Nie będziemy razem, bo nie ma przyzwolenia na zdradę o świcie i na fałsz przekraczający ludzką miarę. Nie możemy być razem, bo nasz gniew jest dziś bezsilny, gdy zabrano nam tylu niezastąpionych. Nigdy nie będziemy razem, bo pamiętamy - kto siał nienawiść i chciał zebrać jej żniwo.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ludobójstwo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ludobójstwo. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 16 kwietnia 2013

WIDZIAŁEM NA WŁASNE OCZY


Józef Mackiewicz o swoim pobycie na miejscu zbrodni w Katyniu.  

Znany literat i dziennikarz wileński p. Józef Mackiewicz powrócił przed kilku dniami ze Smoleńska, gdzie był obecny przy wydobywaniu zwłok w lesie katyńskim pomordowanych oficerów polskich. Współpracownik naszego pisma zwrócił się do p. Mackiewicza z prośbą o wywiad. Odpowiedzi, które przytaczamy poniżej, oddane są z dokładnością stenograficzną i przez p. Mackiewicza autoryzowane.

Pierwsze pytanie jest najtrudniejsze i dlatego wypada trochę bezprzedmiotowo: – „Więc był pan tam?” – Oczywiście wiedzieliśmy, że był.
– Tak jest. Widziałem na własne oczy.
I znów nasuwają się pytania, których liczbę i formę trudno od jednego razu opanować: – „Jak to wygląda?” – „Jak tam jest?” – „Więc istotnie?” – „Czy bardzo strasznie, wstrząsająco, okropnie?” – Właściwie chodzi o wszystko razem, o ogólny obraz, całokształt wrażenia i jednocześnie szczegóły, jak najwięcej szczegółów. Interpelowany nie chce nam pomóc przy pierwszych krokach, być może jest tylko zmęczony podróżą.
  Jest pan ciągle pod wrażeniem?
– Nie wiem, czy podobna to nazwać „wrażeniem”. Wrażenie zyskuje się raczej na skutek jakiegoś, najczęściej pojedynczego zdarzenia czy faktu, w sobie ograniczonego. Smoleńsk, który widziałem, Katyń, zbrodnie, trupy, ruiny, bolszewizm, który sam przeszedłem, i listy, listy dzieci do swych ojców, zaczynające się od słów: „Kochany Tatusiu”, czy „Kochany Ojczulku”, wydobywane dziś ze stosów sprasowanych, cuchnących ciał, z tej mazi śmierci lub na wpół zasuszonych mundurów polskich... Tak, wszystko to razem wytwarza jakby długi łańcuch asocjacji, myśli, refleksji, zapadający głęboko w duszę. Nie nazwałbym tego wrażeniem. To raczej przeżycie.
– Czy mógłby pan zatem przedstawić nam w kolejności obrazy, jakie rzuciły się panu w oczy, tam, w Katyniu?
– Był to chłodny dzień... Słusznie pyta pan tylko o „obrazy”. Nie mam bowiem zamiaru powtarzać całego materiału rzeczowego, tylokrotnie już opublikowanego w licznych komunikatach, enuncjacjach, raportach komisji międzynarodowej, tudzież Polskiego Czerwonego Krzyża.  To są rzeczy znane.  Prace nie zostały jeszcze ukończone. Trafiłem na ich tok, jakkolwiek zbliżać się wydają ku końcowi. – Był tedy chłodny dzień i nad Smoleńsk, od strony frontu ciągnęły szkwałowe chmury, zlewając deszczem okoliczne ruiny domów. Jechaliśmy do Katynia pośród tych ruin, zwalisk żelaza, wypalonych wozów i wagonów, sterczących sztab żelaznych i łóżek żelaznych, tkwiących jeszcze w rumowiskach. Ludzie obyci twierdzili, że jest to pogoda najodpowiedniejsza. Zimno i deszcz, wiatr rozpędza swąd trupi, no i nie ma much. Można zatem wytrzymać. W pewnym miejscu szosa przekracza szyny kolejowe i biegnie wśród wyrębów. „Tu” – powiedział ktoś – „zaczyna się ta Golgota”...

niedziela, 24 lutego 2013

PRZYJACIELE LUDOBÓJCÓW


23 lutego 1944 roku był najbardziej tragicznym dniem w historii Czeczenii. Na ten dzień sowieccy bandyci wyznaczyli datę deportacji do Kazachstanu i Azji Środkowej prawie pół miliona osób zamieszkujących Czeczeno-Inguską ASRS. Operacja deportacyjna pod kryptonimem „Góry” zajęła tylko kilka dni i została przeprowadzona według następującego planu: do republiki, jakoby w celu przeprowadzenia manewrów, wkroczyły wojska. Do przeprowadzenia i zabezpieczenia operacji ściągnięto z innych obwodów 19 tysięcy funkcjonariuszy NKWD, KGB i „Smiersza”,100 tysięcy oficerów i żołnierzy wojsk NKWD, z których część brała wcześniej udział w wysiedlaniu Karaczajów i Kałmuków.
23 lutego 1944 roku wszyscy mieszkańcy zostali aresztowani, a stawiający opór byli rozstrzeliwani na miejscu. Ludzi ładowano na ciężarówki i przewożono na stacje kolejowe. W drodze ginęły tysiące, ludzie byli zabijani, umierali z głodu i zimna. Martwych wyrzucano z eszelonów na otwartą przestrzeń mijanych stepów. Wiele wsi, których z różnych powodów nie można było deportować z Czeczeno-Inguszetii po prostu palono wraz z mieszkańcami.

poniedziałek, 18 kwietnia 2011

BULDOŻERY

Wystarczyło, że Rosjanie podmienili tablicę powieszoną na obelisku w miejscu katastrofy smoleńskiej i zlikwidowali na niej napis o „sowieckiej zbrodni ludobójstwa w lesie katyńskim”, by natychmiast w Polsce rozległy się głosy zatwierdzające powtórne kłamstwo katyńskie. Na podstawie wypowiedzi Sikorskiego o „polu do sporu czy Katyń był ludobójstwem” oraz słów doradcy Komorowskiego o „definiowaniu Katynia jako zbrodni wojennej” wiemy już, że najwyżsi urzędnicy państwowi podzielają stanowisko władz Rosji i wbrew faktom oraz interesom polskiej racji stanu propagują fałsz w sprawie Katynia.
Trzeba przypomnieć, że sami Rosjanie dwukrotnie przyznawali, iż Katyń jest zbrodnią ludobójstwa.  Po raz pierwszy nastąpiło to w roku 1946 r., podczas procesu w Norymberdze, gdy sprawca zbrodni występował w roli prokuratora i sędziego we własnej sprawie. Wówczas strona sowiecka chcąc przypisać mord Niemcom nazwała go ludobójstwem. 
Powtórne uznanie  ludobójstwa nastąpiło 13 lipca 1994, roku gdy szef grupy śledczej Głównej Prokuratury Wojskowej Federacji Rosyjskiej, pułkownik Anatolij Jabłokow umorzył śledztwo katyńskie (nr 159) na podstawie pkt. 8 art. 5 Kodeksu Postępowania Karnego Rosyjskiej Socjalistycznej Federacyjnej Republiki Radzieckiej (RSFRR), tj. z powodu śmierci winnych. W postanowieniu o umorzeniu dochodzenia Stalin, Mołotow, Woroszyłow, Mikojan, Kalinin, Kaganowicz oraz Beria i inni kierowniczy funkcjonariusze NKWD, a także bezpośredni wykonawcy mordu zostali uznani za winnych popełnienia przestępstw, opisanych w punktach "a", "b" i "c" art. 6 Statutu Międzynarodowego Trybunału Wojennego w Norymberdze, który mówił o zbrodniach przeciwko pokojowi i przeciwko ludzkości. 
W roku 2000 Senat USA przyjął specjalną uchwałę, w której zbrodnię katyńską określono mianem ludobójstwa. Również Senat III RP w uchwale z dnia 14 września 2007 r., nie miał wątpliwości, czym była sowiecka napaść na Polskę i czym był Katyń. W uchwale napisano, że 17 września 1939 r. „rozpoczęła się sowiecka okupacja połowy Polski i ludobójstwo wobec obywateli polskich, którego najbardziej tragiczną częścią był Katyń, jako symbol mordu wobec wziętych do niewoli polskich oficerów (...) Senat RP przypomina o tym tragicznym rozdziale w polsko-rosyjskich stosunkach, odrzucając próby fałszowania historii, pomniejszania zbrodni komunistów, odmowy nazywania zbrodni katyńskiej ludobójstwem”.
W obecnej sytuacji, uchwała polskiego Senatu nabiera szczególnego znaczenia bowiem stwierdza się w niej wyraźnie, że odmowa nazwania Katynia zbrodnią ludobójstwa stanowi próbę fałszowania historii i pomniejszania zbrodni komunistów. To zatem, co czynią dziś przedstawiciele władz III RP wolno nazwać powtórnym kłamstwem katyńskim, nawiązującym wprost do hańby okresu PRL-u.
W czasach komunizmu prawda o tej zbrodni - jako akcie założycielskim „Polski Ludowej” była ukrywana we wspólnym interesie Sowietów i ich polskojęzycznych namiestników. Kłamstwa tzw. komisji Burdenki powtarzały świadomie kolejne rządy PRL, powstałe na bazie sowieckiej agentury, nazywającej się partią komunistyczną. Ponieważ Rosja sama przyznała się do katyńskiego ludobójstwa, nie wypadało więc, by stronnicy Kremla nadal propagowali kłamstwo i obarczali Niemców odpowiedzialnością za Katyń. Można jedynie przypuszczać, że gdyby nie stanowisko agencji informacyjnej TASS z 13 kwietnia 1990 roku, w którym oficjalnie potwierdzono, że polscy jeńcy wojenni zostali rozstrzelani wiosną 1940 roku przez NKWD – członkowie „partii rosyjskiej” w Polsce do dziś zaprzeczaliby udziałowi Rosjan w zbrodni ludobójstwa.
Otwarcie propagandowego sporu o nazwanie Katynia ludobójstwem leży obecnie w interesie putinowskiej Rosji, dążącej do ukrycia zakresu zbrodni sowieckich na narodzie polskim. Głosy Sikorskiego czy Kuźniara nie mają żadnego oparcia w prawdzie historycznej i służą w istocie usprawiedliwieniu decyzji władz rosyjskich o ocenzurowaniu tablicy na pomniku ofiar tragedii smoleńskiej.
Jednocześnie ukrywa się przed polskim społeczeństwem prawdę, iż państwo rosyjskie nigdy nie uznało oficjalnie mordu na polskich obywatelach za zbrodnię ludobójstwa, nie ujawniło okoliczności sprawy, nie otworzyło archiwów, a w oficjalnym stanowisku rządu rosyjskiego przekazanym do Trybunału w Stasburgu stwierdzono, że „ nie ma dowodu na to, iż Polaków zamordowano”. Ten sam rząd Władimira Putina w kwietniu 2010 roku odmówił jakiejkolwiek rehabilitacji ofiar, twierdząc, że „nie udało się potwierdzić okoliczności schwytania polskich oficerów, charakteru postawionych im zarzutów i tego, czy je udowodniono”. Młodzież rosyjską uczy się, iż mord w Katyniu był sprawiedliwą zemstą za zagładę wielu tysięcy Rosjan w polskiej niewoli po wojnie 1920 roku. Naucza się również, że tamtą wojnę wywołała Polska, a nie Związek Sowiecki oraz przekonuje, że ludobójstwa Józefa Stalina, to nic innego jak „mądre działania przywódcy szykującego kraj do wojny”.
Zamiast rzetelnej wiedzy o faktach, Polacy karmieni są bredniami o „otwartym stanowisku Rosji w sprawie Katynia” i zapewnieniami o konieczności „pojednania”, w imię przyszłości i ułożenia dobrych stosunków z rosyjskim sąsiadem. Ta nowa forma kłamstwa katyńskiego przybiera postać zorganizowanej kampanii, a o intencjach obecnej władzy może świadczyć polityka prezydenckiego BBN-u, kierowanego przez gen. Stanisława Kozieja, który poddał cenzurze oficjalny dokument Biura sporządzony za czasów Lecha Kaczyńskiego. Chodzi o powstały na kilka tygodni przed tragicznym lotem Prezydenta RP do Smoleńska, raport zatytułowany "Ludobójstwo Katyńskie w polityce władz sowieckich i rosyjskich (1943-2010)", autorstwa dr Leszka Pietrzaka i Michała Wołłejko. W dokumencie omawiającym zachowania Rosji wobec zbrodni katyńskiej na przestrzeni prawie sześćdziesięciu lat, zarekomendowano również Prezydentowi RP działania w zakresie polityki państwa. W raporcie postulowano, by „bez względu na stanowisko strony rosyjskiej i przebieg obchodów rocznicy ludobójstwa katyńskiego, a przede wszystkim treści wystąpienia premiera W. Putina w Katyniu, Prezydent RP, przedstawiciele rządu powinni mówić jednym głosem i reprezentować jednolite stanowisko strony polskiej w kwestii Katynia. Stanowisko to najkrócej można zawrzeć w słowach: domagamy się i będziemy domagać od władz Federacji Rosyjskiej nazwania zbrodni katyńskiej ludobójstwem.”
Rekomendacje dla prezydenta i władz państwowych III RP znalazły się w ostatniej, piątej części raportu. Nowy szef BBN gen. Stanisław Koziej zakazał autorom publikacji tego rozdziału, wyrażając zgodę jedynie na ujawnienie czterech części. Mając na uwadze taką praktykę oraz zachowania obecnego prezydenta wobec Rosji, nie sposób oczekiwać, że Bronisław Komorowski przeciwstawi się kłamstwu i uzna Katyń za zbrodnię ludobójstwa. Gdyby tego rodzaju stwierdzenie nie brzmiało jak upiorny żart, można byłoby powiedzieć, że w istocie prezydent i przedstawiciele rządu III RP mówią dziś  „jednym głosem i reprezentują jednolite stanowisko strony polskiej w kwestii Katynia”. Fakt, iż jest to stanowisko zgodne z interesem Rosji nadaje owej „jednolitości” szczególne znamię hańby.
Chcąc ocenić obecną sytuację należałoby przywołać obraz katyńskich dołów, pospiesznie zasypywanych przez sowieckie buldożery. Zasypywanych tak szybko, by prawda o zbrodni nie została nigdy ujawniona. Ale również po to, by stworzyć nową historię -  bez Polski i Polaków na mapie Europy. Ludzie, którzy tworzą dziś pozory pojednania katów z ofiarami za cenę prawdy o tej zbrodni i przemilczają lub fałszują jej prawdziwy wymiar - ponownie zasypują katyńskie doły.

sobota, 26 marca 2011

CENZURA W SPRAWIE KATYNIA


Podstawowym kryterium w ocenie  stosunków polsko-rosyjskich, zawsze będzie sprawa ludobójstwa katyńskiego. W czasach komunizmu prawda o tej zbrodni - jako akcie założycielskim PRL –u, była ukrywana we wspólnym interesie Sowietów i ich polskojęzycznych namiestników. Kłamstwa tzw. komisji Burdenki powtarzały świadomie kolejne rządy PRL, powstałe na bazie sowieckiej agentury, nazywającej się partią komunistyczną. Ponieważ ten sam porządek i ci sami ludzie stali u podstaw budowy III RP, również państwo powstałe po 1989 roku nigdy nie wykazało determinacji, by wyjaśnić kulisy zbrodni, ujawnić sprawców i żądać moralnego i prawnego zadośćuczynienia. Stało się tak, ponieważ niemal wszyscy ludzie „opozycji demokratycznej” – budujący wespół z ekipą Jaruzelskiego podwaliny III RP, to osoby w różny sposób związane z partią komunistyczną: jej członkowie, sympatycy, beneficjanci ówczesnych władz, artyści uwikłani w zależność od reżimu, piewcy wszelakich odmian „komunizmu z ludzką twarzą”, agenci bezpieki, a w najlepszym przypadku „pożyteczni idioci” pełniący z nadania SB rolę koncesjonowanej opozycji. Ich dyspozycyjny stosunek do ZSRR/Rosji nie podlegał niemal żadnej ewolucji i niezmiennie przez dziesięciolecia określany był fałszywym mianem „realizmu geopolitycznego”. W kwestii Katynia, symbolem tego stosunku mogłaby stać się postawa Adama Michnika i Jana Lityńskiego. Przed kilkoma miesiącami, założyciel Instytutu Katyńskiego Adam Macedoński wspominał w „Gazecie Polskiej”, jak w 1979 roku chciał przekazać Michnikowi i Lityńskiemu komplet materiałów wydawniczych na temat Katynia w celu ich dalszego druku i rozpowszechniania. Usłyszał wówczas od Lityńskiego, że KOR nie jest za ujawnianiem sprawy Katynia: ”bo to pogłębi przepaść między Rosjanami i Polakami”. Podobnie zareagował Michnik, stwierdzając, że „to jest przeszłość, a KOR się nią nie interesuje”. Ten przykład – stokroć lepiej, niż obszerne analizy powinien uświadomić, że zakładnicy kłamstwa katyńskiego nadal decydują o polskiej historii.
            Warto więc dostrzec, że dzisiejsza postawa decydentów z grupy rządzącej, nie odbiega od praktyk czasów PRL-u. Dobitnym wyrazem tej postawy jest polityka prezydenckiego BBN-u, kierowanego przez gen. Stanisława Kozieja, który poddał cenzurze oficjalny dokument Biura sporządzony za czasów Lecha Kaczyńskiego. Chodzi o powstały na kilka tygodni przed tragicznym lotem Prezydenta RP do Smoleńska, raport zatytułowany "Ludobójstwo Katyńskie w polityce władz sowieckich i rosyjskich (1943-2010)", autorstwa dr Leszka Pietrzaka i Michała Wołłejko, przygotowany pod kierunkiem śp. Aleksandra Szczygło.
Leszek Pietrzak tak opisywał raport: „Był to kilkudziesięciostronicowy dokument, całościowo omawiający politykę naszego wschodniego sąsiada wobec  Zbrodni Katyńskiej na przestrzeni prawie sześćdziesięciu lat. Obszernie analizował sowieckie decyzje o dokonaniu zbrodni, jej przebieg i okoliczności oraz działania sowieckie, a następnie rosyjskie wokół zbrodni, zarówno te które ją zakłamywały, negowały jaki i relatywizowały.” Wiemy, że egzemplarz raportu miał z sobą szef BBN Aleksander Szczygło, podczas lotu w dniu 10 kwietnia i nie wykluczone, że stanowił on ostatnią lekturę Prezydenta Kaczynskiego.
Leszek Pietrzak wskazywał również, że w dokumencie zarekomendowano Prezydentowi RP działania w zakresie polityki państwa polskiego w sprawie Katynia. Dotyczyły m.in. zainicjowania działań na rzecz wyasygnowania środków finansowych na przeprowadzenie przez naukowców kwerendy w archiwach niemieckich, podjęcia długofalowych zadań edukacyjnych, w tym uczynienia z Katynia, Miednoje i Charkowa narodowych sanktuariów pamięci, odwiedzanych przez polską młodzież oraz stworzenia przez MEN specjalnego programu nauczania i wychowania obywatelskiego. 
Niezwykle ważny postulat dotyczył żądania wznowienia przez Rosję śledztwa w sprawie ludobójstwa katyńskiego.  W dokumencie zapisano również, by „bez względu na stanowisko strony rosyjskiej i przebieg obchodów rocznicy ludobójstwa katyńskiego, a przede wszystkim treści wystąpienia premiera W. Putina w Katyniu, Prezydent RP, przedstawiciele rządu powinni mówić jednym głosem i reprezentować jednolite stanowisko strony polskiej w kwestii Katynia. Stanowisko to najkrócej można zawrzeć w słowach: domagamy się i będziemy domagać od władz Federacji Rosyjskiej nazwania zbrodni katyńskiej ludobójstwem.”
Trafnie przewidując, iż Rosjanie będą odrzucać postulaty strony polskiej i unikać uznania Katynia za zbrodnię, autorzy raportu wskazywali, że wówczas Polska  będzie zmuszona do postawienia sprawy zbrodni katyńskiej na forum ONZ i przed Międzynarodowym Trybunałem Sprawiedliwości w Hadze.”
Rekomendacje dla prezydenta i władz państwowych III RP znalazły się w ostatniej, piątej części raportu. Nowy szef BBN gen. Stanisław Koziej, uczestnik moskiewskiego kursu  GRU z roku 1987, zakazał autorom publikacji tego rozdziału, wyrażając zgodę jedynie na ujawnienie czterech części. Tak ocenzurowany przez Kozieja dokument, został opublikowany w listopadzie ubiegłego roku w miesięczniku „Nowe Państwo”. Piąty rozdział  - „Podsumowanie i rekomendacje” ujawniła w ostatnim wydaniu „Gazeta Polska”.
Sytuacja związana z raportem BBN  jednoznacznie wskazuje, że grupa rządząca III RP nie ma zamiaru domagania się od Rosji wyjaśnienia sprawy mordu katyńskiego, a tym bardziej, uznania go za akt rosyjskiego ludobójstwa. Po śmierci przedstawicieli prawdziwej elity narodu,  grupa samozwańczych „autorytetów” RP uznała, że sprawę Katynia należy zamknąć w imię „pojednania” i ułożenia wasalnych stosunków z rosyjskim reżimem. Historia, która ma „nie dzielić” - winna stać się kartą zamkniętą, zdławioną nakazem kazuistycznej moralistyki i mętnych interesów.
Człowiek, który dziś zajmuje stanowisko prezydenta III RP umawia się 11 kwietnia br w Smoleńsku z rosyjskim przywódcą Miedwiediewem, a rosyjskie media informują, że  prezydenci „odwiedzą także kompleks „Katyń”. Przy milczącej zgodzie władz III RP, wkrótce symbolem tego „kompleksu” stanie się Cerkiew Zmartwychwstania Chrystusa, budowana przy wejściu na teren Zespołu Memorialnego w Lesie Katyńskim. Do września 2011 roku oprócz cerkwi, powstaną trzy inne obiekty. Znajdzie się w nich dzwonnica, klasy do zajęć z młodzieżą, plebania oraz budynek administracyjny z kotłownią. Inicjatorem budowy cerkwi jest zwierzchnik rosyjskiej Cerkwi prawosławnej, patriarcha Moskwy i Wszechrusi Cyryl – (podejrzewany o wieloletnią działalność agenturalną na rzecz sowieckiego KGB) , a  budowę finansuje koncern Rosnieft, zarządzany przez wicepremiera Rosji - oficera KGB Igora Sieczina.
To zawłaszczenie miejsca kaźni polskich oficerów przez sowieckich funkcjonariuszy jest możliwe, ponieważ obecne władze III RP zrezygnowały z żądań uznania Katynia za zbrodnię ludobójstwa. Nie reagowano, gdy  rząd Putina w odpowiedzi na skargę rodzin oficerów skierowaną do Trybunału w Strasburgu napisał, iż  nie ma dowodu na to, iż Polaków zamordowano”. Nie reagowano, gdy rząd Rosji odmówił rehabilitacji ofiar, twierdząc, że „nie udało się potwierdzić okoliczności schwytania polskich oficerów, charakteru postawionych im zarzutów i tego, czy je udowodniono”, ani wówczas, gdy płk Putin kłamał, że „zbrodnia katyńska była osobistą zemstą Józefa Stalina za porażkę w wojnie polsko-bolszewickiej roku 1920”.
Prezydent Lech Kaczyński w nie wygłoszonym 10 kwietnia przemówieniu miał powiedzieć w Katyniu: „Nie da się budować trwałych relacji na kłamstwie. Kłamstwo dzieli ludzi i narody. Przynosi nienawiść i złość. Dlatego potrzeba nam prawdy. Racje nie są rozłożone równo, rację mają Ci, którzy walczą o wolność. My, chrześcijanie wiemy o tym dobrze: prawda, nawet najboleśniejsza, wyzwala. Łączy. Przynosi sprawiedliwość. Pokazuje drogę do pojednania”.
Cenzura stosowana przez urzędników prezydenckich jest dowodem, że Komorowski i ludzie z grupy rządzącej chcą budować „pojednanie” na fałszu i serwilizmie wobec Rosji, mamiąc Polaków  pustymi gestami władców Kremla. Póki ci ludzie zajmują najwyższe stanowiska w państwie, rekomendacje zawarte w raporcie BBN nigdy nie zostaną zrealizowane, a stosunki polsko-rosyjskie zostaną ułożone na wzór peerelowskiego poddaństwa.

Tekst opublikowany w Warszawskiej Gazecie.



Rozdział V. Podsumowanie i rekomendacje 

  

Wydawnictwo ANTYK  - Aleksander Ścios „ZBRODNIA SMOLEŃSKA. Anatomia dezinformacji”: http://ksiegarnia.antyk.org.pl/x_C_I__P_23016395-23010001.html