Nie będziemy razem, bo nie ma przyzwolenia na zdradę o świcie i na fałsz przekraczający ludzką miarę. Nie możemy być razem, bo nasz gniew jest dziś bezsilny, gdy zabrano nam tylu niezastąpionych. Nigdy nie będziemy razem, bo pamiętamy - kto siał nienawiść i chciał zebrać jej żniwo.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jurgen Roth. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jurgen Roth. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 27 października 2016

KSIĄŻKA ROTHA – W PUŁAPCE DEZINFORMACJI

Gdybyśmy przyjęli, że w Smoleńsku doszło do zbrodniczej akcji służb Putina, trzeba również założyć, że byłaby to największa i najpoważniejsza tego typu operacja w historii służb specjalnych. Jej zakres nie da się porównać z żadną znaną lub domniemaną ingerencją tajnych służb. Katastrofa w Gibraltarze, zabójstwo Kennedy'ego, zamach na Jana Pawła II czy jakiekolwiek akty terrorystyczne, nie mogą być porównywalne ze zdarzeniem, w którym ginie urzędujący prezydent europejskiego państwa, grupa najwyższych rangą dowódców armii NATO i elita państwowych oficjeli.
Jest oczywiste, że takiej operacji musiałyby towarzyszyć nadzwyczajne środki zabezpieczające, adekwatne do wagi i skali zjawiska. Przy obecnym rozwoju sieci informatycznej i zaawansowanych technologiach wywiadowczych, całkowita blokada informacji byłaby niemożliwa. Gwarancję zamachowcom dawałaby natomiast główna broń rosyjskich służb i sięgniecie po narzędzia dezinformacji.
Już od 10 kwietnia 2010 można było zauważyć, że kreowanie kolejnych, nawet najbardziej szokujących hipotez na temat tragedii smoleńskiej, nie stanowi zagrożenia dla Rosji. Zostały one wpisane w mechanizmy dezinformacji i służyły odwróceniu uwagi od kwestii rzeczywiście istotnych.  Im więcej teorii się pojawiało, im bardziej są nagłaśniane i komentowane, tym lepiej dla służb kierujących operacją. Groźna byłaby tylko jedna, prawdziwa wersja oraz wiedza, prowadząca do poznania rzeczywistych okoliczności zdarzenia. Wszystkie pozostałe pracowały na korzyść kreatorów dezinformacji; wywołując pożądany szum informacyjny, ośmieszając „teorie spiskowe”, przytłaczając odbiorców rozmaitością szczegółów i utrudniając im dotarcie do merytorycznych ustaleń. Osłona dezinformacyjna przypomina wówczas wirus atakujący system immunologiczny organizmu. Uodparnia go na działanie prawdy i  czyni obojętnym wobec kolejnych dociekań.
Przez ostatnie sześć lat byliśmy świadkami budowania rozmaitych hipotez i naprowadzania opinii publicznej na fałszywe tropy. Prócz tzw. raportu MAK, który należy zaliczyć do klasycznej, rosyjskiej dezinformacji, z katalogu takich działań można wymienić sztandarowy produkt polskojęzycznych służb – tzw. teorię maskirowki czy dywagacje mówiące o nieumyślnej winie kontrolerów. Szereg publikacji i książek na temat Smoleńska zostało opartych na „tajnej wiedzy” autorów lub zainspirowanych grą służb specjalnych.

Kolejna książka Jurgena Rotha całkowicie wpisuje się w tego rodzaju kampanie. Ponieważ rzecz dotyczy wyjątkowo podstępnej hipotezy i wydaje się mieć związek z intencjami naszych zachodnich sąsiadów, warto poświęcić uwagę tej publikacji. Tym bardziej, że za sprawą głównych rezonatorów dezinformacji -tzw. wolnych mediów, związanych z grupą rządzącą, tezy Rotha są usilnie forsowane i rozpowszechniane.

sobota, 28 marca 2015

ROTH I WYJŚCIE Z PUŁAPKI


„W oczach Zachodu „koegzystencja” z Rosją jest możliwa, jeśli państwo to otrzyma „należną” mu strefę wpływów i zaspokoi swoje mocarstwowe ambicje. W równym stopniu, ten kierunek polityczny wytyczony został niechęcią lewackich elit wobec Ameryki, jak intencją  ograniczenia hegemonii USA. Nie powinno nas dziwić, że putinowska Rosja bez trudu znalazła sprzymierzeńców wśród przywódców Zachodu, a kwestia ustalenia prawdziwych okoliczności tragedii smoleńskiej staje się drugorzędna i rozpatrywana wyłącznie w kategoriach bilansu zysku i strat. Na Zachodzie nikt „nie będzie umierał” za prawdę o śmierci polskiego prezydenta.(…)  Dla europejskich stolic „szatanem” jest dziś groźba otwartego konfliktu z państwem Putina i utrata dotychczasowych efektów resetu.  Dla jej zażegnania gotowe są na każdy rodzaj sojuszu z kremlowskim „diabłem” i jak najmocniejsze zaciśnięcie oczu na prawdę o smoleńskiej tragedii.
Dlatego kalkulacje polityków opozycji i nadzieje części polskiego społeczeństwa na stworzenie komisji międzynarodowej i pomoc państw Zachodu, mogą okazać się bezpodstawne – szczególnie,  jeśli natrafią na sprzeciw zakładników kłamstwa i mur zmowy milczenia. W tej sytuacji Rosja może sobie pozwolić na grę va banque, licząc (w równej mierze), na wsparcie „partii rosyjskiej” w Polsce, jak na milczące współuczestnictwo europejskich elit.”
Taką ocenę relacji Zachodu z państwem Putina zawarłem w tekście „Nikt nie umrze za polską prawdę”, opublikowanym w lutym 2011 roku w miesięczniku „Nowe Państwo”.
Wydawało się wtedy, że sprawa zbrodni smoleńskiej na długie lata pozostanie depozytem, podobnym zbrodni katyńskiej. Powojenny ład jałtański sprawił, że przywódcy „wolnego świata” przyjęli wówczas rolę wspólników sowieckiego ludobójstwa i zostali naznaczeni moralną odpowiedzialność za dziesięciolecia kłamstwa katyńskiego. Ten sam mechanizm zastosowano po 10 kwietnia, gdy nowy „reset” wymagał przyzwolenia na ekspansję kremlowskiego satrapy i wygaszania „polskiej rusofobii”.  
Kalkulacje Rosjan towarzyszące zbrodni smoleńskiej, nie były efektem wybitnych zdolności strategicznych pułkownika KGB. Putin doskonale wiedział, że nadrzędnym celem społeczeństw Zachodu nie jest prawda historyczna ani racje moralne, lecz dobrobyt i spokój – i za obie te wartości gotowe są zapłacił każdą cenę. Tym większą, gdy płaconą cudzą krwią.
Dopiero napaść na Ukrainę tworzyła sytuację, której nie można było przemilczeć. Ale i ta wojna nie była (i dotąd nie jest) wyrazem jakiejś "tajnej strategii" Putina, lecz wyłącznie oznaką trzeźwego realizmu. Władca Kremla doskonale odrobił lekcję najnowszej historii i wyciągnął trafne wnioski z błędów popełnianych przez przywódców Zachodu.