Jedna z metod pracy operacyjnej SB polegała na atakach
wymierzonych w rodzinę, bliskich oraz osoby z otoczenia figuranta. Sięgano po
nią tym chętniej, jeśli sam figurant – z powodu pozycji społecznej, autorytetu
lub środowiskowej reputacji, znajdował się poza zasięgiem bezpośrednich działań
esbeków, zaś klasyczne metody operacyjne (podsłuchy, inwigilacja, prowokacje) nie
przyniosły spodziewanych rezultatów.
Atak na osoby bliskie czy współpracowników stosowano
wtedy, gdy (mimo usilnych starań esbeków) nie potrafiono znaleźć żadnego „haka”
ani skutecznego komprmateriału na samego figuranta. Zastraszając i nękając ludzi
z jego otoczenia, liczono nie tylko na pozyskanie takich narzędzi, ale też na
wzbudzenie w figurancie poczucia „winy” („to przez ciebie muszą cierpieć
bliskie ci osoby”) oraz zmuszenie go do określonych zachowań, ustępstw i
rezygnacji.
Ponieważ III RP zbudowano na pakcie esbeków z ich
agenturą i z tego środowiska wywodzi się większość przedstawicieli obecnych „elit”,
również zasady pracy operacyjnej SB zostały zaprzęgnięte w rozgrywki i schematy działań publicznych. Tam,
gdzie ludzie ślepi lub głupi chcą dostrzegać „mechanizmy polityczne” i śledzić
„naturalne procesy demokracji”, zwykle mamy do czynienia z klasyczną kombinacją
operacyjną i pragmatyką pracy służb specjalnych.
Teza ta doskonale się broni na przykładzie obecnej
wojny hybrydowej – rozgrywanej według zasad zaczerpniętych z arsenału SB: poczynając
od akcji propagandowych i dezinformacyjnych (z wykorzystaniem funkcjonariuszy z
podległych ośrodków medialnych), poprzez gry i kombinacje wymuszające określone
zachowanie przeciwnika, po stosowanie prowokacji i dywersji politycznej, jako
formy działania partii i grup określanych mianem „opozycji”. Również analiza
narzędzi wykorzystywanych przez ową „opozycję” nie pozostawia wątpliwości, że mocodawców
i źródeł inspiracji należy szukać w środowisku byłych esbeków.
Sami zaś, tzw. politycy „opozycji” oraz
poszczególne indywidua wystawiane na widok publiczny, spełniają w tej grze rolę
„słupów ogłoszeniowych” i nie
posiadają większych właściwości sprawczych.
W ramach prowadzonej
przez to środowisko wojny, można wskazać jeden, za to niezwykle spektakularny
przykład, który znakomicie obrazuje charakterystykę pracy operacyjnej bezpieki
i obnaża intencje mocodawców „opozycji”.
Od wielu miesięcy, a dokładnie od dnia likwidacji tzw.
Centrum Eksperckiego NATO (grudzień 2015) osoba Bartłomieja Misiewicza znajduje
się na celowniku środowisk chcących uderzyć w samego szefa MON. Ataki na dyrektora
gabinetu politycznego, są efektem stosowania opisanej powyżej metody operacyjnej
i częścią kombinacji zmierzającej do pozbawienia stanowiska Antoniego
Macierewicza . To jest przyczyna owej „koncentracji
wysiłku dezinformacyjnego”, o którą pytał niedawno szef MON.
„Zastępczy cel” nie jest oczywiście przypadkowy.
Likwidacja „Centrum”, w której aktywnie uczestniczył
Bartłomiej Misiewicz uniemożliwiła ludziom ze środowiska b.WSI stworzenie
„eksterytorialnej” służby specjalnej, wyjętej spod władzy i jurysdykcji
ministra obrony narodowej. Szefami nowej
struktury mieli zostać oficerowie SKW, przyjęci do służby przez reżim PO-PSL. Projekt
realizowany przez ówczesne kierownictwo SKW, miał stanowić rodzaj „wyborczego spadochronu”,
dzięki któremu oficerowie ci staliby się „nietykalni” i praktycznie nieusuwalni ze
struktur Sił Zbrojnych. Jedynie szybka i zdecydowana reakcja ministra
Macierewicza, zapobiegła tym planom. Na odpowiedź „skrzywdzonych” nie trzeba
było długo czekać. Pułkownik Dusza wysmarował natychmiast sześciostronicowy
elaborat, a publikująca go „GW” przypuściła atak na nowe kierownictwo MON, alarmując
o „Demolce kontrwywiadu”. Marek Biernacki, były koordynator służb specjalnych,
w liście do prezydenta Andrzeja Dudy zadawał zaś dramatyczne pytanie - "Czy przypadkiem celem niespodziewanego
najścia nie była potencjalna a bardziej
domniemana zawartość kasy pancernej w CEK NATO? Ciekawe, a na jakie to
dokumenty liczyli trafić kontrolerzy ministra?"