wtorek, 28 kwietnia 2009

SUKCESORZY - OD BERMANA DO MICHNIKA

„Kocham moją władzę.
A za co ją właściwie kochasz?
Za wszystko.
Za to, że cię nie ruszała i nie wsadzała do więzienia?
Za to szczególnie. Za wszystko gotów jestem kochać moją władzę.
A co ci się najbardziej podoba w twojej władzy: jej słowa, jej usta, jej chód i czyny?
Wszystko w niej kocham. To wy, kurwa mać, możecie sobie rozprawiać o mojej władzy Wy możecie strugać wariata, ja bardzo kocham swoją władzę, i nikt tak nie kocha swojej władzy, żadna gadzina nie kocha tak mojej władzy”. -
Wieniedikt Jerofiejew

Jakub Berman – jeden z największych zbrodniarzy – agentów sowieckich, instalujących w Polsce reżim komunistyczny, nie bez racji wierzył, że „suma konsekwentnie i umiejętnie prowadzonych działań stworzy nową świadomość”. Jak wiemy, w tworzeniu „nowej świadomości” komuniści sięgali po wszystkie „socjotechniczne” środki, próbując zmienić mentalność Polaków za pomocą terroru i ogłupiającej propagandy. Pod tym terminem – pozornie tylko odnoszącym się do kwestii światopoglądowych - kryje się przecież narzucenie społeczeństwu rządów okupacyjnych i trwała instalacja obcej władzy. Budowanie w Polsce „przodującego ustroju” to droga ciągłej indoktrynacji , walki o rząd dusz, w której zmiana środków i zastąpienie słowem kuli karabinu wyznaczało poziom „ucywilizowania” sowieckiej doktryny. Od początku tego procesu tzw. polscy komuniści – agenci wyszkoleni przez sowieckie służby, biegle posługiwali się grą operacyjną, prowokacją i dezinformacją, by narzucić społeczeństwu własny sposób widzenia rzeczywistości. Jednym z kluczowych pojęć, przy pomocy których dokonywano podporządkowania Polaków ideologii komunistycznej był termin „polski nacjonalizm”.

W opublikowanym w Rzeczpospolitej, doskonałym artykule „Moskwa wybiera Bermana”, historyk IPN-u Bogdan Musiał przedstawia kulisy rozgrywek o władzę, jakie toczyli komuniści w latach 40-tych i 50-tych. W oparciu o dokumenty z archiwów sowieckich wyraźnie wskazuje, iż od początku instalowania w Polsce reżimu komunistycznego, wśród sowieckich agentów nazwanych polskimi komunistami, obecne były wewnątrz kierownictwa PPR dwie orientacje. Ich charakterystykę, Musiał zaczerpnął ze sprawozdania, jakie w marcu 1948 roku sporządził ówczesny ambasador sowiecki w Warszawie Wiktor Lebiediew, dla Wiaczesława Mołotowa. Czytamy tam m.in.:

„Grupa skupiona wokół Gomułki była „zarażona polskim szowinizmem”, druga natomiast „jawnie promoskiewska” i składała się – według sowieckiego ambasadora – „głównie z Żydów, co w warunkach polskich nie może nie osłabiać ich pozycji” ze względu na mocne antysemickie nastroje w Polsce, także w szeregach PPR”.

Bogdan Musiał precyzyjnie dowodzi, że w rozgrywce o władzę z Władysławem Gomułką, jego przeciwnicy (w tym Jakub Berman) skutecznie posługiwali się wobec swoich sowieckich protektorów straszakiem zagrożenia w postaci „polskiego nacjonalizmu” i konkluduje, że antysemickie czystki w roku 1968 zostały zainicjowane przez tych komunistów, którzy po 1948 byli przegranymi w kampanii przeciw „odchyleniom nacjonalistycznym”, a mianowicie przez Władysława Gomułkę, Zenona Kliszkę, Mieczysława Moczara, Grzegorza Korczyńskiego. Do nich dołączyli ochoczo młodzi działacze wychowani i ukształtowani już w czasach komunizmu, tacy jak np. Wojciech Jaruzelski czy Stanisław Ciosek”.

Ta doskonale udokumentowana (nie tylko w cytowanej publikacji) teza, wskazuje, jak ważną bronią w walce o „nową świadomość” było używanie przeciwko polskiemu społeczeństwu ideologicznych „straszaków”, rozgrywanie fałszywych podziałów i tworzenie symulowanych pojęć. Warto zauważyć, że gdyby tego rodzaju walki „frakcyjne”, dotyczyły wyłącznie zamkniętego kręgu komunistycznych agentów – można byłoby tę konstatację potraktować jako historyczną ciekawostkę i wyrazić żal, iż nie doprowadziły do fizycznej samolikwidacji członków tzw.PPR-u. Wiemy jednak, że ówczesne „spory ideologiczne” w łonie partii komunistycznej miały ten skutek, że dotyczyły całego polskiego społeczeństwa, bowiem wywoływały fale represji i terroru. Pisze o tym również Musiał, przypominając:

Berman z towarzyszami zainicjowali nagonkę, która zataczała coraz szersze kręgi i nabierała rozmachu. W następnych miesiącach i latach przekształciła się w narastającą falę terroru obejmującą wszystkie dziedziny życia publicznego. Liczba ofiar represji poszła w dziesiątki tysięcy, a ogromna większość z nich nie miała nic wspólnego z wewnętrzną walką o władzę w komunistycznym aparacie”.

Z tej głównie przyczyny, ów sowiecki system sprawowania władzy, poprzez mnożenie podziałów i wykorzystywanie ideologicznych haseł dla budowania „nowej świadomości” zasługuje na pogłębioną refleksję. Tym bardziej, że okazał się skuteczny.

Znalazł bowiem tak wiernych i zdolnych kontynuatorów, że przetrwał wszystkie „polskie rocznice” i zakręty naszej historii, by objawić się najpełniej w państwie nazwanym IIIRP – jako emanacja „sumy konsekwentnie i umiejętnie prowadzonych działań”.

Dzieło ich życia – a tak przecież można nazwać państwo, którym od 20 lat zostaliśmy obdarzeni – zostało zbudowane na identycznej, spójnej z logiką dialektyki marksistowskiej zasadzie i stanowi, jak dotychczas najbardziej optymalne urzeczywistnienie marzeń Jakuba Bermana.

Budowa tego dzieła mogła zakończyć się sukcesem, gdyż dokonano arcymistrzowskiej operacji, opartej na wieloletniej, wielowymiarowej grze, podczas której przekonano całe niemal polskie społeczeństwo, iż ludzie, którzy byli zaledwie schizmatykami wiary komunistycznej, sami siebie nazywając dysydentami, stali się „demokratyczną opozycją” i wspólnie z robotnikami obalili ustrój komunistyczny. To gigantyczne, historyczne kłamstwo legło u podstaw poglądu, jakoby III RP powstała na gruzach komunizmu, podczas gdy w rzeczywistości, to komunizm, w zmodyfikowanej, przepoczwarzonej postaci obrócił w gruzy polskie dążenia do niepodległości.

W dziewiątej, ostatniej części cyklu IIIRP CZY TRZECIA FAZA - FAŁSZYWA OPOZYCJA II postawiłem pytanie - Jak mogło dojść do tego, że mianem „demokratycznej opozycji” obdarzono w Polsce ludzi, którzy głosili sekciarskie poglądy, w ramach ogólnoświatowej pseudoreligii komunistycznej? Jak i dlaczego szlachetne oppositio zostało obłudnie powiązane z trywialnym revisio, a powstały z tego mezaliansu twór nazwano „demokratyczną opozycją”?

Na podstawie wielu źródeł i publikacji próbowałem wykazać, że poglądy ludzi takich jak Jan Józef Lipski, Jacek Kuroń czy Adam Michnik – z którymi zresztą nigdy specjalnie się nie kryli – sytuują ich w gronie wyznawców ideologii komunistycznej, są odmianą trockistowskiej wizji komunizmu, opartej na deklaracjach ideowych Czwartej Międzynarodówki.

Materializm dialektyczny nie zna dualizmu środka i celu. Cel w sposób naturalny wynika z samego historycznego ruchu. Środki są w sposób organiczny podporządkowane celowi. Najbliższy cel staje się środkiem dla celu bardziej odległego” – nauczał Trocki, a ludzie wyrośli z tradycji lewicowej doskonale potrafili zastosować jego nauki w praktyce.

Oni sami też, nigdy nie twierdzili, że walczą z komunizmem. Ich bitwy i działania dotyczyły tylko tych obszarów komunizmu, które nie przystawały do wizji dysydenckich, które były sprzeczne z ich sposobem widzenia doktryny. Nieznajomość „dualizmu środka i celu” pozwalała im z równym skupieniem traktować Kościół, jak robotników czy naród, w równym stopniu podziwiać Wojtyłłę jak Kiszczaka, na równi stawiać niepodległość jak „socjalizm z ludzką twarzą”. Wykorzystując imperatyw walki o wolność i nasze marzenia o „drodze ku Niepodległej”, łatwo przyszło im przyoblec się w szaty obrońców sprawiedliwości i usankcjonować nasze złudzenia pod szyldem awangardowej „demokratycznej opozycji”.

Jak trafnie zauważył Jacek Bartyzel w eseju – „O fałszywej historii jako mistrzyni fałszywej apologetyki” - „Ażeby zrozumieć naturę i sens tej opozycji należałoby prześledzić całą (w tym „sekretną”) historię marksizmu i międzynarodowego ruchu komunistycznego, zwłaszcza pod kątem jego głównego wewnętrznego, od końca lat 20., pęknięcia na nurt stalinowski i trockistowski oraz ze szczególnym uwzględnieniem frakcyjnych kłótni i dintojr w obrębie jej „polskiego” (terytorialnie) sektora, od SDKPiL, poprzez KPRP i KPP (nie zapominając o KPZU i KPZB), dalej Centralne Biuro Komunistów Polskich i PPR, aż po PZPR”.

Rzecz znamienna, że ludzie ci potrafili swoje „schizmatyczne rozdarcie” przedstawiać jako oznakę cnoty i szlachetności, co pozwalało Michnikowi napisać w apologii Jacka Kuronia:

„Był spadkobiercą najlepszych polskich tradycji: Rzeczypospolitej Wielu Narodów i państwa bez stosów; Polski zatroskanej o skrzywdzonych i poniżonych; Polski wolnej od komunistycznego kłamstwa, ale otwartej na ludzi z PRL-u, którzy chcieli być wierni demokracji; Polski bezwzględnej wobec korupcji; Polski, która nie boi się prawdy o sobie, choćby ta prawda bywała gorzka; Polski ufundowanej na tradycji chrześcijańskiej i niepodległościowej, ale też na tradycji racjonalizmu oświecenia i pozytywistów, na tradycji lewicowego ruchu robotniczego, Waryńskiego i Perlą, Daszyńskiego i Pużaka. Jacek umiał -- jakże to imponujące i nieczęste -oddać hołd ludziom wartości, choćby wywodzili się z całkiem odmiennych tradycji: Róży Luksemburg i kardynałowi Stefanowi Wyszyńskiemu”.

Nierozstrzygnięte jednak pozostaje pytanie – jak mogło dojść do tego fałszu, w jaki sposób – poza oczywistym partycypowaniem policji politycznej PRL w procesie „historycznego kompromisu” – przekonano polskie społeczeństwo, że dążenia tych ludzi urzeczywistniają nasze pragnienie życia w wolnym kraju?

Myślę, że odpowiedzi na to pytanie, a przynajmniej ważnych jej składników należy poszukiwać właśnie w metodzie działań, którymi Sowieci rozgrywali sprawy Polski już od czasu zakończenia II Wojny światowej. Istnieje mocno zauważalna, metodyczna ciągłość pomiędzy praktyką, jaką posługiwano się w latach 40-tych i 50-tych, prowadząc sterowane przez Moskwę „walki frakcyjne” w łonie partii komunistycznej, ze sposobem działania głównych ideologów IIIRP. Podobieństwa jakie można dostrzec, przy całym zróżnicowaniu ówczesnej i obecnej sytuacji historycznej, są na tyle istotne, że nie pozostawiają wątpliwości, iż zachowano w tej metodzie jej zasadniczy zrąb.

Przede wszystkim – tak wtedy, jak obecnie, przedmiotem tych działań jest całe społeczeństwo. Ponieważ ich rzeczywista przyczyna, jak i cel, do którego zmierzają, są przed społeczeństwem skrywane, można uznać, że przedmiot działań staje się nieświadomą ofiarą.

Przed 50 laty rozgrywki pomiędzy „polskimi szowinistami”, a „frakcją promoskiewską” doprowadziły do rozpętania fali masowego terroru i spowodowały śmierć lub cierpienia milionów Polaków. W roku 1989, udoskonalona, systemowa gra, której kulminacją były obrady „okrągłego stołu” nie wywołała już tak dramatycznych skutków, a liczbę ofiar ograniczono do kilkuset, nie licząc dziesiątków tysięcy przymusowych emigrantów. O przedmiotowym traktowaniu polskiego społeczeństwa, może najmocniej świadczy epizod z czasów zakończenia obrad, cytowany przez Andrzeja Gwiazdę, gdy Tadeusz Mazowiecki zadał gen.Kiszczakowi pytanie: „A kto będzie podmiotem porozumień?”. I otrzymał jasną odpowiedź: „Podmiotem porozumień będą sygnatariusze”.

Każdy chyba, kto był świadomym uczestnikiem życia publicznego w pionierskich czasach „transformacji ustrojowej” lat 1989-92 miał świadomość, że był to proces, w którym tylko niektórzy, starannie dobrani biznesmeni, politycy, prawnicy czy dziennikarze odnosili sukcesy na miarę niedostępną dla innych, a wielkie fortuny i kariery osiągało się poprzez uczestnictwo w środowisku, szyderczo i trafnie nazwanym „salonem”. W tym zakresie, w pejzażu IIIRP nie nastąpiły żadne zmiany.

Szokującym, nawet z perspektywy naszej dzisiejszej wiedzy jest świadectwo ludzi, którzy byli bezpośrednimi obserwatorami obrad „okrągłego stołu” i już wówczas dostrzegli wyrazisty podział na „podmiotowych sygnatariuszy” i traktowaną z pogardą „resztę”. Krzysztof Czabański wydał w roku 2005 książkę, „Pierwsze podejście. Zapiski naocznego świadka” .której ostatnia część jest dziennikiem prowadzonym w trakcie obrad OS, od 6 lutego – do 6 kwietnia 1989 roku. Na stronie 225 Czabański zanotował:

Tu nie chodzi o żadną czystość w rozumieniu romantycznym czy coś w tym rodzaju. O nie. Tu chodzi, po prostu, o wartości. Rozbrat z nimi, obserwujemy to na własne oczy, jest przeżyciem ciężkim i właściwie niewytłumaczalnym. Czyż tego wszystkiego, co się dzieje nie można by robić uczciwiej, rzetelniej?! Myślę, że tak. I wcale nie potrzeba by było do tego więcej wysiłku, wystarczyłoby zaufanie do innych, szanowanie innych, mniej klikowe rozgrywanie spraw. Zapewne się powtarzam, ale mam nieodparte wrażenie, że salon dominował nie tylko inicjatywy „S” i Wałęsę, ale w ogóle całą opozycję. Salon najprostszą drogą do degrengolady. A z drugiej strony potworny łeb populizmu! W tej sytuacji należałoby opowiedzieć się za salonem. Jednak obie opcje są mi obmierzłe. Właśnie dlatego, że zmusza do takich wyborów, polityka jest dla mnie obrzydliwa. Wolę odrzucić obie opcje – salon i populizm, i tkwić w domu. W luksusie nieponoszenia odpowiedzialności i niepodejmowania decyzji”.

Kilkanaście stron wcześniej znajdziemy zapis, który swoim profetycznym realizmem powinien nawet wiernych wyznawców idei :historycznego porozumienia” skłonić do poważnej refleksji:

„Zadaniem K. W. wszystko to jest mistyfikacją. Według L. za „okrągłym stołem”, a właściwie za zawartym wcześniej układem, stoją duże pieniądze (kilka miliardów dolarów) i to skłania władzę do porozumienia. Według K. jest to plan sowiecki, realizowany bezwzględnie przez Jaruzelskiego i Wałęsę, który zwietrzył możliwość utworzenia przez elitę opozycji establishmentu wespół z elitą władzy. Jakby jednak nie było, wydaje się, że efekt końcowy może być podobny. Otóż, nastąpi legitymizacja władzy, Jaruzelski zostanie prezydentem wybranym przez sejm, który z kolei będzie wybrany przez naród. Wałęsa zaś będzie następnym prezydentem, a na razie np. przewodniczącym Frontu Porozumienia Narodowego. Jadzia uważa, jak donieśli mi wspólni znajomi, że „beton” zaciera ręce i śmieje się ze stołu. Bardziej z „S” zresztą. Dwa centra zawierają układ, a wszystko się i tak wywróci, z tym, że „S” zostanie po drodze skompromitowana. U końca drogi zaś, prorokuje K. W., skorumpowane elity będą blokować społeczeństwo, zaś rządzić będzie prezydent – choćby i Wałęsa – i tajna policja”.

W roku 1990 Alain Besancon, znany francuski historyk i sowietolog - , udzielił Adamowi Michnikowi odpowiedzi na szeroko rozkolportowany przez lewicową prasę na Zachodzie list otwarty Michnika, zamieszczony w „Gazecie Wyborczej” , pod wymownym tytułem "Przegrałeś Alain". Besancon m.in. napisał:

Kompromis historyczny, przypieczętowany przy okrągłym stole w 1989 roku, doprowadził do powstania "podwójnej monopartii" i podwójnej nomenklatury, trudniejszej do obalenia niż monopartyjna władza Gierka czy Kani. Tandem Jaruzelski-Wałęsa może doprowadzić do dyktatury jednego lub drugiego z nich. Walka polityczna, której "Solidarność" nie chce prowadzić z komunizmem, kieruje się przeciw prawdziwej opozycji, rozproszonej i bezsilnej, która dopiero próbuje się zorganizować. W polityce zewnętrznej utworzyła się oś Moskwa-Warszawa. W "Litieraturnoj Gazietie" Michnik dał wyraz swemu zadowoleniu z tego, że wojska sowieckie raczą pozostać w Polsce. Zarzucono mi, że wspomniałem o Targowicy. A przecież ta grupa zdrajców nigdy nie zaaprobowała przedłużenia okupacji trwającej 45 lat”.

Autor kończył swoją odpowiedź następującą konkluzją:

To, co dzieje się w Polsce, to właśnie to, czego chciał dokonać Gorbaczow u wszystkich swych satelitów. Niemal wszędzie manewr ten zakończył się niepowodzeniem. Powiódł się w Polsce i to jest największym sukcesem Gorbaczowa. Ma w tym swój udział Michnik”.

Ten cytat niech stanowi ważne uzasadnienie dla tezy, że drugą, istotną analogią, spajającą działania komunistów w latach 40 z dziełem budowania III RP, jest podmiot, na rzecz którego te działania są prowadzone – ich rzeczywisty beneficjant. Poza wąską grupą osób – czyli establishmentem, wyselekcjonowanym w procesie przejmowania władzy, tak wówczas - na początku komunistycznego zniewolenia, jak obecnie – głównym, historycznym i politycznym odbiorcą tych przemian była Moskwa i jej interes wydaje się priorytetowy wobec pozostałych racji. Dość łatwo to twierdzenie poprzeć licznymi faktami z lat 1989-91, gdy na terytorium niepodległej IIIRP nadal stacjonowały wojska Armii Czerwonej, a bezpieczeństwo polskiej armii przez kilkanaście lat „chronił” kontrwywiad wojskowy, złożony z oficerów wyszkolonych przez KGB. Nigdy też, w polityce wolnej Polski nie pojawił się nawet projekt, by długoletni okupant poniósł ekonomiczne lub choćby polityczne konsekwencje swoich poczynań.

Wiemy natomiast – z szyfrogramów placówki peerelowskiej bezpieki w Moskwie, czyli Grupy Operacyjnej „Wisła”, że kilkakrotnie, w roku 1989 Adam Michnik odbywał spotkania z przedstawicielami władz sowieckich. O czym wówczas rozmawiał z Sowietami, jakie poczynił ustalenia i kto upoważnił go do tych rozmów, jako reprezentanta opozycji – nie dowiedzieliśmy się nigdy, przez 20 lat obowiązywania wolności w wydaniu IIIRP. A przecież to w tym samym czasie, w lutym 1989 roku, z treści notatki dyrektora Departamentu III MSW gen. Krzysztofa Majchrowskiego, skierowanej do gen. Jaruzelskiego możemy się dowiedzieć, że głównymi architektami polityki podczas obrad „okrągłego stołu” są Adam Michnik i Bronisław Geremek. W kontekście wiedzy o moskiewskich rozmowach Michnika, całkiem zasadnym wydaje się pytanie: kogo - w czyim interesie i przed kim, ludzie ci reprezentowali w roku 1989?

Warto zauważyć, że nie jest dziełem przypadku, iż decyzje polityczne i ekonomiczne podejmowane przez polskie rządy po roku 89 r, posiadają immanentną, wspólną cechą. Jest nią fakt, że żadna z nich nie spowodowała naruszenia kontroli naszego rejonu przez Moskwę i nie przyczyniła się do radykalnego, definitywnego oderwania Polski od sfery wpływów rosyjskich. Gdy w roku 2006 podjęto wreszcie taką decyzję i zlikwidowano Wojskowe Służby Informacyjne – reakcja układu powstałego przed 20 laty, była i jest nadal, aż nadto zauważalnym dowodem wskazującym na faktyczny podmiot „historycznego kompromisu”.

CDN...

Źródła:

http://www.rp.pl/artykul/292965.html

http://cogito.salon24.pl/77781,iii-rp-czy-trzecia-faza-cz-9-falszywa-opozycja-ii

http://www.obywatel.org.pl/index.php?module=subjects&func=viewpage&pageid=1318

Krzysztof Czabański – „Pierwsze podejście. Zapiski naocznego świadka” - Warszawa 2005r.

http://www.abcnet.com.pl/4-alain-besancon-adamowi-michnikowi-w-odpowiedzi-tekst-otrzymany-od-autora

http://www.kuron.pl/wspomnienia_cz2k.html

sobota, 25 kwietnia 2009

ABWEHRGRUPPE

1. W Wydziale II Departamentu III MSW (zajmującym się rozpracowaniem środowisk AK,NZS,WiN,ROPCiO, mniejszości narodowych oraz dywersją ideologiczną) nie pracował funkcjonariusz – „St. Inspektor Wydz. II Dep. III MSW ppłk M. Kijowski”.

W II Wydziale pracował natomiast kapitan Marian Kijowski.

2. Do zadań SB w chwili wprowadzenia stanu wojennego - a w istocie tuż przed - należało przeprowadzenie internowań (operacja "Jodła") i "rozmów ostrzegawczych" (operacja "Klon"). Pierwsza z tych operacji, która wedle stanu na 16 października powinna objąć 4277 osób, miała na celu nie tylko odsunięcie ich od działalności, ale także wprowadzenie na miejsce internowanych swoich ludzi - różnego rodzaju tajnych współpracowników czy "kontaktów osobowych" - oraz takich osób, które będą uległe. W ten sposób miała powstać "ludowa", czy - jak to określił gen. Kiszczak - "socjalistyczna Solidarność". Podobne plany powstały w całym kraju. Oznaczało to konieczność licznych werbunków, rozmów operacyjnych, instalowania urządzeń podsłuchowych, przygotowywania skrzynek i lokali kontaktowych.

Akcji internowania przywódców Solidarności towarzyszyła operacja "Klon", polegająca na rozbijaniu opozycji poprzez prowadzenie rozmów "profilaktyczno-ostrzegawczych". Skutkiem takich rozmów miało być nie tylko zastraszenie, ale również wymuszenie podpisania "lojalek" - czyli oświadczeń o zaprzestaniu "wrogiej działalności" oraz werbowanie konfidentów.

Fragment planu operacji ‘Klon” na przykładzie Rzeszowa wyglądał następująco:

„P L A N przeprowadzenia operacji kryptonim.”KLON”
Operacja krypt.[onim] "KLON" dotyczy przeprowadzenia rozmów ostrzegawczych po wprowadzeniu stanu wojennego z osobami, wytypowanymi przez jednostki operacyjne Służby Bezpieczeństwa KWMO w Rzeszowie.
Przeprowadzenie rozmów ma na celu skłonienie osób, z którymi zostaną przeprowadzone, do zaniechania działalności zagrażającej bezpieczeństwu Państwa w warunkach stanu wojennego, w tym poprzez pozyskanie do współpracy operacyjnej ze Służbą Bezpieczeństwa, dezintegrację środowisk, w których prowadzona jest szkodliwa politycznie działalność oraz demaskowanie zamierzeń i działań politycznego przeciwnika.
W rezultacie rozmowy, uznając, że spowoduje ona zaniechanie działalności zagrażającej bezpieczeństwu Państwa, należy przyjąć oświadczenie o zobowiązaniu do przestrzegania porządku prawnego.

Jeżeli w rezultacie rozmowy uzna się, że nie spowoduje ona zaniechania działalności zagrażającej bezpieczeństwu Państwa w warunkach stanu wojennego, osoba wezwana na rozmowę podlega internowaniu.

3. W materiałach archiwalnych IPN, dotyczących J.Kaczyńskiego, nie widnieje żadna wzmianka, by był objęty działaniami w ramach operacji „KLON”. Istnieje natomiast informacja, iż „Występuje jako figurant w aktach sprawy obiektowej krypt. „KLAN” i „ZWIĄZEK” (nr ew. 37004), prowadzonej w latach 1980-83 przez Wydział III "A" i Inspektorat 2 KW MO Gdańsk, wymierzonej przeciwko NSZZ "Solidarność".

W tym samym czasie występuje jako figurant w aktach sprawy operacyjnego rozpracowania krypt. „LIGA” (nr ew. 67401) – założonej na Klub Służby Niepodległości, którego jednym ze współzałożycieli był J. Kaczyński – prowadzonej przez Wydział IX Departamentu III MSW w okresie listopad 1981-lipiec 1982. Materiały po archiwizacji zmikrofilmowano. Akta SOR "LIGA" - sygn. MSW 51469/II; mikrofilm sygn. MSW 8950/2.

Rejestrowany w ramach kwestionariusza ewidencyjnego kryp. „JAR” (nr ew. 69056) w okresie 20.01-18.08.1982 r. (założony na Jarosława Kaczyńskiego, członka - sygnatariusza deklaracji celów Klubu Służby Niepodległości). Kwestionariusz ewidencyjny – był wprowadzoną instrukcją z 1970 r. kategorią spraw operacyjnych. Kwestionariusz służył dokumentowaniu działalności osób, które w przeszłości podejmowały „wrogą działalność lub były podejrzane o chęć jej rozpoczęcia, jednakże żadnych działań aktualnie nie podejmowały”.

Jeśli zatem rzekomy „ppłk M.Kijowski” stwierdza w dniu 18 grudnia 1981 roku we wniosku 1, iż „Rozmowa potwierdziła trafność koncepcji działań operacyjnych w stosunku do figuranta Jar” – to kryptonim „Jar” nadano kwestionariuszowi sprawy założonej od 20 stycznia 1982r.

Mam nadzieję, że Jarosław Kaczyński i jedyna partia opozycyjna nie zrezygnują z gruntownego wyjaśnienia, - kto i w jakich okolicznościach wyprodukował fałszywki, którymi posłużył się poseł PO oraz zrealizował dzisiejszą prowokację?

http://www.abcnet.com.pl/node/2216

http://internowani.xg.pl/index.php?type=article&aid=348

http://katalog.bip.ipn.gov.pl/showDetails.do?lastName=Kaczy%C5%84ski&idx=&katalogId=0&subpageKatalogId=3&pageNo=1&osobaId=8054&

poniedziałek, 20 kwietnia 2009

SPRZĄTANIE PRZED KOMISJĄ.

„Sprawcy zażądali okupu, wysyłając ojcu ofiary esemesy. Rodzice jadą we wskazane miejsce, ale porywacze nie podejmują pieniędzy. To ich taktyka. Kiedy dochodzą do wniosku, że mogą wpaść, rezygnują. Takie wyjazdy odbyły się jeszcze kilka razy. [...] Po kilku tygodniach ustalają czas i miejsce złożenia okupu. Gdzie, jak i ile pieniędzy przekazała rodzina – śledczy nie chcą zdradzić. Jedna z wersji mówi, że pieniądze zostały zrzucone z mostu w Warszawie[...]

Ten opis nie dotyczy sprawy porwania Krzysztofa Olewnika, choć okoliczności i zachowanie sprawców są identyczne. Pochodzi z artykuły sprzed roku, w którym „Rzeczpospolita” informowała o działaniach „gangu obcinaczy palców”, opisując m.in. porwanie córki przedsiębiorcy z branży mięsnej. Pod tą wymyśloną przez media nazwą kryją się przestępcy, działający w strukturach „gangu mokotowskiego” – największej i najgroźniejszej w Polsce grupy przestępczej. Gdyby wierzyć w doniesienia prasowe, „gang mokotowski” miał być rozbity wiele razy, choć każda, kolejna informacja o zatrzymaniach osób związanych z tą grupą świadczyła o miernych efektach działań policji.

Oto 21.12.2005 roku mogliśmy się dowiedzieć, że „Policja wygarnęła wczoraj rano z domów 17 członków tzw. grupy \"Korka\", czyli gangu mokotowskiego. Gangsterzy tworzyli jedną z najbardziej niebezpiecznych grup zbrojnych w Polsce. Chociaż sam \"Korek\" czyli Andrzej H. od lipca siedzi w areszcie w Gdańsku, to jego gang był nadal groźny. Grupa zajmowała się napadami na tiry, produkcją i sprzedażą kokainy, handlem bronią na skalę międzynarodową. Narkotyki sprzedawali w ilościach hurtowych od 1,5 kg do 100 kg kokainy. Podejrzewa się ich również o napady i porwania dla okupu”.

Pytany wówczas przez dziennikarzy – „Czy może pan powiedzieć, że gang mokotowski został doszczętnie rozbity”? - prokurator krajowy Janusz Kaczmarek, miał stwierdzić – „W dużej części, reszty jeszcze szukamy”. Na efekt poszukiwań trzeba było trochę poczekać.

Trzy lata później, 28 kwietnia 2008 roku, Gazeta Wyborcza donosiła : „Po godz. 6 w niedzielę do 25 budynków w Warszawie i okolicach weszło 300 policjantów m. in. z Centralnego Biura Śledczego i antyterrorystów. Cel - członkowie gangu mokotowskiego. 20 przestępców zostało aresztowanych, między innymi Karol R. ps. Karol, Norbert D. ps. Szlugu, Krzysztof P. ps. Skrzat i Janusz M. ps. Jarek. To zaufani szefów pilnujący ich interesów. Bossowie Mokotowa, w tym Andrzej H. ps. Korek, który siedzi za przemyt ponad 3 kg kokainy od 2004 roku.
Zatrzymania gangsterów zaplanowano, kiedy źródło operacyjne powiadomiło policję, że "Mokotów" planuje zamachy na ostrołęckich prokuratorów i policjantów, którzy ostatnio zbierali dowody na członków grupy”.

W lipcu 2008 roku aresztowano również Artura Należytego – ps. Ojciec – szefa grupy gangu „obcinaczy palców”.

Minął niemal równy rok i oto dziś dowiedzieliśmy się, że „policja zatrzymała 20 osób należących do tzw. grupy mokotowskiej- poinformował Krzysztof Hajdas z KGP [...] Funkcjonariusze podczas akcji zabezpieczyli także mienie wartości 170 tys. zł. Zatrzymań dokonali w niedzielę funkcjonariusze CBŚ przy udziale antyterrorystów. - W akcji na terenie Warszawy i województwa mazowieckiego uczestniczyło 250 policjantów, byli wspomagani przez śmigłowiec ze snajperem na pokładzie - powiedział Hajdas.

Jak wyjaśnił, zatrzymani przestępcy, według policyjnych informacji, dążyli do odbudowania i poszerzenia struktur grupy mokotowskiej po zatrzymaniu w ub. roku jej przywódców”. [...]

Grupa mokotowska była przez policję określana jako jedna z najniebezpieczniejszych w Polsce, specjalizowała się w napadach na tiry, handlu bronią i narkotykami (także na skalę międzynarodową), praniu brudnych pieniędzy’.

Myślę, że tę ostatnią informację warto zestawić z przebiegiem prac sejmowej komisji w.s zabójstwa Krzysztofa Olewnika i spojrzeć na sprawę z nieco innej perspektywy, niż wymiar sensacyjnego newsu.

17 lutego br. Rzeczpospolita" poinformowała, że za przełomem w śledztwie w sprawie Olewnika stoją zeznania nowego świadka. Według gazety, ma to być świadek koronny, który wcześniej pomagał rozbić gang pruszkowski. Miał on potwierdzić związki byłego wspólnika porwanego- Jacka K. z ludźmi z gangu mokotowskiego. Dowodów dostarczyła także nowa analiza billingów jego rozmów, zlecona przez gdańskich prokuratorów. Analiza połączeń telefonicznych wykazała, ze Jacek K. kontaktował się między innymi z przestępcami związanymi z gangiem mokotowskim.

O nowych ustaleniach śledztwa informował wkrótce potem „Dziennik”, opisując, iż z analizy bilingów wynika, że z Jackiem K kontaktował się Andrzej A – gangster związany z pruszkowskimi grupami przestępczymi. W roku 2002 r. A. intensywnie kontaktował się z jednym numerem w sieci Idea. Z tego telefonu dzwoniono w lutym 2002 r. do Jacka K, a 17 lutego 2002 r. sam A. zatelefonował do Jacka K. (co autor policyjnej analizy opatrzył wykrzyknikiem). Andrzej A. często dzwonił też do firmy żony Wojciecha Franiewskiego - herszta bandy porywaczy.

A. kontaktował się również z Rafałem K. "Farbowanym", bandytą z grupy mokotowskiej. "Farbowanego" i Krzysztofa Olewnika łączyła bliska znajomość z Izabellą L. Ta zeznała w śledztwie, że K. wiele razy pytał ją o Olewnika i akceptował jej romans, mówiąc, że „to dobra partia, że można by wyrwać od niego parę złotych”.

Rafał K był do niedawna prawą ręką gangstera Zbigniewa C. "Daksa", jednego z bossów grupy mokotowskiej. W 1999 r. razem z "Daksem" i Krzysztofem Mrozowskim "Fraglesem" został zatrzymany na próbie wymuszenia długu (kartkę z namiarami do "Fraglesa" policja znalazła w 2005 r., gdy zrobiła przeszukanie w domu Jacka K.). Z informacji "Dziennika" wynikało, że "Farbowany" siedzi w areszcie podejrzewany o udział w akcjach gangu i zlecenie zabójstwa. Przypomnę, że Krzysztof Mrozowski „Fragles” to gangster znany Grzegorzowi K – byłemu „baronowi” SLD z Sierpca, wymienionemu przeze mnie wielokrotnie w cyklu „KRĘGI”.

Śledztwo w sprawie gangu mokotowskiego prowadzi Prokuratura Okręgowa w Gdańsku. Ta sama, która zarządza postępowaniem, mającym wyjaśnić nieprawidłowości w śledztwie dotyczącym zabójstwa Olewnika.

26 marca br. marca, z prowadzącymi sprawę prokuratorami spotkali się członkowie sejmowej komisji śledczej.

„Nie będzie tematów tabu, nasza współpraca jest bardzo bliska. Determinacja jest bardzo wyraźna" - oświadczył wówczas szef komisji Marek Biernacki. Ustalono, że zamknięte spotkania komisji z prokuratorami mają być cykliczne, a prowadzący śledztwo będą udostępniać sejmowej komisji kolejne materiały z postępowania i ustalać zasady ich wykorzystania.

Jak się okazało, gdańscy prokuratorzy badają powiązania ludzi służb specjalnych PRL z gangsterami, którzy uprowadzili i zabili Krzysztofa Olewnika. Jeden z wątków sprawy prowadzi do byłego pułkownika SB, a dziś wpływowego biznesmena w branży spożywczej, który znał prawdopodobnie i porywaczy Olewnika, i ludzi, którzy mieli stać za uprowadzeniem Jana Z., a dzięki tej znajomości mógł sprowadzać śledztwo na boczne tory. Porwanie Jana Z z roku 2001 wydaje się tu istotnym kluczem do sprawy. Porywacze mieli go wieszać na haku, bić i grozić, że zabiją mu dzieci, jeśli nie spełni ich żądań.

Jan Z – czyli Jan Załuska został wymieniony w aneksie nr.16 Raportu z Weryfikacji WSI, jako przedsiębiorca, który „przekazywał na rzecz WSI ustalony procent z zysków z zarządzanych firm oraz zawarł z WSI umowę na udzielenie mu pożyczki”. Jego porwanie miało mieć związek z planami przejęcia przez WSI kontroli nad Rafinerią Trzebinia, a od Załuski miano żądać, by podpisał sfałszowany dokument. Plan się nie powiódł, bo porwany odmówił podpisu dokumentu - obiecał wpłacić 600 tys. dolarów i odzyskał wolność. Proces porywaczy (których szefem według aktu oskarżenia był adwokat Janusz Sz.) jeszcze nie ruszył.

Przed kilkoma dniami – 16 kwietnia posłowie komisji śledczej, na zamkniętym, ponad trzygodzinnym, posiedzeniu spotkali się z rodziną zamordowanego Krzysztofa Olewnika.

Szef komisji – Marek Biernacki stwierdził, że „bliscy Krzysztofa Olewnika, wskazywali na "fundamentalne" - ich zdaniem - sprawy oraz ważne wątki, którymi komisja powinna się zająć”. Pytany o szczegóły, Biernacki zasłaniał się zamkniętym charakterem spotkania. Także rodzina Olewników nie chciała zdradzić swoich sugestii.

Po zestawieniu powyższych informacji, można z dużą dozą prawdopodobieństwa postawić tezę, że dzisiejsze zatrzymania członków „gangu mokotowskiego”, mają związek ze śledztwem prowadzonym przez prokuraturę gdańską i pracami sejmowej speckomisji. Choć nie znamy żadnych szczegółów tego śledztwa, trudno przypuszczać, by zorganizowana na wielką skalę, spektakularna akcja zatrzymania 20 osób była zdarzeniem incydentalnym, w stosunku do sprawy Olewnika – tym bardziej, że prowadzący śledztwo prokuratorzy odbyli przed miesiącem spotkanie z członkami komisji. Czy plan tej akcji jest efektem spotkania i jakie dowody zgromadzono wobec zatrzymanych gangsterów – nie wiemy. Można przypuszczać, że działania policji mają związek z zatrzymaniem Jacka K i złożonymi przezeń zeznaniami oraz rolą świadka koronnego. Wydaje się natomiast rzeczą oczywistą, że dzisiejsza akcja policji może potwierdzać zasadność prowadzenia śledztwa w kierunku ustalenia powiązań „mafii mokotowskiej” z ludźmi policji politycznej PRL.

Pojawia się natomiast ważne pytanie : czy nasilenie w ciągu ostatnich miesięcy, działań prokuratorsko – policyjnych (zatrzymanie Jacka K., akcja przeciwko „gangowi mokotowskiemu”) ma na celu wykazanie przez organy ścigania ich skuteczności i woli wyjaśnienia sprawy Krzysztofa Olewnika, – czy też jest działaniem wyprzedzającym ewentualne ustalenia komisji śledczej i ma spowodować, że prace komisji zostaną skierowane w stronę, jaką wytyczają obecne akcje? To pytanie zasadne, bowiem trudno uwierzyć, by obecne działania prokuratury nie miały wpływu na prace sejmowej speckomisji lub nie wynikały z uwarunkowań politycznych. Każda z tych czynności sprawia przecież, że rysuje się wyraźny kierunek, w jakim prokuratura będzie prowadziła śledztwo i hipoteza, według której będzie ono konstruowane. Choć istnieje autonomia działań prokuratury, wobec ewentualnych ustaleń posłów, a prace komisji w żaden sposób nie zastępują czynności procesowych – nie sposób odnieść wrażenia, że uaktywnienie organów ścigania, tuż przed startem komisji nie jest rzeczą przypadkową.

W związku z tą sytuacją, warto zwrócić uwagę na jeszcze jedną rzecz. Otóż, areszt wobec Jacka K i bardzo prawdopodobne sankcje aresztu dla zatrzymanych dziś „gangsterów z Mokotowa”, stwarzają szczególną sytuację, w której prokuratura ma możliwości traktowania tych środków jako „prewencyjnych” – a niekoniecznie „wydobywczych”. Ewentualne zeznania tych osób na temat zleceniodawców ( a tacy z pewnością istnieją) i ustalenie wyższych „kręgów” osób zamieszanych w sprawę porwania i zabójstwa, pozwolą śledczym na dowolne ukierunkowanie prac komisji – która ma przecież korzystać z efektów pracy prokuratury. Co i ile powiedzą gangsterzy lub Jacek K – pozostaje w gestii prowadzących śledztwo. Im dłużej trwał będzie areszt i im większe będzie zagrożenie karą więzienia – tym możliwości „moderowania” tych zeznań stają się większe. Byłoby naiwnością sądzić – znając praktykę upolitycznienia polskiej prokuratury, że jej działania miałby zaszkodzić obecnemu układowi sił politycznych lub naruszyć „porządek IIIRP”.

Warto zatem przyglądać się dalszemu rozwojowi sytuacji, biorąc pod uwagę, że komuś może mocno zależeć, by sprzed oczu publiczności i obserwatorów prac komisji sejmowej „sprzątnąć” kilka niewygodnych spraw i nazwisk.

Źródła:

http://www.rp.pl/artykul/265085,137208_Mamy_go__zaplaccie_okup__.html

http://www.wirtualna.warszawa.pl/w/051221/gang-mokotowski-prawie-rozbity

http://wyborcza.pl/1,76842,5160644.html

http://www.rp.pl/artykul/21,157584_CBS_zatrzymalo_szefa_gangu__obcinaczy_palcow_.html

http://fakty.interia.pl/kraj/prawo_i_bezprawie/news/policja-zatrzymala-20-osob-z-grupy-mokotowskiej,1293002,2943

http://www.bankier.pl/wiadomosc/Sprawa-Olewnika-sledztwo-przelom-nowy-swiadek-1909160.html

http://www.dziennik.pl/polityka/article319624.ece?service=print

http://www.wsi.emulelinki.com/aneks_16.htm

http://www.wprost.pl/ar/157075/Komisja-Olewnika-zbada-role-sluzb-specjalnych/

http://cogito62.salon24.pl/388787.html

sobota, 18 kwietnia 2009

ONI - INTEGRACJA

Są w polskim Internecie miejsca, w których odwiedziny i lektura zamieszczonych tekstów pozwala lepiej zrozumieć rzeczywistość IIIRP i dostrzec prawdziwe oblicze państwa, odchodzącego tryumfalnie swoje 25 –lecie. Szczególnie zaś tę rzeczywistość, która bywa starannie ukrywana przed wzrokiem przeciętnego odbiorcy, pomijana w medialnych przekazach i oficjalnych analizach.

Należą do nich strony internetowe organizacji, skupiających funkcjonariuszy policji politycznej PRL i żołnierzy LWP. Przed kilkoma miesiącami w cyklu wpisów „PROMILITO” – DROGA DO WŁADZY, przedstawiłem jedno z tego typu stowarzyszeń, założonych tuż przez wyborami 2007 roku przez wysokich rangą oficerów LWP i WSW/WSI. Postępujący szybko rozwój działalności tego stowarzyszenia, zdaje się potwierdzać moje ówczesne uwagi.

Przed rokiem zaś, w tekście ONI zwróciłem uwagę na stronę internetową Związku Byłych Funkcjonariuszy Służb Ochrony Państwa. Znany wcześniej jako - Związek Byłych Funkcjonariuszy UOP, jeszcze w 2002 roku skupiał około 350 osób zwolnionych ze służby za rządów Jerzego Buzka. Prawie wszyscy przed 1990 rokiem pracowali w Służbie Bezpieczeństwa. Związek przez kilka lat działał jako struktura równoległa do założonej przez liderów SLD Fundacji Naukowej - tzw. Instytutu Problemów Bezpieczeństwa. Władze związku od lat reprezentuje płk. Maciej Niepsuj - funkcjonariusz tzw. kontrwywiadu SB, czyli Departamentu II MSW. W 1988r.płk Niepsuj przeszedł trzymiesięczne szkolenie w Szkole KGB im. Feliksa Dzierżyńskiego w Moskwie. W latach 2002-2005, gdy Agencją Bezpieczeństwa Wewnętrznego rządził tow.Andrzej Barcikowski, Niepsuj był „konsultantem” tej służby. Jest z pewnością człowiekiem dobrze przygotowanym do reprezentowania interesów środowiska byłych esbeków i dbania o ich interesy w IIIRP.

Na obecnej stronie ZBFSOP próżno szukać smakowitych cytatów, jakie znalazły się w tekście ONI z maja 2008 roku. Podobnie jak w przypadku stowarzyszenia PROMILITO, również byli esbecy szybko zrozumieli, że emocjonalna, agresywna retoryka nie popłaca i może zostać odebrana negatywnie przez postronnych odbiorców. Nie znajdziemy więc już na nowej stronie ZBFSOP tak szczerych wyznań jak poniższe:

Trzeba bowiem przerwać ten nasilający się, stymulowany strachem i niewiarą w przyszłość chocholi pląs pod dyktando zajadłych w swej nienawiści polityków, usłużnych wobec nich pseudohistoryków i propagandystów, plujących "oczywistymi prawdami", demagogią i kłamstwem na temat ostatniego ćwierćwiecza Rzeczpospolitej i rzeczywistych uwarunkowań tych historycznych przekształceń, które w tym czasie nastąpiły, w tym także miejsca w nich służb specjalnych PR”.

Ani tak napastliwych pretensji :

„Czy czołowi eksponenci rządzących obecnie ugrupowań, wożący ryngraf z podobizną NMP do Pinocheta (...) mają jakiekolwiek moralne prawo do nazywania hurtem "katami" i "zbrodniarzami" oficerów SB z lat 80-tych, w tym m.in. tych, których działania doprowadziły do wykrycia i skazania sprawców zabójstwa ks. Popiełuszki, tysięcy zapewniających bezpieczeństwo wizytom Papieża, czy tych, którzy na nieznającym sentymentów światowym rynku gospodarczym chronili i wspierali nasze narodowe interesy, o które tak wtedy, jak i teraz żaden ówczesny ani obecny "Wielki Brat" za nas nie zadba..”?

Nietrudno zgadnąć, że skończyły się z chwilą, gdy władzę przejął obecny układ. Również ta cezura czasowa wyznacza wzrost aktywności ZBFSOP. Jest on widoczny, nie tylko poprzez nową szatę graficzną strony, ale przede wszystkim w kontekście wystąpień władz związku, licznych wniosków i petycji, kierowanych do organów nowej władzy.

Dwie, podstawowe sprawy zdają się obecnie zaprzątać uwagę byłych funkcjonariuszy – ustawy odbierającej esbekom przywileje emerytalne i działalności IPN. Obu tematom poświęcona jest większość materiałów, zamieszczonych na stronie internetowej. O ile jednak początkowa histeria, związana z uchwaleniem ustawy, ustąpiła miejsca przekonaniu, że sprawa zostanie definitywnie zakończona poprzez orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego (gdzie skargę skierowali towarzysze z tzw. lewicy), o tyle działalność IPN-u budzi wśród funkcjonariuszy gwałtowne reakcje.

Już tylko przegląd tytułów artykułów zamieszczonych na stronie ZBFSOP - „Instytut Polowania Narodowego”, „Łzy Kurtyki”, czy „Popłynie z Nilem” ( rzecz o odnalezieniu miejsca pochówku gen. Fieldorfa) - pozwala zrozumieć, że obecna nagonka na IPN, w wykonaniu rządzącego układu jest zjawiskiem mile widzianym w tym środowisku.

Na stronie zamieszczono także wystąpienia osób, których działania odbierane są pozytywnie przez byłych esbeków. Do stałego grona tego typu „autorytetów” należą : Janusz Zemke, Jan Widacki, Adam Michnik i Tomasz Lis oraz gen. Gromosław Czempiński. Na przeciwległym biegunie sympatii znajdziemy postaci braci Kaczyńskich i Janusza Kurtyki. W tym kontekście, poczytuję sobie za wyróżnienie, że osoba autora równie często bywa wymieniana na stronie ZBFSOP, niekiedy w bardzo ciekawym zestawieniu:

Oto Redakcja strony ( sądząc po stylu, w osobie tow. Niepsuja) zamieściła tekst odezwy do „Koleżanek i Kolegów”, w którego początkowych zdaniach zawarto, jak się zdaje główne problemy trapiące środowisko ZBFSOP:

Koleżanki i Koledzy!

Strona internetowa ZBFSOP cieszy się coraz większym zainteresowaniem! Czytają nas (ilość wejść na stronę zwiększyła się w ciągu ostatnich kilku miesięcy kilkanaście czy kilkadziesiąt razy!) - już nie tylko zawsze czujni "prawdziwi patrioci" typu Aleksander Ścios & Co., Konsulat Generalny Federacji Rosyjskiej czy służby chińskie (prawda, że wdzięczne towarzystwo?!) - ale wreszcie, co nas bardzo cieszy, przede wszystkim szerokie rzesze byłych funkcjonariuszy wszystkich polskich służb specjalnych. Cieszymy się, że możemy służyć Wam radą, otuchą, a przede wszystkim, że z Waszą pomocą coraz częściej udaje się nam odpowiednio reagować na zjawiska w naszym życiu publicznym, na które musimy reagować, by nie dać zajadłym zakłamywaczom najnowszej historii Polski luksusu niezakłóconego występowania z "jedyną prawdą" na ten temat. Bo to jest chyba nasze najważniejsze zadanie, może nawet ważniejsze niż obecna doraźnie toczona walka z odwetową i bezprawną ustawą emerytalną. Bo ta ustawa nie mogłaby powstać, nie mogłaby się opłacać cynicznym hipokrytom, którzy ją sklecili, gdyby nie przygotowana wcześniej i dalej aktywnie urabiana (vide: np. informacja o przygotowywanym przez katowicki oddział IPN serialu o SB, lub zamiana stojącego niegdyś na bardzo wysokim poziomie Teatru TV na prymitywną agitkę w postaci tzw. "Teatru Faktu") tzw. "opinia publiczna" (pozostając w kręgu skojarzeń teatralnych dedykujemy zaciekłym wyrazicielom woli ludu "Wroga ludu" Ibsena..).

Uważny czytelnik znajdzie również na stronie Związku, w dziale „Z Internetu” kilka rozbrajających paszkwili, autorstwa blogerów znanych z Salonu24: Bohuna – czyli Mirosława Lewandowskiego i Ziggiego – Zbigniewa P.Szczęsnego. To niezwykle ciekawy przykład „przenikania” tych dwóch, z pozoru odrębnych światów.

Myliłby się jednak ten, kto sądziłby, że działalność Związku Byłych Funkcjonariuszy stanowi jedynie swoisty i niewiele znaczący folklor, a wizyta na ich stronie może dawać okazję do obserwacji obyczajowych i językoznawczych. Jako stały obserwator tej strony ( z ramienia „prawdziwych patriotów”) dostrzegam w ostatnich miesiącach wielką aktywizację środowiska ZBFSOP. Naturalną przyczyną tego zjawiska jest oczywiście ustawa emerytalna i integracja byłych esbeków wokół akcji przeciwdziałania skutkom tej ustawy. Ale czy tylko o to chodzi?

Cytowany już fragment „Słowa od Redakcji” jest jednocześnie odpowiedzią na listy, kierowane do Związku przez byłych funkcjonariuszy SB. Znajdziemy je w dziale „Korespondencja”. Oto kilka fragmentów tych wystąpień:

- „Ze zdumieniem przyjąłem do wiadomości, że członkiem ZBFSOP może być jedynie były funkcjonariusz UOP.ABW i AW. Czyżby do służb ochrony państwa nie można zaliczyć byłych funkcjonariuszy Departamentu I, II, innych jednostek MSW, którzy się weryfikacji nie poddali lub jej nie przeszli?

Wyrzekając się solidarności z naszymi kolegami, kryjemy się za enigmatyczną nazwą "służb ochrony państwa".. Niepotrzebnie, bo i tak zawsze dla naszych oszczerców i przeciwników będziemy "esbekami" Czy aż tak jesteśmy wystraszeni, żeby się uciekać do takich manewrów i pozbawiać się szacunku naszych dawnych kolegów, często starszych i mających niemniejsze zasługi w ochronie naszego państwa.”

- „Cieszę się, że działa stowarzyszenie, który reprezentuje interesy wielkiej rzeszy byłych funkcjonariuszy służb. Także osobiście wyrażam chęć przystąpienia w poczet członków ZBFSOP. Jestem byłym pracownikiem Służby Bezpieczeństwa (1982-1990). Po (pozytywnej) weryfikacji pracowałem w pionie kryminalnym policji, odchodząc - w 1997 roku - na emeryturę.

Proszę o podanie warunków wstąpienia w szeregi Związku.

Pragnę poinformować, iż utrzymuję kontakty z wieloma kolegami, także byłymi pracownikami SB, którzy są bardzo zainteresowani aktywnym członkostwem w ZBFSOP”

- ” Uważam, że w minionym okresie Zarząd szczególnie mało akcentował swój sprzeciw wobec haniebnych i bezprawnych procedur legislacyjnych w sprawie obniżenia emerytur a zaprezentowane dwie uchwały /pisma/ koncentrowały się na obronie tylko tych byłych oficerów służb peerelowskich, którzy mieli szczęście pracować w UOP-ie. Takie stawianie sprawy jest nieuczciwe i nie sprzyja integracji całego środowiska. Nie podejmowano także prób przeciwstawienia tendencyjnym i zmanipulowanym audycjom telewizyjnym i artykułom prasowym, kłamliwie pokazującym działania dawnych służb. Na stronie winna ukazać się uchwała Zarządu odpowiadająca na pytanie, czy członkami mogą być również koledzy z okresu PRL. Ze statutu to jasno nie wynika”.

Dodajmy do nich relację autorstwa „Małgorzaty Guzowskiej lat 32”, opisującą „napad na emerytowanego oficera wywiadu naukowo – technicznego”, w której m.in. czytamy:

„Sprawa trafia do sądu w 0. z oskarżenia publicznego o groźby karalne. W sądzie, jako jeden z motywów działania napastników, pojawia się argument, że "nie będzie byle ubek mi dzień dobry mówił". Obrońca napastników rozpoczyna proces lustracyjny. Co esbek robił przed 89? Czy przeszedł weryfikację? Przeszedł? Nieważne, skoro esbek, to pewnie ludzi pałował na ulicach i torturował w więzieniach więc to raczej napastnicy mają się jego bać. A nie ON ich. Zresztą przez takich jak ON to Pazika zamordowali w więzieniu. Bo przecież nieważne, że był 89. Świadkowie się bali zeznawać, bo JEGO macki sięgają wszędzie. Wiadomo, spec-Służby, taki sam jest prokurator i policja, to przecież jedna sitwa. I ON śmie twierdzić że się boi?. Ze JEGO napadnięto. Sędzia nie reaguje. Nie reaguje do końca procesu. W mowie końcowej obrońca napastników jeszcze raz odwołuje się ob. sumienia Wysokiego Sądu, że tacy jak ON nie mają prawa czuć się zastraszeni, że skoro tacy jak ON próbują oskarżyć porządnych obywateli (zaraz się okaże, że kombatantów, skoro po pijaku tak zaciekle z esbekiem walczyli), to ten kraj zmierza ku upadkowi, i że wyrok może być w związku z tym tyko jeden. I jest Uniewinnienie! Można esbeka i jego rodzinę napaść, opluć, pobić. Potem jeszcze oskarżyć, że to ON bił. Wiadomo, TAKI ma to we krwi.[...] Dowalić esbekom. Za to, że całe życie uczciwie pracowali. Tak. Pracowali w strukturach państwa dziś odsądzanego od czci i wiary. Ale wtedy jedynego, jakie istniało. Mógł być teraz jak Kukliński w USA, chcieli. Ale on nie chciał. Bo czuł się lojalny wobec swojego kraju. Szkoda.”

Reakcją na ten opis jest apel redakcji :

Tego rodzaju zdarzenia - jak słusznie pisze K. - mogą się powtarzać. W tej sytuacji, moim zdaniem, powinniśmy się jak najszerzej samoorganizować, zaś najskuteczniejszą formą tego byłoby powszechne składanie deklaracji członkowskich do Związku Byłych Funkcjonariuszy Służb Ochrony Państwa (następca Związku Byłych Funkcjonariuszy Urzędu Ochrony Państwa). Nasze członkostwo w tym Związku nie tylko ukazałoby na zewnątrz naszą siłę, lecz także przyczyniłoby się do pozyskania ze składek funduszy na ekspertyzy prawne i ew. zaangażowanie dobrych prawników”.

Jeśli ktoś uważa, że to nieszkodliwy bełkot jest w błędzie. Cytowane powyżej głosy w pełni korespondują z działaniami, jakie środowisko to obecnie podejmuje.

Oto dowiadujemy się, że 14 stycznia br. odbyło się posiedzenie Komitetu Założycielskiego Federacji Stowarzyszeń Służb Mundurowych, na którym uchwalono m.in. statut Federacji. W Komitecie Założycielskim znajdziemy m.in. nazwiska ludzi, których cała służbowa „kariera” w komunistycznych organach przemocy poświęcona była walce z własnym społeczeństwem:

„- gen. dyw. Adam Rębacz, pułkownicy Jan Kacprzak, Zenon Biesaga, Aleksander Kubacki, Józef Piotrowicz,Kazimierz Kolasa i Stanisław Kordowski - Związek Byłych Żołnierzy Zawodowych i Oficerów Rezerwy Wojska Polskiego;
- Zdzisław Czarnecki, Ewa Grzegorczyk, Zdzisław Jaworski i Zdzisław Pietryka - Stowarzyszenie Emerytówi Rencistów Policyjnych;
- bryg. Jan Cała, bryg. Ireneusz Mańko, płk Jan Nowak i Albin Piątkowski ? Związek Emerytów i RencistówPożarnictwa RP;
- gen. insp. Leszek Szreder oraz nadinspektorzy Leszek Lamparski i Henryk Tokarski - Stowarzyszenie Generałów Policji;
- gen. Jana Pyrcak i płk Janusz Kwiecień - Związek Emerytów i Rencistów Służby Więziennej
.

Ten fakt – niebywałej, organizacyjnej integracji wszystkich środowisk funkcjonariuszy związanych z komunistycznymi służbami specjalnymi i LWP został praktycznie niezauważony i przyjęty bez żadnej reakcji mediów. A chodzi przecież o rzecz niesłychanie istotną z punktu widzenia bezpieczeństwa i naszych praw obywatelskich.

Ludzie, którzy przez całe swoje życie zawodowe służyli sowieckiej hegemonii nad własnymi rodakami, represjonując społeczeństwo, walcząc z każdym przejawem wolnego działania i wolnej myśli – skorzystali na nienależnym im prawie demokracji do zrzeszania się, w celu obrony własnych interesów. Już samo istnienie tego rodzaju związków, jak ZBFSOP stanowi kpinę z rzekomego „zwycięstwa nad komunizmem” i obrazę dla milionów, represjonowanych przez Służbę Bezpieczeństwa Polaków.

W moim najgłębszym odczuciu, formacje takie jak SB czy WSW były organizacjami przestępczymi, powołanymi z inicjatywy i na rzecz okupanta, służącymi celom sprzecznym z narodowymi interesami Polaków. Istnieje dość dowodów historycznych, by w pełni uzasadnić i obronić tę tezę. Państwo, powstałe po roku 1989 – będące kontynuatorem „państwowości” PRL, dozwoliło, by ludzie z tych przestępczych środowisk zachowali wszelkie uprawnienia i wpływy - w tym możliwość korzystania z dobrodziejstw demokracji – z którą przez całe swoje życie zawodowe walczyli. To paradoks, na miarę przyrównania istniejącej sytuacji, do stanu Niemiec po upadku III Rzeszy. Nie do wyobrażenia wydaje się okoliczność, by członkowie organizacji faszystowskich mogli, po roku 1945 zrzeszać się w federacje i związki korporacyjne. Przy zachowaniu wszelkiego rodzaju różnic historycznych – nie istnieją żadne, realne powody, by inną miarą oceniać organa represji w totalitaryzmie komunistycznym, od organizacji nazistowskich. Tylko niespotykanemu, zabójczemu dla świadomości pokoleń Polaków historycznemu kłamstwu zawdzięczamy, że IIIRP traktuje funkcjonariuszy policji politycznej PRL na prawach pracowników służb ochrony państwa i obdarza ich przywilejami pełnoprawnych obywateli.

Nie trzeba przekonywać, że środowiska byłych wojskowych i funkcjonariuszy to nie kluby zniedołężniałych emerytów. Organizacja, karność i dyscyplina, – wyniesione ze służby, stanowią naturalne cechy, predestynujące tych ludzi do efektywnego i skutecznego działania, a dostęp do broni i znajomość technik pracy operacyjnej, czyni z nich niebezpieczny legion – narzędzie.

Jeśli pod rządami obecnej koalicji, totalitaryzującej niemal każdą sferę życia publicznego, powstaje Federacja Stowarzyszeń Służb Mundurowych, założona przez oficerów komunistycznych służb specjalnych i LWP – należy to działanie odczytać jako realne zagrożenie dla naszego bezpieczeństwa. Zorganizowana armia ludzi, którzy agresywnie i coraz dobitniej domagają się respektowania swoich rzekomych uprawnień, szacunku dla „profesjonalizmu” i „dobrego imienia” - stanowi dla państwa tak słabego, jak obecna IIIRP niebezpieczne wyzwanie.

W odpowiedzi udzielonej jednemu z byłych esbeków, płk. Niepsuj napisał:

Dzisiaj w obliczu wiadomej Ustawy z dn.23.01.2009r. powstaje FEDERACJA związków i stowarzyszeń służb mundurowych, a w niej będą reprezentanci wszystkich środowisk. Istnieje zatem formuła organizacyjna w której jest miejsce dla różnych życiorysów. [...]

Po pierwsze, nie jesteśmy naiwni, ale ponieważ Polska jest tylko jedna stawiamy potencjał intelektualny naszego środowiska do dyspozycji stosownych instytucji administracji państwowej.

Po drugie, zasady etyczne - czy stosowne są tu wątpliwości co decyduje o wartości człowieka? Przecież w tak wysublimowanej sytuacji jak gra operacyjna, aby osiągnąć pozytywny rezultat, konieczna jest wierność zasadom.

Po trzecie, jak jesteśmy oceniani to widać i słychać, gdy weźmie się do ręki jakąkolwiek gazetę, albo przyciśnie guzik w pilocie. Brak najmniejszej drobiny obiektywizmu w tych ocenach jest bardzo denerwujący - to oczywista oczywistość jak mawia jeden z głównych aranżerów tej hecy wobec nas, dlatego trzeba przebijać się z prawdą”.

Sądzę, że podkreślone fragmenty tej odpowiedzi to faktyczny „program” działania środowiska byłych esbeków. „Stawianie potencjału intelektualnego” – jakkolwiek brzmi nieco anegdotycznie, nie jest przecież niczym innym, jak dążeniem do posiadania wpływu na działalność służb ochrony państwa, a „przebijanie się z prawdą” – warto byłoby odczytać jako zapowiedź dalszego, coraz bardziej agresywnego zakłamywania najnowszej historii.

Na uwagę zasługuje fakt, że w celu wzmożenia procesu integracji środowiskowej, sięga się po sprawdzone już środki socjotechniczne, jak choćby sztucznie wywoływane poczucie zagrożenia i przeświadczenia o rzekomych prześladowaniach byłych esbeków. Tę samą metodę zastosowano w roku 1981, tuż przed wprowadzeniem stanu wojennego, gdy rozpowszechniano wśród nomenklatury komunistycznej pogłoski o sporządzanych przez Solidarność „listach proskrypcyjnych”.

W każdym, normalnym państwie działalność tego rodzaju organizacji byłaby objęta nadzorem służb specjalnych, jako stanowiąca potencjalne zagrożenie dla bezpieczeństwa państwa. Ponieważ III RP nadal korzysta z „doświadczeń” byłych esbeków, powierzając im zarządzanie największą służbą – ABW i stosuje wobec własnych obywateli środki zaczerpnięte z arsenału peerelowskiej policji politycznej – nie sposób wymagać, by w sytuacji, gdy następuje nadzwyczajna integracja tych środowisk, podjęto jakiekolwiek działania zabezpieczające.

Tymczasem sprawa jest poważna, gdyż dotyczy ludzi, którzy potrafią działać skutecznie i w sposób bezwzględny, często przy pomocy metod operacyjnych egzekwować swoje roszczenia. Retoryka, jaką obecnie stosują świadczy, że doskonale opanowali metody manipulacji rzeczywistością, a swoją służbę komunistycznemu okupantowi traktują jako powód do chwały. Cytowany już płk.Niepsuj tak ocenia pracę w organach bezpieki i „profesjonalizm” policji politycznej:

Owocem naszej pracy była informacja o ludziach naruszających prawo i sytuacjach grożących porządkowi prawnemu. Tak było, tak jest i chyba jeszcze długo pozostanie, że w służbach specjalnych najważniejszy jest człowiek i informacja - ta zasada cechowała naszą pracę w służbie dla PAŃSTWA, którego pozycji i autorytetu w stosunkach międzynarodowych żadne inne państwo nie kwestionowało. Nasz profesjonalizm doceniły wszystkie służby specjalne w NATO, sojuszu, którego Polska stała się uczestnikiem formalnie w 1999 roku. Wiele osób reprezentatywnych dla naszego środowiska uhonorowanych zostało dowodami uznania tego profesjonalizmu, który przyczynił się do odpowiedniej pozycji naszej Ojczyzny w tym sojuszu.[...]

Nam też rodzice zaszczepili miłość do Polski i nauczyli nas, że nie tylko warto ale trzeba być człowiekiem uczciwym, wiarygodnym i wrażliwym na ludzką krzywdę i też pragniemy, aby nasze wnuki żyły w sprawiedliwym i bezpiecznym kraju. I również jesteśmy wierni przez całe życie zasadom wyniesionym z domu rodzinnego, bo przecież Polska jest tylko jedna, obojętnie jaki jest przy Niej przymiotnik, to zawsze jest POLSKA”.

Nie podejmę się nawet zdefiniować – czy ten styl wypowiedzi świadczy o cynizmie byłego esbeka, czy też jest przejawem braku autorefleksji i niezdolności do dokonywania ocen moralnych.

Sądzę natomiast, że właściwą reakcją obywateli wolnego społeczeństwa, winno być uświadomienie sobie realności zagrożeń, płynących ze wzmocnienia i integracji środowisk funkcjonariuszy komunistycznych służb. Nie licząc na jakiekolwiek racjonalne reakcje organów tego rządu, należałoby sprawą zainteresować posłów i senatorów, zobowiązanych do dbałości o nasze bezpieczeństwo i stan państwa. Skoro milczą o tym media, warto byłoby nagłośnić problem, a od naszych przedstawicieli w parlamencie domagać się podjęcia sprawy na forum sejmu i komisji sejmowych, w celu wyjaśnienia – jakie jest stanowisko rządu, wobec działań podejmowanych przez Federację byłych funkcjonariuszy i co w tej sprawie robią służby IIIRP.

Nim będzie za późno.

http://www.krs-online.com.pl/zwiazek-bylych-funkcjonariuszy-sluzb-krs-203949.html

http://www.zbfsop.pl/index.php?option=com_content&view=category&layout=blog&id=3&Itemid=9

http://www.zbfsop.pl/index.php?option=com_content&view=section&layout=blog&id=8&Itemid=21

http://www.zbfsop.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=45:paranoja-rafi

http://www.zbfsop.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=196:dzielenie-&catid=12:wpyno&Itemid=18

http://www.zbfsop.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=197:akces&catid=12:wpyno&Itemid=18

http://www.zbfsop.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=205:dziennikarska-rzetelno&catid=3:zinternetu&Itemid=9

http://www.zbfsop.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=185:przeladowania-&catid=12:wpyno&Itemid=18

http://www.zbfsop.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=148:federacja-stowarzysze-sub-mundurowych&catid=3:zinternetu&Itemid=9

http://www.zbfsop.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=210:w-sprawie-statutu-list-i-odpowied&catid=18:informacje&Itemid=2

http://www.stmagnum.republika.pl/biezaca_dzialalnosc/artykuly/1017-rzeczpospolita.htm

http://www.zbfsop.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=184:bezczelno-hipokryzja-oszustwo-i-co-jeszcze&catid=12:wpyno&Itemid=18

środa, 15 kwietnia 2009

FARFAŁ ZDOLNIE STEROWANY

Gdy przed trzema tygodniami w tekście GRA napisałem, że za działalnością znienawidzonego przez „salon” Farfała stoi Platforma Obywatelska, teza ta spotkała się z żywiołową reakcją wszelkiej maści funkcyjnych „blogerów” i bezrozumnych krzykaczy, oskarżających autora o kolejną „teorię spisku”. Napisałem wówczas, że Prowokacja, której jesteśmy świadkami, nie mieści się w arsenale metod politycznych i jestem głęboko przekonany, że jej autorów należy poszukiwać wśród „zaplecza” PO, związanego ze specsłużbami i agenturą”. Twierdzenie to musiało okazać się boleśnie trafne, na tyle, że niektórzy z uczestników „dyskusji” stracili trzeźwość umysłu i dystans do spraw służbowych, a nawet posunęli się do stosowania żałosnych gróźb. I choć należało zdawać sobie sprawę z preferencji, jakie zaplecze Platformy wiąże z zawłaszczeniem mediów publicznych, to ówczesna reakcja oddelegowanych na S24 „blogerów” była zaskakująco gwałtowna i mogła świadczyć, że operację „Farfał” rozgrywa nie byle jaka persona.

Wczorajsza informacja „Dziennika” w pełni potwierdziła zasadność podejrzeń, że p.o. prezesa TVP Piotr Farfał wykonuje dobrą robotę na rzecz Platformy, a jego działania są zamierzone i sterowane przez głównego „rozgrywającego” na linii politycy - służby – Grzegorza Schetynę.

W artykule Marcina Graczyka i Anny Nalewajk czytamy bowiem – „Pewne jest jedno: prezesa Farfała łączą bliskie relacje z człowiekiem będącym prawą ręką Schetyny"- podkreśla nasz rozmówca. Chodzi o wiceministra MSWiA Tomasza Siemioniaka.

Jak dodaje inna z osób z TVP, kontakty kojarzonego z LPR prezesa telewizji z wiceministrem z PO rozpoczęły się już w grudniu, zaraz po zawieszeniu starego zarządu telewizji. Potwierdza to zresztą jeden z zawieszonych wiceprezesów. "O tym, że za całym przewrotem stoją Platforma Obywatelska i Tomasz Siemoniak, wiedziałem od dawna" - przyznaje w rozmowie z nami Sławomir Siwek.”

Nie może zaskakiwać informacja, iż kontakty Farfała z wiceministrem z PO rozpoczęły się w grudniu, zaraz po zawieszeniu starego zarządu telewizji. Trzeba pamiętać, że koncepcja działania Farfała została przygotowana podczas tajnego spotkania Romana Gierycha z politykami Platformy właśnie w grudniu, o czym pod koniec roku donosiły media. „Dorżnęliśmy watahę w telewizji" – meldował Giertych Sikorskiemu, nie kryjąc wówczas zamiarów, jakie postawił przed sobą układ.

Nie jest również zaskakujące, że nadzorcą posunięć Farfała okazuje się Grzegorz Schetyna. Tylko ktoś, kto nie zna lub nie rozumie treści zeznań Andrzeja Czyżewskiego na temat „mafii paliwowej” i nie chce pamiętać, że nazwisko Schetyny pojawia się wśród stałych bywalców wrocławskiej „wilii Baraniny”, może uważać tego człowieka za tzw. polityka, a jego obecne działania oceniać w kategoriach politycznych. Nie przypadkiem, nad zeznaniami Czyżewskiego, złożonymi w trakcie śledztwa komisji „orlenowskiej” zapadła natychmiast głucha cisza.

Na uwagę natomiast zasługuje osoba „łącznika”, bezpośrednio sterującego działaniami Farfała. Tomasz Siemoniak - to „człowiek Schetyny” z Wałbrzycha, którego kariera jest wzorcową ilustracją powstawania nomenklatury IIIRP. Trafną ocenę działalności, tego byłego działacza NZS-u, a potem KLD i Unii Wolności znajdziemy w artykule z tygodnika „Nowe Państwo”, z roku 1996:

„Nurt liberalny NZS od początku odnosił się krytycznie do programu dokończenia rewolucji solidarnościowej. Dla nich liczy się liberalizm, zarabianie pieniędzy i wchodzenie do Europy - komentował Tomasz Prus z Uniwersytetu Warszawskiego, jeden z liderów NZS PK w 1993. Przykładem, jak daleko liberalni enzetesowcy odeszli od antykomunistycznych korzeni Zrzeszenia jest Tomasz Siemoniak, nowy dyrektor I Programu TVP. Tomasz Siemoniak w latach 1988-1992 był działaczem NZS SGPiS, w okresie 1991-1992 skarbnikiem Komisji Krajowej NZS. Dzisiaj uczestniczy w zamachu bloku SLD-PSL-UW na niezależne kierownictwo TVP. W pierwszym wywiadzie po nominacji Tomasz Siemoniak zaatakował telewizyjna publicystykę i "WC Kwadrans" za prawicowe odchylenie”.

Niewiele jest chyba stanowisk publicznych, których ów omnibus by nie piastował. W latach 1994-1996 pracował w TVP, pełniąc funkcje dyrektora Biura Oddziałów Terenowych oraz dyrektora Programu 1. W 1997 roku był koordynatorem programu Media i Demokracja w Instytucie Spraw Publicznych. W latach 1998-2000 sprawował funkcję dyrektora Biura Prasy i Informacji Ministerstwa Obrony Narodowej, natomiast od 1998 do 2002 roku pełnił obowiązki wiceprzewodniczącego Rady Nadzorczej Polskiej Agencji Prasowej. W latach 1998-2000 uzyskał mandat radnego Gminy Warszawa Centrum i pełnił funkcję wiceprzewodniczącego Komisji Kultury Rady Gminy Warszawa Centrum. Następnie, od grudnia 2000 do lipca 2002 roku był wiceprezydentem Warszawy; a – od listopada 2006 do listopada 2007 roku – pełnił funkcję wicemarszałka w Urzędzie Marszałkowskim Województwa Mazowieckiego. Poza tym w latach 2002-2006 zasiadał w Zarządzie Polskiego Radia w Warszawie. Warto przypomnieć, że stanowiska w zarządach PR, politycy Platformy zawdzięczali wówczas poparciu takich person jak Włodzimierz Czarzasty. Towarzysz Czarzasty sam wspominał przed rokiem: „Między innymi przy moim poparciu członkiem zarządu Radia Gdańsk był Sławomir Nowak, zarządu Polskiego Radia – Tomasz Siemoniak, a dyrektorem 1 Programu Polskiego Radia – Rafał Jurkowlaniec. Pod tym względem tłumaczenie Iwony Śledzińkiej-Katarasińskiej, że PO jeszcze cnoty nie straciła, jest na tyle prawdziwe, że nigdy jej nie miała.”

Po objęciu władzy przez obecny układ rządowy, Siemioniak został powołany na zastępcę szefa MSWiA Grzegorza Schetyny, z rangą sekretarza stanu. Do jego zadań miało m.in. należeć przygotowanie.... „programu antykorupcyjnego” Platformy.

Siemoniak współpracował z byłym prezydentem Warszawy Pawłem Piskorskim wiele lat. – To nie najlepsza rekomendacja, jeżeli oni naprawdę się przyjaźnią, bo Piskorski teraz świadomie rozdaje ludziom takie uściski – skomentowała w roku 2007 nominację Siemioniaka Julia Pitera.

W roku 2006 Semoniak dał się poznać jako autor tzw. raportu Platformy - "Media publiczne według koalicji rządowej" , o którym PO wolałaby zapewne szybko zapomnieć, skoro usunęła nawet jego treść ze swojej strony internetowej. W raporcie znalazły się zarzuty dotyczące dominacji partii rządzących w mediach oraz opisano rzekome naciski polityków na dziennikarzy. Szefowie mediów publicznych uznali wówczas główną tezę dokumentu za fałszywą, bo opartą na faktach niezweryfikowanych u źródeł. Dziennikarze, których nazwiska pojawiły się w dokumencie, domagali się przeprosin i zagrozili pozwami sądowymi. W imieniu Platformy przeprosił za raport Jan Rokita, mówiąc, iż było w nim napisanych „bardzo wiele niestosownych rzeczy”.

Może warto przypomnieć styl Siemoniaka z owego raportu, by zrozumieć, jakim poświęceniem dla swojego pryncypała odznacza się działacz Platformy, gdy jest zmuszony obecnie spotykać się z Farfałem „gdzieś na mieście”:

Rady Nadzorcze konstruowano na zasadzie partyjnych parytetów, lojalności wobec partyjnych mocodawców i koneksji towarzysko- rodzinnych. O rodzinę rzecz jasna szczególnie zadbała Liga Polskich Rodzin, a o "towarzystwo" Samoobrona. Prawo i Sprawiedliwość mając nieco bogatsze zaplecze kadrowe zadawala się promowaniem aktywistów partyjnych. Ów partyjno-towarzysko-rodzinny mechanizm przełożył się na skład zarządów nadawców publicznych. Swoistym alibi dla Prawa i Sprawiedliwości mogłaby być postać Prezesa TVP SA - Bronisława Wildsteina, który na pewno nie jest czynnym aktywistą partyjnym, a na pewno był niezależnym publicystą. Niemniej trudno zapomnieć, że swoją funkcję objął nie w wyniku np. konkursu, lecz po bezpośredniej rozmowie z Jarosławem Kaczyńskim, wówczas "tylko" prezesem PiS. Tak jak i trudno nie zauważyć, że towarzyszą mu w zarządzie m.in. Piotr Farfał (LPR), zaledwie 28-letni prawnik, który we wczesnej młodości zasłynął parafaszystowskimi publikacjami, Anna Milewska (Samoobrona), wcześniej członek Rady Nadzorczej TVP SA z nadania SLD czy Sławomir Siwek, związany z PiS od czasu Porozumienia Centrum”.

Myślę, że właśnie udział Siemioniaka – człowieka który piętnował rzekome upolitycznienie mediów za czasów PiS-u, - w obecnej „grze Farfałem”, stanowi najbardziej symptomatyczny objaw cynizmu ekipy Platformy. Cała kariera Tomasza Siemioniaka, to niemal klasyczny przykład przekraczania wszelkich poziomów kompetencji i budowania pozycji dzięki zbiegom okoliczności, układom bizesowo-towarzyskim i przynależności partyjnej. Nietrudno domyślić się, że ktoś, kto pełnił tak wiele i tak różnorodnych funkcji w IIIRP – naprawdę - nie miał kwalifikacji do zajmowania żadnej z nich.

Niewątpliwie pan Siemioniak potrafi dbać o własne interesy. Jak wynika z treści jego oświadczeń majątkowych jest właścicielem trzech mieszkań, przeznaczonych na wynajem. I choć kwoty kredytów, jakie ciążą na działaczu PO mogą przyprawić o ból głowy, to przecież stałość państwowej kariery daje gwarancję godziwych zarobków.

Zdziwiłem się natomiast, że w żadnym z oświadczeń majątkowych Siemioniaka, nie znalazła się wzmianka, iż w trakcie wykonywania obowiązków wiceministra był członkiem zarządu Międzynarodowego Stowarzyszenia Przyszłość Mediów. Czy stało się to przez zapomnienie, czy też pan Siemioniak nie przywiązywał wagi do tej działalności?

MSPM – jak sami o sobie piszą – „skupia ludzi, którzy pragną dyskutować nad tym, jak działają i jak mogą się rozwijać media. Jaki jest ich wpływ na nasze indywidualne i społeczne życie, jaki może być nasz wpływ na media oraz za ich pośrednictwem na innych ludzi. Chcemy nie tylko analizować działanie mediów, ale przyczyniać się do tego, aby służyły jak najlepiej przenoszeniu wartości kultury i humanizmu w nowoczesnym społeczeństwie”.

Wśród członków – założycieli znajdziemy nazwiska, z których każde gwarantuje „oczywistą apolityczność”, wysoką kulturę i humanizm - Witolda Beresia, Konstantego Geberta, Jana Kidawę-Błońskiego, ks.Andrzeja Lutra i wielu innych, a wśród nich – Tomasza Siemioniaka. Stowarzyszenie prowadzi ożywioną działalność, organizując corocznie festiwale „Sztuka Dokumentu”. W tym roku „Festiwal multimedialny przy Trakcie Królewskim w Warszawie” odbędzie się pod wzniosłym hasłem „ Rok 1989 w Europie. Wolność – Media – Demokracja”, a jego partnerem będzie m.in. Urząd m.st. Warszawy. Mając na uwadze nazwiska założycieli Stowarzyszenia, można mieć pewność, że na festiwalu zostaną zaprezentowane jedynie słuszne i zgodne z historiozofią IIIRP produkcje. Tym bardziej należy się dziwić, że Tomasz Siemioniak nie zechciał pochwalić się swoim członkostwem w zarządzie MSPM.

Myślę, że po ujawnieniu przez „Dziennik” związków Farfała z Siemioniakiem, trudno będzie bronić „cnoty” PO przed zarzutem prowadzenia cynicznej, wyniszczającej publiczne media gry, obliczonej na zdezawuowanie PiS-u i zdobycie akceptacji dla ustawy medialnej. Autorzy artykułu, przytaczają na zakończenie słowa jednego z kolegów Siemioniaka, który bez ogródek mówi:

„Proszę się nie dziwić. Nam Farfał w TVP w jakiś sposób jest na rękę. Jeśli w czasie wyborów do Parlamentu Europejskiego wszechpolacy będą robić na siłę kampanię LPR, to przecież odbiorą głosy PiS, a nie nam. Nie mamy więc powodów do narzekań".

Jestem niezmiernie ciekaw - jak na tę informację zareagują dziennikarze i publicyści, organizujący medialne akcje w obronie zwalnianych kolegów i gromko potępiający „faszystę” Farfała? Czy świadomość, że za jego plecami działają światli liberałowie z PO, będzie miała wpływ na ocenę dalszych dokonań p.o. prezesa TVP, czy też może, w najbliższych dniach będziemy świadkami gwałtownego wychodzenia z tej całkiem udanej kombinacji operacyjnej?

Źródła:

http://www.dziennik.pl/polityka/article359869/Farfal_zostal_w_TVP_a_PO_sie_cieszy_.html

http://www.bezcenzury.net/index.php?main=article&action=view&article=137&images=thumb180

http://pisowis3.webd.pl/index.php?id=2

http://www.alternatywa.com/modules.php?name=News&file=print&sid=1911

http://www.money.pl/archiwum/wiadomosci/artykul/tusk;w;raporcie;byly;niescislosci,23,0,196375.html

http://www.tvn24.pl/-2,1529290,wiadomosc.html

http://www.money.pl/archiwum/wiadomosci_agencyjne/pap/artykul/raport;po;media;publiczne;wedlug;koalicji;rzadowej,7,0,196103.html

http://www.bip.mswia.gov.pl/palm/bip/180/17961/Tomasz_Siemoniak__Sekretarz_Stanu_w_MSWiA.html

http://www.krs-online.com.pl/miedzynarodowe-stowarzyszenie-przyszlosc-archiwum-106561-6819.html

http://www.przyszloscmediow.pl/index.php?sec=1

http://sztukadokumentu.pl/index.php?lang=pl&date=2009&type=fest&page=main