środa, 30 września 2009

O POTRZEBIE WOMITOWANIA

"Nadszedł czas Wielkich Torsji. Womitujmy przeto, bowiem womity są zdrowiem samym. Niech wrą w brzuchach oczyszczające fermenty. Womitujmy w lewo i w prawo, w przód i w tył, womitujmy ustami i gałkami ocznymi, rękami i nogami, dużym palcem lewej nogi i wskazującym palcem prawej ręki. Każdy niechaj womituje całym sobą, wszelki zaś, najmniejszy nawet organ niechaj womituje własnym przemysłem" – pisał w 1955 roku Ludwik Flaszen, w reakcji na nagły wysyp utworów literackich, w których autorzy rozliczali się z okresu realizmu socjalistycznego.
Choć dziś nikt już nie pamięta, czym był ów proletariacki socrealizm, womitowanie – tak pięknie zainicjowane po referacie Chruszczowa – trwa nadal, przybierając niezwykłe czasem formy i odmiany. Pół wieku po epoce „Wielkich Torsji” literatura womitalna przeszła solidną ewolucję, okrzepła i dostosowała do nowych wyzwań.. Czas rozliczeń minął bezpowrotnie, zmieniły się systemy, sojusze i priorytety. Wielkie idee ustąpiły miejsca niemniejszym interesom, a historyczne dylematy rozstrzygnięto w artykułach „Gazety Wyborczej”.
III RP dosłużyła się zatem własnych stylów womitowania – poczynając od barwnych wspomnień ucywilizowanych komunistów, poprzez patriotyczne deklaracje esbeków i odezwy oficerów LWP, na partyjnych programach wyborczych kończąc. Łatwo je rozpoznać, ponieważ Flaszen sformułował tzw. Trzy Reguły Poprawnego Womitowania, w pierwszej z nich stanowiąc, iż "womitować należy tym, co się zjadło".
Dziś więc, już nie towarzysz Chruszczow i nie Gomułka użyczają treści womitalnych, nie neoficki zapał porusza pióra i umysły. Rolę Wielkiego Żywiciela przejęły media – oferując wciąż świeżą i kaloryczną pulpę. Preferencje pokarmowe Polaków doczekały się nawet badań sondażowych. Z nich zaś wynika, że wyborcy PO najchętniej oglądają TVN 24, ci, który popierają ludowców – Polsat News, a elektorat PiS i Sojuszu Lewicy Demokratycznej – karmi się TVP Info.
Fenomenu Wielkiego Żywiciela, nie sposób nawet porównać do pomruków Chruszczowa i bełkotu Gomułki. Ci bowiem, napędzali jedynie elity zwiedzionych socrealizmem literatów, podczas gdy media III RP żywią wszystkich po równo, rozdzielając karmę z iście socjalistyczną sprawiedliwością.
Dość, by jedna gazeta lub stacja podała wiadomość, a już zostaje podchwycona, rozmnożona i wzbogacona dziennikarskim kunsztem – by wkrótce płynąć szerokim nurtem medialnej mamałygi i zasilać womitalne potrzeby społeczeństwa. Powtarzana po wielokroć, odgrzewana przez manipulatorów i pospolitych idiotów - staje się pokarmem milionów przeżuwaczy, spragnionych codziennej porcji posilnej strawy. Dialektyczne młyny „wolnych mediów” produkują jadło lekkostrawne i łatwe do przełknięcia – nie ma zatem obaw, by nastąpiło przesycenie. Kto jednak by jeść nie chciał - niech nie liczy na wyrozumiałość. Poza wspólnym stołem żywią się odrzuceni i nieudacznicy.
O womitowaniu na taką skalę mogli tylko marzyć prekursorzy gatunku. Powszechny dostęp do medialnej wyżerki uczynił z womitowania ulubione zajęcie Polaków. Nie przypadkiem więc niezmierzonym obszarem masowych aktów womitacji stał się Internet, gdzie każdy przeżuwacz ma prawo, ba, nawet obowiązek oczyścić swój brzuch po upojnych chwilach spędzonych na Wielkim Żarciu. Co ważne - im więcej womitowania – tym wzrasta poczucie jedności, rodzą się więzi i wspólne wizje, smak jednej karmy zbliża i tworzy komunę.
Tak być powinno.
Skoro więc druga z Reguł Poprawnego Womitowania nakazuje - "jeśli się womituje, należy womitować do końca" - niech powtórnie nadejdzie czas Wielkich Torsji. Niech wrą w naszych brzuchach oczyszczające fermenty wspólnych tematów, zaczerpniętych z kotła Wielkiego Żywiciela. Niech womitowanie stanie się odpowiedzią na każde pytanie, niech przyniesie rozstrzygnięcie wszelkich wątpliwości i zatopi nadto niestrawne tajemnice.
Womitujmy zatem. Do końca.

poniedziałek, 28 września 2009

ABW – NA TROPIE „WROCŁAWSKIEJ AL-KAIDY”

Podejrzenie o pranie brudnych pieniędzy było przyczyną zabezpieczenia przez Agencję Bezpieczeństwa Wewnętrznego materiałów dowodowych w jednej z największych firm deweloperskich w Polsce. Chodzi o Verity Development, którego prezesem jest irański biznesmen Ali Dadressan(1)W toku postępowania w dniach 2-3 czerwca 2009 roku na terenie Wrocławia i innych miast, zostały wykonane przez funkcjonariuszy Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego niezbędne czynności procesowe w kilku podmiotach gospodarczych oraz kancelariach prawnych, mające na celu zabezpieczenie materiału dowodowego, między innymi w postaci dokumentów i nośników danych informatycznych. Dowody te zostaną poddane analizie, której wyniki - łącznie z innymi ustaleniami śledztwa - umożliwią weryfikację tezy o praniu pieniędzy - czytamy w komunikacie wydanym w środę przez Prokuraturę Apelacyjną we Wrocławiu. Śledztwo w tej sprawie prowadzi jej V wydział, zajmujący się zwalczaniem przestępczości zorganizowanej, korupcji i terroryzmu”.(2)

Firma Verity Development - jest właścicielem 22 nieruchomości we Wrocławiu, 31 w całej Polsce, a w ciągu ostatnich 4 lat zainwestowała ponad 105 mln euro na rynku nieruchomości. Dyrektorem Generalnym firmy jest irański biznesmen Ali Dadressan. Za deweloperem stoi wielki fundusz finansowy DMI Trust. Jednym z udziałowców DMI jest sama królewska rodzina Arabii Saudyjskiej, a głównym inwestorem spółki Shamil Bank.

Wszystkie media, relacjonując sprawę przeszukania powoływały się na oświadczenie prokuratury i nieoficjalne przecieki z ABW, szeroko informując o rzekomych związkach Verity Development z finansowaniem Al.-Kaidy i możliwością prania przez firmę brudnych pieniędzy.

Chcę przedstawić kalendarium zdarzeń, które doprowadziły do czerwcowych działań ABW. Poniższe zestawienie zawiera wyłącznie fragmenty informacji znajdujących się w Internecie. Moja rola, ogranicza się do zestawienia tych notek, w taki sposób, by czytelnik mógł sam dokonać końcowej oceny:

„Dla biznesmenów z Bliskiego Wschodu polski rynek deweloperski nawet w kryzysie pozostaje stabilny – spadki cen nieruchomości w minionym okresie w Polsce były stosunkowo niewielkie w porównaniu z dramatyczną obniżką cen w krajach Bliskiego Wschodu. Przykładem może być działalność funduszu Griffin Property Finance z arabskim kapitałem, wspierającym polskich deweloperów , czy fundusze Banku Shamil z Bahrajnu, inwestującego w nieruchomości w państwach rozwijających się, również w Polsce poprzez finansowanie działalności wrocławskiej firmy Verity Development. W okresie, gdy wielu inwestorów boryka się z brakiem płynności finansowej, Verity Development przygotowuje się do oddania do użytku kameralnego osiedla we Wrocławiu oraz kontynuuje i rozpoczyna kolejne inwestycje. Bliskowschodni kapitał nadal jest imponujący, a biznes oparty na zasadach zabraniających spekulowania pieniędzmi i czerpania korzyści z wirtualnych środków okazał się być bardziej odporny na skutki ogólnoświatowego kryzysu. Nie dziwi więc fakt, iż uznane światowe instytucje, takie jak Citygroup czy Credit Suisse Group, od lat korzystają ze wsparcia funduszy z Zatoki Perskiej.

Polska staje przed olbrzymią szansą pozyskania wielomilionowego kapitału pochodzącego z Bliskiego Wschodu. Jest bowiem o co walczyć, a nasza oferta jest wyjątkowo atrakcyjna, gdyż wahania w polskiej gospodarce spowodowane kryzysem są, mimo wszystko, mniej odczuwalne niż u naszych sąsiadów” (3)

18.09.2006r. – „Jesienią Wrocław zarobi sporo pieniędzy na nieruchomościach. Gmina sprzedała kamienicę w Rynku, negocjuje sprzedaż działki przy ulicy Granicznej i szykuje się do historycznego przetargu na Centrum Południowe [...]Pewnym uczestnikiem przetargu wydaje się być spółka LC Corp, należąca do najbogatszego wrocławianina Leszka Czarneckiego. Wystawione na sprzedaż 4,5 hektara pomiędzy ulicą Szczęśliwą a hotelem Wrocław połączyłoby należące do niego Arkady Wrocławskie i Poltegor, który zostanie wyburzony. Na jego miejscu stanie nowoczesne centrum biurowo-handlowo-usługowe. Nieoficjalnie wiadomo, że do batalii o Centrum Południowe szykuje się także Verity Development, międzynarodowy fundusz inwestycyjny obracający kapitałem z Arabii Saudyjskiej.(4)

24.08.2007 Rzeczpospolita - „Nadchodzi konsolidacja branży deweloperskiej”. - Za trzy lata na rynku może pozostać kilku, kilkunastu najmocniejszych deweloperów. Analitycy zapowiadają burzliwy okres w branży, w której teraz działa około 500 firm. Najwięksi gracze giełdowi mogą przeznaczyć na akwizycję setki milionów złotych. Przypomina, że niektórzy mają wciąż wolne środki pozyskane z giełdy. Eksperci pytani o to, kto z krajowych graczy mógłby odegrać najważniejszą rolę przy konsolidacji rynku, wymieniają najczęściej cztery nazwiska: Krauze, Sołowow, Szanajca i Wojciechowski. [...]W tyle nie pozostaje też powiązany z Leszkiem Czarneckim LC Corp. - Rozmawiamy z kilkoma spółkami, którymi jesteśmy zainteresowani. To firmy różnej wielkości. Mam nadzieję, że przynajmniej jedną z nich uda się przejąć jeszcze w tym roku - zapowiada na łamach "Rz" Konrad Dubelski, prezes LC Corp.” (5)

07.03.2008 – „Król wrocławskich przetargów - irański biznesmen Ali Dadressan - wciąż nie może ruszyć z szumnie zapowiadanymi inwestycjami. Jego działania powoli zaczynają budzić zniecierpliwienie władz miasta.[...] Na wszystkich kupowanych przez Dadressana działkach i w kamienicach biznesmen obiecywał stworzenie nowoczesnych apartamentów, lokali biurowych i usługowych. Ale na razie niczego nie buduje. Działania Verity, a raczej ich brak, zaczynają niepokoić władze miasta.[...] Choć nikt oficjalnie nie chce o tym mówić, to od ponad roku urzędnicy wrocławskiego ratusza w najróżniejszy sposób starają się uniemożliwić Dadressanowi kupno następnych nieruchomości. Od roku zdecydowana większość przetargów na atrakcyjne działki odbywa się w trybie pisemnym, a nie ustnym, jak to miało miejsce wcześniej, gdy Dadressan skupował działki.(6)

08.05.2008 – PAP- „ LC Corp chce przejmować gotowe projekty od deweloperów”

LC Corp planuje w tym roku rozpocząć budowę w pięciu projektach w Gdańsku, Wrocławiu, Warszawie, Łodzi i Krakowie. Spółka chce przejmować od innych deweloperów projekty mieszkaniowe, z których mogłaby zaksięgować zysk w tym roku. "Prowadzimy rozmowy z deweloperami, chcemy kupować rozpoczęte projekty. Interesują nas unikalne projekty mieszkaniowe" - powiedział na czwartkowej konferencji wiceprezes LC Corp Waldemar Horbacki. (7)

17.09.2008r. – „Cena wywoławcza za prawie 7,5-hektarową działkę przy ul. Legnickiej to 55 mln zł. Interesują się nią m.in. Leszek Czarnecki, Michał Sołowow, grupa kapitałowa ING i fundusz Verity Development Alego Dadressana. [...]Plan zagospodarowania przestrzennego w tym miejscu jest elastyczny. Przyszły inwestor może postawić tam biura, budynki użyteczności publicznej, ale także hotele, obiekty kongresowo-konferencyjne, targowe, a nawet szkoły wyższe i centra badawczo-rozwojowe. Plan nie ogranicza również wysokości zabudowy. Mogą tam więc powstać wieżowce. To bardzo atrakcyjna działka. Zwycięzca licytacji będzie mógł tam postawić budynki o dowolnej funkcji - mówi Leszek Michniak, prezes Wrocławskiej Giełdy Nieruchomości. [...]Z naszych informacji wynika, że parcelą interesuje się LC Corp Leszka Czarneckiego. Czarnecki we Wrocławiu już ma centrum handlowo-biurowe Arkady Wrocławskie i buduje 258-metrowy Sky Tower, najwyższy budynek mieszkalny w Polsce.[...] Do walki ma się włączyć także zarządzane przez irańskiego biznesmena Alego Dadressana, Verity Development, międzynarodowy fundusz inwestycyjny, którego jednym z udziałowców jest rodzina królewska z Arabii Saudyjskiej.” (8)

31-10-2008 - Puls Biznesu - „Budowa Sky Tower się chwieje”. „Sztandarowa inwestycja deweloperska Leszka Czarneckiego może trafić do zamrażarki. Budowa wrocławskiego drapacza chmur od początku wywołuje wielkie emocje. Rynek śledzi najmniejszy ruch deweloperskiego LC Corp. Ostatnio huczy od plotek, że w związku z kryzysem prace budowlane przy Sky Tower zostaną wstrzymane. [...]Podwykonawcy przypuszczają, że LC Corp może mieć problemy z finansowaniem i budowa zostanie wstrzymana.(9)

03-11-2008 – PAP – „Czarnecki zdecydował o wstrzymaniu na 6 miesięcy budowy Sky Tower”. „Zdecydowaliśmy się wstrzymać budowę na 6 miesięcy. Jeśli sytuacja na rynku się nie poprawi, rozważymy możliwość przemodelowania projektu - powiedział Leszek Czarnecki, przewodniczący rady nadzorczej i główny akcjonariusz LC Corp SA. LC Corp poinformował, że problemy inwestycji Sky Tower są m.in. efektem mniejszej dostępności kredytów hipotecznych, co z kolei przełożyło się na mniejsze zainteresowanie ofertą w Sky Tower.- Spadło zainteresowanie na mieszkania w Sky Tower, zaś klienci, którzy mieli już rezerwację zaczęli się wycofywać - powiedział Czarnecki.” (10)

17 grudnia 2008 – „Po raz kolejny odbędzie się gala wręczenia certyfikatów programu „Biała Lista”. Verity Development Sp. z o.o. już po raz drugi jest laureatem tego prestiżowego wyróżnienia. „Biała Lista” to program dla rzetelnych firm, które terminowo regulują swoje zobowiązania finansowe, w swej działalności kierują się zasadami fair play i pozytywnie przeszły proces weryfikacyjny”.(11)

28.02.2009r. - Parkiet – „LC Corp też odkłada nowe projekty na półkę. Jeśli sytuacja na rynkach mieszkaniowym i finansowym istotnie się nie poprawi, LC Corp może w tym roku nie rozpocząć realizacji żadnej nowej inwestycji, choć dla trzech z nich dysponuje już wszelkimi pozwoleniami i uzgodnieniami, a dla jednej uzyskało też pozytywną decyzję kredytową”.(12)

30.03.2009r.- Polska Gazeta Wrocławska – „ Czarnecki sprzedaje Arkady. Leszek Czarnecki chce się pozbyć centrum handlowego. Za zdobyte pieniądze mógłby wybudować Sky Tower. Zarząd LC Corp, jednej ze spółek najbogatszego Polaka, Leszka Czarneckiego, może podjąć decyzję o sprzedaży swojego sztandarowego projektu - centrum handlowego Arkady Wrocławskie”.(13)

02.06.2009r. - Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego przeprowadziła rewizje w oddziałach funduszu Verity Development, którego właścicielem jest DMI Trust, oskarżany przez amerykańskie media o sprzyjanie islamskiemu terroryzmowi. Agenci do biur Verity Development zarządzanego przez irańskiego biznesmena Alego Dadressana wkroczyli na wniosek V wydziału wrocławskiej Prokuratury Apelacyjnej [zwalcza m.in terroryzm] o godz. 6.30. Nie opuszczali ich do wieczora. Śledztwo jest ściśle tajne. ABW odsyła po informacje do prokuratury. A prokuratura nie udziela żadnych informacji. - Proszę przeczytać, co o właścicielach tej spółki piszą amerykańskie media- mówi anonimowy oficer ABW pytany o powody przeprowadzonej akcji.[...] Wizyta ABW w spółkach Dadressana nie dziwi za to jego konkurentów. - Przez parę lat działalności w Polsce firma wydała kilkaset milionów złotych. Praktycznie nic nie robi, więc albo spółka nie chce zarabiać, albo została powołana w zupełnie innym celu - twierdzi dyrektor zarządzający jednego z największych polskich deweloperów. - Ta firma nie przestrzega żadnych zasad rynkowych. Za wszystkie działki Dadressan przepłacił, i to dużo. Nasze wyliczenia jasno wykazują, że biznesowo w tej firmie nic się nie opłaca. Aby jakakolwiek inwestycja mu się zwróciła, mieszkania musiałyby w niej kosztować kosmiczne pieniądze - grubo ponad 50 tys. zł za m kw. - podkreśla.” (14)

04.06.2009r. – „Mam zamiar dokończyć wszystkie inwestycje w Polsce - zapowiedział w czwartek we Wrocławiu Ali Dadressan. Skalą inwestycji w Polsce tłumaczył powody, dla których jego firmą interesują się służby specjalne. W polskie nieruchomości zainwestowaliśmy 105 milionów euro - mówi. Ali Dadressan odciął się od publikacji wiążących fundusz DMI TRUST, do którego należy Verity Development, z finansowaniem Al-Kaidy. Po zamachu 11 września mówił o tym francuski adwokat, reprezentujący rodziny ofiar. Śledztwo prokuratury nie dotyczy jednak terroryzmu, a prania brudnych pieniędzy. Na razie nikt nie usłyszał zarzutów. Do analizy zabezpieczono dokumenty spółki.”(15)

09.06.2009r. – „Okres od zakupu działki do finalizacji budowy wynosi zazwyczaj około 39 miesięcy. Liczba ta uwzględnia czas niezbędny do otrzymania pozwolenia na budowę (w tym wszelkich niezbędnych uzgodnień, m.in. decyzji konserwatora zabytków dla projektów zlokalizowanych w ścisłym centrum miasta), wybór wykonawcy oraz prace przygotowawcze. Dodatkowych nakładów czasu wymaga nadzór i egzekwowanie wysokiej jakość architektonicznej realizowanych projektów. Prace w Verity Development przebiegają zgodnie z procedurami – podsumowuje Maciej Czemplik, architekt z działu Project Management w Verity Development.

Obecnie jednak wiele firm deweloperskich zawiesiło swoje projekty i czeka na zmianę sytuacji rynkowej. Ogrodzone działki w różnych częściach miasta coraz dłużej czekają na rozpoczęcie konkretnych prac budowlanych. Jeśli firma Verity Development zrealizuje swoje najbliższe plany, wkrótce może stać się najbardziej aktywnym deweloperem na rynku.” (16)

17.07.2009r. – „ABW znów sprawdza interesy Alego Dadressana”. „funkcjonariusze Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego zabezpieczyli dokumentację w zarządzanym przez irańskiego biznesmena Alego Dadressana hotelu Europeum we Wrocławiu. To ciąg dalszy śledztwa prowadzonego przez wydział VI wrocławskiej prokuratury apelacyjnej. Działania w hotelu Europeum to część tego samego śledztwa, podczas którego w czerwcu przeszukano siedzibę Verity Development - mówi Jarosław Dyko z Prokuratury Apelacyjnej we Wrocławiu. - Na moje polecenie zabezpieczona została kolejna część dokumentacji mogącej mieć znaczenie dla tego postępowania.” (17)

17.07.2009r. – „Dźwigi w centrach miast stoją, ceny materiałów budowlanych tanieją, a biura nieruchomości redukują etaty. Tak jest w większości przypadków. Jednak część deweloperów właśnie w czasie zastoju na rynku rośnie w siłę, by w momencie poprawy sytuacji gospodarczej wyprzedzić konkurencję i przedstawić klientom atrakcyjną ofertę lokali, do których można się wprowadzić od razu. [...]Decyzje o budowie podejmowane w Verity Development to wynik przemyślanej strategii, która uwzględnia długoterminową specyfikę inwestycji na rynku nieruchomości – mówi Agata Świderska, przedstawicielka Verity Development. Strategia oparta na wcześniejszym stworzeniu mocnego portfolio (Verity posiada we Wrocławiu 22 nieruchomości) może okazać się trafiona biorąc pod uwagę fakt, iż obecnie nie tylko klienci indywidualni, ale także deweloperzy mają problemy z uzyskaniem kredytów na zakup gruntów. W przypadku, gdy deweloper nie otrzyma kredytu na kupno działki, musi nabyć ją za własne pieniądze, a cena gruntu stanowi przynajmniej 20 proc. wartości całej inwestycji i często przerasta możliwości inwestorów, dla których zdecydowanie wygodniej jest posiłkować się kredytem spłacanym dzięki pieniądzom klientów”.(18)

11.08.2009r. – „Deweloperzy znów budują”- Verity Development, firma Irańczyka Alego Dadressana, rozpoczęła właśnie budowę apartamentowca przy ul. Drobnera. Będzie miał sześć pięter. W środku znajdą się mieszkania. Liczymy, że chętni się znajdą. [...]Podobnie kalkuluje również Leszek Czarnecki, wrocławski milioner, który buduje Sky Tower. Robotnicy uwijają się na placu budowy wielkiego wieżowca (będzie miał ok. 200 metrów wysokości) na rogu ul. Wielkiej i Powstańców Śląskich. Pojawili się tam po pół roku przerwy.(19)

APENDYKS:

Wprost: 25/2009 (1380) – „Teoretycznie Leszek Czarnecki (47 lat) stracił w ciągu roku połowę swojego majątku. Wycena jego udziałów w Getin Holding, Noble Banku i LC Corp SA spadła bowiem od czasu ubiegłorocznego wydania listy 100 najbogatszych Polaków „Wprost" o 3,15 mld zł. Sam Czarnecki to bagatelizuje. – Nie sprzedałem ani jednej akcji, więc nic nie straciłem – twierdzi. Rzeczywiście, straty te są wyłącznie wirtualne, bo spółki Czarneckiego radzą sobie nieźle. [...]Gorzej poszło Czarneckiemu w branży deweloperskiej. Z powodu kryzysu musiał wstrzymać realizowaną we Wrocławiu przez LC Corp budowę Sky Tower, najwyższego w Polsce budynku mieszkalnego. Aby ratować spółkę, Czarnecki wykupił od niej niedokończoną inwestycję i spłacił jej zobowiązania.” (20)

01-07-2008 – Rzeczpospolita – „Leszek Czarnecki w służbie SB” – „Jak wynika z raportów Służby Bezpieczeństwa, jeden z najbogatszych Polaków, rozpoczął z nią współpracę w wieku 18 lat. Miał donosić na kolegów z NZS i NSZZ „Solidarność”. 46-letni Leszek Czarnecki to wrocławski biznesmen, którego majątek jest szacowany na ponad 6 mld złotych (3. miejsce na liście najbogatszych Polaków tygodnika „Wprost”). Z dokumentów zachowanych na mikrofilmach w Instytucie Pamięci Narodowej wynika, że przez sześć lat współpracował z PRL-owskimi służbami. Najpierw jako tajny współpracownik SB „Ernest”, a potem jako kontakt operacyjny wywiadu PRL „Ternes”.[...] Wartość akcji spółek z portfela Leszka Czarneckiego podczas wtorkowych notowań spadała dużo bardziej niż główne giełdowe indeksy. Piotr Dudziński z Domu Inwestycyjnego BRE powiedział Reutersowi, że na notowania negatywnie wpłynęła informacja o współpracy Czarneckiego z SB, która zaskoczyła inwestorów. Akcje Getinu, LC Corp i Noble Banku traciły w trakcie sesji nawet ponad 10 proc. Sytuacja trochę się uspokoiła pod koniec dnia, ale spadki były wyraźne.” (21)

„ Wrocław ma opinię miasta wybijającego się na tle innych polskich metropolii[...]aby lepiej zorientować sie w specyfice miasta, musimy cofnąć sie do początku przemian ustrojowych, a więc do 1989 r. Od tego właśnie czasu Wrocławiem rządzi praktycznie ta sama ekipa (z drobnymi retuszami). Właściwie wszyscy z otoczenia byłego prezydenta Bogdana Zdrojewskiego, jak i obecnego prezydenta Dutkiewicza, wywodzą sie z NZS. Z tych samych kręgów wywodzi się również wielu polityków różnych opcji i wiele znanych osób ze świata biznesu i mediów. Z wrocławskiego środowiska NZS - poza samym Dutkiewiczem i obecnym ministrem kultury Zdrojewskim - wymieńmy: Rafała Guzowskiego (pierwszy przewodniczący politechnicznego NZS z 1981 r., dzisiaj dyrektor miejskiego Wydziału Inwestycyjno-Technicznego), Ryszarda Czarneckiego (europoseł), Krzysztofa Turkowskiego (były wiceprezydent Wrocławia, w latach 80., działacz NZS na Uniwersytecie Wrocławskim, dzisiaj doradca właściciela Polsatu), Jacka Protasiewicza, Grzegorza Schetynę (wicepremier i minister spraw wewnętrznych i administracji) oraz Leszka Czarneckiego (najbogatszy Polak, właściciel LC Corp., obecnie budujący w centrum Wrocławia najwyższy apartamentowiec w Polsce).(22)

Źródła:

1.http://gospodarka.gazeta.pl/Gielda/1,85951,6683151,Podejrzenie_prania_pieniedzy_w_jednej_z_najwiekszych.html

2.http://miasta.gazeta.pl/wroclaw/1,35771,6682814,ABW_sprawdza__czy_Dadressan_pierze_pieniadze.html

3.http://qbusiness.pl/index.php?mact=News,cntnt01,detail,0&cntnt01articleid=1024&cntnt01returnid=51

4. http://www.biznespolska.pl/gazeta/article.php?contentid=129483

5.http://budownictwo.wnp.pl/nadchodzi-konsolidacja-branzy deweloperskiej,30303_1_0_0.html

6. http://investmap.pl/wiadomosci/ali-wciaz-nie-buduje-ale-obiecuje-ze-zacznie,4523.html

7.http://budownictwo.wnp.pl/lc-corp-chce-przejmowac-gotowe-projekty-od-deweloperow,49656_1_0_0.html

8.http://investmap.pl/wiadomosci/wroclaw-legnicka-atrakcyjna-dzialka-idzie-pod mlotek,6552.html

9.http://budownictwo.wnp.pl/budowa-sky-tower-sie-chwieje,64128_1_0_0.html

10. http://budownictwo.wnp.pl/czarnecki-zdecydowal-o-wstrzymaniu-na-6-miesiecy-budowy-sky-tower,64375_1_0_0.html

11. http://www.veritydevelopment.com/press_room_pl/articles/news_20.php

12.http://budownictwo.wnp.pl/lc-corp-tez-odklada-nowe-projekty-na-polke,73868_1_0_0.html

13. http://budownictwo.wnp.pl/czarnecki-sprzedaje-arkady,76854_1_0_0.html

14.http://miasta.gazeta.pl/wroclaw/1,35768,6678186,Agenci_ABW_zapukali_do_firmy_Alego_Dadressana.html

15. http://ww6.tvp.pl/234,20090604911127.strona

16.http://qbusiness.pl/index.php?mact=News,cntnt01,detail,0&cntnt01articleid=984&cntnt01returnid=51

17.http://miasta.gazeta.pl/wroclaw/1,35771,6832517,ABW_znow_sprawdza_interesy_Alego_Dadressana.html

18.http://qbusiness.pl/index.php?mact=News,cntnt01,detail,0&cntnt01articleid=1092&cntnt01returnid=51

19. http://wroclaw.naszemiasto.pl/wydarzenia/1034970.html

20. http://www.wprost.pl/ar/163809/Walec-nadjechal/?O=163809&pg=2

21. http://www.rp.pl/artykul/69745,156705_Leszek_Czarnecki_w_sluzbie_SB.html

czwartek, 24 września 2009

GŁOS Z KREMLA

Uchwała "czyni poważną szkodę wysiłkom, zmierzającym do rozwoju normalnych, dobrosąsiedzkich relacji między naszymi krajami", „ ma antysemicką wymowę, bo ignoruje fakt, że to właśnie Armia Czerwona uratowała dziesiątki tysięcy Żydów z zachodniej Ukrainy i zachodniej Białorusi przed holokaustem, pozwalając im później wyjechać w głąb Związku Radzieckiego”, "Gdyby nie Armia Czerwona, to Polacy byliby dziś służącymi i prostytutkami u Aryjczyków", „polska uchwała to prowokacja", „Polska poszła drogą fałszowania historii II wojny światowe”, "ta uchwała to taniec na kościach tych Polaków, którzy razem z milionami Rosjan, Ukraińców, Białorusinów, Żydów i innych Europejczyków oddali życie w walce z faszyzmem"– to tylko niektóre głosy z dzisiejszych reakcji rosyjskich na uchwałę Sejmu w sprawie agresji ZSRR na Polskę 17 września 1939 roku.
W oficjalnym stanowisku Moskwy napisano że "w sprawie niejednoznacznych stronic stosunków między naszymi państwami zostało w pełni przedstawione w toku niedawnej wizyty szefa rządu Rosji Władimira Putina w Polsce. W naszym rozumieniu był to jasny sygnał o gotowości Rosji do budowy z Polską konstruktywnych, opartych na wzajemnym szacunku relacji, w tym w kwestii trudnych problemów historycznych".
Cieszy mnie stanowisko Kremla i głosy tamtejszych, rozsierdzonych polityków. Cieszy – głównie z jednego powodu. Są dowodem, że stronnicy moskiewscy, zainstalowani w polskim sejmie i obecni we wszystkich instytucjach życia publicznego, źle wykonali swoją robotę.
A miało być prosto. W tworzenie sejmowej uchwały zaangażował się sam marszałek Sejmu – najgorliwszy obrońca sowieckiej agentury działającej pod firmą WSI, protektor Tobiasza i Lichockiego, pogromca niepokornych dziennikarzy i krzewiciel nowej historii opartej na „wyważonych sformułowaniach”.
Tekst uchwały sporządzono według wskazówek TW „Igora” – działającego obecnie „na odcinku” prezesa Federacji Rodzin Katyńskich. Wsparto historycznymi rozważaniami o ludobójstwie marszałka Niesiołowskiego i roztropnymi uwagami na temat kompromisu, partyjnego konfratra Chlebowskiego.
Zgodnie z zamiarem - uchwała miała być : „bardzo wyważona, bardzo spokojna, niezadrażniająca i nierozdrapująca, tylko tonująca”.
Reakcja Moskwy świadczy, że praca Komorowskiego nie została doceniona. Nawet zachwyty nad przemówieniem Putina – nie znalazły uznania. To przecież marszałek polskiego Sejmu antycypował dzisiejsze oświadczenie rosyjskiego MSZ i zapewniał Polaków, że w przemówieniu generała KGB - „jest potwierdzenie autorstwa zbrodni katyńskiej, jest potwierdzenie znaczenia dnia 1 września jako rozpoczęcia wojny, jest potępienie paktu Ribbentrop-Mołotow” i głośno nawoływał "do otwarcia na dialog i dyskusję".
- „Chciałoby się bardzo, by tym samym głosem, przedstawiciele rosyjskiego państwa mówili do Polaków i do Rosjan” – pouczał wówczas Komorowski.
Dziś przedstawiciele państwa rosyjskiego przemówili do nas jednym, tym samym głosem. Tak, jak przemawiali przez ostatnie 70 lat.
Nie wiem tylko - czy to jeszcze my powinniśmy bać się głosu kremlowskich krzykaczy - czy strach powinni zacząć odczuwać moskiewscy stronnicy?



http://kresy24.pl/showNews/news_id/8442/
http://kresy24.pl/pap/swiat/127882/
http://kresy24.pl/showNews/news_id/8446/
http://wiadomosci.onet.pl/2042733,11,,item.html
http://www.wprost.pl/ar/170480/Komorowski-chwali-list-Putina/

poniedziałek, 21 września 2009

PRYWATYZACJA POD DYKTANDO SŁUŻB

Przed kilkoma dniami Prokuratura Okręgowa w Poznaniu poinformowała o wszczęciu śledztwa w sprawie szpiegostwa gospodarczego w spółce ENEA S.A. i powierzeniu jego prowadzenia Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego Choć informacja nie wzbudziła szerszego zainteresowania mediów, warto przyjrzeć się jej bliżej, bo możemy mieć do czynienia z kolejną aferą prywatyzacyjną – tym razem przy współudziale ludzi peerelowskich służb specjalnych.
Sprawa dotyczy podpisanej w czerwcu tego roku przez Zarząd ENEI umowy ze spółką doradczą TFS na świadczenie usług w zakresie bezpieczeństwa informacyjnego i informatycznego. Sposób działania spółki TFS wzbudził niepokój rady nadzorczej ENEI, dlatego w sierpniu br. złożyła ona doniesienie do prokuratury. Jednocześnie rada zleciała firmie doradczej Ernst& Young przeprowadzenie audytu w tej sprawie. "Z audytu nie wynika, że doszło do przestępstwa, ale działania spółki TFS mogły w przyszłości doprowadzić do łamania ustawy o ochronie danych osobowych i danych niejawnych, w tym strategicznych dla działalności firmy” – poinformowała rada nadzorcza ENEI, a prokuratura ujawniła jedynie, że „postępowanie dotyczy złamania prawa kodeksu spółek handlowych i zwalczania nieuczciwej konkurencji”.
Więcej informacji o sprawie można znaleźć na regionalnym portalu nasze miasto.pl. Dziennikarze „Głosu Wielkopolski” którzy dotarli do audytu firmy Ernst& Young twierdzą, iż w opinii audytorów, działania podejmowane przez TFS mogły narazić ENEĘ na ryzyko wycieku poufnych danych. Kontrolerzy stwierdzili, że „procedury podejmowane przez TFS w obszarze teleinformatyki Spółki, mogły potencjalnie narazić spółkę na ryzyko instalacji oprogramowania umożliwiającego nieautoryzowany dostęp do zasobów Spółki”. Wynika z tego, że TFS, której zadaniem miała być ochrona i zabezpieczenie poufnych informacji w ENEI, w rzeczywistości potencjalnie umożliwiła założenie informatycznej pluskwy. Dzięki niej wyciekałyby poufne informacje. Przy okazji złamana została ustawa o ochronie danych osobowych. W raporcie napisano, że zawarta z TFS umowa nie spełniała „businessowych standardów przyjętych w praktyce obrotu, a gwarantujących bezpieczeństwo podmiotu ujawniającego informacje poufne (w tym wypadku Spółki)”. Kontrolerzy Ernst& Young przez kilka dni pracowali w spółce. Przygotowany przez nich raport trafił jednak do sejfu. Stało się tak wskutek interwencji z Ministerstwa Skarbu. Po telefonach z Warszawy przygotowany dokument został utajniony.
MSP nie zależy na szumie wokół ENEI, głównie dlatego, że prowadzone są właśnie negocjacje w sprawie sprzedaży pakietu akcji przedsiębiorstwa niemieckiemu koncernowi energetycznemu RWE. Formalnie to jedyny podmiot zainteresowany kupnem akcji.
Choć same okoliczności zawarcia umowy budzą już liczne zastrzeżenia, sprawą nikt pewnie by się nie zainteresował, gdyby nie fakt, że TFS zaczęła domagać się dostępu do poufnych informacji. Gdy menadżerowie ENEI odmówili ich ujawnienia, otrzymali w tej sprawie polecenie od prezesa spółki Macieja Owczarka, który nakazał przekazanie TFS m.in. danych dotyczących umów handlowych z głównymi klientami ENEI oraz ujawnienie teczek pracowniczych, z których przedstawiciele TFS przepisywali dane osobowe.
O sprawie związki zawodowe informowały premiera i Ministerstwo Skarbu. Związkowcy wskazywali, że w ENEI prowadzony jest nielegalny proces due diligence (gromadzenie jak największej ilości informacji, potrzebnych przy wszelkiego rodzaju analizach potencjalnych inwestycji).
Przedstawiciele związków zawodowych z ENEI są zdania, że na dostępie do poufnych danych ich firmy, które miała pozyskać TFS, mogło zależeć niemieckiemu koncernowi RWE. Znajomość tajnych danych mogłaby pomóc w przedstawieniu korzystnej, z punktu widzenia Niemców oferty zakupu ENEI.
To dość racjonalne wyjaśnienie, zwłaszcza, że zwraca się uwagę na powiązaniach prezesa ENEI Macieja Owczarka z Januszem Morozem, wiceprezesem RWE Polska. Obaj panowie znają się z okresu pracy w Telekomunikacji Polskiej, a ich relacje są znacznie bliższe, niż te wynikające ze standardowych kontaktów biznesowych.
Interesująco w tym kontekście brzmi również informacja, że MSP zadecydowało przed kilkoma dniami o przedłużeniu RWE czasu na zbadanie ENEI. Decyzja ta spotkała się z komentarzem Torbjörn Wahlborgi - prezesa firmy Vattenfall Poland – jednego z udziałowców ENEI, zainteresowanego wcześniej przejęciem udziałów w spółce. Wahlborgi ocenia zachowanie ministerstwa jako dziwne i zwraca uwagę, że „teraz tylko jeden inwestor ma pełny wgląd w ENEĘ, a to nie jest raczej zgodne z zasadami obowiązującymi firmy notowane na giełdzie”.
Jeśli byłoby prawdą, że spółka TFS zdobywając informacje o ENEI działała na rzecz niemieckiego inwestora, wspieranego również przez MSP – mielibyśmy do czynienia ze skandalicznym dowodem „ręcznej” regulacji procesów prywatyzacyjnych jednej z największych grup energetycznych w Polsce i sytuacją świadczącą o korupcyjnym charakterze prywatyzacji. Gdy jednak bliżej przyjrzeć się okolicznościom sprawy – pojawia się jeszcze inne wytłumaczenie.
Warto bowiem zwrócić uwagę na firmę TFS Consulting, z którą ENEA podpisała umowę o świadczenie usług w zakresie bezpieczeństwa informacyjnego. Założona w roku 2003 spółka prowadzi działalność w zakresie informatyki i doradztwa. Jej właścicielem jest 31-letni Adrian Accordi Krawiec – członek warszawskiego Rotary Club, przyjęty niedawno przez gen. Czempińskiego do równie elitarnej sekcji samolotowej Areoklubu Warszawskiego.
Ten młody człowiek zarządza także spółką IMG Multiservice, działającą w branży gastronomicznej i restauracyjnej, zajmującej się drukiem gazet i działalnością introligatorską.
O spółce TFS Consulting stało się głośno w maju ubiegłego roku, gdy w artykule „Ciemna strona instytutu” dziennikarze „Rzeczpospolitej” opisali osoby związane z Instytutem księdza prałata Henryka Jankowskiego, które odwiedzały agencję towarzyską przy ul. Wilczej w Warszawie. Ze śledztwa „Rzeczpospolitej” wynikało, że na Wilczej filmowano klientów spotykających się z prostytutkami, a nagrania mogły służyć do szantażu. Rozmówcy dziennikarzy twierdzili, że do wizyt w agencji najczęściej namawiał Adrian Accordi-Krawiec - legitymujący się wizytówką pełnomocnika instytutu ds. finansów.
Gdy dziennikarze przyjrzeli się bliżej postaci biznesmena okazało się, że mimo młodego wieku ma on bardzo wpływowych znajomych, a spółka TFS próbowała już wcześniej zawierać umowy o usługi z zakresu bezpieczeństwa informacyjnego m.in. ze spółkami Skarbu Państwa oraz państwowymi instytucjami. Accordi starał się również wejść ze swoimi usługami m.in. do przedsiębiorstw zbrojeniowych takich jak Bumar i Cenzin.
„Ludzie Accordiego usiłowali zbliżyć się do byłego wiceministra gospodarki Pawła Poncyljusza z PiS. – Dostałem sygnał od jednego z ludzi związanych z Platformą Obywatelską, że jeden z moich dawnych znajomych, jeszcze z harcerstwa, powołuje się na znajomość ze mną, twierdząc, że może załatwić sprawy związane z górnictwem. Pracuje on dla firmy Accordiego – mówi „Rz” Poncyljusz. Chodziło o przeforsowanie TFS jako firmy, która miała się zajmować bezpieczeństwem informatycznym w Katowickim Holdingu Węglowym. Poncyljusz po otrzymaniu ostrzeżenia zerwał kontakty ze znajomym. Doprowadził też do zerwania rozmów TFS z KHW. W rezultacie firma Accordiego nie dostała kontraktu. Jak opowiada Poncyljusz słyszał również, że spółka TFS kręciła się wokół przemysłu stoczniowego i miała kontakty z Instytutem prałata Jankowskiego. – Wiele śladów wskazywało na to, że w istocie za TFS stoją ludzie służb – mówi były wiceminister” – mogliśmy przeczytać przed rokiem w „Rzeczpospolitej”.
Do grona znajomych Accordiego należy m.in.gen. Wiktor Fąfara - były szef biura śledczego UOP, jeden z oficerów biorących udział w kombinacji operacyjnej znanej jako tzw. afera „Olina”. Accordi przyznaje, że traktuje generała jak swojego mentora, a sam Fąfara okazuje się rownież dobrym znajomym księdza Jankowskiego. To na skutek znajomości z Accordim i Fąfarą ludzie z Instytutu spotykali się m.in. z gen. Henrykiem Jasikiem, byłym dyrektorem Departamentu I MSW , w latach 90. szefem wywiadu UOP (również jednym z głównych aktorów sprawy Olina), oraz ze Zbigniewem Kuligiem związanym z firmą Pollex - zamieszaną w aferę paliwową, współpracownikiem firmy zbrojeniowej Bumar. Według władz instytutu Adrian Accordi-Krawiec był łącznikiem między nimi a byłym szefem biura śledczego UOP.
Można oczywiście zastanawiać się – dlaczego wokół młodego biznesmena i jego spółki TFS kręci się tylu ludzi służb specjalnych i na czym polega „mentorstwo” gen. Fąfary? Ponieważ odpowiedź na to pytanie, byłaby obarczona zbyt wielkim ryzykiem spekulacji – nie podejmę się udzielenia odpowiedzi. Wydaje mi się jedynie, że swoje szczególne kontakty i znajomości pan Accordi – Krawiec może zawdzięczać rodzinnym koneksjom. Warto również pamiętać, że generałowie Fąfara i Jasik to ludzie blisko związani z gen. Gromosławem Czempińskim – jednym ze współzałożycieli Platformy Obywatelskiej.
Drugą ważną okolicznością, której warto się przyjrzeć jest proces prywatyzacji ENEI. Przypomnę, że błyskawicznie zaktualizowany rządowy plan prywatyzacyjny do roku 2010 wymieniał ENEĘ jako pierwszy i najważniejszy projekt prywatyzacyjny. W tekstach z cyklu TANDEM pisałem obszernie o wpływie Andrzeja Olechowskiego i Gromosława Czempińskiego na przyśpieszenie rządowych planów prywatyzacyjnych.
Gdy w sierpniu 2008 roku Ministerstwo Skarbu Państwa ogłosiło plan prywatyzacji ENEI S.A i PGE Polska Grupa Energetyczna S.A, w komunikacie znalazły się następujące słowa:
„ [...] widząc potrzebę budowy nowych mocy wytwórczych, doceniając wagę realizacji inwestycji w spółkach KWB Konin S.A., KWB Adamów S.A. i Zespole Elektrowni Pątnów Adamów Konin S.A. oraz uwzględniając współzależność technologiczno-produkcyjną kopalni węgla brunatnego w Adamowie i Koninie ze spółką Zespół Elektrowni Pątnów Adamów Konin S.A. Minister Skarbu Państwa zamierza realizować proces prywatyzacji w/w Spółek jednocześnie z II etapem prywatyzacji spółki Enea S.A”.
Projekt przejęcia przez ENNĘ w/w spółek powstał jeszcze za rządów poprzedniej ekipy. Zespół Elektrowni Pątnów-Adamów-Konin (PAK) jest drugim co do wielkości producentem energii elektrycznej w kraju. Dostarcza na rynek około 12 proc. energii. Zgodnie z podpisaną w 1999 roku umową prywatyzacyjną 39 proc. akcji spółki należy do Elektrimu SA kontrolowanego przez właściciela Polsatu Zygmunta Solorza. Reszta jest w posiadaniu skarbu państwa i pracowników. Resort skarbu od kilku miesięcy próbuje pozbyć się Zygmunta Solorza z PAK. Rozmowy na ten temat prowadziła z głównym udziałowcem Elektrimu już poprzednia ekipa, zarzucając Solorzowi, że nie wywiązał się z umowy prywatyzacyjnej.
Przypomnę jedynie, że chodzi o wieloletniego współpracownika Departamentu I MSW (wywiad), a prawdopodobnie - od roku 1989 również Wojskowej Służby Wewnętrznej, następnie WSI. Według gazety „Nasz Dziennik” Solorz dzięki współpracy z wywiadem wojskowym, a wcześniej ze Służbą Bezpieczeństwa, cieszył się wsparciem służb specjalnych w działalności gospodarczej.
Po dojściu do władzy Platformy, MSP wymyśliło, że poznańska ENEA przedstawi ofertę odkupienia akcji PAK, a tym samym SP pozbędzie się Solorza jako udziałowca. Wcześniej rolę inwestora miał spełniać KGHM, ale cena, którą zaproponował Solorz była zbyt wysoka na możliwości koncernu.
Wkrótce okazało się, że obie strony transakcji nie wykazują nią żadnego zainteresowania. Solorz uznał, że przedsięwzięcie wymaga wielomiliardowych nakładów, na które ENEI nie stać i oceniał rozmowy z poznańską spółką jako stratę czasu.
„ Skończyłoby się na kolejnym due diligence. Wycena sporządzona na zlecenie Enei nie różniłaby się niczym od przygotowanej dla KGHM, bo w PAK nic się nie zmieniło. Szkoda na to czasu. Elektrim ma swoje problemy, a PAK potrzebuje inwestycji, co wymaga pilnych decyzji. Zamiast negocjować z Eneą, lepiej rozejrzeć się za innym partnerem. Chętnych nie brakuje” - twierdził w marcu 2008 roku główny akcjonariusz Elektrimu.
Wśród zainteresowanych przejęciem PAK wymieniano już wówczas czeski CEZ, szwedzki Vattenfall, niemieckie RWE i hiszpańską Endesę.
Zupełnie inaczej oceniał sytuację minister Aleksander Grad : „Z rozmów z bankami inwestycyjnymi wynika, że Enea jest w stanie udźwignąć wszystkie projekty związane z PAK i zrealizować plany w Kozienicach. Spółka ma widoki na kapitał z giełdy. Ma również ogromne możliwości finansowania inwestycji długiem. Pytanie tylko o intencje sprzedającego”.
Intencje Solorza były oczywiste – chodziło o zachowanie pakietu kontrolnego w PAK i uprzywilejowanej pozycji podczas procesu prywatyzacyjnego. Przez ostatnie dwa lata Solorz prowadził z MSP udaną grę, opóźniając negocjacje z ENEĄ lub skutecznie podważając wybór doradcy prywatyzacyjnego.
Jeszcze na początku lipca br. roku wiceminister skarbu, zapewniał, że harmonogram prywatyzacji w energetyce jest niezagrożony. Jego zdaniem wszystko wskazywało na to, że planowana na jesień oferta PGE i ENEI będzie sukcesem. W sierpniu podjęto decyzję o dopuszczeniu do kolejnego etapu procesu prywatyzacji spółki ENEA potencjalnego inwestora - niemiecki koncern energetyczny RWE. Podczas obrad sejmowej Komisji Skarbu Państwa minister Grad powiedział, że „RWE ma wyłączność na badanie spółki. Po zakończeniu negocjacji, procedura jest taka, że RWE ogłosi wezwanie, ale jest możliwość ogłoszenia kontrwezwania”.
Ponieważ RWE jest jedynym kandydatem do zakupu 67,05 proc. ENEI należących do Skarbu Państwa, w momencie sfinalizowania transakcji, spółka będzie musiała ogłosić tzw. wezwanie na wszystkie akcje ENEI. W wyniku ubiegłorocznej emisji akcji szwedzki koncern energetyczny Vattenfall objął 18,7 proc. akcji ENEI, jednak wbrew oczekiwaniom ministerstwa nie złożył oferty zakupu akcji należących do Skarbu Państwa. Ministerstwo liczyło zatem, że kiedy RWE ogłosi wezwanie na ENEĘ, szwedzki Vattenfall ogłosi tzw. kontrwezwanie na akcje tej spółki – co spowoduje wzrost cen akcji należących do SP.
Wypowiedź Torbjörn Wahlborgi - prezesa firmy Vattenfall Poland, którą przytoczyłem na początku tekstu, na którą wpływ miała niewątpliwie informacja o działaniach spółki TFS – zdaje się przekreślać te plany. Jednocześnie sytuację komplikuje trwające w ENEI pogotowie strajkowe. Związkowcy protestują w ten sposób przeciwko mającym występować nieprawidłowościom podczas prywatyzacji spółki.
- Nie ma zgody na stosowanie dzikiej prywatyzacji przeprowadzonej w atmosferze skandalu! Czas upomnieć się o swoje prawa! Fundowana przez Rząd RP posezonowa wyprzedaż w całości naszego majątku innym państwom w trybie zaproponowanym przez Ministerstwo Skarbu Państwa prowadzi do sytuacji, że pracownicy pozostaną bez gwarancji i praw pracowniczych.[...] - Co rząd ma do ukrycia, że musi pozbywać się ze składu zarządu legalnie wybranego przez pracowników przedstawiciele załogi? Kolejnym ruchem ministra będzie prawdopodobnie odwołanie naszych przedstawicieli w Radzie Nadzorczej Enea SA. Nie możemy pozwolić na tak jawną arogancję, zmierzającą do całkowitego wyeliminowania kontroli społecznej w spółkach z większościowym (jeszcze) udziałem państwa” - napisali w odezwie do załogi ENEI SA organizatorzy referendum strajkowego, czyli zakładowa Solidarność oraz Międzyzakładowy ZZ Pracowników Grupy Kapitałowej ENEA.
Nietrudno się domyśleć, że wszczęte przez prokuraturę śledztwo będzie miało istotny wpływ na dalsze postępowanie prywatyzacyjne i - wbrew intencjom rządu - może doprowadzić do wyeliminowania niemieckiego koncernu. Atmosfera skandalu towarzysząca działaniom spółki TFS, odstręczy z pewnością również innych, potencjalnych inwestorów – co już jest widoczne po zachowaniu szwedzkiego Vattenfall.
Śledztwo – zgodnie z decyzją Prokuratury Okręgowej ma być prowadzone przez ABW. Na czele tej służby stoi były pracownik licznych spółek Zygmunta Solorza, który – jak wiemy -od jednej z nich otrzymywał 450.000 zł, pełniąc już obowiązki szefa ABW.
Gdy spojrzymy na zdarzenia ostatnich miesięcy, z perspektywy jaką przedstawiłem powyżej- może się okazać, że głównym wygranym w „aferze szpiegostwa gospodarczego” będzie Zygmunt Solorz. Wówczas sprawa działalności spółki TFS – powierzona w ręce szefa ABW – może znaleźć całkiem oczekiwany finał.


Źródła:

http://energetyka.wnp.pl/wszczeto-sledztwo-w-sprawie-szpiegostwa-przemyslowego-w-enei,89411_1_0_0.html
http://poznan.naszemiasto.pl/wydarzenia/11719,w-poznanskiej-spolce-enea-mozna-bylo-podpiac-pluskwe,id,t.html
http://www.wnp.pl/wiadomosci/t-wahlborg-vattenfall-dziwne-zachowanie-msp-ws-enei,89251_1_0_0_0.html
http://www.rp.pl/artykul/131797_Ciemna_strona_instytutu_.html
http://cogito.salon24.pl/119304,tandem-1
http://cogito.salon24.pl/119523,tandem-2-studium-kombinacji
http://prywatyzacja.msp.gov.pl/portal.php?serwis=pr&dzial=196&id=4973&search=9101
http://www.pb.pl/Default2.aspx?ArticleID=7687c550-b4b2-46e6-bd9a-cb274684e6d8
http://www.wnp.pl/wiadomosci/solorz-enei-nie-stac-na-pak,46375_1_0_0_0.html
http://e-energetyka.dashofer.pl/?sect=art&id=10764
http://e-energetyka.dashofer.pl/?sect=art&id=11077
http://e-energetyka.dashofer.pl/?sect=art&id=11159
http://e-energetyka.dashofer.pl/?sect=art&id=11266
http://www.wnp.pl/wiadomosci/strajk-w-enei-przeciwko-dzikiej-prywatyzacji,88874_1_0_0_0.html
http://news.pasjagsm.pl/szef-abw-otrzymywal-wynagrodzenie-od-ery-5165.html

sobota, 19 września 2009

AFGAŃSKI SYNDROM SŁUŻB

W sensacyjnej informacji o ucieczce pięciu Afgańczyków - uczestników szkolenia zorganizowanego przez MSZ - jedna tylko rzecz wydaje się pewna: wiadomość nie pojawiła się przypadkowo. Jeśli o tego typu sprawie – związanej z bezpieczeństwem wewnętrznym i stosunkami międzynarodowymi - informuje się po upływie 9 miesięcy, można być przekonanym, że chodzi o klasyczny przeciek ze strony służb specjalnych.
Przypomnę, że przed kilkoma dniami pojawiła się publikacja „Dziennika”, z której wynikało, iż w październiku ubiegłego roku przybyła do Polski grupa ponad 40 osób, wysokich rangą urzędników rządu afgańskiego i pracowników organizacji pozarządowych, którzy mieli wziąć udział w cyklu szkoleń organizowanych przez MSZ w ramach programu S.E.N.S.E. (Strategic Economic Needs and Security Exercise). Już pierwszego dnia pobytu w Polsce znikł jeden z uczestników szkolenia. Do końca 10-dniowego turnusu ulotniło się czterech kolejnych, ostatni tuż przed odlotem z lotniska. Policja i służby specjalne nie potrafią powiedzieć, co stało się z Afgańczykami, podejrzewają jedynie, że nie ma ich już w Polsce.
We wszystkich doniesieniach medialnych na ten temat podkreślano, że uciekinierzy mogli być sympatykami afgańskich talibów, a ich zniknięcie może mieć związek z planowanym zamachem terrorystycznym w Polsce, lub w którymś z krajów europejskich. Nie wykluczano również bardziej prozaicznej wersji, według której powodem ucieczki była chęć polepszenia warunków życiowych i osiedlenia się w którymś z krajów Unii Europejskiej.
Nie rezygnując z tych wyjaśnień, warto zwrócić uwagę na pewne szczególne okoliczności, związane z programem szkoleniowym SENSE oraz na rolę służb specjalnych w tej sprawie. Niezależnie od prawdziwych powodów zniknięcia Afgańczyków, sprawa jest dowodem kolejnej, poważnej kompromitacji polskich służb specjalnych, a pomijanie tego faktu w doniesieniach medialnych może świadczyć, że przeciek pochodzi właśnie ze strony którejś służb.
Bo choć kandydatów do wyjazdu zaproponowali sami Afgańczycy, należy przypuszczać, że osoby te musiały zostać sprawdzone przez Agencję Wywiadu – szczególnie, że chodzi o bardzo specyficzne szkolenie, a kraj pochodzenia gości należy do czołówki państw – źródeł światowego terroryzmu. Tego rodzaju rozpoznanie wydaje się zatem rzeczą oczywistą.
Trudno też sobie wyobrazić, by pobyt w Polsce tak licznej grupy wysokich rangą urzędników afgańskich nie wzbudził zainteresowania Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego – odpowiedzialnej za zabezpieczenie antyterrorystyczne na terenie kraju. Jeśli zatem wpuszczono na teren Polski ludzi, których celem wizyty (zakładam optymistycznie) była ucieczka do innego państwa, a na przestrzeni kilku dni, aż pięciu z nich „rozpłynęło się” na oczach funkcjonariuszy ABW – trudno o bardziej spektakularny przykład nieudolności polskich służb. Przykład tym mocniej rażący, że szkolenia, w których uczestniczyli uciekinierzy należą do kosztownych i specyficznych zajęć.
Ich koordynatorem i organizatorem jest Studium Europy Wschodniej Uniwersytetu Warszawskiego. Szkolenia odbywają się w ramach programu polskiej pomocy zagranicznej, a w roku 2008 Studium otrzymało od MSZ dotację w łącznej kwocie blisko 2.700.000 zł. Program szkoleń jest przygotowywany we współpracy z Ministerstwem Obrony Narodowej oraz Amerykańskim Instytutem na Rzecz Pokoju (United States Institute for Peace - USIP) i oficjalnie obejmuje „cykl seminariów poświęconych zagadnieniom transformacji systemowej, ekonomicznej i społecznej, prowadzonych przez byłych wysokich urzędników państwowych. Na drugą część składa się szkolenie z zakresu technik negocjacji i metod rozwiązywania konfliktów oraz symulacja komputerowa”. Ta część szkolenia odbywa się w Centrum Symulacji i Komputerowych Gier Wojennych w Akademii Obrony Narodowej w Rembertowie. Pod tą nazwą kryje się całkiem poważna instytucja zajmująca się m.in. prowadzeniem ćwiczeń dowódczo-sztabowych wspomaganych komputerowo oraz wdrażaniem i wykorzystaniem systemów symulacyjnych w wielu dziedzinach działalności militarnej.
W latach wcześniejszych, szkolenia w ramach programu SENSE przeprowadzono dla uczestników z Mołdawii, Serbii, Ukrainy, Białorusi, Gruzji i Azerbejdżanu. Dobór krajów z których rekrutują się urzędnicy państwowi oraz udział w przedsięwzięciu amerykańskiego instytutu rządowego, powołanego przed 25 laty przez Ronalda Reagana dowodzi, że do szkoleń SENSE przywiązuje się dużą wagę.
Co charakterystyczne - w niemal wszystkich instytucjach uczestniczących w programie, obecni są ludzie związani z działalnością służb specjalnych. Począwszy od USIP, w którego władzach znajduje się wielu byłych urzędników administracji amerykańskiej, pracujących wcześniej w ministerstwie spraw wewnętrznych lub radzie bezpieczeństwa narodowego, po Studium Europy Wschodniej, gdzie jednym z współzałożycieli i wykładowców (również w ramach programu SENSE) jest Andrzej Ananicz – były szef Agencji Wywiadu.
Ten „człowiek Wałęsy” , bliski współpracownik Wachowskiego był oskarżany przez PiS, że w roku 1992 pozwolił na umieszczenie w aneksie do polsko-rosyjskiego traktatu artykułu zezwalającego na tworzenie polsko-rosyjskich spółek na terenach dawnych baz armii radzieckiej. Zarzucano mu również współpracę z prezydentem Wałęsą i służbami specjalnymi w inwigilacji prawicy w pierwszej połowie lat 90.
Funkcję szefa Agencji Wywiadu Ananicz objął w roku 2004, za rządów komunistów i premierostwa Marka Belki, a w listopadzie 2005 r., po wygranych przez PiS wyborach został odwołany. Ponownie na to stanowisko powołał go Donald Tusk w marcu 2008 roku, jednak jako p.o. szefa wywiadu Ananicz musiał odejść po upływie 3 miesięcy. Ananicz jest również współzałożycielem Stowarzyszenia Euro-Atlantyckiego, działa też w Polskim Towarzystwie Orientalistycznym. Przed rokiem powołano go na stanowisko szefa Akademii Dyplomatycznej Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych, która zajmuje się szkoleniem dyplomatów.
W kontekście nawet pobieżnej wiedzy o szkoleniach programu SENSE, mało prawdopodobna wydaje się oficjalna wersja rzecznika MSZ Piotra Paszkowskiego na temat przyczyn zniknięcia pięciu Afgańczyków. Rzecznik mówił bowiem o „bardzo trywialnej naturze informacji o kolejnej grupie osób, które ze złamaniem warunków wydania wizy, nielegalnie osiedlają się w jednym z krajów strefy Schengen".
Po pierwsze – należałoby zakładać, że grupa Afgańczyków nie była objęta żadnym nadzorem ze strony ABW i pozwolono im zupełnie swobodnie poruszać się po Polsce. Po drugie – tak spektakularne ucieczki i przekroczenie granicy wydają się wykluczone bez pomocy osób trzecich, a to świadczyłoby już o zorganizowanym charakterze zajścia. Musi również zastanawiać, że Policja, Straż Graniczna czy ABW nadal nie wiedzą ( a przynajmniej o tym nie informują) gdzie znajdują się uciekinierzy, a mimo to zdają się bagatelizować całą sprawę. Nie wiadomo zatem, na jakiej podstawie szef MSWiA Grzegorz Schetyna skomentował sprawę ucieczek Afgańczyków stwierdzeniem, że „to nie jest tak, że ktoś nagle rozpływa się i tworzy zarzewie ruchu terrorystycznego w Polsce, tylko wybiera wolność w innym kraju Unii Europejskiej” i zapewnił, że nie ma w Polsce żadnego zagrożenia terrorystycznego.
Tym bardziej nie wiadomo - z czego wypływa pewność Schetyny, skoro w tym samym czasie zupełnie inne zdanie na ten temat miał Scott Stewart, ekspert ds. bezpieczeństwa w instytucie analitycznym Stratfor Global Intelligence, gdy w wywiadzie dla dziennika "Polska The Times", nie wykluczał możliwości ataku terrorystycznego w Polsce, podkreślając słusznie, że zagrożenie może wynikać choćby z faktu uczestnictwa polskich żołnierzy w misji w Afganistanie.
Jeśli weźmiemy pod uwagę, że szkolenia w ramach programu SENSE dotyczą dość specjalnego rodzaju wiedzy, enigmatycznie nazywanego „technikami negocjacji i metod rozwiązywania konfliktów”, a w proces szkolenia są zaangażowane instytucje niekoniecznie wykonujące zadania tylko z zakresu dyplomatycznych „działań pokojowych” – sprawa tajemniczego zniknięcia Afgańczyków może mieć zupełnie inny kontekst, niż chcą tego polscy urzędnicy i inspirowane przeciekami media.




Źródła:

http://www.dziennik.pl/polityka/article442750/Polska_policja_szuka_afganskich_zbiegow.html
http://www.usip.org/
http://strona.aon.edu.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=352&Itemid=136
http://www.studium.uw.edu.pl/?id=148&
http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80273,7027690.html
http://www.polskatimes.pl/dzienniklodzki/stronaglowna/161032,atak-na-polske-jest-mozliwy,id,t.html
http://www.money.pl/archiwum/wiadomosci_agencyjne/iar/artykul/gazeta;wyborcza;-;afganski;syndrom;w;polskiej;armii,33,0,338721.html

czwartek, 17 września 2009

DZIEŃ PABIEDY

„Nie ma wątpliwości ani miejsca na dyskusje, czy okupacja Polski i masowe mordowanie ludności polskiej w 1939 było ludobójstwem. Oczywiście, że było” – o tej prawdzie, na przekór tchórzom i serwilistom nazywającym się dziś polityczną elitą, świadczy rosyjski historyk Jurij Felsztyński.
I powtarza : „Na Kremlu jest duża grupa osób, która sądzi, że okupacja Polski była dobrym politycznym posunięciem. W rządzie rosyjskim w otoczeniu prezydenta jest też grupa ludzi, która przekonuje, że kiedyś o te tereny znów będzie można się upomnieć”.
Słów rosyjskiego historyka z pewnością nie zrozumieją ci wszyscy, dla których historia jest zbyt groźną rzeczywistością i nadto wymagającą nauczycielką.
Gdy słyszę żałosne obawy, by przemówienie prezydenta RP nie wywołało konfliktu z Rosją, kiedy czytam wypowiedzi idiotów, bełkoczących o winie polityków, którzy upomnieli się o nazwanie ludobójstwa ludobójstwem i głosy nieszczęsnych ignorantów, dla których tarcza antyrakietowa to „drażnienie Rosji” – nabieram przekonania, że tylko doświadczenie rosyjskiego buciora, byłoby w stanie wybić im z głów podobne brednie.
Niewykluczone, że w niedługim czasie ta bolesna lekcja historii zostanie im udzielona, bo jak przypomina Felsztyński, po raz pierwszy po upadku ZSRR rosyjska armia dostała nieograniczone prawo na prowadzenie działań militarnych poza swoimi granicami, a opinia światowa bez żadnego sprzeciwu zaakceptowała ten krok. Na przykładzie wojny gruzińskiej, wywołanej przez kremlowskich strategów, by przełamać psychologiczną barierę krajów Zachodu przed wojskową ingerencją Rosji w sprawy suwerennych państw - rosyjski historyk dowodzi, że ten precedens jest niebezpieczny zwłaszcza dla Polski. Rosjanie bowiem tłumaczyli swoją agresję tym, że rząd gruziński nie potrafi zapewnić bezpieczeństwa obywatelom rosyjskim.
„To powtórka działań, które Stalin przeprowadził przeciwko Polakom we wrześniu 1939 r. – twierdzi Felszytyński - Przecież w nocie rządu ZSRR wręczonej ambasadorowi Polski w Moskwie rankiem 17 września 1939 Sowieci twierdzili, że państwo polskie jest tak słabe, że nie potrafi zapewnić bezpieczeństwa osobom narodowości białoruskiej i ukraińskiej. Putin posłużył się tym samym uzasadnieniem, gdy rok temu Rosja napadła na Gruzję”.
Dziś Putin może otwarcie powiedzieć, że państwo polskie jest słabe i nieudolne. Test historycznych kłamstw i obelg, jaki urządziła nam Rosja na miesiąc przed rocznicą wybuchu II wojny światowej, okazał się druzgocący dla żałosnych postaci polskiego rządu. Ci sami ludzie uczynili jednocześnie wszystko, by nie dopuścić do zacieśnienia współpracy militarnej z Ameryką i swoim zamierzonym kunktatorstwem dowiedli, jak obca jest im nauka płynąca z polskiej historii. Niezależnie – czy będziemy w tych działaniach dostrzegać wyraz haniebnego serwilizmu, pospolitej głupoty, czy wpływów rosyjskiej agentury – polskie państwo okazało swoją bezsilność i krótkowzroczne tchórzostwo wobec coraz groźniejszych dążeń Rosji.
Mamy dziś okazję, by podwójnie poczuć uderzenie rosyjskiego buciora. Rocznicę sowieckiej agresji poprzedził wielodniowy spektakl zaprzaństwa polskiego rządu, ważącego racje polityczne historyczną ceną pamięci Polaków zamordowanych w Katyniu. Trudno o większą hańbę – i w tych kategoriach kolejne pokolenia ocenią to zdarzenie.
Stała się jednak rzecz znacznie gorsza - bo prorosyjska polityka obecnej ekipy doprowadziła do fiaska projektu budowy w Polsce tarczy antyrakietowej. Rezygnacja Ameryki z tego przedsięwzięcia – choć jest oznaką krótkowzrocznej, fatalnej polityki obecnego prezydenta USA - wychodzi naprzeciw oczekiwaniom Rosji i dwuletnim zabiegom polskiej dyplomacji..
Decyzja ta sankcjonuje podział wpływów i porządek polityczny ustanowiony po II wojnie światowej, potwierdzony ponownie po roku 1990 – zgodnie z którym Polska ma znajdować się w strefie interesów polityki rosyjskiej.
To wielki dzień dla kremlowskich generałów KGB. To, co przed 70 laty musieli zagarnąć przy udziale band Armii Czerwonej – dziś udaje im się otrzymać bez jednego wystrzału - ale też, bez sprzeciwu ogłupiałego społeczeństwa i miernot udających polskie elity.
Historia bowiem nie znosi idiotów i błędów popełnianych ponownie. Doświadcza – lecz uczy. Dla tych, którzy ją ignorują – bywa bezlitosna.




http://polskatimes.pl/opinie/wywiady/162664,polityka-hitlera-i-putina-jest-podobna,id,t.html

środa, 16 września 2009

ANTYKOMUNIZM – BROŃ UTRACONA – 3

Gdyby zadać pytania: na jakiej podstawie komunizm oparł swoją rację bytu, czym zdobywał kolejne strefy wpływów i co decydowało później o sile Związku Sowieckiego –zapewne udzielono by wielu różnych odpowiedzi, typując: ideologię, propagandę, operacje dezinformacyjne i militarne, terror czy działania służb specjalnych.
Wszystkie wymienione przyczyny byłby zgodne ze stanem faktycznym, ale jestem przekonany, że tylko jedna z nich definiuje najgłębiej realną podstawę władzy komunistycznej.
To siła militarna – armia i struktury siłowe – z których komuniści uczynili fundament swojej władzy i rzeczywiste narzędzie ekspansji. Fundament na tyle trwały, że wystarczył na długie 70 lat dominacji i zapewnił możliwość transferu komunizmu w czasy współczesne. Jeśli spojrzymy na historię rozplenienia komunizmu, bez trudu dostrzeżemy, że wszystkie jego europejskie zdobycze zostały osiągnięte dzięki aktywności militarnej. Tam gdzie żołnierz „Czerwonej Armii” postawił stopę, tam sięgało jego dominium. Tę bandycką normę zaakceptowały państwa Zachodu, dokonując według jej wskazań podziału powojennej Europy.
Podobnie - trwanie komunizmu na obszarach zagarniętych już przez armię sowiecką zostało oparte na mechanizmach siłowych – obecności wojsk, podporządkowaniu armii państw okupowanych, rozbudowie aparatu terroru, strukturach policji politycznej.
Uznanie tej dość oczywistej prawdy – zgodnej z tym, co widzieliśmy i odczuwaliśmy przez lata sowieckiej okupacji - ma poważne konsekwencje, gdy chcemy zrozumieć dlaczego komunizm nie mógł „umrzeć” na początku lat 90-tych. Nie mógł, ponieważ w żadnym momencie naszej najnowszej historii nie zniszczono militarnych podwalin, na których zbudowana została władza komunistów. Zainicjowane przez Sowietów liczne „ruchy pacyfistyczne” w krajach Europy Zachodniej i Ameryki, działania agentury ulokowanej w rządach tych państw oraz umiejętnie prowadzona „polityka rozbrojeniowa” – doprowadziły do skutecznego sparaliżowania wszelkich doktryn politycznych, opartych na konfrontacji militarnej i uczyniły ze społeczeństw „wolnego świata” bezbronne zbiorowisko, karmione komunałami o „pokojowym współistnieniu” i „polityce odprężenia”. W czyim interesie leżała taka polityka – można było zrozumieć, gdy obserwowaliśmy rzekomy „upadek komunizmu”.
Wycofanie z Europy Wschodniej wojsk sowieckich i demontaż zewnętrznej struktury policyjnej, umożliwiło państwom dotąd okupowanym odzyskanie niepodległości i (w różnym stopniu) podmiotowości państwowej – lecz nie uwolniło ich ze sfery wpływów komunistycznych. Ten pozorny paradoks można wytłumaczyć tylko zmianą dotychczasowych mechanizmów, gdy totalny, militarny nadzór zamieniono na wpływy pośrednie, oparte w równej mierze na agenturze (działającej również w państwach Zachodu), jak na politycznych naciskach i ekonomicznym uzależnieniu. Przetrwanie tych wpływów gwarantowali ludzie umocowani w nowych strukturach władzy, wewnętrzne umowy i ustalenia („okrągły stół” w Polsce) oraz działalność rozlicznej agentury (w tym agentury wpływu), ulokowanej we wszystkich obszarach życia publicznego. Dokonany po roku 1990 „nowy” podział Europy zdawał się brać pod uwagę te okoliczności, a państwa pozostające dotąd pod sowiecką okupacją zaliczono do szczególnej kategorii „Europy B” i zaakceptowano konieczność uwzględnienia interesów Rosji, w kontekście decyzji podejmowanych w tym regionie.
Czy to oznacza, że Rosja jest jedynym państwem, w którym zogniskowały się interesy komunizmu? Oczywiście – nie. Identyfikowanie komunizmu z Rosją (podobnie jak w przypadku ZSRR) byłoby błędem. Komunizm w Rosji nie realizuje interesów rosyjskich i nie służy rosyjskiej mocarstwowości. Wykorzystuje jedynie te dążenia dla własnych celów. Jednak tylko w Rosji (i w Chinach) pozostały widoczne wszystkie atrybuty władzy komunistycznej, a w szczególności jej militarno-siłowy fundament.
Sama Rosja – wyłaniając się z hybrydy Związku Sowieckiego, nie straciła na procesie zwanym „transformacją ustrojową” żadnych walorów militarnych. Ta sama armia, strzegąca dotąd interesów grupy oznaczonej jako Biuro Polityczne KC KPZR stała się siłą zabezpieczającą ekipę Jelcyna, a później „siłowników” Putina. Bez jakichkolwiek zmian (a za takie nie można uznać nazewnictwa i strukturalnych przetasowań) zachowano ogromny aparat bezpieczeństwa, a od czasu dojścia do władzy generała KGB, na ludziach tego aparatu oparto całą wewnętrzną politykę rosyjską. I choć potencjał militarny Rosji został zachwiany – głównie za sprawą ekonomicznych skutków „uśmiercania” komunizmu – jego stan dzisiejszy nadal gwarantuje Rosji zasadne prawo kreowania się na mocarstwo. Przebieg wojny w Gruzji, a w szczególności reakcje państw NATO – zdają się potwierdzać tę tezę.
Byłoby rzeczą niezmiernie ciekawą prześledzić źródło, powstałych po roku 1991 nowych koncepcji geopolitycznych, zgodnie z którymi dotychczasowy dwubiegunowy układ sił uległ rozkładowi i skonfrontować je ze stanem faktycznym. Niewykluczone, że opisana przez Golicyna strategia podstępu i dezinformacji znalazłaby w tym wypadku zastosowanie.
Zachowanie w stanie nienaruszonym militarnego fundamentu komunizmu, znajduje potwierdzenie w celach, jakie ZSRR, a obecnie Rosja uznaje za priorytetowe. Tym celem - niezmiennie od lat kilkudziesięciu, jest militarne i polityczne pokonanie Stanów Zjednoczonych Ameryki. Wyeliminowanie USA ze światowej gry dominuje nad pozostałymi rosyjskimi celami. To całkowicie zrozumiałe, ponieważ tylko to państwo jest w stanie powstrzymać ekspansję komunizmu. Z tego też punktu widzenia, zainteresowanie Rosji sprawowaniem kontroli nad krajami pozostającymi w jej bezpośrednim sąsiedztwie ma drugorzędne znaczenie.
Przed dwoma laty Jeffrey R. Nyquist pisał o przygotowaniach wojennych Rosji, podkreślając, że mają one ścisły związek z zawiązanym w latach 90-tych rosyjsko - chińskim sojuszem militarnym. Od ponad 10 lat Rosjanie dostarczają Chińczykom technologię i systemy broni, traktując tę transakcję jako najważniejszy środek strategiczny. Również od połowy lat 90. Chiny i Rosja zapoczątkowały liczne, wspólne programy zbrojeniowe, które służą umocnieniu sojuszu. „Przypuszczać, że Rosja i Chiny są wrogami – pisał Nyquist - to jest przestarzałe myślenie. Trzeba wreszcie przyjąć do wiadomości, że oba państwa są drugorzędnymi mocarstwami, w walce o supremację ze Stanami Zjednoczonymi. Jedyną sensowną strategią jest dla nich zjednoczenie przeciw Amerykanom. I to dokładnie robili przez ostatnich dziesięć lat.” Autor podkreśla również, że w sierpniu 2007, Rosjanie i Chińczycy odbyli wspólne ćwiczenia militarne, na południowym Uralu. Jednocześnie miały miejsce strategiczne operacje powietrzne z użyciem rosyjskich bombowców nuklearnych. Kombinacja ćwiczeń sił lądowych z ćwiczeniami bombowców, jest charakterystyczna dla sowieckiej teorii wojny jądrowej, wedle której żołnierze powinni być użyci dla poparcia ataku nuklearnego. Identyczny cel mają największe od kilkudziesięciu lat wspólne manewry wojskowe Rosji i Białorusi, które właśnie się rozpoczęły i potrwają do końca września. W pobliżu granicy polskiej skoncentrowane zostały siły ponad 220 czołgów, 500 transporterów i 200 rodzajów różnych dział. Użytych zostanie ponad 60 samolotów, 600 komandosów i kilkadziesiąt śmigłowców Do manewrów włączono resorty siłowe oraz rosyjską flotę. Miejsce i kierunek ćwiczeń wskazują, że w charakterze przeciwnika występują połączone siły NATO. W manewrach wezmą udział strategiczne bombowce Tu-160 i Tu-95, to zaś oznacza, że ćwiczyć się będzie nawet wykorzystanie broni jądrowej.
Przed kilkoma dniami rosyjska Duma nadała prezydentowi prawo do wysyłania wojsk poza terytorium Rosji – „również w celu: odparcia ataków na rozlokowane tam oddziały rosyjskich sił zbrojnych; odparcia agresji przeciwko państwu trzeciemu lub zapobieżenia jej; obrony rosyjskich obywateli przebywających za granicą; walki z piratami”. W praktyce oznacza to tyle, że rosyjska armia będzie mogła w dowolny sposób, w każdym miejscu kuli ziemskiej podjąć interwencję, o ile uzna, że sytuacja zagraża „równowadze międzynarodowej”. Przykłady można oczywiście mnożyć – jest ich aż nadto. Problem nie dotyczy wskazania faktów, potwierdzających tezę o tożsamości militarnych priorytetów Sowietów i Rosji, a zdaje się polegać na braku prawidłowej oceny tych zdarzeń, a często zamykaniu na nie oczu.
Jasne stanowisko w tej kwestii przedstawiono w raporcie BBN z ubiegłego roku, zatytułowanym „Kierunki rosyjskiej polityki zagranicznej”. Mogliśmy tam przeczytać: „Rosja nie godzi się na piastowanie przez USA statusu jedynego supermocarstwa, prowadzącego unilateralną politykę zagraniczną. Ponieważ jednak powrót do systemu bipolarnego na razie nie jest możliwy, Rosja popiera system wielobiegunowy. [...] W ciągu dwóch lat coraz wyraźniej widoczne jest pogarszanie się stosunku Rosji do USA Przez pryzmat kontaktów z USA widziane są również stosunki z Polską (problem tarczy antyrakietowej). Z powodu USA Rosja dokonuje posunięć, które wywołują konsternację i zdziwienie polityków oraz politologów. chodzi głównie o zacieśnienie stosunków z Chinami, aż do sugestii z rosyjskiej strony o tworzeniu sojuszu militarnego”.
Jeszcze mocniejsze akcenty znajdują się w tegorocznym raporcie Brytyjskiej Izby Gmin, zatytułowanym: „Rosja: Nowa konfrontacja?” Stwierdza się tam wprost: „Reżim Putina wykazuje podobieństwa z byłym ZSRR i systemem carskiej Rosji” [...]FSB, inne agencje bezpieczeństwa i wyżsi oficerowie wojska, odgrywają obecnie kluczowe rolę w zarządzaniu wyższymi szczeblami administracji państwowej.
Jednoznacznej ocenie poddano „Strategię Bezpieczeństwa Narodowego Rosji do roku 2020”, zatwierdzoną w maju br., której celem jest „osiągnięcie dominującej przewagi w sferze wojskowej w pierwszej kolejności w strategicznych siłach nuklearnych”. Zagrożenia wynikającego z rosyjskiej doktryny wojskowej upatruje się w „ jednostronnym tworzeniu globalnego systemu obrony przeciwrakietowej i militaryzacji przestrzeni kosmicznej, które mogą doprowadzić do nowej spirali wyścigu zbrojeń, a także rozwoju technologii jądrowej, chemicznej i biologicznej oraz do produkcji broni masowego rażenia”.
Na tym samym poziomie działań, świadczących o tożsamości celów komunizmu z priorytetami rosyjskimi, znajdziemy cały szereg decyzji politycznych i ekonomicznych, służących osłabieniu USA oraz redukcji wpływów Ameryki w różnych regionach świata. Wszystko, co Rosja robi w zakresie polityki europejskiej służy izolacji USA i dezintegracji struktur NATO. Również tworzenie podziałów, głównie opartych na zróżnicowaniu interesów ekonomicznych wśród krajów UE, znajduje głębokie uzasadnienie w celach rosyjskiej strategii. Ideologiczne skłonności wielu polityków rządów UE (odziedziczone po tzw. eurokomunizmie), są przez Rosję świadomie wykorzystywane do przyśpieszania procesu zwanego integracją europejską – będącego w istocie dążeniem do zniszczenia państw i więzi narodowych, oraz groźnej dla poczucia tożsamości unifikacji prawa.
W wielu obszarach polityki doszło do zastąpienia gróźb militarnych (właściwych dla Sowietów) różnymi formami uzależnień, szantaży i presji ekonomicznych, a rosyjska ropa i gaz odgrywa we współczesnej Europie rolę nie mniejszą, niż „Armia Czerwona” w czasach ZSRR. Choć środki nacisku uległy zmianie (co wynika głownie z pragmatyzmu dzisiejszych komunistów, a nie ich ucywilizowania) – niezmienne pozostały cele.
Wolno je zdefiniować jako podbój i dominacja - tak w sferze militarnej, jak ekonomicznej i politycznej.
Cele te są ściśle skorelowane z polityką komunistycznych Chin. Przypadek Państwa Środka dobitnie dowodzi, jak dalece komunizm jest w stanie rozstać się ze swoją rzekomą ideologią i partyjnymi dogmatami, byle tylko zapewnić sobie przetrwanie i doprowadzić państwa „wolnego świata” do ekonomicznego uzależnienia. Ekspansja gospodarcza Chin oraz otwarcie przed państwami kapitalistycznymi ogromnego rynku inwestycji – służy również asymilacji komunizmu, ,„oswojeniu” z nim partnerów biznesowych oraz tak głębokim zaangażowaniu ich we współpracę, by zrelatywizować rzeczywiste oblicze komunizmu. Wytworzenie obszarów wolnego rynku, przy jednoczesnym zachowaniu twardych, totalitarnych metod terroru wobec własnego społeczeństwa, świadczy o dostosowawczym charakterze komunizmu i wskazuje na potencjalne kierunki jego przemiany. Ponieważ Rosja prezentuje typ „komunizmu tajnego”, podczas gdy Chiny kontynuują model „jawnego komunizmu” – układ tego rodzaju – przy wspólnocie celów, stwarza doskonałe warunki do prowadzenia rozlicznych, globalnych gier politycznych, symulowania konfliktów, rozgrywania potencjalnych sojuszników i neutralizacji wrogów.
W każdy z procesów, związanych z realizacją podstawowych celów komunizmu zaangażowane są służby specjalne. To im, przed ponad 40 laty partia komunistyczna powierzyła zadanie wykreowania „transformacji ustrojowej” i odegrania spektaklu „upadku” komunizmu oraz wyposażyła w potężną broń dezinformacji. Ich władza w samej Rosji – wciąż rozszerzana pod pozorem zagrożeń terrorystycznych świadczy, że ludzie tych służb przejęli całkowicie kontrolę nad państwem rosyjskim i są faktycznym decydentem we wszystkich sprawach dotyczących polityki zagranicznej i wewnętrznej Rosji. Władza „siłowników”, jest w swojej koncentracji i budowie analogiczna do panowania partii komunistycznej. Dowodzi również, że na obecnym etapie komunizm potrzebuje ludzi posługujących się niejawnymi narzędziami sprawowania władzy, którzy w obronie własnych interesów nie cofną się przed przemocą, szantażem czy skrytobójstwem. Dlatego strategia działania KGB jest wspierana przez zorganizowane grupy przestępcze, handlarzy narkotyków i bronią oraz działania wrogich Ameryce państw i organizacji – w tym również terrorystycznych. Ten ostatni czynnik jest cynicznie i z premedytacją wykorzystywany przez „siłowników” do rozgrywek na arenie międzynarodowej, służy również do wyeliminowania potencjalnej opozycji wewnątrz Rosji i zdławienia ruchów niepodległościowych w dawnych republikach azjatyckich.
Na koniec, warto zadać pytanie: jak, wobec tak zdefiniowanej sytuacji i celów komunizmu powinna wyglądać postawa antykomunistyczna? W moim rozumieniu – dla jej uświadomienia, można posłużyć się przykładem postaw trzech wybitnych Polaków, którzy swoim życiem i działalnością dali dowód mądrego stosunku wobec komunizmu.
Z jednej strony będzie to: Rafał Gan-Ganowicz - żołnierz i dziennikarz, walczący z bronią w ręku wszędzie tam, gdzie Sowieci próbowali instalować komunizm; z drugiej – pułkownik Ryszard Kukliński – który swoim bohaterstwem ocalił Polskę przed interwencją sowiecką, a świat przed nuklearną zagładą i dowiódł dogłębnego zrozumienia istoty komunistycznego militaryzmu; wreszcie – Józef Mackiewicz – doskonały pisarz i człowiek wielkiego umysłu, świadczący własnym życiem i twórczością, że antykomunizm jest postawą bezkompromisową i godną człowieka wolnego.
Każdy z nich, w inny sposób postrzegał służbę dla wolnej Polski i odmiennie widział swoją rolę w walce z komunizmem. Wspólna im wszystkim wydaje się głęboka świadomość – czym jest komunizm i jakie, realne zagrożenia niesie dla współczesnego świata. Myślę też, że wspólna była refleksja, iż pokonanie komunizmu w drodze ewolucyjnych, pokojowych procesów jest niemożliwe. Refleksja ta wynikała ze zrozumienia, iż trwałość komunizmu wsparta jest na sile militarnej i przestępczych działań niejawnych, a czerpie swoją ekspansywność ze wspólnoty interesów i sukcesji pokoleniowej.
Polski antykomunizm, reprezentowany w różny sposób i w wielu środowiskach, wydaje się postawą dość rozpowszechnioną. Bardziej jednak jest emocjonalnym stosunkiem do przeszłości i krytyką bieżącej polityki, niż w pełni świadomą, wspartą na rzetelnej wiedzy postawą. Gdy pozbawimy go patriotyczno – ojczyźnianej ornamentyki i stałego zasobu niektórych pojęć - okazuje się bezsilny i pozbawiony głębszej myśli. Stanowi raczej element folkloru, niż dojrzałą koncepcję. Z tej przyczyny jest podatny na rozliczne manipulacje, a z powodu intelektualnej słabości stanowi łatwy cel, nawet dla niewprawnych krytyków. W tej sytuacji, nie może stwarzać jakiegokolwiek, realnego zagrożenia dla interesów komunistycznych, nie może również być alternatywną – głownie intelektualną – dla ludzi młodych. Warto o tym pamiętać, gdy szukamy odpowiedzi na pytanie o charakter postawy antykomunistycznej.
Wiemy też, że antykomunizm nigdy nie będzie jednym z fundamentów polskiej racji stanu – tak, jak był nim w czasach II Rzeczpospolitej. Nie jest też i nie będzie dla elit politycznych III RP punktem odniesienia, mającym wpływ na politykę zagraniczną państwa i sposób myślenia o Polsce.
Możemy jedynie zabiegać, by stał się wzorem mądrej, powszechnej postawy sprzeciwu wobec otaczającej nas, zafałszowanej, przesyconej komunizmem rzeczywistości i wzbudzał wolę bezkompromisowej walki. Powszechnej – czyli kultywowanej w rodzinach i własnych środowiskach, bez lęku i poczucia winy. Mądrej – bo posługującej się adekwatnymi środkami, których nie ograniczy zabobonny „pacyfizm” i „polityczna poprawność”. Antykomunizm może wówczas stać się konkretnym czynem i programem – a nie tylko imperatywem moralnym.
Józef Mackiewicz, którego nieugięty antykomunizm, wsparty na racjach intelektu musi budzić szacunek, zakończył książkę „Zwycięstwo prowokacji” słowami, które nic nie straciły na aktualności:
„Być może przyjdzie czas upragniony, gdy to wszystko zostanie zapomniane, i ta książka zostanie zapomniana dawno, a komunizm starty z powierzchni ziemi; i my wszyscy powrócimy do starych sporów, sprzed czasów jego istnienia. Tak właśnie przechodzi wielka choroba, zapada w nicość zaraza i śladu po niej nie zostaje. I ludzie już nie pamiętają i pamiętać nie chcą. Ale bywa też, że choroba nie wymiera sama przez się, a musi być naprzód zwalczona dużym wysiłkiem. Bywa też, że zwycięża. Ja piszę w dniach wielkiej choroby”.




Źródła:

http://wydawnictwopodziemne.com/2007/10/09/niezaprzeczalne-przygotowania-wojenne-rosji/
http://kresy24.pl/showNews/news_id/8286/
http://www.bbn.gov.pl/download.php?s=1&id=889.
http://www.publications.parliament.uk/pa/cm200809/cmselect/cmdfence/276/27602.htm

piątek, 11 września 2009

ANTYKOMUNIZM – BROŃ UTRACONA - 2

Nie podszywajmy się pod metafizykę, nie nadymajmy się, mówmy o rzeczach prymitywnych językiem prymitywnym – postulował Zbigniew Herbert w „Hańbie domowej” Jacka Trznadla. To dobra rada, gdy wypada mówić o komunizmie, lub próbuje znaleźć odpowiedź na pytanie zadane przed kilku laty przez prof. Krasnodębskiego: czy trzeba jeszcze zwalczać komunizm, czy antykomunizm ma jeszcze sens?
Jeśli przyjmiemy za prawdziwe opinie o „śmierci” komunizmu, jest oczywiste, że postawa antykomunistyczna traci jakikolwiek sens. Nie można przecież walczyć z czymś, co nie istnieje. Broń antykomunizmu byłaby wówczas orężem Don Kichota, widzącego w poczciwych wiatrakach demoniczne potwory.
Nie obędzie się zatem bez odpowiedzi na pytanie - czym był/jest komunizm? Pamiętając o postulacie Herberta jestem przekonany, że nie warto zagłębiać się w filozoficzne rozważania, by odpowiedzieć na to pytanie. Tym bardziej, że komunizm filozofią nigdy nie był.
Nie sposób jednak - nim ocenimy przydatność antykomunizmu uciec przed próbą zdefiniowania zjawiska, przeciwko któremu antykomunizm ma być bronią.
Już sama tylko wielość koncepcji komunizmu powinna wywoływać podejrzenia u ludzi trzeźwo myślących. Dla jednych był przecież szlachetną utopią, dla innych ideokratycznym totalitaryzmem; jedni wywodzili jego podstawy z moralizmu, inni z nihilizmu; według jednych zrodził go idealizm i humanizm, zdaniem innych wulgarny materializm i ucieczka od wolności; jedni widzieli w nim fałszywą religię, inni oświecającą gnozę. Dla jednych komunizm to sama ideologia, dla innych doktryna polityczna i ekonomiczna. Ważne jest – na co zwrócił uwagę prof. Ryszard Legutko, że spór o komunizm zaangażował niemal wszystko, co w dziedzinie myśli zrodziła tradycja zachodnia, a tym samym rzucił cień zwątpienia na cały dorobek tej tradycji.
Myślę, że rozmaitość definicji komunizmu dowodzi, iż ludzie są gotowi wymyślić każdą brednię, byle tylko usprawiedliwić swoje najniższe instynkty i żądzę panowania nad innymi ludźmi. Nie warto zatem analizować ideologii komunizmu (tym bardziej, że była prymitywna), lecz samą rzeczywistość, nie warto zajmować się badaniem historii idei, lecz historią na której komunizm odcisnął swoje piętno. Pod jakąkolwiek myślą, którą stworzył komunizm kryło się atawistyczne pragnienie władzy jednej grupy ludzi nad drugą, każda jego teoria wynikała z planu panowania nad światem, a każda aktywność była nakierowana na realizację tego zbrodniczego planu.
Dlatego komunizm musiał być prymitywny, kłamliwy i cyniczny – by posługująca się nim grupa ludzi mogła dokonać aksjologicznego oszustwa a tym, którzy do niej przystąpią dać skuteczne narzędzia do walki o władzę i „rząd dusz”. Musiał tworzyć świat ułudy i chaosu, świat, w którym nie obowiązywały żadne normy i zasady – by grupie swoich zwolenników zbudować przestrzeń, w której będą mogli realizować własne interesy.
Cokolwiek powiedziano i zrobiono w komunizmie, każda jego zbrodnia, kłamstwo i manipulacja miała jeden, podstawowy cel – władzę nad człowiekiem, władzę nad światem.
Dlatego podstawowym błędem jest doszukiwanie się w komunizmie filozofii, ideologii czy politycznej doktryny. Wszystkie one stanowiły wyłącznie narzędzie dla realizacji celu – nigdy cel sam w sobie. Gdy było to konieczne - zostały przyjęte i zastosowane, gdy okazały się zbędne - zmieniono je lub odrzucono. „A czymże jest nasza teoria – nauczał Trocki - jeśli nie po prostu narzędziem działania? Tym narzędziem jest dla nas teoria marksistowska, bo aż do dziś nie wymyślono lepszego.”
Wszystkie służyły temu tylko, by dać alibi mordercy, psychopacie, złodziejowi i oszustowi, by usankcjonować każdą patologię i zbrodnię – na tyle przekonująco, by ukryć podłoże najniższych instynktów, żądzę władzy, bogactwa, dominacji.
Gdy w ten pragmatyczny, zgodny z obserwacją historyczną i znajomością ludzkiej kondycji sposób spróbujemy spojrzeć na komunizm, staje się oczywiste, że w wymiarze historycznym był zawsze pewną grupa ludzi dążących do absolutnej, totalitarnej władzy nad innymi ludźmi – grupą, która przyjęła określoną ideologię oraz zbiór użytecznych teorii politycznych lub ekonomicznych, by użytkować je zgodnie z własnymi interesami i potrzebami.
Lew Trocki wprost wyznał - „Materializm dialektyczny nie zna dualizmu środka i celu. Cel w sposób naturalny wynika z samego historycznego ruchu. Środki są w sposób organiczny podporządkowane celowi. Najbliższy cel staje się środkiem dla celu bardziej odległego”.
To zatem, co definiowano dotąd jako komunizm, będzie tylko określeniem pomocnym w opisaniu działalności tej grupy – podobnym do pojęcia terroryzmu lub przestępczości zorganizowanej - nigdy zaś, nie może zastępować prawdziwego sensu tych działań. Błąd wielu definicji zdaje się polegać na tym, że objawy nazywają mianem choroby, a formy aktywności grup posługujących się komunizmem biorą za niego samego. Innymi słowy – definiowano komunizm poprzez jego atrybuty zewnętrzne, formę lub skutki, nie zaś poprzez wewnętrzną logikę celów.
Jest zatem rzeczą całkowicie oczywistą, że komunizm nie mógł „umrzeć” – ani w roku 1989, ani w latach następnych. Nie mógł – ponieważ komunizm to ludzie, tworzący poszczególne grupy interesu, organizacje, czy rządy państw. Wszystko, czego ludzie ci używali – ideologia, semantyka, system polityczno-ekonomiczny, aksjologia, ale też struktury w których funkcjonowali – nazywano błędnie komunizmem. Ich likwidacja lub przeobrażenie nie mogło mieć wpływu na przetrwanie komunizmu, ponieważ dotyczyło wyłącznie dotychczasowej formy – funkcjonalnej powłoki, nigdy zaś nie dotykało istoty – czyli ludzi, którzy komunizmem się posługiwali.
Zmiana nazwy ZSRR - na Rosja, PRL – na III RP, SB – na UOP, I sekretarza - na prezydenta, Komitetu Centralnego – na rząd, gospodarki socjalistycznej – na rynkową, itp. – nie ma najmniejszego znaczenia. Podobnie jak likwidacja jednych struktur w miejsce drugich; rezygnacja z ideologii w miejsce pragmatyki, zastąpienie haseł – programami politycznymi. „Oddanie” władzy, wycofanie wojsk, zniesienie cenzury, rezygnacja z przywilejów – nie mogła mieć znaczenia, skoro zachowano nietkniętą, wewnętrzną treść komunizmu.
Wszystko, czego byliśmy świadkami w latach 80 –tych i początku 90-tych, co działo się w świecie komunistycznym i miało doprowadzić do jego „śmierci” - było tylko zmianą jednej formy na drugą, a jednocześnie – ogromną, rozpisaną na wielu wykonawców mistyfikacją, podczas której zastąpiono zużyte, zbędne narzędzia innymi, przydatnymi w warunkach zmieniającej się rzeczywistości. Nie sposób jednak przyrównać tego procesu do ewolucji – ona bowiem zakłada rozwój w stronę form wyższych, przy jednoczesnej zmianie cech gatunkowych. Tu – zmieniono formy, lecz zmiany nie dotknęły samego „gatunku” - czyli ludzi używających komunizmu.
Wsparto ten proces środkiem, którym komunizm posługuje się najlepiej: dezinformacją i propagandową manipulacją; rozłożono go na tysiące poszczególnych zdarzeń, zaangażowano setki czynnych zwolenników i miliony nieświadomych uczestników, uwiarygodniono postaciami ludzi dobrej woli i żywiołowymi reakcjami społeczeństw.
Warto zauważyć, że transformacja grup interesu, zwanych polskimi komunistami (choć oni sami od dawna tak się nie nazywali) odbyła się dla nich bezproblemowo. Żadnych kłopotów nie nastręczyła rezygnacja z ideologii; bezboleśnie pożegnano się z gospodarką planową , zmieniając ją na rynkową, socjalizm zastąpiono demokracją, a dotychczasowe sojusze innymi. Ludzie tych grup interesu niemal natychmiast stali się żarliwymi bojownikami o wolność, piewcami demokracji, zwolennikami NATO i Unii Europejskiej. W ciągu krótkiego okresu dokonali niebywałego „skoku cywilizacyjnego”, często wyprzedzając tradycjonalistyczne, niepostępowe społeczeństwo. Używane wobec nich określenie – postkomuniści, było wyjątkowo użytecznym kłamstwem, ponieważ sytuowało ich w rzekomym „okresie przejściowym” - między komunizmem, a demokracją, podczas gdy nadal mamy do czynienia wyłącznie z komunistami.
Odradzanie się komunizmu pod różnymi nazwami i w różnych mutacjach dowodzi, że jest istotnie "nieśmiertelny" w tym sensie, że odwołuje się do najniższych i pierwotnych skłonności człowieka.
Ta dostosowawcza zdolność mimikry, właściwa w świecie przyrody dla prymitywnych (a żywotnych) organizmów, warunkuje często ich możliwości przetrwania - jest zatem konieczna w grupie, odwołującej się do atawistycznych potrzeb i dążeń.
Niezmienni bowiem pozostali ludzie, korzystający z narzędzi komunizmu i cele, które przed sobą postawili. Z tej przyczyny proces, który obserwowaliśmy przed 20 laty nie mógł doprowadzić do żadnego końca komunizmu. Już tylko jedna, najbardziej widoczna cecha tych przemian dowodzi prawdziwości wniosku.
Powszechne zaniechanie rozliczenia zbrodni komunistycznych i oczyszczenia Europy z komunistycznej przeszłości jest dostatecznie mocną przesłanką, świadczącą o zachowaniu przez komunistów, już nie tylko „życia”, ale przede wszystkim ogromnej strefy wpływów i możliwości oddziaływania. Jednocześnie to samo zaniechanie nie dotyczy narodowego socjalizm i faszyzmu – mutacji tożsamych z komunizmem, które poświęcono na „ołtarzu historii” w celu ochrony głównego nurtu. Ta jaskrawa różnica w traktowaniu obu totalitaryzmów (a mamy do czynienia tylko z odmianą jednej koncepcji) to jeden z politycznych i moralnych paradoksów naszych czasów, niezrozumiały dla tych, którzy uwierzyli w „śmierć” komunizmu.
Jest również oczywiste, że z tej perspektywy postawa antykomunistyczna jest konieczna, a pytanie o jej wartość staje się bezprzedmiotowe. Trzeba jednak uściślić: jakie cele stawia sobie dziś komunizm, gdzie i w jakim obszarze działają jego grupy interesu, oraz czym dzisiaj powinna być postawa antykomunistyczna. To już jednak temat na kolejny, ostatni tekst.


CDN...

środa, 9 września 2009

IPN. PAMIĘĆ PLATFORMY - PAMIĘCIĄ NARODU

„Albo dr hab. Janusz Kurtyka zostanie przez Kolegium odwołany z funkcji prezesa IPN, albo ustawa zostanie znowelizowana w celu zmiany składu Kolegium”- o tej formie szantażu ze strony przedstawicieli obecnego rządu napisali przed pięcioma miesiącami członkowie Kolegium Instytutu Pamięci Narodowej.

Część mediów wraz politykami rządzącej koalicji próbowała wówczas wytworzyć atmosferę nagonki na prezesa IPN, zarzucając Instytutowi działanie z pobudek politycznych. Jako pretekst do ataku wykorzystano publikację książki Sławomira Cenckiewicza i Piotra Gontarczyka o Wałęsie oraz późniejszą o kilka miesięcy książkę Pawła Zyzaka.

„Apeluję do pracowników IPN, aby nie nadużywali środków publicznych, bo nie będą mogli ich w przyszłości używać (...). IPN ma szansę przetrwać tylko pod warunkiem, że będzie instytucją ideologicznie i politycznie neutralną” – ostrzegał w marcu br. premier Tusk.

Ponieważ groźby i naciski okazały się nieskuteczne, a Kolegium Instytutu nie ugięło się przed szantażem - przystąpiono do definitywnego rozwiązania problemu IPN-u. O tym, że dla obecnego rządu działalność niezależnej instytucji historycznej o uprawnieniach śledczych stanowi problem, nie trzeba przekonywać nikogo, kto słyszy wypowiedzi przedstawicieli rządzącej partii i jest w stanie dokonać samodzielnej oceny faktów.

Na czym – zdaniem rządzących – miałaby polegać „neutralność polityczna” IPN –u możemy się dowiedzieć na podstawie projektu nowelizacji ustawy o IPN, datowanej na 22 czerwca br.

Przygotowanie tego projektu zbiegło się z udostępnieniem przez Instytut nowej bazy danych, zawierającej ponad półtora miliona tzw. rekordów, na podstawie której łatwiejsza stanie się m.in identyfikacja tajnych współpracowników bezpieki. Jak informował w czerwcu Janusz Kurtyka - „ Nowa baza danych, inaczej niż dotychczasowe katalogi Instytutu, pozwoli ze stuprocentową pewnością zidentyfikować konkretną osobę. Zawierać będzie bowiem takie dane osobowe, jak nazwisko, imię, datę i miejsce urodzenia, imiona rodziców i nazwisko panieńskie matki. Do tej pory w IPN zeskanowano wszystkie kartoteki wojewódzkich urzędów spraw wewnętrznych. W trakcie przenoszenia do nowej bazy jest jeszcze najważniejszy zasób – centralna Kartoteka Ogólnoinformacyjna MSW”.

Wydawać by się mogło, że ta cenna inicjatywa IPN-u przyśpieszyła jedynie prace nad nowelizacją ustawy i ponowna próba ograniczenia działań Instytutu jest prostą reakcją na groźbę ujawnienia licznej agentury funkcjonującej nadal w życiu publicznym.

Gdy jednak zapoznamy się z jej tekstem, a w szczególności z zapisami, które w praktyce podporządkowują Instytut decyzjom polityków i czynią z niego rządową agencję kierowaną przez marionetkowego prezesa i ubezwłasnowolnioną Radę IPN – nietrudno zrozumieć, że intencje obecnego rządu idą dalej - w kierunku całkowitego zawłaszczenia instytucji i pozbawienia jej jakiejkolwiek roli śledczej i edukacyjnej.

O proponowanych zapisach, związanych z powoływaniem prezesa i wyłanianiem nowej Rady IPN piszą dziś autorzy „Rzeczpospolitej” – Cezary Gmyz i Bronisław Wildstein. Celem nowelizacji jest bez wątpienia poddanie Instytutu politycznej kontroli i zastąpienie dotychczasowych organów ludźmi wybieranymi według preferencji rządzącej obecnie ekipy.

Przepisy skonstruowano w taki sposób, by bez problemu móc odwołać szefa IPN-u zwykłą większością sejmowych głosów, a jego kompetencje scedowano na rzecz Rady, formowanej pod dyktando władz największych polskich uczelni. Odtąd członkami rady IPN będą mogli być tylko doktorzy historii, prawa lub nauk społecznych. Włączenie w proces wyłaniania władz Instytutu środowisk uniwersyteckich, można tłumaczyć tylko skrajną niechęcią, jaką polskie uniwersytety wykazują wobec lustracji. Nowelizacja pozwala, by zespoły uczelniane wyłaniające kandydatów do Rady IPN nie musiały poddawać się lustracji. Można zatem przyjąć – na co zwraca uwagę Wildstein, - że liczni współpracownicy policji politycznej PRL, pracujący w polskich uniwersytetach wyłonią do Rady IPN-u podobnych sobie agentów.

Ponadto, nowelizacja zablokuje dotychczasowy proces lustracji i zamknie dziennikarzom i naukowcom dostęp do akt IPN-u. Temu celowi służą przepisy na podstawie których osoba, uzyskująca dostęp do własnych akt „może zastrzec, że dotyczące jej dane osobowe zebrane w sposób tajny w toku czynności operacyjno-rozpoznawczych organów bezpieczeństwa państwa nie będą udostępnianie w celach naukowych i dziennikarskich”. Takie zastrzeżenie będzie obowiązywać nawet przez 50 lat. Ponieważ większość tego rodzaju dokumentów jest wzajemnie ze sobą powiązana - czyli jeden dokument może dotyczyć wielu, różnych osób - łatwo sobie wyobrazić, że seria indywidualnych decyzji o zastrzeżeniu dostępu spowoduje wkrótce zablokowanie jakichkolwiek prac historycznych lub śledztw dziennikarskich.

Są jednak w projekcie nowelizacji zapisy, które umknęły uwadze dziennikarzy „Rzeczpospolitej”, być może dlatego, że ich wprowadzenie wynika z orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego z maja 2007 roku.

Warto jednak zauważyć, że konsekwencje wprowadzenia tych zapisów mogą być niemniej istotne dla przyszłości Instytutu i stanu świadomości historycznej Polaków, niż wskazane już rozwiązania. Chodzi przede wszystkim o wykreślenie z ustawy o IPN niektórych zapisów art.5 oraz całkowite uchylenie art.7.

Artykuł 5 wymieniał podmioty, będące według ustawy komunistycznymi organami bezpieczeństwa państwa. Nowelizacja zmierza do wykreślenia z tego wykazu punktów 13 i 14 – czyli: Głównego Urzędu Kontroli Prasy, Publikacji i Widowisk wraz z wojewódzkimi i miejskimi urzędami kontroli, oraz Urzędu do Spraw Wyznań i terenowych organów administracji państwowej o właściwości szczególnej do spraw wyznań stopnia wojewódzkiego.

GUKPPiW to instytucja szczególnie zasłużona w niszczeniu polskiej kultury i nauki, odpowiedzialna za nadzór cenzorski nad wszystkimi wydawnictwami rozpowszechnianymi w czasach PRL. Urząd ds. Wyznań był zaś – jak wynika z wielu opracowań historyków IPN - ekspozyturą Służby Bezpieczeństwa i ściśle współpracował z SB w działaniach skierowanych przeciwko Kościołowi Katolickiemu i innym kościołom.

W maju 2007 roku Trybunał Konstytucyjny uznał jednak, że umieszczenie tych instytucji wśród organów bezpieczeństwa jest sprzeczne z konstytucją i nakazał ich wykreślenie.

W praktyce wykreślenie to oznacza, że IPN nie będzie już mógł korzystać z akt GUKPPiW i Urzędu ds. Wyznań, ani uznawać pracy w tych instytucjach za służbę w organach bezpieczeństwa PRL. Ale są też inne konsekwencje.

Akta Urzędu ds.Wyznań zawierały szereg dokumentów, których analiza była pomocna w identyfikacji agentury działającej w Kościele Katolickim – w tym szczególnie ważnych agentów, ulokowanych w Watykanie. Wydział współpracował bowiem bardzo ściśle z Departamentem I MSW (peerlowskim wywiadem), którego doświadczenia i liczną agenturę wykorzystano m.in. do przeprowadzenia zamachu na życie Jana Pawła II.

Wykreślenie urzędu z wykazu organów bezpieczeństwa oznacza zatem, że poważnie utrudniona zostanie lustracja duchownych, a niektóre śledztwa prowadzone przez Pion Śledczy IPN mogą zostać zablokowane.

Równie poważne konsekwencje może mieć wykreślenie z ustawy o IPN dyspozycji zawartej w art.5 punkt 2 – co także następuje na mocy orzeczenia TK z maja 2007r. Na podstawie tego przepisu do organów bezpieczeństwa zaliczano „organy i instytucje cywilne i wojskowe państw obcych o zadaniach podobnych do zadań organów, o których mowa w ust. 1”.

Po uchyleniu tego punktu, IPN nie będzie miał już prawa prowadzić postępowań wobec osób współpracujących ze służbami innych państw komunistycznych, ale też nie będzie mógł zwracać się do instytucji dysponujących archiwami tych państw o udzielenie informacji na temat polskich obywateli. Innymi słowy – odtąd każdy były agent Stasi, KGB,czy GRU może czuć się w Polsce całkiem bezpiecznie.

Konsekwencje tego zapisu nowelizacji, będą szczególnie widoczne w kontekście międzynarodowej współpracy IPN- u. A warto pamiętać, że przed miesiącem doszło do zdarzenia bezprecedensowego. 3 sierpnia br. prezes IPN spotkał się w Kijowie z szefem Służby Bezpieczeństwa Ukrainy (SBU) Walentynem Naliwajczenką i podpisał porozumienie rozszerzające współpracę pomiędzy Instytutem Pamięci Narodowej, a SBU, dotyczące m.in. wymiany kopii materiałów archiwalnych oraz wspólnej edycji źródeł.

Ta umowa o współpracy, mogła stanowić przełom w dostępie polskich historyków do materiałów archiwalnych służb specjalnych byłego ZSRR. Na jej podstawie, strona ukraińska podjęła już decyzję o przekazaniu do archiwum IPN dokumentów mających związek z losami Polaków z tzw. „listy ukraińskiej” oraz ze zbrodnią katyńską.

Obecnie – na skutek wykreślenia zapisu z ustawy, współpraca obywateli polskich z organami państw komunistycznych, nie będzie już mogła interesować historyków i prokuratorów Instytutu.

Można natomiast się zastanawiać – czemu służy wykreślenie z ustawy o IPN art.7. Zawiera on ustawową definicję dokumentów, znajdujących się w kręgu zainteresowania IPN. Są nimi „wszelkie nośniki informacji, niezależnie od formy przechowywania informacji, w tym w szczególności: akta, kartoteki, rejestry, pliki komputerowe, pisma, mapy, plany, filmy i inne nośniki obrazu, nośniki dźwięku i wszelkich innych form zapisu, a także kopie, odpisy i inne duplikaty tych nośników informacji; oraz niezbędne do analizy informacji środki pomocnicze, a w szczególności programy na użytek zautomatyzowanego przetwarzania danych”.

Można jedynie przypuszczać, że brak ustawowej definicji dokumentów ma na celu uniknięcie w przyszłości sytuacji, do jakiej niedawno doszło, gdy IPN zwrócił się do Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego z żądaniem wydania dokumentów komisji weryfikujących esbeków na początku lat 90-tych. Akta te znajdują się obecnie w dyspozycji ABW, a IPN chciałby, by przekazano je do zbiorów Instytutu.

Dokumenty te mogą być kluczowe w wyjaśnieniu szeregu ponurych tajemnic Służby Bezpieczeństwa. W teczkach są bowiem nie tylko dane samych oficerów, ale też dane ich tajnych współpracowników i przede wszystkim szczegółowe opisy działań poszczególnych funkcjonariuszy i komórek SB. Kiedy bowiem walczący o pozostanie w służbach esbecy stawali przed komisjami weryfikacyjnymi, starali się często udowodnić swe szczere intencje i bardzo drobiazgowo opisywali, czym zajmowali się w służbach. Z tego względu dokumenty, które pozostawiły komisje, mogą być prawdziwą kopalnią wiedzy. Jednak ABW nie chce oddać materiałów i zapewnia, że będzie realizować tylko to, co wynika z przepisów ustawy o IPN.

Nie wiemy, w jakiej formie sporządzono archiwum komisji weryfikujących esbeków. Obecny stan prawny umożliwiałby zaliczenie do dokumentów wielu, różnych nośników informacji. Niewykluczone, że brak art.7 ustawy spowoduje dowolną interpretację przepisów i pozwoli uniknąć przekazywania do IPN tego rodzaju archiwów, a tym samym umożliwi ochronę esbecko-agenturalnych tajemnic.

Przed trzema laty pewien znaczący polityk Platformy deklarował z trybuny sejmowej:

„W proponowanym przez nas , projekcie nowelizacji ustawy w pierwszej kolejności mówimy o uchyleniu klauzul tajności wobec materiałów dotyczących osób bezpośrednio lub pośrednio wywierających wpływ na życie publiczne, w tym wszystkich funkcjonariuszy publicznych oraz osób podlegających lustracji. Uważamy, że wiedza dotycząca tych osób powinna być dostępna w każdej chwili, zaś w stosunku do osób podlegających lustracji niezwłocznie po złożeniu przez nie oświadczenia lustracyjnego. Dlatego [...] proponujemy, aby znacząco rozszerzyć grupę osób podlegających lustracji o kategorię osób mających istotny wpływ na życie społeczne. Jednocześnie proponujemy pełne otwarcie dla wszystkich zainteresowanych dostępem do materiałów zgromadzonych na temat tych osób w archiwach Instytutu Pamięci Narodowej. - poseł Grzegorz Schetyna– Sejm -5 kadencja, 12 posiedzenie, (09.03.2006)

Proponowany obecnie przez Platformę projekt nowelizacji ustawy o IPN dowodzi, że ludzie tej partii są mistrzami w niszczeniu pamięci. Niestety – nie tylko własnej.

Źródła:

http://www.ipn.gov.pl/portal/pl/245/9442/Stanowisko_Kolegium_Instytutu_Pamieci_Narodowej_z_dnia_7_kwietnia_2009_r.html

http://www.rp.pl/artykul/9158,317885_Zdort__IPN_otwiera__kolejne_drzwi_.html

http://www.rp.pl/artykul/9158,360529_Nowy_sposob_na_zniszczenie_IPN.html

http://www.rp.pl/artykul/16,360555_Jakiego_IPN_chce_Platforma.html

http://www.rp.pl/artykul/2,360528_Czy_Platforma_podda_IPN_politycznej_kontroli_.html

http://www.ipn.gov.pl/portal/pl/245/10525/Spis_dokumentow_Archiwum_SBU_ktore_beda_przekazane_do_Instytutu_Pamieci_Narodowe.html

http://www.wprost.pl/ar/168291/Archiwa-komunistyczne-otworem-dla-Polakow-i-Ukraincow/

http://cogito.salon24.pl/77793,likwidacja-w-imieniu-wsi

http://cogito.salon24.pl/110018,ipn-naprzeciw-oczekiwaniom-platformy

http://orka2.sejm.gov.pl/Debata5.nsf/main/7997C34C

projekt nowelizacji ustawy o IPN - http://grafik.rp.pl/grafika2/368469