Daleki jestem od posądzania pana prezydenta o działania
nierozważne lub przypadkowe. Z jeszcze większym dystansem oceniam rozmaite „teorie ambicjonalne” oraz diagnozy o „konfliktach silnych osobowości”. Nie
byłoby tego typu fantazji, gdyby głoszący je zechcieli zrozumieć treść zeznań
Andrzeja Dudy z 29.10.2010 roku, złożonych przed zespołem smoleńskim Antoniego
Macierewicza, ale też potrafili dostrzec, kim naprawdę jest ów wyniesiony na
wyżyny prawnik, na tle historycznej postaci obecnego ministra obrony narodowej.
„Prezydent musi być niczym latarnia morska - szukać tych, którym należy
pomóc i ostrzegać przed zagrożeniem” – 20 maja 2015 roku napisał na Twitterze ówczesny
kandydat na prezydenta i – paradoksalnie, trzeba było ponad dwóch lat, by ten „pijarowski”
frazes nabrał stosownej treści.
Bo rzeczywiście - prezydent Andrzej Duda jest dziś
„latarnią morską” i prawdziwie „ostrzega przed zagrożeniami”.
Jest „latarnią” dla ludzi Targowicy i tzw. elit
III RP, które trafnie wiążą z nim nadzieje na zablokowanie zmian i reaguje dokładnie tam,
gdzie zagrożone są najżywotniejsze interesy sukcesorów komuny.
W działaniach tego pana dostrzegam też logikę wpisaną
w wielowątkową operację wojny hybrydowej oraz w strategię środowiska, które od
2013 roku aranżowało „nowe rozdanie”
– zakończone wygraną A. Dudy i partii pana Kaczyńskiego.
Nie jest to opinia stworzona na gruncie ostatnich
decyzji pana prezydenta.
Wysyp różnej maści mędrców, którzy dopiero dziś dywagują
o „zawiedzionych nadziejach”, „zawróconym prezydencie”, a nawet „strażniku
ubekistanu” i z zapałem wygłaszają gołosłowne teorie, potwierdza jedynie tragiczną
kondycję „wolnych mediów”. To ludziom z rządowych przekaźników, wyborcy PiS
zawdzięczają bolesne „zderzenie ze ścianą” i perspektywę dalszych rozczarowań.
To one hołubiły i kreowały na „męża stanu” postać, która od dawna powinna być
oceniana wyłącznie w kontekście realnych poczynań, ale też ogromu zaniechań.
We wrześniu 2015 roku, w tekście „NIEPRZEMIJAJĄCY
UROK REŻIMU BELWEDERSKIEGO” napisałem, że „prezydentura
pana Dudy otoczona jest przedziwną atmosferą. Za niedopuszczalne i niepoprawne
uważa się stawianie jakichkolwiek pytań panu prezydentowi, zaś wyrażanie opinii
krytycznych, jest uznane za działanie wrogie.
Ta atmosfera
doskonale pokazuje rzeczywistą wartość "nowego rozdania", obnaża
jakieś potężne lęki i skrywa niejasne, mętne intencje. Wydawałoby się , że po pięcioletniej
"cмутное время", powinniśmy zacząć traktować głowę państwa, jako
"naszego", polskiego przedstawiciela. To by oznaczało, że możemy doń
kierować swoje oczekiwania i postulaty, a co więcej - liczyć na ich
wysłuchanie. To również oznacza pewną transparentność działań pana prezydenta,
formułowanie jasnych celów, wniosków i ocen.”
Rozpostarcie nad
prezydentem Dudą medialnego „parasola ochronnego” (identycznie ośrodki
propagandy osłaniały B.Komorowskiego) sprawiło, że dopiero ataki na ministra
Macierewicza, weto prezydenckie i widowiskowa odmowa nominacji generalskich,
otworzyły oczy niektórym wyborcom PiS. Otworzyły, ale często na teorie
bałamutne i bezpodstawne. Przypisywanie panu prezydentowi, jakoby ulegał
wpływom niemieckim (a nawet żydowskim) i tłumaczenie tym procesu „wybudzenia”,
jest może miłe dla ucha niektórych fantastów i agentury Putina, ale trudne do
obrony na gruncie faktów.
Bo tu i teraz, nadal działają nasze „rodzime
szatany” i nie warto „umiędzynaradawiać” czegoś, co na odległość cuchnie wojskowymi
onucami.