Jak to możliwe, że całe środowisko intelektualne, politycy
i media kojarzone z opozycją, tak zgodnie przemilczały decyzję hierarchów o wycofaniu
z Komitetu Honorowego wczorajszego marszu? W mediach, przyznających sobie miano
wolnych i niezależnych próżno szukać komentarzy lub próby wyjaśnienia tej
niezwykłej sytuacji. Milczenie jest tym bardziej niepojęte, że w wywiadzie
Jarosława Kaczyńskiego dla niezalezna.pl pojawiła się mocna i niepokojąca sugestia
– „PO chce Kościół zastraszyć, pokazać,
że ma stać po stronie władzy. Bo przy tej dynamice politycznej nie jest to
trudne. Wystarczy by Kościół nie krytykował władzy, a już część społeczeństwa
może odnieść wrażenie, że ją wspiera.”
Jeśli przywódca partii opozycyjnej mówi wprost o
próbie zastraszenia Kościoła i zmuszenia hierarchów do „stania po stronie
władzy”, dlaczego ten arcyważny temat nie staje się przedmiotem głębokiej refleksji
wszystkich, którzy chcą bronić „wolności i demokracji III RP” ?
Zdaję sobie sprawę, że
pytania dotyczące postaw polskich hierarchów pozostaną bez odpowiedzi. W
środowisku związanym z opozycją nie ma woli zmierzenia się z tym problemem ani
odwagi postawienia rzetelnej diagnozy. Jedyne, na co można liczyć poruszając
dziś taki temat, to oskarżenie o „walkę z Kościołem” i zarzut „szkodzenia
opozycji”.
Przed dwoma laty, gdy doświadczaliśmy „pojednania”
z cerkwią Putina, mogłem jeszcze napisać: Nie
ma dziś sprawy ważniejszej dla Polaków, jak głośne wykrzyczenie sprzeciwu wobec
tego fałszywego aktu. Nie da się bowiem walczyć o prawdę bez wsparcia
przywódców polskiego Kościoła i nie da się zachować polskości bez jej
najważniejszego gwaranta. „Pojednanie” podpisane przez Kościół z wysłannikiem
Putina - skazuje nas na przerażającą samotność. Tak wielką, jak zagrożenie, przed
którym stoimy.
Dziś to słowa nieaktualne, bo wyrok samotności już
zapadł i zagrożenie zmienia się w stan rzeczywisty.
Jeśli w niedalekiej przyszłości pojawi się pytanie
– kto ponosi winę za polską „drogę do Cerkwii”, za stworzenie „kościoła
belwederskiego” i pogardliwe pomieszanie dobra ze złem, trzeba pamiętać o tych,
którzy z tchórzliwego milczenia uczynili cnotę rozwagi, a własny koniunkturalizm
nazwali troską o Kościół.
Przyjdzie czas, gdy moi rodacy zapytają przedstawicieli
patriotycznej opozycji i luminarzy wolnych mediów:
- dlaczego
milczeliście, gdy hierarchowie polskiego Kościoła nie reagowali na rozpętanie kampanii
nienawiść wobec Lecha Kaczyńskiego, gdy przyzwalali na ordynarne ataki i kłamstwa
reżimowych gadzinówek;
- dlaczego
milczeliście, gdy tuż po dojściu do władzy PO-PSL rozpoczęło się błyskawiczne
„zbliżenie” hierarchów Kościoła z putinowską Cerkwią i nawiązanie kontaktów
inspirowanych przez członków tzw. Grupy ds. Trudnych i dyplomatów z
moskiewskiej ambasady;
- dlaczego milczeliście, gdy za zgodą polskich
hierarchów na miejscu kaźni naszych oficerów w Katyniu stanął „Zespół
Memorialny” i Cerkiew Zmartwychwstania Chrystusa, zbudowane za pieniądze
koncernu Rosnieft, zarządzanego wówczas
przez oficera KGB - Sieczina ;
- dlaczego milczeliście, gdy ludzie mieniący się
pasterzami nie odważyli się żądać wyjaśnienia przyczyn zamachu smoleńskiego,
nie zabiegali o szacunek dla ofiar i obronę pamięci tych, którzy zginęli za
Polskę;
- dlaczego milczeliście, gdy chwilę po narodowej
tragedii ci sami hierarchowie nawoływali do „pojednania” i podążając za retoryką Turowskiego „z krwi naszych rodaków” chcieli budować
fundamenty „nowych relacji z Rosją”;
- dlaczego milczeliście, gdy prymas Muszyński znosił
granice między katem i ofiarą i wołał, że „niewinnie
przelana krew ofiar tego samego, nieludzkiego systemu, która wsiąkła w tę samą
ziemię i dzieliła nas przez pokolenia, nie musi koniecznie dzielić, a może
także łączyć”, gdy abp. Życiński życzył – „Krew naszych rodaków, która wsiąkła w ziemię rosyjską, na tym terenie,
gdzie przedtem wsiąkała krew bohaterów rozstrzelanych za miłość do ojczyzny –
niech z tej gleby wyrosną dojrzałe kłosy rodzące chleb pojednania”, gdy kard. Dziwisz kłamał – „ukrywanie prawdy o niewinnie przelanej krwi nie pozwalało zabliźnić się
bolesnym ranom. Tragedia sprzed ośmiu dni wyzwoliła wiele pokładów dobra,
tkwiących w osobach i narodach”;
- dlaczego milczeliście, gdy hierarchowie Kościoła
słali do Putina podziękowania „za
życzliwość i wrażliwość rosyjskiego ludu”, a w tym samym czasie rosyjscy
żołdacy niszczyli wrak samolotu, zacierali ślady po zamachu i kłamliwie
oskarżali polskich pilotów? Milczeliście, gdy sekretarz Konferencji Episkopatu
Polski. bp Budzik perorował, że „wspólne
przeżywanie katastrofy, jaka wydarzyła się pod Smoleńskiem będzie nowym
otwarciem, kamieniem milowym na drodze porozumienia i pojednania
polsko-rosyjskiego” i przypomniał, że pasterze polskiego Kościoła „zinterpretowali tragiczne wydarzenia pod
Smoleńskiem jako okazję do pogłębienia dialogu polsko-rosyjskiego”;
- dlaczego milczeliście, gdy rządowa instytucja
powołana dla zadekretowania „przyjaźni
polsko-rosyjskiej”, tzw. Centrum Polsko-Rosyjskiego Dialogu i Porozumienia
otrzymała od Archidiecezji Warszawskiej luksusową siedzibę w warszawskim
biurowcu Centrum Jasna;
- dlaczego milczeliście, gdy Prezydium Konferencji
Episkopatu Polski, nawiązując wprost do obcej Polakom tradycji patriarchów
moskiewskich, wystosowało do Bronisława Komorowskiego czołobitne homagium? Nigdy
wcześniej w polskim Kościele nie było tak serwilistycznego aktu pochlebstwa,
jaki zawarto w liście z dnia 5 lipca 2010 roku, gdy biskupi napisali do
następcy Lecha Kaczyńskiego - „Wyrażając
uznanie dla odniesionego sukcesu, pragniemy życzyć, aby podjęta
odpowiedzialność owocowała działaniami realizowanymi w duchu najwyższych
wartości. Niech dobry Bóg daje Panu Prezydentowi potrzebne siły i konieczne
łaski dla owocnego wypełnienia tego zaszczytnego zadania. Polecamy Bogu osobę
Pana Prezydenta, Jego Rodzinę i wszystkich współpracowników, życząc obfitości
Bożych darów na lata szczególnej odpowiedzialności za Ojczyznę i wszystkich jej
obywateli.”
- dlaczego milczeliście w pamiętnym sierpniu 2010
roku, gdy podczas konfliktu wywołanego przez Belweder, hierarchowie potępiali „fanatyczną sektę broniącą krzyża”, mówili
o szkodach „wyrządzanych przez tych
którzy podawali się za obrońców Kościoła”, zaś wiernych, atakowanych i bitych przez
sforę degeneratów, nazywali „zadymionymi
PiS-em”? Ci, którzy miesiąc wcześniej słali homagium do Komorowskiego,
mieli czelność pouczać Polaków w liście z 12.08.2010 r., że Krakowskie
Przedmieście „stało się terenem
gorszących manifestacji, wywołujących niepokój w całym kraju i zdumienie
międzynarodowej opinii publicznej” i zgodnie z przekazem reżimowych mediów
twierdzili, że „to nie jest spór
religijny, tylko polityczny”, w którym obrońcy krzyża „są politycznym punktem przetargowym stron konfliktu”;
- dlaczego milczeliście, gdy w pierwszą rocznicę zamachu
smoleńskiego, Polacy otrzymali od prymasa przestrogę, że nie zgadza się „na żadne upolitycznienie tego wydarzenia”
i równie haniebne pouczenie, iż „na
śmierci brata, siostry czy ojca nie możemy zbijać pseudokapitału politycznego”
;
- dlaczego milczeliście, gdy hierarchowie zapewniali
wiernych, że „współpraca rządu i Kościoła
układa się znakomicie”, gdy deliberowali o „wzajemnej autonomii i oparciu współpracy na zasadach demokracji”, by
chwilę później, gdy reżim ujawnił zamiar likwidacji Funduszu Kościelnego,
zaproponował wprowadzenie odpisu podatku na rzecz Kościołów oraz płatność składek
na ubezpieczenie społeczne i zdrowotne duchownych, ogłosić, że „rząd prowadzi wojnę z Kościołem”, wyzwać
Polaków do „obrony chrześcijańskich
wartości” i krzyczeć o „zmasowanym
ataku na Kościół, który tchnie PRL, jakimś szukaniem wroga ludu”;
- dlaczego milczeliście, gdy w sprzeczności z
faktami i prawdą historyczną, wspólny dokument rosyjskiej Cerkwi i Episkopatu
Polski, był przedstawiany jako „akt
historyczny, nawiązujący do Listu biskupów polskich do niemieckich z 1965 roku”;
- dlaczego milczeliście, gdy polscy hierarchowie
nie ustawali w peanach na cześć Cyryla- Gundiajewa i nazywali wysłannika Putina
- „mężem opatrznościowym dla świata,
Kościoła prawosławnego i naszych wspólnych kontaktów” oraz „świadkiem i prorokiem”, z którym Kościół
podejmie wspólne dzieło ewangelizacji Europy”, gdy w sprzeczności z wiedzą
o roli stalinowskiej Cerkwii i w oderwaniu od przeszłości agenta KGB
„Michajłowa” gloryfikowali tę postać, według wzorca z wypowiedzi T. Turowskiego
z 23 marca 2010 r.: „Nie do przecenienia jest rola, jaką w
wymiarze pojednania narodów pełni obecnie Rosyjski Kościół Prawosławny, a
zwłaszcza Cyryl I, patriarcha Moskwy i Wszechrusi. To osobowość charyzmatyczna”;
- dlaczego milczeliście, gdy 17 sierpnia 2012 roku
na Zamku Królewskim w Warszawie, wysłannik Putina Cyryl – Gundiajew oraz
przewodniczący KEP abp Józef Michalik podpisali akt polityczny inspirowany
przez środowisko Belwederu - „Wspólne
Przesłanie do Narodów Polski i Rosji”, nazwane następnie przez Episkopat „najważniejszym wydarzeniem 2012 roku”;
- dlaczego milczeliście, gdy ten szalbierczy
dokument, uwłaczający pamięci milionów naszych rodaków, zrównujący katów z
ofiarami i zacierający granice dobra i zła - hierarchowie nakazali odczytać we
wszystkich polskich kościołach;
- dlaczego milczeliście, gdy abp. Michalik, przeciwników
„pojednania polsko- rosyjskiego” i
krytyków paktu z Cyrylem nazywał
pogardliwie „marginesem”.
- dlaczego milczeliście, gdy we „wspólnym
stanowisku” Episkopatu i Belwederu, ludobójstwo na Wołyniu nazwano „czystką
etniczną” i w czerwcu 2013 roku podpisano „polsko
– ukraińską deklarację o pojednaniu”, w której zawarto prośby o wybaczenie „za postawy tych Polaków, którzy wyrządzali
zło Ukraińcom i odpowiadali przemocą na przemoc.” ;
- dlaczego milczeliście, gdy w śpiewniku
uczestników Orszaku Trzech Króli w
Warszawie, hierarchowie dozwolili umieścić treść „Przesłania” lokatora
Belwederu i zaprosili go na XVII Spotkanie Młodych Lednica 2000;
- dlaczego milczeliście w listopadzie 2013 roku, gdy
Episkopat Polski wykonał „kolejny krok na
drodze polsko-rosyjskiego pojednania” i wespół z Belwederem ogłosił „nowy etap wzajemnych relacji”? W tym
samym czasie cerkiewny „Światowy Rosyjski Sobór Ludowy”, kierowany przez
Cyryla-Gundiajewa fałszował historię stosunków polsko-rosyjskich i oskarżał nas
o „patologiczną nienawiść do Rosjan”;
- dlaczego milczeliście, gdy w przededniu agresji
Putina na Ukrainę polscy hierarchowie w
porozumieniu z Komorowskim zorganizowali wielodniowy spektakl propagandowy pod
nazwą - „Katolicko-prawosławna konferencja o roli Kościołów z Polski i Rosji w
budowaniu przyszłości chrześcijaństwa w Europie”? W tym samym czasie
Cyryl I odznaczał
przywódcę Kremla za „bezprzykładne
zasługi w odbudowie mocarstwowości Rosji”
;
- dlaczego milczeliście, gdy pasterze polskiego
Kościoła otwierali wówczas „nowy etap
dialogu polsko-rosyjskiego i katolicko-prawosławnego” i domagali się, by „przenieść go z oficjalnego hierarchicznego
szczebla na poziom wspólnot kościelnych i społeczeństw”;
- dlaczego milczeliście, gdy zaledwie przed rokiem
polscy biskupi twierdzili, że „przyszłość
chrześcijaństwa zależy od narodów oraz Kościołów polskiego i rosyjskiego” i
wespół z wysłannikami Putina chcieli prowadzić „misję ewangelizacyjną”, by „dawać
wspólne świadectwo wartości chrześcijańskich w Europie i na świecie”;
- dlaczego milczeliście, gdy postać sowieckiego
agenta i prześladowcy Polaków, hierarchowie nazywali „dramatyczną, czasami tragiczną”, gdy zapewniali
o swoich modlitwach i zalecali Polakom „ducha
współczucia”? Ludzie, którzy nigdy
nie upomnieli się o godne pochówki rodaków zamordowanych w Smoleńsku, o cześć
dla zbezczeszczonych i pozamienianych ciał - w obliczu śmierci sowieckiego arcyłotra
kazali nam okazywać „szacunek dla
śmierci, dla pogrzebu”;
Dlaczego milczeliście… mógłbym zapytać po
wielokroć. Nie oczekując, że padnie odpowiedź.
Każdy dzień, jaki upływał od haniebnej daty 17
sierpnia 2012 roku utwierdzał mnie w przekonaniu, że za milczenie w obliczu
historycznego zaprzaństwa, za setki wcześniejszych zaniechań - przyjdzie kiedyś
zapłacić. Cena musi być o tyle wyższa, że milczenie to jest zjawiskiem stokroć
groźniejszym niż decyzje reżimowych decydentów, niż kłamstwa propagandy, fałszowanie
wyborów i wszystkie przykłady niszczenia iluzorycznej „demokracji III RP”.
Cena musi być o tyle wyższa, że nie zapłaci jej
nasze pokolenie, lecz ci, którym na gruzach „kościoła belwederskiego” przyjdzie
odbudowywać wspólnotę narodu.