Nie będziemy razem, bo nie ma przyzwolenia na zdradę o świcie i na fałsz przekraczający ludzką miarę. Nie możemy być razem, bo nasz gniew jest dziś bezsilny, gdy zabrano nam tylu niezastąpionych. Nigdy nie będziemy razem, bo pamiętamy - kto siał nienawiść i chciał zebrać jej żniwo.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą umowa gazowa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą umowa gazowa. Pokaż wszystkie posty

piątek, 23 lipca 2010

SAMOLIKWIDACJA

Od chwili objęcia władzy przez grupę PO-PSL było oczywiste, że nowy rząd nie jest zainteresowany projektem dywersyfikacji dostaw energii. Po odejściu Piotra Naimskiego z funkcji pełnomocnika ds. dywersyfikacji, Donald Tusk nie powołał już jego następcy. Za to w marcu 2008 roku w Ministerstwie Gospodarki, zarządzanym przez Waldemara Pawlaka doszło do samorozwiązania Departamentu Dywersyfikacji Dostaw Nośników Energii. Z szesnastu osób, które tam pracowały, piętnaście odeszło, bo rząd nie miał dla nich żadnych sensownych zadań. Wkrótce też przedstawiciele rządu zaczęli podważać sens projektów uniezależniających nas od Rosji podjętych za czasów PiS  i ogłosili chęć zacieśnienia współpracy z Gazpromem. 
Już wówczas stało się jasne, że grupa rządząca zrezygnowała nawet z pozorowania działań zmierzających do dywersyfikacji i postawiła na utrwalenie monopolu rosyjskiego. Kierujący ministerstwem wicepremier Waldemar Pawlak, wykazał tym samym godną podziwu konsekwencję, sięgającą lat 90-tych. To przed 15 laty, w dniu 18 lutego 1995 roku ustępujący już rząd Waldemara Pawlaka podpisał umowę gazową z Rosją. Na mocy tej umowy, na wyraźny wniosek Gazpromu i jego ówczesnego prezesa Rema Wiachiriewa, do firmy EuRoPol Gaz został włączony trzeci akcjonariusz, Gas-Trading, którego udziałowcem był Bartimpex Aleksandra Gudzowatego. Wówczas też ustalono strukturę Gas Trading, w którym 43 proc. udziałów należy do PGNiG, 36 proc. do Bartimpexu A. Gudzowatego i blisko 16 proc. do Gazprom Export.
Od tego zdarzenia minęło wiele lat, a przetasowania rządowo-mafijne w Rosji doprowadziły do powstania nowych układów i poszukiwania nowych sojuszników. Niezmienna pozostała zasada, iż ropa i gaz stanowi w polityce Rosji broń równie skuteczną, jaką w czasach Związku Sowieckiego były czołgi i rakiety Czerwonej Armii. Zgodnie z tą strategią – kontrakt i inwestycja gazowa jest zawsze elementem ekspansywnej polityki zagranicznej. Gdy zatem polski premier, we wrześniu ubiegłego roku stwierdził na wspólnej konferencji prasowej z Putinem, że „gaz w relacjach polsko-rosyjskich nie może być i nie powinien być przedmiotem polityki, a wyłącznie dobrze pojętego wspólnego interesu” –trudno o bardziej rażący przykład ignorancji i myślenia życzeniowego.
W imię tak pojmowanego interesu rząd Donalda Tuska przyjął zatem jako rzecz całkowicie naturalną, że jedno zdanie rosyjskiego premiera ma moc wiążącą. Przypomnę tę wypowiedź Władimira Putina z 2 września 2009 r: „W swoim czasie wybudowaliśmy system gazociągów przez Polskę i w porozumieniach międzyrządowych napisane jest, że własność tego systemu musi być podzielona między polską a rosyjską firmą 50 do 50 proc., a tu nagle się okazało, że fizyczna osoba z polskiej strony ma 4 proc., chociaż praktycznie w 100 proc. Gazprom finansował cały ten projekt. Nie chcę tutaj nikogo winić i myślę, że po prostu trzeba spojrzeć na korupcyjność tej decyzji”.
Skutkiem tej dyrektywy, było przyjęcie przez rząd Donalda Tuska wszystkich warunków nowej umowy gazowej z Rosją. Słowa Putina z września ub.r. wyrażały wolę, by rurociąg jamalski należał odtąd do Gazpromu i PGNiG, a spółka Gas Trading zniknęła z akcjonariatu EuRoPol Gazu – firmy zarządzającej polskim odcinkiem rurociągu. Do tej pory struktura własności EuRoPol Gaz wyglądała następująco: Gazprom – 48 %., PGNiG razem z Gaz Trading – 52 %, co miało dawać gwarancję, że spółka będzie reprezentować polskie interesy. Dotychczas też, jeśli zarząd EuRoPol Gazu nie podjął decyzji zwykłą większością głosów, o wyniku głosowania rozstrzygał prezes nominowany przez PGNiG. W myśl dyrektywy Putina – 50/50 - kluczowe decyzje mają odtąd zapadać na zasadzie jednomyślności, co faktycznie umożliwi Rosjanom forsowanie własnego stanowiska. Dotyczy to zwłaszcza kwestii wysokości opłat za transport gazu. Rosjanie domagali się bowiem, by opłaty były jak najniższe, i kwestionując taryfy zatwierdzane przez Urząd Regulacji Energetyki, od czterech lat nie uiszczali w pełni rachunków ustalanych według polskich taryf. Dług Gazpromu z tego tytułu wyniósł 410 milionów dolarów, czyli ponad 1,2 miliarda złotych. Na tę kwotę składa się 350 mln dolarów, których domagamy się od Rosjan z tytułu tranzytu w latach 2006 – 2009, oraz 60 mln dolarów z tytułu odszkodowania za gaz nie dostarczony w 2009 roku. Wykluczenie firmy Gas Trading z akcjonariatu EuRoPol Gazu nie powinno zatem leżeć w interesie Polski, a przyjęcie dyrektywy Putina skazuje nas de facto na dyktat Gazpromu i pełne uzależnienie w kwestii cen za dostawy gazu. Wspólny komunikat Gazpromu, PGNiG i „odzyskanego” przez Rosjan EuRoPol Gazu z 27 stycznia br. potwierdzał, że rząd Tuska skapitulował wobec wszystkich żądań Putina i przyjął narzucone przez Rosjan warunki. W komunikacie mówi się wyraźnie, że „zostały rozwiązane problemy przesyłu gazu, należącego do ОАО Gazprom, przez terytorium Rzeczpospolitej Polskiej i działalności spółki EuRoPol Gaz SA Strony uważają za uregulowane rozbieżności odnośnie opłaty stawki tranzytowej za przesył gazu rosyjskiego przez terytorium Polski w latach 2006-2009. W lutym br. rząd zgodził się na podpisanie umowy. O jej kształcie mogliśmy dotąd jedynie spekulować, bo treść uzgodnień została przed Polakami ukryta.
Pod koniec czerwca uchylono nieco tajemnicy i mogliśmy poznać przynamniej część z  ustępstw, jakich  grupa rządząca udzieliła Rosjanom. Okazało się, że stawki za tranzyt gazu, jakie Gazprom ma płacić Polsce są niższe nawet od stawek, jakie Rosjanie płacą reżimowi Łukaszenki.  Od marca br. za tranzyt 1 tys. m sześc. gazu na odległość 100 km Gazprom płaci Polsce równowartość 1,74 dol. Stawka uzgodniona na ten rok z Białorusią wyniosła 1,88 dol, a za tranzyt  rosyjskiego gazu przez Ukrainę Gazprom musi płacić aż 2,74 dol. Na tym nie kończy się szczodrość grupy PO-PSL wobec płk. Putina. Polska daruje Rosjanom dług w wysokości 180 mln dol. – tj. kwotę, jaką rzekomo Gazprom był winien spółce EuRoPol Gaz przez okres czterech lat niepłacenia prawidłowych stawek. W tym samym czasie zwołano w Warszawie walne zgromadzenie akcjonariuszy EuRoPol Gazu, do której należy tranzytowy gazociąg przez Polskę i zaplanowano zatwierdzenie bilansów spółki nie tylko za zeszły rok, ale także za lata 2006 – 2008. Wszystko po to, by umorzyć dług Rosjan.
W zamian za te ustępstwa Gazprom wyraził zgodę na zwiększenie dostaw gazu do Polski i przedłużenie kontraktu o 15 lat - do 2037 r.  Do podpisania umowy na szczeblu rządowym ma dojść wkrótce i jedną nadzieję na jej zablokowanie można upatrywać w postępowaniu Komitetu Europejskiego, który nadal sprawdza, czy rząd Tuska nie złamał europejskiego prawa, przyznając Gazpromowi ulgowe opłaty na tranzyt gazu i monopol na korzystanie z jamalskiej rury aż do 2045 roku. Jeśli KE nie zablokuje tych ustaleń, wkrótce możemy spodziewać się propagandowego odtrąbienia „sukcesu polskich negocjatorów” i podpisania umowy, pieczętującej nowe polsko-rosyjskie „pojednanie”, prowadzące do całkowitego uzależnienia III RP od  dyktatu Rosji.
Mocnym akcentem, potwierdzającym rezygnację grupy rządzącej z jakichkolwiek planów dywersyfikacji dostaw energii była, przeprowadzona bez rozgłosu likwidacja Zespołu do spraw Polityki Bezpieczeństwa Energetycznego. Tego niemal symbolicznego gestu dokonał Donald Tusk zarządzeniem nr.39 z dn.14 czerwca br. Zespół, w skład którego wchodzili  premier, minister gospodarki oraz ministrowie: spraw wewnętrznych i administracji, spraw zagranicznych, finansów, skarbu państwa, infrastruktury, środowiska oraz sekretarz Kolegium ds. Służb Specjalnych zajmował się m.in. opracowaniem polityki bezpieczeństwa energetycznego państwa, koordynacją działań organów administracji rządowej w zakresie polityki bezpieczeństwa energetycznego oraz przedstawiał propozycje inicjatyw dotyczących polityki bezpieczeństwa energetycznego na forum międzynarodowym. Posiedzenia zespołu zwoływano zwykle w czasie gazowych kryzysów na Wschodzie. Od tej reguły odstąpiono jednak pod koniec czerwca br., gdy Gazprom przykręcił kurek z gazem Białorusi i doszło do zakłóceń w tranzycie rosyjskiego gazu przez Białoruś do Polski. Odstąpiono – bo premier zespół zlikwidował.
Rzecznik rządu Paweł Graś nie potrafił wyjaśnić przyczyn tej decyzji, informując jedynie, że powstał nowy międzyresortowy zespół ds. realizacji polityki energetycznej Polski do 2030 r., którego skład świadczy jednak o znacznie niższej randze. Kieruje nim bowiem wicepremier Pawlak, a w jego składzie są m.in. ministrowie rolnictwa oraz nauki i szkolnictwa wyższego. W zespole nie ma nikogo ze służb specjalnych, próżno też szukać fachowców od bezpieczeństwa energetycznego.
Można powiedzieć, że decyzja Tuska była jak najbardziej słuszna. Szczególnie – w kontekście umowy gazowej z Rosją, uzależniającej nas do roku 2045 od dyktatu cenowego i surowcowego Gazpromu. W państwie, które dobrowolnie zrezygnowało z jednego z najważniejszych atrybutów suwerenności, jakim jest bezpieczeństwo energetyczne – utrzymywanie organów zajmujących się tym tematem, jest po prostu zbyteczne.
W tej sytuacji, wypada jeszcze poczekać na samolikwidację Rady Ministrów.



Artykuł opublikowany w nr.29/2010 Gazety Polskiej. 

piątek, 5 lutego 2010

WYKONAWCY DYREKTYW PUTINA

W pracy doktorskiej płk KGB Władymira Putina, złożonej na wydziale ekonomii petersburskiego Instytutu Górnictwa w 1997 roku, można znaleźć pomysły na wykorzystanie zasobów surowcowych Rosji w celu wzmocnienia jej pozycji strategicznej, głównie dzięki częściowej nacjonalizacji handlu ropą naftową i gazem. Po objęciu najwyższego urzędu w Rosji, prezydent - Putin konsekwentnie dążył do praktycznej realizacji swoich projektów i uczynienia z rosyjskiej ropy i gazu broni równie skutecznej, jaką w czasach Związku Sowieckiego były czołgi i rakiety Czerwonej Armii. Jako reprezentant środowiska „siłowników” – sprawujących na Kremlu rzeczywistą władzę, Putin miał uczynić z zasobów surowcowych środek służący utrwaleniu dotychczasowej strefy wpływów oraz odzyskaniu przez Rosję realnej mocarstwowej pozycji.

Zgodnie z tą strategią – kontrakt i inwestycja gazowa jest zawsze elementem ekspansyjnej polityki zagranicznej Rosji , a kwestie ekonomiczne zdają się spełniać rolę drugorzędną. Projekt Gazociągu Północnego, nazwany ekonomicznym paktem Ribbentrop - Mołotow w pełni potwierdza tę regułę.

Gdy zatem polski premier, we wrześniu ubiegłego roku stwierdził na wspólnej konferencji prasowej z Putinem, że „gaz w relacjach polsko-rosyjskich nie może być i nie powinien być przedmiotem polityki, a wyłącznie dobrze pojętego wspólnego interesu” – trudno o dobitniej rażący przykład politycznej ignorancji i życzeń bez pokrycia. Tym bardziej, że w tym samym dniu Putin postawił przed polskim rządem ultimatum, od którego spełnienia uzależnił podpisanie długoterminowej umowy gazowej. Padają wówczas słowa :„W swoim czasie wybudowaliśmy system gazociągów przez Polskę i w porozumieniach międzyrządowych napisane jest, że własność tego systemu musi być podzielona między polską a rosyjską firmą 50 do 50 proc., a tu nagle się okazało, że fizyczna osoba z polskiej strony ma 4 proc., chociaż praktycznie w 100 proc. Gazprom finansował cały ten projekt”.

Nikt nie ośmiela się prostować kłamstw o finansowaniu całego projektu przez Gazprom, nikt też nie zwraca uwagi, że dyrektywa pułkownika KGB jest sprzeczna z polskim prawem i prowadzi do przejęcia przez Rosję kontroli nad strategiczną spółką paliwową. Dyktat Putina jest konsekwencją nakazu wydanego rosyjskiemu Gazpromowi w roku 2005. To wówczas prezydent Rosji polecił, by nowa strategia eksportowa Gazpromu zmierzała do przejmowania przez koncern udziałów w firmach gazowniczych i elektroenergetycznych w zamian za przedłużenie kontraktów na dostawy gazu. W zgodzie z tą strategią na początku 2009 roku Gazprom wymusił od rządu Donalda Tuska renegocjację umowy rządowej Polski i Rosji z 1993 r. Warto zwrócić uwagę, że w lipcu 2009 roku rząd rosyjski postanowił, że nie podniesienie podatków od Gazpromu, które w latach 2010-12 miały przynieść budżetowi 1,5 do 2 mld dolarów rocznie. A ponieważ dodatkowe dochody już zapisano w budżecie Rosji, Gazprom zapowiedział, że zapewni je rządowi, zwiększając eksport gazu i podnosząc jego ceny dla niektórych zagranicznych odbiorców. Jest bardzo prawdopodobne, że negocjacje z Polską rosyjski koncern wykorzystał właśnie do zwiększenia dochodów obiecanych swojemu państwu.

Jak tego dokonano?

Słowa Putina z września ub.r. wyrażały wolę, by rurociąg jamalski należał odtąd do Gazpromu i PGNiG, a spółka Gas Trading (w której 36% akcji miał Gudzowaty) zniknęła z akcjonariatu EuRoPol Gazu – firmy zarządzającej polskim odcinkiem rurociągu. Do tej pory struktura własności EuRoPol Gaz wyglądała następująco: Gazprom – 48 %., PGNiG razem z Gaz Trading – 52 %, co miało dawać gwarancję, że spółka będzie reprezentować polskie interesy. Dotychczas też, jeśli zarząd EuRoPol Gazu nie podjął decyzji zwykłą większością głosów, o wyniku głosowania rozstrzygał prezes nominowany przez PGNiG. W myśl dyrektywy Putina – 50/50 - kluczowe decyzje mają odtąd zapadać na zasadzie jednomyślności, co faktycznie umożliwi Rosjanom forsowanie własnego stanowiska. Dotyczy to zwłaszcza kwestii wysokości opłat za transport gazu. Rosjanie domagają się bowiem, by opłaty były jak najniższe, i kwestionując taryfy zatwierdzane przez Urząd Regulacji Energetyki, już od czterech lat nie uiszczają w pełni rachunków za usługi EuRoPol Gazu ustalanych według polskich taryf. Dług Gazpromu z tego tytułu wynosi 410 milionów dolarów, czyli ponad 1,2 miliarda złotych. Na tę kwotę składa się 350 mln dolarów, których domagamy się od Rosjan z tytułu tranzytu w latach 2006 – 2009, oraz 60 mln dolarów z tytułu odszkodowania za gaz nie dostarczony w 2009 roku. Jest zatem oczywiste, że wykluczenie firmy Gas Trading z akcjonariatu EuRoPol Gazu nie powinno leżeć w interesie Polski, a przyjęcie dyrektywy Putina skazuje nas de facto na dyktat Gazpromu i pełne uzależnienie w kwestii cen za dostawy gazu. 26 października 2009 r. ulimatum Putina powtórzył wiceprezes Gazpromu Aleksander Miedwiediew. Poinformował również, że dzień wcześniej odbyły się negocjacje ministra gospodarki Waldemara Pawlaka z ministrem energetyki Rosji Siergiejem Szmatko, podczas których uzgodniono już, że PGNiG i Gazprom będą miały po 50 proc. akcji EuRoPol Gazu. Teraz - obie spółki otrzymały zadanie ustalenia szczegółów nowego podziału akcji – czyli pozbycia się udziałów Gudzowatego. Już wówczas stało się oczywiste, że rząd Tuska bez najmniejszych zastrzeżeń przyjął dyrektywę Putina i (wbrew interesom polskiej spółki) dąży do jej realizacji.

Wcześniej, należało jednak usunąć dwie istotne przeszkody. Pierwszą, okazał się sam Gudzowaty, zapowiadając, że nie da się wyrzucić z EuRoPol Gazu. Drugą – postawa prezesa spółki EuRoPol Gaz i kilku członków zarządu, którzy odmawiali ustępstw na rzecz Gazpromu, a przede wszystkim nie chcieli słyszeć o umorzeniu ogromnego długu rosyjskiego koncernu. W piśmie prezesa Kwiatkowskiego do ministra Grada pada nawet ostrzeżenie, że pójście na kompromis z Gazpromem oznacza złamanie polskiego prawa. Co w tej sytuacji robi rząd Donalda Tuska?

Oto jeszcze 11 grudnia wicepremier Pawlak twierdzi, że „umowa gazowa z Rosjanami jest "zbalansowana i zabezpiecza interesy obu stron”. Okazuje się jednak, że w umowie zawarto zapis o „uregulowaniu wszystkich kwestii spornych”, którego podpisanie mogłoby narazić członków rządu na zarzut potwierdzenia nieprawdy. Nadal bowiem, z powodu oporu zarządu EuRoPol Gazu nierozstrzygnięta pozostaje sprawa rosyjskiego długu. By umorzyć zadłużenie i umożliwić Rosjanom przejęcie nadzoru nad EuRoPol Gazem, trzeba dokonać zmian w zarządzie spółki. To zaś wymaga czasu. Pawlak stosuje zatem medialny manewr i informuje, jakoby do podpisania kontraktu nie doszło z winy urzędników kancelarii premiera, nazywając ich działania sabotażem. „Doszło do sabotażu, odpowiedzialne za niego osoby zostały już usunięte, teraz zajmie się nimi prokurator - grzmi Pawlak 18 grudnia 2009 roku Pawlak stwierdza, że „wynegocjowane już międzyrządowe porozumienie w sprawie dostaw gazu z Rosji do Polski nie trafi na posiedzenie rządu, zanim nie będzie wiążących uzgodnień między firmami - PGNiG i Gazpromem”. Ta mistyfikacja z uzgodnieniami na poziomie firm, ma na celu odsunięcie od rządu podejrzeń, iż wyraził zgodę na rosyjskie ultimatum. Faktycznie – każda decyzja PGNiG wyraża polityczną wolę polskiego rządu, ponieważ to Skarb Państwa jest właścicielem spółki i posiada w niej 84,75% akcji.

Jednocześnie, Waldemar Pawlak przedstawia jako własną propozycję rozwiązania kwestii rosyjskiego zadłużenia. Zakłada ona, że Gazprom obniży nam o 1 proc. cenę za przyszłe dostawy gazu, a tym samym będzie spłacał dług wobec Polski. Wypowiedź Pawlaka zostaje natychmiast podchwycona przez prasę rosyjską i już następnego dnia dziennik „RBK-daily" partner niemieckiego "Handelblatt" informuje, że Polska gotowa jest umorzyć dług Gazpromu. Cytowani przez "RBK-daily" eksperci obliczyli, że 1 proc. zniżki dla strony polskiej może kosztować Gazprom około 15 mln dolarów. Oznacza to, że całość długu rosyjskiego koncernu wobec Polski (zakładając stabilność cen i nie naliczanie odsetek) zostałby spłacona w czasie najbliższych... 27 lat.

Teraz, pozostaje jedynie dokonać formalnego przejęcia przez Rosjan spółki EuRoPol Gaz i przyjąć „biznesową” propozycję wicepremiera. W tym celu 19 stycznia 2010 r zwołano posiedzenie rady nadzorczej spółki, podczas którego, za sprawą głównych udziałowców – PGNiG i Gazpromu (czyli de facto rządów Polski i Rosji) – dokonano rewolucji kadrowej w zarządzie spółki. W czynnościach prezesa zarządu zawieszono Michała Kwiatkowskiego i dwóch jego zastępców Jurija Kałużskiego i Jerzego Tabakę – przeciwnych ustępstwom na rzecz Gazpromu, a w ich miejsce powołano do zarządu Michała Szubskiego ( szefa PGNiG) który będzie odtąd pełnił obowiązki prezesa, Aleksandra I. Miedwiediewa (szefa Gazpromu), jako wiceprezesa oraz Mirosława Dobruta, jako członka zarządu. Ten skład szefostwa EuRoPol Gaz ma gwarantować, że odtąd spółka będzie działać w „duchu porozumienia międzynarodowego” – jak głosi oficjalny komunikat. Pada również zapowiedź wszczęcia procedury sądowego pozbawienia Aleksandra Gudzowatego udziałów w Gas Trading.

Od tej chwili – nic już nie stoi na przeszkodzie, by podpisać kontrakt gazowy na warunkach wyznaczonych dyrektywą płk Putina. Oznacza to: zwiększenie dostaw rosyjskiego gazu do ilości 11 mld m3 w latach 2010 – 2037, wydłużenie okresu obowiązywania kontraktu na usługę przesyłu gazu gazociągiem jamalskim z 2019 r. do 2045 roku, zgodę na 1% upust cenowy, mający rzekomo rekompensować rosyjskie zadłużenie wobec Polski, podział akcjonariatu EuRoPol Gazu pomiędzy PGNiG i Gazprom według zasady 50/50, zarządzanie EuRoPol Gazem na zasadzie jednomyślności podejmowania uchwał, rezygnację strony polskiej z uprzywilejowanego głosu prezesa zarządu oraz przewodniczącego rady nadzorczej.

Wspólny komunikat Gazpromu, PGNiG i „odzyskanego” przez Rosjan EuRoPol Gazu z 27 stycznia br. potwierdza, że rząd Donalda Tuska skapitulował wobec wszystkich żądań Putina i przyjął w/w warunki. W komunikacie mówi się wyraźnie, że „zostały rozwiązane problemy przesyłu gazu, należącego do ОАО Gazprom, przez terytorium Rzeczpospolitej Polskiej i działalności spółki EuRoPol Gaz SA Strony uważają za uregulowane rozbieżności odnośnie opłaty stawki tranzytowej za przesył gazu rosyjskiego przez terytorium Polski w latach 2006-2009.” Pozostaje – w propagandowej atmosferze „sukcesu polskich negocjatorów” podpisać umowę na poziomie międzyrządowym – co najprawdopodobniej wkrótce nastąpi.

Nadal nie posiadamy żadnych informacji o szczegółach kontraktu, zawartości ewentualnych załączników (zawsze obecnych w tego typu umowach), a przede wszystkim o kosztach, jakie polskie społeczeństwo – w związku z wykonaniem przez rząd dyrektywy Putina - będzie ponosić przez najbliższe 27 lat. Minister gospodarki Waldemar Pawlak zignorował pytania Rzecznika Praw Obywatelskich, zadane w tej sprawie w imieniu obywateli. Tchórzliwie przemilczał również moje pytania, przedstawione w kilku tekstach i zadane wicepremierowi na „Waldemar Pawlak blog” – mimo, iż złożył publiczną obietnicę, że odpowiedzi udzieli. Milczenie tego rządu - który nawet porażki próbował przerabiać na sukces, musi świadczyć, że mamy do czynienia ze sprawą, przy której tzw. afera hazardowa wydaje się niewinnym występkiem.

Tekst został opublikowany w nr. 5(862)/2010 Gazety Polskiej