środa, 5 sierpnia 2020

NIE BYŁO „CUDU NAD WISŁĄ”

Endecki publicysta Stanisław Stroński, który w przeddzień bitwy z bolszewikami skojarzył ją z francuskim „cudem nad Marną”, nawet nie marzył, że określenie to przetrwa dziesięciolecia i zrobi oszałamiającą karierę.
Ten zadeklarowany przeciwnik Józefa Piłsudskiego wolał dopatrywać się ingerencji sił nadprzyrodzonych, niż uznać, że o zwycięstwie nad sowiecką zarazą zdecydował geniusz Marszałka i odwaga jego żołnierzy.
Słowa o „cudzie nad Wisłą” zostały natychmiast podchwycone przez publicystów endeckich i hierarchów Kościoła. Ci ostatni, nie ukrywając niechęci do Piłsudskiego, nadali zwrotowi treści religijne i połączyli dzień bitwy ze Świętem Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny, Królowej Korony Polski.
Ten prosty zabieg propagandowy miał służyć umniejszeniu roli Naczelnego Wodza i utrwalić przekonanie, że nie wysiłek i bohaterstwo żołnierzy, lecz nadzwyczajny przypadek - cud  rozstrzygnął losy wojny z bolszewikami.
Większość z tych, którzy sięgają dziś po określenie „cud nad Wisłą”, zapewne nie zna politycznych konotacji związanych z tym zwrotem i nie obchodzą ich konflikty sprzed kilkudziesięciu lat.
Zakładam, że jeśli nawet traktują te słowa literalnie, to nie z intencją lukrowania historii lub odbierania zasług polskiemu żołnierzowi.
Wiem też, że próba zwalczania takiej maniery, byłaby bezcelowa, bo określenie to (niestety) na stałe weszło do naszego słownika i jest używane nawet przez tych, którzy deklarują się piewcami Marszałka.
Weszło zaś tym łatwiej, że o ile z zadziwiającą prostotą dostrzegamy rękę Bożej Opatrzności i skłonni jesteśmy przypisać Jej opiekę nad polską historią, o tyle trudniej przychodzi nam zrozumieć, że za narodowe zwycięstwa trzeba wpierw zapłacić – czasem cenę najwyższą.
Akceptacja dla „cudu” wydaje się o wiele łatwiejsza od świadomości ponoszenia ofiar, wyrzeczeń i ciężkiej pracy. „Cud” rozgrzesza zwykłe zaniechania, tłumaczy brak odwagi i usprawiedliwia tchórzostwo.
                 Nie jesteśmy dziś społeczeństwem zdolnym do „długiego marszu”. Tym bardziej - do buntu i stawienia czoła wrogowi.
Po 30 latach istnienia sukcesji komunistycznej, nikt nie zaakceptuje prawdy, że hybrydy komunizmu nie upadają pod ciosami demokracji, lecz anektują jej fasadę, by ukryć własne draństwa.
Nikt też nie próbuje zrozumieć, że niepodległość można odzyskać tylko w taki sposób, jak została utracona. Nie za cenę partyjnego kuglarstwa i pseudo-demokratycznego bełkotu, lecz poprzez twardą, bezwzględną wojnę, w której nie ma miejsca na żaden kompromis. 

                  Gdy za kilka dni, rzesze „papierowych żołnierzyków” będą roztkliwiały się nad „cudem nad Wisłą”, nie usłyszymy od nich o cenie prawdziwej wolności. Tej, zdobytej walką i krwią, nie zaś okupionej setkami „kompromisów” i litrami wypitej wódki.
Zwycięstwo nad bolszewicką nawałą lepiej zatem kojarzyć z bogoojczyźnianym nastrojem i rozpamiętywaniem minionej chwały, niż dostrzec w nim wyzwanie, któremu nie potrafilibyśmy sprostać.
Bo jeśli nie Boża interwencja, lecz mądrość dowódców, odwaga żołnierzy i narodowa danina krwi zdecydowały o wyniku Bitwy Warszawskiej – jak zmierzyć taką miarą nasz dzisiejszy potencjał i nasze oczekiwania?
Jak wytłumaczyć, że Niepodległa wymagała wielkiej, narodowej ofiary, podczas gdy III RP powstała mocą pustych słów, zbójeckich paktów i zdrady?
               Dialektyka „cudu nad Wisłą” jest dziś narzędziem pomocnym władcom III RP. Nie tylko dlatego,że doskonale wpisuje się w intencję fałszowania historii i umniejszania dzieła Józefa Piłsudskiego - odziedziczoną po PRL-u, ale z uwagi na jej przydatność w procesie „rozbrajania” Polaków. 
Tam przecież, gdzie „siły nadprzyrodzone” decydują o losach Ojczyzny, gdzie „przypadek” i  „zrządzenie” rozstrzyga o naszych dziejach, nie trzeba poświęceń, woli walki, honoru i odwagi.
Nie trzeba budowania własnej potęgi militarnej i pielęgnowania polskiej tradycji. Nie trzeba polegania tylko na własnych siłach, unikania złudnych sojuszy i fałszywych przyjaciół.
Nie trzeba też wymagać zbyt wiele ani zbyt wiele tłumaczyć.
Wystarczy „wiara” – tak prosta, że pozbawiona rozumu i tak wszczepiona, że wolna od odpowiedzialności.
Komunistyczna sukcesja, budowana na pakcie esbeków i agentury, w którym cenę „nowej państwowości” wyznaczały toasty z szefem bezpieki, nie może umacniać w Polakach wiedzy, że za Niepodległą płaci się  krwią.
Niebezpieczna byłaby to wiedza, jeśli tak dobitnie podważałaby wysiłek samozwańczych „reprezentantów narodu”, zbratanych z okupantem.
Dialektyka „cudu nad Wisła” tym bardziej jest potrzebna, że to państwo – gloryfikując wybory „mniejszego zła”, forsując najnikczemniejsze kompromisy i zabójcze wspólnoty z Obcymi, nie może umacniać prawdy, iż system, zbudowany na przemocy i terrorze, system bezbożnej nienawiści, można obalić tylko siłą i tylko za cenę najwyższej ofiary.
Tej prawdy nie przyjmują nawet ci, którzy w patriotycznym uniesieniu powtarzają - „Co nam obca przemoc wzięła, szablą odbierzemy”.

          Proszę, bym został dobrze zrozumiany. Boża ingerencja w losy Polski, opieka Matki Boskiej, to nie alegoria ani wymysł. Nic, co dzieje się w naszym życiu, ale też w życiu narodu, nie jest pozbawione Bożej logiki – czasem tak niewytłumaczalnej, że nazywanej cudem.
Ale 15 sierpnia 1920 roku nie wydarzył się „cud nad Wisłą”. I nie musiał się wydarzyć.
Pan Bóg nie działa w nicości, nie pomaga tym, którzy pomocy nie mogą  przyjąć i nie czyni cudów wbrew prawom  naturalnym.
Victoria Warszawska była dziełem ludzkim, zwycięstwem silnej, zdyscyplinowanej armii, którą w czasie dwóch lat niepodległego bytu państwowego stworzył Marszałek Piłsudski.
Była możliwa, dzięki odwadze polskich żołnierzy, wskutek mądrości dowódców i woli całego społeczeństwa.
Była możliwa, bo w tak krótkim czasie sformowano armię, zbudowano propaństwowe kadry, stworzono elity.
Była możliwa, gdyż nasi ojcowie dokonali dzieła, na które współcześni politycy nigdy się nie zdobędą, a moi rodacy nigdy go nie pragnęli.
W tym dniu, Pan Bóg nie musiał dokonywać cudów.
W porządku naturalnym – Polacy musieli wygrać tą bitwę, Byli lepiej przygotowani, mieli mądrzejszych dowódców, okazali więcej odwagi i „szaleńczej” determinacji.
Ale posiadali też dar i oręż, jakiego przeciwnik nigdy nie posiadł i nigdy nie posiądzie.
Eugeniusz Małaczewski – żołnierz wojny 1920 roku, kawaler Orderu Virtuti Militari, zmarły w wieku 25 lat prozaik i poeta, napisał o tej potężnej broni:
Zali tę zionącą na wszystek świat przepaść zdziczenia i nienawiści, której na imię bolszewizm, my „obrońcy cywilizacji  i chrześcijaństwa”, zdołamy zasypać, jak faszyną, jedynie gruzem polskich ciał, pozbawionych ducha wyższego niż zły duch w przepaści  się miotający?
Czymś  zasadniczo  innym  stać  się  musimy.  Bo  kto  by  chciał  nienawiść,  zło  złem zwalczać a nienawiścią, niech pamięta, że wielką nienawiść zwalczy tylko od niej  większa, zaś zło wielkie może być pożarte jeno przez zło od wielkiego większe  […]
Przeciw ich duszy, okropnej jak ów koń na wzgórzu odarty ze  skóry, musimy wystawić zwyciężające wszystko Boże człowieczeństwo duszy”.

Nie próbuję powiedzieć – czym jest owo „Boże człowieczeństwo duszy”. Bo nie o opis chodzi i nie słowami definiujemy ten dar.
Kilkadziesiąt lat po poruczniku Małaczewskim, żoliborski Kapłan wołał za świętym Pawłem: „Nie daj się zwyciężyć złu, ale zło dobrem zwyciężaj”.
Małaczewski zmarł na gruźlice, której nabawił się w żołnierskich okopach Grodzieńszczyzny, Archangielska i Małopolski.
Żoliborski Kapłan został zamordowany przez bolszewickich bandytów.
Obaj wygrali - „Bożym człowieczeństwem duszy”, którego żaden przeciwnik nie był w stanie pokonać.
         Jeśli szukamy przyczyn zwycięstwa w Bitwie Warszawskiej i chcemy dostrzec jej prawdziwy wymiar, nie można pominąć tego szczególnego daru – dziedzictwa płynącego z tysiącletniej historii chrześcijaństwa, z tej „gramatyki prawa moralnego”, o której nauczał Jan Paweł II.
Z niej wynikała wola polskiego społeczeństwa, siła żołnierza i wiara w zwycięstwo. Na niej budowano podwaliny Niepodległej, formowano młode pokolenia, uczono dzieci.
Wartość tego daru ujawnia się w dniu zderzenia z „przepaścią zdziczenia i nienawiści”, w zetknięciu z barbarzyństwem tak wielkim, że pozbawionym wszelkich cech człowieczeństwa.

           Nie sądzę, by piewcy dialektyki „cudu nad Wisłą” chcieli budować przyszłość mojego kraju na „Bożym człowieczeństwie duszy”. Jeśli nawet mają gęby pełne bogoojczyźnianych frazesów, jeśli mieszają się z purpuratami i chętnie manifestują swoją „pobożność” - zdradza ich państwo, które stworzyli.
Państwo wyrosłe na fundamencie bolszewickiej nienawiści, od trzech dekad zniewolone hegemonią Obcych, skażone nierozliczonymi zbrodniami i nędzą nieprzebranych kłamstw. 
Jest coś upiornego w świętowaniu rocznicy Bitwy Warszawskiej przez ludzi III RP.
Nie tylko spadkobierców partii komunistycznej, przemianowanych dziś na SLD,PSL i inne hybrydy, ale przez wszystkich, którzy twór zbudowany na okupacji sowieckiej, uznają za Niepodległą.
W tym państwie – wzorem PRL-u, Polacy i Obcy mają tworzyć fałszywą wspólnotę, a zapominając, czym jest komunizm i kim są jego sukcesorzy - odrzucić dumę z polskości.
To państwo uśmierciło nasze marzenia o Niepodległej, zabiło wolę walki i znieprawiło dusze. Oddane na pastwę miernot, zdrajców i dewiantów, nie ma nic wspólnego z dziełem Niepodległej.
        Dlatego piewcy tego państwa traktują dialektykę „cudu”, niczym broń przeciwko narodowi. Ma nas obezwładnić i uśpić, uczynić bezbronnymi wobec realnych wyzwań.
Emocjonalny pseudo – patriotyzm, zastępuje poczucie obowiązku, „wyborcza kartka” znosi nakaz walki, a „wiara” w Bożą Opatrzność, jest prostackim sposobem na zapomnienie o  wymogu trudów i wyrzeczeń.
Upiorność tego świętowania, wynika ze świadomości, że wraz z fałszem państwowości skażonej okupacją komunistyczną, III RP odziedziczyła strukturę społeczną, opartą na wspólnocie Polaków z Obcymi.
Funkcjonariusze sowieckiego reżimu – esbecy, partyjniacy, sędziowie, stali się „elitą” tego państwa, zaludnili jego instytucje i zawłaszczyli życie publiczne. Zainfekowali je, nie tylko swoją obecnością, ale wprowadzeniem następców – dzieci i wnuków agentury przywiezionej na sowieckich czołgach, potomstwem tych, którzy przybyli z hordami Tuchaczewskiego, spadkobiercami prześladowców i sługusów reżimu oraz niezliczonym mrowiem sukcesorów, złączonych wspólnotą interesu, więzami zawodowymi i towarzyskimi.
Jakże ci ludzie – wyrośli z „przepaści zdziczenia i nienawiści, której na imię bolszewizm”, mogą wspominać zwycięstwo „Bożego człowieczeństwa duszy”?
Jak ich następcy – zgraje dewiantów, gorszycieli i lewackich prymitywów, owładnięte nienawiścią do wszystkiego co polskie, mają tworzyć wspólnotę z potomkami żołnierzy 1920 roku?

         Społeczeństwo, które nie wie - w jakim państwie żyje, kim są jego elity, wrogowie i Obcy, musi pozostać bezbronne i  zniewolone.
Społeczeństwo, w którym zabija się ducha walki, w którym zło pozostaje nienazwane, dobro zaś nie znajduje obrońców, wyzbywa się „Bożego człowieczeństwa duszy” i zatraca narodowe więzy.
Takie społeczeństwo chce dziś budować rząd „patriotycznej prawicy”.
Rząd, który nie tylko nie rozliczył żadnej z komunistycznych zbrodni, zatarł granice dobra i zła i na dekady ukrył prawdę o zamachu smoleńskim, ale tych, którzy te zbrodnie popełnili, ich następców, sukcesorów i akolitów, każe nazywać Polakami i „opozycją” i zapraszać do polskiego stołu. 
        Gdy będziemy wspominali dzień, o którym Eugeniusz Małaczewski pisał, że był „walką na życie i śmierć o pokój dla wszystkich ludów na ziemi”, trzeba zmierzyć się z trudnymi pytaniami.
Jaką Polskę mogą zbudować nam ludzie, dla których każda walka, każda „kanciasta granica”, przymioty męstwa i honoru – są tak niedostępne, że nazywane „cudem”?
Co w nas zostało z daru „Bożego człowieczeństwa duszy”, jeśli bez cienia sprzeciwu przyjmujemy tryumf bolszewickiej nienawiści?
Jaka Polska wyrośnie z tego, co gotowi jesteśmy jej poświęcić?

85 komentarzy:

  1. Panie ALeksandrze,
    Za te myśli przekazywane Polakom od lat takimi słowy Pan musi być przez nich zamilczany i zakazany, bo każde z nich jak już się przebije czyni spustoszenie w poukładanym świecie ich DemoKreacji, zakłamania i "patriotycznego" zadęcia wybrańców zbratanych z Obcymi wbrew Polsce.

    Z wyrazami podziwu i wdzięczności

    OdpowiedzUsuń
  2. Ostatnia fala Przemyka po tafli mętnych wód
    W lustro szlachetne się ścina brudna topie i smród
    Mknie po powierzchni bez skazy pełen nadziei głos...
    Jak zawsze ktoś musiał coś zepsuć
    To prawdę znów wrzucił Ścios.
    Pozdrowienia :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Drogi Panie Mirosławie,

    Dziękuję Panu za te słowa. Wyobrażam sobie, że kilku cenzorów i polityków decydujących o wykluczeniu moich tekstów z przestrzeni publicznej (wiem,że taka dyspozycja została wydana na „najwyższym szczeblu”) zagląda jednak na bezdekretu.
    Z pewnością nie podzielają tutejszych opinii, a nawet mogą być „zgorszeni” niektórymi tezami. Nie to jednak jest najważniejsze.
    W państwach normalnych, wśród ludzi żyjących na pewnym poziomie cywilizacyjnym i intelektualnym, różnica poglądów jest kwestią oczywistą. Dlatego prasa i inne media, pełne są tekstów i wypowiedzi polemicznych, w których adwersarze mają możliwość prezentacji swoich stanowisk.
    Tak też wyglądało życie publiczne w II Rzeczpospolitej, gdzie poglądy piłsudczyków, enedków czy socjalistów, mogły być szeroko prezentowane i komentowane.
    Tymczasem państwo, zwane III RP, w którym wszyscy politycy mają gęby pełne pochwał dla demokracji i wszelakich „wolności”, wzorem swego protoplasty – okupacji sowieckiej, stosuje utajnioną cenzurę i wykluczenie.
    Dlaczego „utajnioną”? Bo dowiaduje się o niej zwykle autor, gdy próbuje wydać książkę – nawet w wydawnictwie, które jego książki już wydawało, lub w chwili, gdy chce zamieścić tekst w którymś z „wolnych mediów”. Dowiaduje zaś, nie w formie zdecydowanej odmowy i powiadomienia o „zapisie”, lecz poprzez grę tysiąca „obiektywnych” trudności lub głuche milczenie.
    Chyba niewielu naszych rodaków zdaje sobie sprawę z istnienia takiej cenzury.
    Prócz oczywistej naganności takich praktyk, świadczą one o jeszcze jednej właściwości tego państwa. Tutejsze „elity” są kompletnie niezdolne do prowadzenia rzeczowej polemiki, nie potrafią uzasadnić swoich twierdzeń i nie znają pojęcia sporu intelektualnego.
    Jeśli ktoś pamięta moją polemikę sprzed lat, z panią Barbarą Fedyszak-Radziejowską (obecnie doradcą lokatora Pałacu) na łamach Gazety Polskiej i końcową konkluzję tej pani – iż byłoby dobrze, gdyby Ścios ujawnił swoje nazwisko, zrozumie na czym polega problem.
    Ci ludzie – od polityków PiS poczynając, na żurnalistach kończąc, nigdy nie musieli i nie muszą zmierzyć się z poglądami sprzecznymi z dogmatyką III RP. Nikt ich nie pyta, nikt od nich nie żąda, by stawili czoła logicznym i historycznym argumentom. Ich rola – „elit”z politycznego nadania, sprowadza się do klepania tych samych frazesów, popierania „jedynie słusznej polityki” J.Kaczyńskiego i dywagowania w gronie podobnych pseudo-intelektualistów.
    Wygodne to, nędzne i... zabójcze.

    Serdecznie pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  4. Szanowny Panie Meewroo,

    Trafiałem już do tekstów blogowych, do książek, donosów, a nawet do pracy doktorskiej, ale w wierszu jeszcze mnie nikt nie umieścił :-)
    Serdecznie Panu dziękuję.
    I pozwolę sobie przypomnieć, że obchodzimy dziś rocznicę wymarszu I Kadrowej.
    Do tej garstki „szaleńców”, z których walki wyrosła armia Niepodległej, Józef Piłsudski powiedział wtedy:
    „Odtąd nie ma ani Strzelców, ani Drużyniaków. Wszyscy, co tu jesteście zebrani, jesteście żołnierzami polskimi.(...) Jedynym waszym znakiem jest odtąd orzeł biały"
    Dla kogoś, kto nie zna ówczesnych realiów, dziwne to mogą być słowa.
    Jest taka scena w bardzo kiepskim filmie „Legiony”, w której dochodzi do bójki między młodymi żołnierzami -ochotnikami.
    To scena autentyczna, bo wiem z całą pewnością, że przed wymarszem Kadrowej dochodziło w Oleandrach do wielu konfliktów a nawet bójek.
    Istniały podziały na „lepszych” i „gorszych”, a ci młodzi ludzie nie byli ani zgodni ani zdyscyplinowani.
    Co zatem uczyniło z nich doskonałych żołnierzy?
    Oczywiście – wspólna walka, wspólne znoszenie trudów i niebezpieczeństw. I chyba nie trzeba nikogo przekonywać, że ten czynnik, jest zwykle najmocniejszym spoiwem wielu autentycznych przyjaźni i potrafi połączyć z sobą ludzi odmiennych poglądów. Jest również spoiwem prawdziwej wspólnoty.
    Wiedział to Piłsudski – choćby z własnego doświadczenia, dlatego na takich ludziach i na ich wspólnej walce oparł zamysł stworzenia kadr polskiej armii, kadr Niepodległej. Te więzi przetrwały wiele lat i w ogromnym stopniu zdecydowały o zwycięstwie w Bitwie Warszawskiej.

    W III RP takie więzy nie istnieją. To nie przypadek, że każda władza, chce nas „wychowywać do pokoju”, a współczesny Kościół uczynił nawet z „pokoju” jedno z wezwań podczas mszy świętej.
    Pokój – sam w sobie ,jest wartością niezwykle cenną i dobrą. Tam jednak, gdzie ceną tego pokoju staje się wolność i prawda, jest wartością zgubną i niebezpieczną.
    Jeśli nie wychowuje się kolejnych pokoleń do walki, jeśli każda walka, każdy konflikt i spór, są traktowane jako zło, nie będzie nikogo, kto ów mityczny „pokój” obroni.
    Gorzej jednak, że brak tego czynnika – wspólnej walki, decyduje też o osłabieniu więzów społecznych, a w efekcie – prowadzi do utraty tożsamości narodowej.
    Wspominam o tym, bo – na kanwie Pańskiego wiersza chcę podkreślić, że jeśli ktoś chce dziś szukać prawdy, musi być gotowy do walki.
    Musi godzić się na każdy konflikt i spór.
    Bo prawda nie jest domeną pokoju. Trzeba o nią twardo walczyć.

    Bardzo Panu dziękuję i serdecznie pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  5. Dzień dobry !
    Z całego serca dziękuję za ten tekst, ponieważ o poświęcenie i przekonanie, że warto przelać krew w walce z barbarzyńcami szło !
    Ogromnie żałuję, że nie mogę dołączyć Dyplomu odznaki ofiarnych O.K.O.P.1920 dla mojego Dziadka, który spełnił swój obowiązek obywatelski jako ochotnik przy oddz.pomocniczych, podpisano : Przewodniczący O.K.O.P.Gen.Insp.Armji Ochotn.J.Haller. Dziadek miał wtedy 15 lat..., a jednak ...
    Z pozdrowieniami,
    Pańska fanka, Katarzyna



    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pani Katarzyno,

      Bardzo Pani dziękuję za to świadectwo i serdecznie pozdrawiam.

      Usuń
  6. Szanowny Panie Aleksandrze, mając na uwadze pochwalę dla Józefa Piłsudskiego w tekście „Nie było „cudu nad Wisłą”, stawiam pytanie, co z materiałami zebranymi w książkach Tomasza Ciołkowskiego : Józef Piłsudski. Sfałszowana biografia. I Józef Piłsudski. Bez retuszu. Kolejne kwestia. Czy agenturalna działalność TW Bolka ujawniona i udokumentowana – jednoznacznie przez Pana negatywnie oceniona - pozwala na wskazywanie dużo wcześniejszych zachowań agenturalnych – znanych powszechnie ludzi - choćby i w działalności J. Piłsudskiego. Moja wiedza na podstawie tych wskazanych wydawnictw pozwala na jawne wątpliwości i podejrzenia co do manipulacji i przekłamań w działalności Józefa Piłsudskiego. Proszę Pana o komentarz w tej sprawie. Pozdrawiam. Z szacunkiem.

    OdpowiedzUsuń
  7. Kolejarz,

    Nie znam historyka o nazwisku Tomasz Ciołkowski i nie znam żądnej książki tego pana. W ogóle nie wiem, kto to jest i skąd się pojawił.
    Nie udało mi się również ustalić jakiegokolwiek dorobku naukowego autora, a nawet znaleźć informacji – gdzie i jakie studia kończył, gdzie prowadził prace naukową, jakie prace napisał.
    To oczywiście nie przesądza o wartości książki, ale jest kwestią istotną, jeśli pyta Pan o moją opinię na temat książki historycznej.
    Mogę jedynie spekulować, że pan Ciołkowski jest historykiem – amatorem, który doznał „oświecenia” w kwestii najważniejszej postaci II Rzeczpospolitej.
    Jeśli to nieprawdziwa spekulacja, to tylko z powodu braku wiedzy na temat tej osoby.
    Rozumiem jednak, że tego rodzaju publikacja jest dla Pana źródłem wiarygodnym i na takiej podstawie buduje Pan wizerunek Marszałka.
    Dlatego dokonałem pobieżnej kwerendy internetowej i posłuchałem kilku wypowiedzi T. Ciołkowskiego.
    To nieprzyjemne doświadczenie utwierdziło mnie w przekonaniu, że w książce próżno doszukiwać się wartości naukowej. Ten pan, ze swadą laika, wypowiada twarde i skończone sądy, forsując m.in. skompromitowane tezy ( np. o „agenturze” Piłsudskiego lub jego ucieczce w r.1920), które już przed 50 laty powtarzali tzw.”historycy” PRL.
    Na marginesie bredni o współpracy agenturalnej – niech ktoś pokaże jeden, historyczny dokument, który potwierdzałby taką współpracę.
    A już stawianie tej kwestii w konfiguracji Wałęsa-Bolek – Piłsudski, jest horrendalnym draństwem.
    Napiszę wprost – takich głupot, jakie opowiada ten pan, odmawiając Piłsudskiemu jakichkolwiek zasług dla Niepodległej, nie słyszałem nawet z ust komunistycznych fałszerzy.
    Z jednej z jego wypowiedzi dowiedziałem się natomiast, że inspiracją dla książki Ciołkowskiego była praca niemieckiej doktorantki Heidi Hein-Kirchner “Kult Piłsudskiego i jego znaczenie dla państwa polskiego 1926-1939” z 2008 roku.
    Ponieważ zawsze podziwiałem wiarygodność historyków niemieckich w kwestiach polskich, nie jestem zaskoczony takim „źródłem wiedzy”. Po przejrzeniu kilku publikacji tej pani, przyznaję, że prace naukowe tej stypendystki Fundacji Adenauera, nie odbiegają od poziomu innych opracowań historyków niemieckich na temat Polski.
    Nie mogąc zatem udzielić Panu merytorycznej odpowiedzi – bo książki Ciołkowskiego nie znam i poznać nie zamierzam, pozwolę sobie na jedną, dalece tendencyjną uwagę.
    W moim rozumieniu realiów III RP, ogromne znaczenie ma miejsce, w których tego rodzaju książka jest promowana. Uważam, że jeśli ten pan pojawia się wyłącznie na portalach endokomuny i sierot po Zjednoczeniu Patriotycznym „Grunwald”, jeśli bryluje wśród zwolenników partyjek przyjaciół Moskwy i tropicieli spisków żydo-masońskich, wyklucza to poważne traktowanie takiej publikacji.
    Choć rzadko zaglądam w takie miejsca, mogę powiedzieć, że nigdy nie znalazłem tam rzetelnego tekstu historycznego. To norma.
    Słyszałem natomiast, jak T. Ciołkowski się żalił, iż w III RP nikt nie chce podjąć dyskusji historycznej na temat Piłsudskiego, by potwierdzić lub zaprzeczyć tezom jego książki.
    To akurat prawdziwa uwaga, bo w tym państwie nie istnieje żaden obszar sporu historycznego, a rzeczy niewygodne dla oficjalnej historiozofii, są wykluczane. Z drugiej strony, choć nie znam książki Ciołkowskiego, mogę się domyślać, że powodem ignorowania tej pracy, może być jej poziom merytoryczny.

    cd

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na koniec, jeszcze jedna uwaga.
      Jako autor anonimowy, jestem w tej fatalnej sytuacji, iż nie mogę powoływać się na osobiste doświadczenia. Nie robię tak również dlatego, by nie narzucać czytelnikom opinii i świadectw, których prawdziwości nie mogą potwierdzić bądź wykluczyć.
      W sprawie Józefa Piłsudskiego, pozwolę sobie na odstępstwo.
      Miałem to szczęście, ten zaszczyt i honor, że na drodze mojego życia znajdowały się postaci II Rzeczpospolitej. Postaci niebagatelne, bo blisko współpracujące z Józefem Piłsudskim, jego towarzysze walki i świadkowie działalności w okresie Niepodległej.
      Nie ukrywam, że takie osoby ukształtowały mój stosunek do wolnej Rzeczpospolitej, ale też – przekazały mi bezcenną wiedzę o osobie Marszałka. Dodam, że wiedzę opartą nie tylko na własnych doświadczeniach, ale na dokumentach i relacjach świadków ówczesnych wydarzeń.
      Nigdy nie znalazłem podstaw, by tych ludzi – doskonale wykształconych, o szerokich, głęboko polskich horyzontach, posądzać o „kult” Piłsudskiego lub zarzucać im „lukrowanie” jego życiorysu.
      Dodam, że były to również osoby, które po roku 1926 krytycznie oceniały działania Marszałka.
      Jedno natomiast jest pewne – gdyby ktokolwiek z tych ludzi usłyszał dzisiejsze łgarstwa na temat Piłsudskiego, z zarzutem „przeszłości agenturalnej” włącznie, pewnie zdzieliłby w pysk takiego rozmówcę i już nigdy nie podał mu ręki.
      Proszę mi wybaczyć ten akcent, ale są sprawy, z których nawet chamom kpić nie wolno.

      Pozdrawiam Pana

      Usuń
    2. Szanowny Panie Aleksandrze, dziękuję za odpowiedź, wielce interesującą. Wymaga jednak ta odpowiedź paru sprostowań : po pierwsze nie napisałem,. że Tomasz Ciołkowski jest historykiem, nie napisałem że książki tego autora są dla mnie wiarygodne. Zupełnie nie rozumiem irytacji Pana na postawione pytania. Pozbawia Pan wiarygodności książki p. Ciołkowskiego, nie wskazując Pana zdaniem wiarygodnych. Przeczytałem również „Józef Piłsudski” Andrzeja Garlickiego z 1989 r. Przeczytałem też Bolesława Czachora „Diaboliczny kult Piłsudskiego”. Chętnie przeczytam zaproponowane przez Pana ksiązki w tej sprawie, weryfikując - może uzupełniając - swoja wiedzę i poznając wiarygodność przez Pana uznawaną. Jakiż to argument, który miał mnie „nakierować” na wiarygodność Pana poglądu o Piłsudskim, że „ spotkał Pan osoby blisko współpracujące z Piłsudskim…” Chętnie przeczytam te wspomnienia, proszę podać autora i tytuł. Wydaje się, że poszedł Pan trochę za daleko w krytyce postawionego pytania. Nie wskazał Pan żadnego źródła traktującego o wątkach nadal niezbadanej biografii J. Piłsudskiego. W jaki sposób mam pozyskać wiedzę z zakresu Pańskiej znajomości w tych kwestiach.? Jestem zaskoczony Pana negatywną reakcją niewspółmierną do moich pytań. To tylko pytania. Będę z uwagą czekał na wskazanie przez Pana źródeł do zweryfikowania – zgłębienia - zagmatwanej biografii Józefa Piłsudskiego.
      Z poważaniem. Kolejarz

      Usuń
  8. Panie Aleksandrze.
    Chyba w byłą sobotę oglądałem na TV Republika film o smoleńskiej katastrofie.
    Prawda w oparciu o badania renomowanych ośrodków i specjalistów z Polski, USA , Wielkiej Brytanii. Wykazany w oparciu o szczegółowe badania i testy faktyczny ciąg wydarzeń oraz ordynarne kłamstwa i matactwa MAK i komisji Millera. Jak gorzka jest świadomość tego, że głównie dzięki działaniom rządów dobrej zmiany ta prawda dziś już nikogo nie obchodzi. Można ją spokojnie odpalić " w kontrolowanym środowisku" świadomie wygenerowanej apatii i braku jakiegokolwiek zainteresowania.
    Wściekły jestem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Panie Meewroo,

      26 kwietnia 2020r. niszowa TV Radom opublikowała jednoznaczny wywiad z profesorem Wiesławem Biniendą. Padają w nim wielokrotnie słowa: "zamach, morderstwo".

      Ponieważ w tzw. mejnstrimie nie było niemal żadnego odzewu, nawet własnego wpisu (ze streszczeniem) na Bez Dekretu nie mogę się doszukać (może AŚ zaradzi?), więc zaczęto temat "odpalać" szerzej. Ale jestem pewna, że Raportu opublikowanego oficjalnie, czy choćby przedstawionego w głównym wydaniu Wiadomości TVP nie doczekamy!

      Pozdrawiam

      KONIECZNIE!

      https://www.tvradom.com/wiadomosci/542,gosc-telewizji-radom-profesor-wieslaw-binienda-ujawnia-szczegoly-nowego-sledztwa

      Usuń
  9. Jedzie jedzie na kasztance,
    Siwy strzelca strój.
    Hej, hej, Komendancie,
    Miły wodzu mój!


    Drogi Panie Aleksandrze,

    Jak się kogoś ma od dziecka w sercu, i jest wychowanym w kulcie Józefa Piłsudskiego przez rodzinę (głównie dziadka legionistę) i lektury, to "się wie" od zawsze, że gdyby nie geniusz polityczny Marszałka (trafne przewidzenie sekwencji i następstw Wielkiej Wojny i ich zbrojne wykorzystanie do odzyskania i utrzymania niepodległości), to żadnego "cudu" by nie było. A "endeccy" generałowie poszli by zapewne w bój za biełowo caria. I tyle mielibyśmy "wolnej Polski"!

    Dwudziestoletnią II RP sycimy się już ponad sto lat i wydaje się, że na długo musi to nam jeszcze wystarczyć!

    Pozdrawiam serdecznie, wakacyjnie :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Pani Urszulo,

    dziekuje za link do TV Radom i wywiadu prof. Biniendy. Studnia wiedzy o "wydarzeniu" nad Smoleńskiem.

    Pozdrawiam
    M. Lappalainen

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Panie Mirosławie,

      Ależ bardzo proszę! :) Cieszę się, że się Panu podobał ten wywiad.

      Pozdrawiam serdecznie

      Usuń
  11. Panie Aleksandrze, Goście bloga
    Poniżej link do strony TV Republika, na której jest darmowe okno Vimeo z opisanym przeze mnie filmem. Pani Urszulo, w stosunku do filmu z prof. Biniendą ten dokument jest dużo szerszy i bardziej kompletny. Podsumowuje szczegółowo dokonania podkomisji sejmowej.
    Pozdrawiam.

    https://telewizjarepublika.pl/wyniki-prac-podkomisji-ds-ponownego-zbadania-wypadku-lotniczego-pod-smolenskiem-wideo,99403.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już gdzieś na początku maja obejrzałem film z prof. Biniendą,czekałem,czekałem nic,nic i nic i dalej nic.I nie stanie się nic aż do końca?.Pozdrawiam.

      Usuń
    2. Panie Meewroo,

      Film rzeczywiście dobry, ale wywiad z prof. Biniendą ma tę przewagę, ze jest bardzo zwięzły i bezkompromisowy. Tzw. zwykły człowiek więcej się z niego dowie, niż z przeładowanego szczegółami technicznymi filmu. Przyznaję, że podchodziłam 3 razy, zanim dotrwałam do końca. A jestem przecież od początku i na bieżąco w sprawę zaangażowana.

      Pozdrawiam serdecznie

      Usuń
  12. Urszula Domyślna, Meewroo, Nemo,

    Szanowni Państwo,

    Przed kilkoma miesiącami pozwoliłem sobie na uwagę, że działania tej władzy sugerują, iż raport końcowy podkomisji smoleńskiej nigdy nie zostanie opublikowany.
    Brak jakiejkolwiek reakcji ze strony Dudy i Kaczyńskiego (w takiej konfiguracji trzeba oceniać sprawy III RP), wydaje się to potwierdzać.
    Dyspozycja o przemilczeniu faktów ujawnionych podczas obrad komisji obrony narodowej, jest ważnym wskaźnikiem intencji tej władzy.
    Podobnie, jak zachowania niektórych członków komisji i jej przewodniczącego, którzy od kilku tygodni podają do wiadomości publicznej rzeczy ustalone przez podkomisję. Mogę się domyślać, że w ten – dalece ograniczony sposób, chcą ujawnić jak najwięcej informacji.
    Jestem również przeświadczony, że „zabetonowanie” sprawy smoleńskiej, poza kwestią ustaleń PiS z akuszerami „dobrej zmiany” z roku 2015, ma swoje tło międzynarodowe. Myślę o dyspozycji/sugestii/ ze strony prezydenta USA.
    D.Trump przez cała kadencję nie uczynił nic, co mogłoby zagrozić interesom Putina i przez ostatnie lata nigdy nie powrócił do sprawy smoleńskiej (choć obiecywał pomoc przed wyborami).
    A ponieważ ta władza uważa, że uzyska niepodważalne gwarancje bezpieczeństwa ze strony putinowskiej marionetki, uczyni też wszystko, co życzy sobie Trump – a raczej jego otoczenie.
    W tym kontekście, przegrana Trumpa w październikowym wyścigu prezydenckim(uważam to za pewnik), może mieć wpływ, nie tylko na relacje polsko-amerykańskie, ale też na sprawę Smoleńska.
    Zmiana w Białym Domu postawi PiS w dość trudnej sytuacji i zmusi rzeczywistych decydentów do rewizji niektórych posunięć. Nie spodziewam się, oczywiście, że Smoleńsk stanie się nagle priorytetem, lub III RP zacznie prowadzić politykę antyrosyjską, ale nie wykluczam działań obliczonych na efekty propagandowe.

    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  13. Panie Aleksandrze,

    Przeczytałam kilka odpowiedzi na Pańskie wpisy na Twitterze i nie mogę wyjść z podziwu, jak silna w niektórych środowiskach jest niechęć, wręcz nienawiść, do Józefa Piłsudskiego. Człowieka, któremu zawdzięczamy przywrócenie niepodległej Polski, niezapomniane dwudziestolecie, kiedy rządziliśmy się sami i ani Sowiety, ani ex-Ententa nie mogły nam niczego dyktować.

    Przecież to wygląda tak, jakby wpisywali się Panu Ruscy albo Niemcy!

    Czy zechciałby Pan tę ślepą nienawiść (istniejącą, co ważne, już wtedy, w 1920 r.) jakoś wytłumaczyć? Bo samą agenturą chyba nie da się tego "cudu" wyjaśnić, prawda?

    Pozdrawiam serdecznie i podziwiam Pańską wytrwałość i spokojną argumentację, kiedy człowieka aż ręka świerzbi, żeby takich... ekhm, nie będę "zaogniać". :)

    OdpowiedzUsuń

  14. Widzę, że znów musi Pan zatwierdzać komentarze? Najwyraźniej "wścieklizna" po długim okresie spokoju w końcu nie wytrzymuje.

    Aż taki trefny temat? Aż tak trzeba kurczowo chwytać się wszelkich sposobów, żeby zagadać FAKT, że 100 lat temu popędziliśmy bolszewię w... stepy?

    OdpowiedzUsuń
  15. Panie Aleksandrze,

    Wiem, że nie popiera Pan narzekania, uważa je za niemęskie, ale im dalej w las, tym bardziej załamuję ręce. Pokłady mojej cierpliwości są coraz uboższe. Dlaczego? Bo widzę otaczającą rzeczywistość, kolejne przekraczanie granic, kosmiczną nieudolność rządzących i brak merytorycznej dyskusji na jakikolwiek istotny temat w przestrzeni publicznej.

    Gdzie mam szukać pozytywów? Jak zmienić swoje nastawienie, by przezwyciężyć poczucie bezradności? Do pewnego czasu byłem skłonny rozmawiać, przekonywać ludzi o - wydawało mi się - podobnych poglądach. Ale oni są jak sekta, tłumaczą PiS na wszelkie sposoby - mówią że się "nie da", że trzeba czasu, że Unia.

    Jestem skłonny do propagowania treści, które Pan proponuje, ale nie znajduję JEDNEJ osoby, która by mnie zrozumiała, przemyślała, co do niej mówię.

    Rozumiem, że żyję w czasach, gdzie nikt nie przystawia mi broni do głowy, że mogę korzystać z pełni wygód, i mieli ludzie w historii dużo gorzej - ale jak wyrzucić z siebie tą bezsilność? Bo zaczynam się czuć obco w Polsce, widząc te masy ogłupionego społeczeństwa (nie żebym sam miał się za mądrego).

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  16. Kolejarz,

    Po przeczytaniu Pańskiej odpowiedzi, miałem szczerą ochotę usunąć z bloga całą treść naszej „dyskusji”.
    Głównie dlatego, że doceniam tylko rozmowy z ludźmi, którzy rozumieją wypowiedź własną i wypowiedź swojego rozmówcy.
    Do głowy mi nie przyszło, że z moich słów wyczyta Pan tyle złych rzeczy, a nawet oskarży mnie, iż nie wskazałem żadnego źródła „o wątkach nadal niezbadanej biografii J. Piłsudskiego”.
    Proszę mi zatem wskazać – gdzie w swoim komentarzu- pytaniu z 7 sierpnia br. zawarł Pan prośbę-żądanie wskazania takich źródeł?
    Pytał Pan natomiast o książki niejakiego Ciołkowskiego i na ten temat udzieliłem odpowiedzi.
    Najlepszej, jaką potrafiłem, podkreślając wielokrotnie, że książek tego pana nie czytałem i czytać nie zamierzam.
    Po co więc zarzuca mi Pan, iż „pozbawiam wiarygodności książki p. Ciołkowskiego, nie wskazując wiarygodnych”?
    A skoro sam Pan zadeklarował - „Moja wiedza na podstawie tych wskazanych wydawnictw pozwala na jawne wątpliwości i podejrzenia co do manipulacji i przekłamań w działalności Józefa Piłsudskiego”, czemu teraz Pan twierdzi -”nie napisałem że książki tego autora są dla mnie wiarygodne”?
    Rozumiem, że może być Pan zawiedziony treścią mojej wcześniejszej odpowiedzi i nie podobają się Panu opinie na temat środowisk, które rozpowszechniają łgarstwa na temat Piłsudskiego, ale tego problemu emocjonalnego nie potrafię rozwiązać.
    Podobnie, jak nie mam wpływu na treść Pana lektur.
    Z ubolewaniem przyjmuję wyznanie, iż przeczytał Pan książkę „Józef Piłsudski” Andrzeja Garlickiego z 1989 r.
    Ten komunistyczny pseudo-historyk, członek PZPR o kryptonimie SB „Pedagog” (współpraca od 1953), jest z pewnością wielce wiarygodnym źródłem wiedzy o Piłsudskim, a lektura jego prac pomoże Panu zrozumieć postać wielkiego Marszałka.

    cd

    OdpowiedzUsuń
  17. Jeśli pozostawiłem naszą „dyskusję” i nadal cierpliwie Panu odpowiadam, to tylko dlatego, że chcę ją wykorzystać do prezentacji kilku wiarygodnych tytułów i autorów – a zatem, chcę spełnić Pana, jakże uprzejmie wyrażoną prośbę o wskazanie „źródeł”.
    Muszę tu zastrzec, że nie są to „źródła”, z jakimi dotychczas miał Pan do czynienia, a ponieważ żyjemy w III RP, dostęp do nich będzie wielce utrudniony.

    Na początek proponuję, by udał się Pan na stronę internetową Instytutu Józefa Piłsudskiego w Ameryce i zagłębił w przepastnych archiwach tego miejsca.
    https://pilsudski.org/pl
    Wyjaśniam, że polecam je dlatego, iż dysponuje ono największym na świecie zbiorem dokumentów dotyczących Marszałka i posiada wyśmienitą kolekcję online.
    Znajdzie Pan tam dokumenty historyczne, które obalą brednie rozpowszechniane dziś przez endokomunę – o „ucieczce do kochanki” Piłsudskiego w 1920, o jego „agenturze”, „dyktaturze” itp. wymysłach.
    Z książek, jakimi dziś dysponuję, a które, między innymi, budowały moją wiedzę o postaci Piłsudskiego, wymienię:
    1. Kronika życia Józefa Piłsudskiego 1867-1935. t.1 i 2 Wacława Jędrzejewicza.Wydawca,Londyn Polska Fundacja Kulturalna, 1977,
    2. Kalendarium działalności Józefa Piłsudskiego-uzupełnienie "Kroniki życia Józefa Piłsudskiego 1867-1935" Janusz Cisek, Nowy Jork , Pilsudski Institute of America, 1992r.
    2. Józef Weisbach. „Józef Piłsudski w relacjach i ocenach”, Chicago 1970
    3. Przewrót majowy w Polsce-na podstawie dokumentów urzędowych ,oprac. W. Bojan Błazewicz.
    Nowy Jork, Złączone Komitety Piłsudskiego w Ameryce, 1926r.
    4. Bohdan B. Budynkiewicz. „Polish-Soviet Relations 1932-1939” Nowy Jork,Columbia University Press, 1963r.
    5. „Myśl państwowa piłsudczyków w okresie 1918-1935”, Janusza Jędrzejewicza, Londyn, Szkoła Nauk Politycznych i Społecznych, 1955r.
    6. „Polska w Europie w polityce Józefa Piłsudskiego” - Juljusz Łukasiewicz. Biblioteka Żołnierza i Obywatela. Londyn, 1944r.
    7. „Idea i czyn Józefa Piłsudskiego” z komentarzem Wacława Sieroszewskiego, Warszawa, Bibljoteka Dzieł Naukowych, 1934r.
    8. „Józef Piłsudski-zarys psychologiczny” Jana Starzewskiego, Warszawa,Księgarnia F. Hoesicka, 1930 r.
    Ze wspomnień:
    8. „Droga Życia Józefa Piłsudskiego” Wanda Piłsudska, wyd. Caldra House in England Fundusz im. Aleksandry Piłsudskiej, 1977r.
    9. „Wspomnienia” Aleksandry Piłsudskiej, Warszawa,Instytut Pracy i Wydawnictw Novum, 1989r.
    Z rzeczy wydanych niedawno – tylko jedna.
    10. „Filozofia czynu-światopogląd Józefa Piłsudskiego” Bohdana Urbankowskiego, Biblioteka Miesięcznika "Wiara i Odpowiedzialność",Warszawa "Pelikan", 1988 r.

    Mam nadzieję, że to skromne zestawienie, okaże się dla Pana pomocne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Panie Aleksandrze,
      No i jak to powiadają "młodzi, wykształceni": pozamiatane. Wysłał ich Pan "na Marsa" tym księgozbiorem. Tylko dwie pozycje:
      - 9. „Wspomnienia” Aleksandry Piłsudskiej, Warszawa,Instytut Pracy i Wydawnictw Novum, 1989r.
      - 10. „Filozofia czynu-światopogląd Józefa Piłsudskiego” Bohdana Urbankowskiego, Biblioteka Miesięcznika "Wiara i Odpowiedzialność",Warszawa "Pelikan", 1988 r.
      wydane na terytorium polskim, u samego początku IIIRP. Jeszcze dało się przepchnąć zanim zaczęli walczyć z odradzającym się "duchem polskim" w ramach praw i swobód gwarantowanych przez demokrację.
      Warto jeszcze zauważyć, że tylko jeden krajowy autor znalazł uznanie w Pana ocenie. JEDEN! A historyków, specjalistów od "polityki historycznej Polski" w kiszczakowie mamy na pęczki.
      I jeszcze jedna konstatacja: niedoceniona, zamilczana i niszczona Emigracja Patriotyczna. Nie żadna Polonia od "kotleta i Żywca", tylko Elita polska, Polską żyjąca na "obcej ziemi" i za to groźna dla "polskich" polityków krajowych. Teraz im, wybrańcom już lżej, bo czas zrobił swoje i Tamci odeszli, a polonijni na pasku służb, odznaczeń, poklepywań i grantów. Jedynie ci zaangażowani w wyjaśnianie zamachu smoleńskiego są kontynuatorami tamtych postaw.

      Pozdrawiam serdecznie

      Usuń
  18. Pani Urszulo, Panie Piotrze B.

    Proszę wybaczyć, że nie odpowiem w tej chwili.
    Uczynię to niezwłocznie.

    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  19. Witam.
    A ja chcę tylko zapytać. Czy tylko ja ani razu nie usłyszałam, by w polskojęzycznych mediach, wszystko jedno z ktorego ryja - wobec rocznicy 100lchecia - 1920 jaką maglowali dla połaskotania w podbrzusze elektoratu PiS - no nie słyszałam, by padło nazwisko PIŁSUDSKI? No kurw... nie usłyszałam... nasłuchiwałam i za kazdym raze brak wzmianki. No zdjecia owszem były Piłsudskiego, coś na filmikach, bo nie wpadli na to, by "nakazać" nakryć mu twarz maseczką lub zasłonic oczy...
    A Państwo jak? Słyszeli? padło to nazwisko?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pani Halko,

      Nie pomogę w rozstrzygnięciu tego pytania. Nie posiadam telewizora, w radiu słucham jedynie muzyki, a polskojęzyczne szczekaczki omijam szerokim łukiem.
      Wiem jedak, że lokator Pałacu dwukrotnie wymienił nazwisko Witosa, przypisując mu zasługę mobilizacji armii ochotników i powołania rządu „zgody narodowej”.
      Obie zasługi są Witosowi nienależne, bo ochotnicy poszli do armii na wezwanie Piłsudskiego z 3 lipca 1920 r. (Odezwa: Obywatele Rzeczpospolitej! Ojczyzna w potrzebie!), a ówczesny Rząd Obrony Narodowej został utworzony 24 lipca przez Naczelnika Państwa.
      Nie był to też żaden rząd „zgody narodowej”, bo – co znamienne, wspólnie atakowali go endecy i komuniści, a wśród członków rządu kłębiły się oskarżenia i animozje.
      Napisałem na Twitterze, że nie dziwi mnie,iż w kontekście wojny 1920r. A. Duda dwukrotnie przywołał postać Witosa. Jako jedyny polityk z tego okresu, Witos uznał okupację sowiecką za"wolną i niepodległą"Polskę i zachęcał chłopów do"pracy wytrwałej" ( z ostatniej odezwy Witosa , z września 1945r.)
      Zrozumiałe więc, że w III RP musi być"bohaterem",stawianym obok, lub zamiast Piłsudskiego.

      Pozdrawiam serdecznie

      Usuń
  20. Pani Urszulo,

    Ja także zastanawiam się – skąd bierze się tak silna nienawiść do Piłsudskiego i czym tłumaczyć obecny proces zakłamywania naszej historii?
    A w toku tego zastanawiania i czytania twitterowych bredni, doszedłem do wniosku, że nie ma najmniejszego sensu „nawracanie” ludzi wypisujących androny pod moimi tweetami.
    Próbowałem to robić, wskazując historyczne dokumenty. Skoro okazało się to bezcelowe i nawet fakty nie podważyły „wiary” owych nieszczęśników, pozostało mi jedno – zablokowanie tych osób i oszczędzenie im przykrości obcowania z moimi tekstami.
    Mówiąc zaś serio – sprawa jest poważna.
    O ile nie mam wątpliwości, że część idiotycznych komentarzy pochodzi od moskiewskich trolli (tych łatwo rozpoznać po bogoojczyźnianej ornamentyce i kilku innych przymiotach), to widok, zdawałoby się niegłupich ludzi, powielających łgarstwa na temat Piłsudskiego jest przykrym doświadczeniem.
    Ponieważ większość z tych „odkrywców historii” należy do zwolenników tzw.”neoendeków-narodowców” (cudzysłów konieczny, bo z myślą Dmowskiego to towarzystwo nie ma nic wspólnego) domyślam się, że ich „wiedza” pochodzi z książek promowanych na takich portalach.
    W tym – z książek Ciołkowskiego, o których na moim blogu wspomina p. Kolejarz.
    Tenże zaś autor – co dostrzegłem w kilku jego wypowiedziach, wręcz dyszy nienawiścią do Marszałka i odmawia mu zasług, co do których nawet ówczesna endecja nie miała zastrzeżeń.
    To zaś sprawia, że nie sposób traktować tych ludzi poważnie ani oczekiwać od nich racjonalnej refleksji.
    Bo jeśli zamieszczam na twitterze link do tekstu historycznego, doskonale udokumentowanego, z którego dowiadujemy się, co Piłsudski robił w dniach 13-17 sierpnia 1920 r., jeśli zamieszczam rozkaz Piłsudskiego dotyczący Bitwy Warszawskiej oraz list gen. Rozwadowskiego z 15.08.1920 skierowany do Piłsudskiego, a następnie czytam, że Naczelnik „uciekł do kochanki”, „zdradził i stchórzył”, mogę jedynie żałować ludzi, którym Pan Bóg tak dalece odmówił rozumu.
    https://jpilsudski.org/artykuly-historyczne-pilsudski/epizody-z-zycia-jozefa-pilsudskiego/item/2029-jozef-pilsudski-podczas-bitwy-warszawskiej-1920-r

    http://archiwa.pilsudski.org/dokument.php?nonav=1&nrar=701&nrzesp=3&sygn=3&handle=701.180/15898&seria=0

    http://archiwa.pilsudski.org/dokument.php?nonav=1&nrar=701&nrzesp=2&sygn=10&handle=701.180/11971

    Proszę natomiast zauważyć mechanizm tego kłamstwa.
    Obiektem ataku jest postać Piłsudskiego, którego przeciwstawia się „bohaterstwu” gen. Rozwadowskiego. Historycznie – to nonsens, bo Rozwadowski był podwładnym Piłsudskiego i (wówczas) oficerem bardzo lojalnym.
    Dostrzegał to również sam Marszałek, gdy 1 kwietnia 1921r. wystosował do generała oficjalne podziękowanie „za pracę na stanowisku szefa sztabu generalnego podczas wojny z bolszewikami”. Wraz z podziękowaniem nastąpiło mianowanie Rozwadowskiego na inspektora armii, członka Ścisłej Rady Wojennej i awansowanie na stopień generała broni.
    Nikt też nie neguje samego zwycięstwa w wojnie polsko-rosyjskiej i nie podważa czynu polskich żołnierzy.
    O co więc chodzi?

    cd.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może o to, że od 12 maja 1926 r., tj. od czasu przewrotu majowego, gdy gen. Rozwadowski stanął na czele sił rządowych, stał się ulubionym bohaterem wszystkich, którzy nienawidzili Piłsudskiego.
      Stał się wręcz symbolem sprzeciwu wobec tradycji piłsudczykowskiej.
      Tak dalece, że po jego śmierci endecy wymyślali kosmiczne brednie
      ( o celowym zatruciu generała włosem końskim lub pomalowaniu ścian jego pokoju arszenikiem), byle oczernić Piłsudskiego.
      Jest dla mnie oczywiste, że celem obecnych zabiegów jest właśnie postać Naczelnego Wodza. Trzeba go zmieszać z błotem i przypisać mu zachowania, jakie nigdy nie miały miejsca.
      W kontekście wojny z bolszewikami, ale też całych dziejów II Rzeczpospolitej to wystarczy, by zafałszować historię.
      A skoro żyjemy w państwie, w którym byle szumowiny mogą bezcześcić symbole religijne i narodowe, skoro różnym wyrobnikom SB wolno opluwać ludzi najuczciwszych i przypisywać im „agenturę”, nietrudno dostrzec proweniencję obecnej operacji.
      Ten sam zamysł oczerniania Piłsudskiego widzimy podczas „interpretacji„ dokumentu, w którym Naczelny Wódz, tuż przed Bitwą Warszawską zrzeka się funkcji państwowych.
      http://archiwa.pilsudski.org/dokument.php?nonav=1&nrar=709&nrzesp=1&sygn=10&handle=709.238/215

      cd.

      Usuń
    2. Choć żaden z domorosłych „egzegetów” nie ma bladego pojęcia, jak wyglądały ówczesne realia polityczne, nie wie o naciskach Ententy, o tchórzostwie rodzimych „demokratów” i głupocie ludowców, o rozlicznych strajkach podsycanych wówczas przez endecję, choć nie potrafią ze zrozumieniem przeczytać argumentacji Marszałka ani dostrzec moralnych racji człowieka honoru, ten dokument (zgodnie zresztą z interpretacją narzuconą przez późniejszego renegata -Witosa) jest postrzegany, jako dowód słabości i ucieczki Piłsudskiego.
      Ci ludzie wypisują takie brednie o człowieku, który składa dymisję tuż przed udaniem się na front, który ryzykuje życie idąc wraz z piechotą do ataku podczas kontrofensywy znad Wieprza („Pomimo naszych próśb, by się nie narażał, Piłsudski szedł pieszo w pierwszych szeregach piechoty” – ze wspomnień Józefa Godlewskiego), który – mając świadomość, że może to życie stracić, porządkuje sprawy osobiste i państwowe, w poczuciu wielkiej odpowiedzialności za losy kraju.
      Zapewne tak samo owi ludzie interpretowaliby dymisję Piłsudskiego w lecie 1916 r, uchylenie się od kandydowania w wyborach prezydenckich w grudniu 1922, czy odrzucenie wyboru na prezydenta w roku 1926. Dla takich mędrków, niezrozumiała byłaby dymisja gen. Hallera z członkowska w Radzie Obrony Państwa (18.08.1920), a nawet sienkiewiczowski obraz - rzucenie buław oficerskich pod nogi Radziwiłła.
      Kto nie wie – czym jest honor, nie zrozumie takich postaci. A dostrzegając w nich cechy, których samemu nie posiada, uczuciem nienawiści zrekompensuje to ograniczenie.
      Dlatego na pytanie – skąd bierze się tak silna nienawiść do Piłsudskiego, znajduję jedną, sensowną odpowiedź – z głupoty i zawiści.
      Bo pomijając celowość działań rodzimej agentury, głównie ulokowanej w środowiskach endokomuny, pomijając świadomą robotę rozmaitych pseudo-historyków i zadaniowanych publicystów, mamy do czynienia z przerażającym bełkotem analfabetów historycznych, ludzi pozbawionych elementarnej wiedzy o dziejach własnego narodu.
      To pokłosie czasów okupacji sowieckiej, ale - w jeszcze większym stopniu, okresu III RP, w którym na niebotyczną skale zafałszowano najważniejsze karty naszych dziejów.
      Co ważne - dziś jest to głupota zamierzona i całkowicie nieusprawiedliwiona.
      Bo skoro, jeden i drugi nienawistnik trafia na portale jakichś fałszerzy, skoro sięga po książki grafomanów i zachłystuje „wiedzą” ignorantów, równie dobrze może znaleźć dokumenty źródłowe i dotrzeć do rzetelnych prac naukowych. Jeśli ktoś tego robi, a przypisuje sobie prawo oczerniania najważniejszej postaci Polski międzywojennej i publicznego wypisywania dyrdymałów, jest głupcem do kwadratu.
      Dlatego los takich mędrków jest mi obojętny.
      Należałoby się raczej skupić na edukacji ludzi młodych, którym to państwo odbiera prawo (a jest to jedno z najważniejszych praw ludzi wolnych) do poznania własnej historii. Bo jeśli ci młodzi trafią na portale „narodowców”, lub uczynią guru z jakiegoś niedouczonego pseudo-historyka, stracą takie prawo na zawsze.
      Upadek edukacji historycznej- zresztą, całkowicie zamierzony, jest dziś jednym z największych zagrożeń.
      Komuniści fałszowali historię z nienawiści do Polski i Polaków.
      Ludzie III RP robią to samo, by móc sprawować „rząd dusz” nad społeczeństwem zniewolonym mitami i niewiedzą.
      Co więc nam innego pozostaje, jak robić swoje?

      Pozdrawiam Panią serdecznie

      Usuń
  21. Piotr B.

    Gdy 12 sierpnia 1914 r. I Kompania Kadrowa wkroczyła do Królestwa Polskiego, Roman Starzyński (brat Stefana Starzyńskiego, a późniejszy dyrektor naczelny Polskiego Radia), pisał o reakcji mieszkańców miasteczka Skała, leżącego 20 km od Krakowa:
    „Na rynku tłum ciekawych obserwuje przemarsz „obcego” wojska. „Nasi” – odeszli. Tych „obcych” nikt nie wita, nikt nie pozdrawia. Ciekawy tłum – patrzy i milczy. Nikt nie wyniesie szklanki wody, nikt nie poda kromki chleba. To już nie Krakowskie, nie polska Galicja, to Rosja, zaludniona szczepem mówiącym po polsku, ale czującym po rosyjsku!”. (R. Starzyński „Cztery lata w służbie Komendanta”, Instytut Józefa Piłsudskiego, Warszawa, 1937).
    Z relacji innych świadków – żołnierzy I Kadrowej wiem, że spotykała ich nie tylko obojętność. Było też plucie, wyzwiska, drwiny, były próby prowokacji, napady i kradzieże mienia wojskowego.
    Spotykała tych ludzi ogromna niechęć i wrogość. Nie tylko ze strony mieszczan czy chłopów.
    Ułan Michał Tadeusz Brzęk-Osiński, wspominał:
    „Jak witano nas za granicami Królestwa? Tam położenie nasze kształtowało się zupełnie inaczej. Mówiąc ogólnie, nie stawiano na nasze powitanie bram triumfalnych.
    Najbardziej może lękano się naszych wizyt i osobistego zaangażowania we dworach. Przeważała bowiem w tych sferach orientacja Narodowej Demokracji, echo słynnej odezwy Wielkiego Księcia Mikołaja Mikołajewicza do Polaków.”

    Tak Polska, po stu kilkudziesięciu latach, witała żołnierzy z orłem na czapkach, idących walczyć o Niepodległą.

    cd.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przypominam o tych faktach, nie po to, by powiedzieć, że „kiedyś bywało gorzej” lub tym obrazem „pocieszać” Pana.
      Warto jednak mieć świadomość, że poczucie samotności, odrzucenia i bezradności, musi (podkreślam) towarzyszyć każdemu, kto waży się na rzeczy przekraczające miarę „zwykłych zjadaczy chleba”, miarę powszednią.
      Proszę pomyśleć – i nie jest bynajmniej zadanie z historii alternatywnej, jak wyglądałyby nasze dzieje, gdyby ta grupka polskich żołnierzy uległa wszechobecnej niechęci i odstąpiła od walki?
      Z punktu widzenia ludzkich reakcji, mieli do tego prawo. Mieli prawo czuć się zawiedzeni, oszukani i odrzuceni. Mogli uznać, że nie warto narażać swojego życia dla „masy”, która sławi księcia Mikołaja i marzy o pełnym żołądku.
      A mieli to prawo tym większe, że w roku 1914 nikt z nich nie wiedział – jak i kiedy powstanie Niepodległa. Wokół byli zaborcy i nienawistne twarze „rodaków”.

      Proszę nie sądzić, że to przykład „na wyrost”, nieadekwatny do czasów współczesnych i nieprzystający do Pańskich przeżyć.
      Tak dzieje się w historii zawsze i powtarza nieodmiennie - gdy jednostki, ludzie silni i nieulegający woli „mas”, podejmują zadania, które odmieniają bieg wydarzeń, tworzą fakty i budują nową rzeczywistość.
      Nie ma potrzeby oglądania się na „ogłupione społeczeństwo” ani poszukiwania akceptacji wśród innych.
      Nie dlatego, by gardzić ich opinią, ale z tego powodu, że każde takie poszukiwanie kończy się pułapką kompromisów.

      Chcę Panu powiedzieć, że ja również odczuwam dzisiejsze zakłamanie i łajdactwo. Tracę cierpliwość, mam wrażenie bezradności i czuję się bezsilny wobec „ataku bylejakości i nędzy”.
      Uważam to za stan naturalny, właściwy dla ludzkiej kondycji.
      Niewłaściwe i niegodziwe, byłoby natomiast uleganie takim pokusom, stawianie ich na pierwszym miejscu, przed tym, co możemy i chcemy osiągnąć.
      Wiem też – i tu również Pana rozumiem, że w takich chwilach pojawia się poczucie obcości, obawa izolacji. To bardzo niebezpieczne odczucie, bo tylko krok dzieli je od niechęci wobec innych, od patrzenia na innych z pogardą i odrazą. Jeśli takie uczucia zaczynają dominować, kolejnym stadium jest nienawiść. Nie tylko do tych, których postrzegamy, jako Obcych i wrogich, ale do każdego, kto nie chce przyjąć naszych racji lub okazuje wobec nich obojętność.
      Wtedy, już przegraliśmy, bo nienawidząc, nie można osiągnąć żadnego dobra.

      Pyta Pan – gdzie szukać pozytywów?
      Nie odważyłbym się udzielać Panu „dobrych rad”, zatem mogę odpowiedzieć tylko za siebie.
      Ja dostrzegam je w polskiej historii, w doświadczeniach naszych przodków i w świadectwach ludzi, którzy poświęcili dla Ojczyzny wiele więcej, niźli dobre samopoczucie.
      Pozytywem są zmiany w naszej świadomości, możliwość dotarcia do innych ludzi, obowiązek przedstawienia swoich racji i ich obrony. Stąd bierze się pewność, że wiele zależy od nas. Od naszej reakcji na zakłamanie i łajdactwo, od zgody na nie lub braku przyzwolenia.
      To rzeczy, które powinny wzmacniać.
      Pozytywem jest wpływ na wychowanie dzieci, kształtowanie ich charakteru, przekazywanie wiedzy o świecie.
      Pozytywem jest to, że rozmawiamy z innymi – nie próbując ich nawet przekonywać, ale przekazując swoją wiedzę i poglądy na rzeczywistość.
      Wreszcie - pozytywem jest to, że można żyć w zgodzie z sumieniem i poczuciem honoru.

      Pozdrawiam Pana serdecznie i życzę wytrwałości. Warto.

      Usuń
  22. Panie Aleksandrze,
    W jednym z komentarzy napisał Pan: „Bo skoro, jeden i drugi nienawistnik trafia na portale jakichś fałszerzy, skoro sięga po książki grafomanów i zachłystuje „wiedzą” ignorantów, równie dobrze może znaleźć dokumenty źródłowe i dotrzeć do rzetelnych prac naukowych.”
    Sprawa nie wygląda tak „prosto”. Podaję za przykład moją osobę, ale myślę, że w jakimś stopniu można to przenieść na całe pokolenie, jak ja urodzone w okolicy stanu wojennego. W szkole podstawowej na lekcjach historii w zasadzie było jedynie wspomnienie postaci Marszałka – w końcu czas goni, a ważniejsze, by przejść z materiałem do II wojny światowej. W szkole średniej – technikum mechaniczne – zakres historii (zdaje się jedna godzina tygodniowo przez trzy lata) nie sprzyjał pogłębieniu wiedzy i więcej się uwagi poświęcało na „bezpieczne” starożytność czy średniowiecze (z naciskiem na dezawuowanie pod każdym względem wieków „ciemnych”), a okres przemian i dynamika pauperyzacji mas nie pozwalały na właściwą refleksję – czego dowodem choćby wygranie wyborów przez komunistów kilka lat po ich „obaleniu”. Na studiach technicznych historii już nie było w ogóle. Nie każdy też miał możliwość zdobycia wiedzy historycznej we własnym domu – z najróżniejszych powodów. Dziś, gdy sięgam do książek, zawsze jest ryzyko trafienia na „fałszerza” lub „grafomana”, a do materiałów źródłowych nie zawsze można dotrzeć.
    Kilka lat temu oglądałem nagranie spotkania nt. książki Piotra Zychowicz o żołnierzach wyklętych. Na tymże spotkaniu p. Leszek Żebrowski punkt po punkcie wymieniał fałszerstwa autora. Problem w tym, że fałszerstwa dotyczyły „cytowań” z dokumentów zastrzeżonych (dostępnych tylko dla historyków) albo dokumentów tak rzadkich, że nawet dla historyków trudno- lub w ogóle nie osiągalnych. I owe „cytaty” były wg p. Żebrowskiego albo zmanipulowane (skrócone, wyrwane z innego kontekstu, itp.) albo całkowicie fałszywe (sic!). Autor nawet nie próbował się bronić. Dziś, gdy spojrzymy na informacje o nim choćby w Wikipedii, jest przedstawiany jako kontrowersyjny, ale bardziej za umiejscawianie Hitlera wśród lewicy niż jako fałszerz, a uwiarygadniany jako redaktor Rzeczpospolitej, Do Rzeczy czy TV Republika, który jako jeden z pierwszych przybył na miejsce katastrofy TU154.
    Tacy ludzie ciągle są obecni w mediach. Obecne są także dyskusje - jak ta o generale Rozwadowskim. Strona broniąca Marszałka niestety najczęściej (jeżeli w ogóle) kwituje to stwierdzeniem, że to już dawno wyjaśnione i nie ma o czym mówić. Jak więc dziwić się tym „nienawistnikom”, którzy swą wiedzę opierają o dostępne publikacje oparte na materiałach źródłowych zastrzeżonych przez IPN? Jak zweryfikować „rzetelność” prac naukowych nie mając dostępu do źródeł? Dlaczego nie wierzyć „historykom” piszącym bestselery, skoro nikt nie podważa ich wiarygodności?
    PS. W odpowiedzi do Kolejarza podał Pan przykładowe źródła, za co bardzo dziękuję.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Panie Rafale,

      Przepraszam, że nie czekam na odpowiedź Pana Ściosa, ale kiedy czytam o OBŁĄKANYM'44, nie wytrzymuję! Na Zychowicza reaguję hiper-alergicznie. I nie przestaje zadziwiać mnie fakt, że taką osobę niezwykle gorąco wspiera i popiera gdzie może, dyrektor Wojskowego Biura Historycznego, Sławomir Cenckiewicz.

      Pozdrawiam serdecznie

      Usuń
    2. Pani Urszulo,
      W tym właśnie rzecz, że ignoranci mojego pokroju, choć by chcieli poznać prawdę, co krok natykają się na miny w postaci "historyków" wspieranych przez "profesorów", publikowanych i szeroko komentowanych. Stajemy bezradni przed publikacjami, których źródeł sprawdzić niepodobna. Niestety, gdy konfrontuję moją nikłą wiedzę historyczną z urodzonymi już po '89 to wśród tej młodzieży jest jeszcze gorzej. Taka jest rzeczywistość i w tym świetle nie dziwią mnie rekordy frekwencji wyborczej. Tym też większa wartość pracy pana Aleksandra.
      Pozdrawiam

      Usuń
  23. Jeszcze to nie daje mi spokoju.

    Co do wymarszu „Pierwszej Kadrowej”.
    iTV Kielce podaje: „53. w historii i 38. po wojnie Marsz Szlakiem I Kompanii Kadrowej dotarł do Kielc. Członkowie Związku Piłsudczyków, organizacji strzeleckich, harcerze, żołnierze Wojska Polskiego i osoby cywilne co roku upamiętniają w ten sposób szlak bojowy z sierpnia 1914 roku, który odbył się pod dowództwem Józefa Piłsudskiego”.

    No i tak co roku „orają po zaoranym”.

    Zastanawiam się, czy może powinnam się skontaktować z tymi członkami… i tak im delikatnie zasugerować?
    Jeden tam nawet w publicznej wypowiedzi, się wzruszył ogromnie, że: „jak już coś robić to na maksa!”. No to może, by na maksa poszła ta „pierwsza Kadrowa grupa rekonstrukcyjna” średnio to co roku 300 ludzi!, jeszcze nie na bolszewików, ale ledwie na „tęczowe misie” i zrobiła raz, wreszcie porządek. Dla kurażu, bez ustawki, zasugerowałabym, aby do corocznych rekonstrukcji włączyli jeszcze ten oto epizod. „Jest taka scena w bardzo kiepskim filmie „Legiony”, w której dochodzi do bójki między młodymi żołnierzami –ochotnikami”. Aby sobie przed startem taki łomot po gębach zrobili, sztachety w ruch, co kolwiek pod jaką strzechą i dopiero wyruszyli...

    P.S.
    Taką ciekawochę Państwu jeszcze napiszę.
    Zakupiłam 5 książek nt. Piłsudskiego (trzy z pozycji, bo więcej nie ma chyba na terytorium IIIRP), które zamieścił p. Aleksander – za co bardzo dziękuję! w koment do „kolejarza”. Sprzedawcy ewidentnie musiał kamień z serca, że wreszcie znalazł się jakiś czub :), który kupił te zalegające – ostrzegał, że - kuźwa ZAKURZONE SĄ i wyblakłe okładki!!!”.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pani Halko,

      Jak Pani się udało znaleźć te książki? Nie dziwię się sprzedawcy. Podjął duże ryzyko, oferując takie pozycje i musiał się ucieszyć z Pani zakupów.

      Pozdrawiam Panią

      Usuń
  24. W nawiązaniu do komentarza Pana Rafała Stańczyka z którym się zgadzam, chciałbym podzielić się artykułem na który ostatnio natrafiłem.

    http://www.mysl-polska.pl/2444

    Otóż artykuł ten jest przeciwieństwem artykułu który zamieścił Pan Aleksander.

    https://jpilsudski.org/artykuly-historyczne-pilsudski/epizody-z-zycia-jozefa-pilsudskiego/item/2029-jozef-pilsudski-podczas-bitwy-warszawskiej-1920-r

    W artykule zamieszczonym przez Pana Aleksandra udowodnionia i podparta dowodami jest obecność i sprawowanie dowodzenia przez Józefa Piłsudskiego podczas Bitwy Warszawskiej.Na dole strony znajdują się przypisy, z których autor tekstu czerpał informacje, na podstawie których napisał tekst.
    W artykule zamieszczonym przeze mnie wykazuje się że Naczelny Wódz przechodził jakiegoś rodzaju załamanie nerwowe i nie dowodził armią. W związku z tym faktycznym dowódcą podczas Bitwy Warszawskiej 1920 był Gen. Rozwadowski.Na końcu artykułu autor jednak nie zamieścił źródeł z jakich czerpał wiedzę którą zamieścił na stronie internetowej swojego pisma.
    Udało mi się sprawdzić kim są autorzy obu wspomnianych artykułów. Autor pierwszego artykułu to Jan Engelgard ma powiązania z rodziną Giertychów którzy przejęli pismo "Myśl Polska" w 2001 roku. Wcześniej autor był w LPR. Autor drugiego artykułu to Zbigniew Kiełb urodził się w 1980 r. w Puławach. Absolwent Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie. Historyk, numizmatyk oraz rekonstruktor i badacz dziejów 2. Pułku Saperów Kaniowskich.Nie znalazłem jakiś szczegółów politycznych na temat tego Pana prócz tego że jest radnym w Puławach.
    Należy sobie zadać pytanie ilu młodych ludzi (starszych również) sprawdza kogo tzw "wypociny" czyta? Należę do pokolenia nieszczęsnego "okrągłego stołu", więc moje pokolenie na lekcjach historii miało pewnie jeszcze mniej o dziejach Polski niż pokolenie Pana Rafała.
    Uważam podobnie jak Pan Rafał "sprawa nie jest taka prosta". Ludzie idą na łatwiznę, czytają co im się podsunie, przyjmują do wiadomości i przekazują dalej, nie mają nawyku przetwarzania informacji które pozyskują. Inni poszukują ale mają mentlik w głowie, głównie przez media i media społecznościowe. Facebook to idealne narzędzie do dezinformacji. "Zwykły zjadacz chleba" nie ma możliwości sprawdzenia kto jest administratorem danego profilu. Profil może się nazywać np. "Wolna Polska" wrzucić co jakiś czas parę dat ważnych dla kraju dla uwiarygodnienia, a następnie wrzucić artykuł, który mija się z prawdą. Nie bardzo jest jak z tym walczyć, jest tego mnóstwo. Nie da się nakłonić młodego pokolenia do chodzenia po archiwach państwowych i czytania starych książek. Jest internet, smartfony, komputery, tablety, szybszy i wygodniejszy dostęp do informacji, dlatego jesteśmy bardziej podatni na oszustwa czy kłamstwa historyczne.
    Sam trafiłem na Bez Dekretu w poszukiwaniu prawdy, po którejś z rocznic katastrofy smoleńskiej. Nurtował mnie ten temat ,aż trafiłem tutaj, czego nie żałuję. Od paru lat śledzę bloga Pana Aleksandra i polecam innym zagubionym, poszukującym prawdy w tym zakłamanym kraju. Pozdrawiam Pana Aleksandra i wszystkich czytelników bloga :-)

    OdpowiedzUsuń
  25. Rafał Stańczyk,

    Nie bardzo wiem, jak powinienem skomentować Pańską wypowiedź.
    Bo powoływanie się na „trudności obiektywne”, ułomność edukacji szkolnej, czy wszechobecne dziś fałszowanie historii, należy do kategorii „oczywistych oczywistości” – by użyć określenia klasyka.
    To są cechy sukcesji komunistycznej. W komunizmie i jego hybrydach, historia musi być przedmiotem systemowej manipulacji, reglamentacji i nadzoru. Dba o to państwo – ukrywając lub nagłaśniając poszczególne wątki historyczne oraz „formatując” edukację, dbają rządowi pseudo-historycy.
    Zapewne, stanowi to przeszkodę w dotarciu do prawdy historycznej. Ale - nie przeszkodę nieprzekraczalną.
    W czasach komuny, źródłem takiej prawdy byli świadkowie, ludzie pamiętający realia II Rzeczpospolitej. W ograniczonym stopniu, istniał też dostęp do wydawnictw pozadebitowych.
    Mimo tych ograniczeń, śmiem twierdzić, że poziom wiedzy historycznej był wówczas zdecydowanie wyższy.
    Nie ma potrzeby przekonywać, że dziś sytuacja jest lepsza i poza strefą oficjalnego przekazu, istnieje możliwość dotarcia do źródeł historycznych. Choćby – poprzez strony internetowe, do których linki zamieściłem.
    Nikt nam nie nakazuje włączać telewizora, słuchać medialnych mędrków, czytać wypocin ćwierćinteligentów i manipulatorów.
    Wiem, że nie są to rozwiązania powszechne. Jeśli kogoś nie interesuje historia, jeśli nie zajmują go sprawy własnego kraju – a ta przypadłość dotyczy większości naszych rodaków - nie pomogą żadne źródła.
    Proszę jednak zauważyć, że moje wypowiedzi dotyczyły tych, którzy przypisują sobie prawo oceny i komentowania wydarzeń historycznych.
    Dobrze, że sobie to prawo przypisują. Źle, że korzystają z niego bez cienia rzetelności i odpowiedzialności – czyniąc szkodę sobie i innym.
    To, że ktoś (nawet przez przypadek), trafia na strony „narodowców” lub zetknie się z bełkotem Zychowicza, niczego nie tłumaczy. Podobnie, jak wysłuchanie wypowiedzi jakiegoś medialnego „autorytetu” .
    Jeśli jest to człowiek rozumny i uczciwy, będzie dążył do zweryfikowania tej wiedzy, poznania innych opinii i dotarcia do źródeł historycznych.
    Tym bardziej, jeśli będzie chciał dzielić się tą wiedzą z innymi, musi swoje oceny oprzeć na solidnych podstawach, uzbroić się w argumenty, poznać fakty.
    Przyjmowanie wszystkiego „na wiarę”, jest oznaką rezygnacji z używania rozumu, objawem słabości i zniewolenia.
    Jeśli tak być powinno – a sądzę, że w tej kwestii zgodzi się Pan ze mną, nie powołujmy się na zachowania patologiczne, choć powszechne.
    Głupota jest dziś wprawdzie patologią powszechną, ale nie można pozwolić, by jej wyznawcy stali się „klasą dominującą”, a my, byśmy musieli dostosować do nich swoje zachowania.

    cd.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dlatego, proponuję – rozmawiajmy o tym, jak być powinno.
      Świadomi wymienionych przez Pana ograniczeń, starajmy się raczej je pokonywać, niż uważać za „normę” i sposób na rozgrzeszenie.
      W moim rozumieniu, stwierdzenie, że „przeciętny człowiek” nie ma możliwości dotarcia do prawdy historycznej, jest fałszywe i bardziej służy wytłumaczeniu patologicznej głupoty, niż zrozumieniu realiów tego państwa.
      Bo takim sofizmatem można usprawiedliwić każde, szkodliwe zachowania – od zapomnienia sprawy smoleńskiej poczynając, na poparciu udzielanym różnym „Konfederatom”, kończąc.

      Edukacja, w tym historyczna, jest obowiązkiem każdego z nas.
      Bez względu na poziom wykształcenia, pochodzenie, sytuację życiową. Można ten obowiązek odrzucić, ale nie można z tego odrzucenia czynić reguły, nie można tym tłumaczyć własnej niewiedzy, ani usprawiedliwiać głupoty.
      Jeśli nie chce Pan, byśmy „stali bezradni przed publikacjami, których źródeł sprawdzić niepodobna”, proszę przyjąć raczej taką perspektywę.
      Ktoś musi z tym zakłamaniem walczyć, musi pokonywać to poczucie bezradności. Nie będą to „patriotyczne media”, system edukacyjny, rządowe „autorytety” i profesorowie bełkoczący w rytm medialnych narracji. Żyjemy w sukcesji komunistycznej i nie warto wierzyć, że to państwo zapewni nam dostęp do prawdy.
      Taki obowiązek mogą spełnić tylko „przeciętni ludzie” – w swoich domach, w gronie rodziny, wśród znajomych. Do takiej pracy zawsze namawiam i ją uważam za najważniejszą.
      Tak było w czasach komuny i nie widzę powodu, by dziś czuć się zwolnionym z tego obowiązku.

      Pozdrawiam Pana

      Usuń
  26. Marcin C,

    Dziękuję za to spostrzeżenie i cieszę się, że dostrzegł Pan tak istotną różnicę.
    Każdy tekst, a historyczny nade wszystko, trzeba oceniać pod kątem rzetelności źródłowej. Osoba autora nie ma tu istotnego znaczenia. Warto natomiast patrzeć – na jakie dokumenty i dowody autor się powołuje, jak rzetelnie argumentuje swoje tezy, w jaki sposób kształtuje narrację.
    Niestety, większość publikacji ukazujących się w przestrzeni internetowej, to gołosłowne dywagacje, pozbawione treści merytorycznej, logicznej i historycznej. Ich autorzy rzucają różne tezy „na wiarę” i czują się zwolnieni z obowiązku poważnego traktowania odbiorcy.
    Dotyczy to największych „tuzów” publicystyki III RP, jak i osób zamieszczających swoje wypociny w sieci internetowej. Dotyczy to również polityków tego państwa, którzy nigdy nie musieli konfrontować swoich „mądrości” z prawdą.
    Jak z tym walczyć? Domagać się uzasadnienia, podważać każde słowo i stwierdzenie, które autor podaje „na wiarę”, żądać wskazania źródeł, cytatów, faktów.
    Przyjąć zasadę, która od roku 2007 widnieje się na frontonie mojego bloga: „Nie uznaję autorytetów ani prawd objawionych III RP”.
    Napisał Pan - „Nie bardzo jest jak z tym walczyć, jest tego mnóstwo. Nie da się nakłonić młodego pokolenia do chodzenia po archiwach państwowych i czytania starych książek. Jest internet, smartfony, komputery, tablety, szybszy i wygodniejszy dostęp do informacji, dlatego jesteśmy bardziej podatni na oszustwa czy kłamstwa historyczne.”
    To prawda. Dlatego polem realnej walki nie może być sieć internetowa. Tam prawda zwykle przegrywa.
    Miejscem, w którym „nakłania” się młode pokolenie i uczy odporności na „oszustwa i kłamstwa historyczne”, jest dom rodzinny. To rzeczywiste pole walki, w którym każdy aspekt – temat, obraz, książka, należy do nas.
    Jeśli młody człowiek nie nabierze tej odporności przez lata pobytu w domu rodzinnym, jeśli „smartfony, komputery, tablety, szybszy i wygodniejszy dostęp do informacji” uczynią z niego bezmyślnego przeżuwacza info-śmietniska, to już wina tych, którzy takiej walki nie podjęli.
    Brzmi „utopijnie” i „idealistycznie”?
    Tylko dla tych, którzy zapomnieli - czym jest normalność i widmem współczesnych patologii próbują tłumaczyć własna kapitulację.

    Bardzo Panu dziękuję i pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  27. Panie Aleksandrze. Drodzy Państwo.
    Ja dla poszukiwania prawdy w wypowiedziach polityków, medialnych tuzów, naukowców itp znalazłem sobie dość mocny, ale też niezwykle realny punkt odniesienia.
    To udostępnione przez ruskich zdjęcia ciała Prezydenta Lecha Kaczyńskiego w czarnych, foliowych workach.
    Wtedy pytam siebie, co ten ktoś robi, żeby winni zostali wskazani i osądzeni. Odpowiedź ( poza członkami smoleńskiej podkomisji) brzmi: NIC. I to mi całkowicie wystarczy. Jest to może momentami krzywdzące uproszczenie, ale w dzisiejszych czasach wszechogarniającej mgły, pozwala utrzymać niezbędny kontrast zarysów rzeczywistości.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń

  28. WIRUSJADA...

    Kilka dni temu Trump zastąpił prof. Fauciego - "nietykalnego" lobbystę koncernów farmaceutycznych, profesorem Scottem Atlasem ze Stanfordu - i od razu wajcha zaczęła się przestawiać w kierunku: "Covid to jednak było piekielne oszustwo!"


    PS. Nawet Kaczyńskiego przyłapano w sejmie na czytaniu "Fałszywej pandemii" i proszę: poleciał znienawidzony minister Szumowski & co, a większość mediów usuwa "wiodący" dotąd temat: liczenie trupów, stadiony i lodowiska z trumnami, etc, etc.

    ZAWSZE MÓWIŁAM: GÓRĄ STANFORD!
    ______________________________

    POLECAM GORĄCO!

    1. Przystępny i w miarę uczciwy wywiad red. Macieja Pawlickiego dla portalu PCh24.

    => https://www.youtube.com/watch?v=TO2402DJJSo

    2. Link do popularyzatorskiej książki:

    => https://capitalbook.com.pl/pl/p/Falszywa-pandemia.-Krytyka-naukowcow-i-lekarzy/4120

    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  29. APEL! APEL!

    Szanowni Czytelnicy Bez Dekretu!

    Zbliża się początek września, więc może pomyślmy o przeznaczeniu choćby przykładowych stu złotych dla naszego Autora i Przewodnika?

    Komu jak komu, ale Jemu należy się nasze stałe wsparcie!

    Przynajmniej tak odwdzięczymy za setki artykułów i tysiące życiowych wskazówek.

    Bardzo proszę i serdecznie pozdrawiam PT Kolegów - Ściosowców. :)

    OdpowiedzUsuń

  30. ERRATA

    *się (w sensie: odwdzięczymy się)

    :)


    OdpowiedzUsuń
  31. Witam Was,

    ks. Maciej Zięba w #IPPTV: https://www.youtube.com/watch?v=KX6quEasb84

    M. Lappalainen

    OdpowiedzUsuń
  32. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń


  33. Wreszcie coś dobrego o panu dr. Jerzym Targalskim!!!

    Jerzy Targalski ma odwagę napisać jak jest - o naszych elitach,
    urzędnikach, wojsku, profesurze, służbach i ministrach... Stąd go
    tak nie lubią i najchętniej wyrzuciliby z @AkademiaSzWoj


    "Klasa polityczna powstała w wyniku selekcji negatywnej"

    Nowe Arcana! Czytajcie

    https://twitter.com/Cenckiewicz/status/1299624494735208449

    OdpowiedzUsuń
  34. SOLIDARNOŚĆ! Pamiętam!
    Dla mnie zawsze była tylko jedna - TA PIERWSZA.
    Byłem jednym z grona pierwszych założycieli w jednym z dużych W-wskich zakładów (konkretnie jednym z dużych wydziałów). Była lista, kilkanaście osób (która dziwnym trafem po jakimś czasie zniknęła). Nagle pojawili się "przywódcy", wygadani, krytykujący system ... Pamiętam również "Karnawał Solidarności", tę atmosferę, radość, stosunek ludzi nieznających się, a odnoszących się do siebie z serdecznością.
    Pamiętam również 14 grudnia 1981.
    Napięcie. Na dużych wydziałach, taśmach produkcyjnych, spanikowani aparatczycy z dyrekcji robili wszystko, by załagodzić sytuację.
    I pamiętam również, że wchodząc do swojej komórki pracy powiedziałem: "trzeba coś robić, przynajmniej zaznaczyć solidarność z innymi działami". Nic, cisza. Zdaję sobie sprawę, że to i tak nic by nie dało, ale ta cisza ...
    Długo później okazało się, że większość z tych "działaczy" i pomniejszych krzykaczy, okazało się TW.

    Pozdrawiam Gospodarza i wszystkich prawych ludzi odwiedzających ten blog.

    OdpowiedzUsuń
  35. Odpowiedzi
    1. "Mądrzy ludzie powiadają, że zadawanie pytania – „dlaczego”, jest rzeczą wyjątkowo niebezpieczną. Nie tylko wówczas, gdy (...)".

      https://bezdekretu.blogspot.com/2015/05/niebezpieczne-pytania.html

      Dziękuję za uwagę.

      Usuń
    2. Halka,

      zadalem pytanie: "... dlaczego?", bo chcialbym poznac podstawy decyzji Pana Aleksandra o usunięciu mojego wpisu na temat wywiadu jakiego uczyniła siostra zakonna Tymoteusza Gil w telewizji #IPPTV: https://www.youtube.com/watch?v=drv-6Y6eSuo
      Mając na uwadze że wpis o wywiadzie z ks. Maciejem Ziębą nie został usunięty z "Bezdekretu".
      Tyle i aż tyle.

      pozdrawiam dziękując za uwagę
      M. Lappalainen

      Usuń
  36. Szanowny Panie Aleksandrze,

    Czuję straszliwy dyskomfort z powodu bana nałożonego na mnie na Twiterze - właśnie przez Pana.
    Około miesiąca temu poprosiłem Pana o wyjaśnienie krążącej od lat informacji o wycofaniu sie przez J. Piłsudskiego z dowodzenia wojskiem Rzeczypospolitej i zaniechania kontrofensywy na Ukrainie co ponoć umożliwiło bolszewikom przegrupowanie i przetrwanie a Pan zamiast odpowiedzieć mi choćby w kilku zdaniach lub odesłać mnie do wiarygodnych źródeł - niczym pierwszy lepszy łajdak z którymi walczy Pan od lat - zbanował mnie Pan jak śmiecia...

    Rozumiem iż może już Panu nie starczać cierpliwości na trolli atakujących Pana z prawa i lewa ale tak się nie robi, Panie Aleksandrze szczególnie gdy chodzi o człowieka który że nie dość iż promuje pańską działalność publicystyczną gdzie może to na dodatek wspierał Pana finansowo, robiąc to kosztem swojej Rodziny i mając z tego powodu rodzinne kłopoty. Nie mówiąc o potężnym osobistym rozczarowaniu i goryczy...
    Oczekuję od Pana przeprosin oraz zniesienia tego bana.

    pozdrawiam,
    Mirosław Parejko

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mirosław Parejko,

      Jeśli Pan udzielał wsparcia finansowego - serdecznie dziękuję.
      Na Pański dyskomfort nic nie poradzę, a żądanie przeprosin traktuję jako kiepski żart.
      Bana nie cofnę, a ponieważ ma Pan na TT drugie konto "Mirosław Parejko",również ono zostanie zablokowane.
      Blokada na TT nie ma nic wspólnego z brakiem "cierpliwości".
      Nie pozwolę natomiast, by ludzie bez cienia wiedzy historycznej, otumanieni propagandą dzisiejszej endokomuny wypisywali napastliwe brednie pod moimi tekstami.

      Pański komentarz na twitterze brzmiał:
      "IMHO mitologia talentów i bohaterstwa Piłsudskiego miała/ma służyć promocji wizji historycznej wygodnej dla socjaluchów wszelkiej maści a z prawdą ma niewiele wspólnego.
      Co z jego ucieczką?
      Dziwię się że p. AŚ bezkrytyczny dla tego fragmentu historii II RP"

      Gdy niejaki Bartolini napisał w komentarzu pod moim twettem:
      "@SciosBezdekretu
      Oczywiście miał rację; gdyż wymagało to niebywałej odwagi by w decydującym momencie bitwy rzucić dymisję na stół, rozpowiadać wszystkim wokół jak to wszystko już stracone a na końcu spieprzyć do kochanki. Jak widać tępa i kłamliwą PPSowska propaganda jeszcze i dziś skuteczna.",
      zechciał Pan dodać:
      "Brawa a nawet standing ovation!
      Najlepszy post w tym wątku - oto dzisiejszy zwyciężca internetów"

      Po tym, jak zablokowałem Pańskie konto,skomentował Pan:
      "Szajba postępuje:
      Aleksander Ścios zamiast wyjaśnić - blokuje swoich najzagorzalszych fanów.
      Właśnie teraz zauważyłem że się załapałem - za wczorajsze pytanie o Piłsudskiego i Rozwadowskiego...
      Nie wiem czy demencja czy skutki niedawnej choroby ale to droga donikąd."

      Rzeczowe wiarygodne źródła, które zadają kłam sowiecko-endeckim łgarstwom o "ucieczce" Piłsudskiego,o roli Witosa i Rozwadowskiego, znajdzie Pan w moich komentarzach pod tym tekstem.
      Wskazałem źródła i dokumenty.
      Znajdzie Pan, pod warunkiem, że zechce zrozumieć, co człowiek chory,"z demencją", a nawet "pierwszy lepszy łajdak", ma do powiedzenia.

      Żegnam Pana

      Usuń
    2. Parejko - uwaga niegodna mężczyzny ale urażonego samca.
      .
      "Szajba postępuje:
      Aleksander Ścios zamiast wyjaśnić ....
      Nie wiem czy demencja czy skutki niedawnej choroby ale to droga donikąd."

      Aż sie prosi napisać "temu". Dawaj numer konta do przelewu ... i zabieraj swoją niegodzią mamonę!

      Usuń
  37. Panie Aleksandrze,
    Dziękuję za błyskawiczną ripostę ale proszę odpowiedzieć czy pańską misją jest opresyjne karanie błądzących, niedouczonych lub zmanipulowanych ale chłonnych wiedzy pańskich czytelników czy też rzeczywiste niesienie kaganka wiedzy pod przysłowiowe strzechy... ?!

    Proszę także aby w sytuacji gdy tacy właśnie "ludzie bez cienia wiedzy historycznej, otumanieni propagandą dzisiejszej endokomuny" - szukają prawdy (nawet błądząc) - aby to u Pana znaleźli źródło wiedzy a nie kopniaka (zgodzę się z Panem - moje poparcie dla wymienionych twitterowców było oczywiste).
    Jak gołym okiem widać - nie jestem historykiem i nie mam aż tyle kompetencji i czasu aby je zdobyć by skutecznie szukać źródeł na własną rękę więc dlatego jestem stałym czytelnikiem pańskiego portalu.
    Niestety, dopiero w dzisiejszej odpowiedzi wskazuje mi Pan gdzie mam szukać prawdy o tamtych wydarzeniach, czego nie zrobił Pan wcześniej.

    Proszę więc nie dziwić się mojemu rozgoryczeniu i (prawdopodobnie pochopnemu przyłączeniu się do osób serwujących gotowe lecz odmienne rozwiązania) czego wyraz dałem w kolejnych cytowanych tu przez Pana postach.
    Rozumiem iż mogły one Pana dotknąć (za co przepraszam) ale proszę też postarać się zrozumieć mój punkt widzenia: zostawił mnie Pan na lodzie zamiast wyciągnąć pomocną rękę.
    O to właśnie miałem (i mam nadal) żal do Pana a uwaga o kiepskim żarcie potwierdza iż nie podchodzi Pan wyrozumiale do osób nie posiadających wiedzy na pańskim poziomie..

    Aby "zrozumieć, co człowiek chory, "z demencją", a nawet "pierwszy lepszy łajdak", ma do powiedzenia" - muszę najpierw otrzymać od niego wskazówki a nie wspomnianego kopniaka...

    Pozdrawiam Pana serdecznie i życzę aby zdrowie dopisywało Panu jak najdłużej i aby takie nieporozumienia nie zakłócały kontaktu z czytelnikami,
    Mirosław Parejko

    PS
    Informuję Pana iż moje pierwotne konto „Mirosław Parejko” zostało zablokowane przez funkcjonariuszy Twittera i nie mam do niego dostępu dopóki nie złożę hołdu żydłackim cenzorom (czego robić nie zamierzam).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mirosław Parejko,

      Zwracam uwagę,że swoje komentarze na TT zamieszczał Pan pod wpisami,w których umieściłem linki do dokumentów źródłowych, zadających kłam propagandzie endokomuny.
      Nie jest więc prawdą, jakobym "zostawił Pana na lodzie".
      Nic więcej nie mam do dodania i proszę zaniechać kontynuacji tego tematu.

      Usuń
  38. Jest to naprawdę smutne, że żyjemy w świecie, w którym człowiek publicznie ubliża drugiemu i następnie domaga się przeprosin, bo ten któremu ubliżył nie chce mieć z nim kontaktu. Zastanawia mnie tylko jeszcze, czy ta całkowita bezrefleksyjność to efekt internetu jako "masowego ogłupiacza" czy narzędzie to jedynie pokazało nam, z jakim poziomem inteligencji i kultury mamy do czynienia na co dzień.

    OdpowiedzUsuń
  39. Panie Rafale,
    Nieco się Pan zagalopował - na mój gust Pańskie zachowanie przypomina zachowanie żaby która podstawia łapę gdy konia kują - czy to chęć polansowania się na tym forum?
    W związku z pańskimi zarzutami proszę o wskazanie w którym momencie ubliżyłem p. Aleksandrowi - czy snucie hipotez na temat przyczyn tego zdarzenia jest ubliżaniem komukolwiek?
    Proszę przeczytać ze zrozumieniem tę wymianę zdań i postarać się zrozumieć sens moich słów.

    Oczekiwałem od p. Aleksandra przeprosin jedynie za to iż zamiast wyjaśnić mi istotę omawianych zdarzeń lub odesłać mnie do wiarygodnych źródel - potraktował mnie jak natręta. Takie jest moje odczucie - w końcu pozycja osoby publicznej jaką jest Autor tego bloga stawia poziom wymagań w odniesieniu do p. AŚ na wyższym pułapie niż ma to miejsce w przypadku pierwszego lepszego użytkownika internetu.
    Insynuowanie mi bezczelności w kwesti przeprosin poprzez łączenie tego z wyimaginowanym publicznym ubliżaniem jest wyłącznie pańską nadinterpretacją.
    Za zbyt swobodne wypowiedzi przeprosiłem p. Aleksandra gdy poczuł się urażony ale pozostaje jeszcze sprawa potraktowania mojej osoby przez naszego gospodarza: nie przeczę iż jestem bez skazy ale zamiast dowiedzieć się rzeczy istotnych dostałem blachę w czoło...

    Nawet w szczerej swej dbałości o Autora nie powinien Pan zabierać głosu jeśli nie potrafi Pan zrecenzować powyższej dyskusji zgodnie z jej sensem. Pańskie dywagacje o całkowitej bezrefleksyjności rzucone bezosobowo acz w wiadomym kierunku proszę także zachować na inne okazje lub przedstawić mi je wprost.
    Czyżby obawiał się Pan zaadresować swoje słowa dezaprobaty bezpośrednio i precyzyjnie - imiennie pod moim adresem?
    Śmiało - rzeczową i uzasadnioną krytykę potrafię przyjąć na klatę i nie mam z tym żadnego problemu ale takiej mruczanki pod nosem nie traktuję jako poważnego materiału do samokrytyki.

    pozdrawiam, MP

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szanowny Panie,
      Wszystko, co można było powiedzieć o pańskiej aktywności napisał jasno i wyraźnie p. Aleksander i nie potrzeba tu dodatkowej "dbałości o autora". Swoimi zaczepkami też nie sprowokuje mnie Pan do babrania się w pańskim bagnie braku elementarnej choćby kultury. Gwoli jasności, nie pisałem do Pana, bo nie mam Panu nic do przekazania. Moja refleksja miała jedynie na celu zaakcentowanie, z jakim poziomem zaczepek p. Aleksander musi się użerać.
      Nie oczekuję od Pana ani zrozumienia ani odpowiedzi.
      Pozdrawiam

      Usuń
  40. Że się wtrącę.
    Napisał pan: "...niesienie kaganka wiedzy pod przysłowiowe strzechy..."
    Pan Aleksander nigdy nie wyartykułował takich "Judymowych, czy Siłaczkowych" chęci, ale często podkreśla potrzebę budowy "elit dla Niepodległej". Pod "strzechy" włażą z ugnojonymi butami demokracjusze i ich wybrańcy w pogoni za "głosami". Gospodarza jak wiedzą idący w "długim marszu" to też nie interesuje. W moim przekonaniu Pan Aleksander stara się pomóc chętnym w samokształceniu, wskazuje drogę i opisuje świat w sposób jakiego nie opisują wyznawcy DemoKreacji. Daje szansę i naszą wolą jest skorzystać albo nie. Robi tyle ile uważa za stosowne i trzyma poziom którego trudno szukać gdzie indziej. Pan Aleksander to Syzyf, tylko że za każdym razem, gdy wtacza na górę głaz utwardza nam drogę i pokazuje coraz to nowym wątpiącym, że można po wielokroć i z głazem, jeżeli wie się po co, zna się cel. Podziwiam Jego bezinteresowną wytrwałość, bezwzględną wierność swoim zasadom i Jej potrzebom.
    Powiem panu jeszcze, że ostatnimi czasy bardzo złagodniał:-), ale to też znajduje swoje uzasadnienie: "Milczę o tych,którymi zaledwie gardzę".

    Pozdrawiam

    Ps.
    Kontekst i sposób w jaki wspomniał pan o wspieraniu Bezdekretu budzi niesmak.
    Nie tacy i nie za takie sumy usiłowali kupić przychylność AŚ. To jest Człowiek wolny i niezależny, który płaci za to dużą cenę. Tyle powinien pan wiedzieć bywając w tym miejscu.

    OdpowiedzUsuń
  41. Rafał Stańczyk, rodakvision1,

    Serdecznie dziękuję Panom za wypowiedzi i uprzejmie proszę, byśmy na tym zakończyli temat.

    Pozdrawiam Panów

    OdpowiedzUsuń
  42. W wielu tekstach, również i w tym wspominał Pan o konieczności wyznaczania kanciastych granic. Zamiast tego, obecne władze w praktyce zaczynają starannie te granice zamazywać. Jako przykład takich praktyk warto przytoczyć zakończone dzisiaj Forum Ekonomiczne w Karpaczu.

    Przed rokiem, w dwóch programach Magazynu Śledczego Anity Gargas przypomniano historię budowy Hotelu Gołębiewski i pokazano jak działa lokalny samorząd. Odsłaniano kulisy powstawania wielkiego obiektu. Mówiono o naruszeniach prawa i pytano, czy włodarze popularnego kurortu działają pod dyktando wąskiej grupy inwestorów. Zastanawiano się, dlaczego w Karpaczu nie przestrzega się miejscowych planów zagospodarowania przestrzennego i niszczy tereny wpisane do rejestru zabytków.

    Dzisiaj już o wszystkim zapomniano, a przedsiębiorcy, którym legalizowano samowole budowlane są nobilitowani nie tylko przez władze lokalne zakorzenione w PRL u. Dołączyły do nich, niestety także władze centralne. W zaskakująco szybkim tempie, zaledwie 3 tygodni przeniesiono Forum z Krynicy do Karpacza – do tego kontrowersyjnego hotelu - makabryły z nieciekawą historią i wyglądem. Naraz okazało się, że Gołębiewski i władze samorządowe są dla PiSu interesującymi partnerami. Zjechali się na obrady ministrowie różnych resortów. Prowadzili panelowe dyskusje, wypowiadali się do mediów, jak gdyby nigdy nic się nie wydarzyło, a wybudowany betonowy koszmarek był jedynym miejscem w Polsce, odpowiednim do tego celu.
    Gorzko brzmiały wypowiedzi na Forum notabli Zjednoczonej Prawicy dla tych, którzy uwierzyli w dobrą zmianę. Gdzie się podziały zasady, dotrzymywanie słowa i częste przypominanie, że polityka, aby była skuteczna, musi być moralnie słuszna?

    OdpowiedzUsuń
  43. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  44. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  45. Mam ogromną prośbę do Autora, choć obawiam się, że zniknie w gąszczu innych komentarzy i fakt, że tekst nie jest "świeży". Bieżący tekst o rzekomym "cudzie" wpisuje się dokładnie w tę prośbę. Do rzeczy - bardzo przydałby się artykuł, swoisty obalacz mitów na wzór tego, pod którym komentujemy.

    Nagminnym jest powielanie takiego oto stanowiska przez ludzi, którzy (jak deklarują) interesują się historią - cytuję: ciągle popełniamy te samy błędy, sami jesteśmy sobie winni, zaborcy tylko skorzystali z okazji, niepodległości w 1918 nigdy nie wywalczyliśmy tylko dostaliśmy to, na co łaskawie zgodzili się Niemcy (i inni), żarliśmy się między sobą zamiast przygotowywać do wojny '39 roku, itp., itd.

    Sam prof. Andrzej Nowak w filmie dokumentalnym na TVP1 o "Cudzie nad Wisłą" stwierdził, że "nawet Józef Piłsudski przeżył załamanie" (widząc nadciągających sowietów) - czyż nie jest to utrwalanie mitów? Przy innej okazji ten sam profesor stwierdzał, że podziały w Polsce istniały od początku, niejako tłumacząc tym, że dzisiejsze spory wynikają właśnie z tej cechy. Dla uczciwości zaznaczył jednak, że nie odbiegamy w tej kwestii od innych narodów, choć istnieje takie ogólne społeczne przekonanie.

    Wewnętrznie burzę się, gdy słyszę, że naszą cechą narodową jest kłótliwość, brak realizmu politycznego i "zły" romantyzm. Być może zbyt optymistycznie podchodzę do historii, być może wiele rzeczy nie wiem - jeśli tak, bardzo prosiłbym p. Ściosa o odniesienie się do tych kwestii, ewentualne obalenie tez.

    Wiem, że wszelkie zło, które nas spotkało nie jest winą nas samych. Wiem, że wiele daliśmy światu. I prosiłbym nieśmiało Pana, by kiedyś, w miarę czasu i możliwości, napisał tekst, który by te zarzuty obalał, albo historię zdarzeń z historii Polski o których wspomniałem, przedstawiał w odpowiednim, prawdziwym kontekście.

    Z góry dziękuję i przepraszam za te chaotyczne myśli.

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  46. Witam,

    kolejny wywiad w #IPPTV:
    Rzecznik KEP (Episkopatu) w IPP: "Tolerancja w USA to ideał! Musimy się tego nauczyć", =>> https://www.youtube.com/watch?v=i4SbvfO07yM

    Pozdrawiam
    M. Lappalainen

    OdpowiedzUsuń
  47. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 22:20 - niestety film już niedostępny. Szybko się uwinęli.

      Usuń
    2. ... jest, w/g mojej wiedzy, na YT w wersji ang.

      Usuń
  48. Szanowni Państwo,
    Otworzyłem dziś główne portale informacyjne w Polsce. Jedynie portal należący do Ringier Axel Springer, czyli kojarzony z Niemcami lub od niedawna Amerykanami zamieścił informacje nt. radzieckiej agresji. Z dwóch pozostałych dowiemy się, że mamy pandemię, że PE przegłosował rezolucję (opublikowane, że można odnieść wrażenie, że to wielki sukces), że premier podpisał z Litwinami kwity na Białoruś. Jest jeszcze zarzut Rosjan w sprawie wniosku o areszt (Smoleńsk).

    Drodzy Państwo, agresji rosyjskiej nie było.. Był kryzys klimatyczny 233 mln lat temu (artykuł na głównej stronie portalu z Polską w nazwie), jest brak praworządności, a kury w Czechach będą wolne (to znowu portal Interia należący do Polsatu).

    Agresji nie było...

    OdpowiedzUsuń
  49. Piotr B.

    Jeśli jest Pan stałym bywalcem bezdekretu, z pewnością Pan wie, że zdecydowana większość moich tekstów dotyczy właśnie obalania mitów.
    To określenie wielce eufemistyczne, bo w tym obszarze mamy do czynienia z mniej lub bardziej ordynarnymi kłamstwami.
    Bardzo dziękuję, że zwrócił Pan uwagę na mit wyjątkowo groźny, ściśle związany z tym, co nazywamy „pedagogiką wstydu”, choć to określenie nie wyczerpuje tematu.
    Co ważne – jeśli większość mitów III RP ma swoje korzenie w okresie okupacji sowieckiej, czyli tzw.PRL-u, ten jest swoistym wytworem obecnej państwowości i należy do łgarstw charakterystycznych dla sukcesji komunistycznej.
    Nie oznacza to oczywiście, by komuniści pielęgnowali dumę z polskości. Jako element całkowicie obcy i wrogi polskości, musieli jednak imitować proces „narodowej integracji”, próbując oszukać Polaków patriotyczną ornamentyką i nawiązaniem do tradycji historycznej. Stąd, w okresie okupacji sowieckiej produkowano filmy historyczne (w większości zafałszowane), zezwalano na teatralne adaptacje polskiej literatury, a nawet kultywowano (wybrane) tematy dumy narodowej.
    III RP nie musiała kontynuować tej mistyfikacji. Traktowana przez naszych rodaków, jako Polska wolna i niepodległa, sukcesja komunistyczna mogła sięgnąć po bardziej wyrafinowane narzędzia niszczenia tożsamości narodowej.
    W tekście sprzed czterech lat napisałem- „Narodu nie zabija się pałką ani karabinem. Nie zamyka w więzieniu i nie stawia pod ścianą. Narzędziem zabójstwa jest zawsze kłamstwo – powolna, skuteczna trucizna, sączona z pokolenia w pokolenie.”
    Jednym z narzędzi, jest interpretacja wydarzeń historycznych – dokonywana według ściśle określonego wzorca.
    Z jednej strony, przemilcza się lub traktuje marginalnie polskie zwycięstwa, wygrane bitwy i wielkie dzieła naszych przodków, z drugiej, celebruje nasze klęski, „świętuje” porażki i daty narodowych tragedii.
    Gdyby chodziło jedynie o upamiętnienie polskiej martyrologii, o uczczenie ofiar i napiętnowanie katów, byłaby to dobra tradycja.
    Gdyby rocznice te służyły narodowym lekcjom historii, wskazywały na błędy i uczyły, jak ich nie powtarzać, byłaby to tradycja mądra, potrzebna kolejnym pokoleniom.
    Tak jednak nie jest.
    Przykład na czasie – kampania wrześniowa 1939 roku.
    Próżno w oficjalnym przekazie (TVP, publicystyka mediów rządowych) poszukiwać mocnych akcentów dotyczących zdrady zachodnich „sojuszników” – Anglii, Francji.
    Próżno oczekiwać medialno-dyplomatycznej kampanii nagłośnienia napaści ZSRR na Polskę – wskazania, że Rosja była wspólnikiem Niemiec i ponosi pełną, (a dzięki zdradzie „sojuszników” nigdy nie rozliczoną) odpowiedzialność za rozpętanie II wojny światowej.
    To, co (na wyrost) możemy nazwać „polityką historyczną” III RP, jest okryte nieprzebranymi pokładami fałszu, niebotycznych kompleksów i nikczemnego tchórzostwa.
    Jest takie, bo odpowiada kondycji ludzi, którzy sprawują tu władzę i zaspokaja ambicje tych, którzy uważają się za „patriotów”.
    Jest takie, bo nauki historyczne - podobnie, jak wiele innych dziedzin naukowych, są podporządkowane władzy politycznej i stanowią jedno z narzędzi zniewolenia.

    cd

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Proszę zauważyć, że w tej materii, przez trzy dekady obecnej państwowości, nie przedstawiono nam innej, odważnej wizji historycznej, godnej spadkobierców I i II Rzeczpospolitej.
      Nie przedstawiono wizji prawdziwej.
      W oficjalnej „historiozofii” III RP nie ma miejsca na nazwanie czynu Żołnierzy Niezłomnych walką z okupantem (nie zaś „wojną domową”), na określenie PRL- u mianem okupacji sowieckiej,(nie zaś „państwa polskiego o ograniczonej suwerenności"), ani na przyznanie, że wojenne i powojenne decyzje rządu RP na uchodźstwie, to pasmo głupoty, tchórzostwa i (niejednokrotnie) zdrady.
      Bez fundamentalnej prawdy o półwieczu okupacji sowieckiej, nie można napisać historii III RP.
      Co gorsze – nie można budować przyszłości Polski.

      Osobną kwestią jest praktyka przypisywania nam rzekomych „cech narodowych” oraz utrwalania stereotypów mających usprawiedliwić związek Polaków z Obcymi.
      Prof. A. Nowak, obecny szef TPPR-bis, czyli powołanej po Smoleńsku instytucji rządowej o nazwie „Centrum Polsko-Rosyjskiego Dialogu i Porozumienia”, doskonale wpisuje się w tą praktykę, powielając nonsensowne opowieści o „podziałach”, czy „załamaniu” Piłsudskiego.
      Pierwsza ma dowieść, jakoby istniejące dziś „podziały” należały do kategorii właściwych dla „społeczeństw demokratycznych” - a zatem nie były efektem półwiecza okupacji sowieckiej i tworzenia przymusowej „wspólnoty” Polaków z komunistami.
      Druga brednia jest całkowicie ahistoryczna, o czym świadczą działania Józefa Piłsudskiego podejmowane w dniach 13-17 sierpnia 1920 roku.
      https://jpilsudski.org/artykuly-historyczne-pilsudski/epizody-z-zycia-jozefa-pilsudskiego/item/2029-jozef-pilsudski-podczas-bitwy-warszawskiej-1920-r
      Jeśli tak zachowuje się człowiek „załamany”, jeśli tak tytaniczną pracę wówczas wykonuje, to daj nam Boże, byśmy w chwilach doświadczeń zawsze mieli tak „załamanych” przywódców.
      Przypisywanie zaś Polakom „cech narodowych”, jest zaledwie zabiegiem propagandowym, służącym udowodnieniu tej, czy innej fałszywej tezy.
      Bo też – na podstawie jakich badań historycznych czy socjologicznych można stwierdzić, że naszą „cechą narodową jest kłótliwość, brak realizmu politycznego i "zły" romantyzm”?
      A dlaczego nie niepunktualność, brak higieny, czy deficyt odwagi?
      Tu wystarczy inwencja piszącego, by powielając podobne głupoty, można było dowieść - „sami sobie jesteśmy winni”. A o to właśnie chodzi w tym prostym zabiegu, bo przypisujący nam „cechy narodowe”, chcą nas zwykle oczernić, obmówić i posądzić o niepopełnione błędy.
      Robi się tak, by zabić a nas resztki dumy z polskości, by wtrącić w przepaść sztucznych kompleksów i przedstawić nasze dzieje, jako pasmo nieustannych nieszczęść, porażek i błędów.
      To oczywiście zabieg celowy, bo wychowane na takiej „historiozofii” społeczeństwo, nie będzie pielęgnowało ducha walki, nie zdobędzie się na sprzeciw, nie wybierze wolności.
      Temat jest ogromny i nie sposób streścić go w krótkiej odpowiedzi. Jeśli Pan Bóg pozwoli, chętnie wrócę do rozprawy z mitami. Jest o czym pisać.

      Pozdrawiam Pana

      Usuń
  50. Piotr K.

    Wielce Panu dziękuję za tak wyśmienite świadectwo.
    Pani Kazimiera Iłłakowiczówna jest jedną z wielkich postaci II Rzeczpospolitej.
    Wielkich duchem, charakterem, mądrością.
    Ta „pliszka w jaskini lwa” – jak nazwała swoje miejsce przy Piłsudskim, pewnie obruszyłaby się na takie słowa, bo pracy osobistego sekretarza Ministra Spraw Wojskowych i swojej twórczości poetyckiej, nie postrzegała w takich kategoriach.
    Miał Pan wielkie szczęście przebywać w bliskości takiej osoby, a słowa, jakie Pan napisał dowodzą, że było to szczęście zasłużone.

    Pozdrawiam Pana

    OdpowiedzUsuń

  51. ŚCIOS NA TWITTERZE:

    Jeśli po objęciu przez Kaczyńskiego szefostwa "Komitetu ds. bezpieczeństwa" (zdradliwa nomenklatura nieprzypadkowo kieruje w stronę KdsBP), toczące się od czterech lat śledztwo "w sprawie Ściosa"(lubelska ABW) nabierze nowej dynamiki, powiem, że to zbieg okoliczności.
    _____________


    *Za WIKI:

    Komitet do spraw Bezpieczeństwa Publicznego (KdsBP) przy Radzie Ministrów – kolegialny naczelny organ administracji państwowej Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej, działający w latach 1954–1956, pełniący rolę służby specjalnej (obejmującej wywiad, kontrwywiad i policję polityczną, a w latach 1955–1956 również kontrwywiad wojskowy). Nazwa instytucji i jej formuła była kopią nazwy i formuły KGB ZSRR, czyli Komitetu Bezpieczeństwa Państwowego przy Radzie Ministrów ZSRR.

    Zgodnie z ustawą lustracyjną KdsBP uznawany jest za organ bezpieczeństwa państwa.

    OdpowiedzUsuń

  52. Komentarz Urszuli (prawie jak z "Potopu"):

    — Panie kawalerze, o jedno cię proszę: nie strasz mnie!

    OdpowiedzUsuń
  53. Witam.
    Chciałam się tylko z Państwem podzielić... zamieściłam na swoim https://twitter.com/HalkaScios/status/1311273515920785415 w trzech częściach.

    To fragment ze "Zbioru pism" wydany 1937 autorstwa samego Marszałka. Mowy więc nie ma, by jakiś przemyślny coś przeredagował po 1990. Książka - skoro jesteśmy przy cudach - wpadła mi cudem w ręce. Sprzedawca się zamotał w naszej transakcji i nie mogąc się odmotać, bo jakże mógł mi sprzedać coś, co juz opchnął wcześniej innemu, zaś kasę ode mnie wziął i problem miał z oddaniem... więc ów sprzedawca wcisnął mi taką książkę.
    W tym zbiorze są jeszcze inne cuda i dziwy, o których pewnie zerowa szansa, że większość z Państwa przeczyta kiedykowliek i gdziekolwiek.

    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  54. Witam Ściosowców,

    ... jeśli Was zainteresuje pojawienie się znowu siostry zakonnej, Tymoteuszy Gil w #IPPTV to zapraszam, dzisiaj, 9.10., piatek, g.18:00 ==>> https://www.youtube.com/watch?v=W0hhdnaNxF8

    M. Lappalainen

    OdpowiedzUsuń
  55. O Cudzie nad Wisłą niełatwo polemizować z kimś, kto jest przekonany, że przedmiot polemiki nie istnieje. Mimo to spróbuję.

    Cud nad Wisłą to ani „maniera”, ani „zabieg propagandowy dla umniejszenia roli Naczelnego Wodza”, lecz wydarzenie, które znaczeniem przypomina wcześniejsze objawienia Matki Bożej w Fatimie. Bez precedensu jest natomiast skala objawień pod Warszawą, które w czasie walk na przedpolach stolicy miały miejsce dwukrotnie, 15 i 16 sierpnia 1920 r., pod Radzyminem i Ossowem.

    O ile bowiem w Fatimie Matkę Bożą widziało tylko troje dzieci (Łucja, Jacinta i Franciszek), a pozostali zgromadzeni obserwowali jedynie zjawiska towarzyszące (cud Słońca), to pod Warszawą liczba naocznych świadków była ogromna. Z tym, że nie było to objawienie przeznaczone dla Polaków, lecz dla bolszewików. Stąd liczne zeznania jeńców rosyjskich, a także świadectwa Polaków relacjonujących skrajne przerażenie, z jakim bolszewicy uciekali z pola bitwy.

    Umniejszanie, przemilczanie lub niszczenie tych świadectw rozpoczęło się w Polsce wkrótce po wojnie polsko-bolszewickiej, właśnie dla przeciwdziałania rzekomemu „umniejszaniu roli Naczelnego Wodza” i „wysiłku i bohaterstwa żołnierzy”. Ale co innego fakty, a co innego interpretacje. To, że nie podobają nam się interpretacje, to jeszcze nie powód, żeby negować fakty - zanim jeszcze dokonamy wysiłku, żeby je zbadać albo sprawdzić.

    W każdym razie, zmowa milczenia wokół Cudu nad Wisłą zaczęła się jeszcze w dwudziestoleciu, w niepodległej Rzeczpospolitej. Dokumentami źródłowymi, które przetrwały przedwojenną czystkę, zajęli się po 17 września 1939 r. komuniści sowieccy i polscy. Nawet sztandary zdobyte na bolszewikach, rzecz bez precedensu, „polski rząd” po cichutku odesłał z powrotem do Moskwy. Zachowało się jednak trochę wydawnictw drukowanych i reprodukcje obrazu Kossaka, przed wojną zbyt liczne, żeby udało się znaleźć i zniszczyć wszystkie. Nie mamy najmniejszego powodu, żeby tę zmowę milczenia przedłużać dzisiaj, choć pewne środowiska bardzo chciałyby ją utrzymać.

    Proszę pomyśleć, w jaki sposób zjawienie się Maryi w decydującym momencie walk o Warszawę miałoby umniejszać rolę Piłsudskiego albo wysiłek i ofiarę polskiej armii? Przecież tu nie ma związku logicznego. Czy przyznanie, że Maryja rzeczywiście zjawiła się pod Warszawą jako Matka Boża Łaskawa, sprawia że plan Piłsudskiego i rozkaz Rozwadowskiego tracą wartość strategiczną? Albo czy wszyscy polscy żołnierze i oficerowie, polegli w tej wojnie albo zamordowani jako jeńcy przez bolszewików, mieli z tego powodu lżejszą śmierć?

    To absurd głosić, że oddanie chwały Bogu ujmuje chwały ludziom. Ale w jakiś sposób tę absurdalną myśl udało się (komu?) zaszczepić nawet takim Polakom, którzy są nie tylko patriotami, ale ludźmi zdolnymi do rzeczowej i przenikliwej analizy. Proponuję więc z tych zdolności skorzystać, a dla chętnych – https://youtu.be/bP0XIOyqvbY?t=3085 – relacja ze skromnego spotkania z autorką książki, której nie wypada nie znać, pisząc o Cudzie nad Wisłą.

    OdpowiedzUsuń
  56. Witam
    Jeszcze do cudów chcę wrócić.
    Skoro już w moje ręce dostało sie 10 TOMÓW "Prac zbiorowych Piłsudskiego" - 1937 (drukowane w 1989 - nówki, nieśmigane! Chyba wprst z drukarni ustawione na półce pewnej biblioteki, tak przeleżały 30 lat nietknięte i teraz jako pierwsza otwieram te stronice! Niektóre "nowością sklejone wręcz"), to...

    Pomyslałam sobie, że dobrze będzie jak Państwo sobie jeszcze o takich cudach, dziwach, cudeńkach... no wprost o bajce poczytają. Bajkę, którą kiedyś opowiedział dzieciom i dorosłym sam Marszałek Piłsudski.

    https://twitter.com/HalkaScios/status/1321722956251308037

    P.S. w każdej bajce zawsze ważny jest morał.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń