Nie będziemy razem, bo nie ma przyzwolenia na zdradę o świcie i na fałsz przekraczający ludzką miarę. Nie możemy być razem, bo nasz gniew jest dziś bezsilny, gdy zabrano nam tylu niezastąpionych. Nigdy nie będziemy razem, bo pamiętamy - kto siał nienawiść i chciał zebrać jej żniwo.

poniedziałek, 23 maja 2016

CYROGRAF

Aneks do Raportu z Weryfikacji WSI, sprawa zabójstwa księdza Jerzego, strategia bezpieczeństwa narodowego, sądowe zeznania świadka Winiarskiego, publicystyka Wojciecha Sumlińskiego.
Co łączy te różne tematy i sprawia, że można dopatrywać się w nich wspólnego mianownika? Znajduję jedną, podstawową cechę – wszystkie są związane z osobą Bronisława Komorowskiego i z środowiskiem, któremu patronował były lokator Belwederu. Wszystkie też należą do spraw skrupulatnie przemilczanych i ignorowanych przez Andrzeja Dudę i układ rządzący.
Prezydent mówił, że aneks jest dokumentem wymierzonym w niego. Przecież to jest 800 stron tekstu, tam są dokumenty, nazwiska, dane pokazujące przestępcze działania WSI. Jeśli cały ten dokument, w przekonaniu prezydenta Bronisława Komorowskiego, jest wymierzony przeciwko niemu, a jest tam mowa o setkach przestępstw, jest aktem oskarżenia przeciwko niemu, to rzeczywiście Prezydent Komorowski ma się czego obawiać. To pozwala lepiej zrozumieć jego ostatnie działania. Jego działania z ostatnich siedmiu lat, a głównie pięciu lat, są obecnie znacznie lepiej zrozumiałe.” – przypomniał Antoni Macierewicz, w grudniu 2014 roku, komentując sądowe zeznania Komorowskiego w sprawie afery marszałkowej.
W roku 2007 Komisja Weryfikacyjna WSI przekazała do Instytutu Pamięci Narodowej dokumenty, z których wynikało, że w dniu uprowadzenia księdza Jerzego funkcjonariusze WSW monitorowali działanie grupy esbeckich porywaczy. Wojskowi byli w Górsku - miejscu uprowadzenia, jak również w kolejnych miejscach, do których przewożono księdza Jerzego. W jednym z dokumentów znajdował się zapis, iż wojskowi znaleźli się w tych miejscach w związku z prowadzoną przez nich sprawą „Popiel", a taki kryptonim nosiła akcja inwigilacji księdza przez SB. O związkach „wojskówki” z zabójstwem księdza Jerzego mówił także prokurator Andrzej Witkowski, który od wielu miesięcy oczekuje na przywrócenie do śledztwa w sprawie mordu założycielskiego III RP. Odkrycie tych związków i próba postawienia przed sądem Cz.Kiszczaka i ludzi służb wojskowych, były bezpośrednią przyczyną, dla której prokuratorowi dwukrotnie odbierano śledztwo.
Obowiązująca obecnie Strategia Bezpieczeństwa Narodowego RP została sporządzona w roku 2014 i jest wynikiem tzw. Strategicznego Przeglądu Bezpieczeństwa Narodowego (SPBN), zarządzonego w roku 2010 przez byłego lokatora Belwederu. Koncepcje powstałe w ramach SPBN (nad którym m.in. pracowali tacy „eksperci” jak Andrzej Karkoszka, Krzysztof Janik, Adam Rotfeld, Dariusz Rosati, Marek Siwiec czy Zdzisław Lachowski) mimo rażącej ogólnikowości i pseudonaukowego żargonu, zawierały czytelną myśl- współpraca z państwem Putina ma być gwarantem naszego bezpieczeństwa i stabilności. Była to teza kompromitująca - nie tylko w wymiarze politycznym i militarnym, ale naukowym i kompetencyjnym.
Do szczególnie niebezpiecznych trzeba zaliczyć te pomysły SPBN, w których zawarto zapisy niedorzeczne i nieadekwatne do zagrożeń związanych z ofensywą rosyjską. Zmodyfikowane w tzw. doktrynę Komorowskiego miały kształtować długookresową strategię państwa, decydować o uzbrojeniu Sił Zbrojnych, rozstrzygać o sojuszach oraz kierunkach rozwoju armii i służb specjalnych. Warto pamiętać, że w obszarze bezpieczeństwa narodowego III RP nadal kieruje się „doktryną Komorowskiego”.
Podczas zeznań sądowych Krzysztofa Winiarskiego, złożonych 30 października 2015 roku w sprawie afery marszałkowej, usłyszeliśmy o wielorakich kontaktach B. Komorowskiego ze służbami rosyjskimi i wschodnioniemieckimi, o poszukiwaniu „haków” na polityków PiS, o „ochronie” byłego prezydenta, mającej ścisłe powiązania z gangsterami, o przestępczych próbach zastraszania i zdobycia tajnego aneksu do Raportu z Weryfikacji WSI, o związkach Komorowskiego z Fundacją ProCivili, zarządzaną przez WSI. Świadek sugerował również kontakty byłego lokatora Belwederu z przemytnikami broni oraz z ludźmi związanymi ze Stasi i z rosyjskim generałem Igorem Kopylowem.
"Albo Winiarski jest kłamcą i powinien odpowiedzieć, albo mówi prawdę i cała masa ludzi z Bronisławem Komorowskim na czele powinna mieć potężne kłopoty" – uznał Wojciech Sumliński, po wysłuchaniu zeznań Winiarskiego.
Od wielu lat dziennikarz opisuje postać byłego lokatora Belwederu i otwarcie świadczy o powiazaniach polityka PO. „Bronisław Komorowski był reprezentantem rosyjskich interesów w Polsce. To mocne oskarżenie, ale mam na to wszystko dowody” – stwierdził niedawno Sumliński podczas programu Studio Polska na antenie TVP Info.
           
Mogłoby się wydawać, że przedstawione tu tematy znajdą się w centrum uwagi układu rządzącego PiS i na wiele miesięcy wytyczą obszar zainteresowań polityków, prokuratorów i publicystów. Takie przeświadczenie powinien mieć każdy, kto uwierzył w intencje Prawa i Sprawiedliwości lub pokładał nadzieję w prezydenturze Andrzeja Dudy.
Publikacja Aneksu nie jest nam potrzebna dla rozbudzenia emocji lub zaspokojenia ciekawości pospólstwa, ale po to, by obnażyć i przeciąć patologiczne więzi łączące polityków, biznesmenów i ludzi megasłużb sowieckich. Ten przestępczy triumwirat jest fundamentem tzw. układu III RP. Ujawnienie tych relacji to najżywotniejsza kwestia bezpieczeństwa, która winna być priorytetem władzy deklarującej troskę o sprawy obywateli. Każdy dzień zwłoki oznacza kontynuację mafijnych związków i pozbawia Polaków prawa do wiedzy kształtującej wybory polityczne i świadomość społeczną. Dlatego ten, kto nadal ukrywa Aneks wyrządza Polakom ogromną krzywdę i podtrzymuje patologiczne układy. Przypomnę, że decyzja Andrzeja Dudy o odmowie udostępnienia kopii Aneksu na potrzeby prokuratury, spowodowała już umorzenie śledztwa w sprawie wycieku tajnych dokumentów. Oznacza to, że nie poznamy inspiratorów publikacji tygodnika „Wprost” i nie dowiemy się, kto „grał aneksem” przeciwko politykom ówczesnej opozycji.  
Prawda o męczeństwie świętego Jerzego nie jest nam potrzebna, by szukać sensacji. Nawet nie po to, by stawiać sprawców przed sądem, wznawiać procesy, oskarżać i ferować wyroki. Potrzebujemy jej dlatego, by z tej śmierci wyrosło dobro - takie, jakiego ksiądz Jerzy chciał dla Polski i Polaków.
Tym dobrem nie jest III RP – twór komunistycznej sukcesji, powstały na zaprzaństwie i depozycie zbrodniczej wiedzy. Wagę ujawnienia rzeczywistych okoliczności śmierci księdza Jerzego, można zrozumieć wyłącznie w perspektywie tzw. transformacji ustrojowej, u której źródeł leży mord założycielski. Logika tego procesu zakładała bowiem, że zabójstwo księdza, a następnie włączenie wyselekcjonowanej opozycji w proces fałszowania zdarzeń, otworzy drogę do układu „okrągłego stołu” i zbuduje fundament „nowego porządku”. Udział w tym zabójstwie ludzi służb wojskowych PRL oraz włączenie agentury w proces fałszowania prawdy,  do dziś stanowią najmocniejszą gwarancję obcych wpływów i wytyczają relacje życia publicznego i politycznego.
Moi rodacy nadal nie rozumieją, że tylko wydarzenia na Majdanie i odwaga Ukraińców uratowały nas od wprowadzenia w życie belwederskich koncepcji bezpieczeństwa, których celem była „redefinicja dotychczasowych tez polityki polskiej”, oparcie jej na gwarancjach udzielanych przez Moskwę i uczynienie z III RP państwa bezbronnego wobec współczesnych wyzwań. Prawna i polityczna ocena tych pomysłów oraz praca nad nową strategią bezpieczeństwa narodowego, jest obowiązkiem służb państwowych i powinnością polityków obecnego układu. Dopóki obowiązuje Strategia Bezpieczeństwa Narodowego RP z roku 2014, nie może być mowy o bezpiecznej Polsce.
Tymczasem zmiana na stanowisku głowy państwa, nie przyniosła żadnej odpowiedzi na te zagrożenia i nie skutkowała odrzuceniem błędnych decyzji i projektów. Przeciwnie – wszystko, co robi i mówi prezydent Andrzej Duda zdaje się potwierdzać zamiar kontynuacji „idei” SPBN oraz świadczyć o braku rozeznania zagrożeń.
Kwestia oceny środowiska belwederskiego ma jeszcze jeden wymiar. Przypomniał o nim Sławomir Cenckiewicz w czerwcu 2015 roku – „Obóz polityczny, który odchodzi z Kancelarii Prezydenta to obóz, który zdefiniował przeciwników politycznych jako wrogów. Analiza całego tego materiału o charakterze bardzo często operacyjnym, ten cały olbrzymi potencjał wiedzy musi zostać udźwignięty przez analityków nowego prezydenta”.
Środowisko Andrzeja Dudy nie tylko nie podjęło tego wyzwania, ale dokonało widowiskowego szalbierstwa, epatując wyborców tzw. raportem otwarcia Kancelarii Prezydenta RP, który w miejsce rzetelnej analizy przynosi zbiór drugorzędnych banałów i miałkich tematów zastępczych.
Zeznania sądowe Krzysztofa Winiarskiego wywołały jednodniową sensację, po której zapadła głucha cisza. Powinny zaś wywołać przerażenie i solidną reakcję instytucji państwowych. Gdyby III RP choć w części była państwem prawa i demokracji, a ludzie deklarujący troskę o te wartości nie byli łgarzami, te zeznania winny spowodować polityczne „trzęsienie ziemi”, zmobilizować służby specjalne i prokuraturę, uruchomić czynności sprawdzające i śledcze. Podobnej reakcji należało oczekiwać w związku z oświadczeniami Wojciecha Sumlińskiego i wiedzą, jaką publicznie ujawnia ten dziennikarz.
Bronisław Komorowski jest bowiem najciemniejszą postacią świata polityki III RP. Jest osobą, za którą rozpościera się cień wielu ponurych tajemnic i niewyjaśnionych spraw. Prezydentura tego człowieka była czasem hańby, destrukcji i nienawiści. To okres, w którym utraciliśmy elementarne poczucie bezpieczeństwa i zdolność do suwerennych działań, w którym znacząco osłabiono potencjał obronny państwa i skierowano polityczne priorytety na „pojednanie” z wrogami Polski. Wyjaśnienie roli Komorowskiego, odkrycie jego związków i afiliacji, powinno być obowiązkiem nowego prezydenta i rządu, który mieni się obrońcą polskich wartości.

Jak zatem wytłumaczyć, że właśnie w tych sprawach i właśnie tam, gdzie pojawia się kwestia odpowiedzialności politycznej lub karnej B. Komorowskiego, gdzie można dostrzec cień „długiego ramienia Moskwy” i ludzi byłych WSW/WSI, nadal panuje złowroga cisza i ujawnia się niechęć do podjęcia trudnych tematów?
Jak wytłumaczyć niepokojącą  praktykę „omijania” osoby Komorowskiego szerokim łukiem milczenia, a nawet zatajenia informacji mogących naruszyć obecne status quo polityka Platformy?
Do spraw już wymienionych, dodałbym jeszcze te, w których można dostrzec kontynuację polityki personalnej oraz ucieczkę przed decyzjami ściśle związanymi z oceną komunizmu. Do pierwszych zaliczam pozostawienie ludzi Komorowskiego w kancelarii Prezydenta i w BBN, przedłużenie kadencji M.Gocuła na stanowisku Szefa Sztabu Generalnego WP oraz obecność Lecha Czapli, jako szefa Kancelarii Sejmu.
Czapla to nie tylko były ZOMO-wiec (pisałem o nim obszernie w tekście „Z ZOMO DO SEJMU” z 10 listopada 2010) ale postać szczególnie zasłużona w przejęciu przez Komorowskiego obowiązków prezydenta RP. To właśnie Lech Czapla, w dniu 10 kwietnia 2010 zwrócił się do Andrzeja Dudy (ówczesnego ministra w Kancelarii Prezydenta) z wiadomością, że w związku ze śmiercią prezydenta Kaczyńskiego obowiązki prezydenta przejmuje Bronisław Komorowski. Podczas kolejnej rozmowy Czapla informował, iż przejęcie obowiązków zostanie podane do wiadomości publicznej w specjalnym oświadczeniu Komorowskiego. Jako podstawę decyzji wskazał rozmowę marszałka Sejmu z prezydentem Rosji Dmitrijem Miedwiediewem oraz rosyjski telegram, w którym stwierdzono, iż Lech Kaczyński nie żyje. Minister Andrzej Duda – bez sprawdzenia wiarygodności tych informacji i bez dostępu do rosyjskich dokumentów, przystał na warunki Komorowskiego.
 Pozostawienie Czapli i Gocuła na tak ważnych stanowiskach świadczy o mocnych wpływach byłego lokatora Belwederu i jest widocznym znakiem kontynuacji wyborów personalnych dokonanych przez Komorowskiego.
Z kolei - odmowa uhonorowania pułkownika Ryszarda Kuklińskiego Orderem Orła Białego, odmowa awansu generalskiego dla polskiego bohatera  oraz odebrania szlifów generalskich Jaruzelskiemu  i Kiszczakowi (o co występowały środowiska kombatanckie i minister Antonii Macierewicz) – wydają się nie tylko przejawem prawdziwych intencji prezydenta Dudy, ale wpisują w kontynuację polityki fałszowania polskiej historii. Tu również łatwo dostrzec cień Komorowskiego, bo należał on do gorliwych obrońców TW Wolskiego, a jako prezydent odmówił przyznania Kuklińskiemu OOB. Przypomnę też, że podczas wizyty w Polsce w roku 1998, Ryszard Kukliński domagał się odtajnienia dokumentów z lat 60-tych i 70-tych, które jego zdaniem potwierdzały całkowite uzależnienie LWP od ZSRR oraz służalczość niektórych generałów wobec Sowietów. „Nie chcę niczego podpowiadać – mówił wówczas Kukliński -  ale to właśnie Sejmowa Komisja Obrony, na czele, której stoi poseł AWS Bronisław Komorowski, może wystąpić do Ministerstwa Obrony Narodowej z wnioskiem o otwarcie archiwów sztabu generalnego.”
Komisja mogła, jednak jej przewodniczący nie był zainteresowany apelem Kuklińskiego. Gdy w 1998 roku Prokuratura Wojskowa wydała  postanowienie o umorzeniu śledztwa w sprawie pułkownika, ówczesny szef sejmowej Komisji ON - Komorowski, na wniosek grupy posłów SLD wnioskował do ministra sprawiedliwości o udostępnienie utajnionego uzasadnienia W. Jaruzelskiemu i grupie generałów LWP. Dla społeczeństwa dokument pozostał do dziś tajny, ponieważ prokuratura tłumaczyła, iż zawiera on "informacje stanowiące nadal tajemnicę państwową".
Zdecydowanie odrzucam wyjaśnienia, w których zakres obecnych zaniechań w sprawach związanych z Komorowskim tłumaczy się „przypadkowością” lub kładzie na karb „rozważnej taktyki PiS”. W realiach III RP nie pomija się takich rzeczy przez nieuwagę, zaś osoba byłego lokatora Belwederu jest zbyt ważna w jawnych i zakulisowych rozgrywkach. Już w kwietniu 2010 roku pisałem, że wydarzenia  z udziałem tego polityka – począwszy od afery marszałkowej, poprzez „prawybory” w PO, aż po skutki zamachu z 10 kwietnia – spinają  ten okres niczym logiczna klamra i wyznaczają kierunek, w jakim zmierza III RP.  Parasol ochronny nad Komorowskim istniał co najmniej od 2007 roku, przetrwał wszystkie wybory i zawirowania polityczne i doskonale funkcjonuje do dziś.
Jeśli rządząca partia nie wykazuje woli ujawnienia działań byłych WSW/WSI, ucieka od oceny Komorowskiego i nie zamierza podjąć audytu tej prezydentury, można to wytłumaczyć tylko jedną okolicznością – istnienia układu gwarantującego bezkarność byłego lokatora Belwederu i utrzymanie wpływów ludzi z jego środowiska.
Skoro publikację Aneksu do Raportu z Weryfikacji WSI zastępują uniki i mętne dywagacje prezydenckich urzędników, zaś wyjaśnienie zbrodni założycielskiej III RP jest zbywane praktyką prymitywnych wykrętów i przerzucania odpowiedzialności – nie ma mowy o przypadku.
Skoro w miejsce oceny prezydentury Komorowskiego i rzetelnej weryfikacji zeznań świadka Winiarskiego, funduje się nam żałosny „raport otwarcia” i epatuje wyborców kradzieżą sokowirówki – można mówić o świadomych działaniach dezinformacyjnych.
Jeśli w strukturach belwederskich nadal widzimy ludzi Komorowskiego i doświadczamy kontynuacji jego polityki, zaś obecny prezydent ani myśli o uczczeniu polskiego bohatera i napiętnowaniu sowieckich zdrajców – nie wolno udawać, że jest to sytuacja pozbawiona groźnego kontekstu.
Dlatego dostrzegam tylko jedno racjonalne wyjaśnienie i jedną hipotezę – „nowe rozdanie”, z udziałem tzw. dobrej zmiany, musiało powstać w wyniku zakulisowych ustaleń i politycznych transakcji, wśród których znalazł się warunek zapewnienia ochrony środowiska byłego lokatora Belwederu oraz zachowania wpływów triumwiratu III RP.
Ten tekst jest pierwszym, w którym otwarcie stawiam taką hipotezę. Jestem przekonany, że kolejne miesiące pozwolą  zweryfikować i ocenić jej prawdziwość.



Niektóre teksty związane z tematem:

poniedziałek, 9 maja 2016

SPEKTAKL „DEMOKRACJI III RP” - CZY OSTATNIA MISJA AGENTA ?

Ukrywanie wiedzy o stanie państwa i zaniechanie oceny okresu rządów PO-PSL, jest dowodem rzeczywistych intencji Prawa i Sprawiedliwości oraz jedną z przesłanek wskazujących na fikcyjność „dobrej zmiany”. Świadczy również, że partia pana Kaczyńskiego traktuje instrumentalnie sprawę rozliczenia poprzedniego reżimu i zamierza zignorować oczekiwania wyborców.
Każdy, kto świadomie przeżył ostatnie osiem lat wie, że rządy PO-PSL były największym nieszczęściem, jakie dotknęło Polaków od czasu magdalenkowego szalbierstwa. Nie tylko z uwagi na rozliczne akty zaprzaństwa, zamach smoleński i skutki zbliżenia z kremlowskimi bandytami, ale z powodu ogromu przestępstw, afer i pospolitych niegodziwości, jakich dopuszczali się przedstawiciele tego reżimu. Przez długie osiem lat mój kraj był pustoszony przez grupę regresywnych, prymitywnych typów, powiązanych wspólnotą kłamstwa i nienawiści, a  niemal każdy dzień przynosił wiedzę o kolejnych aktach podłości i nadużywania prawa. Nie były to pojedyncze incydenty, ale planowe i konsekwentne działania mające na celu represjonowanie obywateli i budowę państwa policyjnego.
Jestem przekonany, że Polacy nie wybrali Andrzeja Dudy z powodu jego doświadczenia politycznego i składanych „obietnic wyborczych”, lecz dlatego, że mieli dość prezydentury opartej na fałszu, agresji i totalnej ignorancji. Nie powierzyli rządów politykom PiS, bo liczyli na „linię porozumienia” i obietnicę 500+, ale to, by przeciąć łańcuch hańby i upokorzeń i wyrwać Polskę z łap łajdaków i sukcesorów komunizmu.
Bez rzetelnej oceny tego okresu, bez prawdy o realiach III RP i napiętnowania winnych wieloletniej zapaści – próżne są nadzieje na jakąkolwiek „zmianę”.
Tymczasem po sześciu miesiącach sprawowania władzy przez układ Prawa i Sprawiedliwości, nie tylko nie mamy informacji o kulisach rządów reżimu PO-PSL, ale nie doczekaliśmy się próby wyjaśnienia jakichkolwiek przestępstw, afer i matactw poprzedniej ekipy. Przez ostatnie pół roku rząd PiS nie przedstawił ani jednego audytu ministerialnego i nie sformułował żadnego zarzutu pod adresem przedstawicieli reżimu. Polacy nadal nie wiedzą o korupcji, nepotyzmie czy ustawionych przetargach. „Odzyskana” przez PiS prokuratura nie prowadzi postępowań w sprawie afery marszałkowej, stoczniowej, gazowej czy hazardowej, ani w żadnej z setek innych afer, o jakich słyszeliśmy w ciągu ostatnich lat. Nic nie słychać o odpowiedzialności karnej i politycznej za paktowanie z Putinem, o zarzutach zdrady dyplomatycznej, o szukaniu winnych represji i przestępstw sądowych, o rozliczeniu samowoli służb specjalnych, o ściganiu służalczych sędziów, prokuratorów i policjantów. Zadziwia też nonszalancja, z jaką prezydent Andrzej Duda traktuje sprawę Aneksu do Raportu z Weryfikacji WSI – dokumentu, który jest źródłem bezcennej wiedzy o funkcjonowaniu przestępczego układu III RP. „Ta sprawa nie jest w tej chwili najważniejsza” – orzekł następca B. Komorowskiego. „Mam znacznie poważniejsze sprawy, co do których zobowiązałem się względem wyborców” – uznał prezydent i do tej chwili odmawia nawet ujawnienia, czy jest w posiadaniu tajnego dokumentu.
Tylko dwie przyczyny mogą tłumaczyć taką sytuację – albo przez osiem lat popełnialiśmy kardynalny błąd, dopatrując się zła w rządach reżimu PO-PSL, albo obecna ekipa chce ukryć przed Polakami wiedzę o funkcjonowaniu „demokracji” III RP i zamierza uciec od obowiązku rozliczenia poprzedników.
Zdecydowanie odrzucam płytkie sofizmaty, którymi wyznawcy partyjnych dogmatów i żurnaliści „wolnych mediów” karmią wyborców PiS. Wyjaśnienia w rodzaju – „to za wcześniej”, „nie jest to dobry czas”, „nie można dawać powodów do ataku”, „trzeba prowadzić spokojną grę i uśpić przeciwnika” – nie zasługują na uwagę ludzi rozumnych. Takie brednie słyszeliśmy przez ostatnie ćwierćwiecze, a pojawiają się wówczas, gdy próbuje się ukryć przed Polakami prawdę lub chce rozgrzeszać błędy i zaniechania polityków. Wiarygodności takich stwierdzeń nie potwierdzają żadne fakty i nigdy nie słyszano, by hordy barbarzyńców zaniechały ataków z powodu uległości ofiary. Dowodzi tego również buta dzisiejszych „targowiczan”, wynikająca z poczucia bezkarności i wiary w niemoc PiS.
To zaniechanie jest tym bardziej naganne, że ze strony przedstawicieli grupy rządzącej wielokrotnie słyszeliśmy publiczne deklaracje o sporządzeniu audytów i ujawnieniu stanu państwa.

piątek, 22 kwietnia 2016

SZCZYT NATO - POD DYKTATEM ROSJI ?

„NATO nie wybuduje w Polsce stałych baz” - oświadczyli podczas konferencji GLOBSEC niemiecka minister obrony Ursula von der Leyen i zastępca sekretarza obrony USA ds polityki europejskiej i NATO, James Townsend.
Była to odpowiedź na apel szefa MSZ Witolda Waszczykowskiego, który podczas tej samej konferencji oznajmił, że oczekuje "obecności, obecności i jeszcze raz obecności" wojsk Sojuszu jako "symbolu gotowości do obrony wschodniej flanki NATO”.
Oświadczenie polityków USA i Niemiec nie jest zaskakujące. W lutym br. w tekście „W przededniu ofensywy ruskiej siły” napisałem - „Istnieje groźba, że NATO ulegnie dyktatowi Kremla i  -w zamian za „misję stabilizacyjną” w Syrii , zrezygnuje z planów wzmocnienia sił na Wschodzie Europy oraz zaakceptuje faktyczną aneksję Ukrainy. Decyzje mogą zapaść w najbliższych tygodniach, a ich zakres będzie kamuflowany do czasu warszawskiego Szczytu NATO”.
Już przed kilkoma miesiącami Putin postawił USA i NATO wobec alternatywy – wzmocnić wschodnią flankę i odstraszać agresora od państw bałtyckich i Polski, czy też  - postawić na ochronę południowych granic, walkę w Syrii i pokonanie tzw. państwa islamskiego?
Pisałem wówczas, że stoimy w obliczu silnej ofensywy rosyjskiej, której jednym z celów jest zablokowanie projektów służących bezpieczeństwu Polski. Do tej ofensywy Rosja przygotowywała się od wielu miesięcy. Kolejne etapy polegały na: wywołaniu „fali imigrantów” i (dzięki pomocy niemieckiej sojuszniczki) ulokowaniu ich w Europie, intensyfikacji wojny w Syrii i politycznym wzmocnieniu reżimu Assada, sprowokowaniu aktów przemocy z udziałem hord muzułmańskich i zastraszaniu społeczeństw Zachodu, eskalacji ataków na chrześcijan na Bliskim Wschodzie, zaktywizowaniu agentury cerkiewnej i kościelnej oraz podjęciu zabiegów dyplomatycznych w USA i UE.

sobota, 9 kwietnia 2016

GDYBY PAN COGITO NIE BAŁ SIĘ POTWORA …


Rozsądni mówią, że można współżyć z potworem, należy tylko unikać gwałtownych ruchów, gwałtownej mowy. Rozsądni wierzą w mechanizmy demokracji, deliberują uczenie o potrzebie konsensusu i próbują omijać potwora szerokim łukiem, zapewniając siebie i innych o potędze karty wyborczej i potrzebie konstruktywnych działań. Ich strach nie ma twarzy umarłego, umarli są dla nich łagodni.
Rozsądni uznali, że ocaleli aby żyć, a ich świadectwo ma być dane w warunkach „demokracji”, w czasie politycznych debat i rzeczowej polemiki. Już dziś cyzelują przyszłe wystąpienia i z kilku sofizmatów próbują sklecić parcianą logikę – nie mieliśmy dokąd odejść, zostaliśmy na śmietniku, zrobiliśmy porządek, kości i blachę oddaliśmy do archiwum.
Rozsądni „chcą łączyć nie dzielić”, głoszą dogmaty „dobrych zmian” i zapewniają o odrzuceniu „zemsty i odwetu”. Wprawdzie dialektyka oprawców nadal brzmi złowrogo i nie da się dostrzec żadnej dystynkcji w rozumowaniu, rozsądni ufają w cywilizowane normy i pokładają nadzieję w formie kamienia albo liścia Wierzą w mądrość Polaków, a nawet w to, że polskość jest zaledwie „wartością dodaną” do miejsca urodzenia i tam, gdzie przez mgłę widać tylko ogromny pysk nicości trzeba wypatrywać twarzy rodaka, brata, przyjaciela. Wystarczy wierzyć. Jak wtedy, gdy futrzana czapka spada na baranie oczy.
Rozsądni odrzucają zgubne podziały i każą słuchać mądrej Natury, która zaleca mimetyzm. Uwielbiają prowadzić strategiczną grę Kropotkin, która ma wiele zalet, wyzwala wyobraźnię historyczną i poczucie solidarności. Jeśli nawet obfituje w dramatyczne epizody, to jej reguły są szlachetne. Dlatego rozsądni rozstawiają figury na wielkiej tablicy imaginacji , na której nie ma miejsca na niewdzięczne role bękartów ani dialektykę My i Oni.
Nie zrobią tego nawet wówczas, gdy opadnie groza, pogasną reflektory i odkryjemy że jesteśmy na śmietniku w bardzo dziwnych pozach, jedni z wyciągniętą szyją, drudzy z otwartymi ustami z których sączyła się jeszcze ojczyzna. W ucieczce przed potworem - tak bardzo chcieliby ocalić życie na niby, że na końcu swoich dni ponieść zwyczajną śmierć, bez glorii, powaleni bezwładem.

Czas, w którym zbrodnia będzie nazwana, nadejdzie nieuchronnie. Jak chwila, by zrozumieć, że dowodem istnienia potwora są jego ofiary i zmierzyć się nie tylko z prawdą o zbrodni, ale stokroć straszniejszą - prawdą o istnieniu potwora.
Ci, którzy są winni zbrodni już budzą się z krzykiem, gdy nawiedza ich sen cesarza szukającego szpary, w którą mógłby się wcisnąć. Z obawy, że  podłoga jest gładka i śliska wciąż posyłają kolejnych żołnierzy, by chodzili wokół sypialni z obnażonymi mieczami.
To już niczego nie zmieni.
Czas, w którym zbrodnia zostanie nazwana postawi nas twarzą w twarz z potworem. Nie takim, jakiego widzieliśmy dotąd na ekranach telewizorów, ubranym w drogie garnitury i służbowe grymasy, namaszczonym na miano „opozycji” i „partnerów w dialogu”. Do końca nie wiadomo – czy będzie miał wtedy spoconą gębę i przyspieszony ze strachu oddech czy tylko przywdzieje kolejną maskę i śmiejąc się z gapiów regulaminowo zastuka kopytami.
O jego twarzy zdecydują rozsądni, wybierając jedną ze ścieżek -  na prawo (gdzie) było źródło lub na lewo (gdzie) było wzgórze. Oni wiedzą, że nie można mieć zarazem źródła i wzgórza idei i liścia i przelać wielość bez szatańskich pieców ciemnej alchemii zbyt jasnej abstrakcji. Oni zrozumieli, że obywatele szyją nowe sztandary niewinnie białe i nie wypada postępować wbrew radom stoików.
Drogę na wprost  - gdzie niewola niewolą, nóż jest nożem a śmierć śmiercią - wskażą tylko poeci i kilku nieuleczalnych marzycieli.
Kiedykolwiek nadejdzie ten czas, na krótką chwilę przywróci nam prawa utracone przed laty. Pierwsze – do czerpania ze śmierci tych, których dosięgła nienawiść. Przed siedemdziesięcioma laty i dziś.
Drugie – do semantycznego ładu i prostoty wyboru: tak lub nie.
Ten czas rozstrzygnie – czy dołączymy do grona przodków czy staniemy się potworem.

piątek, 1 kwietnia 2016

ZBRODNIA ZAŁOŻYCIELSKA III RP MUSI ZOSTAĆ WYJAŚNIONA

Każdy, kto nosi w sobie pragnienie wolnej Polski, musi zrozumieć, że sprawa zabójstwa księdza Jerzego Popiełuszki nie jest „tematem historycznym” ani „kwestią polityczną”, lecz wciąż żywą, nieprzedawnioną rzeczywistością, która ukształtowała fundamenty III RP i nadal decyduje o naszej przyszłości.
Przez 30 lat, w oparciu o farsę tzw. procesu toruńskiego wmawiano Polakom, że winni tej zbrodni ponieśli już karę. Ówczesna władza stworzyła powtarzaną do dziś legendę o wyłącznej winie czterech funkcjonariuszy SB i na tym kłamstwie oparła koncepcję „historycznego kompromisu” katów z ofiarami. Legendę uwiarygodnili sami esbecy, do końca odgrywając swoje role. W niezmienionej formie, kłamstwo to narzucone siłą komunistycznej propagandy, zostało przyjęte i zaakceptowane w III RP, stając się fundamentem komunistycznej sukcesji.  Odtąd wszystkie środowiska uczestniczące w zmowie milczenia przyjęły na siebie rolę zakładników zbrodni oraz odpowiedzialność za ukrywanie prawdziwych sprawców i mocodawców.  Depozyt ten do dziś daje gwarancję bezkarności komunistycznym oprawcom i stanowi „aksjologiczne spoiwo” łączące funkcjonariuszy bezpieki, ludzi Kościoła i „demokratycznej opozycji”.
Przypomnę, że Polacy i polski Kościół otrzymali szczególny nakaz od świętego Jana Pawła II. 27 listopada 1984 roku, nasz papież zobowiązał polski Kościół do wyjaśnienia prawdy o śmierci księdza Jerzego i w słowach - "Kościół nie może dopuścić, by zleceniodawcy zabójstwa księdza pozostali nieznani" – zawarł niespełniony do dziś testament.
Wszelkie próby zdemaskowania prawdziwych okoliczności zabójstwa, były i są skutecznie blokowane. To jedna z najistotniejszych wskazówek, jak z fundamentalną i żywą sprawą mamy do czynienia. W niewyjaśnionych okolicznościach ginęli świadkowie, innych zastraszano i nakłaniano do milczenia. Ludzi, którzy wykazali dość odwagi, by naruszyć tajemnicę tej zbrodni nazwano szaleńcami i fantastami. Odmówiono im prawa do zajmowania się tematem, przemilczano ich argumenty, szykanowano lub skazano na zapomnienie. Tak postąpiono z prokuratorem Andrzejem Witkowskim, tak również potraktowano księdza Stanisława Małkowskiego i Wojciecha Sumlińskiego.
Jeśli ktoś mówi dziś o potrzebie „dobrych zmian” i chce odbudowy autentycznej wspólnoty narodowej, musi też podjąć wyzwanie związane z tajemnicą zbrodni założycielskiej III RP. Tylko prawda o tym - kto naprawdę zabił księdza Jerzego, kim byli mocodawcy zbrodni i ludzie towarzyszący esbeckim porywaczom, może zburzyć fundament, na których wspiera się triumwirat morderców, tchórzy i donosicieli. Bez zrozumienia tego obowiązku, próżne są deklaracje patriotyzmu i wierności polskim ideałom, próżne epatowanie walką z patologiami tego państwa. Póki tryumfuje kłamstwo o zbrodni założycielskiej i trwa tchórzliwa zasłona milczenia – nie może być wolnej Polski.
Dlatego każdy, kto próbuje uciekać od tego obowiązku lub chciałby zamilczeć wołanie o prawdę – okłamuje siebie i innych i staje się zakładnikiem zbrodniczej intrygi.
Od wielu miesięcy jesteśmy świadkami wyjątkowo niegodziwej i ordynarnej mistyfikacji, której ofiarą ponownie staje się prawda o śmierci świętego Jerzego.
Do prezydenta Andrzeja Dudy skierowano co najmniej pięć petycji, których autorzy domagali się podjęcia sprawy zabójstwa Kapelana Solidarności i powierzenia śledztwa prokuratorowi Andrzejowi Witkowskiemu. Mam na myśli petycję Wojciecha Sumlińskiego, podpisaną przez kilkanaście tysięcy Polaków, apele księdza Stanisława Małkowskiego, Kornela Morawieckiego i środowiska kibiców oraz apel prof. dr hab. Stanisława Mikołajczaka, złożony w imieniu naukowców i pracowników uniwersyteckich zrzeszonych w Akademickich Klubach Obywatelskich im. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego. W tym apelu znalazły się szczególnie ważne słowa – „Odzyskaliśmy niepodległość także dzięki ofierze Księdza Jerzego. Dlatego mamy obowiązek stać po stronie prawdy i dążyć do jej całkowitego ujawnienia”.

sobota, 26 marca 2016

WIELKANOC 2016






Zwycięzca śmierci, piekła i szatana, Wychodzi z grobu dnia trzeciego z rana…

Życzę Państwu, by ten błogosławiony czas zmartwychwstania Jezusa Chrystusa był pełen radości, miłości i wiary, dawał siłę do pokonywania trudności i pozwolił z ufnością patrzeć w przyszłość. Obyśmy nigdy nie utracili prostoty wiary płynącej ze świadomości Krzyża i Zmartwychwstania. 
Życzę pragnienia wolności i woli dążenia do prawdy – darów szczególnie potrzebnych w naszej Ojczyźnie.
Niech świąteczny czas będzie okazją do spotkań w gronie rodzinnym, niech przyniesie wiele radości i dobra.

Radosnego Alleluja !