W artykule „Dlaczego nie mogę wziąć udziału w
ankiecie” z roku 1947, opublikowanym w czasopiśmie „Lwów i Wilno”, Józef
Mackiewicz pisał:
„Stan wojny
z najeźdźcą nie znaczy, jak go chcą niektórzy ośmieszyć, porywanie się „z
kłonicą na bombę atomową”. Ale znaczy tego rodzaju postawę moralną, która by
wpływała hamująco na spadek po równi pochyłej, po której toczy się w tej chwili
cały naród. Tej właśnie równi pochyłej, spowodowanej przez pewne środowiska na
emigracji i w kraju, której dziś, dla zatuszowania swej odpowiedzialności,
nadają niewinne miano: „przemiany społeczno-polityczne”! – Nie wyobrażam sobie
bowiem, jak można na dłuższą metę wychowywać naród politycznie, bez
przeprowadzenia „kanciastej” granicy pomiędzy pojęciami tak prymitywnymi jak:
„sojusznik” i „najeźdźca”, „wierny” i „zdrajca”, „swój” a obcy, czy wrogi
„agent”.
W wypowiedzi Mackiewicza odnajdujemy
najważniejszy, charakterystyczny rys autentycznego antykomunizmu – jako
świadomej postawy moralnej opartej na wytyczeniu „kanciastej” granicy pomiędzy
pojęciami”. Ta granica ma rozdzielać dwa, nieprzystające do siebie światy –
komunizmu i jego kolejnej hybrydy ukrytej pod nazwą „nowej” państwowości, od
polskości i tego co z nią nierozerwalnie związane.
Tak rozumiany antykomunizm oznacza w istocie
powrót do podstawowej, zatartej dziś dychotomii My-Oni – jako wartości
porządkującej i chroniącej nasz świat. Pozwala oddzielić dobro od zła,
uformować narodową tożsamość i wydobyć się z nieokreśloności.
To poczucie odrębności wyznacza granice tego kim
jesteśmy, do jakiego kręgu kultury należymy, co identyfikujemy jako nasze i
wartościowe. Wskazanie nieprzyjaciół, nazwanie obcych - pełni ważną funkcję
społeczną i buduje grupową solidarność. Chroni przed relatywizmem i błędną
identyfikacją. Jest konieczne, by świat stał się uporządkowaną rzeczywistością,
a nie chaosem przypadkowych, nienazwanych relacji.
Ukazanie tych różnic, podkreślenie podziałów, jest
dla komunizmu zabójcze. Ujawnia jego otchłań, obnaża intencje, skazuje na
odrzucenie. Obsesyjnym dążeniem komunistów było zatem tworzenie „frontów
jedności narodu”, „kolektywów” i sztucznych „wspólnot”, w których czynnikiem integrującym miały być hasła
niesione na komunistycznych sztandarach. Bliźniacza obsesja, wsparta
kazuistyczną retoryką towarzyszy od lat działaniom grupy rządzącej Polską. Ta
dążność ujawnia lęk przed dychotomią My-Oni, przed wytyczeniem ostrych
podziałów, w których pojęcia „swój” i „obcy” nabierają elementarnego znaczenia
i decydują o dokonywanych wyborach.
Antykomunizm Polski międzywojennej czerpał siłę ze
zrozumienia tej dychotomii, był wyrazem sprzeciwu wobec „Onych” - obcych
polskiej kulturze treści antychrześcijańskich i antycywilizacyjnych, niesionych
przez komunizm. W tej relacji – bycie Polakiem, musiało warunkować postawę antykomunistyczną.
Nie sposób było pogodzić tych dwóch, tak różnych światów, bez narażenia na
utratę polskości. […]
Filip Musiał i Jacek Kłoczkowski we wstępie do
antologii tekstów „W obronie niepodległości. Antykomunizm w II
Rzeczypospolitej”, trafnie zauważyli:
„Polska
przedwojenna została pogrzebana na polach bitew kampanii wrześniowej, w
masowych grobach Katynia, w lochach Pawiaka i Szucha, w Palmirskim lesie. To,
co udało się uchronić przed okupacyjnym terrorem, zostało zmiażdżone przez
sowiecki walec i dekady panowania niesuwerennej dyktatury. Celem Związku
Sowieckiego i współpracujących z nim polskich komunistów było wypalenie gorącym
żelazem wszystkiego, co wiązałoby się z antykomunistyczną tradycją II
Rzeczypospolitej, zerwanie tym samym ciągłości polskich tradycji
intelektualnych. Działania te w znacznej mierze powiodły się, a ich skutki są
tym bardziej trwałe, że w wolnej Polsce dzieje rodzimej myśli politycznej
interesują ledwie niewielkie grono pasjonatów.”
Od antykomunizmu II Rzeczpospolitej oddziela nas
nie tylko historia okupacji, w tym ponad czterdziestu lat sowieckiej dyktatury.
Pomiędzy tamtą postawą, a dzisiejszym rozumieniem antykomunizmu rozciąga się
ogromna przepaść wytyczona fałszem „nowej świadomości”. Nie obejmuje ona
tylko tradycji intelektualnych, ale
wnika znacznie głębiej, w samą istotę
bytu narodowego.