piątek, 30 października 2009

AFERA STOCZNIOWA – „GRUPA TRZYMAJĄCA STOCZNIE”

W publikacjach opisujących aferę stoczniową pojawia się często określenie „grupa trzymająca stocznie” (GTS). Pod tym mianem przedstawia się urzędników Agencji Rozwoju Przemysłu, których działania – jak stwierdza raport CBA - „były prowadzone nie tylko wbrew interesom ekonomicznym państwa, ale również wbrew zdrowemu rozsądkowi” i którzy „czynili wszystko co w ich mocy, aby zapewnić zwycięstwo w przetargach wybranemu przez siebie inwestorowi Stiching Particulier Fonds Greenrights”.

Skład GTS byłby jednak niepełny, gdybyśmy nie uwzględnili uczestników ze strony spółki Bumar oraz ludzi zarządzającymi spółkami stoczniowymi. Warto bliżej przyjrzeć się niektórym z tych postaci – głównie dlatego, że osobiste powiązania wielu z nich dowodzą trafności tezy o bezpośrednim związku afery stoczniowej z interesami lobby zbrojeniowego.

Osobą szczególnie zainteresowaną w doprowadzeniu do przejęcia przez El Assira majątku stoczniowego był wiceprezes ARP – Jacek Goszczyński. Już same okoliczności powołania go na stanowisko, mogą świadczyć o celowości tej decyzji personalnej, właśnie w związku z roszczeniami Assira wobec Bumaru.

Minister Grad powołał Jacka Goszczyńskiego w październiku 2008 roku z pominięciem procedury konkursowej. Choć Donald Tusk wcześniej zapewniał, że władze państwowych spółek nie będą wybierane w zaciszu gabinetów polityków, lecz w jawnych i przejrzystych konkursach - ARP nie ogłaszała konkursu na posadę wiceprezesa. Goszczyński został powołany 10 października przez nadzwyczajne walne zgromadzenie akcjonariuszy. Rzecznik Ministerstwa Skarbu Maciej Wiewiór wyjaśnił enigmatycznie, że „uzupełnienie jej (ARP) zarządu związane jest z kolejnym etapem realizacji "planu prywatyzacji na lata 2008-12" i powierzeniem Agencji nowych zadań związanych z prywatyzacją”.

Jest to odpowiedź prawdziwa. O jakie jednak nowe zadania mogło chodzić w przypadku powołania Jacka Goszczyńskiego? Warto zapoznać się z przebiegiem jego zawodowej kariery.

Absolwent Politechniki Warszawskiej, wydziału Mechanicznego Energetyki i Lotnictwa ze specjalnością Mechanika Stosowana (1986 r.) W latach 1989 – 2002 pracownik Instytutu Lotnictwa, od 1994 r. jako adiunkt w Zespole ds. Samolotów Specjalnych. W latach 2002-2004 pracował w Nafta Polska S.A., ostatnio jako Dyrektor Biura Zarządu. W 2002 r. ukończył kurs dla kandydatów na Członków Rad Nadzorczych spółek z udziałem SP. Od 2004 r. do 2005 r. był doradcą zarządu ds. strategii w TBM Telekom Sp. z o.o. W latach 2005-2007 dyrektor Biura Restrukturyzacji i Rozwoju w Korporacji Polskie Stocznie S.A. Od roku 2007 pełnił funkcję dyrektora Departamentu Nadzoru Właścicielskiego i Prywatyzacji w Ministerstwie Skarbu Państwa. Tyle dane oficjalne.

Wynika z nich, że Goszczyński już w roku 2005 miał do czynienia z przemysłem stoczniowym, pełniąc funkcję dyrektora w Korporacji Polskie Stocznie S.A. Ta powołana za rządów Millera spółka miała konsolidować i prywatyzować zakłady stoczniowe. Goszczyński poznał tam wiele osób, które odegrały później ważną rolę w prywatyzacji stoczni, m.in. Antoniego Poziomskiego (do niedawna prezesa Stoczni Gdynia), wiceszefową ARP Jolantę Maryewską czy Andrzeja Wróblewskiego, obecnie prezesa firmy Aranda. Poziomski, ponoć wylansowany przez Goszczyńskiego na szefa Stoczni Gdynia, na swojego zastępcę wyznaczył swego kolegę Piotra Paszkowskiego. Rola Paszkowskiego ujawniła się, gdy przetarg na stocznie wygrała firma SPF Greenrights, a Paszkowski został wiceprezesem spółki Polskie Stocznie.

Związki Goszczyńskiego z Bumarem datują się od lat 90-tych, gdy pracował w Instytucie Lotnictwa, będącym spółką holdingu Wytwórni Sprzętu Komunikacyjnego Polskich Zakładów Lotniczych (WSK PZL) – ten zaś wchodzi w skład Grupy Bumar.

Warto może zwrócić uwagę, że w tym samych czasie mieleckim WSK wstrząsnęła poważna afera, z wojskowymi służbami specjalnymi w tle. Sprawą zainteresował się wówczas UOP, a efektem postępowania prokuratury było 10 zatrzymań i cztery aresztowania. Tak w 1998 roku opisywała ten temat „Rzeczpospolita”:

Od blisko dwóch lat najważniejsze decyzje w zakładach w Mielcu podejmowane są przy konsultacji z firmą Grand Ltd., założoną w Kingstown na karaibskiej wyspie St. Vincent. Spółka, której właściciele są nieznani, podpisała z zakładami w Mielcu kilkanaście umów dających jej znaczne wpływy w zakładach i zarobiła kilkanaście milionów dolarów. Kierownictwo Mielca twierdzi, że dzięki współpracy z Grand Ltd. osiąga wiele korzyści i wyznaczyło nawet pełnomocników spółki jako przedstawicieli Mielca w Polskim Konsorcjum Obronnym - spółce handlującej czołgami, transporterami i samolotami.

Jedna z hipotez, jaka mogłaby wyjaśnić kulisy operacji UOP, mówi o tym, że firma Grand Ltd. była początkowo kontrolowana przez Wojskowe Służby Informacyjne, ale w pewnym momencie niektóre jej interesy wymknęły się spod kontroli.

Teorię taką zdaje się potwierdzać jeden z ministrów obecnego rządu, który nieoficjalnie przyznał "Rz", że interesy mieleckich przedsiębiorstw i spółki Grand Ltd. były monitorowane przez WSI i uznawane za prowadzone prawidłowo. Jego zdaniem zarzuty o szpiegostwie przemysłowym, jakie pojawiają się w nieoficjalnych doniesieniach, są przesadzone.

- To wygląda na walkę o wpływy między UOP a częścią WSI, i nie wiem, czy UOP nie przesadził - dodał.”

Wśród zatrzymanych byli między innymi obecni i poprzedni członkowie kierownictwa mieleckiego holdingu, a sprawa dotyczyła zagarnięcia ponad 15 milionów złotych na szkodę Mielca przez firmę Grand Ltd. UOP podejrzewał, iż w grę mogło wchodzić szpiegostwo przemysłowe. Co wówczas wydarzyło się w Mielcu?

W 1995 roku WSK PZL przekształcono w holding 26 spółek i oddłużono. Główną firmą, która powstała na miejscu dawnych zakładów, była spółka akcyjna WSK Mielec, a jej właścicielem został skarb państwa. WSK z kolei stała się właścicielem wszystkich akcji największego z mieleckich przedsiębiorstw - Zakładów Lotniczych Mielec. Spółka której powierzono wszystkie interesy państwowego holdingu - Grand Ltd. była zarejestrowana w Kingstown na St. Vincent, niewielkiej karaibskiej wyspie będącej rajem podatkowym. W Polsce Grand Ltd. miał biuro w bloku mieszkalnym w Warszawie, przy ulicy Sobieskiego 111. Na podpisywanych z WSK i ZL Mielec umowach jako pełnomocnicy spółki występują bracia Andrzej i Józef Gaj (jeden z nich popełnił wkrótce później samobójstwo) oraz Piotr Mikołajewski. Właściciele spółki pozostawali nieznani. Zarząd nad nią sprawowany był przez inną firmę z Kingstown - Lex Services Ltd. Grand Ltd. współpracował nie tylko z zakładami w Mielcu, ale również innymi dużymi polskimi firmami, głównie z branży zbrojeniowej.

Wspominam o tej sprawie głównie dlatego, że jej okoliczności – nieznana spółka z raju podatkowego, niewiadomego pochodzenia kapitał i właściciele, związki z WSI i handlem bronią – zdają się w niezwykły sposób przypominać elementy scenariusza obecnej afery stoczniowej. To skojarzenie – nie tylko ze względu na osobę Jacka Goszczyńskiego wydaje mi się nieodparte.

O roli Goszczyńskiego w sprawie obecnej afery jednoznaczną opinię wyraził Paweł Poncyliusz, mówiąc, iż „jest w tej historii schwarzcharakterem. To jest człowiek, który wcześniej pracował bardzo blisko z Bumarem i obawiam się, że dość blisko znał El Assira”

Warto zauważyć, że strategia Grupy Bumar na lata 2008-2012, opracowana przez obecne władze spółki zakłada w II etapie konsolidację kapitałową poprzez uporządkowanie udziałów w poszczególnych spółkach pomiędzy MSP, BUMAR. i ARP oraz przekształcenie Bumaru w spółkę akcyjną i dopuszczenie akcji spółki do obrotu publicznego. Przyszły narodowy koncern – spółka akcyjna Bumar – miałby docelowo łączyć nawet 34 firmy. Planowano przejąć m.in. produkujące rosomaki Wojskowe Zakłady Mechaniczne w Siemianowicach i Wojskowe Zakłady Motoryzacyjne w Poznaniu oraz obronną część Huty Stalowa Wola. Do grupy dołączyłyby też stocznie wojenne, oraz nadzorowany przez Agencję Rozwoju Przemysłu gdyński Radmor, warszawski Przemysłowy Instytut Telekomunikacji, a także podlegające MON firmy łącznościowe.

Niewykluczone zatem, że zadanie Jacka Goszczyńskiego na stanowisku wiceprezesa Agencji Rozwoju Przemysłu polegało również na wzmocnieniu aktywów Grupy Bumar i doprowadzeniu jej do giełdowego debiutu. O tych planach musiał wiedzieć El Assir, który – według słów ministra Grada – liczył na objęcie części akcji Bumaru. Wydaje się, że poprzez osobę Goszczyńskiego można postrzegać integrację interesów lobby zbrojeniowego i GTS, a szczególne zainteresowanie tego urzędnika przetargami stoczniowymi, trudni wytłumaczyć wyłącznie jego obowiązkami wiceszefa ARP.

Przypomnę treść rozmowy Goszczyńskiego z prezesem ARP Wojciechem Dąbrowskim z dnia 19 czerwca 2009 r, zarejestrowaną przez CBA, w której wyraźnie pojawia się wątek udziału Bumaru. Chodzi o zaspokojenie roszczeń El-Assira wobec tej firmy, a szefowie ARP rozważają zawarcie z nim ugody przewidującej wypłatę należności w ratach, z zastosowaniem zabezpieczenia na akcjach Bumar S.A.:

JG: Słuchaj przed chwilą rozmawiałem z szefem, alternatywa dla objęcia akcji dla nich w Bumarze jest zagwarantowanie przez nas tych 20 milionów

WD: ha

JG: aaaa bagsów!

WD: no ale to jaki tytuł

JG: zabezpieczenie, znaczy tytuł, znaczy no my zabezpieczamy się oczywiście na akcjach Bumaru, znaczy, nie? (…) normalnie filozofia jest tego typu, znaczy że oni podpisują ugodę z której wynika że spłacają 20 czy 18 ganz egal przez 10 lat, nie?

WD: dobra możemy myśleć, ale Bumar musi nam dać jakieś mocne aktywa na ten, na zabezpieczenie tego poręczenia (…)”

Podobne znaczenie ma fragment rozmowy Aleksandra Grada z Wojciechem Dąbrowskim z 19 czerwca 2009 r. z której przebiegu wynika, iż El-Assir dążył do zniwelowania zagrożenia własnych interesów majątkowych, domagając się gwarancji zwrotu wadium, podczas gdy sam nie był w stanie przedstawić zapewnienia o gotowości zakupu majątku przez poważnych inwestorów :

AG: tylko mi chodzi o to, że tutaj bo tam wiadomo chodzi, żeby znowu coś nie kombinowali, że teraz mają załatwiony problem Bumaru, to też nie wiem, zaczynają nam tam coś tam kombinować, więc tutaj tylko o to zadbajcie, żeby nie było takiej sytuacji, że oni dostają Bumar załatwiony i wszystko, że tak powiem jest wymóg, a tam to jeszcze nie ma wymogu bowiem wiemy jakie brzmienie jest gwarancji itd., itd., tak

WD: tak jest, dobra no to uzależnimy wszystko

AG: (niezrozumiałe) także to tutaj z nimi rozmawiaj znaczy to nie tak żeby to był element braku zaufania tylko mówię wy się troszczcie o swoje bezpieczeństwo, w tych kategoriach z nimi rozmawiajcie, że pan Jacek biorąc to wszystko na siebie musicie mieć pełne bezpieczeństwo, dlatego to robiliście bo chcieliście już do końca, żeby tamten projekt był dopięty, muszą one być ze sobą jakoś związane, żeby nie było tak że się później nie daj Boże coś stanie, tak.”

Kilka miesięcy wcześniej, nim minister Grad powołał Goszczyńskiego na stanowisko wiceszefa ARP, doszło również do ważnych zmian we władzach Bumaru. W maju 2008 roku na stanowisko wiceprezesa Zarządu - dyrektora ds. marketingu i sprzedaży powołany został Dariusz Dębowczyk. Z noty biograficznej, zamieszonej na stronie Bumaru możemy się dowiedzieć, że pan Dębowczyk był w latach 90-tych wiceprezesem Towarzystwa Handlu Międzynarodowego Irmex Sp. z o.o, w latach 1986-2003 dyrektorem ds. obrotu specjalnego, (handlu bronią) spółki PEZETEL S.A , a następnie pracował w Agencji Mienia Wojskowego również na stanowisku dyrektora Zespołu Obrotu Specjalnego. Wieloletnim (od 1995r) prezesem spółki PEZETEL S.A, w której przez 17 lat pracował Dębowczyk, jest Andrzej Jesionek – absolwent Moskiewskiego Instytutu Stosunków Międzynarodowych (uczelni wykorzystywanej przez KGB do werbunku), w którym studiował w latach 1976-82.

Do zarządu Bumaru Dębowczyk trafił wprost ze spółki NAT Export-Import; gdzie był zastępcą Dyrektora Generalnego. Sądzę, że w sprawie afery stoczniowej ten fakt może mieć istotne znaczenie, ponieważ firma w której pracował ostatnio wiceprezes Bumaru była powiązana ze służbami cywilnymi, ale też z Wojskowymi Służbami Informacyjnymi.

O spółce NAT Export-Import , której właścicielem jest Leszek Cichocki – były podwładny Gromosława Czepińskiego z lat 80-tych, gdy ten kierował wydziałem kontrwywiadu zagranicznego Departamentu I MSW – głośno było już na początku lat 90-tych. Cichocki – „biznesmen specjalnego znaczenia”, jak nazwał go Jarosław Jakimczy z „Wprost” zrobił „złoty interes” na dostawie broni dla Departamentu Stanu USA, eliminując z gry dotychczasowych potentatów –Cenrex i Cenzim, a w 2004 roku zarabiał na dostawach sprzętu wojskowego dla irackiej armii. Jest również wiceprezesem i współzałożycielem Izby Producentów na Rzecz Obronności Kraju, zrzeszającą firmy „prowadzące działalność na rzecz obronności i bezpieczeństwa”.

W przetargu na dostawy broni do Iraku w roku 2004, szczególna pozycja Cichockiego polegała na tym, że jego firma występowała po obu stronach polsko-polskiej batalii o to zamówienie. Przypomnę, że brały w niej wówczas udział Grupa Bumar i Konsorcjum Nour.

Bumar zaproponował Cichockiemu znalezienie za granicą sprzętu, którego nie produkują polskie zakłady zbrojeniowe, a który był niezbędny do uzupełnienia oferty. Chodziło głównie o elektronikę i optoelektronikę wojskową. Gdyby Bumar pokonał Nour, Leszek Cichocki miałby też udział w zyskach Przedsiębiorstwa Handlowo-Usługowego Cenrex, w którym - przez spółkę Tomwar - ma 49 proc. udziałów (właścicielem większościowym jest PHZ Bumar). Udziały w Cenrexie Cichocki kupił pod koniec lat 90., gdy zaczęli w niej urzędować panowie z WSI., a ówczesny zarząd spółki został oskarżony o nielegalny handel bronią z rosyjską mafią i Al-Kazarem - pośrednikiem bliskowschodnich terrorystów. Krzysztof Tonderski (UOP) i Roman Baczyński (prezes Bumaru) zażądali wówczas, by pracownicy Cenrexu i zarząd spółki sprzedali swoje udziały w pracowniczej spółce Tomwar na rzecz wskazanego przez nich Leszka Cichockiego. Skład Rady Nadzorczej Cenrexu wyraźnie wskazywał kto zarządzał wówczas tą spółką. Byli w niej: Tadeusz Rusak (późniejszy szef WSI), Krzysztof Mochol (w latach 1997–2001 zastępca szefa WSI), Zbigniew Farmus (asystent wiceministra obrony w rządzie Buzka Romualda Szeremietiewa), oraz Andrzej Murawski, dyrektor gabinetu ówczesnego szefa BBN Marka Siwca.

W ten sposób państwowy "Cenrex" stał się firmą, która zasilała kieszenie prywatnego udziałowca, a ten z kolei „dawał żyć” tym, którzy mu to umożliwili. Po dokonaniu transakcji firma zaczęła podupadać i na początku 2003 r. miał już ponad 10 mln zł strat.

Zapewne z racji stanowiska zajmowanego w Bumarze, pan Dariusz Dębowczyk natychmiast po nominacji na wiceprezesa udał się z delegacją Bumaru do Kuwejtu. Komunikat z dnia 15 lipca 2008 roku głosił, iż „ W siedzibie placówki (ambasady RP w Kuwejcie) wizytę złożyła przebywająca w Kuwejcie delegacja Grupy Bumar, której przewodniczył Dariusz Dębowczyk, wiceprezes ds. handlowych firmy. Przedstawiciele Grupy Bumar poinformowali o planach działalności w Kuwejcie i w regionie firmy Bumar Gulf, której Grupa Bumar jest udziałowcem. Zgłoszono udział firmy w kuwejckich targach PROTEX 2008, wraz z grupą polskich przedsiębiorstw z sektora obronnego i bezpieczeństwa, w dn. 3- 6 listopada br. Przedyskutowano możliwości intensyfikacji polsko-kuwejckich relacji gospodarczych i dalszej promocji polskiej oferty eksportowej w regionie”.

Wkrótce potem, bo 20 listopada 2008 r. z wizytą do Kuwejtu i Kataru udał się Donald Tusk, któremu towarzyszyła grupa polskich biznesmenów – w tym prezes zarządu Bumaru Edward Nowak. Podczas spotkania z wiceministrem obrony Kuwejtu i Szefem Sztabu kuwejckiej armii przedstawiciele Bumaru rozmawiali na temat ewentualnych dostaw sprzętu produkowanego w spółkach Grupy Bumar, a prezes tej firmy spotkał się również z szefami spółki zależnej Bumar Gulf działającej m.in. w Kuwejcie.

To z tytułu kontraktów, jakie Bumar Gulf zawierał z El-Assirem powstały wielomilionowe należności polskiej firmy, o których zwrot - poprzez transakcję stoczniową Libańczyk usilnie zabiegał.

Związki z przemysłem zbrojeniowym ma również Andrzej Szortyka – członek zarządu Agencji Rozwoju Przemysłu, powołany na to stanowisko w maju 2008 roku, który po odsunięciu przez MSP Wojciecha Dąbrowskiego i Jacka Goszczyńskiego od nadzoru nad postępowaniami stoczniowymi przejął obecnie ich obowiązki.

Szortyka był przez wiele lat dyrektorem finansowym spółki PZL Mielec – wchodzącej w skład Grupy Bumar, a następnie prezesem Zarządu tej spółki. W ARP zajmował się m.in. prywatyzacją Polskich Zakładów Lotniczych Świdnik

W roku 2003 Rada Nadzorcza PZL Mielec odwołała go z funkcji prezesa zarządu zarzucając, iż jest winny złym wynikom finansowym firmy oraz niewłaściwemu przygotowaniu do offsetu. Twierdzono wówczas, że powołany przez Szortykę zespół offsetowy nie przesłał do komisji w Agencji Rozwoju Przemysłu ani jednego dokumentu, który przedstawiałby możliwości nawiązania współpracy PZL ze zwycięzcą przetargu na samolot wielozadaniowy. Zdaniem RN, te zaniedbania mogły poważnie zagrozić kontraktom, jakie PZL miał podpisać z firmami amerykańskimi.

Nie przeszkodziło to ministrowi Gradowi powierzyć Szortyce nadzoru ARP nad prywatyzacją spółek lotniczych. Jako rzecz ciekawą można odnotować fakt, że podczas międzynarodowej konferencji „Aerial Fire Fighting”, jaka odbyła się w dniach 19-21 lutego 2009 roku w Anaheim w Californii, jako sponsorów znajdziemy sąsiadujące obok siebie dwie firmy – PZL Mielec i Scorpion International Services S.A. Ta ostatnia – to zarejestrowana w Atenach i Wiedniu firma, poprzez którą jej właściciel - Abdul Rahman El Assir przeprowadza swoje transakcje handlu bronią.

Całość tekstu ukaże się w najbliższym 44 numerze tygodnika „Nasza Polska” i stanowi kontynuację cyklu „AFERA STOCZNIOWA – POWRÓT HANDLARZY BRONIĄ”.

Źródła:

http://www.wprost.pl/ar/174743/Dokumenty-CBA-potwierdzaja-istnienie-Grupy-Trzymajacej-Stocznie/

http://gospodarka.gazeta.pl/gospodarka/1,33203,5820671,Bez_konkursu_do_zarzadu_panstwowej_spolki.html

http://mdi.com.pl/publikacje/rkasprow/?op=article&nr=137

http://archiwum.polityka.pl/art/ukryty-pilot,388309.html

http://www.tvn24.pl/12690,1623688,0,1,mucha-handel-bronia-jak-handel-pomaranczami,wiadomosc.html

http://promilitaria21.org/fresh/pub/files/File/DOC/Strategia_Grupy_Bumar1.doc.

http://www.rp.pl/artykul/5,185388_Pancerny_Bumar_maszeruje_na_gielde.html

http://www.rp.pl/artykul/132273.html

http://www.wprost.pl/ar/174769/CBA-Katarczycy-nie-istnieli/

http://www.bumar.com/aktualnosci/66

http://www.wprost.pl/ar/57326/Cichocki-Arms/

http://www.kuwejt.polemb.net/index.php?document=141

http://www.bumar.com/aktualnosci/2008/11/460

http://www.mielec.pl/artprasowy.php?id=10

http://www.bdaero.com/partners_.html

środa, 28 października 2009

ARCHITEKT RZECZPOSPOLITEJ AFERALNEJ.

Zdarzenia, jakich jesteśmy świadkami w ostatnich dniach ukazują prawdziwy obraz dwuletnich rządów Donalda Tuska. Obraz przerażający – szczególnie dla tej części naszego społeczeństwa, która zwiedziona medialnym fałszem uwierzyła, że politycy Platformy mogą zbudować nową, polityczną jakość. Zamiast niej ujrzeliśmy pogardę dla prawa, ordynarne oszustwo i całkowitą degrengoladę – w wykonaniu najwyższych urzędników państwowych i partyjnych przyjaciół premiera. Prawdziwym obliczem Platformy jest odtąd spocona twarz Chlebowskiego, a językiem przekazu - prymitywne i pełne wulgaryzmów rozmowy partyjnych macherów.
Niezależnie od dalszego rozwoju zdarzeń i politycznych następstw afer ujawnionych przez CBA, nie można obecnej sytuacji uznać za incydentalną. Nie jest też ona – jak chce tego Donald Tusk - „soczewką w której ukazuje się kilka kluczowych bolączek Rzeczpospolitej” – chyba, że za najgroźniejszą z tych bolączek uznamy rządy obecnego premiera.
Nikt inny, tylko Donald Tusk i stworzone przez niego patologiczne podłoże, na jakim oparty jest układ powstały po wyborach 2007 roku są źródłem narodzin wszystkich afer i faktyczną przyczyną obecnych problemów. Nikt w większym stopniu nie ponosi odpowiedzialności za dzisiejszy stan państwa, jak ten, kto świadomie doprowadził do zniszczenia naturalnych mechanizmów regulujących życie publiczne; do ograniczenia roli opozycji, zawłaszczenia spółek skarbu państwa, czystek w służbach specjalnych, politycznych nagonek i medialnych manipulacji.
Przejęcie władzy przez ludzi Platformy zapoczątkowało niebywały – nawet jak na polskie standardy - czas instrumentalnego traktowania służb specjalnych i powrotu do peerelowskich metod sprawowania władzy. Nigdy wcześniej służby nie stały się „sprawą publiczną” - jak w czasie obecnych rządów. Nigdy wcześniej, na taką skalę nie stosowano w walce politycznej przecieków ze służb oraz medialnych „wrzutek" – użytecznych w ukryciu prawdziwych problemów. Nigdy też, bezpieczeństwo i interesy państwa polskiego nie były w podobnym stopniu zagrożone korupcją urzędników państwowych, samowolą służb i partyjną prywatą. Aktem oskarżenia wobec obecnego rządu staje się nawet przedwyborczy program Platformy, dotyczący reform w zakresie służb specjalnych. Dość wspomnieć wystąpienia Pawła Grasia z 19.05.2007 na konferencji "Bezpieczna Polska w Bezpiecznym Świecie”, gdzie przedstawiono pomysły PO na reformę służb i skonfrontować je z późniejszymi działaniami rządu Donalda Tuska, by zrozumieć, że polityczna schizofrenia jest jedną z najgroźniejszych chorób toczących to ugrupowanie.
Począwszy od „raportów” Reszki i Pitery, „audytu Bondaryka”, sprawy laptopa Ziobry, śledztw przeciwko funkcjonariuszom CBA i ujawnieniu przez „Gazetę Wyborczą” danych szefostwa tej służby, poprzez aferę marszałkową, nagonkę na członków Komisji Weryfikacyjnej WSI i zaszczucie Sumlińskiego, po działania ABW wobec dziennikarzy „Misji specjalnej”, przecieków z rozmowy o tarczy Sikorskiego z prezydentem i telefonicznej rozmowy z Tuskiem, czy raportu na temat incydentu gruzińskiego – we wszystkich tych sprawach mieliśmy do czynienia z wykorzystaniem służb specjalnych w walce politycznej. Ten sam cel rzutował na wiele działań prokuratury, podległej ministrowi Ćwiąkalskiemu.
W kontekście tej wiedzy, niedawne słowa premiera, iż - „Przez dwa lata służby mi podległe, odpowiedzialne za walkę z korupcją, nie użyły żadnego najmniejszego instrumentu, aby walkę z korupcją przekształcić w walkę z opozycją" – brzmią jak kpina z naszej pamięci i zdrowego rozsądku.
To po objęciu rządów przez Donalda Tuska, podstawowych celem służb specjalnych stała się walka z pisowską ekipą, dezawuowanie osiągnięć poprzedników oraz odbudowa wpływów ludzi komunistycznej policji politycznej. To obecny premier odpowiada za bezprecedensową „wojnę służb”- w której ABW zostało użyte do poszukiwania haków na CBA, a nowopowstały kontrwywiad wojskowy poddano represjom i ograniczeniom. Skutki tej wojny polskie służby będą odczuwały jeszcze przez długie lata. Zablokowano bowiem jakąkolwiek realną ich współpracę, co z pewnością niezwykle ucieszyło agenturę obcych państw.
Wytworzona celowo sytuacja chaosu i anarchii miała sprawić, że służby będą narzędziem w rękach rządzącej grupy – nigdy zaś – strażnikiem naszego bezpieczeństwa.
Nie przypadkiem Donald Tusk, dokonując czystek w służbach specjalnych postawił na stary, sprawdzony „aparat” , wywodzący się z czasów PRL-u i rządów lewicy. Przez lata ludzie tacy jak Miodowicz, Bondaryk, Sienkiewicz, Brochwicz, Czempiński czy Petelicki oraz przyjaciel wielu z nich - Andrzej Olechowski byli aktywnymi, choć zwykle mało widocznymi uczestnikami życia politycznego Platformy Obywatelskiej, a niektórych można zaliczyć do założycieli tej partii. Do służb wróciła „stara kadra” – Janusz Bojarski, Andrzej Barcikowski, Marian Janicki, Leszek Elas czy Zdzisław Skorża Nie przypadkiem również priorytetem stało się przywrócenie wpływów żołnierzy i agentów zlikwidowanych WSI oraz reaktywacja układu stworzonego przez to środowisko.
Kto dziś pamięta, że jedną z największych trosk rządu Tuska na jesieni 2007 roku była nowelizacja ustawy o ABW, pozwalająca tej służbie na „rozpoznawanie, zapobieganie i wykrywanie przestępstw korupcji osób pełniących funkcje publiczne, jeśli te przestępstwa godzą w bezpieczeństwo państwa.”? Przedstawiając w grudniu 2007 uzasadnienie projektu nowelizacji, Grzegorz Dolniak z PO argumentował, że „uchwalając ustawę o powołaniu CBA, posłowie odebrali ABW możliwość zwalczania korupcji godzącej w bezpieczeństwo państwa. O ile ściganie korupcji, poza CBA, pozostało jedną z ważniejszych kompetencji policji i Straży Granicznej, służb celnych i skarbowych, to ABW została tych uprawnień pozbawiona” - dowodził Dolniak. Już wówczas myślano nad ograniczeniem roli CBA, by jednocześnie móc wykorzystać służbę Bondaryka do działań przeciwko opozycji i niewygodnym dla władzy środowiskom.
Od chwili objęcia władzy przez Donalda Tuska można obserwować proces niszczenia jedynej profesjonalnej służby antykorupcyjnej, przy jednoczesnym budowaniu partyjnego „zbrojnego ramienia”. Już na początku maja 2008 roku rząd PO-PSL postanowił zwiększyć uposażenie funkcjonariuszy ABW, podwyższając tzw. wielokrotność kwoty bazowej z 2,92 do 3,34, z mocą wsteczną od stycznia 2008r. Jednocześnie wskaźnik ten obniżono dla CBA z 3,96 do 3,5. Ta „urawniłowka” miała w zamyśle PO „skończyć z przywilejami CBA”. Styczniowe obcięcie budżetu CBA aż o 40 mln zł było już wyraźnym sygnałem, jaką wagę rząd Tuska przykłada do walki z korupcją.
W lutym 2008 roku Tusk deklarował: „Wolę mieć przesadnie zdeterminowanego szefa CBA, który będzie nawet w sposób przesadny kontrolował moją władzę, niż kogoś, kto będzie wpatrywał się we mnie jak w swojego szefa i omijał szerokim łukiem ludzi obozu władzy” i dodawał - „Oczekuję jednak bezwzględnej walki z korupcją przez Biuro. Być może wykaże się w nowej sytuacji politycznej większą niezależnością.”
Jak fałszywe były to słowa, mogliśmy przekonać się w czasie następnych miesięcy, gdy przy pomocy oszczerstw, medialnych przecieków i postępowań prokuratorskich prowadzono ciągłą wojnę z jedyną służbą, która patrzyła władzy na ręce. Gdyby ktoś chciał odkryć źródło nienawiści, jaką Platforma Obywatelska darzy CBA, powinien zajrzeć do tzw. „Mapy Korupcji w Polsce”, opracowanej w roku 2003 przez Julię Piterę, gdzie postuluje się powołanie specjalnej formacji o nazwie Centralny Urząd Antykorupcyjny. Zakres działań, celów i uprawnień CUA odpowiadał dokładnie służbie Mariusza Kamińskiego. Problem polegał na tym, że CBA powołał PIS i służba ta od samego początku zajmowała się ściganiem korupcji na najwyższych szczeblach władzy. W wydaniu Platformy miał to być kolejny fasadowy urząd, strzegący interesów rządzącego establishmentu. Taki, jakim uczyniono ABW - której uprawnienia antykorupcyjne, nadane przez partię Tuska nigdy nie zostały użyte przeciwko członkom tego rządu, a w tym obszarze próżno szukać choćby jednego sukcesu służby pana Bondaryka.
W ten scenariusz - osłabiania mechanizmów kontrolnych wpisuje się decyzja premiera z listopada.2007 roku, gdy Donald Tusk zapowiedział likwidację stanowiska koordynatora ds. służb specjalnych i oświadczył, iż odtąd on sam ponosi za nie odpowiedzialność. Taką samą deklarację premier powtórzył w styczniu ubiegłego roku, informując, że będzie sprawował osobisty nadzór nad służbami. Absurdalność tego rozwiązania jest oczywista dla każdego, kto zdaje sobie sprawę, czym jest koordynacja działań 5 służb i nadzór nad ich funkcjonowaniem. Ma natomiast głęboki sens, gdy traktuje się służby instrumentalnie i chce uczynić z nich narzędzie dla ochrony własnych interesów. Jedynym słabym punktem tej koncepcji była formacja Mariusza Kamińskiego, zbudowana według profesjonalnych zasad, nieuwikłana w układy, odporna na naciski i wpływy polityczne. Gdy w połowie 2008 roku byliśmy świadkami licznych ataków na CBA, zapewne niewiele osób miało świadomość, że w tym samym czasie minister zdrowia Ewa Kopacz realizowała słynny „program Sawickiej”, o którym skorumpowana posłanka PO mówiła na taśmach ujawnionych przez CBA w październiku 2007 roku. To także czas, gdy za sprawą tej służby powróciła sprawa esbeckiej spółki EkoTrade, której kolejny raz powierzono ochronę obiektów administracji państwowej. Jej prezes Jacek Jerschina od dawna chwalił się, że ma niejawny etat w ABW. Od momentu, gdy CBA zaczęło interesować się tą spółką i przetargami na ochronę obiektów rządowych, poziom agresji i szykan wobec Mariusza Kamińskiego wzrósł z dnia na dzień.

Strategia przyjęta przez Donalda Tuska miała swoje przełożenie na konkretne decyzje w wielu innych obszarach życia publicznego. To dlatego ludziom służb i powiązanych z nimi firmom umożliwiono włączenie się w proces prywatyzacyjny, otwarto drogę do spółek skarbu państwa, pozwolono podejmować decyzje w wielu kluczowych sprawach. Prywatyzacja ENEI, w której ważną rolę odegrała powiązana ze służbami spółka TFS, wskazuje na prawdziwych dysponentów polskich procesów gospodarczych.
Czemu miała służyć ta strategia, możemy przekonać się obecnie, gdy ujawnienie przez CBA kulisów afer z udziałem prominentów Platformy obnażyło prawdziwe oblicze tego ugrupowania i rolę premiera. Kazus Chlebowskiego, Drzewieckiego czy Grada, był możliwy ponieważ w rządzie Donalda Tuska panowało przyzwolenie na tego rodzaju praktyki, zbudowane na poczuciu aroganckiej bezkarności – ta zaś, wynikała ze świadomości zawłaszczenia wszystkich newralgicznych miejsc życia politycznego i gospodarczego. W poczuciu tej bezkarności, podejmowano działania mające na celu zabezpieczenie finansowania partii poprzez wpływy z gier hazardowych oraz uwłaszczenia na majątku upadających stoczni. Kontakty polityków PO z biznesem hazardowym, który w ogromnym zakresie jest własnością środowisk przestępczych i ludzi peerelowskich służb, nie byłyby możliwe, gdyby urzędujący premier nie rozmontował demokratycznych mechanizmów kontrolnych i nie oparł swoich rządów na środowisku wywodzącym się z tych służb.
W jeszcze większym stopniu, zatrważające skutki tej polityki widzimy w sprawie tzw. afery stoczniowej. Wbrew temu co mówią sami zainteresowani i wtórujące im dyspozycyjne media – mamy do czynienia z przykładem bezprawia i udziałem polskiego rządu w kombinacji operacyjnej, przygotowanej przez międzynarodowego handlarza bronią.
Nie chodzi bowiem jedynie o to, że za wiedzą ministra skarbu najwyżsi urzędnicy ministerstwa i Agencji Rozwoju Przemysłu przeprowadzili fikcyjny przetarg na sprzedaż majątku stoczni w Gdyni i Szczecinie, łamiąc przy tym wszelkie zasady procesu prywatyzacyjnego. Istotą sprawy jest fakt, że wszczęto te działania i prowadzono je pod dyktando człowieka ściganego za liczne przestępstwa, podejrzewanego o współpracę z Hezbollahem oraz o związki z terrorystami z al Kaidy, członka nieformalnej organizacji zrzeszającej czołowych handlarzy bronią z całego świata – grupy z Marbelli –nadzorowanej przez służby sowieckie, a obecnie rosyjskie. Przez lata organizacją z Marbelli kierował Monser Al-Kassar, szkolony przez GRU terrorysta, skazany ostatnio w USA na 30 lat więzienia za zabójstwa, pranie brudnych pieniędzy, nielegalny handel bronią i narkotykami.
Warto pamiętać, że jeszcze w 2007 roku oferta zakupu stoczni złożona przez Abdula Rahmana el Assira została odrzucona, bo polscy urzędnicy nie chcieli negocjować z kontrowersyjnym pośrednikiem. Co zatem wydarzyło się w ostatnich miesiącach, że rząd Tuska postanowił przyjąć ofertę katarskiego inwestora i pośrednictwo El Assira?
Fakt ten ma związek z dokonaną przez Donalda Tuska reaktywacją przestępczo-agenturalnego układu, na którego czele stali ludzie WSW/WSI. Przywrócenie wpływów tego środowiska stało się priorytetem rządu PO-PSL. W ślad za nimi, do służb specjalnych powrócili ludzie komunistycznej policji politycznej lub ich wierni protegowani, wyselekcjonowani na początku lat 90-tych w szkole wywiadu w Kiejkutach. Tu docieramy do drugiej, kluczowej kwestii w aferze stoczniowej – czyli osłony kontrwywiadowczej procesu prywatyzacyjnego, ustanowionej, jak twierdzi Paweł Graś "na wyraźne polecenie premiera Donalda Tuska". Jest oczywiste, że w tego rodzaju transakcjach musi istnieć nadzór ze strony służb specjalnych, a w sprawę była zaangażowana Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego i Agencja Wywiadu. Jaką rolę spełniały te służby i czyje interesy chroniły, jeśli nie ustalono nawet kim jest tajemniczy inwestor, na rzecz którego miał pośredniczyć El-Assir i nie przekazano informacji na temat ustawionego przetargu? Trudno przypuszczać, by wiedza na ten temat była niedostępna dla ABW i AW szczególnie, gdy w grę mogły wchodzić działania obcych służb. Medialna nagonka na CBA i ataki na Mariusza Kaminskiego dowodzą, że władza stara się ukryć rzeczywistą rolę służb ustawowo odpowiedzialnych za ochronę kontrwywiadowczą.
Plan tak złożonej operacji nie mógł powstać w głowach urzędników ministerialnych, a tym bardziej był niemożliwy do realizacji bez udziału służb specjalnych i przyzwolenia politycznego na najwyższym szczeblu. Czym innym wytłumaczyć fakt, że najwyżsi w państwie urzędnicy paktują potajemnie z El-Assirem oraz są gotowi złamać prawo i wszelkie procedury na rzecz tajemniczego podmiotu, który miał rzekomo reprezentować Libańczyk? Skąd wynika to poczucie bezkarności? Wygląda na to, że pod dyktando człowieka związanego z międzynarodową mafią handlarzy bronią, rząd Platformy opracował plan spłacenia zobowiązań El Assira aktywami polskich stoczni, nie dbając o zabezpieczenie majątku narodowego przed wpływem przestępców i obcych agentur. Pamiętne słowa premiera rządu, że jest mu obojętne kto kupi stocznie – oddają tu rzeczywiste intencje. Koncepcję tę przedstawiłem obszernie w tekście AFERA STOCZNIOWA- POWRÓT HANDLARZY BRONIĄ.PODSUMOWANIE

Tego rodzaju sytuacja byłaby złowrogą fikcją, gdyby Donald Tusk nie stworzył korupcjogennego, patologicznego systemu sprawowania władzy, opartego na ludziach peerlowskich służb oraz niemal feudalnej zasadzie „dworu” i „dworzan”, strzeżonych przez wiernych pretorianów. Służby – a w szczególności ta największa, o wciąż poszerzanych uprawnieniach miała chronić interesy władzy, a CBA poddane marginalizacji i ostracyzmowi być wygodnym alibi antykorupcyjnych intencji rządu. Wściekłość Donalda Tuska wywołał już sam fakt, że ta niedofinansowana i wciąż atakowana służba okazała się sprawnym i profesjonalnym organem, zdolnym przeniknąć „sekrety” władzy.
Wszyscy chyba pamiętamy zdanie Wałęsy z 4 czerwca 1992, podczas narady w kuluarach Sejmu – „Wy nie wiecie, jak daleko oni zaszli, dlatego trzeba ich błyskawicznie. Natychmiast, dzisiaj!”. W tym jednym zdaniu zawiera się cała koncepcja obecnych działań Donalda Tuska – uczestnika ówczesnej „nocnej zmiany”. Ujawnia ono bezmiar lęku przed odkryciem prawdy i nienawiści do tych, którzy ośmielają się ją ujawnić. W tej koncepcji nie ma miejsca na troskę o oczyszczenie życia publicznego, czy wciąż obecne na ustach premiera – standardy polityczne. Usuwając Mariusza Kamińskiego, Tusk działa według zasady „natychmiast, dzisiaj!”, w panicznym lęku przed wiedzą tych, którzy „daleko zaszli”. To dlatego tej dymisji nie próbuje się nawet uzasadniać, czy wskazywać jej podstawy prawnej. Udział w tej ponurej farsie prokuratury i ABW dowodzi, że przeciwko Kamińskiemu użyto tych samych narzędzi, jakimi Donald Tusk rozgrywał dotąd wszystkie sprawy swoich politycznych oponentów. Tym razem, nie chodzi jednak o racje polityczne.
Na Donaldzie Tusku ciąży poważne podejrzenie i wszystko co robi premier, by zaciemnić obraz afer służy nie tylko jego partyjnym kolegom, ale jemu samemu. Sprawy, o których tu przypomniałem powinny uzmysłowić, że oskarżenia wysuwane pod adresem premiera, dotyczące bezprawnego ujawnienia informacji na temat śledztwa prowadzonego przez CBA - nie są pozbawione podstaw. Liczne przykłady wykorzystywania niejawnych informacji w akcjach przeciwko politycznym adwersarzom, czy w obronie własnych, zagrożonych interesów są dowodem, że obecnego premiera stać na tego rodzaju zachowania – szczególnie w sytuacji, gdy groźba dotyczy najbliższego mu środowiska. Dogłębnie wyjaśniona musi zostać również rola premiera w procesie prywatyzacyjnym stoczni, jego potajemnych spotkań z El-Assirem i ustaleń, jakie wówczas poczyniono.
Zachowanie Tuska po ujawnieniu materiałów CBA świadczy, że nie może być postrzegany jako mąż stanu i strażnik interesów państwa. Żadne roszady personalne i inne, pozorowane działania nie będą miały znaczenia, póki premier polskiego rządu nie oczyści się z bardzo poważnych, kryminalnych zarzutów.
W przeciwnym wypadku trzeba uczynić wszystko, by cyniczne słowa z wystąpienia w sprawie afery hazardowej, w których Donald Tusk deklarował, iż „dobiegł końca czas tych, którzy z wykorzystywania służb wobec konkurentów politycznych, z nienawiści i z represji zrobili filozofię rządzenia" – obróciły się przeciwko ich autorowi.


Tekst ukazał się w Gazecie Polskiej nr.41 (846)

wtorek, 27 października 2009

W INTERESIE WSI

Gdy dziś obserwujemy samotną walkę Mariusza Kamińskiego ze strukturami państwa, ochraniającymi przestępców w rządzie Donalda Tuska warto pamiętać, że do obecnej sytuacji mogło dojść tylko dlatego, że szef tego rządu jest architektem korupcjogennego układu stworzonego na gruncie środowiska agenturalnego i od początku sprawowania władzy dążył do rekonstrukcji przestępczego paktu, związanego z byłymi Wojskowymi Służbami Informacyjnymi. Największa afera tego rządu - polegająca na próbie grabieży majątku narodowego na rzecz zobowiązań ludzi WSI wobec międzynarodowego przestępcy, w której rząd polski działał pod dyktando i w interesie mafii handlarzy bronią – była możliwa, ponieważ Donald Tusk celowo zniszczył dorobek Komisji Weryfikacyjnej WSI i przywrócił wpływy środowiska sowieckiej agentury.
Niewielu z nas pamięta, że pierwsze miesiące rządów Platformy upłynęły na bezprecedensowej kampanii nienawiści i oszczerstw pod adresem człowieka, który miał odwagę wyrzucić ze służby państwowej tzw. oficerów WSI i zdemaskować ich agenturę.
Doświadczenia esbeckich metod zastraszania, odbierania certyfikatów bezpieczeństwa, pomówień i gróźb - jakie rząd Tuska stosował wobec Antoniego Macierewicza, są dziś wykorzystywane w akcji przeciwko Mariuszowi Kamińskiemu. Tak wówczas, jak i teraz prawdziwymi inicjatorami tych zorganizowanych działań są środowiska służb policji politycznej PRL, których interesy reprezentuje rząd Platformy.
Z tych powodów warto przypomnieć, że nawet najbardziej kuriozalne kłamstwa i oszczerstwa nie przysłonią faktów, a niszczenie czyjegoś dorobku i dobrego imienia zostanie kiedyś poddane osądowi prawa.
Zamieszczam poniżej tekst pisma, jakie Antoni Macierewicz wystosował przed kilkoma dniami do szefa Polskiej Agencji Prasowej – zobowiązanej na mocy ustawy „do przekazywania odbiorcom rzetelnej, obiektywnej i wszechstronnej informacje z kraju i z zagranicy” – w którym żąda sprostowania kłamliwych informacji dotyczących procesów, jakie wytoczyli mu funkcjonariusze byłych służb wojskowych.
Wobec obecnej kampanii kłamstw, której ofiarą jest Mariusz Kamiński – ten przykład państwowego fałszowania prawdy w interesie ludzi WSI urasta do miary symbolu rządu Donalda Tuska.




Warszawa, dn. 21 października 2009 r.

Biuro Poselskie
Antoniego Macierewicza
ul. Hoża 62/1
00-682 Warszawa

Szanowny Pan
Mirosław Harasim
Redaktor Naczelny
Polskiej Agencji Prasowej
ul. Bracka 6/8
00-502 Warszawa

Szanowny Panie Redaktorze,

po raz kolejny zwracam się do Pana w celu uzyskania sprostowania nieprawdziwych informacji jakie podaje Pan na temat procesów, które byli żołnierze WSI wytoczyli mi w związku z zamieszczeniem ich nazwisk w Raporcie z likwidacji WSI. W tej sprawie przesłałem dnia. 12 października br. obszerne fragmenty 17 orzeczeń, które zapadły w wygranych przeze mnie sprawach. Nie uznał Pan jednak za stosowne poinformować o tym opinii publicznej choć systematycznie, a niezgodnie z prawdą Pańscy podwładni redagują informacje z przegranych procesów tak jakbym to ja je przegrywał, a nie MON, a w wypadku procesów wygranych przeze mnie tak jakby orzeczenie nie było skutkiem swobodnej oceny dowodów przez Sąd, który odrzuca pozew, lecz skutkiem bezkarności urzędników, którzy nie mogą być karani za sporządzane przez siebie dokumenty urzędowe.
W depeszy z dnia 20 października br. podpisanej: „sta/pz/mow/” opublikowano informację zawierającą nieprawdę: „Procesy wytaczano też Macierewiczowi. Sądy uznają jednak, że nie może on odpowiadać za Raport, bo był to dokument urzędowy, a autor nie wykroczył przy jego tworzeniu poza ustawowe kompetencje.”

Zdanie zaczynające się od słów: „Sądy uznają...” jest nieprawdziwe. Żaden z Sądów Cywilnych nie uznał, iż nie mogę odpowiadać za Raport, gdyż jest on dokumentem urzędowym i w żadnym z orzeczeń nie ma takiego sformułowania. Upowszechnienie tej fałszywej treści przez PAP wywołuje i słusznie w czytelniku poczucie oburzenia na bezkarność urzędników w ogóle, a w szczególności na bezkarność Macierewicza. Tymczasem Sądy stwierdzają coś zupełnie przeciwnego, a mianowicie że Raport jako dokument urzędowy cieszy się domniemaniem zgodności z prawdą i aby go zakwestionować trzeba udowodnić fałszywość treści tam zawartych „Samo wyrażenie przez powoda twierdzenia, że dokument urzędowy zawiera treści niezgodne z prawdą nie podważa jego mocy dowodowej, konieczne jest bowiem udowodnienie przez stronę zaprzeczającą prawdziwości dokumentu, że zawarte w nim oświadczenie jest niezgodne z prawdą” - (wyrok Sądu Najwyższego z dnia 8 stycznia 2003r. Sygn. Akt II CKN 247/01). Sprawa z powództwa Jana Wejcherta przeciwko Antoniemu Macierewiczowi). Tak więc pozwy odrzucane są nie dlatego, że w Polsce urzędnicy, a w szczególności Macierewicz są bezkarni zawsze wtedy gdy, dotyczy to podpisanych przez nich dokumentów urzędowych, lecz dlatego że żaden z pozywających mnie byłych żołnierzy WSI nigdy nie był w stanie wykazać fałszywości jakiegokolwiek sformułowania zawartego w Raporcie, choć próbowali.

Dlatego domagam się opublikowania przez PAP sprostowania w następującym brzmieniu:
„W depeszach PAP odnoszących się do procesów wytaczanych przez byłych żołnierzy WSI Antoniemu Macierewiczowi zamieściliśmy nieprawdziwe sformułowanie dotyczące orzeczeń sądowych w tych sprawach: „Sądy uznają jednak, że nie może on odpowiadać za Raport bo był to dokument urzędowy...”.
W istocie w ponad 20 orzeczeniach Sądy oddaliły pozwy byłych żołnierzy WSI przeciwko Macierewiczowi, gdyż nie potrafili oni wskazać nieprawdziwych informacji zawartych w Raporcie, który jako dokument urzędowy cieszy się domniemaniem zgodności z prawdą. Za wprowadzenie w błąd opinii publicznej przepraszam. p.o. Redaktora Naczelnego Polskiej Agencji Prasowej Mirosław Harasim”.

Równocześnie informuję, że w razie braku reakcji po 48h roześlę ten materiał do wszystkich mediów i rozważę podjęcie kroków prawnych.

Z należnym szacunkiem

Antoni Macierewicz
Poseł na Sejm RP

(wytł.moje)


Źródło:
http://glos.com.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=1624&Itemid=76

http://www.antonimacierewicz.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=224&Itemid=148

poniedziałek, 26 października 2009

FAKTY - PRZECIW KŁAMSTWOM RZĄDU –2

Przed wybuchem „afery stoczniowej”, rządowa ocena działań służb specjalnych w ramach „tarczy antykorupcyjnej” wyglądała następująco:

10.09.2009 - Sejmowa komisja ds. służb specjalnych nt. stoczni:

Posłowie opozycji z sejmowej komisji ds. służb specjalnych negatywnie ocenili przedstawioną przez ABW i MSP informację o zagrożeniach dla procesów prywatyzacyjnych przy sprzedaży majątku stoczni w Gdyni i Szczecinie. Według Konstantego Miodowicza (PO) zaangażowanie służb w sprawę było odpowiednie. Miodowicz powiedział po czwartkowym posiedzeniu komisji, że o zerwaniu transakcji przez katarski fundusz zdecydowały względy biznesowe.

- W ocenie Ministerstwa Skarbu służby bardzo dobrze współpracowały z nim i przekazały istotne informacje, które pozwoliły właściwie prowadzić proces prywatyzacji - powiedział poseł PO.

Wszyscy twierdzą, że była świetna współpraca między administracją skarbu państwa a służbami specjalnymi, ale faktem jest, że krachu tej transakcji nikt nie przewidział - podkreślił Jarosław Zieliński - To może dziwić - dodał.

Według Zbigniewa Wassermanna (PiS) sprawa stoczni pokazuje stosunek służb do komisji. - Komisja powinna nadzorować pracę służb, być wcześniej informowana o toczących się sprawach. Tymczasem przedstawiciele służb zamiast przedstawiać komisji rzetelną informację, skupiają się na swoich ocenach, lansowaniu swojego spojrzenia, czy politycznych uwagach na temat spraw, które komisja powinna kontrolować - mówił PAP.

11.09.2009 - Informacja rządu w sprawie sytuacji w polskim przemyśle stoczniowym 6 kadencja, 49 posiedzenie, 3 dzień

Aleksander Grad :

„Pytanie o badanie inwestorów. Nie tak dawno, chyba wczoraj, już dwukrotnie odbyło się posiedzenie Komisji do Spraw Służb Specjalnych. Ten temat był bardzo wnikliwie wyjaśniany. W tej sprawie, jak i w ogóle w procesach prywatyzacyjnych postępujemy zgodnie z programem tzw. tarczy antykorupcyjnej, który został przyjęty przez pana premiera. Jest on jako zalecenie skierowany do wszystkich służb, od ABW, Agencji Wywiadu po CBA. Wszystkie procesy prywatyzacyjne, duże i nieduże, wszelkie procesy przetargowe, w tym również sprzedaż stoczni, miały osłonę służb. W związku z tym badanie... Proszę nie mylić dwóch rzeczy. Jeżeli zarządca kompensacji przyjmuje zgłoszenie podmiotu do udziału w licytacji, to on nie może go, zgodnie z prawem, zgodnie z ustawą i zgodnie z decyzją Komisji Europejskiej, odrzucić, mówiąc, że nie podoba mu się jakiś prezes w tej firmie albo coś innego. W momencie, kiedy wydaje się decyzję np. MSWiA czy kiedy bada się źródło pochodzenia środków finansowych, to wszystko jest robione. Proszę być spokojnym, to zostało zrobione. [...]

Tak więc prosiliśmy o osłonę tych procesów. Ta osłona została zapewniona. Otrzymywaliśmy na bieżąco informacje, czy jakieś interesy państwa mogą być zagrożone.

6 października 2009r. Mariusz Kamiński przedstawił Tuskowi raport na temat nieprawidłowości przy prywatyzacji polskich stoczni.

Od tej chwili ocena działań CBA w ramach „tarczy” wygląda następująco:

8.10.2009 - Sejmowa Komisja do Spraw Służb Specjalnych pozytywnie zaopiniowała w czwartek wniosek premiera o odwołanie szefa CBA Mariusza Kamińskiego - poinformował dziennikarzy po posiedzeniu komisji jej wiceprzewodniczący Konstanty Miodowicz (PO).

"Osoba, na której ciążą tak ciężkie zarzuty jak te, które sformułowano wobec Kamińskiego, nie może nadal zajmować stanowiska szefa służby stojącej na straży praworządności" - powiedział Miodowicz.

09.10.2009 - Kolegium ds. służb specjalnych za odwołaniem Kamińskiego

Kolegium ds. Służb Specjalnych pozytywnie zaopiniowało 9 października wniosek premiera Donalda Tuska o odwołanie szefa CBA Mariusza Kamińskiego

13.10.2009 - Ministerstwo skarbu na początku tego roku zwróciło się do służb specjalnych o objęcie ochroną przetargów na stocznie. Najbardziej przydatne okazały się materiały, jakie dostarczyły ABW, kontrwywiad i wywiad - poinformował 13 października rzecznik resortu skarbu Maciej Wewiór. Dodał, że w odróżnieniu od CBA, resort otrzymywał "materiały od ABW, wywiadu i kontrwywiadu, które były pomocne w przeprowadzaniu tej procedury".

14.10. 2009 - Wiceprzewodniczący sejmowej komisji do spraw służb specjalnych - Konstanty Miodowicz - powiedział w Radiu Kielce, że premier podjął słuszną decyzję odwołując Mariusza Kamińskiego z funkcji szefa Centralnego Biura Antykorupcyjnego.

W opinii posła Platformy Obywatelskiej Kamiński to partyjny ekstremista, który szkodził interesom państwa polskiego. Zdaniem Miodowicza były szef CBA i jego współpracownicy powinni zostać zatrzymani do dyspozycji prokuratury , która powinna się zastanowić , czy nie dać im sankcji.

22.10.2009 Informacja bieżąca. 6 kadencja, 52 posiedzenie, 2 dzień 8 punkt porządku dziennego: Minister Aleksander Grad:

„Wobec tego jeszcze odniosę się do jednej kwestii, która wiąże się wprost z wypowiedziami publicznymi i CBA, poprzez oczywiście przecieki prasowe, ale już wypowiedziami byłego szefa CBA. Otóż uważam, że to, co powiedział w ostatnim czasie, że nikt nie występował o nadzór nad tym procesem, jest ewidentnym kłamstwem, w oparciu o dokumenty, którymi dysponujemy my, kancelaria pana premiera. Powstaje pytanie, jaki jest tego cel. Skoro ten superszpieg badał jakąś inną sprawę przez kwiecień, maj i czerwiec, zaczął to czytać po urlopie, po wakacjach, w czerwcu i zorientował się, że chyba coś jest nie tak, i naprędce, w ciągu tygodnia, w oparciu o strzępy rozmów w związku z inną sprawą, formułuje takie twarde, daleko idące tezy i oskarżenia, to pytam, jaki jest cel, jaki jest profesjonalizm działania tej służby. Dlaczego wygląda to w taki sposób? Przecież jestem funkcjonariuszem publicznym, jak i moi współpracownicy, i my musimy wiedzieć, chcemy mieć osłonę przed, nie wiem, może nieuczciwym inwestorem, może złymi lobbystami, ze strony tego typu instytucji państwowych, a nie ja mam się jeszcze osłaniać i zastanawiać, w jaki sposób ta instytucja nas w coś wkręca.

Dlaczego w maju nikt nie powiedział w tej sprawie ani jednego słowa? Od pozostałych służb w ciągu roku dostałem 22 informacje, które były bardzo pożyteczne w odniesieniu do tego procesu. Od CBA nie otrzymałem nic. W związku z tym uważam, że sposób działania i osłony wokół tego jest co najmniej dziwny.

Jak ważna dla rządu Donalda Tuska była „tarcza antykorupcyjna”?

PLAN PRAC RZĄDU NA II POŁOWĘ 2008 ROKU

1. Zadanie do realizacji.: Usprawnienie funkcjonowania służb specjalnych w RP, poprzez koordynację współpracy między Centralnym Biurem Antykorupcyjnym, Agencją Bezpieczeństwa Wewnętrznego oraz Służbą Kontrwywiadu Wojskowego, a także współpracy wymienionych służb z poszczególnymi resortami w zakresie zabezpieczania pod względem antykorupcyjnym przetargów rządowych i programów prywatyzacji 2. Ew. odniesienie do obowiązku prawnego lub dokumentu o charakterze strategicznym, przewidującego realizację zadania lub określającego cele, których realizacji dane zadanie służy: - 3. Termin realizacji zadania: IV kwartał 2008 r. 4. Osoba odpowiedzialna w randze ministra, sekretarza lub podsekretarza stanu: Min. Jacek Cichocki Sekretarz Stanu, Sekretarz Kolegium ds. Służb Specjalnych.

03.12.2008, - Obrady Kolegium do Spraw Służb Specjalnych

„Tarcza antykorupcyjna”, mająca na celu osłonę najważniejszych procesów prywatyzacji i zamówień publicznych, plany pracy służb specjalnych na rok 2009 oraz informacja Szefa ABW na temat Raportu Sytuacyjnego Centrum Antyterrorystycznego z dnia 24.11.2008 r. były m.in. przedmiotem obrad Kolegium do Spraw Służb Specjalnych, które odbyło się w 2 grudnia 2008 r.

Zadaniem służb specjalnych w ramach „tarczy antykorupcyjnej” jest prowadzenie działań profilaktycznych, zapobiegających powstawaniu nieprawidłowości w procesach prywatyzacji i zamówień publicznych. Wyselekcjonowano najistotniejsze – z racji wartości lub znaczenia dla interesów państwa – przetargi i prywatyzacje. Służby specjalne, we współpracy z odpowiednimi resortami, zajmują się obecnie ochroną tych procesów. Premier Donald Tusk podkreślił, że sam fakt uświadomienia opinii publicznej i pracownikom instytucji państwowych powstania „tarczy antykorupcyjnej” ma duże znaczenie profilaktyczne i wyraził opinię, że działania prowadzone przez służby będą miały istotne znaczenie dla redukcji zagrożeń korupcyjnych w naszym kraju.

Kolejne posiedzenie w sprawie „tarczy” odbyło się w czerwcu 2009 r.(po zakończeniu przetargów na majątek stoczniowy)

03.07.2009, - Komunikat z posiedzenia Kolegium ds. Służb Specjalnych

Przedstawione przez Sekretarza Kolegium Jacka Cichockiego oraz szefów służb sprawozdania z działalności służb specjalnych w 2008 r. zdominowały posiedzenie Kolegium do Spraw Służb Specjalnych, które odbyło się 16 czerwca 2009 r. Prezes Rady Ministrów Donald Tusk podkreślił konieczność kontynuowania czynności profilaktycznych, zapobiegających powstawaniu nieprawidłowości w procesach prywatyzacji i zamówień publicznych, co przyczynia się do redukcji zagrożeń korupcyjnych w naszym kraju. Po dyskusji Kolegium pozytywnie zaopiniowało przedłożone dokumenty.

Plan prac rządu na rok 2009 nie zawiera żadnej wzmianki o „tarczy antykorupcyjnej”.

Źródła:

http://www.niw-serwis.com/polska_warszawa_10.09.2009_sejmowa_komisja_ds._sluzb_specjalnych_nt._stoczni_.html

http://orka2.sejm.gov.pl/Debata6.nsf/main/5479C249

http://www.gazetaprawna.pl/wiadomosci/artykuly/358353,kaminski_robia_ze_mnie_przestepce_i_klamce.html

http://www.niemczyk.net.pl/polska_warszawa_09.10.2009_kolegium_ds._sluzb_specjalnych_za_odwolaniem_kaminskiego_.html

http://www.niemczyk.net.pl/polska_warszawa_13.10.2009_msp_przydatne_informacje_od_abw_wywiadu_i_kontrwywiadu_.html

http://www.polskieradio.pl/iar/wiadomosci/artykul116984.html

http://orka2.sejm.gov.pl/Debata6.nsf/main/2FAA1010

http://www.kprm.gov.pl/templates/admin/userfiles/files/Plan_prac_Rzadu_RM_zmiany_po_RM_8_07.pdf

http://www.premier.gov.pl/s.php?id=2809

http://www.premier.gov.pl/s.php?id=3485

http://bip.kprm.gov.pl/g2/2009_05/849_fileot.pdf

piątek, 23 października 2009

FAKTY – PRZECIW KŁAMSTWOM RZĄDU

Aleksander Grad dziś : „Jeszcze w 2008 roku odbyło się spotkanie premiera m.in. ze mną i szefami służb, na którym zostali zobowiązani do osłaniania przed korupcją procesów prywatyzacyjnych.

- Rozumiem, że na spotkaniu nie było Kamińskiego, skoro nic o tym nie wie?

Był! Wziął udział w posiedzeniu, nawet zabierał głos. Po tym spotkaniu przesłałem mu pismo z wykazem 79 projektów prywatyzacyjnych, które moim zdaniem wymagają osłony. Odpisał, że oczekuje szczegółowych danych odnośnie tych projektów, m.in. stoczniowego. Na jakim jest etapie, kto nam doradza, itd. Wszystko dostał, i jeszcze co kwartał wysyłaliśmy mu informacje uzupełniające”.(1)

Prasa wczoraj:

„Przedstawiciele rządu twierdzą, że resort skarbu już wiele miesięcy temu zwrócił się do CBA z prośbą o utworzenie "parasola antykorupcyjnego" nad tym procesem. Powołują się przy tym na korespondencja między Agencją Rozwoju Przemysłu a Biurem. Opozycja i szef CBA twierdzą, że taki parasol miał być rozpostarty nie nad samą prywatyzacją stoczni, ale nad procesami prywatyzacyjnymi w ogóle - a to znacząca, według nich, różnica.

Jak wynika z dokumentów ujawnionych przez Fakty TVN, już 1 grudnia 2008 Jacek Cichocki, sekretarz kolegium ds. służb specjalnych w Kancelarii Premiera, zgłosił się w liście do CBA prośbę "o stworzenie tarczy antykorupcyjnej dla najważniejszych procesów prywatyzacji i zamówień publicznych". Takich procesów i zamówień w rządzie wyselekcjonowano aż 230, nie są one jednak wskazane w ujawnionym pismie. Nie pada też słowo "stocznia".

W piśmie tym znalazła się natomiast prośba o sporządzanie przez CBA comiesięcznych raportów z prowadzonych prac, począwszy od 1 lutego 2009 r.” (2)

Palikot powiedział, że „dowodem na kłamstwa byłego szefa CBA jest dokument, który Kamiński w maju 2009 roku wysłał do ministra skarbu i w którym prosi, aby "w związku z działaniami prowadzonymi w ramach osłony antykorupcyjnej", w Agencji Rozwoju Przemysłu została wyznaczona osoba, odpowiedzialna za kontakty robocze z CBA. Równocześnie Kamiński prosi ministra skarbu o wykaz umów dotyczących świadczeń usług marketingowych z lat 2007-2009 m.in. Stoczni Gdynia i Stoczni Szczecińska Nowa” (3)

Tak wygląda wersja rządowo – medialna.

Tak zaś wygląda prawda:

03.12.2008r. - Obrady Kolegium do Spraw Służb Specjalnych:

„„Tarcza antykorupcyjna”, mająca na celu osłonę najważniejszych procesów prywatyzacji i zamówień publicznych, plany pracy służb specjalnych na rok 2009 oraz informacja Szefa ABW na temat Raportu Sytuacyjnego Centrum Antyterrorystycznego z dnia 24.11.2008 r. były m.in. przedmiotem obrad Kolegium do Spraw Służb Specjalnych, które odbyło się w 2 grudnia 2008 r. [...] Zadaniem służb specjalnych w ramach „tarczy antykorupcyjnej” jest prowadzenie działań profilaktycznych, zapobiegających powstawaniu nieprawidłowości w procesach prywatyzacji i zamówień publicznych. Wyselekcjonowano najistotniejsze – z racji wartości lub znaczenia dla interesów państwa – przetargi i prywatyzacje. Służby specjalne, we współpracy z odpowiednimi resortami, zajmują się obecnie ochroną tych procesów. [...]Szefowie służb specjalnych przedstawili podczas posiedzenia główne założenia planów pracy swoich służb na rok 2009. Kolegium, po dyskusji, pozytywnie zaopiniowało przedłożone dokumenty.” (4)

20. 03.2009 r. - Umowy państwowych spółek pod lupą CBA i ABW

Zarządy Spółek Skarbu Państwa mają przedstawić do 27 marca ministrowi skarbu informacje o zawieranych umowach i kontraktach o znacznej wartości i o kluczowym znaczeniu dla tych spółek. Minister zwrócił się też do ABW i CBA o sprawdzenie i monitorowanie tych transakcji. Badanie ma objąć okres od 1 stycznia 2007 do 20 marca 2009 roku spółki skarbu państwa muszą przedstawić MSP informacje o podmiotach, z którymi zawierały umowy, a także zakres, rodzaj i przedmiot tych umów. Ponadto w zestawieniu spółek mają się znaleźć informacje o procedurze zawieranych umów i zastosowanych kryteriach wyboru.

- W ramach realizacji programu tarczy antykorupcyjnej minister skarbu zwrócił się do Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego i Centralnego Biura Antykorupcyjnego z wnioskiem o sprawdzenie i monitorowanie transakcji, w szczególności zbadanie ich pod kątem ewentualnych nieprawidłowości, jak i ewentualnych konfliktów interesów przy podejmowaniu decyzji i realizacji zamówień - napisano w dokumencie.

Resort podkreśla, że kontrola w spółkach ma być prowadzona tak, by nie wpływała negatywnie na ich działalność i wizerunek. Rzecznik MSP Maciej Wewiór powiedział , że resort skarbu chce przebadać umowy zwierane przez spółki SP w ciągu ostatnich kilku lat, by nie było żadnych podejrzeń i spekulacji.”(5)

06.04.2009r. - Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego oraz Centralne Biuro Antykorupcyjne otrzymały z Ministerstwa Skarbu Państwa wstępne informacje o umowach i kontraktach, jakie zawarły w ciągu ostatnich 2 lat spółki Skarbu Państwa.

Rzecznik CBA Temistokles Brodowski powiedział w poniedziałek PAP, że Biuro otrzymało z MSP informacje o 220 podmiotach. Dodał, że CBA ma zamiar prosić resort o uszczegółowienie niektórych danych. "CBA prowadzi czynności analityczne w odniesieniu do części informacji otrzymanych z resortu skarbu. Wynik tej analizy przesądzi o tym, jakie dalsze czynności będą ewentualnie podejmowane" - wyjaśnił Brodowski.

Również rzeczniczka ABW mjr Katarzyna Koniecpolska-Wróblewska przyznała w rozmowie z PAP, że Agencja otrzymała wstępne informacje z MSP o umowach spółek Skarbu Państwa, zawartych w ciągu ostatnich dwóch lat. "ABW aktualnie poddaje je wnikliwej analizie" - podkreśliła.

Rzecznik MSP Maciej Wewiór powiedział w piątek PAP, że resort skarbu przekazuje sukcesywnie do służb specjalnych informacje o kontraktach spółek SP.”(6)

19 czerwca 2009 r. – Sprawozdanie stenograficzne z 35 posiedzenia Senatu . Punkt 12 obrad - Informacja o wynikach działalności Centralnego Biura Antykorupcyjnego w okresie od 1 stycznia do 31 grudnia 2008 roku. (str.69)

Senator Piotr Andrzejewski: Chciałbym wiedzieć, czy i w jakim zakresie jest prowadzone przez CBA postępowanie w związku z kwestionowaniem zakresu pomocy publicznej przyznanej stoczniom gdańskiej i szczecińskiej. Chyba właśnie w kompetencjach CBA leży stwierdzenie, czy nie przekroczono uprawnień lub nie dopełniono obowiązków, działając na szkodę interesu publicznego w zakresie tych procedur. A te kwoty są realnie kwestionowane. Mówi się o ogromnej dysproporcji w porównaniu do tego, co ustaliła Unia Europejska w zakresie efektywnej pomocy, którą uzyskały stocznie, i o tym, że w związku z tym nastąpiła ich likwidacja. Czy toczy się w tym zakresie jakieś postępowanie?

Szef Centralnego Biura Antykorupcyjnego Mariusz Kamiński:

Tak, choć może nie całościowo dotyczące tego problemu, a jego pewnych aspektów. I niestety nie mam dobrych informacji. My prowadziliśmy pewne śledztwo w ubiegłym roku, które zostało umorzone przez prokuraturę. Nie pamiętam, czy prokuratura odmówiła jego wszczęcia, czy je umorzyła, twierdząc, że ich zdaniem nie doszło do popełnienia przestępstwa. Ale w zakresie dofinansowania jednej ze stoczni prowadziliśmy śledztwo w ubiegłym roku. Mieliśmy odrębne zdanie, polemizowaliśmy z prokuratorami, ale to jest ich formalna decyzja.” (7)

Wnioski:

- podczas obrad Kolegium ds. Służb Specjalnych w dn.3.12.2008 roku nie było mowy o wyznaczeniu zadań dla poszczególnych służb, tym bardziej – o objęciu prywatyzacji stoczni osłoną „ tarczy antykorupcyjnej”,

- dopiero w marcu 2009 roku „w ramach realizacji programu tarczy antykorupcyjnej minister skarbu zwrócił się do Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego i Centralnego Biura Antykorupcyjnego z wnioskiem o sprawdzenie i monitorowanie transakcji,

- lista zawierająca informacje o prywatyzowanych spółkach, zawieranych umowach i kontraktach została sporządzona nie wcześniej, niż 27 marca 2009r,

- lista zawierająca informacje o 220 podmiotach trafiła do CBA i ABW nie wcześniej niż na początku kwietnia br.,

- lista przekazana do CBA i ABW zawierała „wstępne informacje z MSP o umowach spółek Skarbu Państwa, zawartych w ciągu ostatnich dwóch lat”, które miały być nadal uzupełniane,

- pismo Mariusza Kamińskiego z maja 2009 r (na które powołuje się Palikot) powstało w odpowiedzi na wstępną listę przekazaną CBA na początku kwietnia br.i jest efektem analizy tych materiałów.

Pytania:

- jaka jest treść rzekomego pisma ministra Grada z końca 2008 roku z wykazem 79 projektów prywatyzacyjnych, które jego zdaniem wymagały osłony i czy w tym piśmie jest mowa o prywatyzacji stoczni?

- jakie zapisy dotyczące spraw związanych z prywatyzacją przemysłu stoczniowego zawiera tzw. centralny rejestr zainteresowań operacyjnych, w którym wszystkie służby specjalne przekazują informacje o swoich zainteresowaniach dotyczących tematów, instytucji i osób, wobec których prowadzą działania? Rejestr ten jest prowadzony przez ABW na mocy ustawy

- czy MSP przekazało służbom odpowiedzialnym za osłonę „tarczy antykorupcyjnej” informacje o umowach i kontraktach zawieranych po dniu 20 marca 2009r.?

- czego dokładnie dotyczyło postępowanie prowadzone przez CBA w zakresie pomocy publicznej przyznanej stoczniom gdańskiej i szczecińskiej i z jakich powodów zostało odebrane CBA i umorzone przez prokuraturę?

Choć w obliczu tak zmasowanych i bezczelnych kłamstw rządowo-medialnej grupy interesu cisną się mocne słowa, ograniczę komentarz do kilku zdań.

Cechą każdego tchórza jest atakowanie bezbronnych. Mariusz Kamiński i służba, którą stworzył nie mogą się dziś bronić, ponieważ odebrano im to prawo. Pospolici tchórze w maskach polityków PO i ich medialni pomagierzy wydają się tryumfować, bowiem niewielu Polaków ma dość własnego rozumu i siły, by zdobyć się na uczciwą ocenę sytuacji.

Otóż - można być zwolennikiem tej, czy innej partii i darzyć zaufaniem określone środowisko. Nie wolno jednak – w imię jakichkolwiek poglądów politycznych uczestniczyć w procederze kłamstw i aroganckich pomówień. Nie wolno brać udziału w odrażającym spektaklu niszczenia i opluwania uczciwych ludzi. Nie wolno manipulować faktami, licząc na czyjąś niewiedzę lub naiwność.

Źródła:

1.http://www.portalmorski.pl/Minister-Grad-Byly-szef-CBA-klamal-o-stoczniacha14082

2.http://www.portalmorski.pl/Czy-CBA-mialo-kontrolowac-stocznie-a14092

3.http://www.rp.pl/artykul/15,381467_PO__Kaminski_klamie.html

4.http://www.kprm.gov.pl/s.php?id=2809

5.http://www.money.pl/gospodarka/wiadomosci/artykul/umowy;panstwowych;spolek;pod;lupa;cba;i;abw,170,0,436394.html

6.http://finanse.wnp.pl/abw-i-cba-otrzymaly-wstepne-informacje-o-umowach-spolek-skarbu-panstwa,77511_1_0_0.html

7.http://www.senat.gov.pl/k7/dok/sten/035/35spr.pdf

czwartek, 22 października 2009

„TARCZA” – BY UKRYĆ PRAWDĘ

W sprawie tzw. „tarczy antykorupcyjnej” mamy do czynienia z klasycznym przykładem manipulacji i dezinformacji. Publikacja "Dziennika" – wywołująca tak ożywione reakcje bazuje na powszechnej niewiedzy i nieznajomości podstawowych informacji związanych z funkcjonowaniem służb, zatem polemika z tezami tej gazety, podejmowana na jej gruncie przypomina spór z oszustem i nie może mieć nic wspólnego z dochodzeniem do prawdy.

Rzecz nie dotyczy bowiem tego, co ktoś powiedział lub napisał i czyje słowo wydaje się ważniejsze – a obowiązującego w Polsce prawa i niepodważalnych faktów – czyli tych parametrów, które obecna władza ma w głębokim poważaniu. Dywagacje na temat publikacji „Dziennika” nie mogą służyć rzetelnemu wyjaśnieniu sprawy, ponieważ nie powstały w celu informowania odbiorcy, a raczej z intencją manipulowania nim i dezinformowania. Powiększają więc obszar bezprzedmiotowej i jałowej dyskusji, w której „waży się racje” i rozmywa istotę rzeczy, sprowadzając ją często do absurdu.

Byłoby zatem dobrze, przywrócić właściwe proporcje w tej kwestii i nie pozwolić na powielanie kłamstw i manipulacji.

To, co nazwane zostało "tarczą antykorupcyjną" sprowadza się w istocie do działań kontrwywiadowczych - mających na celu ochronę przed dywersją gospodarczą i przeciwdziałanie aktywności obcych służb. W Polsce - z mocy ustaw kontrwywiadem zajmują się tylko dwie służby: ABW i Służba Kontrwywiadu Wojskowego.

Centralne Biuro Antykorupcyjne nie posiada takich uprawnień - co może stwierdzić każdy, kto pokusi się o lekturę ustawy o CBA.

Gdyby zatem Jacek Cichocki naprodukował nawet 100 notatek i w każdej z nich imiennie zobowiązał Mariusza Kamińskiego do ochrony kontrwywiadowczej – żadna z nich nie ma mocy ustawy i nie zmieni stanu prawnego.

W sprawie przetargów stoczniowych mieliśmy do czynienia z działalnością zagranicznych podmiotów gospodarczych – których sprawdzenia mogła dokonać tylko jedna służba, posiadająca uprawnienia kontrwywiadowcze. Podobnie – tylko ABW posiada kompetencje, by monitorować przepływy kapitałowe tego rodzaju podmiotów.

Zgodnie z ustawą o Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego (art. 5 ust. 1 pkt 2 ustawy), jednym z priorytetowych zadań Agencji jest "rozpoznawanie, zapobieganie i wykrywanie przestępstw godzących w podstawy ekonomiczne państwa". To na tej podstawie ABW jest zobowiązana do działań osłonowych w procesie prywatyzacji. Do szczegółowych zadań w tym zakresie należy zapobieganie i wykrywanie korupcji, oszustw podatkowych, prania brudnych pieniędzy, przestępstw giełdowych, nieprawidłowości w gospodarowaniu środkami uzyskanymi z UE.

Tego rodzaju uprawnień nie posiada CBA - które zajmuje się zapobieganiem i wykrywaniem przestępstw przeciwko: działalności instytucji państwowych oraz samorządu terytorialnego,

wymiarowi sprawiedliwości, finansowaniu partii politycznych, obowiązkom podatkowym i rozliczeniom z tytułu dotacji i subwencji.

Jedynym zadaniem CBA, dotyczącym sytuacji z jaką mieliśmy do czynienia jest dyspozycja art. 1 ust. 4 ustawy o CBA, w którym do zadań Biura zalicza się : "ujawnianie przypadków nieprzestrzegania określonych przepisami prawa procedur podejmowania i realizacji decyzji w przedmiocie: prywatyzacji i komercjalizacji, wsparcia finansowego, udzielania zamówień publicznych, rozporządzania mieniem jednostek lub przedsiębiorców, o których mowa w art. 1 ust. 4 oraz przyznawania koncesji, zezwoleń, zwolnień podmiotowych i przedmiotowych, ulg, preferencji, kontyngentów, plafonów, poręczeń i gwarancji kredytowych".

Jest natomiast zadaniem Biura „prowadzenie działalności analitycznej dotyczącej zjawisk występujących w obszarze właściwości CBA oraz przedstawianie w tym zakresie informacji Prezesowi Rady Ministrów, Prezydentowi Rzeczypospolitej Polskiej, Sejmowi oraz Senatowi”.

To zadanie Mariusz Kamiński wykonał, przedstawiając we wrześniu br. (czyli po zakończeniu procesu przetargowego) analizę nieprawidłowości i kierując ją do wymienionych w ustawie organów państwa.

Ponieważ zdaję sobie sprawę, że zapisy ustawowe nie są dla wszystkich przekonującą lekturą – warto zwrócić uwagę, w jaki sposób regulacje w zakresie obowiązków poszczególnych służb znajdują potwierdzenie w praktyce działania. Poniższe przykłady powinny uprzytomnić, że jedyną służbą, która ponosi odpowiedzialność w zakresie nieprawidłowości związanych z przetargami jest Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego.

1. - To do ABW trafiło w lipcu 2008 r. zawiadomienie o przestępstwie złożone przez zarząd Stoczni Gdynia, dotyczące rzekomych nieprawidłowości w działaniach poprzedniego zarządu. Ponieważ służba pana Bondaryka nie dopatrzyła się żadnych przestępstw - Prokuratura Okręgowa w Gdańsku umorzyła to postępowanie.

2. - Podobnie – to wobec ABW kierował w maju br swoje oczekiwania szef SLD, gdy apelował by Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego sprawdziła firmę United International Trust N.V., która kupiła najważniejsze elementy majątku stoczni w Szczecinie i w Gdyni. „Proponujemy, aby premier zlecił ABW dokładne sprawdzenie inwestora - czy podtrzyma produkcję, czy ma odpowiedni kapitał, czy nie ma jakiejś podwójnej gry" – nawoływał Napieralski.

3. - To w odniesieniu do ABW, w lipcu br. minister Grad gromko zapowiadał, że natychmiast zwróci się do prokuratury i Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego o wyjaśnienie sprawy listu wysłanego do katarskiego inwestora przez Szczecińskie Stowarzyszenie Obrony Stoczni i deklarował: Służby wyjaśnią, w jakim celu i przez kogo tak naprawdę list został. - Wyjaśnią też wszystkie zarzuty, jakie stawiane są w liście.”

A warto przypomnieć, że stoczniowcy w liście tym twierdzili, iż stocznia w Szczecinie powstała z majątku Stoczni Szczecińskiej Porta Holding SA, przejętego w sposób bezprawny oraz że Stocznia Szczecińska Nowa SA w latach 2003–2009 była działająca na wielka skalę pralnią brudnych pieniędzy

4. - To szefa ABW Bondaryka, w sierpniu br. chciała przesłuchać sejmowa komisja ds. służb specjalnych, by „zmusić go, by opowiedział o katarskim inwestorze i dowiedzieć się kim są Katarczycy, którzy chcieli kupić polskie stocznie.

Chcemy, - mówił wówczas członek speckomisji, poseł PiS Jarosław Zieliński - by Krzysztof Bondaryk przedstawił nam informację dotyczącą ewentualnego zagrożenia bezpieczeństwa państwa związanego ze sprzedażą stoczni".

W odpowiedzi na tę sytuację ABW wydało komunikat z dn. 27.08.2009r., w którym możemy przeczytać:

„ W związku z cytowaną przez media wypowiedzią pana posła Jarosława Zielińskiego, na temat działań ABW związanych z transakcją sprzedaży polskich stoczni, Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego oświadcza, iż:

1. ABW jest służbą właściwą w zakresie ochrony bezpieczeństwa wewnętrznego państwa, rzetelnie wykonującą swoje ustawowe zadania.

2. Szef Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego przekazuje niezwłocznie Prezydentowi Rzeczypospolitej Polskiej i Prezesowi Rady Ministrów oraz właściwym ministrom informacje, mogące mieć istotne znaczenie dla bezpieczeństwa państwa.

3. Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego przedstawi Sejmowej Komisji do Spraw Służb Specjalnych informację na temat działań podjętych przez ABW, mających na celu ochronę interesów państwa, związanych z polskim przemysłem stoczniowym w latach 2006 - 2009.

5. - To w zgodzie z obowiązującym stanem prawnym, szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego skierował w dniu 13.10. br do sekretarza Kolegium ds. Służb Specjalnych Jacka Cichockiego, pisemne zapytanie dotyczące działań podjętych przez Agencję Bezpieczeństwa Wewnętrznego w kwestii prywatyzacji Stoczni Szczecińskiej Nowa i Stoczni Gdyńskiej, chcąc dowiedzieć się - jakie faktyczne efekty przyniosły działania ABW.

Faktu, że służba Bondaryka od początku źle wykonuje swoje ustawowe obowiązki, a jej działania nie służą bezpieczeństwu państwa nie można przykryć medialnymi matactwami i infantylnym pokrzykiwaniem. Nie powinno to zresztą dziwić, skoro wiele miesięcy działań tej służby zostało straconych na poszukiwanie haków na CBA lub publikowaniu kolejnych komunikatów w obronie Bondaryka.

Warto byłoby też postawić pytanie – w jaki sposób pan Cichocki lub Tusk wyobrażali sobie współpracę ABW z CBA – skoro to premier rządu od chwili objęcia władzy, wszczął najgroźniejszą i wyniszczającą „wojnę służb” – której skutki dla państwa będą odczuwalne jeszcze przez długie lata. Uprawnione byłoby pytanie – na ile decyzje Tuska służyły umyślnemu osłabieniu jedynej, profesjonalnej służby antykorupcyjnej i miały związek z planowanymi przekrętami?

Nie sądzę, by tego rodzaju dylematy zaprzątały umysły dziennikarzy. Poza nielicznymi wyjątkami - są grupą, która może czuć się bezpiecznie w państwie powierzonym ludziom takim jak Bondaryk. Nawet doświadczenia środowiskowych „kolegów” – poddanych bezpieczniackiej inwigilacji niczego ich nie nauczą.

Tym zatem, którzy z głupoty lub wyrachowania szkalują dziś służbę Mariusza Kamińskiego należałoby życzyć, by kiedykolwiek ich własny los zależał od uczciwości i sprawności Agencji, zarządzanej przez pana Bondaryka.

Źródła:

1.http://wyborcza.pl/Biznes/1,82244,7016105,Stocznia_Gdynia__ABW_nie_wykrylo_zadnych_przestepstw.html

2.http://www.gazetaprawna.pl/wiadomosci/artykuly/318659,sld_niech_abw_sprawdzi_inwestora_stoczni_w_szczecinie_i_w_gdyni.html

3.http://www.polskatimes.pl/dziennikbaltycki/stronaglowna/144319,stocznia-gdansk-uratowana-stocznia-gdynia-wciaz-niepewna,id,t.html#material_1

4.http://www.dziennik.pl/polityka/article437099/Szef_ABW_ujawni_kim_byl_katarski_inwestor_.html

http://www.abw.gov.pl/index@option=com_content&task=view&id=455&Itemid=186.html