Nie będziemy razem, bo nie ma przyzwolenia na zdradę o świcie i na fałsz przekraczający ludzką miarę. Nie możemy być razem, bo nasz gniew jest dziś bezsilny, gdy zabrano nam tylu niezastąpionych. Nigdy nie będziemy razem, bo pamiętamy - kto siał nienawiść i chciał zebrać jej żniwo.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą terroryzm. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą terroryzm. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 24 lipca 2014

TERRORYZM-NARZĘDZIE PUTINA


Zestrzelenie przez Rosjan malezyjskiego Boeinga, w żadnej mierze nie jest zdarzeniem przypadkowym bądź „nieszczęśliwym wypadkiem”. Wojenna logika Putina oraz działania armii rosyjskiej na Ukrainie wskazują, że mamy do czynienia z rozmyślnym zamordowaniem blisko 300 osób i aktem terrorystycznym dokonanym z zimną kalkulacją.
Istnieje co najmniej kilka przesłanek na poparcie takiej tezy, przy czym najistotniejsze wydają się informacje przekazywane bezpośrednio po zamachu. Ich wagę podkreśla fakt, że już po kilku godzinach znacząco zmieniono przekaz, a w miejsce rzetelnych wiadomości pojawił się szum medialny i dezinformacja.
Przypomnę, że pierwsze doniesienia mówiły o zestrzeleniu samolotu pasażerskiego z terytorium Rosji. Taką opinię przekazywały m.in. media na Ukrainie, powołując się przy tym na ”źródła w Waszyngtonie”. Francuski dziennik „Le Figaro” opublikował natomiast wypowiedzi ekspertów wojskowych (m.in. płk Pierre Serventa, doradcy w Dowództwie Operacji Sił Specjalnych), z których wynikało, że malezyjski samolot zestrzeliła rosyjska armia za pomocą rakiety ziemia-powietrze o średnim bądź dużym zasięgu. Eksperci twierdzili, że tylko Rosjanie mogli dysponować rakietami (np.typu Aster) zdolnymi przenosić pociski na odległość dwukrotnie wyższą od pułapu lotu MH17.
Ukraiński kontrwywiad ujawnił treść rozmów telefonicznych, jakie prowadzili ze sobą rosyjscy terroryści. Wynika z nich, że bateria Buk M-1 przybyła na Ukrainę wraz z rosyjską obsługą. To kluczowa wiadomość, bo wbrew twierdzeniom polskojęzycznych przekaźników i wywodom rodzimych „ekspertów”, zaawansowane systemy rakietowe nie mogą być obsługiwane przez niewyszkoloną załogę. Zakładając nawet, że strzał oddano z terytorium Ukrainy, nie jest prawdą, że dokonali go „prorosyjscy separatyści” – jak w zgodzie z kremlowską nomenklaturą nazywani są żołnierze Specnazu i agenci służb rosyjskich działający na Ukrainie.
Co istotne, obsługa zestawu M-1 mogła bez najmniejszych problemów korzystać z rosyjskich stacji radiolokacyjnych i systemów identyfikacji samolotów. Wyrzutnie Buk M-1 ( o ile tej właśnie użyto) posiadają wprawdzie zintegrowany system identyfikacji radiolokacyjnej „swój-obcy”, jednak wykorzystując dane z rosyjskiego centrum dowodzenia można było precyzyjnie zidentyfikować i namierzyć ostrzeliwany obiekt. To oznacza, że rosyjscy żołnierze z obsługi wyrzutni musieli doskonale wiedzieć, iż oddają strzały w kierunku samolotu pasażerskiego. Przy tak zaawansowanej technologii, o pomyłce nie może być mowy.  
Zaledwie przed dwoma miesiącami na poligonie Kapustin Jar wojska rosyjskie z Zachodniego Okręgu Wojskowego intensywnie ćwiczyły odpieranie ataku z powietrza. Podczas manewrów, szczególną wagę przywiązywano do zadań wykonywanych przez obsługi kompleksów S-300, Buk-M1 i Pancir-S. Wyrzutni tych użyto następnie na Ukrainie. 16 lipca, a zatem dwa dni przed zestrzeleniem pasażerskiego Boeinga, tuż przy granicy z Rosją zestrzelony został ukraiński myśliwiec Su-25M1. Dzień później, pociskiem wystrzelonym z terytorium Federacji Rosyjskiej, zniszczono ukraiński samolot transportowy AN-26. Oznacza to, że armia rosyjska w pełni kontrolowała nadgraniczną przestrzeń powietrzną nad Ukrainą i urządzała tam bandyckie „polowania”.

sobota, 7 września 2013

PUTIN, SYRIA, SARIN - O ZABÓJCACH DOSKONAŁYCH


Jest niewidoczny, jak przystało na doskonałego zabójcę. Nie ma barwy ani zapachu. Atakuje poprzez skórę, oczy, podczas wdychania, picia lub jedzenia. Jest 500 razy bardziej toksyczny od cyjanku, a w postaci gazu lub cieczy powoduje śmierć w przeciągu kilku minut.
Pierwsze objawy to katar, uczucie ciężkości w klatce piersiowej, powiększenie źrenic, problemy z oddychaniem, nadmierna produkcja śliny, pocenie się, zaburzenia tętna i ciśnienia. Chwilę później pojawiają się wymioty, skurcze i silne bóle brzucha, skurcze mięśni i dezorientacja, następuje atak apopleksji, paraliż, śpiączka, ustanie pracy układu oddechowego i śmierć. Umiera się długo, bo pierwsze symptomy mogą pojawić się po jednej do dziesięciu minut  i trwać przez kilka kolejnych. 
Wyprodukowali go Niemcy w latach 30. ubiegłego wieku, a nazwę zawdzięcza nazwiskom twórców: Schradera, Ambrosa, Rudigera i Van der Lindea. Amerykanie nazwali go „GB” (German Agent B) Zastosowany po raz pierwszy w trakcie II wojny światowej był używany do eksterminacji więźniów w niemieckich obozach zagłady. Od razu też spodobał się Sowietom, którzy już przed wojną prowadzili z Niemcami wspólne badania nad bronią chemiczną. Spodobał się tak bardzo, że gdy w roku 1945 Armia Czerwona wkroczyła do Brzegu (gdzie Niemcy produkowali sarin na ogromną skalę) instalację do produkcji zdemontowano i wywieziono do miejscowości Dzierżyńsk. Tam fabryka funkcjonowała jeszcze w latach 90, jako jedna z 14 tego typu zakładów, pracujących na potrzeby sowieckiej armii.
Po raz pierwszy po wojnie, sarin pojawił się w latach 80., podczas wojny Iraku z Iranem.   W roku 1994 użyła go japońska sekta Aum Shinrikyo (Najwyższa Prawda) podczas ataku na metro w Tokio. Ta sama grupa przeprowadziła jeszcze co najmniej dziesięć innych ataków biologicznych na cele w Japonii i bazę amerykańską na Jokosuka. W roku 2001 służby rosyjskie aresztowały grupę Rosjan należących do Aum, którzy planowali zorganizowanie w Tokio zamachu w celu uwolnienia przywódcy sekty i przetransportowania go do Rosji. W jednym z zamachów chemicznych sekta używała rosyjskiego śmigłowca wojskowego, posiadała również informacje o obiektach nuklearnych w Rosji i na Ukrainie i usiłowała pozyskać z Rosji materiały nuklearne. 
Skąd w Iraku znalazła się broń chemiczna, mogliśmy dowiedzieć się w roku 2003, gdy George Bush wydał rozkaz ataku na państwo Saddama Husajna. Według informacji uzyskanych przez wywiad brytyjski, ukraiński i izraelski, tuż przed 20 marca 2003 roku Rosjanie przeprowadzili operację wywiezienia z Iraku broni chemicznej i materiałów do jej produkcji. Akcja nadzorowana przez Jewgienija Primakowa, byłego szefa KGB, oraz dwóch emerytowanych generałów: Władysława Aczałowa i Igora Malcewa, zakończyła się na kilka dni przed atakiem Amerykanów.

piątek, 9 sierpnia 2013

ANTYTERRORYZM – METODA PROPAGANDY

Przez wiele lat władze PRL udzielały schronienia międzynarodowym terrorystom. W Polsce gościli m.in. Abu Nidal (z al-Fatah), Abu Daud (jeden z przywódców Czarnego Września), syryjski handlarz bronią Monzer al-Kasser, Gudrun Ensslin (z Frakcji Czerwonej Armii), a nawet uznawany w owym czasie za najgroźniejszego terrorystę świata -Ilijicz Ramirez Sanchez. Oficjalnie odwiedzali Polskę w celach rekreacyjnych lub rekonwalescencyjnych, nieoficjalnie - przechodzili szkolenia w jednostkach wojskowych i wspólnie z peerelowską bezpieką robili u nas interesy, głównie na handlu bronią. 
Pamięć o przyjaznym kraju nad Wisłą, musi być nadal żywa wśród terrorystów, skoro to właśnie III RP stała się bazą wypadową dla grupy organizującej zamach na bułgarskim lotnisku Burgas w lipcu 2012 roku. Zdarzenie miało miejsce w czasie Euro2012, gdy w Polsce (przynajmniej teoretycznie) obowiązywały szczególne środki bezpieczeństwa. Powiązani z Hezbollahem - Hassan El Hajj Hassan i Meliad Farah przylecieli do nas samolotem w czerwcu 2012 roku, a następnie bez najmniejszych problemów wyjechali z Warszawy do Burgas pociągiem. Wywieźli ze sobą najważniejsze elementy bomby użytej w zamachu na autobus z izraelskimi turystami: detonator i urządzenie pozwalające na jego zdalne uruchomienie. Polskie służby nie tylko nie wiedziały o ich pobycie, ale po ujawnieniu tego faktu, nie były w stanie ustalić, z kim dokładnie kontaktowali się terroryści na terenie kraju.
Mamy do czynienia z kolejną kompromitacją polskich służb i polityków za nie odpowiedzialnych. To poważny cios w naszą reputację i wiarygodność w Europie” - ocenił wydarzenie Antoni Macierewicz. Rzecz jest tym bardziej bulwersująca, że służby III RP musiały w tym czasie otrzymywać ostrzeżenia o pobycie terrorystów.

sobota, 20 kwietnia 2013

CZY PUTIN WYPOWIEDZIAŁ WOJNĘ AMERYCE ?


Informacja o mieszkańcach Kaukazu dokonujących zamachu w Bostonie, musi doprowadzić do starcia dwóch podstawowych hipotez: o akcie terrorystycznym ze strony islamskich fundamentalistów lub działaniach inspirowanych przez służby Federacji Rosyjskiej.
Nie ma wątpliwości, że pierwsza z hipotez zostanie natychmiast upubliczniona i powtórzona w tysiącach mediów. Niezależnie od wyników śledztwa, przyjęcie jej już dziś jest wręcz „naturalnym” odruchem światowej opinii publicznej, usprawiedliwionym zresztą doświadczeniem płynącym z setek podobnych zdarzeń. Hipoteza ta zostanie wzmocniona, jeśli prowadzone przez USA śledztwo wykaże, że zamachowcy byli związani z którąkolwiek z organizacji islamskich lub sympatyzowali np. z syryjskimi powstańcami.
Narzucenie opinii publicznej takiego scenariusza, okaże się tym łatwiejsze, że od kilku tygodni aparat dyplomatyczny i medialny Federacji Rosyjskiej usilnie pracuje nad umocnieniem opinii na temat zagrożenia islamskiego. Ma to oczywisty związek ze wspieraniem przez Rosję bandyckiego reżimu Baszara al-Asada, ale w świetle obecnych wydarzeń, nabiera głębszego znaczenia.
Rosyjskie media już przed miesiącem nagłaśniały tezy raportu MSW Wielkiej Brytanii, w którym znalazło się ostrzeżenie, że setki muzułmanów posiadających obywatelstwo krajów unijnych, walczących dziś po stronie syryjskich ugrupowań opozycyjnych, może wkrótce powrócić do Europy i dokonywać tam aktów terroru. Rosjanie ostrzegali też, że „dzisiejszy europejski system polityczny nie jest do zdolny do powstrzymania islamskiego terroryzmu” i sugerowali, że kraje te powinny skorzystać z doświadczeń służb FR. O zagrożeniu terrorystycznym dla UE i USA ze strony bojowników islamskich od dawna ostrzegali też tzw. eksperci i politolodzy rosyjscy, wskazując m.in., że bazą przerzutową dla przyszłych terrorystów jest Turcja. Podana dziś przez jedną z agencji informacja, że bracia Carnajew przybyli do USA z Turcji i mają tureckie obywatelstwo, mocno koresponduje z tą tezą. Przed tygodniem rosyjskie MSZ oświadczyło, że „Rosja jest zaniepokojona wzrostem zainteresowania członków międzynarodowej organizacji terrorystycznej Al Kaida Syrią, którą ta organizacja planuje przekształcić w swój najważniejszy przyczółek na Bliskim Wschodzie”. Opinię tę powtórzył przedwczoraj minister spraw zagranicznych Rosji Siergiej Ławrow, ostrzegając, iż „próba wojskowego rozwiązania kryzysu w Syrii grozi wybuchem terroryzmu”.

niedziela, 8 maja 2011

RZĄD „NIESPRZYJAJĄCYCH OKOLICZNOŚCI”

Szczególny cynizm członków grupy rządzącej ujawnia się w sytuacjach, gdy cudze sukcesy stają się dla nich okazją do propagandowych wystąpień. Niemal klasyczną ilustracją przysłowia o żabie podstawiającej nogę, gdy kują konia, są obecne występy ministra Sikorskiego i Donalda Tuska, w związku z udaną akcją zabicia Osamy Bin Ladena. Do chóru samochwalców w dziedzinie walki z terroryzmem przyłączył się również Bronisław Komorowski, snując dywagacje o „ważnym dniu dla Polski” i ujawniając skrywane dotąd oblicze eksperta od spraw bezpieczeństwa. Ten ostatni, zapomniał zapewne, jak po jego bezmyślnych deklaracjach o wycofaniu Polaków z Afganistaniu nasiliły się ataki na polskich żołnierzy, a kilku z nich poniosło śmierć. Przypomnę jedynie, że już 12 czerwca 2010 r. na wiecu w Kielcach ówczesny kandydat PO na prezydenta wyznał: "Nadszedł czas, aby zakończyć naszą misję w Afganistanie", a 15 czerwca w „Kontrwywiadzie” RMF FM zadeklarował: "Na jesieni będziemy przekonywać NATO. Jeżeli nie będzie zgody, przedstawimy własny kalendarz wycofywania się z Afganistanu [...]Jeżeli pan chce, żeby wycofać żołnierzy polskich z Afganistanu, niech pan na mnie zagłosuje to się pan przekona".
Od czasu tych wypowiedzi nasiliły się ataki na polski kontyngent w Afganistanie, a od czerwca 2010 roku śmierć poniosło 6 polskich żołnierzy. Dla porównania – od początku misji afgańskiej (2007r) roku zginęło 14 żołnierzy. Nietrudno zrozumieć, że wysoce nieodpowiedzialne wypowiedzi Komorowskiego zmobilizowały Afgańczyków do ataków na polski kontyngent, by wymusić szybsze wycofanie wojsk. To taktyka znana z przeszłości, przejrzysta dla każdego kto zna sytuację w tym kraju.
Jeśli dziś członkowie grupy rządzącej chcą zażywać chwały po udanej akcji amerykańskich służb i perorują o sukcesach w walce z terroryzmem, trzeba im przypomnieć haniebne zaniechania sprzed trzech lat, zakończone tragiczną śmiercią inżyniera Piotra Stańczaka. Mocny, polityczny akt oskarżenia w tej sprawie zawierał raport prezydenckiego BBN z czerwca 2009 roku, w którym dokonano rzeczowej analizy polityki MSZ, od dnia porwania krakowskiego inżyniera, do czasu odzyskania jego zwłok, precyzyjnie wskazując przy tym zakres odpowiedzialności ministra Sikorskiego i Donalda Tuska. Raport BBN, już wówczas ujawniał bezmiar indolencji, pozorność działań, strach przed odpowiedzialnością i tchórzliwy brak inicjatywy tego rządu – tak mocno widoczny również po tragedii smoleńskiej.
Jedyna reakcją rządzących polegała na obrzuceniu BBN-u epitetami, w których słowa „skandal”, „hańba” i „oszczerstwa” wyczerpywały zdolności refleksyjne członków gabinetu Tuska.  Żadna z ówczesnych wypowiedzi nie odnosiła się do merytorycznej zawartości raportu, w żadnej nie usłyszeliśmy zaprzeczenia tezom stawianym przez analityków Biura Bezpieczeństwa Narodowego. Wnioski raportu został również zgodnie przemilczane przez rządowe media i nie wywołały najmniejszej reakcji.
Podobnie, jak w przypadku odpowiedzi na zarzuty związane z tragedią smoleńską, tak i wówczas usłyszeliśmy tę samą retorykę Tuska: „Nikt nie ma prawa wykorzystywania tego typu tragedii do własnych, doraźnych celów politycznych. Sprawa jest przykra. Nie chcę jej komentować, bo musiałbym użyć zbyt mocnych słów pod adresem instytucji, która obsługuje prezydenta w ważnych sprawach bezpieczeństwa narodowego.”, bełkot Grasia – „Uważam to za absolutnie haniebny atak wyborczy na rząd. Na kilka dni przed wyborami wykorzystywanie ludzkiej śmierci, ludzkiej tragedii uważam za absolutnie haniebne i niedopuszczalne” oraz oskarżenia Sikorskiego – „Analiza BBN w sprawie śmierci zamordowanego w Pakistanie geologa Piotra Stańczaka, to polityczna gra przed zbliżającymi się wyborami do Parlamentu Europejskiego. Wychodzenie z takimi oszczerstwami świadczy tylko o braku dobrego smaku, kogoś kto sprawuje ważny urząd państwowy”.
W ocenie samego MSZ, odpowiedzialnością za zamordowanie Polaka obarczono wówczas „splot niesprzyjających okoliczności”.
Przypomnę zatem, że w październiku 2008 r. tzw. Zespół Koordynacyjny MSZ, tajne gremium decydujące w sprawie porwanego inżyniera zdecydował o „powierzeniu stronie pakistańskiej prowadzenia działań na rzecz uwolnienia Polaka”. Należało postawić pytanie, czym kierował się wówczas minister Sikorski i czy posiadał wiedzę o współpracy władz pakistańskich z terrorystami? Dziś bowiem, po ujawnieniu, że Bin Laden przebywał na terenie Pakistanu od kilku lat, Sikorski nie ma przecież wątpliwości w ocenie intencji strony pakistańskiej, gdy poucza: „Rząd Pakistanu musi zadać sobie pytanie, czy będzie tolerować w swoich strukturach państwowych ludzi, którzy do walki z terrorem się nie przykładali. Wiemy, że niektóre instytucje państwa pakistańskiego nie są pod pełną kontrolą rządu”.
W roku 2008 zrezygnowano z planu odbicia Stańczaka, choć pomysł przeprowadzenia operacji z udziałem jednostki „Grom” pozytywnie oceniali generałowie Polko i Petelicki, których trudno posądzić o brak kompetencji. W zamian zafundowano żenujący spektakl „działań dyplomatycznych”, rezygnując z możliwości polskich służb specjalnych i odrzucając pomoc ze strony pakistańskiego mułły Szah Abdul Aziza, który brał już udział w rozmowach z terrorystami. To on właśnie - według największych pakistańskich dzienników, miał być kluczową postacią w rozmowach z talibami w trakcie przetrzymywania polskiego inżyniera.
Należy przypomnieć, że polski inżynier został zamordowany 7 lutego 2009 roku - dzień po tym, jak Donald Tusk  pytany przez dziennikarzy – „czy Polska jest gotowa zapłacić okup”, buńczucznie oświadczył: „Rząd polski nie płaci nikomu okupów” i dodał - „Mam nadzieję, że ta sprawa znajdzie swój szczęśliwy finał”. Tym „szczęśliwym finałem” był mord na Polaku.
10 lutego, już po informacji o zamordowaniu Stańczaka, Tusk zapewniał, że „w stronę polskiego rządu nie kierowano oczekiwań dotyczących okupu za uwolnienie porwanego w Pakistanie Polaka, a "wszystkie spekulacje mediów - zarówno polskich, jak i pakistańskich na ten temat - trzeba uciąć absolutnie jednoznacznie". Jednocześnie stwierdził, że „rząd, który wdaje się w dywagacje na temat okupu, naraża życie innych swoich obywateli, przebywających poza terytorium swojego kraju”. Również to kłamstwo uszło bezkarnie szefowi rządu, gdy kilka dni później pakistański dziennikarz "Newsweeka" Sami Yousafzai stwierdził w rozmowie z Polskim Radiem, że "Polscy dyplomaci zatrudnili członków miejscowej starszyzny plemiennej. To właśnie oni zorganizowali sieć połączeń dzięki którym można było skontaktować się z porywaczami. W pewnym momencie talibowie zażądali 500 tysięcy dolarów. Polacy powiedzieli, że mogą dać 200 tysięcy. Wtedy negocjacje de facto się zakończyły".
Raport BBN-u z 2009 roku zawierał konkluzję: „Milcząca postawa Rządu RP m.in. w kwestii wyznaczenia nagrody za uwolnienie P.Stańczaka, brak rozmów z porywaczami prowadzonych przynajmniej za pośrednictwem polityków pakistańskich powiązanych ze środowiskiem talibów, z góry wskazywała na duże prawdopodobieństwo niepowodzenia uwolnienia Polaka. Taktyka ta była świadomą decyzją Rządu RP”.
Już wówczas - z całą jaskrawością, ujawniła się słabość tego państwa, brak koordynacji działań, bezsilność służb i bezbrzeżna głupota rządzących. Jeśli dziś chcieliby „podstawiać nogę” pod sukces amerykańskich żołnierzy i kreować się na „bojowników” w walce z terroryzmem, - niech pamiętają, czym wykazali się w czasie poważnej próby i jaką cenę za ich indolencję  płacą polscy obywatele.


Tekst opublikowany w Warszawskiej Gazecie.