Nie będziemy razem, bo nie ma przyzwolenia na zdradę o świcie i na fałsz przekraczający ludzką miarę. Nie możemy być razem, bo nasz gniew jest dziś bezsilny, gdy zabrano nam tylu niezastąpionych. Nigdy nie będziemy razem, bo pamiętamy - kto siał nienawiść i chciał zebrać jej żniwo.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ukraina. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ukraina. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 22 marca 2022

SZANSA

Czas wojny wymaga słów prostych i twardych. Bez „światłocienia”, które jest mową oszustów i pseudo-analiz, skrywających pokrętne intencje.
To będzie tekst prosty – rozpisany na punkty i tezy, bez retorycznych niuansów i akademickiej argumentacji. Racjonalność jest dziś w takiej pogardzie, że nie warto wystawiać jej na dalsze upokorzenia.


I. Wojna i mity.

III wojna światowa rozpoczęła się 24 lutego 2022 r. na Ukrainie. Choć świat i kraje NATO jeszcze tego nie zrozumiały, będzie trwała tak długo, aż rosyjska Bestia zostanie zgładzona. Wcześniej czy później, staniemy przed nieuchronnym wyborem: albo Rosja będzie trupem, albo my znikniemy z mapy Europy.
Ta wojna obaliła już setki mitów, fałszywych wyobrażeń i politycznych dogmatów.
Od mitu „ruskiej siły”,zaszczepianym nam przez dekady komunistycznej indoktrynacji, poprzez fałsz papierowych sojuszy i paktów pisanych „sympatycznym atramentem”, po upadek geopolitycznych iluzji i fałszywych priorytetów.
Dziś ,nie sposób określić – jak dalece uda się zerwać więzy nałożone przez te ograniczenia i na jak długo wystarczy nam odwagi,by odrzucić fikcję współczesnego świata.
    Przed siedmioma laty,w tekście „PRZECIWKO MITOLOGOM „RUSKIEJ SIŁY” napisałem:
Wydawało się, że kolejne odsłony wojny na Ukrainie pozwolą zrozumieć, iż powodzenie rosyjskiej ekspansji nie zależy od przewagi militarnej, lecz opiera się na dwóch czynnikach: słabości zachodnich przywódców oraz stosowaniu przez Rosję broni dezinformacji, i jest konsekwencją wieloletnich błędów i zaniechań Zachodu, przede wszystkim w obszarze polityki bezpieczeństwa i zadań służb specjalnych.
Dla nas - Polaków, to czas, by definitywnie zerwać z mitologią „ruskiej siły” i ukazać fałsz koncepcji „geo-realistycznych”. Czas, który należy wykorzystać do wskazania rzeczywistych zagrożeń; płynących z władzy rosyjskich wasali, z błędnej strategii bezpieczeństwa narodowego, ze słabości armii III RP i struktur tego państwa. To historyczna szansa, by pozbyć się niewolniczego garbu – narzuconego przemocą propagandy i antypolskiej buty.”
Ten czas został zmarnowany, a III RP i państwa Zachodu nie wyciągnęły lekcji z wojny 2014 roku.
    Bohaterstwo Ukraińców rozbiło w pył mitologie budowaną wokół państwa Putina i w miejsce „potężnej”, „doskonale uzbrojonej, drugiej armii świata”, ukazało prymitywną zbieraninę tchórzliwych bandytów, zgraję pospolitych złodziei i zwyrodnialców.
Rosyjscy zbrodniarze nie prowadzą już działań militarnych. Do tego trzeba mężczyzn, honoru i pola walki -a te przymioty są nieznane moskiewskiej dziczy.
Działania Rosji zmierzają dziś do eksterminacji Ukraińców, do mordowania bezbronnych i słabych i są współczesnym holokaustem – dokonywanym za zgodą Zachodu, USA i Izraela.
Ta cecha - nieludzkiego barbarzyństwa, od dawna łączy komunizm i faszyzm, a obecnie jest najmocniejszym ogniwem rosyjsko-niemieckich więzi.
Trzeba mocno podkreślić, że wojna na Ukrainie, nie byłaby możliwa bez udziału Niemiec. Rola państwa niemieckiego dalece wykracza poza budowę Nord Stream 2 i handel z Rosją.
    W "NUDIS VERBIS – 2 Terapia" z roku 2014 pisałem:
"Różnica między obecną sytuacją,a rokiem 1939 polega na odwróceniu ról i modyfikacji akcentów: dziś konflikt zbrojny ma wywołać Rosja, zaś Niemcom przewidziano funkcję politycznego i ekonomicznego wspornika."
Dlatego na wojnę na Ukrainie, trzeba patrzeć poprzez pryzmat wspólnych interesów Moskwy i Berlina. O nie „walczą” rosyjscy bandyci i te interesy decydują o wsparciu strony niemieckiej.
A skoro historycznym dążeniem tych państw, jest ustanowienie na Wiśle granicy rosyjsko-niemieckiej i wymazanie Polski z mapy świata, nie wolno zamykać oczu na rzeczywistość.
    Dziś Ukraińcy walczą dla nas i za nas. Nie za Waszyngton, Paryż czy Brukselę. Walczą po to, by na zgliszczach Ukrainy nie odrodził się ludobójczy pakt Moskwy i Berlina, a państwa te - po raz kolejny w historii – nie sięgnęły po ziemie polskie.

    Można wymienić trzy, realne scenariusze zakończenia tej wojny. Każdy zakłada dalsze istnienie państwa rosyjskiego, co oznacza,że groźba wojny światowej nie zostanie zażegnana.
Pierwszy scenariusz - w którym Rosja ponosi klęskę i musi wycofać się z Ukrainy, nie zyskując żadnych ustępstw ani korzyści politycznych. Ten scenariusz jest możliwy tylko wówczas, jeśli Ukraina odrzuci pośrednictwo zachodnich zdrajców.
Drugi - w którym po miesiącach niszczenia miast ukraińskich, po tysiącach zbrodni i rzezi, popełnionych przez rosyjskich najeźdźców, dochodzi do podpisania rozejmu: z gwarancją „neutralności” Ukrainy, rezygnacji z akcesu do NATO i oddaniem Krymu.
Scenariusz trzeci – i najmniej prawdopodobny, zakłada przegraną Ukrainy. Staje się realny tylko wtedy,jeśli rosyjskim bandytom udałoby się zamordować przywódców tego państwa i w ich miejsce zainstalować rząd okupacyjnych marionetek.
Jako scenariusz czwarty – całkowicie nierealny, wymienię sytuację, która diametralnie zmieniłaby obraz świata i na długie lata zagwarantowała nam pokój.
    To scenariusz, w którym przystąpienie do działań wojennych Ameryki i krajów NATO powoduje upadek państwa rosyjskiego, jego całkowitą demilitaryzację i podział na strefy okupacyjne. W tym scenariuszu, zniszczenie światowego bandyty uważam za nieuniknione. W takiej konfrontacji, Rosja nie miałaby szans. Zdecydowanie odrzucam obawy o agresji nuklearnej lub przystąpieniu Chin do wojny. Te fantazyjne groźby są częścią rosyjskiej dezinformacji i nie mogą być traktowane serio. Są trzy powody,dla których wolno sadzić,iż Putin nie użyje broni atomowej:
1.tchórze nie popełniają samobójstw,
2. Chiny nie są (jeszcze) gotowe do wojny,
3.po zakończeniu wojny na Ukrainie, Rosja liczy na odzyskanie aktywów i stanu posiadania oraz ma pewność, iż Zachód powróci do "normalizacji" i pełnej współpracy.
Jeśli ten scenariusz trzeba uznać za utopijny, to tylko ze względów na postawę Zachodu i państw takich, jak IIIRP

2. Zachód i zdrada.

Czas pracuje na naszą korzyść; w pierwszej fazie wojny nie zostaną podjęte żadne operacje; nasze siły powietrzne nie podejmą ataków na obszarze konfliktu; nie możemy zapobiec podbojowi Polski"- te cztery wnioski nie powstały dziś w głowach natowskich zdrajców.
Tak brzmiały konkluzje francusko-brytyjskiej konferencji w Abbeville z 12.09.1939r., podczas której sojusznicy II Rzeczpospolitej postanowili nas zdradzić i uznali, że „Polakom nie warto pomagać”. Ten akt tchórzostwa i politycznej głupoty ułatwił Rosjanom napaść na Polskę i zdecydował,że II wojna światowa toczyła się przez kolejne sześć lat.
    To, co dziś robi Zachód w stosunku do Ukrainy, jes kopią postaw z lat 1938-39, a konferencja w Abbeville urasta do symbolu współczesnego zaprzaństwa i krótkowzroczności. Podobieństwa sięgają tak głęboko, że dotyczą tej samej retoryki i zachowań. Ambasador Ukrainy w Niemczech Andrij Melnyk, gdy 25.02.br. prosił Niemców o pomoc i uzbrojenie, usłyszał od ministrów rządu słowa znane z Abbeville: "Pozostaje wam kilka godzin. Nie ma sensu wam pomagać".
Widząc te analogie, trzeba poważnie zrewidować naszą wiarę w sojusze i gwarancje NATO. Im częściej słychać zapewnienia o „niepodważalności i przestrzeganiu artykułu 5.Traktatu”, tym większa narasta pewności,że ten sojusz, z niemieckim koniem trojańskim w środku, nie daje nam żadnej gwarancji. W dniach poprzedzających 1 września 1939r., podobne komunikaty płynęły z ze strony naszych zadeklarowanych „przyjaciół”.
    Nie ma wątpliwości, że ta sama argumentacja Zachodu, która uzasadnia dziś zdradę Ukrainy – „nie będziemy zbroić, wspierać i walczyć, bo może wybuchnąć wojna światowa” – posłuży do rozgrzeszenia zdrady Polski.
Nonsens tej argumentacji uwidacznia fakt, że największy sojusz militarny świata powstał w warunkach zagrożenia wojną nuklearną i został powołany do walki z państwem, które taką bronią dysponowało od wielu dekad. Jeśli przywódcy tego sojuszu, są dziś „zaskoczeni” wizją wojny, lub odmawiają walki, w obawie przed wybuchem konfliktu nuklearnego – miara tego absurdu dowodzi intencji zdrady.
Ludzie Zachodu doznają dziś bowiem bolesnego „szoku poznawczego”. Wielu z nich liczyło, że Rosja podbije Ukrainę w ciągu kilku dni (takie też były rachuby „ekspertów” IIIRP), a kremlowskiego "zwycięzcę" nie trzeba będzie sądzić. Dziś, gdy obrazem "ruskiej siły" jest zapłakany smarkacz w podartym mundurze, główną troską Zachodu staje się „unikniecie wojny”.
Nie strach wywołuje tą troskę. W tej brudnej ,plugawej grze, chodzi o prosty rachunek: nie wolno dopuścić do sytuacji, w której Zachód byłby zmuszony dobić rosyjskiego gada – a zatem utracić zyski, paliwa i rynki. Nie wolno pomagać ani zbroić Ukrainy na tyle mocno, by pognała ruską zarazę i unicestwiła reżim Putina.
Lepiej, by zginęła Ukraina.
Taki scenariusz rozpisano przed atakiem wojsk rosyjskich i wolno przypuszczać, że był on przedmiotem tajnych ustaleń Bidena i Putina.
    Słowa senatora T. Cruza z 4.12.2021 r.: "Administracja Bidena zaoferowała Putinowi radykalne ustępstwa w sprawie NATO(...)Widziałem szczegóły i mogę powiedzieć, że są bardzo niepokojące. To dokumenty"poufne"– co w Waszyngtonie oznacza- politycznie zawstydzające" – sygnalizują istnienie układów, o których zwykli śmiertelnicy mają nic nie wiedzieć.
Dlatego wizja,w której Ukraina pokona Rosjan,spędza dziś sen z powiek setkom polityków,szefów koncernów i "ekspertów".
Ta wizja wywołuje bowiem pytanie dramatyczne dla ludzi Zachodu: jak żyć w świecie,w którym nie da się już kupczyć z rosyjskim bandytą, straszyć jego potęgą, czerpać ropę i gaz? Jak kształtować pojałtański „porządek”,jeśli upadnie łgarstwo o „rosyjskiej potędze” i wykuty na Łubiance dogmat „konwergencji”, którym przez lata rozgrzeszano kanalie wspierające Bestię?
To wielka trauma milionów przyjaciół Moskwy i najważniejsze zmartwienie ludzi Zachodu.
To również powód, dla którego Ukraina walczy dziś samotnie, a „wolny świat” przyzwala na bestialstwo Rosjan.
    
Fikcja sankcji nałożonych na Rosję, narracje mediów zachodnich nagłaśniających rzekome „ofensywy rosyjskie”, biadolenia o kosztach, jakie ponosi Zachód zrywając współprace z Putinem, a nade wszystko, rozpaczliwe próby ratowania mitu „ruskiej siły”, kreślenia fantazyjnych scenariuszy, straszenia wojną atomową lub atakiem chemicznym – są wyrazem realnej postawy i intencji państw zachodnich.
Gdy w jednym z wiodących serwisów amerykańskich ukazał się niedawno tekst zatytułowany -"Przegrana Putina może być jeszcze bardziej przerażająca niż jego wygrana"-zawierał tezę, iż należy "pozwolić Putinowi ogłosić zwycięstwo” np. za cenę „przyrzeczenia neutralności Ukrainy".
Nie mam wątpliwości, ze po zakończeniu działań wojennych, główna troska Zachodu skupi się na odzyskaniu rynku rosyjskiego i jeszcze ściślejszej współpracy z ludobójcami.
Ten azymut samozagłady, mógłby zmienić tylko ruski but odciśnięty na twarzach „światłych Europejczyków”.

3. III RP i klęska.

„Mamy takie nieocenione chwile, taką wspaniałą okazję dokonania na wschodzie wielkich rzeczy, zajęcia miejsca Rosji, tylko z odmiennymi hasłami, i wahamy się?(…)
Siły Rosji nie boję się. Gdybym teraz chciał, szedłbym choćby do Moskwy, i nikt by nie zdołał przeciwstawić się mej sile.(...)Zginę raczej, niźlibym miał z czasem rozpaczać, że mi zabrakło odwagi do wyzyskania może jedynej okazji wskrzeszenia całej wielkiej i potężnej Polski”-
te słowa Józefa Piłsudskiego, wypowiedziane 31 lipca 1919 roku w Belwederze do hr. Michała Kossakowskiego, oddają wielką wizję Marszałka – stworzenia federacji państw, od Bałtyku po Morze Czarne i uczynienia z Ukrainy „zapory między nami i Rosją”.
Zaledwie 100 lat dzieli nas od tej wizji. I jakże inne, różne narody, zamieszkują dziś nad Wisłą.
Piłsudski zdawał sobie sprawę, że bez wolnej Ukrainy, nie będzie wolnej Polski, a walka o odzyskanie ukraińskiej niepodległości stała się priorytetem jego polityki zagranicznej.
Widział zatem o tym, o czym nie chcą wiedzieć rządzący III RP. I nie tylko oni, bo prawda, iż gwarancją bezpieczeństwa Polski jest wolna Ukraina - nie NATO, UE itp. złudne alianse – jest nieznana lub ignorowana przez moich rodaków.
Ta prawda, a także wizja rosyjskiej agresji na Polskę, musi decydować o odrzuceniu szkodliwej, antypolskiej narracji, jaką prezentują dziś politycy III RP.
Chwała temu rządowi, że przyjmuje naszych braci Ukraińców i stara się zapewnić im godne warunki.
Ale, obliczu tej wojny,w perspektywie jej celów i skutków - nie wolno nam zachowywać „neutralności” ani udawać, że „nas to nie dotyczy”. Tak może robić Zachód, oddzielony od Rosji państwem sprzymierzonym z Putinem. Tak mogą zachowywać się amerykańscy politycy, których wiedza o Rosji nie przekracza poziomu gimnazjalisty, a sprawy polskie obchodzą ich tyle, co życie mongolskich pasterzy.
Nam nie wolno.
Silne zbrojenie Ukrainy ( w tym przekazanie samolotów), zamknięcie granicy rosyjsko-białoruskiej, dekomunizacja armii, likwidacja ośrodków dywersji, obowiązkowa służba wojskowa, budowanie wespół z Ukrainą nowego sojuszu militarnego z krajami bałtyckimi, przeznaczenie 5% PKB na zbrojenia – to minimum, jakie rząd III RP winien przedsięwziąć w obliczu obecnych wydarzeń.
Jeśli więc głowa tego państwa wypowiada dziś słowa horrendalne - "nie jesteśmy stroną tego konfliktu", „musimy robić wszystko, by nie dać się wciągnąć w wojnę” - przejdą one do historii hańby. Tak, jak przeszły słowa N. Chamberlaina z 27.09.1938: "To straszne,że mielibyśmy kopać rowy z powodu kłótni w jakimś dalekim kraju,między ludźmi,o których nic nie wiemy."
    Wojna na Ukrainie jest sprawą polską. Nie tylko dlatego, że to państwo oddziela nas od rosyjskich bandytów, ale z tej przyczyny, że klęska Ukrainy, niesie zapowiedź napaści na Polskę. Kto tego nie rozumie i żądania twardych reakcji traktuje niczym głos „podżegacza wojennego” – niczego nie pojął z polskiej historii.
Wierzyć, że to "nie nasza wojna", bo podpis Ukrainy nie widnieje na kartkach kilku załganych traktatów, może jedynie idiota. Ale kłamać, że jesteśmy bezpieczni, dopóki zachowujemy pro-zachodnią „neutralność”- tylko drań.

Większość z nas nie wie, lub wiedzieć nie chce, że Ukraińcy dwukrotnie uratowali nas przed scenariuszem „ruskiego miru”.
Gdyby w roku 2014 nie doszło do napaści na Ukrainę i wymuszonego odwrotu IIIRP od polityki „pojednania”, państwo Putina byłoby dziś gwarantem naszego bezpieczeństwa. Tylko wydarzenia na Majdanie i odwaga Ukraińców, uratowały nas wówczas od wprowadzenia w życie obłędnych koncepcji bezpieczeństwa narodowego, których celem była „redefinicja dotychczasowych tez polityki polskiej” i uczynienie z III RP państwa bezbronnego.
W scenariuszu, jaki szykowali belwederscy „stratedzy”, nasz kraj miał „zdecydować się na pojednanie z Rosjanami i traktowanie ich państwa nie jako tradycyjnego przeciwnika, lecz istotnego gwaranta bezpieczeństwa europejskiego, w tym naszego bezpieczeństwa.” (z rekomendacji SPBN).
    Dziś zaś, wojna na Ukrainie zmusza rządzących do porzucenia szkodliwych mrzonek o budowaniu „partnerskich relacji” z Rosją i rozstania z panicznym lękiem przed posadzeniem o „rusofobie”. W zakresie polityki zagranicznej, intencje wobec Rosji wyrażały słowa A. Dudy z r. 2016:„Absolutnie nie uważam, aby Rosja była naszym wrogiem Nigdy takie słowo nie padło z moich ust ani żadnego odpowiedzialnego polityka w Polsce, aby Rosja była naszym nieprzyjacielem czy wrogiem”.
Teraz, gdy anty-rosyjskość staje się „modna” na salonach IIIRP i wyznacza chwilowy sznyt europejskości, kto wie, jak dalece władze tego państwa posuną się w werbalnych deklaracjach.
Mam też nikłą nadzieje, że ta wojna zdusi chińsko-rosyjski projekt „jedwabnego szlaku”, w którym III RP przewidziano role rolę nośnika chińskich interesów. Gdy lokator Pałacu ściskał niedawno dłoń chińskiego genseka i przyrzekał mu "przyjaźń,współpracę i nowe inwestycje", plan napaści na Ukrainę był już przygotowany.
Wątpię natomiast, by istniała szansa na rewizje polityki wobec Niemiec i UE. Tego szaleństwa nie powstrzyma nawet świadomość, że Niemcy są dziś wspólnikami Putina w dziele zniszczenia Europy, a w zakresie polskiej racji stanu leży pozbawienie Berlina wpływu na sprawy europejskie.
    
O ile wizji wojny atomowej nie należy traktować poważnie, o tyle realna pozostaje groźba agresji na Polskę. Nie dlatego, iżby Putin był tak silny i liczył na podbój militarny, ale z tej przyczyny, ze słabość i podatność tego rządu na wszelkie naciski, tworzy dostateczne warunki do narzucenia nam władzy całkowicie podległej Moskwie.
Władzy, która zapewni realizację zachodniego planu rozwiązania „kwestii rosyjskiej” –czyli odzyskania przez Moskwę wpływów na obszarze dawnego Bloku Wschodniego.
    Putin już przetestował słabość tego rządu i wie, że ataki hakerskie na instytucje państwowe, zatrzymanie polskiego samolotu, agresja wrogich służb na granicy państwa, czy bombardowanie obiektów w pobliżu naszej granicy- nie wywołały żadnej reakcji. Nie wywoła jej nawet "zabłąkany" pocisk, eksplodujący na polskim terytorium. Bełkot o „nieuleganiu prowokacji” i „unikaniu – za wszelką cenę” – zagłuszy polskie racje.
Niedawna deklaracja sejmowa J. Kaczyńskiego:”Nie mamy zamiaru zabiegać o broń nuklearną", jednoznacznie potwierdza wasalny status IIIRP i wytycza nam rolę petenta w relacjach z NATO.
Ten akt kapitulacji, musiał być odnotowany na Kremlu.
    Nie wolno się łudzić, że państwo, które nie rozliczyło zbrodni smoleńskiej, a wrogów wewnętrznych i politycznych sabotażystów zalicza do grona „opozycji”, może być bezpieczne.
Jeśli nawet większość nie rozumie tej relacji, to odrzucenie przez PiS sprawy smoleńskiej i rozgrzeszenie środowisk współwinnych tej zbrodni, dało Rosjanom pewność,że III RP rządzi grupa całkowicie podporządkowana obcemu dyktatowi.
Ten czynnik decyduje dziś o naszym zniewoleniu i bezbronności, a bezmyślne podążanie za zdradziecką polityką Zachodu, jedynie pogłębia wizję klęski.
    Upadek Ukrainy lub pozostawienie przy władzy reżimu kremlowskiego, otwiera drogę do zniszczenia resztek naszej suwerenności. Kto zna historię i potrafi dostrzec istotną analogie, wie również, że "Front Morges" już działa, a w zaciszu jakiegoś zachodniego gabinetu, mogły paść słowa, jakie 23 lutego 1939 roku, na spotkaniu opozycji politycznej II Rzeczpospolitej, wypowiedział przedstawiciel rządu brytyjskiego: „Wojna będzie w tym roku,na wschód,a nie na południe. Anglia da broń,pieniądze i pomoc wojskową-pod warunkiem,że Polska zmieni rządy".
    Wiele lat temu, napisałem na tym blogu słowa, które wówczas mogły wydawać się utopią:
Polska nie potrzebuje ani Rosji ani Niemiec. Sąsiedztwo tych państw jest dla nas źródłem nieustannych konfliktów, wojen i ograniczeń państwowości. Jeśli syta i próżna Europa „potrzebuje Rosji” – niech brata się z nią na własny rachunek. Nigdy zaś kosztem Polski i naszej niepodległości.
Trzeba wyraźnie powiedzieć, że w najżywotniejszym interesie Polaków leży, by Rosja została rozbita i zniknęła z mapy świata, Niemcy zaś stały się krajem słabym militarnie i gospodarczo.”

    Dziś pojawiła się szansa na taki scenariusz. Szansa jedyna i – może ostatnia w dziejach. Zdecydowanie odrzucam dywagacje półgłówków i notorycznych tchórzy, którzy - nie mogąc znieść myślenia w polskich kategoriach, próbują przekonywać, jakoby „inne czasy, inne warunki i geopolityka” przekreślają możliwość walki z Rosją i zniszczenia bandyckiego państwa.
Za sprawą bohaterstwa Ukraińców i tysięcy ofiar narodu ukraińskiego, mój kraj mógłby uwolnić się od zakusów odwiecznych wrogów i wrócić do wielkości Niepodległej Rzeczpospolitej. Mógłby...
Ale wiem też, że nie mamy przywódców i nie mamy narodu, by ten cel osiągnąć.
To boli najmocniej.


***

W odezwie „Do wszystkich mieszkańców Ukrainy” z 26 kwietnia 1920 r. Wódz Naczelny Wojsk Polskich Józef Piłsudski napisał m.in.:
Wierzę, że naród ukraiński wytęży wszystkie siły, by z pomocą Rzeczypospolitej Polskiej wywalczyć wolność własną i zapewnić żyznym ziemiom swej ojczyzny szczęście i dobrobyt, któremi cieszyć się będzie po powrocie do pracy i pokoju. Wszystkim mieszkańcom Ukrainy bez różnicy stanu, pochodzenia i wyznania wojska Rzeczypospolitej Polskiej zapewniają obronę i opiekę”.

czwartek, 15 maja 2014

WOJNA Z TERRORYZMEM - WOJNA Z ROSJĄ


Europa zagrożona jest wojną nie z muzułmanami, ale z Rosją, dla której wartości cywilizacji europejskiej są całkowicie obce" – ostrzegał w grudniu 2011 roku pierwszy prezydent niepodległej Litwy Vytautas Landsbergis. Opinia światowa nie była zainteresowana przestrogą litewskiego polityka. Podobnie, jak słowami Lecha Kaczyńskiego z sierpnia 2008 roku, gdy po napaści Rosji na Gruzję, polski prezydent trafnie przewidywał, że następnym celem agresora stanie się Ukraina i kraje bałtyckie.
Prognozy doświadczonych polityków znajdowały potwierdzenie w raportach zachodnich służb specjalnych, z których wynikało, że Rosja od dawna szykuje się do ataku. Już jesienią 2007 roku szef FBI Michael McConnell oświadczył, że działalność rosyjskich służb zbliża się do poziomu „zimnej wojny”. We wrześniu 2009 służby czeskiego wywiadu alarmowały, że rosyjscy agenci infiltrują parlament, mają ścisłe powiązania z politykami oraz duże wpływy w przedsiębiorstwach o strategicznym znaczeniu. O wzmożonej aktywności agentury rosyjskiej rok później informowały służby Gruzji, Łotwy i Słowacji, zaś tygodnik „The Economist” ostrzegał, że w NATO aktywnie działa wywiad Rosji. Na tyle aktywnie, iż "przedstawicielstwo Rosji przy Pakcie Północnoatlantyckim w Brukseli obsadzone jest rosyjskimi szpiegami i we wzajemnych stosunkach uprawiana jest zabawa w kotka i myszkę”. Wpływom rosyjskich agentów przypisywano rezygnację z rozszerzenia NATO i UE na państwa, które Kreml uważa za swoją strefę wpływów, a jako skutek przewidywano „wyłonienie się nowej równowagi między Europą, Rosją, a USA".
Te i szereg innych ostrzeżeń zostały zignorowane w trakcie kilkuletniego „resetu” stosunków z putinowską Rosją. Prymat doraźnych celów polityczno-gospodarczych nad sprawami bezpieczeństwa oraz odwrócenie uwagi USA od Europy, okazał się tragicznym błędem administracji Obamy. Gdy w roku 2011 ostrzegano, że liczba oficerów wywiadu Rosji, pracujących w Stanach, jest równa tej z czasów „zimnej wojny”, odpowiedzią Obamy było zmniejszenie wydatków na kontrwywiad. Być może kiedyś dowiemy się, jaką rolę w tym procesie odgrywała rozliczna agentura Moskwy, rozlokowana w środowiskach politycznych i opiniotwórczych.
To jej działalność pozwoliła wykreować „stan nowej równowagi”, w którym Rosji przyznano nienależne miano mocarstwa, a jej przywódcę okrzyknięto „mężem stanu”. Zlekceważenie zagrożeń sprawiło również, że państwo, którego służby szkolą i inspirują terrorystów mogło występować jako sojusznik Zachodu.

poniedziałek, 14 kwietnia 2014

ZBRODNIA - LOGIKA PUTINA


Pułkownik Putin nigdy nie ukrywał swojej fascynacji Stalinem: „Od czasu upadku Związku Radzieckiego starałem się odbudować Rosję do światowego mocarstwa, podobnie jak Stalin przebudowywał ten kraj po carach”- przyznał niedawno 
Kilkunastoletni okres rządów kremlowskiego satrapy z pewnością zostanie zapamiętany jako czas powrotu do sowieckich form sprawowania władzy. Dotyczy to nie tylko mocarstwowych ambicji pułkownika KGB i związanej z tym „wodzowskiej” retoryki, ale przede wszystkim metod rozwiązywania konfliktów i sposobu zwalczania przeciwników. Ponieważ współczesna Rosja próbowała uchodzić za państwo prawa i demokracji, jedyna różnica dotyczy skali tych zjawisk oraz  konieczności stosowania osłony propagandowej.
Władca Kremla nigdy jednak nie przestał być funkcjonariuszem KGB i ta, zbrodnicza mentalność na trwale zdominowała okres zwany erą Putina.
W szczególności jest to widoczne w sposobie eliminowania realnych i urojonych zagrożeń.
W obawie przed spiskiem lub konkurencją, Stalin co kilka lat pozbywał się ludzi poprzedniej ekipy. Czystki były konieczne, by wyeliminować tych, którzy posiadali wiedzę o wcześniejszych zbrodniach dyktatora lub w jakikolwiek sposób mogli zagrozić jego pozycji.
Tam gdzie władza opiera się na przemocy i terrorze, na celowniku są głównie dwie grupy: wyższych dowódców armii oraz funkcjonariuszy służb specjalnych.
Pułkownik Putin musi dobrze rozumieć zbrodniczą logikę Stalina, bo od początku swoich rządów skutecznie pozbywa się wszelkich zagrożeń wewnętrznych, stosując przy tym regułę zawartą w jednej ze „złotych myśli” bandytów z KGB: „każdy głupiec potrafi popełnić morderstwo, ale trzeba być artystą by popełnić naturalną śmierć”.
Obok zabójstw Litwinienki, Politkowskiej, Estemirowej czy Markiełowa, prócz mordowania niewygodnych dziennikarzy i przeciwników politycznych,  reżim Putina nie waha się sięgać po środki ostateczne również wobec własnych, kłopotliwych funkcjonariuszy. Rozpętana przez pułkownika KGB „wojna służb” przynosi każdego roku liczne ofiary, które w oficjalnych statystykach figurują jako akty samobójcze i nieszczęśliwe wypadki.

czwartek, 20 marca 2014

NIM WRÓCIMY DO JAŁTY


Wydarzenia związane z wojną na Ukrainie zmuszają do trzeźwej refleksji: ani upadek Związku Sowieckiego ani odzyskanie wolności przez „demoludy” nie zmieniły zasadniczych fundamentów porządku jałtańskiego. Dokonany wówczas podział wpływów i relacji międzynarodowych został dziś z całą mocą przypomniany.
Wprawdzie dążeniom wolnościowym Ukrainy towarzyszy przychylna narracja państw „wolnego świata”, deklaracje pomocy i zapewnienia o wsparciu, to historia jest zawsze sumą faktów dokonanych, nie obietnic i werbalnych deklaracji.
Fakty zaś dowodzą, że zbrojna napaść Rosji na niepodległą Ukrainę nie została powstrzymana i nie spotkała się z reakcją Zachodu. Dzisiejsze status quo wyznaczono komunikatem z 3 marca br. wydanym po dyplomatycznej interwencji Niemiec: "Merkel i Putin zgodzili się co do kontynuowania przez oba kraje konsultacji dwustronnych i wielostronnych w celu normalizacji społeczno-politycznej sytuacji na Ukrainie." Propozycja złożona wówczas Putinowi w zasadzie sankcjonowała prawo Rosji do napaści na Ukrainę i czyniła z Moskwy decydenta w sprawie przyszłości tego kraju. Przywódca Rosji już osiągnął ważne cele strategiczne: dokonał przeglądu swoich kadr na Zachodzie, zweryfikował reakcje NATO, poróżnił i postraszył polityków unijnych, wytyczył nowe granice ustępstw i zbadał rejestr korzyści płynących z amerykańskiego „resetu”.
Gdy wśród komentarzy dotyczących obecnej sytuacji przewija się pytanie o dalsze plany Putina, uwadze komentatorów umyka rzecz znacznie większej wagi. Wojna na Ukrainie nie jest oznaką realizowania przez Kreml jakiejś „tajnej strategii”, lecz wyrazem realizmu pułkownika KGB. Putin doskonale „odrobił” lekcję najnowszej historii i wyciągnął trafne wnioski z błędów popełnianych przez przywódców Zachodu. 
Wielu historyków wskazuje, że amerykańscy politycy i doradcy otaczający prezydenta Roosevelta w Jałcie byli wręcz przekonani, że ZSRR to kraj antyfaszystowski, postępowy i demokratyczny. Ta sama fałszywa wizja współczesnej Rosji od lat towarzyszy poczynaniom kremlowskich siłowików i decyduje o reakcjach „wolnego świata”. Umocnił ją dogmat o „śmierci komunizmu” wsparty o ekonomiczne korzyści, jakie Zachód miał odnieść z procesu „cywilizowania” Rosji. Pogoń za zyskiem oraz lęk przed naruszeniem interesów Moskwy, zbudowały oś dzisiejszych relacji. 
Kremlowscy stratedzy doskonale wiedzą, że nadrzędnym celem społeczeństw Zachodu nie jest prawda historyczna bądź racje moralne, ale dobrobyt i spokój – i za obie te wartości gotowe są zapłacić każdą cenę. Józef Mackiewicz w „Zwycięstwie prowokacji” trafnie ocenił ten mechanizm: „Polityka Zachodu podczas wojny kierowała się względami narzuconymi jej przez sojusz z Sowietami; polityka Zachodu po wojnie kieruje się względami narzuconymi jej przez chęć pokojowej koegzystencji z Sowietami.” Prowadzona przez ostatnie lata rosyjska kampania propagandowo - dyplomatyczna sprawiła, że państwo to było postrzegane przez pryzmat potencjalnych korzyści politycznych i ekonomicznych, jakie miały płynąć z „demokratyzowania” Rosji, nawiązywania z nią kontaktów handlowych, otwarcia granic i  drzwi do instytucji światowych. W oczach Zachodu „koegzystencja” z Rosją jest możliwa, jeśli państwo to otrzyma „należną” mu strefę wpływów i zaspokoi swoje mocarstwowe ambicje. Ten „georealistyczny” kierunek określał reakcje „wolnego świata” wobec ZSRR i po upadku Związku Sowieckiego. Do dziś wyznacza zachowania w sprawie Ukrainy.

czwartek, 13 marca 2014

O DYLEMATACH NIEPRZEZWYCIĘŻONYCH


Ponieważ kolejny tekst poświęcony krytyce poczynań opozycji byłby wysoce niestosowny i niestrawny, w trosce o zdrowie i samopoczucie czytelników blogu, zrezygnuję z tej uciążliwej poetyki. W poniższym tekście, ostrze krytyki zostanie zastąpione życzliwym ( i, jak sądzę poprawnym) wnioskowaniem oraz poddane wymogom lżejszej formy literackiej.
Proponuję bowiem prosty eksperyment myślowy. Przyjmijmy, że w obecnej sytuacji międzynarodowej kooperacja opozycji z rządem jest działaniem racjonalnym i pragmatycznym, korzystnym z punktu widzenia interesów naszego kraju i bezpieczeństwa Polaków. Przyjmijmy, że Prawo i Sprawiedliwość wykazuje wielką mądrość polityczną deklarując „wspieranie wysiłków rządu” w sprawie Ukrainy oraz wyciągając „rękę do tych, którzy w nowych okolicznościach są gotowi zmienić zdanie, są gotowi stanąć po stronie prawdy, są gotowi stanąć po stronie Polski”. Przyjmijmy, wreszcie, że w imię „racji wyższych” należy dziś poniechać wewnętrznych sporów i krytyki układu rządzącego i w obliczu zewnętrznego zagrożenia zachować postawę „zgody narodowej”.
Akceptacja tak rewolucyjnych tez musi wywołać określone konsekwencje i na potrzeby naszego eksperymentu warto je uwidocznić.
Po pierwsze – musimy założyć, że działania podejmowane przez rząd Tuska na arenie międzynarodowej mogą zapewnić nam wyższy status bezpieczeństwa, mogą być korzystne z punktu widzenia polskiej racji stanu oraz mogą mieć pozytywny wpływ na sytuację na Ukrainie. Mogą – oznacza tu choćby potencjalną zdolność osiągnięcia takiego stanu. To oczywiste, że gdyby opozycja chciała pominąć lub zbagatelizować to założenie, nie miałaby prawa zastosować obecnej strategii ani wspierać jej na argumentach propaństwowych.  
Po drugie więc – musimy zakładać, że ten rząd posiada jednak sprawność do prowadzenia efektywnych działań, a prowadząc je kieruje się wyłącznie interesem Polski. Więcej – ten rząd musi wykazywać taką sprawność w odniesieniu do polityki globalnej, w której krzyżują się dziś interesy wielkich graczy, ale też, w odniesieniu do samej Rosji, przeciwko której ma występować. 
Odmienne założenia (co trzeba mocno podkreślić) pozbawiałyby naszą tezę jakiejkolwiek racjonalności i dowodziły istnienia pozamerytorycznych przesłanek.

piątek, 21 lutego 2014

KTO MA O TYM GŁOŚNO POWIEDZIEĆ ?


Na wstępie deklaracja. Przeznaczona dla tych, którzy nie znają poglądów autora lub żyjąc w odrębnej rzeczywistości, postrzegają III RP jako państwo prawa i demokracji.
Od ludzi obecnego reżimu oczekuję jednej rzeczy: by zniknęli z mojego kraju na zawsze  i zostali osądzeni podług swoich czynów. Przez współczesnych i następne pokolenia Polaków. Dlatego na tym blogu nie znajdzie się żaden postulat pod adresem rządu, Pałacu Prezydenckiego bądź funkcjonariuszy ośrodków propagandy. Kierowanie takich postulatów uważam za rzecz uwłaczającą ludziom rozumnym i niegodną człowieka honorowego.
Proszę zatem przyjąć, że moje uwagi wobec partii Jarosława Kaczyńskiego nie są efektem ulegania pokusie krytykanctwa bądź ambicjonalnych mrzonek, lecz wynikają z  rozważnej i racjonalnej postawy: to środowisko uznaję za reprezentantów polskiej racji stanu, a wielu przedstawicieli tej partii, za ludzi prawych i oddanych sprawie polskiej. Uważam więc, że jeśli mamy celnie kierować swoje postulaty, to tylko do tych, których możemy obdarzyć szacunkiem i zaufaniem. Nigdy zaś wobec tych, którymi gardzimy.
Sprawa wojny domowej na Ukrainie jest dziś probierzem dla wielu postaw, intencji i politycznych wyborów. Dla nas – Polaków ma ona znaczenie wyjątkowe, bo dotyczy relacji znanych nam z najnowszej historii: walki z obcym reżimem i ludźmi zależnymi od Moskwy oraz prawa do samostanowienia. Dlaczego wojna na Ukrainie jest sprawą polską, nie trzeba tłumaczyć nikomu, kto zna własną historię i dostrzega w niej – szczególnie na przestrzeni ostatnich dwóch dekad, trwałą obecność „czynnika rosyjskiego”. Tam, gdzie jest on obecny, zawsze dochodzi do zbrodni, fałszerstw, aktów przemocy i bandytyzmu.
Warto dostrzec, że cytowane w tych dniach wielokrotnie słowa prezydenta Lecha Kaczyńskiego - „dziś Gruzja, jutro Ukraina, a potem być może i Polska” nie mają już wymiaru politycznego wizjonerstwa, ale tragicznego faktu.
Zakładam, że politycy Prawa i Sprawiedliwości patrzą na Ukrainę z tej samej perspektywy i dostrzegają, że popełnione dziś zaniechania i błędy mogą wkrótce zaważyć na naszych, polskich sprawach. Tam gdzie zło pozostaje nienazwane, a prawdę skrywa się za dyplomatycznym bełkotem, rośnie nie tylko zuchwalstwo bestii, ale krąg jej wpływów i liczba ofiar. Ta świadomość musi nakładać szczególne poczucie odpowiedzialności. Na tyle specyficzne, że niedostępne dla tych, którzy tworzą dziś grupę rządzącą i są poddani „silnemu mechanizmowi uzależnienia od Rosji”, jak określono ten stan w dokumencie programowym PiS.
Tymczasem obserwując zachowania polityków partii Jarosława Kaczyńskiego w sprawie ukraińskiej, można dojść do wniosku, że są one formą ucieczki od takiej, historycznej odpowiedzialności. To bardzo łagodne nazwanie tego, co widzieliśmy w ostatnich dniach.