Prezydentura Donalda Trumpa nie przyniesie przełomu.
Nie zmieni globalnych relacji na korzyść Ameryki i nie wpłynie na zmniejszenie
światowych zagrożeń. Donald Trump nie tylko nie odbuduje mocarstwowej pozycji USA,
lecz swoją krótkowzroczną, dyletancką polityką wzmocni jej największego wroga.
Kardynalnym błędem Donalda Trumpa nie jest
koncepcja odbudowy stosunków z Rosją. Nie jest nim również upatrywanie w Putinie
sprzymierzeńca w walce z terroryzmem, przyzwolenie na okupację Krymu czy
uczynienie z kremlowskiego watażki głównego gracza na Bliskim Wschodzie. Te groźne
kryteria, mające ułatwić ludziom Trumpa robienie interesów z Rosją, są zaledwie
konsekwencją znacznie poważniejszej herezji.
Błędem, który wyklucza Trumpa z grona wielkich
graczy i wizjonerów politycznych, jest przekonanie, że można „rozegrać” Rosję
przeciwko Chinom i na odbudowie relacji z Putinem doprowadzić do osłabienia
Państwa Środka.
Jakiekolwiek motywy przypisać działaniom nowego
przywódcy USA i jakkolwiek oceniać infantylizm jego poglądów na świat, to
stanowisko ujawnia zatrważającą ignorancję polityczną i już dziś pozwala przewidzieć
fiasko amerykańskiej strategii.
Gdy w jednym z niedawnych wywiadów, Donald Trump
przyznał, że „chciałby wykorzystać
wszelkie dostępne środki, aby zbalansować stosunki z Moskwą i Pekinem” i
zapewnił, że „dopóki nie zauważy zmiany w
podejściu Pekinu do szkodzących gospodarce USA praktyk walutowych i handlowych
nie będzie się trzymał porozumienia z ChRL z roku 1979”, ujawnił przywiązanie
do najgroźniejszego zabobonu politycznego XX wieku. Jego ciepłe deklaracje pod
adresem Putina -"Jeśli się
porozumiemy i Rosja faktycznie nas wesprze, jeżeli ktoś robi naprawdę wspaniałe
rzeczy, dlaczego utrzymywać sankcje?” oraz naiwna wiara, że umizgi do
pułkownika KGB stworzą przeciwwagę dla relacji z Chinami, są dla mnie
dostatecznym argumentem, by odmówić Trumpowi miana poważnego polityka.
Genezy fałszywej wizji, w której Rosję można
„rozegrać” przeciwko Chinom należy doszukiwać się w koncepcji wyrażonej onegdaj
przez Winstona Churchilla - o gotowości „sprzymierzenia
się z diabłem, żeby tylko wypędzić szatana”. Zaledwie „diabłem” miał być wówczas
Stalin, odpowiedzialny za śmierć blisko 200 milionów istnień. W opinii
przywódców „wolnego świata” stanowił on mniejsze zagrożenie od „szatana” –
Hitlera, winnego zagładzie prawie 60 milionów ludzi.
Współczesna geopolityka stanowi prostą kontynuację
tamtej mitologii i wspiera na szalbierskich dogmatach ustanowionych w czasach Jałty.
Nie ma w niej miejsca na racjonalną metodologię, która uwzględniałaby
rzeczywiste relacje „diabła i szatana”
ani na prawidłową ocenę głównej broni światowego komunizmu - strategii podstępu i dezinformacji.