a informacje te uzyskano bardzo szybko i stale aktualizowano dzięki ścisłej współpracy naszego wywiadu ze służbą pakistańską i służbami sojuszniczymi” – to nie potrafiono, lub nie chciano ich wykorzystać w celu nawiązania kontaktu. Oświadczenie Cichockiego jest o tyle istotne, że zdaje się wskazywać, iż służby prawidłowo wykonywały swoją robotę, a brak wymiernych efektów tych działań należy przypisać politycznej krótkowzroczności i dyletanctwu premiera w sferze zarządzania służbami.

W lutym br. generał Czempiński, były szef UOP wskazywał, że nie skorzystano z pomocy pakistańskiego mułły Szah Abdul Aziza, który brał już udział w rozmowach z terrorystami. To on właśnie - według największych pakistańskich dzienników, miał być kluczową postacią w rozmowach z talibami w trakcie przetrzymywania polskiego inżyniera.
- Jeśli był to człowiek, który docierał do naszego obywatela, nie wiem, czemu tego nie wykorzystaliśmy – dziwił się Czempiński i oceniał, że Polacy nie próbowali wykorzystać własnych możliwości wywiadowczych.

W tym miejscu pojawia się najbardziej drażliwy temat, związany z polityczną odpowiedzialnością Donalda Tuska. Na konferencji prasowej w dn.10 lutego br, tuż po informacji o zamordowaniu Polaka, premier oświadczył, „że w stronę polskiego rządu nie kierowano oczekiwań dotyczących okupu za uwolnienie porwanego w Pakistanie Polaka, a "wszystkie spekulacje mediów - zarówno polskich, jak i pakistańskich na ten temat - trzeba uciąć absolutnie jednoznacznie". Jednocześnie stwierdził, że rząd, który wdaje się w dywagacje na temat okupu, naraża życie innych swoich obywateli, przebywających poza terytorium swojego kraju”.

Istnieją podstawy, by nie wierzyć słowom premiera.

Pakistański dziennikarz lokalnego wydania "Newsweeka" Sami Yousafzai stwierdził w rozmowie z Polskim Radiem, że "Polscy dyplomaci zatrudnili członków miejscowej starszyzny plemiennej. To właśnie oni zorganizowali sieć połączeń dzięki którym można było skontaktować się z porywaczami. W pewnym momencie talibowie zażądali 500 tysięcy dolarów. Polacy powiedzieli, że mogą dać 200 tysięcy. Wtedy negocjacje de facto się zakończyły".
O tym, że pod adresem polskiego rządu wysuwano jednak żądania okupu, świadczy również wypowiedź Donalda Tuska z dn. 6 lutego br. – a więc na dzień przed zamordowaniem inżyniera Stańczaka. Pytany przez dziennikarzy – czy Polska jest gotowa zapłacić okup, Tusk odpowiedział: Rząd polski nie płaci nikomu okupów” i dodał - Mam nadzieję, że ta sprawa znajdzie swój szczęśliwy finał”.

Następnego dnia - po tej właśnie wypowiedzi premiera - polski zakładnik został zamordowany. W kontekście informacji o żądaniach dotyczących okupu, zbieżność reakcji porywaczy na deklarację Tuska, nie może być incydentalna.

Ponownie zacytuję słowa gen.Polko :

„Błędem było też jednak powiedzenie otwarcie, że strona polska nie będzie płaciła pieniędzy za życie polskiego obywatela. [...] Zdajemy sobie sprawę, że rzeczywiście zasadą działania jest, że nie płaci się okupów, nie negocjuje się, ale prawda jest taka, że się gra. Gra się również tym, że się zapowiada, że ten okup będzie zapłacony. W tego typu rozmowach, w tego typu negocjacjach nie można, nawet jeśli jest taka zasada działania, ogłaszać tego publicznie, w tak wrażliwym, tak ważnym momencie, gdy to życie się decydowało
- Każdy członek rządu, czy każdy decydent jest członkiem sztabu kryzysowego. Sztab kryzysowy składa się z ekspertów, z ludzi z wywiadu i to oni powinni podpowiedzieć panu premierowi, co powinien powiedzieć na konferencjach”
– ocenił Polko.

Również Raport BBN nie pozostawia wątpliwości w tej kwestii. Na str.10 możemy przeczytać:

„Znawca kultury islamu, prof. Janusz Danecki, wyraził opinię, że w Pakistanie dobrze byłoby przyjęte, gdyby tuż po porwaniu przyleciał do tego kraju ważny przedstawiciel polskich władz. Zwyczajowo talibowie negocjują okup z rodziną porwanego lub innymi wskazanymi osobami jego narodowości. Wynika to z kultury rodowo – plemiennej. Dlatego wypowiedź premiera z 6 lutego 2009 r. mogła być sygnałem dla talibów, że rządowi polskiemu tak naprawdę niezbyt zależy na uwolnieniu porwanego i czy nie zyskają oni więcej na jego śmierci, niż na kolejnych niekończących się negocjacjach.

W kulturze ludzi wschodu „targowanie się” jest niemal rytuałem i wyrazem dobrego tonu oraz poważnego traktowania adwersarza. Milcząca postawa Rządu RP m.in. w kwestii wyznaczenia nagrody za uwolnienie P.Stańczaka, brak rozmów z porywaczami prowadzonych przynajmniej za pośrednictwem polityków pakistańskich powiązanych ze środowiskiem talibów, z góry wskazywała na duże prawdopodobieństwo niepowodzenia uwolnienia Polaka. Taktyka ta była świadomą decyzją Rządu RP”.

Wobec tak stanowczych, a uprawnionych twierdzeń, zawartych w Raporcie BBN – niedopowiedzenie w kwestii odpowiedzialności Donalda Tuska za brak koordynacji działań służb specjalnych z działalnością dyplomatyczną – musi zaskakiwać. We wszystkich zaniechaniach rządu w sprawie porwania widoczne są te same, właściwe politykowi Platformy cechy; pozorność działań, ucieczka przed odpowiedzialnością, brak inicjatywy i odważnych koncepcji.

To dość, by w sferze tak ważnej jak nadzór nad służbami dochodziło do zdarzeń niebezpiecznych i kompromitujących.. W praktyce premier rządu nie jest w stanie osobiście i na co dzień kontrolować służb. Po prostu, z racji licznych obowiązków nie ma na to czasu. Dlatego wzorem wielu krajów, w imieniu premiera nadzór nad służbami sprawował specjalnie powołany minister konstytucyjny. W rządzie PO-PSL zrezygnowano z tej funkcji, a premier zadeklarował, że będzie osobiście nadzorował służby. Nie wiemy, czy powodem tej decyzji był brak chętnych na stanowisko koordynatora, czy też służby specjalne stały się priorytetem w polityce obecnego rządu i wymagały osobistego nadzoru ze strony szefa Rady Ministrów. Po prawie dwóch latach tego stanu rzeczy widać, że Tusk nie jest w stanie wypełnić swojej deklaracji. Służby pod jego rządami działają bez realnej kontroli i odpowiedniego nadzoru, a bieżąca koordynacja pięciu służb staje się fikcją.

Ten chaos w sposób szczególny jest widoczny w sferze personalnej. Można się zastanawiać – jaki wpływ na działania Agencji Wywiadu w sprawie porwanego Polaka miał fakt, że tuż przed wrześniowym zdarzeniem premier odwołał trzech wiceszefów Agencji - osoby bez politycznych konotacji, za to z wieloletnim doświadczeniem w służbach niepodległej Polski? Jednocześnie 11 sierpnia 2008 r premier powołał na szefa Agencji Wywiadu Macieja Hunię, a w grudniu nowego zastępcę Szefa, ppłk Marka Stępnia.. Ta karuzela stanowisk, zmiany przeprowadzane co trzy miesiące nie służą żadnej organizacji, a tym bardziej instytucji tak wrażliwej, zajmującej się bezpieczeństwem, jaką są służby specjalne.

Jednak rzeczą najbardziej niepokojącą, jest reakcja obecnych decydentów na Raport BBN. Warto przytoczyć niektóre wypowiedzi:

Donald Tusk : „Nikt nie ma prawa wykorzystywania tego typu tragedii do własnych, doraźnych celów politycznych. Sprawa jest przykra. Nie chcę jej komentować, bo musiałbym użyć zbyt mocnych słów pod adresem instytucji, która obsługuje prezydenta w ważnych sprawach bezpieczeństwa narodowego. - Wydaje mi się, że tylko jedno słowo jest tutaj zasadne: skandal.”

Paweł Graś: „Z dużym zdumieniem zareagowałem na to i przez długi moment nie mogłem uwierzyć, że coś takiego pojawiło się w tym momencie. Uważam to za absolutnie haniebny atak wyborczy na rząd. Na kilka dni przed wyborami wykorzystywanie ludzkiej śmierci, ludzkiej tragedii uważam za absolutnie haniebne i niedopuszczalne”.

Radosław Sikorski: „Analiza BBN w sprawie śmierci zamordowanego w Pakistanie geologa Piotra Stańczaka, to polityczna gra przed zbliżającymi się wyborami do Parlamentu Europejskiego. Wychodzenie z takimi oszczerstwami świadczy tylko o braku dobrego smaku, kogoś kto sprawuje ważny urząd państwowy”.

Skandal, hańba, oszczerstwa – ten zasób epitetów zdaje się wyczerpywać zdolności refleksyjne członków obecnego rządu. Żadna z wypowiedzi nie odnosi się do merytorycznej zawartości Raportu, w żadnej nie usłyszeliśmy zaprzeczenia tezom stawianym przez analityków Biura Bezpieczeństwa Narodowego.

Niedopuszczalne jest kojarzenie sprawy zabójstwa polskiego inżyniera z celami bieżącej polityki – szczególnie tak odległymi od istoty sprawy, jak wybory do parlamentu europejskiego. To cyniczny, choć wygodny sposób na obejście ważnego tematu. Po pełnych emocji, efekciarskich wystąpieniach polityków – nad Raportem zapadła cisza. Nie wzbudził zainteresowania dziennikarzy, nie zainspirował publicystów. Można odnieść wrażenie, że bezpodstawne miano „haniebnego ataku wyborczego” zostało bezkrytycznie zaakceptowane i wykorzystane jako wytłumaczenie tchórzliwego milczenia.

Nie chcę posługiwać się tanią demagogią i pytać – co będzie, jeśli powtórzy się porwanie polskiego obywatela, a władze państwowe znajdą usprawiedliwienie dla swoich błędów w „splocie niesprzyjających okoliczności”? Zbyt często, w 20 –leciu III RP słyszeliśmy to tłumaczenie z ust polityków, by uznać je za zadowalające. Nie ma najmniejszego znaczenia, czy używają go ludzie Platformy, czy stosują działacze PiS-u.

W tej sprawie ujawniła się słabość naszego państwa, zła koordynacja działań, bezsilność służb, ucieczka od odpowiedzialności. To zjawiska, których fatalne skutki, odczuwalne przez każdego z nas wykraczają poza ramy bieżącej polityki i są ważniejsze od wyborczych ambicji kilku sfrustrowanych polityków.

Źródła:

http://www.bbn.gov.pl/download.php?s=1&id=2108

http://bi.gazeta.pl/im/1/6585/m6585961.pdf

http://konflikty.wp.pl/kat,1342,title,Co-sluzby-zrobily-ws-porwanego-Polaka-bedzie-raport,wid,10938470,wiadomosc.html?ticaid=1827a

http://wiadomosci.polska.pl/polityka/article,Premier,id,309988.htm

http://wiadomosci.onet.pl/1834238,11,item.html

http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80708,5743952,Petelicki__Polaka_moze_uwolnic_GROM.html

http://www.grom.mil.pl/forum/viewtopic.php?p=4835&sid=f41c52b6339b5b938df4a509d17be3e6

http://polska.mil.pl/forum/viewtopic.php?t=4791

http://www.polityczni.pl/premier,_polska_zrobila_wszystko,_by_zapobiec_%C5%9Bmierci_polaka_w_pakistanie,audio,55,3331.html

http://fakty.interia.pl/raport/porwanie-polaka/news/premier-rzad-polski-nie-placi-nikomu-okupow,1255884

http://www.tvn24.pl/1,1585195,druk.html

http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80271,6685184,Tusk_o_raporcie_BBN__To_skandal_.html?utm_source=RSS&utm_medium=RSS&utm_campaign=4189158

http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80269,6684686,Gras__Raport_BBN_to_haniebny_atak_wyborczy_na_rzad.html

http://fakty.interia.pl/raport/porwanie-polaka/news/sikorski-analiza-bbn-to-polityczna-gra-przed-wyborami,1317525,5836

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz