Nie będziemy razem, bo nie ma przyzwolenia na zdradę o świcie i na fałsz przekraczający ludzką miarę. Nie możemy być razem, bo nasz gniew jest dziś bezsilny, gdy zabrano nam tylu niezastąpionych. Nigdy nie będziemy razem, bo pamiętamy - kto siał nienawiść i chciał zebrać jej żniwo.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą PRL. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą PRL. Pokaż wszystkie posty

środa, 8 lutego 2017

ESBECKI GAMBIT

Jedna z metod pracy operacyjnej SB polegała na atakach wymierzonych w rodzinę, bliskich oraz osoby z otoczenia figuranta. Sięgano po nią tym chętniej, jeśli sam figurant – z powodu pozycji społecznej, autorytetu lub środowiskowej reputacji, znajdował się poza zasięgiem bezpośrednich działań esbeków, zaś klasyczne metody operacyjne (podsłuchy, inwigilacja, prowokacje) nie przyniosły spodziewanych rezultatów.
Atak na osoby bliskie czy współpracowników stosowano wtedy, gdy (mimo usilnych starań esbeków) nie potrafiono znaleźć żadnego „haka” ani skutecznego komprmateriału na samego figuranta. Zastraszając i nękając ludzi z jego otoczenia, liczono nie tylko na pozyskanie takich narzędzi, ale też na wzbudzenie w figurancie poczucia „winy” („to przez ciebie muszą cierpieć bliskie ci osoby”) oraz zmuszenie go do określonych zachowań, ustępstw i rezygnacji.
Ponieważ III RP zbudowano na pakcie esbeków z ich agenturą i z tego środowiska wywodzi się większość przedstawicieli obecnych „elit”, również zasady pracy operacyjnej SB zostały zaprzęgnięte w  rozgrywki i schematy działań publicznych. Tam, gdzie ludzie ślepi lub głupi chcą dostrzegać „mechanizmy polityczne” i śledzić „naturalne procesy demokracji”, zwykle mamy do czynienia z klasyczną kombinacją operacyjną i pragmatyką pracy służb specjalnych.
Teza ta doskonale się broni na przykładzie obecnej wojny hybrydowej – rozgrywanej według zasad zaczerpniętych z arsenału SB: poczynając od akcji propagandowych i dezinformacyjnych (z wykorzystaniem funkcjonariuszy z podległych ośrodków medialnych), poprzez gry i kombinacje wymuszające określone zachowanie przeciwnika, po stosowanie prowokacji i dywersji politycznej, jako formy działania partii i grup określanych mianem „opozycji”. Również analiza narzędzi wykorzystywanych przez ową „opozycję” nie pozostawia wątpliwości, że mocodawców i źródeł inspiracji należy szukać w środowisku byłych esbeków.
Sami zaś, tzw. politycy „opozycji” oraz poszczególne indywidua wystawiane na widok publiczny, spełniają w tej grze rolę „słupów ogłoszeniowych” i nie posiadają większych właściwości sprawczych.
W ramach prowadzonej przez to środowisko wojny, można wskazać jeden, za to niezwykle spektakularny przykład, który znakomicie obrazuje charakterystykę pracy operacyjnej bezpieki i obnaża intencje mocodawców „opozycji”.
Od wielu miesięcy, a dokładnie od dnia likwidacji tzw. Centrum Eksperckiego NATO (grudzień 2015) osoba Bartłomieja Misiewicza znajduje się na celowniku środowisk chcących uderzyć w samego szefa MON. Ataki na dyrektora gabinetu politycznego, są efektem stosowania opisanej powyżej metody operacyjnej i częścią kombinacji zmierzającej do pozbawienia stanowiska Antoniego Macierewicza . To jest przyczyna owej „koncentracji wysiłku dezinformacyjnego”, o którą pytał niedawno szef MON.
„Zastępczy cel” nie jest oczywiście przypadkowy.
Likwidacja „Centrum”, w której aktywnie uczestniczył Bartłomiej Misiewicz uniemożliwiła ludziom ze środowiska b.WSI stworzenie „eksterytorialnej” służby specjalnej, wyjętej spod władzy i jurysdykcji ministra obrony narodowej.  Szefami nowej struktury mieli zostać oficerowie SKW, przyjęci do służby przez reżim PO-PSL. Projekt realizowany przez ówczesne kierownictwo SKW, miał stanowić rodzaj „wyborczego spadochronu”, dzięki któremu oficerowie ci staliby się  „nietykalni” i praktycznie nieusuwalni ze struktur Sił Zbrojnych. Jedynie szybka i zdecydowana reakcja ministra Macierewicza, zapobiegła tym planom. Na odpowiedź „skrzywdzonych” nie trzeba było długo czekać. Pułkownik Dusza wysmarował natychmiast sześciostronicowy elaborat, a publikująca go „GW” przypuściła atak na nowe kierownictwo MON, alarmując o „Demolce kontrwywiadu”. Marek Biernacki, były koordynator służb specjalnych, w liście do prezydenta Andrzeja Dudy zadawał zaś dramatyczne pytanie - "Czy przypadkiem celem niespodziewanego najścia nie była  potencjalna a bardziej domniemana zawartość kasy pancernej w CEK NATO? Ciekawe, a na jakie to dokumenty liczyli trafić kontrolerzy ministra?"

wtorek, 10 stycznia 2017

MY NIE WIEMY – RZECZ O GRANICACH

"Służba Bezpieczeństwa może i powinna kreować rożne stowarzyszenia, kluby czy nawet partie polityczne. Ma za zadanie głęboko infiltrować istniejące gremia kierownicze tych organizacji na szczeblu centralnym i wojewódzkim, a także na szczeblach podstawowych, musza być one przez nas operacyjnie opanowane. Musimy zapewnić operacyjne możliwości oddziaływania na te organizacje, kreowania ich działalności i kierowania ich polityką" – instruował  Czesław Kiszczak, podczas posiedzenia kierownictwa MSW, w lutym 1989 roku.
Dziś wiemy, że cały proces „transformacji ustrojowej” był kierowany i nadzorowany przez bezpiekę. Nim rozpoczęły się rozmowy okrągłego stołu, instrukcje SB wskazywały na potrzebę „wspierania zwolenników konstruktywnego nurtu opozycji w naszym kraju, kosztem wyhamowania najbardziej agresywnych inicjatyw podejmowanych przez ekstremistów".
W ramach dyspozycji wydanych przez szefa bezpieki, inspirowano więc powstawanie nowych partii i środowisk politycznych. Udział w tym procederze brali ludzie powiązani z policją polityczną PRL, którzy po roku 1990 przemienili się w biznesmenów, bankierów i polityków. Jedną z partii, w której znalazły się takie postacie, był Kongres Liberalno Demokratyczny, z którego, w roku 2001 powstała Platforma Obywatelska.
Gdy w świetle kamer telewizyjnych „trzech tenorów” obwieszczało powołanie „nowej siły” zapowiadając przy tym „uwalnianie tkwiących w nas talentów”, Ludwik Dorn w Tygodniku „Nowe Państwo” (z 2.03.2001) pisał: „Niezależnie od tego, że udział w tym przedsięwzięciu bierze szereg osobistości politycznych o życiorysach związanych z opozycją wobec PRL, to zarówno Andrzej Olechowski, główny animator Platformy (zarejestrowany tajny współpracownik kontrwywiadu zagranicznego PRL), jak i jego bezpośrednie zaplecze intelektualno-organizacyjne w postaci funkcjonariuszy komunistycznych służb specjalnych (generałowie Petelicki i Czempiński) oraz grupa finansowego wsparcia (Business Centre Club, gdzie czołową rolę odgrywają byli pracownicy biur radców handlowych PRL-owskich ambasad) kojarzeni są z komunistycznym wywiadem – dawnym I Departamentem MSW. Platforma Obywatelska nie jest wyłącznie ekspozyturą “jedynki”, ale w rękach realnej grupy kierowniczej stanowi użyteczne, w dużym stopniu kontrolowane narzędzie realizacji jej ekonomicznych interesów.

wtorek, 9 września 2014

ZBRODNIA ZAŁOŻYCIELSKA III RP - Zabójstwo Księdza Jerzego Popiełuszki


Już od dnia zabójstwa księdza Jerzego, komunistyczna propaganda uruchomiła dwie podstawowe dezinformacje: o politycznym charakterze mordu oraz o prowokacji wymierzonej w ekipę Jaruzelskiego. Nietrudno zauważyć, że kłamstwa te przetrwały do czasów współczesnych i w dużej mierze decydują o stosunku Polaków do zbrodni założycielskiej III RP.
Wskazywałem już, że w oświadczeniu episkopatu Polski z 1984 roku powtórzono tezę PRL-owskiej propagandy, jakoby ksiądz Jerzy tak naprawdę był działaczem politycznym, a jego porwanie stanowiło element walki politycznej. Do takiej opinii skłaniał się prymas Glemp i wielu innych hierarchów polskiego Kościoła.
Dopiero papieski dekret o męczeństwie księdza Jerzego, przeciął tę nić komunistycznego łgarstwa. Benedykt XVI, postanawiając o wyniesieniu na ołtarze Kapelana Solidarności, stwierdził, iż został On - ucciso in odio alla Fede - zabity z nienawiści do wiary. To niezwykle ważne sformułowanie zadawało kłam wielokrotnie podnoszonej i przez lata powielanej tezie o politycznym podłożu morderstwa.
Od czasu propagandowych seansów Urbana, postać księdza Jerzego przedstawiano jako człowieka zaangażowanego w sprawy polityczne. Koncepcja taka wynikała z założeń systemowej walki z Kościołem katolickim, prowadzonej pod sztandarem zwalczania „rozpolitykowanego” kleru. I choć komuniści starali się przekonać społeczeństwo, że nie walczą z całym Kościołem, religią czy Bogiem, działalność duchowieństwa stanowiła dla nich zagrożenie ideologiczne, na tyle ważne, że w jednym z dokumentów SB księży nazwano wprost „nosicielami obcej nam ideologii”.
Gdy zabiegając o pozory legalizmu, władza komunistyczna stawiała duchownych przed sądami, starała się zawsze pokazać społeczeństwu, że nie represjonuje księży za głoszone przez nich prawdy wiary, za wierność Ewangelii czy za pomoc prześladowanym, lecz rozprawia się z rzekomymi przestępcami, winnymi szpiegostwa, nadużyć finansowych, działalności antysocjalistycznej. Wyraźnie można tu dostrzec analogię do metody stosowanej w latach 30. przez hitlerowców, którzy walkę z Kościołem prowadzili w myśl hasła „Nie męczennicy, lecz przestępcy”. Tym celom służyło nagłośnienie pokazowych procesów duchownych-przestępców. Obraz księdza – rozpolitykowanego agitatora, zaangażowanego w polityczne spory i podziały, służył komunistom jako doskonały pretekst do zwalczania Kościoła, do walki z wiarą i przesłaniem Ewangelii.

środa, 9 lipca 2014

OFFSET – CZYLI JAK ZAROBIĆ NA DRUGĄ KADENCJĘ


Podpisanie przez lokatora Belwederu nowej ustawy offsetowej,  to najważniejsze wydarzenie ostatnich dni. Ponieważ temat przekracza obszar medialnych wrzutek i jest bardziej skomplikowany od rezonowania kombinacji pt. afera podsłuchowa, nie został odnotowany przez „nasze” media, a tym bardziej, nie spotkał się z reakcją opozycji. To dostatecznie dobra rekomendacja, by zaprezentować go na moim blogu.
Nie chcąc zanudzać czytelników nadmiarem szczegółowym informacji, wskażę jedynie, że nowa ustawa o niektórych umowach kompensacyjnych zawieranych w związku z umowami dostaw na potrzeby obronności i bezpieczeństwa państwa oraz niektórych innych ustaw (jak brzmi jej pełna nazwa), dotyczy zamówień „niezbędnych dla bezpieczeństwa państwa”. Zgodnie z nowymi regulacjami, za realizację offsetu będzie odtąd odpowiedzialne Ministerstwo Obrony Narodowej, a nie (jak dotychczas) Ministerstwo Gospodarki. Druga istotna zmiana polega na odejściu od zasady, iż offset ma wspierać rozwój polskiej gospodarki. Od dziś  nowe umowy offsetowe przede wszystkim „mają służyć ochronie podstawowych interesów bezpieczeństwa państwa” i nie będą ograniczane interesem ekonomicznym. Oznacza to, że offset zmieni charakter z czysto ekonomicznego (jako czynnik kompensujący wydatki państwa poniesione za granicą) na obronny.
Jak wyjaśnia portal defence24.pl „od wejścia podpisanej 7 lipca w życie ustawy za offset będzie się uznawać współpracę między Skarbem Państwa a kontrahentem zagranicznym w celu zapewnienia polskiemu potencjałowi przemysłowo – obronnemu zdolności „niezbędnych z punktu widzenia bezpieczeństwa państwa”, o charakterze produkcyjnym czy remontowym, a także transferu technologii. Wcześniej umowa offsetowa miała zapewnić udział zagranicznych dostawców w restrukturyzacji i rozwoju gospodarki Rzeczypospolitej Polskiej.”
Zdaniem twórców, nowa ustawa ma służyć „dostosowaniu  do wymogów prawa unijnego” i prowadzić do  wzmocnienia sił zbrojnych i krajowego przemysłu zbrojeniowego”. Gdyby III RP była państwem prawa i demokracji, zaś rządy sprawowali reprezentanci polskiej rację stanu - zapewne tak można byłoby interpretować niektóre zapisy ustawy. W hybrydzie PRL-u, to propagandowa mrzonka.
Ustawa offsetowa ma w zasadzie jedno, praktyczne zastosowanie. Od tej chwili MON (a właściwie ludzie zarządzający zbrojeniówką oraz grupa wyższych oficerów zajmujących się zakupami uzbrojenia) otrzyma prawo dokonywania transakcji według własnego uznania. Kryterium nazwane szumnie „podstawowym interesem bezpieczeństwa państwa” jest bowiem tyleż pojemne, jak nieprecyzyjne. W warunkach III RP, gdzie stanowisko szefa MON zajmuje kompletny ignorant, a o polityce zbrojeniowej decydują belwederscy „stratedzy”, ustawa offsetowa jest ogromnym prezentem legislacyjnym na rzecz lobby zbrojeniowego.
Prezentem wielce kosztownym, bo tylko w tym roku „plan modernizacji technicznej” sił zbrojnych przewiduje wydanie ponad 8 mld zł na zakup nowych rodzajów broni. Jeśli zaś Komorowskiemu uda się zdyscyplinować rząd Tuska, można liczyć, że od przyszłego roku budżet ten wzrośnie.
Prace nad ustawą trwały od 2012 roku, a jej zapisy usankcjonowały wiele z dotychczasowych praktyk MON, w tym dokonywanie zakupów bez offsetu. W ten sposób zakupiono w ubiegłym roku 307 Rosomaków czy używane czołgi Leopardy. Być może za kilka lat dowiemy się o okolicznościach, w jakich zawarto te umowy. Nie jest też tajemnicą, że przekazanie uprawnień do MON oznacza nieuchronną eliminację offsetu z umów zbrojeniowych. Stanie się tak z korzyścią dla tych, którzy sprzedają i kupują uzbrojenie, choć niekoniecznie z korzyścią dla państwa.
Ustawa otwiera ogromne pole do nadużyć i korupcji. Jeśli bowiem offset jest wkalkulowany w cenę każdego sprzętu wojskowego, a kontrahent  go nie chce, oznacza to, że uczestnicy negocjacji mają „do podziału” określoną kwotę. Sprzedawca dostanie zatem premię za przygotowanie korzystnej umowy, kupujący otrzyma  zaś cenne „suweniry” itp. dowody  wdzięczności. Jak i do kogo one trafią, zostanie okryte tajemnicą negocjacji handlowych.
Warto zauważyć, że ustawa wchodzi w życie w tym samym czasie, gdy w ramach tzw. konsolidacji przemysłu zbrojeniowego powołano Polską Grupę Zbrojeniową. Już na początku tego roku rząd zdecydował o wniesieniu udziałów 12 spółek należących do Skarbu Państwa do nowoutworzonej spółki PGZ SA. Docelowo ma ona liczyć ok. 30 podmiotów i będzie podlegać ministrowi skarbu. Szef MON stwierdził wówczas, iż „konsolidacja przemysłu obronnego jest konieczna, aby realizować wielkie zamówienia zbrojeniowe”. Proces ten ma zakończyć się jesienią br.
Ponieważ po udanym przeprowadzeniu „konsolidacji” MON utraci realne wpływy na przemysł zbrojeniowy (pozbędzie się kontroli nad zakładami wojskowymi), staje się oczywiste, że zapisy ustawy offsetowej są fikcją. O zakupach broni nie będą decydowali urzędnicy ministerialni, lecz przedstawiciele lobby zbrojeniowego. Tam też trafią pieniądze przeznaczone na „modernizację sił zbrojnych” - dokonywaną według projektów Belwederu i futurystyczno-propagandowej wizji pod nazwą ”doktryna Komorowskiego”. Można się spodziewać, że przy umiejętnym rozgrywaniu różnych straszaków i demagogicznych haseł, będą to największe pieniądze, jakie wypłyną z budżetu III RP w najbliższych latach.  Posłużą one nie tylko umocnieniu lobby zbrojeniowego ( w którym główną rolę będą odgrywali ludzie związani z byłymi WSI)  i utrwaleniu władzy komunistycznych trepów nad siłami zbrojnymi, ale będą jednym z najważniejszych „grantów” stabilizujących reżim prezydencki.

Linki:


środa, 26 lutego 2014

KALENDARIUM PAŃSTWA POLICYJNEGO. SUPLEMENT


W październiku 2012 roku, na łamach Gazety Polskiej opublikowałem listę zdarzeń świadczących o wzroście represyjności systemu policyjno-sądowego. Ilość i ukierunkowanie incydentów mogły sugerować, że mamy do czynienia z działaniami rozmyślnymi, których celem jest zastraszenie obywateli i represjonowanie Polaków za określone poglądy i zachowania.
Poniższy suplement, ograniczony tylko do reprezentatywnych faktów, potwierdza taką tezę.  Ofiarami aparatu ścigania i tzw. wymiaru sprawiedliwości padają najczęściej osoby, które w jakiejkolwiek formie wyrażały sprzeciw wobec reżimu lub manifestowały niezależność poglądów. Dotykają one również ludzi najsłabszych, którzy mieli nieszczęście znaleźć się w polu zainteresowania instytucji „stojących na straży prawa” III RP.
- Donos jednego z parafian spowodował interwencję policji wobec ks. Tomasza Duszkiewicza, wikariusza we wsi  Sadowne w powiecie węgrowskim. Kazanie księdza wygłoszone z okazji Święta Niepodległości i nawiązujące do Smoleńska, tak dalece nie spodobało się miejscowym stróżom prawa, że odwiedzili księdza nawet w szpitalu. Rzecznik policji w Węgrowie potwierdziła: „Przeprowadzono rozmowę i sporządzono notatkę. Księdzu zwrócono uwagę, że jego słowa dotyczące policji nie były prawdą”.
- Wypowiedź Grzegorza Brauna - „Wiara, że tu można cokolwiek załatwić, jeśli się nie wyprawi na tamten świat tuzina redaktorów ''Wyborczej'' i dwóch tuzinów drugiej gwiazdy śmierci, TVN”, spowodowała wszczęcie postępowania przez Prokuraturę Rejonową Warszawa-Śródmieście o czyn z art.255 k.k. (nawoływanie do popełnienia zbrodni).
- Ta sama prokuratura prowadziła w tym czasie śledztwo „w sprawie publicznego pochwalania przestępstwa” przeciwko szefowi Narodowego Odrodzenia Polski Adamowi Gmurczykowi, który w Internecie skomentował wrocławskie zajścia, do jakich doszło w tzw. squacie w dniu Święta Niepodległości, słowami: "Jako człowiek - dziękuję im za to. Nie ustawajcie!".
- W grudniu 2012 funkcjonariusze policji i ABW, strasząc i grożąc, przesłuchiwali sześciu licealistów z Krakowa - pasjonatów historii, którzy zawiązali młodzieżową grupę z inicjatywy krakowskich kombatantów ze środowiska Narodowych Sił Zbrojnych. Chodziło rzekomo o sprawę Brunona K. Funkcjonariusze interweniowali w szkole, do której chodzili chłopcy, i przeszukali mieszkania ich rodziców. Zatrzymanych licealistów wypytywano o poglądy polityczne, opinie na temat Unii Europejskiej i NATO oraz straszono, że prowadzona przez nich działalność "ma wszelkie znamiona działalności terrorystycznej".

środa, 12 lutego 2014

AGENTURA - WYCHOWANIE DO NIENAWIŚCI


Fragment jednego z rozdziałów mojej książki „BEZPIEKA O MITOLOGII SŁUŻB SPECJALNYCH PRL” wydanej w roku 2013 przez wydawnictwo Bollinari Publishing House.

GPU dokonało największego cudu wszechczasów. Zdołało zmienić naturę Rosjanina, bowiem po raz pierwszy w Rosji uznano donosicielstwo za cnotę, a funkcjonariuszy tajnej policji za bohaterów” – głosił w roku 1925 główny ideolog partii bolszewickiej Nikołaj Bucharin.
Donosicielstwo – uznane za synonim „uspołecznienia” stanowiło jedną z podstawowych norm funkcjonowania systemu sowieckiego. Podniesione do rangi postawy cenionej  i prospołecznej stało się głównym czynnikiem ułatwiającym kontrolowanie i represjonowanie społeczeństwa. Sekretnyje sotrudniki (zwani seksotami) stanowili nieocenione „oczy i uszy” władzy komunistycznej, na nich również wspierała się działalność organów bezpieczeństwa. „Każdy pracujący jest funkcjonariuszem NKWD” – mógł deklarować Anastas Mikojan w przemówieniu z okazji 20-lecia istnienia służb sowieckich.
„Polskim” komunistom instalującym w naszym kraju zbrodniczy system, nigdy nie powiódł się zamysł stworzenia „społeczeństwa socjalistycznego”, w którym zdrada i donosicielstwo byłyby uznane za cnotę. 
Kolaboracja z bezpieką, donoszenie na sąsiadów i bliskich – zawsze uważane było za hańbiące i naganne. Donosicieli się bano, ale obdarzano ich pogardą, zaś ujawnienie zdrady groziło zwykle ostracyzmem i środowiskowym wykluczeniem. Nawet w latach największego terroru nie udało się zaszczepić Polakom norm „człowieka sowieckiego”. Zdecydowana większość odrzucała mentalność zdrajcy i gardziła seksotami bezpieki.
Warto mieć świadomość rzeczywistej skali tego zjawiska. W roku 1949 z Ministerstwem Bezpieczeństwa Publicznego współpracowało już ponad 53 tys. ludzi, w tym 5 tys. agentów i 48 tys. informatorów. Wielu z nich to ludzie „odziedziczeni” po Gestapo, jak np. Danko Redlich, przedwojenny komunistyczny agent, który po współpracy z Niemcami, donosił później dla Urzędu Bezpieczeństwa. W następnych latach liczba współpracowników uległa zwielokrotnieniu i w roku 1953 było ich już blisko 120 tys.
Jak podaje Filip Musiał w opracowaniu – „Mity historyczne - mity polityczne” ( w pracy zbiorowej „Rzeczpospolita 1989-2009: zwykłe państwo Polaków? - Ośrodek Myśli Politycznej 2009r): „u schyłku 1988 r. SB miała „na kontakcie” 98 tys. tajnych współpracowników. Do tej liczby należy dodać pozostałe kategorie osobowych źródeł informacji pionów SB działających w kraju (kontakty operacyjne, konsultantów), tzw. wywiadu MSW oraz służb wojskowych.
Mówimy zatem o liczbie znacznie przekraczającej 100 tys. osób, które w chwili wydarzeń 1989 r. tajnie wspierały komunistyczny aparat represji. Liczba ta jednak wciąż nie jest ostateczna, bowiem musimy do niej dodać wszystkie te osoby, które w 1989 r. nie utrzymywały już kontaktów z SB czy służbami wojskowymi, jednak wcześniej – z różnych względów, w różnych okolicznościach i w różnym zakresie – były uwikłane w tajne kontakty z komunistycznym aparatem represji. Ostrożnie szacując mówimy zapewne o kilkuset tysiącach osób (wśród których liczni byli reprezentanci byłej opozycji, środowisk naukowych, twórczych, artystycznych, dziennikarskich itp.), które nie były zainteresowane publicznym ujawnianiem swych kontaktów z komunistyczną policją polityczną.”
Istnieją również opracowania, z których wynika, że do roku 1989 bezpiece udało się pozyskać ponad 3 miliony tajnych współpracowników, przy czym chodzi tu o całą kartotekę TW, a nie stan na jeden rok.

niedziela, 9 lutego 2014

SKAZANY PRZEZ III RP. RZECZ O PUŁKOWNIKU (3)


Wkrótce minie dziesiąta rocznica śmierci pułkownika Ryszarda Kuklińskiego (14.02.2004), o którym dyrektor CIA William Casey powiedział: „Nikt na świecie, w ciągu ostatnich 40 lat, nie zaszkodził komunizmowi tak jak ten Polak. To on przyczynił się do utrzymania pokoju”.
 Wspominając postać polskiego bohatera, chciałbym przypomnieć fragmenty kilku tekstów, opublikowanych przed laty pod wspólnym tytułem „Skazany przez III RP. Rzecz o Pułkowniku”.
Państwo, które mieni się wolnym i niepodległym wielokrotnie skazywało Ryszarda Kuklińskiego. Nie tylko w sensie prawnym, jak w roku 1995, gdy ścigano pułkownika za zdradę PRL, czy rok później, gdy rozesłano za nim listy gończe. Zaocznym wyrokiem tego państwa i jego „elit”, pułkownik Kukliński został skazany na zapomnienie, a prawda o jego czynach, na zafałszowanie.
 Od roku 1997, gdy po raz pierwszy NSZZ Solidarność wystąpiła do władz o nadanie pułkownikowi najwyższego odznaczenia państwowego i awansowanie na stopień generała, III RP konsekwentnie odmawia uhonorowania polskiego bohatera. Jeśli już wspomina się o nim – to w sposób wyznaczony esbeckimi dyrektywami Zespołu Analiz MSW z roku 1987, lub słowami takich świadków, jak Stanisław Koziej, dla którego Ryszard Kukliński „dopuścił się czynu trudnego do zaakceptowania dla ludzi w mundurach, tzn. służby dla obcego państwa”.
 Wraz z odziedziczoną po PRL-u propagandą, do dziś powielane są łgarstwa o „zdradzie Kuklińskiego”, a jego postać uznaje się za „kontrowersyjną” i „niejednoznaczną”. Ta niewolnicza mentalność nie dopuszcza myśli, że sprzeciw wobec okupanta nie może być aktem zdrady, zaś wiernopoddańcza służba w armii zarządzanej przez okupanta, nigdy nie będzie powodem do chwały.
Refleksja nad minionym ćwierćwieczem skłania do konkluzji, że dobrze się stało, iż państwo zakorzenione w spuściźnie komunizmu nie oddało honorów polskiemu bohaterowi.
W sposób naturalny pułkownik Ryszard Jerzy Kukliński jest dla Polaków prawdziwym bohaterem. Dla tych zaś, którzy stworzyli to państwo i mienią się jego elitą – niech pozostanie zdrajcą.


3.

Gdy w 1975 roku pułkownik Kukliński został oddelegowany na elitarny kurs dowódczy w Akademii Radzieckich Sił Zbrojnych w Moskwie (tzw. Woroszyłówki), pewnego dnia pokazano mu dom, w którym przed aresztowaniem mieszkał Oleg Pieńkowski – oficer GRU, który w latach 60. podjął współpracę z Amerykanami. Opiekun z KGB poinformował Kuklińskiego, że Pieńkowski po aresztowaniu, torturach i procesie sądowym został spalony żywcem przez swoich dawnych towarzyszy. Skrępowanego, obnażonego do połowy wsuwali do hutniczego pieca z surówką, robiąc to bardzo powoli i kręcąc przy tym film, pokazywany następnie nowym rocznikom Akademii. 
Miało to odstraszyć ewentualnych naśladowców Pieńkowskiego.
Pułkownik Kukliński musiał wiedzieć, że w przypadku zdemaskowania podzieliłby los oficera GRU, a w najlepszym przypadku mógł liczyć na rozstrzelanie w podziemiach Rakowieckiej, czy na moskiewskiej Łubiance. Z tą świadomością żył przez  blisko 10 lat, do czasu ucieczki z Polski w dniu 7 listopada 1981 roku. "Z okien swego gabinetu w Sztabie Generalnym przy ulicy Rakowieckiej widziałem osławione więzienie mokotowskie. Zdawałem sobie sprawę, że gdyby wykryła mnie bezpieka, dostałbym się do tego więzienia i żywy nigdy bym z niego nie wyszedł. Chyba, że przekazaliby mnie KGB do Moskwy, na Łubiankę..." - wspominał Kukliński.
Oceniając swą misję napisał zaś:
"Armia Czerwona była najpotężniejszą, największą i najbardziej nieludzką machiną wojenną jaką znała ludzkość. Wiedziałem jakie cele mają sowieccy marszałkowie i generałowie. Niektórych z nich znałem osobiście. Zdawałem sobie sprawę, że tym ludobójczym, zaborczym, agresywnym planom mogą przeciwstawić się jedynie Stany Zjednoczone, a i to w ramach sojuszu NATO. Wysiłek USA spowodował, że świat uniknął atomowego holocaustu, który Moskwa przewidywała w swych strategicznych planach. Wiedza o tym, co ma się stać, gdy zacznie się wojna, była przerażająca. Latami przyklejałem na wielkich sztabowych mapach symbole grzyba wybuchu atomowego: niebieskie tam, gdzie uderzenia miały paść z Zachodu, czerwone tu, gdzie miały paść nasze.
Nie mogłem nie myśleć, co te grzybki oznaczają. Przecież nie mogłem tego robić bez wyobraźni! Widziałem tę wojnę w całej brutalnej, katastroficznej dokładności. Widziałem Polskę zalewaną lawiną stali, która płynie na Zachód, wchodzi w przerwy po pierwszym rzucie wojsk sowieckich i sięga po Atlantyk. Wszystkie moje najgorsze przypuszczenia znajdowały potwierdzenie. A do tego Europa krzyczała, że lepiej być czerwonym niż martwym.
Musiałem coś zrobić! Wszystko co w życiu robiłem - robiłem z myślą o Polsce. Nawet jeśli mój czyn był niewielki, to stałem po właściwej stronie. A nawet jeśli było to niewiele, gdy rozważyć rzeczy w szerszej perspektywie, to było to wszystko, co miałem. W istocie było to całe moje życie".

piątek, 7 lutego 2014

SKAZANY PRZEZ III RP. RZECZ O PUŁKOWNIKU (2)


2.

Do dziś w narracji publicznej na temat pułkownika Ryszarda Kuklińskiego obowiązują zasady ustalone przez esbeckich propagandystów, a następnie utrwalone w wystąpieniach rzecznika peerelowskiej junty Jerzego Urbana. Dokumenty, w których sformułowano te zasady przypomniałem w pierwszej części cyklu. Z tego zasobu pochodzą podstawowe epitety, jakimi opisuje się postać pułkownika. „Zdrajca”, „dezerter” „agent i szpieg CIA”, „megaloman i prowokator”, „rzekomy ideowiec i zbawca Polski”, „człowiek który opluwa i szkaluje Solidarność” – to tylko niektóre z określeń zaproponowanych Urbanowi przez SB.
III RP kontynuując kłamstwa PRL-u przedstawia osobę płk Kuklińskiego w zgodzie z tym wzorcem i przez dwie dekady utrzymuje Polaków w przeświadczeniu, iż mają do czynienia z postacią „kontrowersyjną” i „niejednoznaczną”. Warto wspomnieć, że na podobnym fundamencie wsparta jest interpretacja przyczyn wprowadzenia stanu wojennego. Wzorcem były argumenty zawarte w tajnym opracowaniu: „Propozycje działań związanych z ósmą rocznicą wprowadzenia stanu wojennego w Polsce” z listopada 1989 roku, przygotowanym w tzw. Zespole Programującym KC PZPR, MON, MSW i Prokuratury Generalnej. Tam właśnie sformułowano generalną tezę historiozofii III RP, w której stan wojenny nazywa się „mniejszym złem”: „W propagandzie należy łączyć rzeczową analizę przyczyn wprowadzenia stanu wojennego z ukazywaniem tego, w jaki sposób przerwanie groźnego biegu wydarzeń z 1981 r. umożliwiło późniejsze porozumienie, a w efekcie „okrągły stół” i głęboką transformację systemu politycznego Polski. Szczególnie mocno powinien być wyeksponowany motyw ‘mniejszego zła’”.
Jedno z najbardziej ordynarnych kłamstw związanych z osobą pułkownika Kuklińskiego dotyczy zarzutu nieprzekazania informacji o planach wprowadzenia stanu wojennego. Po raz pierwszy argument ten pojawił się na konferencji prasowej Urbana w roku 1986, gdy rzecznik wojskowej junty szkalował skazanego na śmierć pułkownika, działając ściśle według esbeckich instrukcji. Urban dowodził wówczas, iż Amerykanie (i Kukliński) zachowali się „nielojalnie” nie zawiadamiając ani „Solidarności”, ani Kościoła w Polsce o planowanym stanie wojennym, o czym przecież dzięki Kuklińskiemu doskonale wiedzieli. Interpretacja zmierzała do wykazania, iż nie informując „polskich sojuszników” o zamiarach rozwiązań siłowych Amerykanie chcieli doprowadzić w ten sposób do rozlewu krwi, zaś sam pułkownik okazywał obojętność wobec losu zdradzonych rodaków. 
Urban twierdził też, że prezydent Reagan "mógł zapobiec aresztowaniom i internowaniom" przywódców "Solidarności", ale nie zrobił tego, gdyż miał nadzieję sprowokować "krwawą łaźnię na europejską skalę". Miał zamiar użyć "Solidarności" jako narzędzia w geopolitycznej rywalizacji ze Związkiem Sowieckim. Reagan - dowudził Urban - nie był przyjacielem Polski, a jego polityka była "moralnie odrażająca".
Identyczną argumentację odnajdziemy w artykule Andrzeja Brzezieckiego „Zachód wiedział, niewiele powiedział”, opublikowanym w „Gazecie Wyborczej” z roku 2009 , w którym autor pytał:

środa, 5 lutego 2014

MAKOWSKI I „PROJEKT OKRĄGŁEGO STOŁU” – aneks nr 24


Występy byłego funkcjonariusza Służby Bezpieczeństwa A.Makowskiego w ośrodkach propagandy wywołały już rozliczne reakcje publicystów i polityków. Tym samym, cel tych występów został osiągnięty. Opinia publiczna po raz kolejny utwierdziła się w przekonaniu, że ludzie komunistycznej bezpieki mogą być recenzentami życia politycznego, a nawet mają prawo oceniać działalności organów państwa i w niewybredny sposób ganić i atakować polskich polityków. 
Można wprawdzie pokusić się o refleksję, że taka sytuacja jest niewyobrażalna w żadnym cywilizowanym państwie, jednak w realiach III RP byłaby to czcza uwaga.
Niewielu Polaków zrozumiałoby, że podejmowanie polemiki bądź dyskusji z byłymi esbekami, jest rzeczą niedopuszczalną i zbędną. Legitymizacja takich postaci lub przydawanie ich wywodom waloru wiarygodności, hańbi każdego rozumnego człowieka.  
Trzeba natomiast zastanowić się – dlaczego reżim III RP sięga po pomoc konkretnych „fachowców” z SB i przy pomocy ośrodków propagandy nagłaśnia ich dywagacje? Dlaczego właśnie występy A.Makowskiego mają ułatwić proces reaktywacji układu byłych WSI?    
Być może podpowiedzi trzeba szukać w życiorysie byłego esbeka. Raport z Weryfikacji WSI, który ponownie wywołuje wściekłość obcej agentury, zawiera m.in. aneks nr 24 (str.367 – 374), zatytułowany „Notatka na temat płk Aleksandra Makowskiego”.
W tym krótkim zestawieniu zawarto najważniejsze informacje na temat funkcjonariusza SB. Rozległa skala aktywności Makowskiego, jego kontaktów z czołowymi postaciami koncesjonowanej opozycji oraz „zaangażowanie w projekt „okrągłego stołu” i „eliminacji ‘radykalnych’ działaczy podziemia” sprawiają, że można go uznać za postać szczególnie bliską pewnym środowiskom biznesowym i grupom politycznym III RP. 
Sądzę, że ten dokument i zawarte w nim informacje nie tylko znakomicie ułatwią rozeznanie obecnej gry, ale pozwalają zrozumieć proweniencję tych, którzy zwodzą Polaków esbeckimi opowieściami.



Aneks nr 24
Notatka na temat płk. Aleksandra Makowskiego

SKAZANY PRZEZ III RP. RZECZ O PUŁKOWNIKU (1)


Wkrótce minie dziesiąta rocznica śmierci pułkownika Ryszarda Kuklińskiego (14.02.2004), człowieka, o którym dyrektor CIA William Casey powiedział: „Nikt na świecie, w ciągu ostatnich 40 lat, nie zaszkodził komunizmowi tak jak ten Polak. To on przyczynił się do utrzymania pokoju”.
Wspominając postać polskiego bohatera, chciałbym przypomnieć fragmenty kilku tekstów, opublikowanych przed laty pod wspólnym tytułem „Skazany przez III RP. Rzecz o Pułkowniku”.
Państwo, które mieni się wolnym i niepodległym wielokrotnie skazywało Ryszarda Kuklińskiego. Nie tylko w sensie prawnym, jak w roku 1995, gdy ścigano pułkownika za zdradę PRL, czy rok później, gdy rozesłano za nim listy gończe. Zaocznym wyrokiem tego państwa i jego „elit”, pułkownik Kukliński został skazany na zapomnienie, a prawda o jego czynach, na zafałszowanie.
Od roku 1997, gdy po raz pierwszy NSZZ Solidarność wystąpiła do władz o nadanie pułkownikowi najwyższego odznaczenia państwowego i awansowanie na stopień generała, III RP konsekwentnie odmawia uhonorowania polskiego bohatera. Jeśli już wspomina się o nim – to w sposób wyznaczony esbeckimi dyrektywami Zespołu Analiz MSW z roku 1987, lub słowami takich świadków, jak Stanisław Koziej, dla którego Ryszard Kukliński „dopuścił się czynu trudnego do zaakceptowania dla ludzi w mundurach, tzn. służby dla obcego państwa”.
Wraz z odziedziczoną po PRL-u propagandą, do dziś powielane są łgarstwa o „zdradzie Kuklińskiego”, a jego postać uznaje się za „kontrowersyjną” i „niejednoznaczną”. Ta niewolnicza mentalność nie dopuszcza myśli, że sprzeciw wobec okupanta nie może być aktem zdrady, zaś wiernopoddańcza służba w armii zarządzanej przez okupanta, nigdy nie będzie powodem do chwały.
Refleksja nad minionym ćwierćwieczem skłania do konkluzji, że dobrze się stało, iż państwo zakorzenione w spuściźnie komunizmu nie oddało honorów polskiemu bohaterowi.
To sprawia, że w sposób naturalny, pułkownik Ryszard Jerzy Kukliński jest dla Polaków prawdziwym bohaterem. Dla tych zaś, którzy stworzyli to państwo i mienią się jego elitą – niech pozostanie zdrajcą.

1.

Są w najnowszej historii Polski postaci, których III RP nigdy nie uzna za heroiczne i nie przydzieli im miejsca w panteonie narodowych bohaterów. Niezależnie – kto i w jakiej konfiguracji rządzi państwem – te postaci pozostaną w cieniu, a ich czyny będą skazane na zapomnienie.
Dzieje się tak, bo twór zbudowany na sojuszu zdrajców z katami musi bać się każdej, autentycznej wielkości. Nadto obnaża ona nędzę tych, którzy zafundowali Polakom namiastkę niepodległości.
Stosunek III RP do pułkownika Ryszarda Kuklińskiego dowodzi, że państwo to jest bezpośrednim sukcesorem PRL-u i podobnie, jak w sprawie „mordu założycielskiego” na księdzu Jerzym istnieje haniebna „zmowa elit”, tak w przypadku pułkownika Kuklińskiego mamy do czynienia z fundamentalnym i systemowym zafałszowaniem. […]

środa, 26 czerwca 2013

PAŃSTWO BAUMANA

Rozgrywana od kilku dni prowokacja z udziałem byłego funkcjonariusza PPR/PZPR Z. Baumana, pozwala sformułować oceny dotyczące III RP i znakomicie ułatwia dostrzeżenie głębokich więzów historycznych i aksjologicznych, spajających obecny reżim z komunizmem.
Po pierwsze, należy rzecz postawić „na nogi” i uświadomić sobie, że zdarzenie rozegrane na Uniwersytecie Wrocławskim ma cechy ewidentnej prowokacji, wymierzonej w Polaków.
To bowiem, że agenci obcego mocarstwa, zwani „polskimi komunistami” obdarzyli kiedyś majora Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego mianem „naukowca” i nadali mu tytuł profesorski – jest problemem tychże komunistów i w żaden sposób nie wiąże nas obowiązkiem uznania „dorobku naukowego” tego człowieka. Dla porządku przypomnę, że historia totalitaryzmu pełna jest postaci „literaturoznawców”, „filozofów” lub doktorów prawa, dokonujących najgorszych zbrodni.
Dla Polaków, doświadczonych półwieczem sowieckiej okupacji, której gwarantami byli tzw. „polscy komuniści” – najważniejszym kryterium winna być antypolska działalność Zygmunta Baumana w sowieckich organach represji. Począwszy od pracy w sowieckiej milicji, poprzez funkcję oficera KBW, po rolę agenta zbrodniczej Informacji Wojskowej i szefa Zarządu Politycznego Propagandy i Agitacji LWP. Ta działalność jest dostateczną i moralnie usprawiedliwioną przesłanką dla sformułowania negatywnej oceny Baumana. Na tej podstawie, mamy pełne prawo decydować o naszym stosunku do tak jednoznacznie odrażającej postaci. Z polskiego punku widzenia jest niezwykle istotne, że Bauman nigdy nie został rozliczony z działalności w przestępczych organach represji, nie zadośćuczynił za swoje czyny, nie poddał się moralnym i prawnym sankcjom.

niedziela, 27 stycznia 2013

O FAŁSZYWYCH PROROKACH I ZŁUDNYCH NADZIEJACH


Opowiadanie historyjek o „wewnętrznych konfliktach”, „walkach frakcyjnych”, „odłamach” i „podziałach” w łonie partii rządzącej, należy do ulubionych zajęć żurnalistów. W ostatnich latach powstało co najmniej kilkadziesiąt tekstów, których autorzy zachłystywali się „wojną Tuska ze Schetyną”, wieścili rychłą zemstę „schetynistów”, dopatrywali w PO istnienia „frakcji prezydenckiej” lub oczekiwali na kontratak „liberalnego skrzydła”.  
Najnowszą odmianą owych dykteryjek są mrożące krew w żyłach opowieści o  „decydującym starciu” między Tuskiem a Gowinem, rosnącej w siłę „frakcji konserwatywnej” oraz bliskim „rozłamie” w PO. Podobnie, jak miało to miejsce we wrześniu ubiegłego roku, celują w tym byli publicyści „Rzeczpospolitej” i „UważamRze”. Nie chcę nawet przypominać, ileż to razy w czasie ostatnich lat miało dochodzić do rozłamów, walk frakcyjnych itp. straszliwych klęsk Tuska. Miarą prawdziwości tych „analiz” jest oczywiście fakt, że do tej chwili w partii władzy nie nastąpił żaden podział, nikt nie zagroził pozycji premiera i w żadnym obszarze nie widać oznak rozpadu. Gdyby wywody owych żurnalistów miały jakikolwiek sens, powinniśmy już wielokrotnie doświadczyć skutków tych podziałów i oglądać widowiskowe spektakle polityczne.
Chcąc zrozumieć - skąd biorą się podobne opinie, trzeba cofnąć się w odległą acz niezamkniętą przeszłość.

czwartek, 13 grudnia 2012

„TRZEBA UTRZYMYWAĆ PSYCHOZĘ STANU WOJENNEGO"


Chociaż od wprowadzenia stanu wojennego upłynęło 31 lat,  nadal wiele okoliczności dotyczących tego wydarzenia pozostaje nieznanych. Niemałym problemem jest brak zbiorów archiwalnych z tego kresu, szczególnie zaś dokumentów partyjnych powstałych tuż po 13 grudnia 1981 roku.  Podobnie jak archiwa bezpieki, zostały one celowo zniszczone w okresie tzw. transformacji ustrojowej.  W roku 1990, ostatni sekretarz PZPR Mieczysław Rakowski działając na polecenie ówczesnego prezydenta Wojciecha Jaruzelskiego zniszczył stenogramy z obrad Biura Politycznego KC z 1981 r.
Fakt, że dokumenty te są dziś niedostępne dla historyków nie oznacza oczywiście, że zniknęły całkowicie. Wielu prominentnych aparatczyków, wzorem swoich esbeckich kompanów, posiada do dziś „zbiory prywatne”, w których znajdują się oficjalnie zaginione lub zniszczone papiery. Są one traktowane jako swoista polisa ubezpieczeniowa, stanowiąc gwarancję, że jej posiadacz może spokojnie dożywać starości.  Polisa skuteczna, skoro od dwóch dekad chroni komunistycznych zbrodniarzy przed jakąkolwiek odpowiedzialnością.

piątek, 7 grudnia 2012

NA STRAŻY III RP


Był grudzień 1989 roku. „Nasz premier” Tadeusz Mazowiecki powrócił szczęśliwie z Moskwy, gdzie zapewniał towarzysza Gorbaczowa, że nie jest jego celem „spychanie PZPR do opozycji, bo byłoby to błędem i pułapką”, generałowie Kiszczak i Buła palili kolejne akta bezpieki, a artystka estradowa Szczepkowska, prezentując niemały kunszt aktorski obwieściła Polakom w rządowej telewizji - "proszę Państwa, 4 czerwca 1989 roku skończył się w Polsce komunizm”.
W tym radosnym czasie, trzy dni przed Wigilią pierwszego „roku wolności”, odbyła się odprawa służbowa naczelników wydziałów Wojewódzkiego Urzędu Spraw Wewnętrznych. Głównym prelegentem był szef Departamentu Odnowy Konstytucyjnego Porządku Państwa generał Krzysztof Majchrowski – zasłużony towarzysz, z trzydziestokilkuletnim stażem w organach bezpieki.
Treść wystąpienia Majchrowskiego zasługuje na przypomnienie. Powinni zapoznać się z nią politycy opozycji deliberujący dziś „o zagrożeniach demokracji” oraz ci z dziennikarzy i publicystów, którzy nadal są zaskakiwani praktykami służb III RP. Pierwszym przypomni, że wypowiadając takie brednie, stają w jednym szeregu z autentycznymi twórcami i najgorliwszymi obrońcami tej „demokracji”, drugim zaś uświadomi, że nie mają do czynienia z recydywą PRL-u, lecz z państwem, które w prostej linii kontynuuje tradycje tamtego reżimu i służbami strzegącymi esbecko-agenturalnego „porozumienia narodowego”. Niezależnie, jaką nazwę noszą dziś te służby i jak nazywają się ludzie władzy – niezmienne pozostają priorytety grupy rządzącej i zadania stojące przez „zbrojnym ramieniem partii”.
Tekst poddałem koniecznym skrótom, a niektóre fragmenty wytłuszczeniom.

piątek, 14 września 2012

O ZABEZPIECZENIU – CZYLI TRADYCJE SĄDÓW III RP


1. - Pismo naczelnika Wydziału Śledczego WSW w Lublinie do dyrektora Biura Śledczego MSW ppłk. Jerzego Karpacza w sprawie procesu Wacława Wasilewskiego i Franciszka Bujaka.
Lublin. VI. 1986r.
Dyrektor Biura Śledczego MSW
Tow. Ppłk dr J[erzy] Karpacz w Warszawie

W nawiązaniu do informacji Nr R-0597/86 z dnia 2 V 1986 [r.] dot[yczącej] W[acława] Wasilewskiego i F[ranciszka] Bujaka, oskarżonych o kolportaż literatury b[yłego] NSZZ „Solidarność” i poleceń wydanych w tej sprawie przez Towarzysza Dyrektora Naczelnikowi Wydziału Śledczego tut[ejszego] WUSW, uprzejmie informuję iż podstawą uchylenia wobec ww. wyroków skazujących były uchybienia proceduralne sądu I instancji.
W dniu 11 czerwca br. sprawa ta będzie ponownie rozpoznawana przez Sąd Rejonowy w Lublinie.
Podzielając w pełni pogląd Towarzysza Dyrektora w kwestii zasad zabezpieczania rozpraw w sprawach o przestępstwa popełnione z motywów politycznych, 4 bm. przy udziale Naczelnika Wydziału Śledczego WUSW omówiłem z Prezesem Sądu Wojewódzkiego mgr. Z. Markowskim i Z- cą Prokuratora Wojewódzkiego mgr. E. Berzyńskim stan dowodowy przedmiotowej sprawy i problematyki jej zabezpieczenia.
Będzie ona realizowana w oparciu o odrębny plan operacyjno-technicznego zabezpieczenia rozprawy. Niezależnie od tego, zasady zabezpieczania rozpraw politycznych omówione zostały na szkoleniu zawodowym aktywu kierowniczego SB WUSW w Lublinie. Jednostki terenowe SB o obowiązujących zasadach w tym zakresie dodatkowo poinformowano pisemnie.
Powyższe działania stanowią, moim zdaniem, przesłankę gwarancji wydania wyroku odzwierciedlającego rzeczywisty charakter i zakres przestępczej działalności W[acława] Wasilewskiego i F[ranciszka] Bujaka i prawidłowego zabezpieczenia rozprawy.
Informując o powyższym, jednoczenie nadmieniam, iż uczestnictwo wiceprokuratora wojewódzkiego mgr. St[anisława] Chodaka w rozprawie rewizyjnej wymienionych było zgodne z praktykà stosowanà w tym względzie w lubelskiej prokuraturze.
O wyniku rozprawy i jej przebiegu powiadomię Towarzysza Dyrektora.

Naczelnik Wydziału Śledczego WUSW w Lublinie

2.

Plan przedsięwzięć operacyjnych mających na celu zabezpieczenie rozprawy rewizyjnej Wacława Wasilewskiego i Franciszka Bujaka przed Sądem Rejonowym w Lublinie.
Lublin. 6.VI.1986.
Tajne spec[jalnego] znaczenia Egz. nr 1

 Plan przedsięwzięć operacyjnych mających na celu zabezpieczenie rozprawy rewizyjnej W[acława] Wasilewskiego i F[ranciszka] Bujaka – przed Sądem Rejonowym w Lublinie.

I. Sytuacja operacyjna

W dniu 11 VI 1986, o godz. 10.00, w sali nr 6 Sądu Rejonowego w Lublinie odbędzie się rozprawa rewizyjna p[rzeciw]ko W[acławowi] Wasilewskiemu i F[ranciszkowi] Bujakowi.
Wyrokiem Sądu Wojewódzkiego w Lublinie – II instancji rozstrzygniecie sądu I instancji zostało uchylone i sprawa została przekazana do ponownego rozpatrzenia. Przebiegi dotychczasowych rozpraw wskazują, że niektórzy działacze podziemnych struktur „S[olidarności]” wezmą w niej udział i zachowaniem swoim akcentować będą swoje poglądy (wręczanie kwiatów, pozdrowienia itp.).
Rozprawie przewodniczył będzie sędzia: Matwiejczuk Mieczysław, ur. 1 IX 1920 r. Majdan, członek PZPR, cieszący się pozytywnà ocenà pracy zawodowej i właściwą postawą polityczną.

II. Kierunki działań.

Mając na celu:

1. Uzyskanie właściwego wyrokowania w wymienionej sprawie

2. Kształtowanie odpowiedniego przebiegu rozprawy i niedopuszczenia do manifestacyjnych zachowań poszczególnych osób, planuje się poniższe przedsięwzięcia.

III. Przedsięwzięcia operacyjne.

1. Przeprowadzić rozmowę z prezesem Sądu Wojewódzkiego, której celem będzie uzyskanie właściwego składu orzekającego (zarówno sędziego, jak i ławników) oraz uczulenie prowadzącego rozprawę sędziego na możliwe, negatywne zachowanie oskarżonych i publiczności, które winny być zdecydowanie przecinane.

Odpowiedzialny: N[aczelni]k Wydz. III por. Z. Myszala, wyk[onane]

2 VI 1986.

2. Zabezpieczyć właściwy skład publiczności w trakcie rozprawy poprzez wprowadzenie na salę rozpraw:

– emerytów MO,

– działaczy PZPR (w porozumieniu z KM PZPR),

– funkcjonariuszy SB, nieznanych członkom opozycji (Wydz[iału] C, Wydz[iału] Paszportów).

Odpowiedzialny: N[aczelni]k Wydz[iału] III.

3. W celu niedopuszczenia do aktywnego udziału w rozprawie sympatyków F[ranciszka] Bujaka z miejsca pracy, przeprowadzić rozmowę z Dyr[ektorem] Instytutu Medycyny Wsi w Lublinie – prof. dr. M[aciejem] Latalskim, w której zainspirować go do podjęcia zwiększonych dyscyplinujących pracowników instytutu sprawy, jak i dzień przed i po.

Odpowiedzialny: kpt. M[arian] Brzuska.

4. Analogicznie jak w pkt 3 w odniesieniu do W[acława] Wasilewskiego przeprowadzić rozmowę z rektorem UMCS bądź Dziekanem Wydziału BiNoZ1.

Odpowiedzialny: ppor. A. Kaczmarczyk.

5. W celu niedopuszczenia do udziału w rozprawie stałych kibiców – słuchaczy rozpraw politycznych, a będących członkami opozycji, podjąć działania poprzez wydziały, których osoby te są figurantami, zmierzające do przestrzegania dyscypliny pracy w odpowiednich instytucjach. Osoby te wytypuje Wydział Śledczy. Odpowiedzialny: por. Z. Myszala.

6. W porozumieniu z kierownictwem sądu podjąć działanie zapobiegające innym negatywnym zdarzeniom, np. wyeliminowanie ukrytego nagrywania na taśmę magnetofonową przez publiczność.

Odpowiedzialny: por. Z. Myszala.

7. Zastosować możliwości Wydziału Bw celu zabezpieczenia i udokumentowania osób biorących udział w rozprawie.

Odpowiedzialny: N[aczelni]k Wydz[iału] III.

8. W celach profilaktycznych zastosować zewnętrzne patrole umundurowanych funkcjonariuszy MO przed gmachem Sądu Rejonowego w Lublinie.

Odpowiedzialny: N[aczelni]k Wydz[iału] III.


Źródło: AIPN Lu, WUSW w Lublinie, Akta Śledcze WUSW w Lublinie 1944–1990, 0220/369, Akta sprawy przeciwko Wacławowi Wasilewskiemu i Franciszkowi Bujakowi, k. 240, 241 mikrofilm.
„Pamięć i Sprawiedliwość” nr.1(5)2004., Ewa Kuszyk-Peciak – „Manipulowanie wymiarem sprawiedliwości w latach osiemdziesiątych przez lubelską Służbę Bezpieczeństwa”.

wtorek, 2 sierpnia 2011

W KOMUNISTYCZNYM GORSECIE SŁUŻALCZOŚCI

System komunistyczny traktując państwo jako instrument totalitarnej władzy podporządkował swojej ideologii również sądownictwo i uczynił z niego jeden z filarów ustroju. Powierzył mu także zadanie dodatkowe, czyniąc z tzw. wymiaru sprawiedliwości zbrodnicze narzędzie represji, zależne od partii i aparatu bezpieczeństwa. Ta funkcja sądów PRL wynikała bezpośrednio z treści Konstytucji, która w art.  58 stanowiła, iż „Sądy stoją na straży ustroju Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej, ochraniają zdobycze polskiego ludu pracującego, strzegą praworządności ludowej, własności społecznej i praw obywateli, karzą przestępców.”
Konstytucyjna hierarchia pozwalała komunistom na traktowanie sądów i prawodawstwa jako narzędzia ochrony władzy i strażnika partyjnych interesów. O żadnej niezawisłości i niezależności nie mogło być mowy. Brak norm prawnych chroniących obywatela przed samowolą rządzących, ujawniał natomiast  całkowitą fikcyjność praw obywatelskich. Prawo stanowione w PRL było prawem rządzących, dawało partii pełnię władzy nad obywatelem oraz umożliwiało zwalczanie istniejącej i potencjalnej opozycji.
III RP zbudowana na fundamencie państwa komunistycznego, dziedzicząc jego struktury i aparat represji, zachowała również w niezmienionym stanie sądownictwo, dokonując w tym obszarze zmian fasadowych i pozorowanych. Przede wszystkim, armia dyspozycyjnych sędziów i prokuratorów, prześladujących przez lata własnych obywateli przeszła „do „nowego” państwa i na mocy fikcji „transformacji ustrojowej” stała się kadrą na której oparto wymiar sprawiedliwości III RP. Warto przypomnieć, że w PRL-u trudno byłoby znaleźć grupę bardziej upolitycznioną i uległą wobec reżimu. Przykładowo: w roku 1953 do PZPR należało 25% sędziów, w 1966 już 58%, a w 1984 – 54 %. W 1982 r. na 113 nowo powołanych sędziów Sądu Najwyższego - 88 należało do partii komunistycznej, 11 do dwu partii kolaborujących, a  tylko14 było bezpartyjnych.
Jeszcze gorszej mógł wyglądać odsetek tajnych współpracowników bezpieki działających w „wymiarze sprawiedliwości” PRL.  W tym zakresie nie istnieją pełne i wiarygodne statystki, jednak o skali problemu możemy wnioskować choćby na podstawie wykazu nazwisk osób podlegających w swoim czasie procedurom lustracyjnym, które trafiły na listę sporządzoną w Biurze Rzecznika Interesu Publicznego, zwaną “listą Nizieńskiego”. Na ogólną liczbę 588 osób, co do których zachowały się dokumenty rejestracyjne w ewidencji organów peerelowskiej bezpieki, znajduje się aż 335 nazwisk adwokatów, 81 sędziów i 30 prokuratorów. Gdy we wrześniu 2007 roku IPN opublikował pierwsze katalogi osób publicznych, będących w przeszłości współpracownikami SB, znalazły się w nich nazwiska 4 sędziów Naczelnego Sądu Administracyjnego, 2 - Trybunału Konstytucyjnego i po jednym - Sądu Najwyższego i Trybunału Stanu.
Sędziowie III RP, obok wojskowej bezpieki przekształconej w WSI, są jedyną grupą zawodową, którą ominęła nawet szczątkowa weryfikacja. Całkowicie bezpodstawnie przyjęto, że w środowisku tym dojdzie do samooczyszczania i pozbędzie się ono skompromitowanych członków. Założenie to okazało się mrzonką, a  samorządy korporacyjne nie tylko nie pozbyły się zbrodniarzy w togach, ale przez lata chroniły ich od jakiejkolwiek odpowiedzialności. Żaden z komunistycznych sędziów i prokuratorów legalizujących sowieckie ludobójstwo na polskich patriotach, odpowiedzialnych za prześladowania opozycji czy drakońskie wyroki stanu wojennego, nie został nawet postawiony w stan oskarżenia. Czy może zatem dziwić, że ministrami sprawiedliwości takiego aparatu zostawali tajni współpracownicy bezpieki, jak Bentkowski, Chrzanowski, Jaskiernia czy Cimoszewicz?
Gdy po dziewięciu latach, w grudniu 1998 r. udało się uchwalić ustawę o odpowiedzialności dyscyplinarnej sędziów, którzy w latach 1944-1989 sprzeniewierzyli się niezawisłości sędziowskiej, okazało się, że Krajowa Rada Sądownictwa (KRS) nie znalazła żadnego sędziego, którego zachowanie podlegałoby ocenie ustawy. W okresie od wejścia w życie ustawy do października 2001 r. wpłynęło 30 spraw, z czego 28 zostało złożonych przez ministra sprawiedliwości, a tylko dwie były efektem wniosków rzecznika dyscyplinarnego. We wszystkich sprawach z wniosku ministra sprawiedliwości rzecznicy dyscyplinarni dystansowali się od nich, wskazując, że działają z polecenia ministra. Sprawy dotyczyły zaledwie około 50 sędziów, w większości w stanie spoczynku, spośród których tylko jeden nie był sędzią karnym. W toku postępowania aż 41 sędziów już na samym początku zostało uwolnionych od stawianych im zarzutów. Opisując tę farsę dr Przemysław Czarnek w artykule zamieszczonym w „Naszym Dzienniku” wskazywał, że „efekty weryfikacji PRL-owskiego wymiaru sprawiedliwości są więc zatrważające. Wynika z niej - wbrew oczywistym faktom - że wszyscy sędziowie okresu komunistycznego działali na wskroś etycznie, byli niezawiśli i niezależni.”
Kontynuacja personalna, brak lustracji i dekomunizacji nie są jedynymi przesłankami pozwalającymi dostrzec w wymiarze sprawiedliwości III RP spuściznę państwa komunistycznego. W czasach PRL szczególną rolę w kształtowaniu „sprawiedliwości socjalistycznej” odgrywała interpretacja, czyli wykładnia prawa dokonywana przez Sąd Najwyższy. Kontrowersyjną sprawą była kwestia "wytycznych wymiaru sprawiedliwości i praktyki sądowej" wydawanych przez SN poczynając od 1949 r. Wytyczne miały zapewnić jednolitość orzecznictwa w sprawach cywilnych i karnych oraz jego zgodność z zasadami "praworządności ludowej".  W praktyce, główne tezy wytycznych były przygotowywana poza SN, przez partię komunistyczną, zaś Sądowi Najwyższemu pozostawiano redakcję tekstu i jego uzasadnienie. Taki mechanizm czynił z „wymiaru sprawiedliwości” autentyczne narzędzie partii rządzącej, pozwalał dowolnie interpretować zapisy prawa i strzec przywilejów aparatu władzy.
W III RP rolę wyroczni i organu stojącego na straży zdobyczy „transformacji ustrojowej” powierzono Trybunałowi Konstytucyjnemu. Ten komunistyczny, niedemokratyczny twór, powołany przez Jaruzelskiego ustawą z 1985 roku miał początkowo ograniczone kompetencje. Dopiero po 1989 roku nastąpiło poszerzenie uprawnień TK i przekształcenie go w organ orzekający nie tylko o zgodności ustaw z Konstytucją ale kształtujący cały porządek prawny. Odkąd orzeczenia TK mają moc powszechnie obowiązującą i są ostateczne, organ ten stał się faktycznie najwyższą władzą w państwie, wyjętą (podobnie jak sądy) spod jakiejkolwiek kontroli obywateli. Sędziowie Trybunału wyznaczani na 9-letnie kadencje są praktycznie nieusuwalni i mogą bezkarnie wydawać nawet najbardziej absurdalne, stronnicze orzeczenia, przekraczając niejednokrotnie swoje kompetencje i ingerując w bieżące sprawy polityczne.  Podobne instytucje występują jedynie w państwach byłego Bloku Sowieckiego;  w Rosji, Białorusi, na Litwie i Ukrainie, nie istnieją natomiast w dojrzałych demokracjach.
Nietrudno dostrzec, że orzecznictwo TK, szczególnie w kwestiach dotyczących rozliczenia z reżimem komunistycznym, lustracji i dekomunizacji, jest zawsze zgodne z  intencjami grupy rządzącej, chroni interesy komunistycznej nomenklatury, esbeków i ich tajnych współpracowników. Jednocześnie Trybunał stoi na straży przywilejów własnego środowiska, strzegąc elitarności poszczególnych zawodów prawniczych i blokując do nich dostęp osobom spoza środowiska, pozbawionych znajomości i rodzinnych koligacji. Warto przypomnieć wyrok z kwietnia 2006 roku, gdy TK ukazał się w roli reprezentanta korporacyjnego lobby i uznał, że do wykonywania zawodu adwokata nie wystarczy wykształcenie prawnicze i staż w kancelarii. Nadal potrzebna ma być aplikacja, odbyta koniecznie pod nadzorem wywodzącej się z okresu PRL-u instytucji, samorządu adwokackiego. Tym samym, Trybunał zadbał o zachowanie dotychczasowego, peerelowskiego status quo oraz utrzymanie mechanizmów naboru kadr według zasad ustanowionych w okresie komunizmu. Niezwykle korzystne dla układu rządzącego umocowanie TK, czyni z tej instytucji faktycznego gwaranta porozumień okrągłego stołu i rzecznika wąskiej grupy interesów. Jedynym ministrem, który chciał zburzyć ten patologiczny układ był Zbigniew Ziobro, dotąd darzony przez środowiska prawnicze szczerą nienawiścią. 
Nie może zatem dziwić, że sądownictwu III RP oraz tzw. organom sprawiedliwości opartym na ciągłości personalnej i mentalnej, powierzono rolę identyczną do tej, jaką spełniały w państwie „realnego socjalizmu”. Przekonuje nas o tym szereg decyzji i orzeczeń sądowych wydawanych w interesie grupy rządzącej. Niezawisłość – słowo wytrych, mające dowodzić realnych zmian w systemie sądownictwa, służy głównie do legalizacji każdego, najbardziej niegodziwego lub głupiego wyroku. Wmówienie Polakom, że nie wolno tych wyroków podważać bądź z nimi dyskutować, pokazuje jedynie skalę arogancji, z jaką spadkobiercy komunistycznej mentalności traktują obywateli.
Polskie sądownictwo według opinii społeczeństwa jest w opłakanym stanie. Każdy, kto miał nieszczęście zetknąć się z tym organem mógł doświadczyć na sobie skutków fatalnego funkcjonowania sądów. Choć (tuż po Niemczech) mamy rekordową w Europie liczbę sędziów (10 322) urzędników sądowych, asystentów, kuratorów i referendarzy, a każdy Polak co miesiąc na ich utrzymanie płaci 24 zł i 10 gr., co daje nam pierwsze miejsce w UE – sądy III RP pracują źle, a droga do uzyskania wyroku wciąż się wydłuża. Między bajki można włożyć zapewnienia, że powodem tego stanu rzeczy jest przeciążenie sądów pracą, nie dofinansowanie lub braki kadrowe.
Podobnie jak w PRL-u, ustanawiane w III RP prawo, nadal najlepiej chroni grupę rządzącą. Dowie się o tym każdy, kto prześledzi wyroki wydawane z pozwów Adama Michnika lub dostrzeże praktyki prokuratury umarzającej większość spraw aferalnych. Hańbą wymiaru sprawiedliwości jest nierozliczenie żadnej ze zbrodni komunistycznych; począwszy od zagłady polskiej opozycji w latach 50,. poprzez morderstwa robotników na Wybrzeżu, zbrodnie stanu wojennego i mordy polityczne lat 80. Ci sami sędziowie, którzy przez 22 lata nie potrafili osądzić żadnego bandyty z SB i PZPR, zadbali jednak o bezpieczeństwo swoich kamratów i w grudniu 2007 roku na mocy uchwały Sądu Najwyższego zdecydowali, że  sędziowie i prokuratorzy okresu stanu wojennego nie mieli uprawnień do badania zgodności aktów prawnych z Konstytucją PRL, a co za tym idzie - nie byli zwolnieni z obowiązku ich stosowania.  Wyrok ten sprawił, że wszyscy, postawieni w stan oskarżenia sędziowie i prokuratorzy aparatu represji zostali zwolnieni od odpowiedzialności karnej, a wszczęte postępowania umorzono.
Wyniesiona z okresu PRL-u zasada, iż wymiar sprawiedliwości służy interesom władzy ludowej, została w niezmienionej formie adoptowana w warunkach III RP. Nie były potrzebne żadne dodatkowe regulacje, by każdy prokurator, ten z Pcimia i ten z Prokuratury Krajowej wiedział, że gorliwe odczytanie i  wykonanie  intencji władzy będzie skutkowało szybszą ścieżką kariery i większymi szansami na awans. Ta zasada, funkcjonująca również w wielu innych środowiskach, została w wymiarze sprawiedliwości wyniesiona na wyżyny hipokryzji i stanowi podstawową przeszkodę w pozbyciu się komunistycznego gorsetu służalczości. W równym stopniu dotyczy ona sędziów, którzy podlegają ocenom swojej korporacji, a ich kariera jest zależna od rekomendacji KRS i decyzji prezydenta.
Obecna władza posunęła się w tej hipokryzji dalej i w roku 2008 dokonała zmian w ustawie o prokuraturze, rozdzielając stanowiska ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego. Okrzyknięte wówczas rewolucyjnymi nowelizacje służyły uwolnieniu rządu Donalda Tuska od odpowiedzialności za stan bezpieczeństwa obywateli oraz stworzeniu silnej korporacji prokuratorskiej, która w zamkniętym systemie zawodów prawniczych stałaby się potężnym i wpływowym lobby. Powołanie urzędu Prokuratora Generalnego tylko pozornie wzmacniało niezależność prokuratury. Brak umocowania tego urzędu w Konstytucji (tak jak dzieje się to w dojrzałych systemach prawnych) sprawił, że niezależność PG stała się iluzoryczna, podlega on bowiem ocenie politycznej dokonywanej corocznie przez Sejm i Senat i jest opiniowany przez ministra sprawiedliwości. Odrzucenie sprawozdania, uprawnia premiera do wnioskowania o odwołanie Prokuratora. Jak zwracał wówczas uwagę prof. Piotr Winczorek „istnieje ryzyko, że prokurator generalny sam stanie się politykiem”.  Obserwacja zachowań Andrzeja Seremeta, w związku ze śledztwem w sprawie tragedii smoleńskiej, zdaje się potwierdzać tę ocenę. Z całej „rewolucyjnej” koncepcji zmian, najważniejszym elementem było powołanie Krajowej Rady Prokuratorów (KRP), która poprzez prawo wnioskowania o nominacje prokuratorskie oraz szerokie uprawnienia konsultacyjne stała się organem decyzyjnym w zakresie polityki karnej. Postawienie na czele Rady byłego komunistycznego prokuratora Edwarda Zalewskiego, dało grupie rządzącej gwarancję zachowania wpływów na decyzje prokuratorskie, a poprzez właściwą politykę kadrową zabezpieczało trwałość układu postkomunistycznego.


Artykuł opublikowany w nr 7/2011 Nowego Państwa. 

wtorek, 2 listopada 2010

LISTA OSÓB ZAMORDOWANYCH PRZEZ KOMUNISTÓW W LATACH 1981 - 1989.

PAMIĘTAMY O WAS :


CZEKALSKI JÓZEF, l. 48.
Zamordowany w dniu 16 grudnia 1981 r. podczas pacyfikacji strajku w KWK Wujek, postrzał klatki piersiowej i brzucha, postrzał lewej stopy;


GIZA JÓZEF, l. 28.
Zamordowany w dniu 16 grudnia 1981 r. podczas pacyfikacji strajku w KWK Wujek, postrzał boczny szyi;


GNIDA JOACHIM, l. 28.
Zmarł w dniu 25 stycznia 1982 r. w wyniku ran odniesionych w dniu 16 grudnia 1981 r. podczas pacyfikacji strajku w KWK Wujek, postrzał w głowę;


GZIK RYSZARD, l. 35.
Zamordowany w dniu 16 grudnia 1981 r. podczas pacyfikacji strajku w KWK Wujek, postrzał w głowę;


KUPCZAK BOGUMIŁ, l. 28.
Zamordowany w dniu 16 grudnia 1981 r. podczas pacyfikacji strajku w KWK Wujek, postrzał brzucha;


PEŁKA ANDRZEJ, l. 20.
Zamordowany w dniu 16 grudnia 1981 r. podczas pacyfikacji w KWK Wujek, postrzał w głowę;


STAWISIŃSKI JAN, l. 22.
Zmarł w dniu 25 stycznia 1982 r. w wyniku ran odniesionych w dniu 16 grudnia 1981 r. podczas pacyfikacji strajku w KWK Wujek, postrzał w głowę;


WILK ZBIGNIEW, l. 20.
Zamordowany w dniu 16 grudnia 1981 r. podczas pacyfikacji strajku w KWK Wujek, postrzał w plecy i postrzał od tyłu w okolicy lędźwiowej;


ZAJĄC ZENON, l. 22.
Zamordowany w dniu 16 grudnia 1981 r. podczas pacyfikacji strajku w KWK Wujek, postrzał w klatkę piersiową;


BROWARCZYK ANTONI, l. 23.
Zamordowany strzałem w głowę podczas rozpędzania demonstracji w Gdańsku, w dniu 17 grudnia 1981 r.;


KOSECKI TADEUSZ.
Zmarł na zawał serca pobity przez ZOMO w czasie pacyfikacji strajku na Politechnice Wrocławskiej w dniu 17 grudnia 1981 r.;


ADAMOWICZ MICHAŁ, l. 28.
Zmarł w dniu 5 września 1982 r. w wyniku ran postrzałowych odniesionych w czasie demonstracji w dniu 31 sierpnia w Lubinie;


POZNIAK MIECZYSŁAW, l. 26.
Zmarł w dniu 31 sierpnia w Lubinie, w wyniku rany postrzałowej brzucha odniesionej w czasie demonstracji w Lubinie;


TRAJKOWSKI ANDRZEJ, l. 32.
Zmarł w dniu 31 sierpnia w Lubinie, w wyniku rany postrzałowej głowy odniesionej w czasie demonstracji w Lubinie;


BARCHAŃSKI EMIL, l. 17.
Uczeń, więzień polityczny. Zaginął w dniu 16 czerwca 1982 r. Ciało wyłowiono z Wisły. W trakcie śledztwa był bity, miał być świadkiem na rozprawie kolegów;


CIELECKI WOJCIECH, l. 19.
Zastrzelony przez żołnierza LWP w dniu 2 kwietnia 1982 r., w Białej Podlaskiej;


CIEŚLEWICZ WOJCIECH, l. 29.
Zmarł w dniu 2 marca 1982 r. w wyniku pobicia przez ZOMO podczas demonstracji w Poznaniu, w dniu 13 lutego 1982 r.;


DURDA WŁADYSŁAW
, Zmarł w nocy z 3 na 4 maja 1982 r. zatruty gazami łzawiącymi użytymi do rozpędzania demonstracji w dniu 3 maja 1982 r., w Szczecinie. Milicja odmówiła wezwania pogotowia;


GRUDZIŃSKI ADAM, l. 36.
Zmarł na serce po pobiciu w obozie internowania w Zalężu, w październiku 1982 r.;


JURGIELEWICZ ZDZISŁAW, l. 29.
Zmarł w dniu 21 września 1982 r. po pobiciu w dniu 12 września 1982 r. w KM MO, w Giżycku;


KAMIŃSKI WACŁAW, l. 32.
Zmarł w dniu 28 listopada 1982 r., trafiony petardą w czasie demonstracji w dniu 11 listopada 1982 r., w Gdańsku;


KOŁODZIEJCZYK WANDA, l. 59.
Przewieziona do szpitala w stanie agonalnym ze śladami pobicia z aresztu śledczego na ul. Rakowieckiej w Warszawie, zmarła w dniu 4 stycznia 1982 r.;


KOT STANISŁAW.
Po pobiciu przez patrol ZOMO w dniu 31 marca 1982 r. zmarł w dniu 3 kwietnia 1982 r. w Rzeszowie;


KRÓLIK STANISŁAW, l. 39.
Pobity w czasie demonstracji w dniu 10 listopada 1982 r. w Warszawie, zmarł w dniu 16 listopada 1982 r.;


LENARTOWICZ JOANNA, l. 19.
Zmarła w dniu 5 maja 1982 r. po pobiciu w czasie rozpędzania demonstracji w dniu 3 maja 1982 r. w Warszawie;


LISOWSKI WŁODZIMIERZ, l. 67.
Zmarł w dniu 13 lipca 1982 r. po pobiciu podczas demonstracji w dniu 13 maja 1982 r. w Krakowie;


MAJCHRZAK PIOTR, l. 19.
Zmarł w dniu 18 maja 1982 r. po pobiciu przez ZOMO podczas demonstracji w dniu 13 maja 1982 r. w Poznaniu;


MAJEWSKI KAZIMIERZ, l. 46.
Na skutek inwigilacji, gróźb i nakłaniania do współpracy z SB popełnił samobójstwo w dniu 29 października 1982 r. w Jeleniej Górze;


MICHALCZYK KAZIMIERZ, l. 27.
Zmarł w dniu 2 września 1982 r. w wyniku obrażeń poniesionych w czasie rozpędzania demonstracji we Wrocławiu w dniu 31 sierpnia 1982 r.;


RACZEK STANISŁAW, l. 35.
Zmarł w dniu 7 września 1982 r. po pobiciu w czasie demonstracji w Kielcach w dniu 31 sierpnia 1982 r.;


RADOMSKI MIECZYSŁAW, l. 56.
Zmarł w dniu 3 maja 1992 r. w czasie zajść ulicznych w Warszawie;


ROKITOWSKI MIECZYSŁAW, l. 47.
Zmarł w dniu 3 kwietnia 1982 r. po pobiciu w areszcie śledczym w Zalężu;


SADOWSKI PIOTR, l. 32.
Zmarł w dniu 31 sierpnia 1982 r. trafiony petardą podczas demonstracji w Gdańsku;


SZULECKI ADAM, l. 32.
Zmarł w dniu 9 maja 1982 r. po pobiciu w czasie demonstracji w dniu 3 maja 1982 r. w Warszawie;


WILKOMIRSKI EUGENIUSZ, l. 52.
Zmarł w dniu 3 września 1982 r. po pobiciu przez ZOMO w czasie demonstracji w Częstochowie w dniu 1 września 1982 r.;


WŁOSIK BOGDAN, l. 30.
Zamordowany z broni palnej przez funkcjonariusza SB w czasie demonstracji w Nowej Hucie w dniu 13 października 1982 r.;


WOZNIAK TADEUSZ, l. 49.
Zmarł w dniu 1 września 1982 r. po pobiciu przez ZOMO podczas demonstracji w dniu 31 sierpnia 1982 r. we Wrocławiu;


ZDUNEK FRANCISZEK, l. 49.
Przewodniczacy Komitetu Budowy Kaplicy w Sobolewie w woj. lubelskim. Zastrzelony przez sierżanta MO;


BLESZCZYNSKI ZENON, l. 24.
Zmarł w nocy z 13 na 14 stycznia 1983 r. po pobiciu w areszcie śledczym w dniu 28 grudnia 1982 r.;


DRABOWSKA JANINA, l. 63.
Zmarła we wrześniu 1983 r. na skutek obrzęku płuc spowodowanego działaniem gazów łzawiących użytych do rozpędzania demonstracji w Nowej Hucie w dniu 31 sierpnia 1983 r.;


GRZYWNA ANDRZEJ, l. 62.
Zmarł w nocy z 29 na 30 sierpnia 1983 r. po pobiciu pałką po głowie w milicyjnym areszcie;


KOWALSKI RYSZARD, l. 44.
Przewodniczący KZ NSZZ "Solidarność" w Hucie Katowice, dwukrotny więzień polityczny. Zaginął w dniu 7 lutego 1983 r. Ciało wyłowiono z rzeki w dniu 31 marca 1983 r.;


LARYSZ JÓZEF, l. 41.
Przewodniczący Komisji Zakładowej NSZZ "Solidarność" w zakładach ELWRO. Internowany, zwolniony z pracy. Zmarł w dniu 7 marca 1983 r. po kolejnym przesłuchaniu w KW MO;


LYSKAWA BERNARD, l. 56.
Zmarł na zawał serca uciekając przed ZOMO po demonstracji w Krakowie w dniu 1 maja 1983 r.;


MIASKO ZDZISŁAW, l. 29.
Zmarł w dniu 3 czerwca 1983 r. po pobiciu na posterunku MO w Nowej Miłosnej;


MARZEC JERZY, l. 21.
Zaginął w dniu 21 czerwca 1983 r. po uroczystościach powitania Papieża. Ciało znaleziono nad Odrą w dniu 22 czerwca 1983 r. Powodem śmierci było zachłyśnięcie się krwią;


PODBORACZYŃSKI BOGUSŁAW, l. 21.
Działacz NSZZ "Solidarność". Prawdopodobnie zatrzymany przez funkcjonariuszy MO, ciało wydobyto z rzeki w dniu 30 kwietnia 1983 r.;


PRZEMYK GRZEGORZ, l. 19.
Zmarł w dniu 14 maja 1983 r. w wyniku obrażeń po pobiciu przez milicjantów na Komisariacie MO przy ul. Jezuickiej w Warszawie w dniu 12 maja 1983 r.;


STEFAŃSKI JACEK, l. 25.
Zmarł w dniu 9 września 1983 r. Pobity w dniu 2 września 1983 r. na ulicy przez "nieznanych sprawców". Brata Jacka i świadków wydarzenia funkcjonariusze MSW nakłaniali szantażem do zaniechania wyjaśnienia sprawy;


SYMONIUK ZBIGNIEW, l. 33.
Członek Komitetu Obrony Więzionych za Przekonania. Internowany, więzień polityczny. Zmarł w dniu 8 stycznia 1983 r. Wg oficjalnej wersji popełnił samobójstwo w czasie odbywania kary 2 lat pozbawienia wolności w więzieniu w Białymstoku;


SMAGURA RYSZARD, l. 29.
Zmarł w dniu 1 maja 1983 r. w Krakowie po trafieniu petardą w czasie demonstracji;


SZYMANSKI ZBIGNIEW.
Zmarł w kwietniu 1983 r. po pobiciu przez ZOMO -wców : R. Rudowczaka i J. Niemca;


WASILUK HENRYK, l. 28.
Więzień polityczny. Zmarł w dniu 25 listopada 1983 r. Po zwolnieniu z więzienia popełnił samobójstwo przez samospalenie.

WEDROWNY JERZY, l. 28.
Aresztowany za udział w manifestacji w dniu 31 sierpnia 1983 r. Zmarł w areszcie śledczym we wrześniu 1983 r. w niewyjaśnionych okolicznościach, przed terminem rozprawy;


WITKOWSKI WŁODZIMIERZ, l. 31.
Zaginął podczas manifestacji w dniu 31 sierpnia 1983 r. we Wrocławiu. Zwłoki znaleziono w dniu 7 września 1983 r. wiszące na drzewie pod Oleśnicą;


ZIOŁKOWSKI JAN, l. 56.
Współpracownik Komitetu Budowy Pomnika Ofiar Czerwca 1956 r. Zmarł w dniu 5 marca 1983 r. pobity w czasie przesłuchania w V komisariacie MO w Poznaniu;


BARTOSZCZE PIOTR, l. 34.
Działacz NSZZ "Solidarność" Rolników Indywidualnych. Zmarł w nocy z 7 na 8 lutego 1984 r. Ciało znaleziono w dniu 8 lutego 1984 r. w studzience melioracyjnej na polu ze śladami bicia i duszenia;


FRACZEK LECH.
Zmarł w dniu 25 maja 1984 r. po pobiciu w dniu 5 kwietnia 1984 r. na posterunku MO;


FRAS TADEUSZ, l. 33.
Nauczyciel, przewodniczący NSZZ "Solidarność" w szkole. Zmarł w dniu 7 września 1984 r. Ciało znaleziono na przedmieściu Krakowa. Wg oficjalnej wersji wyskoczył z II piętra. Sekcja zwłok ujawniła ślady bicia i duszenia;


GEBOSZ ANDRZEJ, l. 31.
Zmarł w dniu 26 października 1984 r. po pobiciu podczas przesłuchania w DUSW Łódź - Śródmieście;


HAC ALEKSANDER, l. 44.
Przewodniczący KZ NSZZ "Solidarność" w Fabryce Samochodów Ciężarowych w Lublinie. Zmarł w dniu 18 pazdziernika 1984 r. Znaleziony w dniu 16 października 1984 r. w piwnicy domu przy ul. Królewskiej z ciężkimi obrażeniami głowy;


HANT EDYTA, l. 8. Uczennica,
Zmarła w dniu 29 marca 1984 r. Zginęła w parku od strzału oddanego z okien mieszkania przez sierżanta MO Halonia;


JASIŃSKI KRZYSZTOF, l. 25.
Działacz NSZZ "Solidarność". Internowany. Zmarł w dniu 10 listopada 1984 r. Zwłoki znaleziono na przystanku PKS w Elblągu z licznymi urazami;


KULKA STANISŁAW, l. 47.
W dniu 15 listopada 1984 r. został zastrzelony na szosie przez milicjanta Jana Żurka;


LAWRYNOWICZ HENRYK, l. 42.
W dniu 8 listopada 1984 r. został zatrzymany na Komisariacie Kolejowym. Zmarł w dniu 9 listopada 1984 r. Lekarz stwierdził krwiaka skroni i liczne obrażenia;


LAZARSKI KAZIMIERZ, l. 58.
Pobity we własnym mieszkaniu przez funkcjonariuszy MO. Zmarł w dniu 24 września 1984 r. Sąd Rejonowy w Oleśnicy skazał funkcjonariuszy Ryszarda Boryga, Zbigniewa Królaka i Józefa Jarosika na kary od 1 do 2 lat pozbawienia wolności;



POPIEŁUSZKO JERZY, l. 37.
Kapelan NSZZ "Solidarność". Porwany i bestialsko zamordowany w październiku  1984 r. przez funkcjonariuszy bezpieki

ROMANOWSKI JAROSŁAW, l. 23.
Zmarł w dniu 12 maja 1984 r. Zatrzymany przez MO. Wg oficjalnej wersji powiesił się w areszcie;


STRUSKI KRZYSZTOF, l. 28
. Zmarł w dniu 14 listopada. Zatrzymany przez funkcjonariuszy MO został wyrzucony z milicyjnego samochodu;


SZTENCEL PAWEŁ, l. 19.
Zmarł w dniu 22 grudnia 1984 r. na astmę sercową w areszcie śledczym przy ul. Smutnej w Łodzi.


TOKARCZYK ZBIGNIEW, l. 31.
Działacz NSZZ "Solidarność" i KPN. Internowany i szykanowany przez SB. Zmarł w nocy z 22 na 23 lutego 1984 r. Ciało znaleziono koło domu denata. Sekcja wykazała urazy wątroby i płuc oraz ślady ciosów;


WALCZAK BOGUSŁAW, l. 57.
Zmarł w marcu 1984 r. Został zatrzymany przez patrol MO w dniu 8 marca 1984 r. Żonie wydano ciało w dniu 16 marca 1984 r. twierdząc, że znaleziono je na ulicy;


ANTONOWICZ MARCIN, l. 19.
Zmarł w dniu 2 listopada 1985 r. Został zatrzymany przez patrol MO w dniu 19 października 1985 r. W milicyjnym samochodzie doznał śmiertelnych urazów głowy;


BUDNY JAN.
Zmarł w dniu 14 lutego 1985 r. Zatrzymany przez funkcjonariuszy MO Witolda Jabłońskiego i Kazimierza Klonowskiego w dniu 11 lutego 1985 r. Pobity w czasie przesłuchania. W szpitalu stwierdzono krwiaka mózgu, który był przyczyną zgonu;


BULKO ZDZISŁAW, l. 30.
Zmarł w dniu 17 grudnia 1985 r. Znaleziony w rowie pod Zamościem z ciężkimi obrażeniami. Zwolnieni przez niego z pracy za pijaństwo i kradzieże trzej ORMO-wcy grozili mu zemstą;


CZARNY MIKOŁAJ, l. 56.
Zmarł w dniu 14 lutego 1985 r. Został zatrzymany przez MO. Zmarł w wyniku urazów czaszki. Wg oficjalnej wersji spadł ze schodów;


FRANZ ROMAN, l. 32.
Zmarł w dniu 8 stycznia 1985 r. Został zatrzymany przez milicję na Komisariacie Kolejowym. Znaleziony martwy na ławce koło dworca PKP. Sekcja wykazała stłuczenie mózgu;


KRAWIEC JAN, l. 22.
Zmarł 30 października 1985 r. W dniu 30 października 1985 r. został zatrzymany na Komendzie MO w Miechowie. Wg oficjalnej wersji popełnił samobójstwo w areszcie przez powieszenie. Ciało nosiło ślady urazów piersi, brzucha i głowy;


KRZYWDA JACEK, l. 37.
Zmarł w dniu 26 czerwca 1985 r. Został pobity w bramie domu, w którym mieszkał, przez patrol MO;


SAMSONOWICZ JAN  – jeden z inicjatorów powstania Ruchu Młodej Polski, działacz NSZZ "Solidarność". Zamordowany przez Służbę Bezpieczeństwa 30 czerwca 1983 w Gdańsku ;


KASPROWSKI DARIUSZ, l. 23.
Zmarł w dniu 9 grudnia 1985 r. Wg. oficjalnej wersji powiesił się, w ZK w Koronowie. Na ciele  stwierdzono liczne urazy szyi, ramion i pleców;


MARTIN LESŁAW, l. 37.
Członek Komisji Rewizyjnej Zarzadu Regionu NSZZ "Solidarność". Zamordowany w dniu 23 stycznia 1985 r. Został zrzucony przez "nieznanych sprawców" z kładki dla pieszych nad ulicą, z wysokości 20m;


POPŁAWSKI PIOTR.
Pop cerkwi prawosławnej w Narwi. Zaginął w dniu 15 czerwca 1985 r. Zwłoki znaleziono w dniu 20 czerwca 1985 r. w lesie koło Zabludowa. Wg oficjalnej wersji popełnił samobójstwo;


PRZEPIORZYNSKI WITOLD,
członek NSZZ "Solidarność". Zaginął w dniu 9 maja 1985 r. Zwłoki znaleziono w dniu 17 maja 1985 r. w kanale portowym ze śladami silnych obrażeń;


SZUSTER ALEKSANDER, l. 25.
Zmarł w dniu 30 stycznia 1985 r. po pobiciu na Komisariacie MO w Świdniku. Przyczyną śmierci było złamanie podstawy czaszki;


ŚLUSARSKI RYSZARD, l. 25. Zmarł w dniu 4 marca 1985 r. po pobiciu przez funkcjonariuszy MO w mieszkaniu, na ulicy i w komisariacie. Śmierć nastąpiła w wyniku zmiażdżenia wątroby, nerek i pęknięcia jelit.


BEDNAREK MARIAN, l. 35.
Zmarł w dniu 27 grudnia 1986 r. po pobiciu na komisariacie MO;


SZKARLAT ZBIGNIEW, l. 43.
Działacz NSZZ "Solidarność", więzień polityczny. Zmarł w dniu 9 lutego 1986 r. Znaleziony na ulicy w dniu 2 lutego 1986 r. ciężko pobity, stwierdzono pęknięcie czaszki i uszkodzenie mózgu;


LUKS GRZEGORZ, l. 19.
Zmarł w dniu 14 stycznia 1987 r. Został zbity i skopany przez patrol MO w nocy z 29 na 30 sierpnia 1986 r. Przy niedostatecznej pomocy lekarskiej, zmarł w wyniku powikłań po pourazowej torbieli trzustki;


JERZ JACEK ANTONI ,l.38. Członek władz krajowych KPN, delegat na I Zjazd Solidarności, członek władz Komitetu Obrony Więzionych za Przekonania, szef KPN w Radomiu, założyciel i wiceprzewodniczący NSZZ "Solidarność" w Radomiu.
Zginął w niewyjaśnionych okolicznościach 31 stycznia 1983, zaledwie kilka tygodni po zwolnieniu z internowania. Wg IPN istnieje prawdopodobieństwo, iż został otruty Furosemidem

KALINOWSKI WACŁAW.
Zmarł w dniu 27 marca 1987 r. W dniu 22 marca 1987 r. został pobity w samochodzie milicyjnym;


STRZELECKI JAN, l. 69.
Zmarł w dniu 11 lipca 1988 r. Znaleziony ciężko pobity nad Wisłą w dniu 30 czerwca 1988 r.;


NIEDZIELAK STEFAN.
Proboszcz parafii Św. Karola Boromeusza. Zmarł w dniu 20 stycznia 1989 r. Ciało znaleziono w mieszkaniu denata. Sekcja wykazała liczne urazy i rozerwanie wiązadeł kręgu szyjnego jako przyczynę śmierci;


SUCHOWOLEC STANISŁAW.
Proboszcz parafii Najświętszej Marii Panny na Dojlidach. Zmarł w dniu 30 stycznia 1989 r. Wg wersji prokuratury śmierć nastąpiła w wyniku zatrucia tlenkiem metali spowodowanego pożarem w pokoju.

ZYCH SYLWESTER, l. 39.
Wikariusz parafii Św. Jakuba. Więzień polityczny. Zmarł 11 lipca 1989 r. Ciało znaleziono na dworcu PKS.



Proszą o pamięć i modlitwę……

Jesteśmy im to winni.

Ogólną liczbę ofiar (poza osobami, które zginęły w wyniku bezpośrednich akcji ZOMO i wojska, odcięcia telefonów, zablokowania transportu i bałaganu wywołanego przez komisarzy wojskowych) ocenia się na kilkaset osób.
Do dnia dzisiejszego nie ma kompletnej listy ofiar, a zbrodniarze i kaci nie zostali ukarani….
Mordercy są wśród nas. Niech to nie da wam spokojnie żyć .



Przypominam tę listę każdego roku. Wiemy, że po 2010 roku można sporządzić równie długą listę ofiar. Tej samej, morderczej nienawiści. Nie wolno o tym zapomnieć.


Tekst Listy został ukryty na Salonie 24.