Nie będziemy razem, bo nie ma przyzwolenia na zdradę o świcie i na fałsz przekraczający ludzką miarę. Nie możemy być razem, bo nasz gniew jest dziś bezsilny, gdy zabrano nam tylu niezastąpionych. Nigdy nie będziemy razem, bo pamiętamy - kto siał nienawiść i chciał zebrać jej żniwo.

sobota, 17 lipca 2010

POLSKA ZA ZAMKNIĘTYMI OCZAMI

Rzetelna analiza, blisko trzyletniego okresu rządów obecnego układu musiałaby stworzyć obraz przerażający. Szczególnie dla tej części polskiego społeczeństwa, która zwiedziona medialnym fałszem uwierzyła, że politycy Platformy mogą zbudować nową, polityczną jakość. Tymczasem, zamiast deklarowanych „standardów” ujrzeliśmy pogardę dla prawa, ordynarne oszustwa i całkowitą degrengoladę – w wykonaniu najwyższych urzędników państwowych i partyjnych przyjaciół Donalda Tuska.  Polacy zapomnieli, że wielu ludzi Platformy wywodzi się z KLD – znanej w latach 90. partii „aferałów”, której krótki epizod udziału w rządach zakończył się licznymi procesami i wyrokami skazującymi dla czołowych działaczy.
Kwintesencją rządów Platformy w tym zakresie była tzw. afera hazardowa, gdy prawdziwym obliczem partii stała się spocona twarz Chlebowskiego, a językiem przekazu - prymitywne i pełne wulgaryzmów rozmowy partyjnych macherów.
Kazus afery hazardowej czy stoczniowej był możliwy ponieważ w rządzie Donalda Tuska panowało przyzwolenie na tego rodzaju praktyki, zbudowane na poczuciu aroganckiej bezkarności – ta zaś, wynikała ze świadomości zawłaszczenia wszystkich, newralgicznych miejsc życia politycznego i gospodarczego. W poczuciu tej bezkarności, podejmowano działania mające na celu zabezpieczenie finansowania partii, poprzez wpływy z gier hazardowych oraz uwłaszczenia na majątku upadających stoczni. Kontakty polityków PO z biznesem hazardowym, który w ogromnym zakresie jest własnością środowisk przestępczych i ludzi peerelowskich służb, nie byłyby możliwe, gdyby urzędujący premier nie rozmontował demokratycznych mechanizmów kontrolnych i nie oparł swoich rządów na środowisku wywodzącym się z tych służb.
Zwycięstwo wyborcze z roku 2007 otworzyło przed obecnym układem drogę do zagarnięcia jak największych obszarów władzy.  Fakt, iż aneksję rozpoczęto od służb specjalnych wskazuje na rzeczywiste mechanizmy rządzące III RP. Nie przypadkiem do służb wróciła „stara kadra” – Janusz Bojarski, Andrzej Barcikowski,  Marian Janicki, Leszek Elas czy Zdzisław Skorża Nie przypadkiem, priorytetem stało się przywrócenie wpływów żołnierzy i agentów zlikwidowanych WSI oraz reaktywacja układu stworzonego przez to środowisko.
Odtąd też, model funkcjonowania służb specjalnych – jako „zbrojnego ramienia” grupy rządzącej i wspornika gwarantującego nienaruszalność jej interesów, stał się „podstawą programową” ekipy Donalda Tuska.
Kolejne dwa lata upłynęły na umacnianiu prerogatyw „odzyskanych” służb, poprzez powrót do peerelowskich metod zarządzania bezpieczeństwem oraz na przejmowaniu spółek skarbu państwa i nielicznych, niezależnych jeszcze instytucji. Przejęcie nadzoru nad CBA ,pozwoliło na skupienie w rękach Platformy wszystkich mechanizmów kontroli antykorupcyjnej i otworzyło nieograniczone możliwości w zakresie „ręcznego”  sterowania prywatyzacją.
W wymiarze politycznym, proces ten mógł nabrać tempa po tragedii smoleńskiej, gdy śmierć prezydenta i dziesiątek towarzyszących mu osób otworzyła przed partią Tuska wiele, niedostępnych dotąd obszarów władzy. Symbolem tych bezwzględnych dążeń jest postać Bronisława Komorowskiego, który natychmiast po informacji o katastrofie, nim jeszcze potwierdzono śmierć prezydenta przystąpił do zawłaszczania uprawnień głowy państwa i obsadzenia wakujących stanowisk. IPN, NBP i urząd Rzecznika Praw Obywatelskich były ostatnimi, brakującymi ogniwami w łańcuchu totalnej władzy. Wbrew werbalnym deklaracjom marszałka, że „w obliczu śmierci prezydenta nie będę wchodził w jego rolę”, uczynił on wszystko, by jak najszybciej i najszerzej przejąć kompetencje tragicznie zmarłego prezydenta. Podpisanie przez Komorowskiego, w okresie pełnienia obowiązków aż 64 ustaw wskazuje na skalę władczych ambicji tego człowieka.
Jednocześnie, w okresie poprzedzającym wybory prezydenckie zadbano o dalsze poszerzenie nadzoru nad społeczeństwem. W tym celu, grupa rządząca  nie respektując wyroku Trybunału Konstytucyjnego, przyznała nowe uprawnienia funkcjonariuszom „odzyskanego” Centralnego Biura Antykorupcyjnego. Służbie udzielono kompetencji, o jakich nie śniło się nawet Mariuszowi Kamińskiemu.  Biuro ma odtąd zbierać bez żadnej kontroli dane o chorobach, przekonaniach politycznych i religijnych oraz preferencjach seksualnych obywateli. Jego działalność nie będzie się ograniczać do korupcji urzędników. CBA ma ścigać wszystkich i wszystkie rodzaje przestępstw, co pozwoli na wykorzystanie tej służby do dyscyplinowania „niepokornych” przedsiębiorców lub nazbyt aktywnych przeciwników politycznych.
 W tym samym obszarze działań, można umieścić decyzję Urzędu Komunikacji Elektronicznej, który bez żadnych zapowiedzi rozpoczął spis powszechny wszystkich Internautów w Polsce. Do 11 czerwca br. tzw. providerzy Internetu zobowiązani zostali do przekazania danych wszystkich swoich abonentów. Jak informuje UKE oficjalnym powodem ma być „rozpoczęcie procesu analiz lokalnych rynków usług dostępu szerokopasmowego do Internetu” . Nie mamy żadnej pewności, że dane te nie zostaną wykorzystane przez służby podległe rządzącym i nie posłużą do inwigilacji lub represji  wobec użytkowników Internetu. Jest to tym bardziej prawdopodobne, że ten obszar aktywności obywatelskiej zdaje się stanowić ostatni bastion, niedostępny dla wpływów oficjalnej propagandy.
Obecny stan prawny już pozwala służbom na uzyskanie od operatora telekomunikacyjnego lub dostawcy Internetu tzw. logów, czyli rejestrów połączeń. Prawo każe przechowywać je operatorom przez dwa lata. Ustawa o policji stanowi też, w jakich przypadkach organa ścigania mogą prowadzić niejawnie tzw. kontrolę operacyjną, czyli np. podsłuch internetowy.
Ostatecznym akcentem, kończącym proces monopolizacji władzy jest wygrana Komorowskiego w wyborach prezydenckich.  Trzeba przy tym pamiętać, że przejęcie uprawnień prezydenta RP, było dla ludzi z grupy rządzącej celem nadrzędnym. Ten swoisty program „totalitarnych liberałów” można streścić w słowach, jakie Komorowski wypowiedział 13 listopada 2009 roku: „ Póki jest ten prezydent, nie da się dobrze rządzić”.
Stwierdził też wówczas: „Do wyborów prezydenckich trudne reformy będą leżały odłogiem, bo urząd prezydenta jest wielkim i skutecznym hamulcowym".
Warto zauważyć, jak deklaracje Komorowskiego stoją w jaskrawej sprzeczności z dywagacjami Donalda Tuska o „prezydenckich żyrandolach”, którymi szef rządu chciał zdezawuować rolę prezydenckiego ośrodka władzy i usprawiedliwić swoją rezygnację z ubiegania się o ten urząd. Pamiętając o wieloletniej kampanii nienawiści wobec Lecha Kaczyńskiego oraz ciągłego oczerniania i atakowania postaci prezydenta, trudno nie zauważyć, że dla ludzi Platformy zajęcie Pałacu Prezydenckiego stanowi spełnienie marzeń o władzy absolutnej. Również dla środowisk wspierających grupę rządzącą –od Urbana i Jaruzelskiego, po Wałęsę i Dukaczewskiego - postać prezydenta Kaczyńskiego była ostatnią „przeszkodą” w drodze do pełnej „normalizacji”.
Oczywiście – nie jest prawdziwa teza, jakoby w tej sytuacji grupa ta nie miała innego wyjścia, jak tylko przystąpić do realizowania wyborczych obietnic. Taka konieczność istniałaby wówczas, gdyby funkcjonowały jakiekolwiek mechanizmy kontrolne władzy, w postaci niezależnych instytucji, służb antykorupcyjnych lub wolnych mediów. Ponieważ mechanizmy takie nie istnieją, skutecznie rozmontowane przez Donalda Tuska,  a podstawowym atrybutem tych rządów jest osłona propagandowa ze strony wiodących mediów – nie należy spodziewać się, by przejęcie pełni władzy musiało obligować rządzących do podjęcia jakichkolwiek poważnych reform. Wystarczy medialna gra pozorami oraz skupienie uwagi społeczeństwa na tematach zastępczych, w tym, temacie podstawowym – generowaniu lęku przed powrotem PiS-u do władzy i nakręcaniem spirali nienawiści do Jarosława Kaczyńskiego.
Ta koncepcja była skuteczna przez ostatnie 3 lata, pozwalając grupie rządzącej na całkowitą bezkarność w zakresie odpowiedzialności za Polskę i za złożone wyborcom obietnice.
Jak każdy prosty zabieg socjotechniczny, oparty na manipulacji właściwej systemowi totalitarnemu, będzie nadal efektywna w społeczeństwie uzależnionym od przekazu telewizyjnego i powszechnego, bezkrytycznego przyjmowania dziennikarskich relacji. W połączeniu z nadzorem Internetu,  dziennikarską autocenzurą i przemilczaniem wiadomości niekorzystnych sprawi, że do świadomości Polaków nie przedostanie się żadna informacja, mogąca zaszkodzić propagandowemu wizerunkowi grupy rządzącej. 
Błędem również byłoby porównywanie obecnej sytuacji do tej, w jakiej znajdował się w roku 2006 Jarosław Kaczyński , będąc szefem koalicyjnego rządu i mając w Pałacu Prezydenckim sprzyjającego mu polityka. Różnica nie polega wyłącznie na fakcie, że Tusk stoi na czele rządu wyłonionego z dwupartyjnej koalicji i cieszy się propagandowym wsparciem medialnym. O wiele ważniejsza jest okoliczność, że grupa rządząca posiada wsparcie dwóch, najważniejszych  sił zewnętrznych, mających wpływ na politykę III RP – Rosji i Niemiec, ale też może liczyć na poparcie ze strony postkomunistycznej oligarchii, rozlicznej (nadal wpływowej) agentury oraz środowisk wojskowej i cywilnej bezpieki. Ponieważ to one, w ogromnym stopniu decydują o procesach politycznych i gospodarczych zachodzących w Polsce, o czym wielokrotnie mogliśmy przekonać się w ostatnich trzech latach – bezpieczeństwo i zakres władzy sprawowanej przez ludzi Platformy, jest nieporównywalnie większy, niż miało to miejsce z rządami w latach 2005/ 2006.
To głównie z tego powodu, wynika realna groźba totalnego zawłaszczenia życia publicznego i politycznego i sprawowania rządów w interesie wąskich grup społecznych, dla których pojęcia polskości czy patriotyzmu są całkowicie obce. Groźba, o tyle poważna, że gwarantem owego „paktu nad trumnami” ma być putinowska Rosja, której rozwiązania legislacyjne w zakresie zapewnienia nadzoru nad społeczeństwem, są dla obecnego rządu wzorem w procesie bondaryzacji Polski.
W wymiarze politycznym i historycznym oznacza to dążenie do pozornego „pojednania” z moskiewskimi „siłownikami”, nawet za cenę rezygnacji z prawdy o Smoleńsku i ograniczenia polskiej suwerenności.
Ten cel, tuż przed tragedią z 10 kwietnia wyraźnie wskazał Bronisław Komorowski, definiując „pojednanie” z Rosją jako „interes nas wszystkich” oraz mówiąc otwarcie o słowach Putina „niosących Polsce nadzieję”.
Jeśli zatem objęcie pełni władzy przez ludzi grupy rządzącej, nie będzie niosło korzyści dla ogółu społeczeństwa i nie należy liczyć na żadne, poważne reformy, można pytać: jak tego rodzaju władza zamierza zapewnić sobie nienaruszalność, czego możemy spodziewać się w najbliższej przyszłości?
Sądzę, że odpowiedzi na to pytanie można szukać w orwellowskiej wizji „Roku 1984”, gdzie pada stwierdzenie:
Jeżeli ktoś chce rządzić, rządzić nieprzerwanie, musi umieć burzyć w poddanych poczucie rzeczywistości”. Tu kryje się groźba największa, bo owo poczucie rzeczywistości nie jest niczym innym, jak prawdą o otaczającym nas świecie, trudnym do przecenienia darem należnym ludziom wolnym. Przygotowania, jakie poczyniono w ostatnich trzech latach mogą świadczyć, że uprawnienia służb specjalnych i innych organów państwa zostaną wykorzystane dla fałszowania obiegu informacji publicznych, działań dezinformacyjnych oraz poddania społeczeństwa nadzorowi. Władza – jaką dziś osiągnęła grupa rządząca Polską, stanie się nieusuwalna i totalna wówczas, gdy pozwolimy zburzyć prawdziwy obraz rzeczywistości i tchórzliwie zamkniemy na nią oczy.


Artykuł opublikowany w „Gazecie Finansowej” z 16 lipca  2010 r.

6 komentarzy:

  1. Trafnie (niestety dla nas) opisał Pan rozpoczynającą się nową kadencję prezydencką.
    I albo my lubimy tych „ elektrycznych, goleniowych, dubeltówkowych”, pewnie trochę tak, jednak chyba w osiedlowym kółku wędkarskim, tanecznym albo łowieckim , ale dlaczego chcemy ich na najwyższym urzędzie. Raczej, tak dajemy się ogłupić, że niezrozumiała jest dla nas powaga sytuacji naszego kraju.-
    Zastanawiam się jak to się dzieje, to znaczy wiem, że sama PO niewiele musi robić, media ją i nasz ogląd świata kreują. Zastanawia mnie tylko dlaczego tylu dziennikarzy, tyle tytułów prasowych, stacji radiowych i telewizyjnych chce brać udział w czymś tak „byle jakim”, dobrze wiedzą, że jest inaczej, poważniej, trudniej, mądrzej, a oni uparcie o „zeszłorocznym śniegu”, o pękniętym baloniku festynowym. Oni chcą o byle czym, to jest o byle czym. A prawdy dociekać, po co, jeszcze motłoch zacząłby myśleć. Tylko jak zwykli dziennikarze patrzą sobie w twarz? Każdy przecież swój zawód chciałby wykonywać rzetelnie, oni chyba też?
    Chyba, że to wszystko jest dużo prostsze, to media decydują kto rządzi naszym krajem.
    Chciałabym kiedyś poznać prawdę. Nie wyobrażam sobie jak można to znieść będąc premierem lub prezydentem, i albo oni czują się okrutnie źle, przecież są myślącymi ludźmi albo są bezduszni.
    A PIS ( po smoleńskiej katastrofie) to jeszcze jeden klocuszek potrzebny w układance, żeby była całość. Szkoda, że tylu mądrych i dobrych ludzi z PISu zginęło w Smoleńsku.
    Nie wiem jak to wszystko, tak okrutnie osierocony Jarosław Kaczyński ma to ogarnąć.
    A media i tak namiętnie będą relacjonować, że w Pcimiu Dolnym zderzyła się krowa z rowerem i co z tego dla Polski wynika a słowa Smoleńsk nie wolno nawet wypowiadać, bo to od razu wojna polsko-polska i oszołomstwo a Jarosław brutal.
    Myślę, ze w tej sytuacji powinniśmy działać tak jak gen. Polko, nie wdawać się w pyskówki tylko spokojnie robić swoje. A swoją drogą Panie Aleksandrze co może wynikać z orzeczenia o bezprawiu w tej kwestii, mało się o tym mówi? Czy płótno ucieka troszkę spod nożyczek?
    Proszę mi wybaczyć moje dyletanctwo, próbuję coś zrozumieć.
    Pozdrawiam i dziękuję za „pracę u podstaw”.
    IVA

    OdpowiedzUsuń
  2. oczywiście to powyżej nasunęło mi się po przeczytaniu "nożyczek"
    IVA

    OdpowiedzUsuń
  3. Witam, skoro pan napisal o inwigilacji internetowej, to pierwsze co robie w poniedzialek - dzwonie do swojego operatora! Niech mi przedstawia na jakiej podstawie prawnej mnie inwigiluja! I jakim sposobem takie przepisy przeszly bez informacji w eterze?! No to sie wscieklam maxymalnie! Dziekuje za informacje i pozdr. T.

    OdpowiedzUsuń
  4. @IVA
    A propos dziennikarzy i tego, że generalnie uczestniczą w kłamstwie (pomijam sporą grupę która czyni tak ze względów ideologicznych):
    Jest tak ponieważ zwyczajnie się boją o swoją karierę, o swoją pozycję i środki do takiego życia jakie prowadzą. Praktycznie każdy z nich ma swojego mecenasa czyli media w których pracują, które przecież mają swoich właścicieli. Warto prześledzić strukturę własnościową dominujących w kraju mediów.
    A gdy nadchodzi chwila "spojrzenia w lustro" wtedy pomaga bourbon, itp...
    Proszę sobie zdać sprawę z tego, że wspólczesne dziennikarstwo to jak kiedyć nadworni minstrele. Pan zamawia, płaci i wymaga.
    Są jednak na szczęście tacy dziennikarze którzy zachowują moralność i przekazują prawdę. Należy im pomagać i należy tworzyć inicjatywy aby ich przybywało.
    Ogladanie się i czekanie na "mannę z nieba" nic nam nie da.

    OdpowiedzUsuń
  5. Czlowieku, przestań pić i wdychać ten biały proszek. To jeszcze można wyleczyć...

    OdpowiedzUsuń
  6. @Pomorzanin
    Bardzo dziękuję za słowa zachęty do działania.
    Zdaję sobie sprawę z tego jakie pobudki kierują ludźmi mediów i mniej więcej wiem jak i gdzie szukać informacji, żeby ocenić otaczający mnie świat. Mój problem jest inny, nie mogę pogodzić tego co się dzieje, z tym że żyję w wolnym kraju. Dla mnie to jest sprzeczność i próbuję to sobie jakoś poukładać. Dziennikarz to zawód zaufania publicznego, dlaczego muszę mu nie ufać.
    Wczoraj Bp Sławoj Leszek Głódź powiedział pięknie do dziennikarzy na temat relacjonowania prawdy, że nigdy nie jest za późno na nawrócenie. Jakby słyszał moje wewnętrzne rozterki. Wielkie dzięki za to, tak niewielu ludzi publicznie ma odwagę tak powiedzieć.
    Dlaczego historia nie jest naszą nauczycielką i toczy się tak, że (w dużym uproszczeniu): „każda Targowica musi mieć swoich powstańców”, jedni działają ze śmiechem na ustach, drudzy okupują działanie krwią.

    Pozdrawiam
    IVA

    OdpowiedzUsuń