Nie będziemy razem, bo nie ma przyzwolenia na zdradę o świcie i na fałsz przekraczający ludzką miarę. Nie możemy być razem, bo nasz gniew jest dziś bezsilny, gdy zabrano nam tylu niezastąpionych. Nigdy nie będziemy razem, bo pamiętamy - kto siał nienawiść i chciał zebrać jej żniwo.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Piłsudski. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Piłsudski. Pokaż wszystkie posty

piątek, 30 sierpnia 2019

BŁOTO


Z przemówienia Marszałka Józefa Piłsudskiego na bankiecie w hotelu „Bristol” w dn. 3 lipca 1923.

        Powtarzam raz jeszcze, że nie znam faktu tak dziwnego, nie znam faktu tak śmiesznego w swojej prostocie, jak ten, który jednego człowieka, tak mało zna­nego, tak mało odczutego, tak mało zżytego z calem tem społe­czeństwem — bo wśród posłów znałem może kilkunastu, wszyscy inni byli mi obcy ludzie, którzy mnie nie znali, którzy nic nigdy nie widzieli w mojem życiu — wynosi na to stanowiska, bez ża­dnego gwałtu, przymusu, bez ża­dnej agitacji, a nawet wbrew je­go woli, gdyż tego nie szukał da­je mu dobrowolnie władzę tale wybitną i tak wyjątkową.
Kazano mi wreszcie reprezen­tować siebie, wszystkich w Polsce nazewnątrz i wewnątrz.
Jeże­li przedtem mogłem tłumaczyć zjawisko, jakiemś zamąceniem, jakąś nieumiejętnością — to w tym wypadku ludzie wybrani, mający czas do namysłu, do na­rad, do krytyki każdego swego postanowienia — dają mi poza tem co miałem poprzednio, dają mi siłę moralną, którą każdy człowiek mieć może, gdy takiem obdarzony jest zaufaniem, gdy to zaufanie w taki manifestacyjny, w taki uroczysty, w taki niezwy­kły sposób się wyraża.
Lecz od­tąd, Panowie, te piękne zaszczy­ty, cudne jak z bajki tysiąca i je­dnej nocy, odtąd historja się zmienia.
Postawiono umie tak wysoko, jak nigdy nikogo nie stawiano, postawiono mnie tak, bym cień na wszystkich rzucał, stojąc jeden w świetle.
         Był cień, który biegł koło mnie. to wyprzedzał mnie, to zostawał w tyle.
Cieniów takich było mnó­stwo, ciernie te otaczały mnie za­wsze, cienie nieodstępne, chodzą­ce krok w krok, śledzące mnie i przedrzeźniające. Czy na polu bi­tew, czy w spokojnej pracy w Belwederze, czy w pieszczotach dziecka — cień ten nieodstępny koło mnie ścigał mnie i prześla­dował.
Zapluty potworny karzeł na krzywych nóżkach, wypluwa­jący swoją brudną duszę, oplu­wający mnie zewsząd, nie szczę­dzący niczego co szczędzić trze­ba —rodziny, stosunków, bliskich mi łudzi, śledzący moje kroki, robiący małpie grymasy, przekształcający każdą myśl odwrot­nie — ten potworny karzeł pełzał za mną jak nieodłączny druh, ubrany w chorągiewki różnych typów i kolorów — to obcego, to swego państwa, krzyczący fraze­sy, wykrzywiający potworną gębę, wymyślający jakieś niesły­chane historje, ten karzeł był moim nieodstępnym druhem, nieodstępnym towarzyszem doli i niedoli, szczęścia nieszczęścia, zwycięstwa i klęski.
Nie sądźcie, panowie, że to jest tylko metafo­ra, ja zacytuję tylko kilka fak­tów, takich potwornych, dzikich, że trudno pojąć,. z jakiej kadzi nieczystości zarazić trzeba sobie wyobraźnię, by podobne rzeczy wymyśleć.
Reprezentant narodu wybra­ny przez wszystkich, reprezentu­jący wszystkich—kradnie! Zbie­ra, się komisja Sejmowa, aby szu­kać skradzionych przez tego re­prezentanta insygniów królew­skich. Komisja Sejmowa, obra­dująca pod egidą czy pod kierow­nictwem marszałka Sejmu szu­ka, śledzi, bada, poszukuje skra­dzionych przez tego reprezentan­ta rzeczy!
Czy Panowie coś bar­dziej potwornego, coś bardziej wstrętnego, coś bardziej oplute­go pomyśleć możecie? Czy można mieć reprezentanta tego rodzaju? Pomyślcie sobie to gdzie indziej wśród wolnych swobodnych na­rodów — nasz reprezentant — złodziej! Nasz reprezentant zdra­dza kraj w czasie wojny, umawia się z nieprzyjacielem! Naczelny Wódz, prowadzący wojnę, jest zdrajcą. Gdzież na niego kara! Czy jest próba usunięcia go? Czy jest próba pociągnięcia go do odpowiedzialności? Czy jest próba zrobienia go odpowiedzialnym za te niebywałe zbrodnie? Niema, idzie tylko o plucie, idzie tylko o kał wewnętrzny, którego pełna musiała być dusza, jeżeli na te rzeczy się zdobyła.
Idzie o jakieś niesłychanie obrzydłe zjawisko duszy ludzkiej, która w ten spo­sób postąpić może. Potworny ka­rzeł wylęgły z bagien rodzimych. Bity po pysku przez każdego z za­borców, sprzedawany z rąk do rąk, płatny.
Oto ci, którzy chcą obniżyć do swego poziomu to, co zostało wzniesione wysoko..

niedziela, 11 listopada 2018

NIEPODLEGŁA – POSTĄPIĆ INACZEJ


Podczas Zjazdu Legionistów w Lublinie, w roku 1924, Józef Piłsudski przestawił okoliczności, w jakich przyszło mu rozpocząć walkę o Niepodległą:
„Polska i olbrzymia większość Polaków wojny nie chciała, wojny nie wywołała i świadomą była tego, że ona nie o Polskę się toczy. Nie mając samodzielnego przygotowania do wypadków wojennych, Polacy uczynili przy wybuchu światowej katastrofy to, co czynili już dobre półwiecze w życiu codziennem — poddali się nakazom zaborców, wzmacniając w ten sposób siły każdego z nich.
Niewielka garść ludzi, zwanych legjonistami, zdecydowała postąpić inaczej.
Chciała dać Polsce podczas wojny reprezentację w postaci polskiego żołnierza i polskich dla niego dowódców. Wskutek naturalnej niechęci i oporu ze strony zaborców, wskutek ogólnego niedowierzania, by zamiar ten mógł być zrealizowany, — próba udała się tylko w części.
Stan ten musiał doprowadzić do silnych tarć, przy których my, legjoniści, walcząc nieustannie o swoje cele, staliśmy się najjaskrawszym wyrazem obrony honoru i dumy narodowej wobec systematycznego wgniatania nas w błoto przez maszynę wojenną wszystkich trzech zaborców. Dlatego też, pomimo iż ulegliśmy w walce, mamy za sobą tę wielką satysfakcję, żeśmy pierwsi w Polsce zaczęli żyć życiem wojska polskiego i przy powszechnem poniżeniu Polaków mieli spokój co do swego honoru i częste zadośćuczynienie dumy i godności narodowej”.
      Słowa – „Niewielka garść ludzi, zwanych legjonistami, zdecydowała postąpić inaczej”, zasługują na szczególna uwagę. Bo też - „postąpienie inaczej”, wymagało wówczas wielkiej odwagi i poświęcenia.
Ze wspomnień legionistów wynika, że Pierwszą Kadrową nader często witała pustka polskich wsi i miasteczek, że towarzyszyły im gwizdy gawiedzi, gesty pukania w czoło, obojętność, czasem wrogość. Ilu z tych, którzy widzieli żołnierzy w szarych mundurach, potrafiło uwierzyć, że przyniosą oni wolną Polskę?
W innym wystąpieniu, z roku 1926, Józef Piłsudski kreśląc ówczesną sytuację społeczną i polityczną, stwierdził :
„Głównymi powodami obecnego stanu rzeczy w Polsce – to jest nędzy, słabizny wewnętrznej i zewnętrznej – były złodziejstwa, pozostające bezkarne. Ponad wszystkim w Polsce zapanował interes jednostki i partii, zapanowała bezkarność za wszelkie nadużycia i zbrodnie.
W odrodzonym państwie nie nastąpiło odrodzenie duszy narodu.
Gdy wróciłem z Magdeburga i posiadłem władzę, jakiej nikt w Polsce nie piastował, wierząc w odrodzenie narodu, nie chciałem rządzić batem i oddałem władzę w ręce zwołanego przez siebie Sejmu Ustawodawczego, którego wszak mogłem nie zwoływać.
Naród się jednak nie odrodził. Szuje i łajdaki rozpanoszyły się. Naród odrodził się w jednej tylko dziedzinie, w dziedzinie walki orężnej, tzn. pod względem odwagi osobistej i ofiarności względem państwa w czasie walki. Dzięki temu mogłem doprowadzić wojnę do zwycięskiego końca. We wszystkich innych dziedzinach odrodzenia nie znalazłem. Ustawiczne waśnie personalne i partyjne, jakieś dziwne rozpanoszenie się brudu i jakiejś bezczelnej, łajdackiej przewagi sprzedajnego nieraz elementu.
Rozwielmożniło się w Polsce znikczemnienie ludzi.
Swobody demokratyczne zostały nadużyte tak, że można było znienawidzieć całą demokrację.
Interes partyjny przeważał ponad wszystko.
Partie w Polsce rozmnożyły się tak licznie, iż stały się niezrozumiałe dla ogółu.
W rozkazie moim do wojska powiedziałem, że wziąwszy państwo słabe i ledwie dyszące – oddaliśmy obywatelom odrodzone i zdolne do życia.
Cóżeście z tym państwem uczynili? Uczyniliście zeń pośmiewisko!”
       „W odrodzonym państwie nie nastąpiło odrodzenie duszy narodu”. Jakże ta ocena różna od powszechnie dziś przyjmowanych twierdzeń, w których słowa o „zbiorowym wysiłku całego narodu”, zamazują tamte czasy płytkim, sentymentalnym optymizmem.
Warto na dzieje II Rzeczpospolitej spojrzeć z perspektywy człowieka, któremu zawdzięczamy niepodległość. Nie poprzez pryzmat emocjonalnego pseudo-patriotyzmu, jakim karmią nas dziś „środowiska patriotyczne”, ale w świetle twardych,czasem niewygodnych faktów.
Warto tym bardziej, że współczesna „historiozofia” III RP fałszuje genezę wolnej państwowości i wymyślając, coraz to bardziej egzotycznych „ojców niepodległości”, umniejsza lub celowo ignoruje dzieło Józefa Piłsudskiego i garstki tych, którzy „zdecydowali postąpić inaczej”.
Dwie są przyczyny.

poniedziałek, 17 lipca 2017

CIEŃ

Głównymi powodami obecnego stanu rzeczy w Polsce – to jest nędzy, słabizny wewnętrznej i zewnętrznej – były złodziejstwa, pozostające bezkarne. Ponad wszystkim w Polsce zapanował interes jednostki i partii, zapanowała bezkarność za wszelkie nadużycia i zbrodnie.
W odrodzonym państwie nie nastąpiło odrodzenie duszy narodu. 
Gdy wróciłem z Magdeburga i posiadłem władzę, jakiej nikt w Polsce nie piastował, wierząc w odrodzenie narodu, nie chciałem rządzić batem i oddałem władzę w ręce zwołanego przez siebie Sejmu Ustawodawczego, którego wszak mogłem nie zwoływać. 
Naród się jednak nie odrodził. Szuje i łajdaki rozpanoszyły się. Naród odrodził się w jednej tylko dziedzinie, w dziedzinie walki orężnej, tzn. pod względem odwagi osobistej i ofiarności względem państwa w czasie walki. Dzięki temu mogłem doprowadzić wojnę do zwycięskiego końca. We wszystkich innych dziedzinach odrodzenia nie znalazłem.
Ustawiczne waśnie personalne i partyjne, jakieś dziwne rozpanoszenie się brudu i jakiejś bezczelnej, łajdackiej przewagi sprzedajnego nieraz elementu.
Rozwielmożniło się w Polsce znikczemnienie ludzi.
Swobody demokratyczne zostały nadużyte tak, że można było znienawidzieć całą demokrację.
Interes partyjny przeważał ponad wszystko.
Partie w Polsce rozmnożyły się tak licznie, iż stały się niezrozumiałe dla ogółu. To wszystko skierowane było przeciw każdemu, kto reprezentował państwo. Tych reprezentujących państwo było trzech: mnie, jako Naczelnikowi Państwa, obrzydzano życie ciągłą nagonką, oszczerstwami i najwstrętniejszymi potwarzami. Nie upadłem tylko dlatego, że jestem silniejszy od was wszystkich. Drugiego reprezentanta wprost zamordowano, a moralni sprawcy tego mordu uszli bezkarnie. Trzeci padał pod ciężarem męki z powodu sejmu i senatu. Gdy byłem po raz ostatni w Belwederze u pana Wojciechowskiego, żal mi go było. Człowiek tajał, postarzał się pod wpływem pracy sejmu i senatu. Kiedy go usiłowałem namówić do nieulegania wpływom partyjnym, odrzekł, że chciałby partiom oprzeć się, ale czuje, że ulegnie. (…)
Wydałem wojnę szujom, łajdakom, mordercom i złodziejom i w walce tej nie ulegnę. Sejm i senat mają nadmiar przywilejów i należałoby, aby ci, którzy powołani są do rządów, mieli więcej praw. Parlament winien odpocząć. Dajcie możność rządzącym odpowiadać za to, czego dokonają. Niech Prezydent tworzy rząd, ale bez nacisku partyj. To jest jego prawo. (…)
W rozkazie moim do wojska powiedziałem, że wziąwszy państwo słabe i ledwie dyszące – oddaliśmy obywatelom odrodzone i zdolne do życia.
Cóżeście z tym państwem uczynili? Uczyniliście zeń pośmiewisko!

Z przemówienia Marszałka Józefa Piłsudskiego do przedstawicieli stronnictw sejmowych – 29 maja 1926 roku.



Był cień, który biegł koło mnie - to wyprzedzał mnie, to zostawał w tyle.
Cieniów takich było mnóstwo, cienie te otaczały mnie zawsze, cienie nieodstępne, chodzące krok w krok, śledzące mnie i przedrzeźniające. (…)
Zapluty, potworny karzeł na krzywych nóżkach, wypluwający swoją brudną duszę, opluwający mnie zewsząd, nie szczędzący niczego, co szczędzić trzeba - rodziny, stosunków, bliskich mi ludzi, śledzący moje kroki, robiący małpie grymasy, przekształcający każdą myśl odwrotnie - ten potworny karzeł pełzał za mną jak nieodłączny druh, ubrany w chorągiewki różnych typów i kolorów - to obcego, to swego państwa, krzyczący frazesy, wykrzywiający potworną gębę, wymyślający jakieś niesłychane historie, ten karzeł był moim nieodstępnym druhem, nieodstępnym towarzyszem doli i niedoli, szczęścia i nieszczęścia, zwycięstwa i klęski. (…)
            Potworny karzeł, wylęgły z bagien rodzimych. Bity po pysku przez każdego z zaborców, sprzedawany z rąk do rąk, płatny. Oto ci, którzy chcą obniżyć do swego poziomu to, co zostało wzniesione wysoko.
Moi panowie, powtarzam, nie znam, gdy nad ubiegłymi latami się zastanawiam, nie znam zjawiska bardziej stałego, bardziej metodycznie prowadzonego jak to dotykanie rodzinnych stosunków, przed którymi każdy człowiek się zatrzymuje, jak to dotykanie moich przyjaciół, mojego otoczenia, każdego nieledwie człowieka, który się do mnie zbliżył, brudnymi rękoma, brudną duszą, brudnymi słowami i brudnym, stęchłym powietrzem.
Nie znam, moi panowie, zjawiska bardziej stałego, gdy przebiegam swoją historię za ubiegłe lata!...
Miałem przyjaciół, którzy się zmęczyli i odeszli, miałem współpracowników, z którymi źle czy dobrze współpracowałem, którzy w ten czy inny sposób ode mnie odchodzili. Ale to paskudztwo duszy, które do mnie przylepiano, było tak nieodłączne, tak systematyczne, że gdy myślę o przeszłości, zawsze się oglądam, czy ubranie moje jeszcze nie cuchnie.
A plucie to chrzczono wysokimi słowami, wysokimi hasłami. Była to prasa tak zwana narodowa, prasa tak zwana patriotyczna! Nie jest to tragizmem - dla mnie. Rzeczy takie rzadko się zdarzały na świecie, gdyż są one potworne, niemoralne, dzikie i wstrętne.
Wylęgać się takie zjawiska mogą tylko w bagnie niewoli, przez które narody przechodzą.


Józef Piłsudski w Hotelu Bristol, 3 lipca 1923 roku.