poniedziałek, 22 grudnia 2008

POLSKIE WIGILIE

I

To było w sobotę 23 grudnia 1939 roku w Wigilię Bożego narodzenia, zgodnie z prawem kanonicznym, jeśli dzień Wigilii przypadał na niedzielę, przesuwano go na sobotę. Na dworze było mroźno. Od rana trwała zadymka, wiał ostry wiatr. Skuleni i otuleni czym się dało więźniowie szybko schodzili z nakazanego spaceru. W celach od rana trwały przygotowania do wieczornej, wigilijnej kolacji. Na dziedzińcu Niemcy ustawili dużą choinkę ― więc i oni przygotowywali się do świąt. Posępnie patrzyliśmy w okno ― wspominał po latach więzień lubelskiego Zamku, ks. Michał Słowikowski ― w naszej celi brak było zapału i chęci do rozmowy. Wysunęliśmy na środek stół, nakryliśmy czymś białym, było sianko i opłatek. Każdy zamyślony, nagle komenda „Baczność”. Słychać ciężkie kroki… Zgrzyt klucza w celi 35… Ktoś wchodzi… Jesteśmy mocno podnieceni… Wypuszczają dalszych na wolność ― powiedział ktoś. Inni westchnęli, może dla niektórych gwiazdka zajaśnieje… Zaczęliśmy całować się i zalewać łzami opłatek.

O godzinie 17.00 wywołanych z cel dziesięciu więźniów wyprowadzono bez rzeczy osobistych i cieplejszego odzienia do ciężarowego auta. Podróż w eskorcie nie trwała długo. Do kirkutu było za-ledwie kilkaset metrów. Podprowadzono ich do wcześniej wykopanych dołów. Egzekucję oświetlały reflektory ciężarowego samochodu. Echa wystrzałów dotarły nie tylko do Zamku, ale i gmachów starego miasta. Nazajutrz rano polscy strażnicy nie ukrywali prawdy. Wśród przetrzymywanych zakładników powiało grozą. Prawie już nikt nie miał nadziei na ocalenie...

Ksiądz Michał Słowikowski

Na placu apelowym hitlerowcy ustawili choinkę oświetloną elektrycznymi lampkami. Pod drzewkiem zostały złożone ciała więźniów zmarłych w czasie pracy oraz zamarzniętych na apelu. Lagerführer Karl Fritzsch określił leżące pod choinka zwłoki mianem "prezentu" dla żyjących i zabronił śpiewania polskich kolęd.

Karol Świętorzecki – Wigilia w Auschwitz - 24 grudnia 1940 roku

II

Wieś została napadnięta od północy i od zachodu. Na placu budowy nowego kościoła Ukraińcy podzielili się na mniejsze grupy, które rozbiegły się po wsi głównie w kierunku południowym. Po pierwszych seriach karabinowych rozdzwoniła się sygnaturka na plebanii. Ukraińcy natychmiast rozpoczęli tam wyłamywanie drzwi. Równocześnie wyrąbywali drzwi wejściowe do domu Białowąsów „Głąbów” mieszkających naprzeciw plebanii. Prawie w tym samym czasie zaatakowano inne pobliskie obejścia, w tym jako jeden z pierwszych – mój rodzinny dom.

Donośny dźwięk sygnaturki z plebanii uratował życie wielu Ihrowiczanom. Ci, którzy natychmiast rzucili się od stołów wigilijnych do ucieczki – w większości przeżyli. Jednak księdzu i jego rodzinie nie mógł już nikt pomóc. Ukraińcy przystąpili do rozbijania drzwi wejściowych i okien. Zdobywanie zabezpieczonej w masywne drzwi i okiennice plebanii trwało ok. 15 minut. Po wyrąbaniu drzwi ks. Stanisław Szczepankiewicz, jego matka Anna, siostra Maria i brat Bronisław zostali bestialsko zamordowani siekierami.[...]

Szykowaliśmy się do wieczerzy wigilijnej, gdy prawie równocześnie z serią karabinową i dźwiękiem sygnaturki usłyszeliśmy ujadanie psów i podejrzane hałasy w pobliżu naszego domu. Na te odgłosy matce wypadły z rąk talerze, na których niosła opłatki z miodem. Krzyknęła:

- Dzieci uciekajmy bo mordują!

Ten krzyk i brzęk rozbijanych talerzy słyszę do dziś.

Siostra rzuciła się do okna i uchylając okiennicę zawołała:

- Idą do nas.

Wszyscy wypadli do sieni, by uciekać na strych. Wiedziałem czym to grozi i siłą ściągnąłem matkę i brata Kazika z drabiny.

- Chodźcie za mną! – rozkazałem.

Chciałem uciekać przez pokój na wschód, ale okazało się, że drzwi do pokoju były zamknięte. Matka wcześniej odruchowo zamknęła je na klucz, który schowała w kieszeni, o czym w panice zapomniała. A na stole w zamkniętym pokoju leżała moja broń ...

O naszym życiu decydowały sekundy. Mordercy szli od południa więc szybko otworzyłem okno w kuchni wychodzące na północ. Wypychałem wszystkich kolejno. Zdążyliśmy. Wyskoczyłem jako ostatni i jeszcze przymknąłem za sobą okno.

Z naszego podwórka uciekliśmy przez dziurę w płocie do obejścia sąsiada Ukraińca. Bez jego wiedzy skryliśmy się na strychu obory. Gdy wszyscy znaleźli się już na górze, wciągałem za sobą drabinę. [...]

W tej samej chwili wszystko się wyjaśniło. Łomem i siekierami napastnicy zaczęli rozbijać drzwi domu. Wdarli się do środka i szukali przede wszystkim domowników. Uratowało nas zamknięte okno, bo szukali tylko wewnątrz budynku. Słyszeliśmy ich głosy:

- Zdieś ich niet i zdieś ich niet.

Słyszalność tego wieczoru była doskonała. Słowa, odgłosy, strzały niosły się daleko z powodu zmrożonej pokrywy śnieżnej i kilkustopniowego mrozu. Słyszeliśmy jak bandyci szukając nas na strychu w sianie zaczepiali o blachę dachu, jak do siebie mówili.

W tym czasie z plebani dochodziły do nas wyraźne odgłosy rozbijanych drzwi i okien. Walenie siekierami przeplatało się z trzaskiem wyłamywanego drewna. Po jakimś czasie usłyszeliśmy straszliwy lament kobiet od Białowąsów „Głąbów”. Była tam babcia, matka, trzy córki i mieszkająca z nimi zaprzyjaźniona nauczycielka z Cebrowa. W czasie napadu uciekły na strych zamykając za sobą właz. Teraz paliły się żywcem, gdyż Ukraińcy podpalili ich dom. Tego wołania Boga i ludzi o pomoc opisać nie potrafię. To był jakiś koszmar. Chwilami dłońmi zatykałem uszy. Do końca życia nie zapomnę ich przerażonych, wręcz oszalałych z bólu krzyków. Kobiety te doznały piekła na ziemi.

Mieczysław Albert Krąpiec O.P.- Krwawa Podolska Wigilia w Ihrowicy w 1944 roku.

III

W nocy z 23/24 grudnia po ostrym pukaniu, ojciec otworzył drzwi naszego domu. Weszło dwóch uzbrojonych żołnierzy i UB-owiec w mundurze wojskowym. Doskoczyli do mnie, krzycząc, że jestem "bandziorem". Kazali się ubierać. Pożegnałem się z rodzicami i wyprowadzono mnie na drogę. Wtedy dopiero zobaczyłem, że dom otaczało kilkunastu żołnieży.

Do "Riwiery" byłem prowadzony pod lufą rewolweru UB-owca, za którym podążali żołnierze. Gdy mnie doprowadzono zauważyłem pilnowanego przez wartownika Szymka Stasika. Po pewnym czasie wzięli go na przesłuchanie. Po nim miałem iść ja. Przed wejściem zapytałem go czy biją. Odpowiedział mi tylko: "co sie bois, kiedyś po misjak!".

Na wstępie pouczono mnie, że mam trzymać ręce na kolanach i siedzieć spokojnie. Po spisaniu personaliów UB-owiec rozpoczął od pytania kto przylepił ulotkę i po co. Po kilku pytaniach ponownie wrócił do sprawy, ale już sugerując, że zrobiłem to ja. Zaprzeczyłem. Począł się odgrażać. Zza pieca wyciągnął "brocoka" czyli obłupionego z kory kija, kazał zrzucić kożuch i kłaść się na podłogę. Zawiązał mi głowę w kożuch i wsadził ją między swoje nogi. Zaczął mnie okładać kijem od kolan w górę. Nie pamiętam dokładnie, ale było około 15 uderzeń. Kiedy mnie uwolnił ponownie groził, że dostanę jeszcze lepiej, jak nie przyznam się do zarzutu. Jeden z żołnierzy śmiał się. "Masz ty twardą dupę" - powiedział. Leżałem potem na brzuchu, na gołej podłodze i nie mogłem zasnąć do rana. Tak rozpoczęła się moja Wigilia.

Franciszek Chowaniec Suchowion – Bukowina Tatrzańska 1946

IV

Po pochmurnym poranku rozbłysnęło cudnie

nad więzienną warownią jasno popołudnie.

Zimne, grudniowe słońce, rozgarnąwszy chmury

złoci zamczyste bramy, niedostępne mury,

szare plamy dziedzińców. I krwią strop pstrokaty

zbrojny wieżyczkami, uzbrojony w kraty –

posępnych tłum budynków mokotowskiej kaźni.

Dziś wigilia... Wigilia! Cała mocą jaźni

wybiegam poza kraty, mury, poza straże

w świat wspomnień. Wkoło siebie widzę drogie twarze,

choinkę w cackach, słyszę kolędowe pienia...

„Masz tytoń?” – pyta sąsiad, i płoszy wspomnienia.

Pierzchają spod powieki obrazy kochane,

jestem w celi, przy kracie... Oparty o ścianę

chłonę obraz nieszczęścia, ryję go w pamięci. –

Pośrodku tłum skłębiony w kieracie się kręci,

huczy stugębny pogwar rozmów i stunogi

łoskot drewnianych trepów o deski podłogi.

Cisza! Przerwać kolędę! tam w oknie Dziesiątki

światło – śledczy odprawia wigilijne świątki.

Narożna cela, blisko. – Widzicie? – otwiera

okno. Gwiżdże wesoło melodię szlagiera.

Przejmujący szczęk klucza w barierę. Ktoś z dołu

na badanie. Gwizd ustał. Słychać szurgot stołu

i krzesła. Rozmawiają. Podniesione głosy.

To – kobieta „Aaa” – krzyczy. Ciągnie ją za włosy!

Rynsztok z ust oficera. Znów głośna rozmowa.

Znów krzyk. Razy uderzeń! Męskie kroki. Słowa:

„Oddziałowy” – i – „karcer”. Pchnięte okno trzasło.

Szczęk klucza o barierę. Cisza. Światło zgasło.

I w tamtym oknie widno. Czy też przesłuchanie?

Nie. Głos jeden. Mężczyzna. Półgłośne wołanie,

nieprzytomne spazmem: „Mamo, mamo!”.

To – ze stójki. Na mrozie, nago, w wilię samą...

Którą noc stoisz, bracie? – Pod oknem na śniegu

skrzyp kroków. Przeszło kilku w mundurach. Ten z brzegu

– naczelnik. Reszta – obcy. Pewno mróz na dworze,

bo kryją twarz w kołnierze. „Śpieszą chyłkiem. Boże!!

Znamy ten orszak. To – mordercy! Dzisiaj z celi

wzięci Zygmunt i Lucjan. Obaj KS mieli sto dni już minęło... Bracia! Między nami –

Śmierć! Wpijam chciwie oczy w półmrok za oknami.

zza chmur błysnęła pierwsza gwiazda. Teraz w domu

biorą w rękę opłatek... Ścieram po kryjomu

niemęską łzę z policzka. Huknął strzał! Tam, w tyle,

przy szpitalu, „Trzynastka”, gdzie zawsze. Za chwilę

strzał drugi! Głucha cisza mózg do bólu wierci.

Nad więzieniem ku miastu przemknął Anioł Śmierci,

Rodzinom wigilijny niesie upominek

– od Moskwy.

Szepczę prędko „Wieczny odpoczynek”.

Tadeusz Maciński - Mokotów 1947 – Wigilia w celi śmierci.

V

Na Boże Narodzenie dziewczęta dostały chleb - jak nasz foremkowy. Wyjęły ze środka miąższ i zrobiła się śliczna szopka. Śnieg z waty, główki postaci także z chleba. Oczywiście mowy nie było o świecach. Wobec tego z chleba zrobiły flakon, a do środka nalały masła, które się doskonale paliło.

Wieczorem przychodzi Sowietka, lekarka. Dziewczęta rozsunęły się i ona zobaczyła tę szopkę. Nabrała powietrza z zachwytu, ale szybko się opanowała. Skąd macie watę? - zapytała - Podano z domu. Więcej do tego nie wróciłyśmy.

Były wśród nas Polki, Rusinki (dziś się mówi Ukrainki), Rosjanki i do wszystkich przecież Pan Bóg przyszedł. Ponieważ nigdy nie wiedziałaś, czy ta, która chce się z tobą modlić, nie chce cię podchwycić na jakimś nieuważnym słowie (mówiło się "sek-sot" czyli sekretnyj sotrudnik, tzn. tajniak), bardzo trudno modliło się w celi. Taka była ta pierwsza wigilia. Kolejną spędziłam już na Północy.

Tam nie obchodziło się świąt. Kiedy w wilię wróciłam do bazy, szybciutko wzięłam toporek i pobiegłam w głąb lasu dostać choinkę. W lesie było dużo ludzi, bo wszyscy chcieli zdobyć jakieś drzewko. Katolicy, greko-katolicy i prawosławni - choć normalnie święta mają 13 dni później - a nawet protestanci, bo przecież też obchodzą Boże Narodzenie.

Kiedy pierwszy raz uderzyłam toporkiem w młodego świerka, opadły z niego wszystkie igły. Było minus 30 stopni i igły zamarzły. Wyjaśniono mi dopiero, że nie wolno rąbać, ale piłować. Wzięłam dwa drzewka: jodełkę i świerczka. Jedno piękniejsze od drugiego.

Okazało się, że każdy coś śpiewa na Boże Narodzenie, ale jedną kolędę znali wszyscy. Cicha noc, święta noc. Niektórzy kojarzą tę kolędę z hitlerowskimi Niemcami. Niesłusznie. Przecież kolęda nie może dzielić, może tylko łączyć, a my byliśmy razem zesłani.

Zofia Stanek - "Listy z Syberii (lata 1951-1957)"

VI

Na mocy dyrektywy nr 001 z 30 maja 1951 r., wydanej przez szefa Głównego Zarządu Politycznego WP gen. Naszkowskiego w sprawie "polepszenia metod walki z naciskiem klerykalizmu w wojsku, w sprawie pracy nad krzewieniem naukowego światopoglądu wśród żołnierzy oraz postępowania w stosunku do wierzących żołnierzy.” – zdjęto krzyże z sal żołnierskich, nie wydawano żołnierzom przepustek w niedziele i święta, zakazano urządzania wigilii, śpiewania kolęd, stawiania choinek w czasie świąt Bożego Narodzenia.

VII

Grudzień 1970 roku był pełen napięć i nerwowej atmosfery. Od 14 do 22 grudnia, w całej Polsce mamy apogeum wieców, strajków i demonstracji. W Polsce trwa bunt robotniczy. Główne centrum strajków to Szczecin, Gdynia i Gdańsk. Wszelkie wyjazdy i przepustki już dawno zostały wstrzymane. Około 20 grudnia, w WAT pojawiła się kolumna ciężarówek wojskowych przygotowana do przewozu wojska. Docierają do nas informacje, że mamy zadanie ochraniać obiekty ośrodka Telewizji Polskiej w Warszawie. Opiekun naszej grupy szkoleniowej, kpt. Ryszard Kurnatowski, przeprowadza z niektórymi z nas dziwne testy i zadawał dziwne pytania. Zadawał szereg pytań sytuacyjnych takich jak: „Co byście zrobili, gdy ochraniacie most i zbliżają się robotnicy”. Najwyraźniej sondował nasze nastroje. Po pierwszych przesłuchaniach, pytania były coraz mniej drastyczne. Wyczuwał wyraźną niechęć z naszej strony do tej formy sondażu nastrojów podchorążych. Ostatecznie wycofał się z dalszego prowadzenia tego typu rozmów z nami.

Czekamy z godziny na godzinę na kolejne wydarzenia. Wreszcie przełom, 20 grudnia Władysław Gomułka zostaje odsunięty od władzy. Pierwszym sekretarzem KC PZPR zostaje Edward Gierek. W WAT nastąpiła odwilż w napiętej atmosferze i wypuszczono nas do domu. Zdążyliśmy na Wigilię 1970 roku.

płk rez. mgr inż. Zbigniew Przęzak

VIII

W wigilię świąt Bożego Narodzenia wygłodzeni górnicy Kopalni „PIAST” przeszli kopalnianymi chodnikami do sąsiedniej kopalni Ziemowit (są połączone 10-kilometrowym korytarzem). Tam jednak już nikogo nie było. Piast był bowiem tego dnia jedynym strajkującym zakładem pracy w Polsce. Kilka godzin później na dół zjechał biskup Janusz Zimniak z trzema księżmi. Nie namawiał górników do przerwania strajku, przypomniał tylko, że czekają na nich rodziny, i udzielił im rozgrzeszenia. Na Wigilię górnicy dostali po kawałku

chleba i jabłka. Strajk przerwano 28 grudnia ze względu na zagrożenie zdrowia górników. Przywódcy strajku zostali aresztowani, a potem wyemigrowali z kraju.

IX

Upychają nas do cel. Znalazłem się wraz z dwoma kolegami z Fadromy (Stagraczyński i Mikuła) i Markiem z młyna Różanka, w małej czteroosobowej celi. Cela nr 7 na parterze. Usiadłem na pryczy i zaczęło się rozmyślanie. Co to dalej będzie ...

Po chwili jednak zwróciłem się do współtowarzyszy niedoli. „Panowie, toż to przecież wigilia, (była godzina około 20:00) - więc czas na wieczerzę”. Ale jak zrobić wieczerzę w takich warunkach, nic nie mając ? Jeden z nas postawił pustą aluminiową miskę na stole. Sięgnąłem do kieszeni i znalazłem tam dwa małe okruszki od opłatka, który przyniosła mi żona, i który zostawiłem kolegom wychodząc z celi na Kleczkowskiej, a okruszki w kieszeni zostały. Inny kolega znalazł w kieszeni kawałek chleba. Położyliśmy więc te okruszki opłatka i ten chleb na misce. Więcej niestety nic nie było. "Czas zaczynać wieczerzę" - rzekłem. Pomodliliśmy się, podzielili opłatkiem składając sobie życzenia, wyściskaliśmy się, podzieliliśmy się tym małym kawałkiem chleba. "Po wigilii czas na kolędy" - powiedział któryś z nas. I zaczęliśmy śpiewać. Po chwili okazało się, że nie tylko my śpiewamy kolędy, ale także inni koledzy w celach, też zaczęli śpiewać. Śpiewaliśmy głośno aż do północy, a dookoła więzienia zebrał się tłum ludzi, który idąc na pasterkę zatrzymał się, żeby posłuchać kto tak pięknie w więzieniu śpiewa. Tego bowiem jeszcze nie słyszeli. Piękna to była wigilia w więzieniu w Grodkowie roku Pańskiego 1981.

Jerzy Malinowski – Wigilia w Grodkowie.

X

W pierwszą Wigilię stanu wojennego przyszli do nas z parafii św. Stanisława Kostki, że wszędzie szukają księdza Jerzego. Co się okazało: Jurek wziął opłatki i jeździł po Warszawie, dzielić się z żołnierzami, którzy klękali na śniegu, spowiadali się, płakali, całowali po rękach, że ich nie potępia, tylko przychodzi z dobrym słowem...

Anna Szaniawska

Mówię - słuchaj teraz w październiku może byś pojechał do Kosarzysk, odpowiedział - Październik mam strasznie zajęty, ale w grudniu na święta, to bym bardzo chciał przyjechać. Na Wigilię on zawsze musiał być sam, nigdy nie przyjął żadnego zaproszenia, powiedział, że Wigilię spędza tylko sam. Miał ukochaną siostrę Jadzię, która zmarła; od tej pory we Wigilię nie chciał być z nikim, nie wiem dlaczego, czy ona zmarła właśnie w tym dniu?

Danuta Szaflarska - wspomnienia o księdzu Jerzym -miesięcznik „Znad Popradu”

– Pogodziłam się z tym cierpieniem... Widocznie tak Bóg chciał. Jako młoda dziewczyna przed zamążpójściem miałam sen, który zrozumiałam dopiero po męczeńskiej śmierci Księdza Jerzego. Widziałam w nim dwie lilie. Pierwszą z nich była moja córeczka Jadwiga, która zmarła w wigilię Bożego Narodzenia mając rok i 10 miesięcy. Druga z lilii to męczeńska ofiara życia syna-Kapłana. Widziałam w trumnie Jego umęczone ciało... –

Marianna Popiełuszko – Tygodnik Niedziela Podlaska

XI

Wielka tajemnica Bożego samouniżenia, dzieło odkupienia rozpoczynające się w słabości — ta prawda nie jest łatwa. Zbawiciel narodził się w nocy — w ciemności, w ciszy i ubóstwie betlejemskiej groty. „Naród kroczący w ciemnościach ujrzał światłość wielką; nad mieszkańcami kraju mroków światło zabłysło” — ogłasza prorok Izajasz (9, 1). To miejsce zaznało „jarzma” i „pręta ciemięzcy”. Ileż razy krzyk niewinnych rozlegał się na tych ulicach? Nawet wielka świątynia zbudowana na miejscu narodzin Zbawiciela wznosi się niczym forteca nękana przez dziejowe burze. Żłóbek Jezusa leży zawsze w cieniu krzyża. Milczenie i mrok betlejemskich narodzin zlewają się w jedno z mrokiem i cierpieniem śmierci na Kalwarii. Żłóbek i krzyż należą do tej samej tajemnicy odkupieńczej miłości; ciało, które Maryja złożyła w żłobie, jest tym samym ciałem, które zostało złożone w ofierze na krzyżu.

Jan Paweł II - Msza św. na Manger Square — Betlejem 2000.

.......................................................

Wszystkim, którzy odwiedzają mój blog – znanym i nieznanym Przyjaciołom – życzę radości z Tajemnicy Bożego Narodzenia, pokoju w sercu, ducha nadziei i światła wiary.

Obyśmy już nigdy nie musieli przeżywać naszych tragicznych „Polskich Wigilii” i mogli ten czas spędzać w rodzinnym gronie, wśród bliskich, przyjaznych osób. Życzę nam wszystkim, by słowa Wyspiańskiego z Wyzwolenia „stały się ciałem” - Byś zwiódł z wędrówki długiej mój naród do Wszechmocy! Byś dał, co mają inni, gdy przyjdziesz jako Dziecię tej nocy Bożego narodzenia.....Daj nam poczucie siły i Polskę daj nam żywą, by słowa się spełniły nad ziemią tą szczęśliwą...

sobota, 20 grudnia 2008

PRZYJACIELE Z DAWNYCH LAT – (5) - zakończenie.

W pierwszych tekstach „PRZYJACIÓŁ” przypomniałem, że Bronisław Komorowski, jako wiceminister obrony narodowej w latach 1990–93 nadzorujący pracę wojskowego kontrwywiadu, jest odpowiedzialny za zachowanie w wojsku polskim prosowieckiego aparatu policji politycznej, jaką była Wojskowa Służba Wewnętrzna, bezpośrednio wywodząca się ze zbrodniczego Głównego Zarządu Informacji. O ile można sobie wyobrazić, że seminaryjny nauczyciel historii, obejmując w roku 1990 stanowisko w MON, nie wiedział, że 300 oficerów kierujących tą służbą było ukształtowanych przez KGB i GRU, co z punktu widzenia kontrwywiadowczego czyniło ich bezużytecznymi w służbie dla wolnej Polski, o tyle późniejsze działania Komorowskiego, a szczególnie jego decyzje personalne obciążają obecnego marszałka sejmu i czynią go odpowiedzialnym za przestępcze działania WSI. Zwróciłem też uwagę na szczególnie kontrowersyjną nominację, jaką było powierzenie płk. Lucjanowi Jaworskiemu stanowiska szefa Kontrwywiadu Wojskowego. W latach 80 –tych płk. Jaworski, ten były szef Zarządu WSW WOPK odznaczał się gorliwością w zwalczaniu opozycji, niszczył prasę podziemną, rozpracowując m.in. „Wiadomości”, ”Głos Wolny”, ˝Tygodnik Wojenny˝, „Nową” czy „Robotnika”. Ścigał wówczas współpracujących z opozycją filmowców, rozpracowywał Ryszarda Bugaja, tropił „obce pochodzenie” członków opozycji, zakładał podsłuchy, werbował agenturę. To na skutek jego działań w więzieniu znalazła się min. Hanna Rozwadowska, kierująca logistyką „Wiadomości”.

Gdyby ktoś chciał bliżej zapoznać się z przykładem działalności płk. Jaworskiego w tropieniu „wrogów socjalizmu” – odsyłam do wskazanego w źródłach linku z tygodnika „Głos”, pod którym znajduje się artykuł „Jak wojskowe służby rozpracowywały „Solidarność”, zawierający fragmenty tzw. „zeszytu pracy” płk.Lucjana Jaworskiego z roku 1982.

Przykład Jaworskiego jest o tyle ważny, że potwierdza doskonale dziś udokumentowaną tezę, że wojskowe służby PRL-u zajmowały się głównie walką z opozycją polityczną, a głównym wrogiem kontrwywiadu wojskowego byli cywile, drukujący i rozpowszechniający niezależną prasę. Działania WSW w okresie lat 80 –tych, wbrew opinii rozpowszechnianej przez oficerów tej służby, skierowane były wyłącznie przeciwko własnemu społeczeństwu i obejmowały zakres właściwy dla policji politycznej PRL.

Stanowisko, jakie Komorowski powierzył płk. Jaworskiemu pozwoliło temu oficerowi prowadzić w latach 1991-93 działania operacyjne, skierowane przeciwko środowiskom opozycji niepodległościowej oraz przeciwko rządowi Jana Olszewskiego. Jak wskazałem w poprzednich tekstach, nazwisko Jaworskiego pojawia się w wielu miejscach Raportu z Weryfikacji WSI - zawsze tam, gdzie dochodzi do zwalczania przeciwników układu „okrągłostołowego”, reprezentowanego przez WSI. Znajdziemy Jaworskiego w sprawach rozpracowywania stowarzyszeń wojskowych, postulującym przeprowadzenie zmian w armii, ( gdzie WSI przyjęły jako założenie operacyjne tezę, że Stowarzyszenie „VIRITIM” jest organizacją inspirowaną przez środowiska polityczne skupione wokół polityków z rządu Jana Olszewskiego) w sprawach inwigilacji dziennikarzy i polityków, związanych ze środowiskami Porozumienia Centrum i ugrupowań niepodległościowych. To właśnie płk. Jaworski stał na czele wyspecjalizowanej grupy oficerów WSW/WSI, zajmujących się zwalczaniem tych środowisk w początkach lat 90 –tych.

Zwróciłem też uwagę, w poprzednim tekście na akta dotyczące inwigilacji Radosława Sikorskiego, ponieważ ujawniają one tajemnice spisku przeciwko państwu polskiemu i rządowi Jana Olszewskiego. Powód wszczęcia SOR „Szpak” był oczywisty - ówczesny wiceminister ON Sikorski oraz rząd Olszewskiego zmierzali do sojuszu z NATO.

SOR „Szpak” nadzorował bezpośrednio płk. Lucjan Jaworski.

Materiały Sprawy Operacyjnego Rozpoznania jednoznacznie wskazują, że choć oficjalnie sprawę “Szpak” założono w październiku 1992 roku, to główne czynności operacyjne podjęto już w maju tego roku. Oznacza to, że wiceminister obrony narodowej był podczas swego urzędowania nieustannie śledzony i kontrolowany przez działające przeciwko niemu Wojskowe Służby Informacyjne, które traktowały go jako wroga państwa polskiego.

Cała operacja przebiegała w ramach doktryny politycznej bezpieczeństwa państwa sformułowanej przez byłych funkcjonariuszy SB i WSW oraz wykonujących ich polecenia polityków Unii Wolności. Najlepiej ujął ją kierujący specjalnym zespołem operacyjnym UOP Jan Lesiak, który w swoim raporcie - zatwierdzonym przez ówczesnego ministra spraw wewnętrznych Andrzeja Milczanowskiego - pisał, że konieczność podjęcia działań dezintegracyjnych wobec partii takich jak Ruch dla Rzeczpospolitej, Ruch Chrześcijańsko-Narodowy, Porozumienie Centrum i Ruch III Rzeczpospolitej wynika stąd, że dążą one do zrealizowania programu opartego na zasadach antykomunistycznych, lustracji i dekomunizacji.

Istotą dokumentacji zawartej w teczce SOR “Szpak” jest to, że ukazuje ona przestępcze działania wymierzone w rząd Jana Olszewskiego na długo przed jego upadkiem. Świadectwem takiego stanu rzeczy jest dokument, który wprawdzie nie ma daty, ale odnosi się do działań podejmowanych przez funkcjonariuszy WSI na przełomie kwietnia i maja 1992 roku, a więc na ponad miesiąc przed obaleniem rządu Jana Olszewskiego.

Autor obszernej“ Notatki służbowej” , znajdującej się na stronach 8-12 SOR „Szpak” pisze:

“W dniu 11 i 12 maja br. dokonałem ustaleń operacyjnych do zagadnienia “S”. Niżej wymienione informacje uzyskałem od bardzo zakonspirowanych, sprawdzonych i wiarygodnych źródeł informacji. Informacje traktuję jako prawdziwe, w części potwierdzone, ale wymagające jeszcze dodatkowych wyjaśnień.”

Oznacza to, że sekretariat ministra był przez cały czas kontrolowany, rozpracowywano oficerów pracujących dla ministra odnotowując każdą ich rozmowę, kontrolowano docierające do ministra materiały, w tym przesyłki listowe. Każda rozmowa, każde spotkanie, każda przesyłka czy wizyta krajowa lub zagraniczny były odnotowane, kontrolowane i rozpracowywane. Oto jeden z przykładów:

„W sprawie planowanego szkolenia K.W. w S. WSI żadne dokumenty ze strony Wielkiej Brytanii nie dotarły do Sekretariatu “S”, a takie musiałyby przejść przez ręce naszych źródeł. Wynika więc, że “S” sygnał o planowanym szkoleniu przez Anglików mógł otrzymać tylko osobiście z ambasady Wielkiej Brytanii.”

Z akt dowiadujemy się, że w akcji przeciwko rządowi ważną rolę odgrywali dwaj ówcześni wyżsi oficerowie. Autor notatki pisze wprost:

„Informacje zawarte w pkt. 1-2 znane są dla płk. Jaworskiego i kmdr. Głowackiego, ponieważ na ich polecenie realizowałem czynności wyjaśniające ... Otrzymali na to stosowną notatkę. Informacje wszystkie nie mogą być wykorzystane bezpośrednio, ponieważ mogą zdekonspirować źródła osobowe”

Formalnie WSI kierował wówczas generał Sobolewski, który jak się wydaje usiłował być lojalny wobec rządu RP. Kmdr.Kazimierz Głowacki kierował wywiadem, a Lucjan Jaworski kontrwywiadem. Kto zatem, jeśli nie oni i nie Sobolewski, był adresatem notatki? Kto był autorem operacji, która - jak się wydaje - była częścią akcji zmierzającej do obalenia rządu Jana Olszewskiego?

Przypomniałem również, że w działaniach przeciwko środowiskom niepodległościowym, WSI ściśle współpracowało z cywilnym UOP, o czym dowiadujemy się choćby z pisma Dyrektora Zarządu Kontrwywiadu UOP Konstantego Miodowicza z dn 24 czerwca 1992 r. do Szefa Zarządu III WSI płk. Lucjana Jaworskiego, przytoczonej w przypisie nr 81 na str. 65 Raportu z Weryfikacji WSI.

W tej sytuacji można postawić zasadnicze pytanie: czy decyzja Bronisława Komorowskiego o powierzeniu płk. Lucjanowi Jaworskiemu stanowiska szefa kontrwywiadu WSI była przypadkowa i należy złożyć ją na karb braku doświadczenia i niewiedzy wiceministra ON, czy też wolno w tej decyzji dopatrywać się bardziej groźnego i głębszego sensu?

Pułkownik Jaworski, który tak czynnie uczestniczył w rozpracowywaniu i zwalczaniu warszawskich środowisk opozycyjnych, miał długoletnie doświadczenie w tej robocie. Jak nikt inny, w sytuacji, gdy potrzebna była akcja przeciwko rządowi Jana Olszewskiego, nadawał się na stanowisko szefa kontrwywiadu WSI. Znał to środowisko, ale też znał ludzi, których w okresie PRL-u WSW wykorzystywało jako tajnych współpracowników. Czy korzystano z tych kontaktów również w latach 90- tych? Przypomnę, że składając wyjaśnienia przed Komisją Weryfikacyjną płk Jaworskiego stwierdził, że „minister Komorowski zgodził się, abym mógł dobierać sobie ludzi do kontrwywiadu” (informacja z wysłuchania Komisji Weryfikacyjnej)

Zaangażowanie Jaworskiego w działania przeciwko legalnemu rządowi RP, w kontekście jego wcześniejszej aktywności, nakazuje dostrzegać w tej nominacji więcej, niż przypadek.

W tym samym czasie Bronisław Komorowski zaakceptował płk. Aleksandra Lichockiego, który choć na krótko przyszedł do WSI jako pułkownik i w tym stopniu odszedł, lecz już z etatem i wynagrodzeniem generalskim. Za jakie zasługi Lichocki otrzymał wówczas ten awans finansowy? Dlaczego Komorowski na wiele lat związał się z człowiekiem, o którym w roku 2007 twierdził, że jest agentem sowieckim? Nie jest przecież prawdą, jak twierdzi obecnie marszałek, że sam usunął Lichockiego ze służby. Odejście pułkownika nastąpiło w efekcie ujawnienia wniosków, zawartych w „Raporcie podkomisji nadzwyczajnej do zbadania działalności byłej WSW” z roku 1991, zwanej komisją Okrzesika, w której zwrócono uwagę na nieprawidłowości i przestępstwa, jakie miały miejsce w WSW.

To w tym samym czasie, w roku 1992 nastąpił upadek tzw. banku Palucha, w którym Bronisław Komorowski, Maciej Rayzacher i Michał Benedyk mieli zainwestować 260 tys. DEM. Płk Janusz Paluch działał wśród oficerów, a jego pośrednikiem w przyjmowaniu lokat był m.in. ppłk Janusz Rudziński. WSI interesowały się źródłem pochodzenia zgromadzonego przez „inwestorów” kapitału. Wiosną 1992 r Komorowski i Maciej Rayzacher chcieli odzyskać zainwestowane pieniądze przy pomocy wynajętych firm detektywistycznych, które wkrótce wycofały się z umowy, obawiając się powiązań politycznych Palucha. Komorowskiemu sugerowano, że pieniądze może odzyskać kontrwywiad WSI, który pomógł innym oszukanym w ten sposób wysokim oficerom. W przypisie 118 na str.77 Raportu z Weryfikacji znajdujemy informację z notatki WSI, w której stwierdzono, że Rayzacher i Komorowski nie mieli „możliwości żądania zwrotu pieniędzy drogą prawną”. WS Tomaszewski dowiedział się, że „generałom udało się odzyskać pieniądze przy pomocy kontrwywiadu wojskowego”. Próbą odzyskania pieniędzy zajął się w imieniu Komorowskiego i Rayzachera WS „Tomaszewski”. Raport stwierdza, że „wojskowe służby zebrały informacje zdecydowanie wykraczające poza ich zakres kompetencji. Pretekstem do takich działań miało być zwalczanie ingerencji obcych służb, lecz zdobyte informacje mogły posłużyć do nacisku na wymienione osoby.”

Również w początkach lat 90 –tych znajdziemy w kontrwywiadzie, nadzorowanym przez Komorowskiego innego bohatera „afery marszałkowej” płk. Leszka Tobiasza, wykorzystywanego do zadań specjalnych – czyli penetracji środowiska dziennikarskiego i Kościóła. Z tego też czasu datuje się znajomość Komorowskiego z gen. Józefem Buczyńskim, którego mianował później szefem kadr MON. Przez wiele lat gen.Buczyński był attache wojskowym przy Ambasadzie RP w Chinach, a następnie Komendantem Akademii Obrony Narodowej. Jak wynika z zeznań marszałka, złożonych przed prokuratorem w dniu 24 lipca 2008 roku, to Buczyński wprowadził płk. Lichockiego, po ustaleniu, co ma być tematem rozmowy z Komorowskim.

Czy obecność tych postaci w otoczeniu Bronisława Komorowskiego w latach 90-tych, a następnie ich udział w kombinacji operacyjnej, znanej jako „afera marszałkowa” można uznać za przypadek? Mam dziwne przeświadczenie, że dokładne poznanie okoliczności (co z pewnością nastąpi), w jakich doszło do prowokacji, inspirowanej przez Komorowskiego, z udziałem oficerów WSW/WSI pozwoli określić czy brali w niej udział inni bohaterowie – w tym, płk. Lucjan Jaworski.

Zbyt wiele informacji wskazuje, że mamy do czynienia z powtórzeniem sekwencji z roku 1992, gdy wojskowe służby, których kierownictwo kompletował wiceminister Komorowski podjęły działania zmierzające do obalenia rządu Jana Olszewskiego. Ten sam Komorowski w roku 2007 stanął na czele grupy byłych oficerów WSW, by wspólnie i w porozumieniu z szefostwem ABW, przy współudziale agentury medialnej przeprowadzić kombinację operacyjną, skierowaną przeciwko legalnemu organowi państwa – jakim była Komisja Weryfikacyjna WSI.

Oczywiście – na wszystkie podobieństwa sytuacji z 1992 i 2007/8 roku zwracano już wielokrotnie uwagę. Ale tylko „dowód”, w postaci wskazania poszczególnych „przyjaciół z dawnych lat” pana Komorowskiego oraz ilustracja ich ówczesnej i obecnej aktywności, pozwala zrozumieć znaczenie tych podobieństw. Pozwala również dostrzec we właściwym świetle postać Bronisława Komorowskiego – którą postrzegam jako jedną z najczarniejszych figur politycznych III RP - odpowiedzialną za zbudowanie, wzmacnianie, a następnie reaktywację zbrodniczego i niszczącego Polskę układu WSI.

Jestem przekonany, że rzetelne wyjaśnienie roli, jaką Komorowski odgrywał w polskiej polityce od 19 lat, w tym ujawnienie okoliczności spraw takich jak : handel bronią przez WSI, za wiedzą i zgodą Komorowskiego, sprawa fundacji Pro Civili, inwigilacja prawicy w latach 90-tych, sprawy przetargów na zakupy uzbrojenia w latach 2000-2001 i związane z tym podsłuchy członków sejmowej komisji obrony narodowej, kombinacja operacyjna przeciwko Szeremietiewowi, – pozwoliłoby należycie „docenić” tę postać.

Nie przypadkiem przecież Bronisław Komorowski znalazł się wśród decydentów Platformy Obywatelskiej – formacji, której powołanie zostało zainspirowane i przeprowadzone przez oficerów i agentów Departamentu I MSW, – co starałem się obszernie wykazać w „POLITYCZNEJ AGENTURZE WPŁYWU”. Związki z tą partią ludzi takich jak : Olechowski, Merkel, Czempiński, Bondaryk czy Kubiak, udział Sikorskiego, Miodowicza, Boniego, wsparcie jakiego udzielił jej „capo di tutti cappi” układu lat 90-tych – Lech Wałęsa – nie pozostawiają wątpliwości, że mamy do czynienia z kontynuacją tych samych sił, które w roku 1992 obaliły rząd Jana Olszewskiego, by zepchnąć Polskę z drogi do pełnej niepodległości.

Gdy w maju 1993 roku, toczyła się sejmowa debata nad projektem uchwały o wyrażenie wotum nieufności rządowi Hanny Suchockiej (który zastąpił rząd Olszewskiego), padły z sejmowej mównicy słowa, które bez żadnych zmian można byłoby wykorzystać w realiach rządu Donalda Tuska:

„ [...] to rząd „okrągłego stołu”, rząd wyrosły na koalicji strachu, koalicji powstałej rok temu. U jego źródeł leżą dwie zasadnicze sprawy: neoliberalna czy kryjąca się za neoliberalizmem polityka społeczno-gospodarcza i strach przed prawdą, strach przed opinią publiczną, ten szkielet w szafie, jakim jest kwestia funkcjonariuszy Służby Bezpieczeństwa i ich tajnych współpracowników. Podejmuję tę sprawę, [...] nie dlatego, bym miał nadzieję, że ona zostanie tu rozstrzygnięta ­ przecież po roku już wiem, że strach przesłania tutaj rozsądek ­ ale dlatego, że obie te sprawy ściśle łączą się ze sobą i tworzą podstawę rozwoju gospodarki mafijnej i polityki mafijnej, które niszczą kraj, uniemożliwiają wykorzystanie szans na niepodległość państwową i narodową ­ tych szans, panie posłanki i panowie posłowie, które naród polski ma po raz pierwszy od 200 lat. I nikt nie będzie pamiętał o KPN, o ZChN, o innych ugrupowaniach, ale każdy będzie pamiętał nazwiska tych posłów, reprezentantów Rzeczypospolitej, którym brak odwagi przesłonił oczy i sprawił, że kraj upadł. Będą o tym pamiętały wszystkie polskie dzieci przez następne lata, i to sobie zakonotujcie.[...]

W przemówieniach koalicji i dziś dominuje strach: strach przed wyborami i strach przed społeczeństwem. Jak w soczewce można było zobaczyć ten strach obserwując reakcje koalicji ­w istocie szerszej niż rządząca: tej prawdziwej koalicji, faktycznie dzisiaj rządzącej Polską, koalicji, w której uczestniczą komuniści ­[...]”

Jeśli mamy nie czekać kolejnych 13 lat, na pojawienie się niepodległościowego rządu, który zerwie związki III RP z PRL-em, warto uzbroić się w świadomość – kto jest kim – w układzie rządzącym dziś Polską i odważnie, publicznie rozpowszechniać tę wiedzę.

Przed kilkoma miesiącami w tekście MILCZENIE napisałem:

„ Jeden człowiek, potraktował państwo polskie i jego najważniejsze organy niczym swoją własność. W obronie swojego prywatnego wizerunku, nie cofnął się przed pogwałceniem prawa i kontaktami z ludźmi komunistycznych, wrogich Polsce służb, nie zawahał się fałszywie oskarżać i pomawiać, nie wstrzymał przed rozpętaniem szkodliwej dla Polski i naszego bezpieczeństwa kampanii medialnej. Komorowski potraktował Polskę i Polaków niczym komunistyczny aparatczyk, korzystając z przywileju władzy i poczucia bezkarności. To zachowanie, nawiązujące do najgroźniejszych wzorców rodem z PRL-u , łącznie z wykorzystywaniem „aparatu represji” i dyspozycyjnych mediów.

Jeśli przemilczymy to dziś, idąc za przykładem tchórzliwych publicystów i koniunkturalnych polityków – wkrótce pojawią się całe zastępy „Komorowskich”, traktujących Polskę jak swój folwark, a Polaków jak stado idiotów.

Nie warto oglądać się na zachowania polityków opozycji, przedkładających doraźne interesy nad sprawy zasadnicze, nie warto tym bardziej czekać na reakcje publicystów i dziennikarzy.

Każdy z nas, w miarę posiadanych możliwości i predyspozycji, może przecież o sprawie Komorowskiego mówić, pisać, informować znajomych i własne środowiska. Takie działania, i będzie to uprawnioną paralelą - przynosiły skutki w czasach komunistycznego zniewolenia, pozwalały rozpowszechniać informacje wbrew zakazom cenzury i milczeniu oficjalnych mediów. Pozostają również formy wyrażania swojej opinii poprzez żądania, kierowane do posłów, instytucji pozarządowych, mediów.

Zachowaniem najgorszym z możliwych jest milczenie – ze strachu, z wygodnictwa, z wyrachowania….”

Źródła:

http://web.archive.org/web/20070223065827/www.glos.com.pl/Archiwum_nowe/Rok+2006/031/WSIaSolidarnosc.html

http://www.radeksikorski.pl/download/teczka_szpak.pdf

http://www.wsi.emulelinki.com/aneks_1.htm

http://www.wsi.emulelinki.com/untitled5.htm

czwartek, 18 grudnia 2008

PRZYJACIELE Z DAWNYCH LAT – (4)

Są w polskiej polityce ludzie, których działalności nie sposób zdefiniować jednym zdaniem i poddać jednoznacznej ocenie. Karty ich życiorysów zapisane czynami godnymi, mieszają się z aktami nikczemności i renegacji. Te ostatnie, z zadziwiającą prawidłowością pojawiają się w biografiach wówczas, gdy na horyzoncie politycznej kariery możemy dostrzec działania oficerów WSW/WSI. Można pokusić się o tezę, że „ukąszenie wojskówki” przemienia postaci polskiej polityki, niczym trujący jad wampira. Przypadek obecnego marszałka sejmu nie wydaje się odosobniony.

Nie może zatem w tekstach „PRZYJACIÓŁ Z DAWNYCH LAT” – opisujących korelację zdarzeń z początku lat 90- tych, z obecną kontrakcją polityczną zabraknąć postaci, której biografia zdaje się potwierdzać fatalne skutki owego „ukąszenia”. Tym bardziej, że wokół tego polityka znajdziemy ludzi WSI znanych już z poprzednich tekstów – w tym wielce zasłużonego, protegowanego Bronisława Komorowskiego - płk. Lucjana Jaworskiego.

W roku 1992 Wojskowe Służby Informacyjne, uzasadniając wszczęcie Sprawy Operacyjnej Rozpracowania twierdziły, że nasz bohater jest „zaangażowany w działalność polityczną ugrupowań stawiających sobie za cel osłabienie struktury i spoistość wojska, chce osłabić autorytet Zwierzchnika Sił Zbrojnych i kierownictwa MON. W perspektywie podporządkowania Sił Zbrojnych określonym celom politycznym „Szpak” szczególnie zaciekle atakuje Wojskowe Służby Informacyjne podważając ich cele i zadania, chce paraliżować działania WSI.”

Na stronie 74 Raportu z weryfikacji WSI znajdziemy następującą informację:

„Prowadzenie SOR „SZPAK” również zlecono płk. R. Loncy a nadzór nad nim sprawowali płk Lucjan Jaworski i płk Janusz Bogusz. Według wyjaśnień płk. Loncy prowadzenie SOR „SZPAK” miał mu zlecić sam szef WSI, gen. Izydorczyk, a on był jedynie kontynuatorem sprawy, która była już prowadzona.

W toku sprawy podjęte zostały działania mające na celu inspirowanie artykułów prasowych negatywnie pokazujących osobę Sikorskiego, zwłaszcza jako wiceministra obrony narodowej w rządzie Jana Olszewskiego. Jedną z inspirowanych przez WSI osób był dziennikarz „Gazety Wyborczej”, Edward Krzemień. Niewykluczone, że w trakcie prowadzenia SOR „SZPAK” WSI same mogły kreować negatywny wizerunek figuranta (tj. wiceministra Sikorskiego) poprzez ujawnianie i nagłaśnianie dyskredytujących zdarzeń z jego udziałem.”

W przypisie 108 do tej informacji znajdziemy niezwykle ciekawą relacje, ukazującą mechanizmy, jakimi posługują się ludzie WSI w zakresie „inspirowania zdarzeń medialnych”. Warto mieć ją na uwadze – szczególnie w ocenie wielu obecnych publikacji medialnych.

„Wcześniej dokonano rozpoznania operacyjnego osoby E. Krzemienia za pośrednictwem rzecznika prasowego MON Ryszarda Tabora – który był OZI obsługiwanym przez płk R. Loncę. Poprzez R. Tabora WSI uzyskało informacje o negatywnym nastawieniu red. E. Krzemienia do postulowanych przez środowiska prawicowe zmian w WP i do osoby wiceministra R. Sikorskiego. W toku dalszych działań ustalono, że red. E. Krzemień jest zainteresowany napisaniem krytycznego artykułu o R. Sikorskim i skompromitowaniu go. Dzięki temu doszło do sytuacji ocenionej jako niezwykle „korzystna” dla WSI w aspekcie podjęcia działań inspirujących. Wówczas prowadzący sprawę zdecydowali się podstawić red. E. Krzemieniowi oficera WSI, który miał podsuwać mu materiały źródłowe do planowanych przez niego artykułów. E. Krzemień w swoich artykułach dotyczących sytuacji w resorcie obrony narodowej bardzo negatywnie przedstawiał osobę wiceministra R. Sikorskiego.”

Dokładna data wszczęcia SOR „Szpak” nie jest znana, choć pierwsze zachowane notatki pochodzą z maja 1992r. W notatce tej zawarte są informacje – uzyskane od „źródeł osobowych” – o zajęciach zawodowych i kontaktach towarzyskich Sikorskiego. Podano nawet sumę rachunku za połączenia telefoniczne z początku maja 1992 r. a autor tego dokumentu (prawdopodobnie płk R. Lonca) podkreślił wręcz, że są to „dane operacyjne”. Płk Ryszard Lonca w czasie wysłuchania przed Komisją Weryfikacyjną WSI stwierdził, że: „Teczka sprawy „SZPAK” była grubsza, jej część została zniszczona bądź wyłączona ze sprawy”.

Można powiedzieć, że WSI nie miało, za co kochać Sikorskiego i założenie sprawy operacyjnego rozpracowania leżało w interesie ówczesnego układu. Przez trzy lata na podsłuchu były telefony Sikorskiego, m.in. linia miejscu zamieszkania. "Pluskwy" założono również w chobielińskim dworku. Sprawa miała zostać zakończona w roku 1995. Jakie materiały zebrano, czego dowiedziano się o kontaktach Sikorskiego, o jego rzekomo burzliwej i bohaterskiej przeszłości - nie wiemy. Tym bardziej, że teczka SOR SZPAK jest niekompletna. Niemniej – ten okres z politycznej kariery Sikorskiego wydaje się najistotniejszy dla zrozumienia jego późniejszych zachowań.

Sam Sikorski, ujawniając 30 czerwca 2006 roku na swojej stronie internetowej zawartość teczki, zamieścił również własny komentarz. Możemy tam m.in. przeczytać:

„Jako polityk uważam, że w odniesieniu do mojego życia prywatnego stosują się wyższe wymogi jawności niż w przypadku osób niezaangażowanych w życie publiczne. Doświadczenie naszej niedoskonałej demokracji pokazuje ponadto, że każda teczka prędzej czy później jest elementem gry politycznej. Nie życzę sobie, aby mną grano.

Precedensem jest odtajnienie i ujawnienie materiałów wytworzonych już w wolnej Polsce - przed czym generalnie bym przestrzegał. Usprawiedliwia to fakt, że - jak wynika z samej zawartości teczki „Szpak” - WSI wczesnych lat 90-tych była instytucją głęboko zanurzoną w mentalności i metodach PRL. [...] Satysfakcję daje mi fakt, że trzy lata prześwietlania przez WSI nie dało żadnych podstaw do podważania mojej wiarygodności. W płaszczyźnie czysto ludzkich emocji nie sposób nie odczuć zadowolenia, że to w co tylu wątpiło - inwigilacja prawicy i prowokacje wobec członków pierwszego w pełni demokratycznie wyłonionego rządu RP - znajduje tak namacalne potwierdzenie. Był to czas zemsty na ludziach pierwszego rządu, który może ułomnie, ale w dobrej wierze próbował przerwać patologie odziedziczone po okresie dyktatury. Oby nadużycie władzy, które miało miejsce wobec mnie, już nigdy się nie powtórzyło. Napawa otuchą fakt, że większość żołnierzy, którzy pracowali ze mną w trudnym okresie przełomu początku lat 90-tych odmówiła donoszenia na mnie. Podnosi na duchu i umacnia wiarę w sens ludzkich przyjaźni to, że ówczesnemu WSI nie udało się zwerbować żadnego z moich przyjaciół czy znajomych.[...]

Mam nadzieję, że ujawnienie teczki „Szpak” będzie stanowiło ostrzeżenie dla oficerów dzisiejszych służb specjalnych i polityków, którzy ich nadzorują, aby powierzonej sobie władzy nad ludzkimi losami używali wyłącznie w interesie publicznym. Zanim ktokolwiek wyda lub wykona nielegalny rozkaz, powinien mieć na przestrodze to, że jego działanie może być kiedyś ujawnione i ocenione.”

W czasie, gdy Sikorski pisał te odważne słowa był członkiem rządu Jarosława Kaczyńskiego i ministrem obrony narodowej. Czy powtórzyłby je dzisiaj?

W roku 1992, już pod upadku rządu Jana Olszewskiego, w znanym artykule w angielskiej gazecie „Spectator”, Sikorski, wspominając swoją pracę w ministerstwie obrony napisał:

„Krytykowano nas za zwalnianie ludzi. Przykro mi, że skróciłem tyle wspaniałych komunistycznych karier. Nie można jednak było myśleć o dołączeniu do NATO na szczeblu politycznym, gdy nasi wykształceni w Moskwie funkcjonariusze wpadali podczas nieudolnych operacji wywiadowczych w zachodnich stolicach, gdy niektórzy nasi wykształceni w Moskwie generałowie byli w kontakcie ze starymi kumplami w Rosji, gdy wreszcie nasze uzbrojenie było nieporównywalne z zachodnim. Zmiany trzeba było wprowadzić. Nie chcieliśmy antagonizować Rosji, a jednocześnie naprawdę musieliśmy oddzielić od nich nasz aparat bezpieczeństwa".

Na temat Wojskowych Służb Informacyjnych miał jednoznaczną opinię:

„WSI były ostatnią funkcjonującą organizacją komunistyczną, która mogła przejąć kontrolę nad krajem, gdyby ze Wschodu znów zaczęły wiać chłodniejsze wiatry. Jeszcze długo po puczu w Związku Radzieckim polscy szefowie WSI wciąż myśleli, że ich czas może nadejść. (...) Obecni i byli oficerowie WSI mieli mieszkania i zagraniczne konta bankowe, prowadzili operacje przemytu broni, mieli własne źródła dochodu i własne kontakty na Wschodzie i na Zachodzie. W ciągu kilku ostatnich miesięcy komunizmu sprzedawali swe tajemnice każdemu, kto gotów był zapłacić".

Wówczas, te wyznania wywołały w Polsce gwałtowne reakcje. W wywiadzie zatytułowanym „Nie ma niechęci”, jakiego Bronisław Komorowski udzielił „Gazecie Wyborczej” w nr 165, wydanie waw z dnia 15.07.1992 r. , str. 14 możemy przeczytać, co obrońca wojskowych służb ma do powiedzenia o Sikorskim.

Na pytanie J.Kurskiego - „Na czym polegają patologiczne układy w służbach specjalnych MON?” – Komorowski odpowiada:

- „Nie wiem. Nie podzielam spiskowej teorii dziejów. Przez dwa lata pracy w MON nie zetknąłem się z sytuacjami, które mogłyby potwierdzić istnienie takich układów. [...]

Między służbami specjalnymi Wojska Polskiego i armii radzieckiej istniała ścisła współpraca. Była to jednak raczej współpraca instytucji a nie kontakty agenturalne oparte na zasadzie indywidualnego werbunku. Po co więc radzieckie służby specjalne miałyby lokować agentów w instytucji w pełni sobie podporządkowanej? To jest wątpliwe. W ramach tej zinstytucjonalizowanej współpracy, na wysokich szczeblach byli przedstawiciele służb radzieckich. To są fakty i temu nikt nie przeczy. Uważam, że odwołanie radzieckich oficerów łącznikowych - rezydentów, powinno przerwać współpracę. A oni odwołani zostali już dawno.

Zarzut współpracy z obcym wywiadem to ciężkie oskarżenie. Takich oskarżeń nie można wygłaszać publicznie, jeśli się nie ma niezbitych dowodów. Podtrzymywanie przez Sikorskiego tych zarzutów dzisiaj, po odejściu z ministerstwa, jest próbą usprawiedliwienia własnej nieudolności. To nie jest gra fair.”

W odpowiedzi na pytanie dziennikarza o fragment artykułu Sikorskiego, który powyżej przytoczyłem, Komorowski mówi:

„To mocne stwierdzenie, którego autor nie próbuje nawet udowodnić. Sikorski w westernowej konwencji opisuje scenę odwołania adm. Wawrzyniaka. Oczywiście, minister ma do tego prawo. Ale czym różni się Wawrzyniak od skądinąd sympatycznego gen. Sobolewskiego, który przyszedł na jego miejsce. Po co rozwijać sztandary desowietyzacji i dekomunizacji, jeżeli obaj kończyli te same moskiewskie akademie i służyli w tym samym komunistycznym - jak stwierdza Sikorski - wojsku. Wystarczy powiedzieć wprost: mieliśmy większe zaufanie do Sobolewskiego!

Gdyby zapytać, jakie konkretne zmiany ekipa Sikorskiego przeprowadziła w MON, to się okaże, że sprowadzają się one do kilku hałaśliwych posunięć personalnych.

W ciągu poprzednich dwóch lat na 168 generałów odeszło z wojska 93. Ale był to efekt zmian strukturalnych i świadomej polityki kadrowej zmierzającej do odmłodzenia kadry. Analogiczne zmiany w ciągu ostatniego półrocza dotyczyły siedmiu generałów i robione były na zasadzie pokazywania palcem: ten zły, a ten dobry. To stwarzało atmosferę oburzenia i upokorzenia. Jak zresztą mogli zareagować oficerowie na dziecinną komendę "nie chcący zbliżenia z Zachodem - wystąp".

Nietrudno zauważyć, jak poglądy Komorowskiego i Sikorskiego z tego okresu różnią się zasadniczo. Wydaje się, że różnice nie dotyczą wyłącznie spraw związanych z wojskiem, ale rozciągają się na wiele innych, politycznych i światopoglądowych kwestii. Cóż, zatem wydarzyło się w życiorysie Radosława Sikorskiego, co doprowadziło go do dzisiejszej roli renegata w rządzie PO-PSL?

W czasie kolejnych kilku lat, po zakończeniu SOR „Szpak”, w postawie Sikorskiego musiały zajść na tyle pozytywne zmiany, że w roku 1998 został wiceministrem spraw zagranicznych w rządzie Jerzego Buzka. Nominację otrzymał na wyraźne życzenie Bronisława Geremka, szefa MSZ, z którym przez cały okres pracy w ministerstwie łączyły go doskonałe stosunki. Być może trafną diagnozę tej przemiany, oddał człowiek niewątpliwie dobrze poinformowany – niedawny oponent Sikorskiego - Bronisław Komorowski, gdy stwierdził: „ Pod koniec lat 90. trwał już niewątpliwie proces politycznego "szlifowania" Sikorskiego”.

Po odejściu z rządu Buzka, Sikorski wyjechał do Ameryki, gdzie m.in. kierował programem Nowa Inicjatywa Atlantycka, w waszyngtońskim American Enterprise Institute, w którym amerykańscy neokonserwatyści opracowali założenia prowadzonej obecnie przez Busha polityki zagranicznej. Nowa Inicjatywa Atlantycka skutecznie wylansowała pomysł przeniesienia amerykańskich baz wojskowych na terytorium krajów "nowej Europy", w tym Polski. Na tyle skutecznie, że idea, o której nie śniło się nawet największym miłośnikom pobytu "amerykańskich chłopców" na polskiej ziemi, została uwzględniona w oficjalnych dokumentach NATO i jak wiemy – wcielona w życie. W tym sensie, można powiedzieć, że Sikorski jest polskim „współtwórcą” idei „tarczy antyrakietowej”. Sądzę, że to ważny rys w jego biografii.

Powołanie go na szefa MON w PIS – owskim rządzie Marcinkiewicza nie mogło więc nikogo zaskoczyć. Zaskakująca, lecz nie dla wszystkich była dymisja Sikorskiego, dokonana w atmosferze skandalu. Gdy w lutym 2007 roku ważyły się jego losy w rządzie, warto zwrócić uwagę na zachowanie posłów Platformy Obywatelskiej.

W obronie zdymisjonowanego szefa MON wystąpił wówczas lider PO Donald Tusk. Jego zdaniem, dymisja Sikorskiego nastąpiła w "tajemniczych okolicznościach" i była "oczekiwana" przez prezydenta i premiera. W ocenie lidera PO, w kontekście polskiej misji w Afganistanie "wygląda na to, że działalność Antoniego Macierewicza, prawdopodobnie tego, który triumfuje teraz po dymisji Radka Sikorskiego, to działalność w dużej mierze destrukcyjna". Zdaniem Bogdana Zdrojewskiego, szefa klubu parlamentarnego PO - to właśnie Macierewicz, a nie Sikorski powinien zostać odwołany.”

W opinii ówczesnego wicemarszałka Sejmu, Bronisława Komorowskiego, zmiana na stanowisku ministra obrony narodowej następuje "w złym stylu i w złym momencie”.

Do tych głosów obrońców Sikorskiego dołączył nawet Janusz Zemke, szef sejmowej Komisji ds. Służb Specjalnych, twierdząc, iż „to bardzo smutna informacja, która pokazuje, że bardziej się liczą teczki, grzebanie i poszukiwanie agentów niż dobre przygotowanie misji w Afganistanie i dobre przygotowanie negocjacji ze Stanami Zjednoczonymi w sprawie tarczy antyrakietowej

Trzeba przypomnieć, że dymisja Sikorskiego miała związek z likwidacją WSI.

„Nie wiem, jaki będzie kształt ustaw o likwidacji WSI i powołaniu wywiadu i kontrwywiadu wojskowego, które trafią do Sejmu” – twierdził Sikorski po spotkaniu z prezydentem Kaczyńskim. Człowiek, który jeszcze w roku 1992 nazywał WSI „organizacją komunistyczną, która mogła przejąć kontrolę nad krajem” stał się nagle rzecznikiem rozwiązań „cywilizowanych”, optując przeciwko „opcji zerowej” w sprawie WSI i dążąc do zachowania wyłącznie wojskowego składu przyszłych służb kontrwywiadu.

Sądzę, że decydujące znaczenie w usunięciu Sikorskiego z rządu, mogła mieć sprawa forsowanej przez niego nominacji gen.Dukaczewskiego, ostatniego szefa WSI. Sikorski nie zaprzeczał , że miał plany personalne wobec Dukaczewskiego:

„Uważam, że państwo polskie nie powinno tracić z pola zainteresowania osób, które sprawowały ważne funkcje państwowe i które posiadły duży zakres wiedzy poufnej” – tłumaczył dla „Wprost” powody swoich propozycji. „W krajach NATO szefowie służb specjalnych, którzy popadają w niełaskę, trafiają na prestiżowe, acz mało wpływowe stanowiska, najlepiej poza granicami kraju. W tym duchu głośno myślałem o oferowaniu gen. Dukaczewskiemu dowództwa jednego ze szczątkowych dzisiaj okręgów wojskowych. Poważnie rozważałem wysłanie go w tradycyjne miejsce odpoczynku byłych szefów WSI, to znaczy do attachatu RP w Chinach […] Biorąc pod uwagę dzisiejszą aktywność medialną gen. Dukaczewskiego, nadal sądzę, że byłoby to rozwiązanie optymalne z punktu widzenia obozu rządzącego” – tłumaczył logicznie.

Już po przejściu do Platformy Sikorski przedstawiał sprawę następująco:

„Przecież to ja Dukaczewskiego zdymisjonowałem i wyrzuciłem z wojska! Żadna PiS-owska propaganda tego nie zmieni. Rzeczywiście chciałem go wysłać do Pekinu. Dzisiaj Dukaczewski mówiłby jak wielkim przyjacielem Chin jest Kaczyński i jak wizjonerskie są reformy ministra obrony narodowej, Aleksandra Szczygło. A tak, Dukaczewski jest liderem kilku tysięcy byłych ludzi Wojskowych Służb Informacyjnych i doradza Aleksandrowi Kwaśniewskiemu jak wrócić do władzy. Uważam, że moja koncepcja była mądrzejsza. Wierzę w antykomunizm skuteczny, a nie histeryczny. Ta ekipa tak chciała lustracji, że ją spartaczyła. Wszystko można robić mądrze, albo na wariata. Oni robią na wariata.”

Problem z nominacją Dukaczewskiego, ( o czym Sikorski nigdy nie wspomniał) polegał na tym, że w czasie prac Komisji Weryfikacyjnej WSI, nowe służby wojskowe SKW poznały tajną instrukcję sowieckiego GRU, nakazującą kierowanie absolwentów jej szkół wlaśnie na… kierunek pekiński.

Czy Sikorski mógł wiedzieć o tej instrukcji, czy może uległ jedynie sugestiom ostatniego szefa WSI? W jakim stopniu „awantura” z dymisją ministra obrony narodowej, w rządzie Kaczyńskiego była efektem „naturalnego”, wynikającego z różnych wizji politycznych i charakterów konfliktu z Macierewiczem, a na ile została sprowokowana lub zamierzona? Jaką rolę spełniał Radosław Sikorski w tym rządzie i dlaczego tak chętnie powitano go w szeregach Platformy Obywatelskiej? Być może, przyszłość przyniesie odpowiedzi na te i inne pytania, związane z postacią obecnego ministra spraw zagranicznych i pozwoli dokonać pełniejszej oceny jego działań.

Niełatwo pozbyć się wrażenia, że od momentu zbliżenia z Platformą, Sikorski stał się przedmiotem politycznych, ale też operacyjnych rozgrywek. Na tyle zaangażowanym, że wziął udział w medialnym rozpętywaniu „afery Marszałkowej”, gdy 15 listopada 2007 podzielił się z odbiorcami TVN24 bulwersującą informacją:

„ Dziennikarz "Wiadomości" czytał mi fragmenty tekstu, które wyglądały na fragmenty aneksu do raportu WSI. To ciekawe, bo aneks jest nadal dokumentem tajnym. Polityk dodał, że "uważa taką sytuację za karygodną".

Sikorski twierdził, że ta sytuacja pokazuje, jak upolitycznionym i niewiarygodnym dokumentem jest aneks do raportu ws. WSI. - „Pamiętajmy o tym, że póki co do aneksu nie ma dostępu nawet marszałek Senatu Bogdan Borusewicz i marszałek Sejmu Bronisław Komorowski. Jednoznacznie można więc powiedzieć, skąd te fragmenty wyciekają” – sugerował Sikorski.

To bardzo ważna postać w naszej najnowszej historii. Swoją publiczną działalnością łączy okres początku lat 90 – tych, z dzisiejszą polityką. Bezkompromisowa, niepodległościowa postawa Sikorskiego, jaką prezentował w okresie rządu Jana Olszewskiego, ustąpiła miejsca obecnej sylwetce człowieka uwikłanego w agenturalne interesy zaplecza Platformy, „utrwalacza” Wojskowych Służb Informacyjnych, reaktywującego najgorsze, zgubne dla Polski układy III RP.

Czy i na ile, ta zdumiewająca metamorfoza ma związek ze sprawą operacyjnego rozpoznania „Szpak”, czy wolno jej przyczyn upatrywać w „ukąszeniu wojskówki”? Czy może odpowiedzi trzeba szukać w czasach, gdy Sikorski przebywał poza granicami Polski?

Chciałbym tym tekstem zwrócić uwagę na rzeczywistą rolę WSW/WSI w kreowaniu polskiej rzeczywistości po roku 1989, ale też podkreślić, w jaki sposób ingerencja wojskowych służb w życie polityków, przekłada się na dostrzegalne zmiany w ich zachowaniach i postawach. Spotkanie tych dwóch postaci polskiej sceny politycznej – Bronisława Komorowskiego i Radka Sikorskiego, mogło nastąpić tylko w tworze politycznym pod nazwą Platformy Obywatelskiej. Jeśli ktoś podziela moje opinie, wyrażone w tekstach „POLITYCZNEJ AGENTURY WPŁYWU” – nie będzie zdziwiony, że w sytuacji zagrożenia układ WSI zagarnia pod skrzydła, ale też wykorzystuje wszystkie swoje „zdobycze”. Nawet „szpaki”.

CDN...

Źródła:

http://www.wsi.emulelinki.com/untitled5.htm

http://www.radeksikorski.pl/index.php?lang=pl&site=pobierz

http://wiadomosci.wp.pl/kat,1329,wid,8777584,wiadomosc.html?ticaid=172a0

http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80708,4677249.html

wtorek, 16 grudnia 2008

PRZYJACIELE Z DAWNYCH LAT (3)

„W Wojsku Polskim działa od dwóch lat tajna organiza­cja, skupiająca obecnie 204 oficerów. Kilkunastu z nich (w tym jeden generał) postanowiło się ujawnić, by stworzyć komitet organiza­cyjny stowarzyszenia VIRITIM. Buntują się przeciwko pozornym lub naskórkowym zmianom w wojsku. O ile kiedyś o kadrze LWP mówiono, że jest jak rzodkiewka: z wierzchu czerwona, w środku biała („Nie ukrywajmy, prawie wszyscy byliśmy w par­tii" - mówi jeden z liderów Viritim), to te­raz pozwolono wzrosnąć, twierdzą zbunto­wani oficerowie, nowemu gatunkowi rzodkiewki: z zewnątrz białej, ale w środ­ku niezmiennie czerwonej.” – tak zaczyna się tekst z Tygodnika SPOTKANIA z dn. 12 czerwca1991 roku, opisujący działalność Stowarzyszenia Patriotycznego VIRITIM, organizacji antykomunistycznej, założonej w latach 1988-1989 przez oficerów Ludowego Wojska Polskiego.

Dalej czytamy m.in.:

„Chcą kształtować oblicze armii nowego typu; w tym celu należy najpierw doprowa­dzić, jak piszą w deklaracji programowej, do odnowy etyczno-moralnej polskiego wojska w duchu kultury i tradycji chrześci­jańskiej. Chcą współdziałać w dziele słu­żenia narodowi polskiemu przy poszanowaniu praw mniejszości. [...]

- Czy można się nam dziwić, że działali­śmy w konspiracji, a wielu nadal tak dzia­ła, skoro tylko pięć procent kadry nie ule­gło komunistycznej indo­ktrynacji, a aż siedem pro­cent ma powiązania agenturalne? - tłumaczy ppłk Grudniewski. - Wyciągnę­liśmy jednak wniosek psychologiczny, że żadnego środowiska nie możemy odcinać, w każdym trzeba szukać owych pięciu pro­cent. Chociaż to się rozkła­da różnie: w lotnictwie bun­towało się przeciwko starym porządkom 20 procent oficerów, w wywiadzie 8 procent a w WSW tylko jeden procent.
Szukali więc zbuntowanych, pomagali szy­kanowanym, pisali programy dla nowego wojska. Przyznają się dziś, że to oni rozszy­frowali kilka afer, dostarczyli niezbędnych dokumentów niektórym dziennikarzom i po­słom, na swoje konto zapisują obalenie jak twierdzą – Merkla z Belwederu.

Z czasem liderzy zaczęli się ujawniać. Płk Ryszard Dorf, płk Henryk Pawlikowski, ppłk Wiesław Matejczuk, ppłk Euge­niusz Mróz (trzej ostatni wraz z reżyserem Henrykiem Czarneckim tworzą jawny ko­mitet organizacyjny), płk Józef Pawelec z WAT, płk Jan Święcicki z Szefostwa Służ­by Zdrowia. Pozostali działają w ukryciu.[...]

Ppłk Mróz mówi wprost: - Minister Kołodziejczyk musi odejść, a panowie Onyszkiewicz i Komorowski nie spełnili pokła­danych w nich nadziei. Pozwolili nadal wycinać odważnych, dlatego dalej, kto słu­ży w armii, ten się boi. Działacze Viritim podają przykłady, jak tzw. restrukturyzację wojska wykorzystu­je się do zwalniania młodych, niezależnie myślących oficerów, dzięki czemu zacho­wują wpływy starzy, poddawani przez dłu­gie lata indoktrynacji. Ppłk Woźniecki, na przykład, z Zarządu II (gdzie trzeba było mieć pełną akceptację Moskwy), twórca ka­sety wideo dyskryminującej Solidarność", pokazywanej w wojsku w stanie wojennym, potem szef gabinetu ministra gen. Siwickiego, został w grudniu 1990 roku mianowa­ny... dowódcą polskiej grupy na Bliskim Wschodzie. Podobnie oceniają najświeższą nominację gen. Misztala.[...]

Płk Pawlikowski tłumaczy: - Nie chodzi nam o gesty formalne, ale o rzeczywiste zmiany. I dlatego jesteśmy przeciwko nie­którym ludziom, bo oni podtrzymują stare struktury.[...]

Wyniki badań kadry WP wykonane przez Zespól GRUPAŃ, (rok 1989)
- 5% - Oficerowie o niezależnych, postępowych przekonaniach, którzy nie ulegli komunistycznej indoktrynacji, mający odwagę głoszenia swoich poglądów (około 25OO oficerów)
- 10%- Oficerowie o postępowych poglądach, pozorujący uleganie indoktrynacji, głoszący swe przekonania tylko w wąskim, znanym gronie,

- 45% - Oficerowie, którzy pod wpływem indoktrynacji zobojętnieli i dbają jedynie o własne interesy, lecz starają się nie szkodzić,

- 40% - Oficerowie o poglądach zachowawczych, mający na sumieniu nadużycia gospodarcze i wojskowe, szkodnictwo wojskowe lub agenturalną współpracę
(szacunkowo w tym 7%, czyli około 3000 oficerów, to współpracownicy agenturalni obcych wywiadów i służb)”

W tym samym czasie, w Biuletynie Porozumienia Centrum z 8 kwietnia 1991 roku można było przeczytać:

„Najkorzystniejszy układ jest wówczas, gdy konkurujące partie polityczne dążą do tej samej formacji politycznej, wówczas wojsko i policja w sposób samoistny nie są zaangażowane w walki polityczne i skłaniają się do apolityczności.[...] Jeżeli jednak w państwie walczą o władzę partie polityczne, wyrażające przeciwne opcje ustrojowe, wojsko stanie po stronie tej tendencji, którą popiera wojskowe kierownictwo.[...] Taki właśnie wariant układów politycznych występuje w Polsce. Mądra władza powinna się starać mieć armie po swojej stronie, a kierownictwo wojskowe dobierać z wojskowych popierających jej opcję polityczną. Wzmacnia to i stabilizuje siłę rządu. Rozumieli to komuniści i np. były minister ON gen.Siwicki, który kurczowo bronił pozostawienia PZPR w wojsku (wbrew większości kadry) z chwilą rozwiązania partii pierwszy propagował apolityczność wojska, by odciąć je od nowych idei i nie dopuścić do przeobrażeń. Dał się na to nabrać rząd Mazowieckiego i armia dalej pozostaje ostoją prosowieckiego konserwatyzmu. Zdając sobie z tego sprawę Porozumienie Centrum, nadrabiając wieloletnie zaniedbania Solidarności w kontaktach z wojskiem, skupiło przy Tygodniku Solidarność w Warszawie początkowo grupę, a później szersze grono oficerów wojska, szczególnie pozytywnie nastawionych do procesu przechodzenia Polski do niepodległości i demokracji. Doprowadziło to powstania niejawnych struktur w wojsku popierających kandydaturę przewodniczącego Solidarności na prezydenta, a nawet biorących czynny udział w kampanii wyborczej. Struktury te rozbudowywały się, mimo zagrożenia i szykan postkomunistycznego kierownictwa wojskowego oraz braku oparcia u wiceministrów solidarnościowych.

Celem ich działań było doprowadzenie do przemian w Wojsku Polskim, które z satelickiej armii Związku Radzieckiego stało by się armią suwerennego państwa polskiego – czyli przywrócenia wojska Narodowi i Państwu Polskiemu. [...] Z przykrością trzeba stwierdzić, że mimo półtorarocznych rządów solidarnościowych i dwóch miesięcy rządów ekipy, którą poparliśmy, ciągle postępuje sterowane przez starą nomenklaturę wojskową burzenie siły materialnej wojska i jej struktury. [...] Prowadzi się proces zwalniania dobrze wykształconej młodej kadry, zachowując 60 –latków, mimo uzyskania przez nich pełnej wysługi emerytalnej. [...]

Należy rozważyć koncepcję zbliżenia do sojuszy zachodnich, a nawet wstąpienia do NATO. [...] Należy jednak przypomnieć, że wojskowe struktury zachodu, mogą bliżej współpracować z naszą armią jedynie wtedy, gdy będą pewni, że jesteśmy wiarygodni i czyści, nie jesteśmy ukrytym ramieniem sowieckich służb specjalnych.”

Przypomnienie tych obszernych cytatów publikacji sprzed 17 lat, wydaje się konieczne dla zrozumienia realiów początków lat 90 –tych oraz roli, jaką Bronisław Komorowski (ówczesny wiceminister ON) odgrywał wówczas i jaką spełnia obecnie. O działaniach Komorowskiego z tego okresu, pisałem w poprzednich częściach cyklu. Od początku swojej politycznej aktywności w III RP, Komorowski był człowiekiem wspierającym wojskowy układ sił, oparty na owych 40% oficerów, wymienionych w publikacji Stowarzyszenia VIRITIM jako ludzie „o poglądach zachowawczych, mający na sumieniu nadużycia gospodarcze i wojskowe, szkodnictwo wojskowe lub agenturalną współpracę”. W sposób w pełni świadomy i konsekwentny realizował politykę kadrową, której celem było zachowanie w strukturach Wojska Polskiego realnej władzy i wpływów wyższych oficerów o zdecydowanie zachowawczych – prosowieckich poglądach. Jako wiceminister odpowiedzialny za kontrwywiad, rozmyślnie wspierał ludzi z przestępczego aparatu komunistycznych służb wojskowych – wywodzących się bezpośrednio z formacji, która w okresie PRL-u kontynuowała zbrodnicze tradycje Informacji Wojskowej.

Można pewnie zastanawiać się - z jakich to istotnych powodów, ten były nauczyciel historii w Niższym Seminarium Duchownym w Niepokalanowie, przewodniczący Fundacji Pomocy Bibliotekom Polskim, dyrektor gabinetu ministra ds. współpracy z organizacjami politycznymi i stowarzyszeniami, został nagle oddelegowany na odpowiedzialne i trudne stanowisko – wiceministra obrony narodowej? Można pytać - co zdecydowało, że Komorowski poczuł w sobie przypływ zainteresowań i pasji, związanych z wojskiem? Obawiam się jednak, że stan naszej wiedzy o przeszłości marszałka sejmu, nie uprawnia do formułowania jednoznacznych odpowiedzi, a uleganie łatwym sądom nie jest w tej sytuacji dobrym rozwiązaniem.

Z pewnością, nie można odmówić Komorowskiemu konsekwencji w działaniu, ani posądzić go o łatwowierność lub polityczny infantylizm. Mamy do czynienia z człowiekiem, który świadomie dokonuje politycznych wyborów i kieruje się precyzyjnie określoną pragmatyką.

Teksty „PRZYJACIÓŁ Z DAWNYCH LAT” stanowią jedynie próbę naświetlenia okoliczności, w jakich Bronisław Komorowski realizował swoją misję politycznego „wspornika” układu wojskowo – agenturalnego i będą czytelne dla każdego, kto samodzielnie potrafi kojarzyć fakty i zechce spojrzeć na tę postać z właściwego dystansu.

Tak się bowiem składa, że Komorowskiego i jego „przyjaciół” z Wojskowych Służb Informacyjnych znajdziemy „na posterunku” w tych chwilach naszej najnowszej historii, gdy zagrożony staje się porządek III RP i dochodzi do próby naruszenia „okrągłostołowego” status quo. Przewijające się w zdarzeniach z lat 90- tych nazwiska niektórych bohaterów, spotkamy również obecnie.

Publikacja, której fragment zacytowałem na początku, była na tyle ważna, że znalazła się wśród materiałów gromadzonych przez WSI na początku lat 90 –tych, w związku z inwigilacją środowisk niepodległościowych. Na stronie 64 Raportu z Weryfikacji WSI czytamy:

„Działania WSI przeciwko stowarzyszeniom wojskowym postulującym przeprowadzenie zmian w armii były skorelowane z działaniami przeciwko osobom cywilnym; występuje tu zasadnicza zbieżność działań operacyjnych. Działania wobec żołnierzy można by uznać za uzasadnione na tyle na ile mieściły się w ramach ustawowych. To co było jednak charakterystyczne dla omawianych spraw to fakt, iż działania wobec żołnierzy stanowiły jedynie pretekst do rozpracowywania partii politycznych. Aktywnie zbierając informacje na temat związków funkcjonujących wśród oficerów WP (np. Stowarzyszenia Oficerów Na Rzecz Przemian w Wojsku, Stowarzyszenia Facta, Non Verba, Stowarzyszenia ”VIRITIM”) WSI przyjęły jako założenie operacyjne tezę, że „VIRITIM” jest organizacją inspirowaną przez środowiska polityczne skupione wokół polityków z rządu Jana Olszewskiego. Prowadzi to do wniosku, że opisywane tu działania WSI miały na celu zwalczanie politycznych przeciwników układu reprezentowanego przez WSI.

Działania WSI w tym zakresie były prowadzone ponadresortowo. Po 4 czerwca 1992 r. ówczesny Szef WSI Bolesław Izydorczyk na bieżąco przesyłał innym organom państwa ustalenia (także operacyjne) dotyczące stowarzyszeń wojskowych, ich sympatyków i byłego kierownictwa MON. Przedsięwzięcia WSI były koordynowane z Zarządem Kontrwywiadu UOP a szef tego pionu Konstanty Miodowicz zwrócił się do WSI o pomoc w rozpoznaniu nieformalnych grup działających w wojsku i ich związków z oddziałami podległymi MSW.

W odręcznej dekretacji z 1 lipca 1992 r. wskazano, aby „nie nawiązywać w tej sprawie kontaktu z UOP do czasu oficjalnego uregulowania współdziałania KW WSI z UOP”. Do współpracy WSI z pionem Konstantego Miodowicza niewątpliwie jednak doszło. Wskazał na to Szef WSI w pismach do Szefa Biura Bezpieczeństwa Narodowego Jerzego Milewskiego z 8 lipca 1992 r. i do Ministra Spraw Wewnętrznych Andrzeja Milczanowskiego z 17 lipca 1992 r. WSI informowały także Naczelnego Prokuratora Wojskowego o konieczności uwzględnienia, że prasa i radio wskazywały, iż ulotki Stowarzyszenia „są wytwarzane i wysyłane co najmniej za wiedzą J. PARYSA, R. SZEREMIETIEWA i R. SIKORSKIEGO.” W przypisie nr 81 na str. 65 Raportu czytamy:

Dyrektor Zarządu Kontrwywiadu UOP Konstanty Miodowicz w piśmie z 24 czerwca 1992 r. do Szefa Zarządu III WSI płk. Lucjan Jaworskiego stwierdził: „W ramach kontrwywiadowczego zabezpieczenia Nadwiślańskich Jednostek Wojskowych MSW uzyskaliśmy sygnalną informację o możliwości działania Związku Młodszych Oficerów. Organizacja ta skupiająca młodszą kadrę dowódczą, ma działać na zasadach konspiracyjnych, co utrudnia rozpoznanie inspiratorów, kierujących i cele. Fakt istnienia nieformalnych grup w wojsku potwierdzać mogę – naszym zdaniem – nasilone ostatnio kontakty młodszych oficerów NJW MSW z kolegami z 10 Pułku Samochodowego MON. Uprzejmie proszę Pana Pułkownika o poinformowanie nas o posiadanym rozpoznaniu w odniesieniu do działających w wojsku nieformalnych grup. Szczególnie zainteresowani jesteśmy ewentualnymi powiązanymi z wojskami podległymi MSW”. (Teczka Nr 41 „Stowarzyszenie Oficerów Młodych”, k. 18.)

Kilka stron dalej możemy przeczytać:

„WSI były zaniepokojone np. kolportażem w maju 1992 r. ulotki Stowarzyszenia Oficerów Młodszych, w której stwierdzono m.in.: „Wojskowa nomenklatura komunistyczna czuje się bardzo dobrze. W związku z tym pan Prezydent Wałęsa winien zaprzestać ochraniać tą nomenklaturę i nie przeszkadzać w przeprowadzeniu reform w wojsku. Pan Premier Olszewski i pan Minister Parys winni bezzwłocznie przeprowadzić konieczną reorganizację Instytucji Centralnych [MON] i dostosować je do niezbędnego minimum. Przy tym należy jak najszybciej wymienić pracowników Departamentu Wychowania WP. Żądamy, aby Naczelny Prokurator Wojskowy wszczął postępowanie karne w sprawie wybudowania za bezcen willi dla wysoko postawionych oraz sprzedaży po zaniżonych cenach 284 samochodów osobowych dla generałów i pułkowników. Były wiceminister ON B. Komorowski winien być rozliczony za obniżenie dyscypliny w wojsku oraz drukowanie i rozwożenie samochodami wojskowymi materiałów wyborczych dla Unii Demokratycznej. Żądamy usunięcia z wojska wszystkich nie zweryfikowanych prokuratorów wojskowych, którzy objęli wysokie stanowiska i mimo uprzednio popełnionych nadużyć swych obowiązków [tak w tekście – przyp. KW] czują się bardzo dobrze. Janusz Onyszkiewicz ze względu na swą krótkowzroczność i nieudolność (nie potrafił nawet zorganizować sobie sekretariatu, zatrudniając w nim oficerów z propagandy specjalnej „czerwieńszych z czerwonych”, podczas gdy zwalniano dużo młodych i dobrze wykształconych i to tych, którzy w 1989 w wyborach popierali „Solidarność”) nie powinien zajmować żadnego stanowiska (…).” Autorzy ulotki domagali się usunięcia z wojska m.in. generałów Franciszka Puchały, Edwarda Rogali, Mariana Robełka, Zbigniewa Lewandowskiego, Krzysztofa Owczarka i Czesława Laszczkowskiego.”

Na stronie 72 możemy dowiedzieć się, że:

„Wśród osób, odnośnie, których WSI aktywnie zbierały informacje, byli m.in. Janusz Szpotański oraz Janina Łukasik-Mikłasz i Paweł Mikłasz z Fundacji „Myśl”, Józef [w aktach błędnie wymieniany także jako Jerzy] Szaniawski i ppłk rez. Stanisław Dronicz. W zainteresowaniu WSI znaleźli również sympatycy i członkowie „VIRITIM” (m.in. Czesław Bielecki, Wojciech Bogaczyk, Henryk Czarnecki, płk rez. Ryszard Dorf, kpt. Damian Jakubowski, Romuald Szeremietiew i Piotr Woyciechowski). Zainteresowanie to przekraczało zwykłe ramy osłony kontrwywiadowczej Sił Zbrojnych RP. W przypadku Pawła Mikłasza i Janusza Szpotańskiego w aktach sprawy zachowały się zapytania Oddziału 4 WSI (tzw. E-15) skierowane do Wydziału II Biura Ewidencji i Archiwum UOP. Jako powód zapytania wskazano „przed rozpracowaniem”. W podjętych w toku sprawy działaniach chodziło o dotarcie operacyjne do tych osób.”

Większość spraw operacyjnych związanych z działaniami wobec opozycji prowadziła stale ta sama grupa oficerów WSI. Innymi słowy - w strukturach wojskowych służb specjalnych funkcjonowała wyspecjalizowana grupa oficerów, których zadaniem było zbieranie informacji na temat kontaktów żołnierzy WSI ze środowiskiem dziennikarzy, podmiotów prowadzących działalność wydawniczą i polityków. Zajmowali się tym ludzie, którzy nabywali doświadczeń w walce z podziemiem niepodległościowym w latach 70 i 80 –tych. Sprawy te były osobiście nadzorowane przez ówczesnego Szefa Zarządu III WSI, płk. Lucjana Jaworskiego - człowieka, który był jednym z najbrutalniejszych ludzi represjonujących opozycję w latach 80 –tych, a którego na to stanowisko mianował wiceminister ON Bronisław Komorowski. Wśród osób prowadzących bądź zatwierdzających podejmowane w ramach spraw działania byli m.in. ppłk Ryszard Lonca, płk Janusz Bogusz, płk R. Bocianowski, płk Krzysztof Kucharski i mjr Niedziałkowski. Decyzje o wszczęciu rozpoczętych wówczas spraw miał podejmować szef WSI, gen. dyw. Bolesław Izydorczyk.

Na szczególną uwagę zasługuje fakt ścisłej współpracy WSI z UOP, którego kontrwywiadem kierował wówczas Konstanty Miodowicz – obecny poseł PO. Budowane w oparciu o esbeckich „fachowców” służby cywilne III RP działały wspólnie z „wojskówką”, w ramach doktryny przeciwnika politycznego, którego definiowano jako środowiska niepodległościowe, dążące do zmian w strukturach armii i służb specjalnych. Nie przypadkiem tzw. „Opinia zespołu ekspertów Platformy Obywatelskiej do publikacji Raportu o działaniach żołnierzy i pracowników WSI...” z 27.03.2007 roku z nieskrywaną pasją, odnotowuje fakt ujawnienia w Raporcie cytowanej powyżej notatki Konstantego Miodowicza do Lucjana Jaworskiego. Na stronie 18 tego anonimowego dzieła „ekspertów PO” możemy przeczytać niezwykle merytoryczne uwagi:

„Wydaje się, że jedynym argumentem dla przytoczenia opisywanych w rozdziale okoliczności jest wykazanie w przypisie nr 81 na str. 65 związków aktywności WSI z pracą kontrwywiadu UOP kierowaną wówczas przez Konstantego Miodowicza. Autorzy raportu prawdopodobnie nieświadomie ujawniają zapewne niejawny dokument UOP, do którego ujawnienia wyłączne kompetencje posiada Szef ABW. Stanowi to naruszenie ustawy o ochronie informacji niejawnych.”

Na następnej stronie dowiemy się jakoby:

„Informacja, że WSI chciały ustalić nadawców anonimów szkalujących ministrów obrony narodowej zamiast zająć się informacjami tam zawartymi ma zapewne zainteresować czytelnika treścią anonimów, które dotyczą ministrów Bronisława Komorowskiego (obecnie PO) i Janusza Onyszkiewicza (obecnie LiD). Raport nie informuje czy zarzuty podniesione w

anonimach były uzasadnione a upublicznienie tych informacji wykracza poza ustawową delegację Raportu.”

Przykład wspólnych działań WSI (nadzorowanych przez Komorowskiego) i UOP (kierowanych przez Miodowicza), podejmowanych przeciwko organizacjom domagającym się zmian w Wojsku Polskim, stanowi znamienną ilustrację zjawiska ochrony interesów układu III RP.

Ten sam tandem - sprzężone działanie ludzi WSI oraz cywilnego ABW, znajdziemy w roku 2007 - po dojściu do władzy ekipy Tuska, gdy rozpętano nagonkę na Komisję Weryfikacyjną, a Bronisław Komorowski wystąpił we „właściwej” mu od lat roli „wspornika” i inspiratora bezprawnych działań. Niezmienny również pozostaje przeciwnik, - personalnie nadal są to politycy dawnego Porozumienia Centrum oraz Jan Olszewski i Antoni Macierewicz.

Tylko polityczny analfabeta mógłby przeoczyć oczywisty fakt, że w tych dwóch okresach naszej historii – 1991-92 oraz 2007 – 2008 doszło do brutalnej i operacyjnie zaplanowanej kontrakcji ludzi komunistycznych służb specjalnych, przeprowadzonej przy współudziale struktur państwowych III RP i agentury medialnej. Osłona operacyjno – medialna Bronisława Komorowskiego, tak wówczas, jak i obecnie stanowiła jeden z istotnych elementów tej kombinacji.

By zrozumieć mechanizmy, jakimi posługuje się układ dzierżący władzę, konieczne jest prześledzenie zdarzeń z początku lat 90 –tych i wskazanie wspólnych dla obu okresów właściwości oraz głównych bohaterów – tych pierwszoplanowych, jak i działających w ukryciu. Kolejną zatem część „PRZYJACIÓŁ Z DAWNYCH LAT” poświęcę postaci doskonale znanej i równie tajemniczej.

Warto na zakończenie tego tekstu przytoczyć słowa Bronisława Komorowskiego sprzed ponad dwóch lat, wypowiedziane jako komentarz do „zbrodniczych” działań PIS-u, ujawnionych na taśmach Renaty Beger. Oburzony, ówczesny wicemarszałek sejmu grzmiał:

„Pokazano rzeczy, które w normalnym, cywilizowanym świecie nie tylko nie są pokazywane, ale i nie są tolerowane. [...] To jest moralnie skandaliczne. Teraz PiS będzie chował sprawę pod dywan, a my będziemy ją wyciągali i pokazywali odpowiedzialność konkretnych osób. Jeśli te wszystkie głosy zostaną zlekceważone i będą próby wykazania, że nic się nie stało, wówczas trzeba się będzie odwoływać do opinii publicznej, bo obywatele także mają prawo domagać się rozstrzygnięć”.

Przyjdzie czas, gdy słowa z ostatniego zdania pana Komorowskiego „staną się ciałem”.

CDN...

Źródła:

http://pkn.blox.pl/2007/02/W-materialach-WSI-znaleziono-analizowany-material.html

http://members.chello.pl/prug/www/wojskowe.htm

http://www.wsi.emulelinki.com/untitled5.htm#bookmark18

http://www.polityka.pl/_gAllery/54/68/54688.pdf

http://www.wiadomosci24.pl/artykul/politycy_opozycji_komentuja_sprawe_ujawnionych_nagran_7541.html