Powszechne oburzenie środowisk prawicowych wywołała
uchwała Sejmu w sprawie zbrodni wołyńskiej. Oburzenie ze wszech miar słuszne,
bo użyte w uchwale określenie - "czystka etniczna o znamionach ludobójstwa"
nie tylko fałszuje prawdę o tej potwornej zbrodni, ale jest przejawem
pospolitego tchórzostwa i politycznego koniunkturalizmu -podniesionych przez
obecny reżim do rangi „racji stanu”.
Gdy ważyły się losy uchwały, nie miałem wątpliwości, że grupa rządząca nie dopuści do innego rozstrzygnięcia i nie pozwoli
na określenie rzezi wołyńskiej mianem ludobójstwa. Wynikało to nie tylko z antypolskiego
charakteru obecnego reżimu, ale było efektem swoistego konsensusu trzech
środowisk. Sejmowe głosowanie wyglądało bowiem na ostatni akord koszmarnej, ahistorycznej
inscenizacji, której reżyserami byli nie tylko posłowie PO czy RP.
Warto się zastanowić – kto narzucił to mętne określenie,
dlaczego właśnie „czystka etniczna” została użyta w kolejnym proces zakłamywania
polskiej historii?
Jeśli mamy poważnie
traktować nakaz zawarty w słowach księdza Isakowicza-Zaleskiego – „trzeba powiedzieć prawdę, a nie tworzyć
jakieś karkołomne, sztuczne i fałszywe sformułowania” - i nie próbujemy kierować
się (jak trafnie ujął to Jarosław Kaczyński) „pedagogiką wstydu", trzeba przypomnieć, że nazwanie zbrodni
wołyńskiej „czystką etniczną” zostało narzucone Polakom przez Episkopat Polski
i Bronisława Komorowskiego.
Trzy dokumenty: Polsko ukraińska deklaracja o
pojednaniu, podpisana 28 czerwca br. przez Przewodniczącego Konferencji
Episkopatu Polski i Metropolitę Kijowsko-Halickiego Ukraińskiego Kościoła
Greckokatolickiego, przemówienie Bronisława Komorowskiego podczas nabożeństwa
żałobnego w dniu 27 czerwca br. oraz wystąpienie Komorowskiego z 11 lipca br. - pozwalają sformułować jednoznaczną tezę.