Nie będziemy razem, bo nie ma przyzwolenia na zdradę o świcie i na fałsz przekraczający ludzką miarę. Nie możemy być razem, bo nasz gniew jest dziś bezsilny, gdy zabrano nam tylu niezastąpionych. Nigdy nie będziemy razem, bo pamiętamy - kto siał nienawiść i chciał zebrać jej żniwo.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą stan wojenny. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą stan wojenny. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 14 grudnia 2014

STAN GOTOWOŚCI


Z prezydenckiego projektu ustawy z dnia 30 sierpnia 2011 r. o zmianie ustawy o stanie wojennym oraz o kompetencjach Naczelnego Dowódcy Sił Zbrojnych i zasadach jego podległości konstytucyjnym organom  Rzeczypospolitej Polskiej oraz niektórych innych ustaw - przyjętego przez Sejm 27 września 2011r:
W ustawie z dnia 21 czerwca 2002 r. o stanie wyjątkowym (Dz. U. Nr 113, poz. 985,  i Nr 153, poz. 1271, z 2003 r. Nr 228, poz. 2261 oraz z 2006 r. Nr 104, poz. 711) w art. 2:
1) ust. 1 otrzymuje brzmienie:
1. W sytuacji szczególnego zagrożenia konstytucyjnego ustroju państwa, bezpieczeństwa  obywateli lub  porządku publicznego, w  tym  spowodowanego działaniami  o  charakterze  terrorystycznym  lub  działaniami  w  cyberprzestrzeni, które nie może być usunięte poprzez użycie zwykłych środków konstytucyjnych, Rada Ministrów może podjąć uchwałę o skierowaniu do Prezydenta  Rzeczypospolitej  Polskiej  wniosku  o  wprowadzenie  stanu  wyjątkowego.

Z obwieszczenia Marszałka Sejmu Rzeczpospolitej Polskiej z dnia 31 lipca 2014 r. w sprawie ogłoszenia jednolitego tekstu ustawy o stanie wyjątkowym:
Art.  3.  1.  Prezydent  Rzeczypospolitej  Polskiej  niezwłocznie  rozpatruje  wniosek,  o którym  mowa  w art. 2  ust. 1,  a następnie  wydaje  rozporządzenie  o wprowadzeniu  stanu  wyjątkowego  na  czas  oznaczony  nie  dłuższy  niż  90  dni  lub postanawia  odmówić  wydania  takiego  rozporządzenia.  Rozporządzenie  o wprowadzeniu  stanu  wyjątkowego  Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej przedstawia Sejmowi w ciągu 48 godzin od jego podpisania.
Art. 10.
Prezes  Rady  Ministrów  jest  obowiązany  do  informowania  na  bieżąco  Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej o skutkach wprowadzenia stanu wyjątkowego oraz o rodzaju i rezultatach działań podejmowanych w celu przywrócenia normalnego funkcjonowania państwa.
 Art. 10a.
1. Jeżeli użycie lub wykorzystanie środków przymusu bezpośredniego przez pododdział  zwarty Policji  okazało  się  niewystarczające do osiągnięcia  celów tego użycia lub wykorzystania lub nie jest możliwe ze względu na okoliczności zdarzenia, pododdział zwarty Policji może użyć lub wykorzystać broń palną.
2. Polecenie użycia lub wykorzystania broni palnej przez pododdział zwarty Policji wydaje komendant wojewódzki (Stołeczny) Policji lub Komendant Główny Policji,  a w przypadku  gdy  wszelka  zwłoka  groziłaby  bezpośrednim  niebezpieczeństwem  dla  życia  lub  zdrowia  funkcjonariusza  wchodzącego  w skład  tego pododdziału lub innej osoby – dowódca pododdziału zwartego.
Art. 11. 1. W czasie stanu wyjątkowego Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej, na wniosek Prezesa Rady Ministrów, może postanowić o użyciu oddziałów i pododdziałów Sił Zbrojnych Rzeczypospolitej Polskiej do przywrócenia normalnego funkcjonowania państwa, jeżeli dotychczas zastosowane siły i środki zostały wyczerpane.
3c.6) Oddziały i pododdziały Sił Zbrojnych Rzeczypospolitej Polskiej mogą użyć broni palnej lub ją wykorzystać.
3d.6) Zgody na użycie lub wykorzystanie broni palnej przez oddział lub pododdział Sił Zbrojnych Rzeczypospolitej Polskiej udziela przełożony służbowy, a w przypadku gdy wszelka zwłoka groziłaby bezpośrednim niebezpieczeństwem dla życia lub zdrowia żołnierza wchodzącego w skład tego oddziału lub pododdziału lub innej osoby – dowódca pododdziału zwartego.
Art. 16. 1. W czasie stanu wyjątkowego mogą być zawieszone prawa do:
1)   organizowania i przeprowadzania wszelkiego rodzaju zgromadzeń;
2)   organizowania i przeprowadzania imprez masowych oraz prowadzonych w ramach działalności kulturalnej imprez artystycznych i rozrywkowych, niebędących imprezami masowymi;
3)   strajków pracowniczych i innych form protestu w odniesieniu do określonych kategorii pracowników lub w określonych dziedzinach;
4)   strajków i innych niż strajki form akcji protestacyjnych rolników;
5) akcji protestacyjnych studentów organizowanych przez studenckie samorządy, stowarzyszenia lub organizacje;
Art. 17. 1. W czasie stanu wyjątkowego może być odosobniona osoba mająca ukończone 18 lat, w stosunku do której zachodzi uzasadnione podejrzenie, że pozostając na wolności będzie prowadziła działalność zagrażającą konstytucyjnemu ustrojowi państwa, bezpieczeństwu obywateli lub porządkowi publicznemu albo gdy odosobnienie jest niezbędne dla zapobieżenia popełnienia czynu karalnego lub uniemożliwienia ucieczki po jego popełnieniu. Nie narusza to immunitetów wynikających z odrębnych przepisów.
2. Odosobniona może być również osoba, która ukończyła 17 lat, jeżeli przeprowadzona uprzednio z nią rozmowa ostrzegawcza okazała się nieskuteczna.
3. Odosobnienie następuje na podstawie decyzji wojewody właściwego ze względu na miejsce pobytu stałego lub czasowego osoby odosobnionej i jest wykonywane przez właściwego komendanta wojewódzkiego Policji, w drodze zatrzymania tej osoby i przymusowego doprowadzenia do ośrodka odosobnienia podległego Ministrowi Sprawiedliwości.
Art. 20. 1. W czasie stanu wyjątkowego może być wprowadzona:
1) cenzura prewencyjna środków społecznego przekazu obejmująca materiały prasowe w rozumieniu ustawy z dnia 26 stycznia 1984 r. — Prawo prasowe (Dz. U. Nr 5, poz. 24, z późn. zm. 13) ), z zastrzeżeniem ust. 7;
2) kontrola zawartości przesyłek, listów, paczek i przekazów przekazywanych w ramach usług pocztowych o charakterze powszechnym lub usług kurierskich;
3) kontrola treści korespondencji telekomunikacyjnej i rozmów telefonicznych lub sygnałów przesyłanych w sieciach telekomunikacyjnych;
4) emisja sygnałów uniemożliwiających nadawanie lub odbiór przekazów radiowych telewizyjnych lub dokonywanych poprzez urządzenia i sieci telekomunikacyjne, których treść może zwiększyć zagrożenie konstytucyjnego ustroju państwa, bezpieczeństwa obywateli lub porządku publicznego.

Z rozporządzenia rady Ministrów z dnia 20 grudnia 2013 r. w sprawie szczegółowych zasad użycia oddziałów i pododdziałów Sił Zbrojnych Rzeczypospolitej Polskiej  w czasie stanu wyjątkowego:
§ 1. Rozporządzenie określa szczegółowe zasady użycia oddziałów i pododdziałów Sił Zbrojnych Rzeczypospolitej Polskiej w czasie stanu wyjątkowego do przywrócenia normalnego funkcjonowania państwa, jeżeli zastosowane siły i środki zostały wyczerpane.
§ 2. 1. Minister Obrony Narodowej, w celu wykonania postanowienia Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej, o którym mowa w art. 11 ust. 1 ustawy z dnia 21 czerwca 2002 r. o stanie wyjątkowym, niezwłocznie kieruje oddziały i pododdziały Sił Zbrojnych Rzeczypospolitej Polskiej do realizacji zadań w czasie stanu wyjątkowego.
§ 4. 1. Oddziały i pododdziały Sił Zbrojnych Rzeczypospolitej Polskiej użyte do wykonywania zadań w czasie stanu wyjątkowego pozostają w strukturze organizacyjnej i w systemie dowodzenia Sił Zbrojnych Rzeczypospolitej Polskiej.
2. Działania oddziałów i pododdziałów Sił Zbrojnych Rzeczypospolitej Polskiej mogą być prowadzone samodzielnie albo wspólnie z innymi formacjami uzbrojonymi niewchodzącymi w skład Sił Zbrojnych Rzeczypospolitej Polskiej lub służbami bezpieczeństwa i ochrony porządku publicznego.
§ 5. Dowódca oddziału lub pododdziału Sił Zbrojnych Rzeczypospolitej Polskiej decyduje o szczegółowym sposobie wykonania zadań określonych przez Ministra Obrony Narodowej w uzgodnieniu z organami, o których mowa w § 2 ust. 3 pkt 4, oraz ze współdziałającymi z nim dowódcami formacji uzbrojonych niewchodzącymi w skład Sił Zbrojnych Rzeczypospolitej Polskiej lub służb bezpieczeństwa i ochrony porządku publicznego.

Z prezydenckiego projektu ustawy o zmianie ustawy o powszechnym obowiązku obrony Rzeczypospolitej Polskiej oraz niektórych innych ustaw, „której celem jest usprawnienie kierowania obroną państwa w czasie wojny”, zgłoszonego do Sejmu 10 lipca 2014 r.:
W razie zbrojnej napaści na terytorium Rzeczpospolitej Polskiej [Prezydent] postanawia na wniosek Rady Ministrów, o dniu, w którym rozpoczyna się czas wojny na terytorium Rzeczpospolitej Polskiej. W tym samym trybie postanawia o dniu, w którym czas wojny kończy się;
[Prezydent] kieruje obroną państwa we współdziałaniu z Radą Ministrów, z chwilą mianowania Naczelnego dowódcy Sił Zbrojnych i przejęcia przez niego dowodzenia;
Prezydent Rzeczpospolitej Polskiej kieruje obroną państwa w zakresie dotyczącym użycia Sił Zbrojnych przy pomocy Szefa Sztabu Generalnego Wojska Polskiego.

piątek, 25 października 2013

WOKÓŁ STANU WOJENNEGO


Niewiele osób pamięta, że jedną z pierwszych inicjatyw ustawodawczych Bronisława Komorowskiego, była nowelizacja ustawy o stanie wojennym oraz kompetencjach Naczelnego Dowódcy Sił Zbrojnych. Została ona przyjętą przez Sejm w błyskawicznym tempie. Celem noweli (jak zapewniał posłów minister Stanisław Koziej), było wprowadzenie do obiegu prawnego „kategorii cyberprzestrzeni”, a prezydencki projekt miał powstać w związku z pracami Strategicznego Przeglądu Bezpieczeństwa Narodowego (SPBN).
Na pytanie zadane wówczas Koziejowi przez jednego z posłów PiS, skąd tak wielki pospiech, padła odpowiedź: „Każdy miesiąc zwłoki we wprowadzeniu podstaw prawnych dla praktycznych działań w zakresie bezpieczeństwa w cyberprzestrzeni jest czasem straconym. […] Nie widzę powodu, aby zwlekać, tylko dlatego, że ktoś z niezrozumiałych powodów insynuuje, iż prezydent chciałby wykorzystać nowe regulacje dla łatwiejszego wprowadzenia stanu wojennego, bo ktoś w Internecie na niego czyha.”
Rzeczywiście, przyjęta tuż przed wyborami 2011 roku nowela mogła stanowić skuteczne narzędzie reżimu prezydenckiego, pozwalała bowiem na wprowadzenie stanu wojennego w sytuacji „zewnętrznego zagrożenia państwa, w tym spowodowanego działaniami o charakterze terrorystycznym lub działaniami w cyberprzestrzeni”.
Zagrożenia te definiowano jako „celowe działania, godzące w niepodległość,  niepodzielność terytorium, ważny interes gospodarczy Rzeczypospolitej Polskiej lub zmierzające do uniemożliwienia albo poważnego zakłócenia normalnego funkcjonowania państwa”.
Opiniując belwederski projekt, prof. dr hab. Andrzej Szmyt, ekspert ds. legislacji w Biurze Analiz Sejmowych, wyraził wątpliwość co do potrzeby i kształtu proponowanej nowelizacji i zwrócił uwagę, że termin „działania w cyberprzestrzeni” nie został w żaden sposób zdefiniowany i jest terminem „o nieustalonej treści normatywnej, raczej dość potoczną „zbitką pojęciową”. Zdaniem prof. Szmyta „prawne dookreślenie” tego pojęcia ma istotne znaczenie, gdyż „wiąże się z konsekwencjami w sferze praw i wolności człowieka i obywatela.

czwartek, 13 grudnia 2012

„TRZEBA UTRZYMYWAĆ PSYCHOZĘ STANU WOJENNEGO"


Chociaż od wprowadzenia stanu wojennego upłynęło 31 lat,  nadal wiele okoliczności dotyczących tego wydarzenia pozostaje nieznanych. Niemałym problemem jest brak zbiorów archiwalnych z tego kresu, szczególnie zaś dokumentów partyjnych powstałych tuż po 13 grudnia 1981 roku.  Podobnie jak archiwa bezpieki, zostały one celowo zniszczone w okresie tzw. transformacji ustrojowej.  W roku 1990, ostatni sekretarz PZPR Mieczysław Rakowski działając na polecenie ówczesnego prezydenta Wojciecha Jaruzelskiego zniszczył stenogramy z obrad Biura Politycznego KC z 1981 r.
Fakt, że dokumenty te są dziś niedostępne dla historyków nie oznacza oczywiście, że zniknęły całkowicie. Wielu prominentnych aparatczyków, wzorem swoich esbeckich kompanów, posiada do dziś „zbiory prywatne”, w których znajdują się oficjalnie zaginione lub zniszczone papiery. Są one traktowane jako swoista polisa ubezpieczeniowa, stanowiąc gwarancję, że jej posiadacz może spokojnie dożywać starości.  Polisa skuteczna, skoro od dwóch dekad chroni komunistycznych zbrodniarzy przed jakąkolwiek odpowiedzialnością.

sobota, 17 grudnia 2011

CIĘŻAR KŁAMSTWA

Do dziś w narracji publicznej na temat pułkownika Ryszarda Kuklińskiego, obowiązują zasady ustalone przez esbeckich propagandystów, a następnie utrwalone w wystąpieniach rzecznika peerelowskiej junty Jerzego Urbana. Zostały sformułowane w treści  dwóch dokumentów: sporządzonej w MSW „Notatki dot. argumentów i tez kontrpropagandowych wobec wywiadu R. Kuklińskiego dla „Kultury” oraz „Koncepcji zdyskontowania publikacji R. Kuklińskiego w czasie konferencji prasowej” autorstwa politruków z LWP. Z tego zasobu pochodzą podstawowe epitety, jakimi do dziś opisuje się postać pułkownika. „Zdrajca”, „dezerter” „agent i szpieg CIA”, „megaloman i prowokator”, „rzekomy ideowiec i zbawca Polski”, „człowiek który opluwa i szkaluje Solidarność” – to tylko niektóre z określeń zaproponowanych Urbanowi przez SB.
III RP  - kontynuując kłamstwa PRL-u przedstawia osobę płk Kuklińskiego w zgodzie z tym wzorcem i przez dwa dziesięciolecia utrzymuje Polaków w przeświadczeniu, iż mają do czynienia co najmniej z postacią „kontrowersyjną” i „niejednoznaczną”. Na podobnej zasadzie interpretuje się także przyczyny wprowadzenia stanu wojennego, korzystając do dziś z argumentów zawartych w tajnym opracowaniu:„Propozycje działań związanych z ósmą rocznicą wprowadzenia stanu wojennego w Polsce” z listopada 1989 roku, przygotowanym w tzw. Zespole Programującym KC PZPR, MON, MSW i Prokuratury Generalnej. Tam właśnie sformułowano generalną tezę historiozofii III RP, w której stan wojenny nazywa się „mniejszym złem”: „W propagandzie należy łączyć rzeczową analizę przyczyn wprowadzenia stanu wojennego z ukazywaniem tego, w jaki sposób przerwanie groźnego biegu wydarzeń z 1981 r. umożliwiło późniejsze porozumienie, a w efekcie „okrągły stół” i głęboką transformację systemu politycznego Polski. Szczególnie mocno powinien być wyeksponowany motyw „mniejszego zła”.
Jedno z najbardziej ordynarnych kłamstw związanych z postacią pułkownika Kuklińskiego dotyczy zarzutu nieprzekazania informacji o planach wprowadzenia stanu wojennego. Po raz pierwszy argument ten pojawił się na konferencji prasowej Urbana w roku 1986, gdy rzecznik wojskowej junty szkalował skazanego na śmierć pułkownika, działając ściśle według esbeckich instrukcji. Urban dowodził wówczas, iż Amerykanie (i Kukliński) zachowali się „nielojalnie” nie zawiadamiając ani „Solidarności”, ani Kościoła w Polsce o planowanym stanie wojennym, o czym przecież dzięki Kuklińskiemu doskonale wiedzieli. Interpretacja zmierzała do wykazania, jakoby nie informując „polskich sojuszników” o zamiarach rozwiązań siłowych Amerykanie chcieli doprowadzić w ten sposób do rozlewu krwi, zaś sam pułkownik okazywał obojętność wobec losu zdradzonych rodaków. 
Urban twierdził też, że prezydent Reagan "mógł zapobiec aresztowaniom i internowaniom" przywódców "Solidarności", ale nie zrobił tego, gdyż miał nadzieję sprowokować "krwawą łaźnię na europejską skalę". Miał zamiar użyć "Solidarności" jako narzędzia w geopolitycznej rywalizacji ze Związkiem Sowieckim. Reagan - uważał Urban - nie był przyjacielem Polski, a jego polityka była "moralnie odrażająca".
Tą samą argumentację odnajdziemy w artykule Andrzeja Brzezieckiego w „Gazecie Wyborczej” z roku 2009 - „Zachód wiedział, niewiele powiedział”, w którym autor pytał:
Co "Solidarność" zrobiłaby z wiedzą o stanie wojennym? I tak musiałaby ulec przemocy. [...] Kukliński nie znał dokładnej daty wprowadzenia stanu wojennego, ale "Solidarność" mogłaby w porę zabezpieczyć część sprzętu, wycofać pieniądze związkowe z kont, mogłaby wreszcie nie zwoływać beztrosko do Gdańska całej Komisji Krajowej. Wszystko to wpłynęłoby kapitalnie na formę działalności opozycji po 13 grudnia. [...] Tej szansy nie dał jednak "Solidarności" Waszyngton.” Autor GW twierdził, jakoby „Kukliński był przekonany, że Amerykanie uprzedzili o stanie wojennym Polaków. Amerykanie tego nie zrobili. I to pokazuje, jak instrumentalnie traktowali i Kuklińskiego, i Polskę.” oraz dywagował :„W cynicznej postawie Zachodu ginie bohaterstwo Kuklińskiego. Per saldo stan wojenny opłacił się Waszyngtonowi, był argumentem na rzecz wyścigu zbrojeń, pozwalał grzmieć na komunistów z moralnych wyżyn, ale nie zmuszał do ryzyka bezpośredniego zaangażowania.”
Wprawdzie w roku 2000 historyk CIA Benjamin B. Fischer w artykule „Utracona cześć pułkownika Kuklińskiego”, ("Studies in Intelligence" nr 9, 2000) przedrukowanym przez „Rzeczpospolitą” (nr 299/2000) skutecznie rozprawił się z tezami komunistycznej propagandy i wykazał na czym polegało urbanowskie kłamstwo – do dziś jednak pokutuje przeświadczenie, że w roku 1981 Amerykanie i Kukliński „zdradzili” polskie społeczeństwo.
Jak bardzo bano się ujawnienia prawdy niech świadczy fakt, że w roku 1994 dokonano włamania do redakcji „Tygodnika Solidarność”, gdzie znajdowały się kopie dokumentów przekazanych przez Kuklińskiego dziennikarce tygodnika Marcie Miklaszewskiej podczas wywiadu przeprowadzonego z pułkownikiem w USA.  Z redakcji skradziono wówczas kopie telegramów podpisanych przez Jacka Stronga (pseudonim Kuklińskiego) informujące właśnie o zamiarze wprowadzenia stanu wojennego.
Sam Ryszard Kukliński zdawał sobie sprawę z wagi tych oskarżeń. W wywiadzie udzielonym paryskiej „Kulturze”  nr 4/475, z kwietnia roku 1987, wiele miejsca poświęcił wyjaśnieniu przyczyn swojej postawy i podkreślił, że zdecydowałby się na publiczne ujawnienie planów stanu wojennego, gdyby w ocenie skutków tej decyzji kierował się wyłącznie emocjami. Warto przypomnieć ówczesną argumentację pułkownika i podkreślić fakty, o których milczą współcześni apologeci urabanowskich łgarstw . Kukliński dowodził zatem, że decyzja o wprowadzeniu w Polsce stanu wojennego, w początkach listopada była nieodwołalna, a operacje stanu wojennego miały prowadzić wyłącznie siły policyjno-wojskowe. „Gdyby jednak z jakichkolwiek powodów nie były one w stanie złamać oporu społeczeństwa, do akcji miały wkroczyć czekające u granic Polski w pełnej gotowości dywizje radzieckie, czeskie i niemieckie. W dniu 7 listopada 1981 roku (gdy Kukliński opuścił Polskę, przyp. moje)  do uruchomienia całej policyjno-wojskowej maszyny wystarczyło tylko naciśniecie przysłowiowego guzika. Jedynym problemem do rozwiązania pozostało spreparowanie [...] pretekstu do rozpoczęcia konfrontacji oraz wybór najlepszego momentu uderzenia.” Wnioski były logiczne:  „Ujawnienie przeze mnie planów uderzenia nie mogło ich w żadnym stopniu udaremnić lub choćby opóźnić. Mogło je tylko przyśpieszyć.” – uznał Kukliński i zauważył, że „jeśliby Solidarność uwierzyła w to ostrzeżenie, wówczas niemal na pewno doszłoby do natychmiastowego ogłoszenia strajku generalnego, a w konsekwencji do zorganizowanego oporu w setkach fabryk, zakładów pracy i uczelni”. „Wiedziałem – twierdził pułkownik, „ze w takiej sytuacji [...] .musiałoby nastąpić uderzenie sil pancernych, przede wszystkim czołgów; ze wreszcie przy ewentualnym powszechnym oporze ludności, sił polskich byłoby za mało i na pewno do akcji wkroczyłyby również pozostające w strategicznych rezerwach dywizje radzieckie, a nawet czeskie i niemieckie”.
Konkluzja ujawniała tragizm dylematu, przed którym stał wówczas Kukliński:
„Nie mogłem wziąć na siebie odpowiedzialności za tego typu posuniecie. Powiem więcej, gdyby ktokolwiek inny, łącznie z rządem Stanów Zjednoczonych chciał takie ostrzeżenie przekazać, to mógłby to uczynić tylko wbrew mojej opinii. Zdawałem sobie sprawę, ze powstrzymanie się od takiego ostrzeżenia może się kiedyś w przyszłości spotkać z krytyka. Krytykę te przyjmuje w pokorze. [...] Dziś - mimo ciążącego na mnie wyroku śmierci - śpię spokojnie, dlatego, ze na moim sumieniu nie ciąży żadne ludzkie życie.”
Tego samego nie mogą powiedzieć twórcy stanu wojennego, skazujący na śmierć setki swoich rodaków – w imię obrony interesów sowieckiego okupanta.  Nie mogą tego powiedzieć również ci z propagandystów III RP, którym urbanowskie kłamstwa są bliższe niż świadectwo polskiego bohatera. Józef Szaniawski opowiadając przed laty o śmierci pułkownika przypomniał, że była ona następstwem wylewu, którego Kukliński doznał, gdy pracował nad odpowiedzią na paszkwil Bartosza Węglarczyka z „Gazety Wyborczej”. Gazeta zamieściła wówczas recenzję książki Benjamina Weisera „Ryszard Kukliński. Życie ściśle tajne”. Recenzja została tak skonstruowana i zmanipulowana, iż wynikało z niej, że Kukliński potwierdza motywy wprowadzenia stanu wojennego, o których mówi generał Jaruzelski.
Komunistyczne kłamstwo, które w latach 80. miało zabić prawdę o bohaterstwie pułkownika i skazać go na miano „zdrajcy” dopadło go po latach, w „wolnej Polsce”.


Artykuł zamieszczony w nr 50/2010 Gazety Polskiej.

sobota, 22 października 2011

ZNAK KAINA

W tajnym dokumencie Komisji Ideologicznej KC PZPR z 6 listopada 1989 roku zatytułowanym „Propozycje działań związanych z ósmą rocznicą wprowadzenia stanu wojennego w Polsce” zawarto szczegółowe instrukcje dotyczące rozgrywania „problematyki stanu wojennego”. W „założeniach taktycznych” opracowania można przeczytać:
„W propagandzie należy łączyć rzeczową analizę przyczyn wprowadzenia stanu wojennego z ukazywaniem tego, w jaki sposób przerwanie groźnego biegu wydarzeń z 1981 r. umożliwiło późniejsze porozumienie, a w efekcie „okrągły stół” i głęboką transformację systemu politycznego Polski. Szczególnie mocno powinien być wyeksponowany motyw „mniejszego zła”.
Ta podstawowa teza komunistycznej propagandy została w III RP podniesiona do rangi dogmatu i skutecznie zaszczepiona Polakom. Jeśli dziś blisko 50 proc. społeczeństwa uznaje wprowadzenie stanu wojennego za dobrą decyzję i uzasadniony wybór „mniejszego zła” – mamy do czynienia z efektem jednej z największych manipulacji historycznych w dziejach Polski i triumfem komunistycznych bandytów, którzy wspólnie z koncesjonowaną „opozycją demokratyczną” zdecydowali o narzuceniu nam fałszywej interpretacji tego zbrodniczego aktu.
Kwintesencją zakłamanej dialektyki mogą być słowa Adama Michnika z artykułu o Ryszardzie Kuklińskim z 1998 roku, w którym autor zawarł ocenę pułkownika nazywając go „instrumentem tych, którzy prą do kolejnych awantur i wojen na górze” i napisał:
„Czy płk Kukliński uratował Polskę przed sowiecką inwazją? Więcej danych przemawia za tezą, że jeśli ktoś realnie ocalił Polskę od katastrofy takiej inwazji zimą 1981-82, to były to dwa inne czynniki. Pierwszy to rozumna postawa przywódców "Solidarności" i Kościoła katolickiego, którzy wybrali drogę długiego marszu i biernego cywilnego oporu. Drugi to polityka ekipy Jaruzelskiego, która nie dążyła do krwawej rozprawy i nie prowokowała krwawych reakcji odwetowych. Podczas stanu wojennego zginęło znacznie mniej osób niż np. w czasie zamachu majowego w 1926 r. Również to odsunęło problem sowieckiej interwencji.”
Podstawowe tezy Michnika znajdziemy w cytowanej powyżej instrukcji PZPR, gdzie m.in. napisano: „Bez decyzji o wprowadzeniu stanu wojennego Polska mogła stać się na przełomie 1981/82 areną nie tylko krwawych walk, nawet przy udziale wojsk krajów sąsiednich (bezsporne są fakty przygotowań do interwencji oddziałów radzieckich), ale i powodem destabilizacji sytuacji politycznej w Europie”.
Ta fałszywa historiozofia leży u podstaw stosunku III RP wobec zbrodni komunistycznych i sprawia, że do tej chwili nie osądzono sprawców stanu wojennego, a nawet nie ustalono liczby ofiar wyboru „mniejszego zła”. 
Ostatnia decyzja sędzi Sądu Okręgowego w Warszawie Ewy Jethon o wyłączeniu z procesu Wojciecha Jaruzelskiego „ze względu na zły stan zdrowia” oznacza, że sprawca cierpień milionów Polaków, sowiecki agent zbrodniczej Informacji Wojskowej odejdzie z tego świata bez wyroku skazującego. Zdaniem IPN są małe szanse, by Jaruzelski kiedykolwiek wrócił na salę sądu. Prokurator IPN stwierdziła, że wyłączenie jego sprawy oznacza, iż sąd w wyroku odniesie się do zachowań tylko tych oskarżonych, którzy pozostali w procesie. W lipcu br. również „ze względu na stan zdrowia” warszawski sąd zawiesił proces Jaruzelskiego za „sprawstwo kierownicze” zabójstwa robotników Wybrzeża w grudniu 1970 r.
Powoływanie się na stan zdrowia w obliczu odpowiedzialności karnej stanowi praktykę wszystkich komunistycznych aparatczyków stających przed sądem. Jest potwierdzeniem nie tylko pospolitego tchórzostwa, ale dowodzi arogancji i poczucia bezkarności ludzi, którzy odmawiając prawa do uczciwego procesu tysiącom skazanym w stanie wojennym, sami korzystają dziś z pełni praw obywatelskich i prawa do obrony. Szczególnie cynicznie wykorzystywał to prawo Jaruzelski, gdy powołując się na zły stan zdrowia przewlekał postępowanie sądowe, by w tym samym czasie uczestniczyć w paradach wojskowych na placu Czerwonym w Moskwie z okazji „zwycięstwa nad faszyzmem”.
Warto przypomnieć, że Wojciech Jaruzelski uczynił farsę z toczącego się od 2008 roku procesu składając podczas jednej z pierwszych rozpraw kuriozalne wnioski dowodowe o powołanie na świadków m.in.: Michaiła Gorbaczowa, Margaret Thatcher, Helmuta Schmidta czy Aleksandra Haiga. Stanisław Kania, w tym samym czasie wnioskował o powołanie świadków Zbigniewa Brzezińskiego i Anatolija Gribkowa, szefa sztabu sił zbrojnych Układu Warszawskiego. Obaj oskarżeni wnosili również o przeprowadzenie analizy setek dokumentów znajdujących się m.in. w kremlowskich archiwach. Jednocześnie Jaruzelski zapewniał, że zależy mu na „jawnym i szybkim procesie”.
Sędzia Jethon przychyliła się wówczas do tych wniosków i zażądała, by IPN uzupełnił akta postępowania, wykonując „typowe czynności śledcze". Do tych czynności sąd zaliczył m.in. przesłuchanie zgłoszonych świadków oraz zwrócenie do Rosji o dokumenty dotyczące spraw polskich z lat 1980-1981 oraz do USA w celu uzyskania akt CIA i akt wywiadu wojskowego oraz informacji wywiadowczych NATO. Zdaniem Ewy Jethon sporządzone dotychczas opinie prawne stały się nieaktualne i niepełne, a sędzia zażyczyła sobie powołania całego zespołu biegłych, którzy mieliby podpowiedzieć jak ma ocenić komunistyczną wojnę wypowiedzianą Polakom. Dopiero sąd wyższej instancji uznał bezpodstawność tych wniosków.
Na specjalnie założonej stronie internetowej Jaruzelski przywołuje setki dowodów, które miałyby wskazywać jakoby w 1981 roku Polska stała wobec groźby interwencji państw Układu Warszawskiego. Argumentacja szefa WRON jest identyczna z założeniami propagandowymi Komisji Ideologicznej KC PZPR, przyjętymi w III RP jako podstawa tezy o  działaniu w stanie wyższej konieczności wobec groźby sowieckiej interwencji.”
Przede wszystkim świadczy jednak, że sowiecki agent do końca wykonuje dyrektywy swoich zwierzchników.  To w protokole nr 7 Biura Politycznego KPZR z 23 kwietnia 1981 r. zawarto zalecenia, w których zachęcano władze PRL do straszenia opozycji i Zachodu groźbą sowieckiej interwencji w Polsce. Jednocześnie towarzysze radzieccy zalecali, by "kierownictwo polskie stale troszczyło się o stan armii i organów MSW, ich stabilność moralno-polityczną i gotowość wykonywania swych obowiązków obrony socjalizmu".
Dokument Komisji Ideologicznej PZPR z listopada 1989 roku mówi zaś wyraźnie, iż: „Należy zabiegać o sygnał ze strony władz radzieckich świadczący o tym, iż stan wojenny uchronił Polskę od zewnętrznej interwencji. Biorąc pod uwagę rozrachunkową szczerość obecnych władz radzieckich, można liczyć na wywołanie jakiejś formy publicznego stanowiska w tej sprawie (np. w postaci wypowiedzi rzecznika prasowego MSZ).”
Autorem szeregu wywodów Jaruzelskiego jest szczególnie przezeń ceniony peerelowski „historyk wojskowości” płk Zbigniew Kumoś, który w książce „O wolną i demokratyczną Polskę: myśl polityczno-wojskowa lewicy polskiej w ZSRR 1940-1944” z 1985 roku powielał kłamstwo katyńskie, twierdząc, iż „kosztem interesu narodowego  wykorzystano niemiecką prowokację do ataków na ZSRR”.  Na historyczne ustalenia Kumosia, Jaruzelski powoływał się podczas wielogodzinnych wyjaśnień składanych przed Sądem Okręgowym w Warszawie w październiku 2008 r.  Sam Kumoś jest autorem „listu otwartego” z października 2004 roku skierowanego do prezesa IPN Leona Kieresa, w którym m.in. można przeczytać: W związku ze zbliżająca się 23 rocznicą stanu wojennego Instytut Badań Naukowych przypomina by wydarzenia z przeszłości, szczególnie te kontrowersyjne można było dyskutować na szerokiej płaszczyźnie różnych ustaleń, poglądów i ocen. Dotychczas obraz ten był jednostronny.” Dziś Kumoś jest członkiem zarządu stowarzyszenia „SOWA” zrzeszającego byłych oficerów Wojskowych Służb Informacyjnych. Jego udział w tym gremium może świadczyć, że inicjatywa powołania „SOWY” ma przyzwolenie starej kadry komunistycznej bezpieki i osobiste „błogosławieństwo” Jaruzelskiego i Kiszczaka. Trudno pozbyć się wrażenia, że proces twórców stanu wojennego od początku toczy się w taki sposób, by sąd nie musiał wydawać wyroku na Jaruzelskiego i nie brał odpowiedzialności za ocenę konsekwencji prawnych działań wojskowej junty.  Ta tchórzliwa strategia zdaje się wynikać z obaw przed jednoznacznym potępieniem zamachu z 13 grudnia i jest podyktowana racjami politycznymi, których przyczyny należy upatrywać w uzgodnieniach okrągłego stołu.
Sędziowie III RP nie potrafią odpowiedzieć nawet na pytanie o legalność decyzji WRON i uznają tę kwestię za podległą ocenom historyków. W roku 2008 sędzia  Rajmund Chajneta przewodniczący wydziału, w którym rozpatrywana była sprawa stanu wojennego, tłumacząc powołanie trzyosobowego składu sądu wyznał wprost: „Ten proces ma odpowiedzieć na fundamentalne dla historii Polski końca XX w. pytanie, czy wprowadzenie stanu wojennego było legalne, czy też nie. Byłoby dziwne, gdyby ocenę miał formułować jeden sędzia".
Sędzia Chajneta najwyraźniej zapomniał, że „fundamentalne pytanie historyczne” zostało rozstrzygnięte już w lutym 1992 r., gdy Sejm RP przyjął uchwałę stwierdzającą, że decyzja o wprowadzeniu stanu wojennego była nielegalna. Jednak dopiero w marcu br. zapadł wyrok Trybunału Konstytucyjnego, w którym uznano za niekonstytucyjne dekrety Rady Państwa PRL o stanie wojennym z 12 grudnia 1981r. Wcześniej Sąd Najwyższy roztoczył parasol ochronny nad „wymiarem sprawiedliwości” PRL i uznał, że sędziowie musieli stosować owe dekrety, bo sądy nie mogły kontrolować konstytucyjności ustaw, nawet jeśli naruszały one zasadę niedziałania prawa wstecz. Po tej uchwale, IPN nie mógł już postawić zarzutów żadnemu sędziemu czy prokuratorowi, którzy oskarżali, skazywali i przedłużali areszty wobec działaczy "Solidarności" między 12 a 16 grudnia, kiedy dekret jeszcze nie obowiązywał.
Możemy przypuszczać, że obecnie nawet dziesiątki „mędrców Temidy" nie będą w stanie odpowiedzieć na pytanie, na które odpowiedź zna każdy przyzwoity człowiek. Cały proces autorów stanu wojennego przypomina zaś dosadny i celnie wymierzony policzek tym milionom Polaków, którzy nie stracili pamięci z chwilą proklamacji „nowego państwa” i doskonale wiedzą, czym był stan wojenny i kim byli sowieccy zdrajcy w polskich mundurach. Jak wszyscy tchórze udający polskich patriotów, ludzie ci skryli się dziś za instytucjami prawa wykorzystując mechanizmy z którymi walczyli i których stosowania odmawiali innym. 
Niewykluczone, że na decyzję o wyłączeniu z procesu Jaruzelskiego mogły mieć wpływ zdarzenia ostatnich miesięcy. Sędzia prowadząca sprawę musiała przecież pamiętać, że ewentualny wyrok będzie dotyczył człowieka, który przez obecnego prezydenta III RP jest uznawany za wybitnego eksperta ds. polityki międzynarodowej i bywa częstym gościem Belwederu. Obecność Jaruzelskiego na posiedzeniu Rady Bezpieczeństwa Narodowego, zaproszenie go na uroczystość wręczenia Komorowskiemu insygniów Orderu Orła Białego czy obecność agenta „Wolskiego” w trakcie rozmowy Komorowskiego z Miedwiediewem – nie mogły ujść uwadze sądów wyczulonych na wszelkie fluktuacje i objawy intencji obecnej władzy. 
Bronisław Komorowski od lat należy do gorliwych obrońców Jaruzelskiego. Już w roku 2005 usilnie sprzeciwiał się inicjatywie Jarosława Kaczyńskiego, gdy ten chciał pozbawić „Wolskiego” przywilejów należnych byłemu prezydentowi oraz odebrać mu stopień generalski. „To zły pomysł – perorował wówczas polityk PO – Trzeba umieć oddzielić regulacje ustawowe dotyczące wszystkich byłych prezydentów od oceny ich działalności, nie można karać kogoś za błędne decyzje lub niewłaściwe zachowanie, odbierając uprawnienia”.
Rok później, w wywiadzie dla Moniki Olejnik Komorowski twierdził, że „zabranie Jaruzelskiemu stopnia generalskiego oznaczałoby, że przekreślamy całą drogę żołnierską generała, a ta nie cała przecież była zła”. Postać agenta sowieckiej Informacji Wojskowej Komorowski nazwał „do pewnego stopnia tragiczną” argumentując, że Jaruzelski wziął udział w demontowaniu własnego systemu, za którym się opowiadał i którym żył przez całe życie. Ówczesny marszałek Sejmu podkreślał przy tym, że „niewątpliwie gdzieś miały swoje istotne znaczenie jego korzenie rodzinne, tradycja, dla myślenia w kategoriach patriotyzmu”.
Tę nieskrywaną sympatię odwzajemnia również Jaruzelski, nazywając przed wyborami prezydenckimi kandydata PO „mężem stanu” i twierdząc, że Komorowski jest nie tylko obdarzony charyzmą, ale "cechują go również godność i dostojeństwo".
Decyzja o wyłączeniu z procesu Wojciecha Jaruzelskiego zapadła na trzy miesiące przed 30 rocznicą wprowadzenia stanu wojennego. Jest dowodem bezsilność i nieudolności systemu prawnego III RP i zdaje się potwierdzać, że żaden ze zbrodniarzy komunistycznych nie poniesie doczesnej odpowiedzialności. Nie tłumaczą jej racje moralne ani wzgląd na wiek i stan zdrowia oskarżonego. W osądzeniu Jaruzelskiego nie chodziło przecież o wymiar kary bądź jej wykonanie. Ta decyzja podważa nie tylko zasadę równości wobec prawa ale kłóci się z elementarnym poczuciem sprawiedliwości, które nakazuje napiętnować winę – niezależnie od stanu i pozycji sprawcy. Podjęta w zgodzie z prawem III RP jest jednocześnie głęboko nieetyczna i krzywdząca. Uwalnia bowiem od odpowiedzialności karnej człowieka, którego życiowa postawa symbolizuje najgorsze cechy zdrajcy i prześladowcy własnego narodu. 
W cytowanym na początku tajnym dokumencie KC PZPR z roku 1989, w rozdziale zatytułowanym „Działalność polityczna” wydano polecenie :
Należy rozważyć sprawę podjęcia ważnych inicjatyw politycznych tak, aby uwaga opinii publicznej została, przynajmniej częściowo, odwrócona od problematyki historycznej, a skupiona na rozwiązywaniu problemów dnia dzisiejszego i jutra. Wydaje się, że jest to stosowna pora, by z inicjatywy Prezydenta w tym właśnie okresie doszło do swoistego „drugiego okrągłego stołu”, lub, co wydaje się bardziej przekonywające – do inauguracji pracy Rady Politycznej, która podjęłaby kluczowe zagadnienia związane z sytuacją społeczno-gospodarczą kraju [...]
Oceniając z dzisiejszej perspektywy dyspozycje partyjne sprzed 22 lat, można odnieść wrażenie, że obecna władza doskonale wypełnia postulat „odwracania od problematyki historycznej”, zaś poglądy lokatora Belwederu sytuują go w roli godnego następcy gen. Jaruzelskiego.


Artykuł opublikowany w nr 42/2011  Gazety Polskiej.